stahlman100
08.09.09, 19:17
nigdy bym nie przypuszczał, że znajdę się na takim forum, no ale do
rzeczy..
Mam 27 lat, ona 26. Jestem z dziewczyną 6 lat, ostatnio bardzo się
nie układało między nami. Ciągłe sprzeczki, fochy obustronne i
ogólnie beznadzieja. Mieszkamy jeszcze u rodziców. Ostatnio doszło do
tego, że się rozstaliśmy. Wyszło to z jej inicjatywy, mówiła, że jest
zmęczona tym wszystkim. Ja też byłem zmęczony, a po całej rozmowie
wściekły, czułem ogromny żal, ale powiedziałem sobie, że tak być nie
może. Chciałem odetchnąć, poznać kogoś z kim nie musiałbym się dzień
w dzień użerać. Ale bardzo szybko naszły mnie przemyślenia, po
których stwierdziłem, że będę idiotą, jeśli nie będę próbował
uratować 6 letniego związku. Tym bardziej, że wiem, że ją kocham.
Umówiliśmy się, porozmawialiśmy i z mojej inicjatywy wyszło to, żeby
jeszcze raz spróbować. Zgodziła się. Powiedziała też, że mnie kocha,
ale nie wierzy, że się to zmieni wszystko. Pytałem też czy ma kogoś
innego, powiedziała, że nie. I tak od kilku dni staram się kroczek po
kroczku naprawić nasz związek, ale gdy widzę jej podejście do tematu
to mi się odechciewa.... wygląda to tak, jakby było jej obojętne,
zachowuje się jakby była niewiadomo kim. Ogólnie zima w związku....
Zastanawiam się na ile mi starczy sił i cierpliwości do tego
wszystkiego. Żeby nie było, że jestem idealny to powiem, że przez te
6 lat nie byłem aniołkiem, jestem typem faceta niepokornego, o
twardym charakterze, trudno mnie przekonać do czegoś itp. Zdarzało
się często, że znikałem z kolegami i wyjeżdzałem na jakieś wypady,
przyzwyczaiłem się, że ona jest przy mnie, przestałem o nią zabiegać.
Ale z drugiej strony zastanawiam się dlaczego tak się stało i na
pewno wpływ na to miało jej podejście do seksu. Zawsze to ja musiałem
inicjować, ona nigdy nie potrafiła mnie zaskoczyć, musiałem się
dostosowywać do jej humorów w tym względzie. Ogólnie ta sfera w
związku pozostawia wiele do życzenia....
Żeby jednak nie było, że jestem potworem to powiem, że zawsze mogła
na mnie liczyć, pomagałem jak mogłem, gdy coś się działo, zawsze na
uroczystości starałem się wymyślać oryginalne i jedyne w swoim
rodzaju prezenty tak, żeby sprawić jej radość. Poza tym jeszcze raz
podkreślam, że ją kocham.
Wiem, że popełniłem wiele błędów i chciałbym je naprawić, ale nie
będę z siebie robił idioty i ciągle nad nią nadskakiwał. Gdy mówię o
tym co mnie boli w jej zachowaniu ona twierdzi, że nie będzie się
zmieniać i udawać, bo związek nie jest od tego, żeby się do czegoś
zmuszać. Jednym słowem z jej wypowiedzi wynika to, że nie chce iść na
jakiekolwiek ustępstwa. Nie lubię też jak krytykuje moich znajomych,
jak idziemy do nich na imprezę to zachowuje się jakby tam była za
karę, ja nie robię takich cyrków jak idziemy do jej znajomych.
Serio dziewczyny zależy mi na niej, ale nie wiem co robić. Wydaje mi
się, że jestem spoko gościu, do tańca i do różańca nieskromnie
mówiąc. Staram się też dbać o wygląd, uprawiam sporty walki,
siłownia. Nie myślcie, że jestem narcyzem, po prostu nie wiem co
robić i już szukam różnych przyczyn tego co się dzieje.
Postanowiłem, że zamieszkamy razem, mimo, że będzie bardzo ciężko, bo
otwieram swoją firmę i w zasadzie nie stać mnie na to, ale ona nie
potrafi zrozumieć, że załatwianie pewnych spraw trwa. Wtedy przekonam
się czy to ma sens. I żeby nie było, ona też nie jest potworkiem,
jest fajną dziewczyną, ale trochę zbyt pewną siebie, raczej na pewno
wydaje mi się, że mnie kocha, myślę, że też mogłem na nią liczyć.
Niestety bywa mało domyślna w pewnych sprawach, czy nie pomóc czasem
w czymś, no i ta sfera łózkowa....ale myślę, że po wyprowadzka
odpowie nam na pytanie co dalej.
Sorry za chaos, proszę Was dziewczyny o radę, bo już powoli tracę
siły. pozdrawiam