permanentne_7_niebo
22.03.09, 21:26
Znajomi z pracy doszli do wniosku, że skoro mam prawko, a nie ma
komu przetransportować służbowego samochodu z punktu A do punktu B,
to są przemyślni, bystrzy i funkcjonalni, bo właśnie rozwiązali ten
palący problem - "w końcu ktoś mi je za coś dał", ha! jakie to
proste.
Bardzo śmieszne.
Gdybym ich nie znała i nie wiedziała, że to rozumni, inteligentni
ludzie znający realia, pewnie dałabym się na to nabrać i
zastanawiała się teraz, czy szef mnie tylko obciąży kosztami naprawy
rozwalonego auta, czy jeszcze do tego zwolni. Oczywiście jutro tego
auta tam nie będzie. Ale wyobraziłam sobie przez chwilę, że MOGŁOBY
tam być, czekając na mnie, i na nic zdały się podszepty rozsądku, że
to tylko pareset metrów, że jeździłam tamtędy x razy. "Jezu, trzeba
skręcić w lewo! I zmienić pas!" "O, k.. tam trzeba zaparkować" -
oczywiście zbiegną się wszyscy niedoszli samobójcy i kamikadze, żeby
wpadać mi pod koła, a przy zmianie pasa, lub na światłach ktoś mi
wjedzie w tyłek - piesi będą czyhać, aby rzucić mi się pod koła. I w
ten deseń.
Ta sytuacja uświadomiła mi, że NIGDY nie wsiądę sama do samochodu.