Gość: Zestresowana
IP: *.stegny.2a.pl
26.08.06, 22:00
Dopiero niedawno trafiłam na to forum, ale zdążyłam się już zorientować, że Imola nie należy do ulubionych szkół jazdy. I szczerze mówiąc nie dziwię się Wam.
Co prawda zdałam dziś egzamin za pierwszym razem, ale nie zmienia to mojego zdania na temat tej szkoły. Gdybym przed wakacjami miała taką wiedzę jak mam teraz z całą pewnością nie wybrałabym Imoli. Trochę głupio to pisać, bo wstyd się przyznać, że dałm się nabrać na ich tanie chwyty reklamowe, ale niech ten post posłuży jako przestroga dla innych.
Niewątpliwie Imola jest duż szkołą z wieloma samochodami, jednak wcale nie należą one do szkoły. Instruktorzy są marnie opłacani i stąd ich duża rotacja. Jest męczące dla kursanta, który nie wie i nie spodziewa się nagłej zmiany instruktora. Pomijam fakt, że jazdy miałam odwyławane z 4 razy, mimo że termin egzaminu był za mniej więcej tydzień. Oferta dojeżdżania do kursanta to bzdura. Z moim instruktorem miałam stałe miejsce zbiórki (tak jak wszyscy jego kursanci), bo uważał, że to strata czasu na odwożenie i przywożenie (i tu się z nim jak najbardziej zgadzam - dzięki temu skupiałam się na nauce a nie na odwożeniu innych). Cena kursów w Imoli tez nie należy do najniższych, to chyba jeden z droższych kursów. Ich propozycja weekendowego kursu jest, owszem ciekawa dla ludzi cierpiących na brak czas, ale tak na dobrą sprawę jest niezgodna z prawem i niewiele daje osobom, które wcześniej nie zawiele miały wspólnego z samochodem. Jeżeli któs się chce czegoś nauczyć, to nie powinien iść na taki kurs.
Plac manewrowy, a w zasadzie place. Oczywiście ich wymiary nie są zgodne z wymiarami egzaminacyjnymi o czym się dziś sama przekonałam na egzaminie. Naiwerzchnia jest nierówna, a na niektórych placach jest zbyt mało słupków. Dziwi mnie też, że taka duża szkoła nie ma własnych górek egzaminacyjnych.
Nie podoba mi się też w tej szkole to, że kursanci decydujący się na egzamin w Łomży nie są informowani o wszystkich urokach tego miasta. Kiedy pierwszy raz tam pojechałam - sprawdzić jak wygląda moje miejsce egzaminu - byłam zaskoczona licznymi wzniesieniami. Nikt mi na kursie nie mówił, że jazda z ręcznego pod górkę to podstawa. W kilku sprawach tamtejsi egzaminatorzy mają inne podejście niż jest się uczonym w Warszawie (np. kierunkowskaz w lewo na rondzie). Nie wiem jak jest bardziej prawidłowo, ale chyba warto powiedzieć: w Warszawie jest tak, ale pamiętaj w Łomży wymagają tak.
No cóż to na razie tyle moich "wspomnień". W każdym razie uważam, że sukces na egzaminie zawdzięczam przede wszystkim instruktorowi (a w zasadzie dwóm), a nie Imoli.
Jeżeli jeszcze nie wybraliście szkoły to nie decydujcie się na Imolę.