Dodaj do ulubionych

aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"...

03.11.09, 20:43
Zainspirowana wątkami dotyczącymi aborcji, a także prośbą skierowaną do mnie
kilka lat temu, postanowiłam wypowiedzieć na tenże temat własne zdanie.

Zacznę od tego, że kilka lat temu koleżanka poprosiła mnie o pożyczkę
pieniężną w celu usunięcia ciąży, była młoda i razem z partnerem nie chcieli
mieć dzieci.

Ja zapytałam: To nie zabezpieczaliście się? Ona: zabezpieczaliśmy, ale jakoś
tak wyszło (a wyszło tak bo dziewczę zapomniało kilka razy zażyć tabletek).

Pożyczki nie udzieliłam, dziewczynie powiedziałam, że nie przyczynie się do
zabicia jej dziecka, które będzie wynikiem tylko i wyłącznie ich
nieodpowiedzialności.

Pobieżnie przejrzałam wątek bogini o aborcji, a także inne wątki na innych
forach i przeraziło mnie, że większa ilość kobiet krytykuje zakaz aborcji
niżeli bezmyślną aborcję, aborcję nieuzasadnioną.

Jestem ateistką, żyłam dosyć rozwiąźle. Jednak nie dopuszczam myśli usunięcia
ciąży bo „zapomniałam się zabezpieczyć”, „bo chcę”, czy „bo jestem za głupia
by przewidzieć konsekwencje swoich nieprzymuszonych czynów”.

NIGDY NIE USUNĘŁABYM CIĄŻY! Dlaczego? Bo rodzice mnie wychowali, bo nauczyli
szanować życie własne i życie innych. I choć w życiu popełniłam więcej błędów
niż inne znane mi osoby i zrobiłam tysiące złych rzeczy nigdy nie dokonałabym
aborcji!

Co do wolnego wyboru: Kobieta ma wybór stosować środki antykoncepcyjne czy ich
nie stosować, jeżeli decyduje się, że nie będzie ich stosować jest to tożsame
z tym, że zdaje sobie sprawę z tego jakie są konsekwencje niestosowania tychże
środków. Jeżeli w tymże przypadku zachodzi w ciąże to musi przyjąć
ODPOWIEDZIALNOŚĆ za czyny WŁASNE nikogo innego!

Na zakończenie dodam nie chce mieć dzieci, przynajmniej na razie. Zabezpieczam
się skutecznie od 19 roku życia, czyli od pierwszego nieprzymuszonego stosunku
płciowego.

Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta została zgwałcona, bądź w
jakikolwiek inny sposób (bezwłasnowolnie) nie mogła się zabezpieczyć, bądź gdy
zabezpieczenie nie zadziałało. Reszta natomiast musi PRZYJĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ
ZA WŁASNE CZYNY!!!
Obserwuj wątek
    • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:47
      Wow.
      Naleze do "wyzwolonych inaczej".

      ;)
    • 2szarozielone Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:49
      Ale tu chodzi o prawo, a tych przypadków, o których piszesz (poza gwałtem) nie
      da się prawnie uregulować. Poza tym pomijasz kwestie zagrożenia życia/zdrowia
      matki, czego w kontekście Twojej wypowiedzi nie rozumiem.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:35
        Poza tym pomijasz kwestie zagrożenia życia/zdrowia
        > matki, czego w kontekście Twojej wypowiedzi nie rozumiem.

        pomijam celowo, jesli kobieta byla chora przed ciaza, załóżmy miała wade serca,
        ale mimo to mogla sie zabezpieczać, wiedziała, że ciąża zagrozi jej życiu, a
        mimo to nie zabezpieczała się moim zdaniem powinna urodzić, moim zdaniem,
        kobieta ma prawo do aborcji jeżeli już będąc w ciąży dowiaduje się, że ciąża
        może zagrozić jej życiu
        • 2szarozielone Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:51
          Tak czy siak - pomijasz. Nie wiem, dlaczego celowo. Wielokrotnie komplikacje
          występują dopiero w trakcie ciąży - bo ciąża jest niebezpiecznym stanem dla
          organizmu kobiety. Pomijasz też kwestie wrodzonych wad dziecka.
          Już nie mówiąc o tym, że dyskusja o aborcji to jest kwestia przepisów prawnych.
          A przecież nikt nie może i nie będzie regulować i sprawdzać tego, czy ktoś użył
          gumki, a jak użył, to czy mu przypadkiem nie pękła. Więc podane przez Ciebie
          przykłady i opowieści do dyskursu na temat aborcji się nijak nie mają.

          A jeśli piszesz o kwestiach etycznych, to możesz pisać subiektywnie i o własnych
          opiniach i uczuciach, a nie narzucaj innym swojego zdania kategorycznym
          "musisz". Bo jak to chcesz egzekwować...?
        • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:54
          piekna.i.wyrafinowana napisała:

          > jesli kobieta byla chora przed ciaza, załóżmy miała wade serca,
          > ale mimo to mogla sie zabezpieczać, wiedziała, że ciąża zagrozi
          jej życiu, a
          > mimo to nie zabezpieczała się moim zdaniem powinna urodzić,

          Jestes moją kandydatką na "oszołomkę roku".
          Chcesz kobietę "karać" za zajscie w ciążę zgonem?
          Poza tym, skoro tak drżysz, o "dzieci nienarodzone", to wiedz,że
          przy tej wadzie serca kobita się moze przekręcić,a płód pójdzie w
          piasek wraz z nią.
          • zawszezabulinka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:13
            > piekna.i.wyrafinowana napisała:
            >
            > > jesli kobieta byla chora przed ciaza, załóżmy miała wade serca,
            > > ale mimo to mogla sie zabezpieczać, wiedziała, że ciąża zagrozi
            > jej życiu, a
            > > mimo to nie zabezpieczała się moim zdaniem powinna urodzić,
            >
            > Jestes moją kandydatką na "oszołomkę roku".
            > Chcesz kobietę "karać" za zajscie w ciążę zgonem?
            > Poza tym, skoro tak drżysz, o "dzieci nienarodzone", to wiedz,że
            > przy tej wadzie serca kobita się moze przekręcić,a płód pójdzie w
            > piasek wraz z nią.
            >

            kobieta sama by sie ukarala za swoja glupote, autorka tylko to powtwierdza. sa
            na swiecie ludzie myslacy. jest taka sytuacja lekarz powie mi ze mam chorobe i
            zajscie w ciaze jest ryzykowne,to zrobie wszystko by sie stac bezplodna.

            moge zyc z partnerem, albo moge kopnac w kalendarz z dzieckiem - gdzie tu sens?
            • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:15
              zawszezabulinka napisała:

              > jest taka sytuacja lekarz powie mi ze mam chorobe i
              > zajscie w ciaze jest ryzykowne,to zrobie wszystko by sie stac
              bezplodna.


              Sorry, ale UBEZPŁODNIENIE jest w Polsce karalne.
              Przypomij sobie aferę, jak kobiecie podwiazali w szpitalu jajowody.
              Wazektomię urolodzy też robią "po cichu".
              • zawszezabulinka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:22
                tak wiem, i cale szczescie ze zrobili to w tajemnicy, bo kobieta by sie nie zgodzila

                ale chyba za granica mozna taki zabieg przeprowadzic? a moze cos lepka raczka
                pomoze :D ?

                nie no tak tylko mowie :)
                • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:29
                  zawszezabulinka napisała:

                  > ale chyba za granica mozna taki zabieg przeprowadzic?

                  Jasne. Wazektomia jest jedną z zalecanych przez WHO metod
                  antykoncepcji. Nie robi się jej tylkow Polsce.
          • gondra Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 08.11.09, 17:07
            > Chcesz kobietę "karać" za zajscie w ciążę zgonem?

            A za niezabezpieczanie się przymusowym rodzeniem w razie wpadki - no
            rzeczywiście oszołomka roku.:)
    • six_a Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:51
      > bądź gdy zabezpieczenie nie zadziałało.
      a znamy jakieś, które działa w 100%?
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:38
        prócz sterylizacji to chyba nie, jednak wpadki przy zabezpieczaniu się są
        stosunkowo rzadkie, są to pojedyncze przypadki, które częściej wynikają z
        niedopatrzenia osoby współżyjącej niżeli wadliwości produktu
        • six_a Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:56
          nie chodzi o to, że produkt jest wadliwy, tylko że żaden (praktycznie) nie daje
          zabezpieczenia. więc kto miałby osądzić z czyjej winy, skoro tych 100 procent
          pewności nie masz?

          to jest luka, która powinna udostępniać aborcję każdemu.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:04
            tak, nie dałoby się tego zweryfikować...

            dlatego tak tylko pisze o swoich przemyśleniach dotyczacych tematu aborcji,
            zakładam wątek na forum, a nie piszę podań do rządu o uznanie tego czynnika w
            polskim prawie
            • six_a Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:29
              ale koleżankę potrafiłaś zweryfikować :)
              • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:32
                koleżanka sama się przyznała, że zaszła bo nie zażyła.

                poza tym koleżanka jest dziś szczesliwa matka, ktora wstydzi sie tej prosby za
                kazdym razem gdy mnie widzi
                • six_a Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:49
                  no dobrze, to ona się przyznała. a dla reszty będzie wymówka: gumka pękła, bo
                  była sparciała i śledztwa nikt nie będzie robił.
                  nie chodzi mi o to, że postulujesz, tylko o to, że w istocie dopuszczasz
                  aborcję, chociaż mówisz, że nie dopuszczasz:)
                  • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 08:18
                    bo w rzeczywistosci nie dopuszczam, jednak przyjelam jakas luke dla tych ktorzy
                    sa za aborcja z błahych powodów. generalnie w poscie chodzilo o odpowiedzialnosc
                    za czyny wlasne
    • sumire Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:52
      co to znaczy 'musi'?
      nie narzucaj proszę innym własnej opinii.
    • hermina25 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:52
      Jestem zdania,że trzeba zapobiegać,nie usuwać...
      ale takie przypadki jak gwałt,zagrożenie życia matki,niedorozwój przyszłego
      dziecka wg mnie są jak najbardziej dopuszczalne.Osobiście sama nie usunęłabym
      ciąży,ale ...jeśli kobieta nie chce mieć dzieci,a wpadła-to i tak nie będzie
      dobrą matką!
      Abstrahując od wszystkiego od zawsze będę oponować za darmowym dostępem do
      tabletek antykoncepcyjnych.
      • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 20:58
        Raczylam sie tym darmowym dostepem do tabletek przez kilka lat w UK:)
        Swietna sprawa!

        A kiedys nawet cala papierowa torebke darmowych prezerwatyw mi w
        przychodni wcisneli:)
        • hermina25 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:01
          haha,ja się nie raczyłam,ale pracując kiedyś w NL,miałam okazję obserwować jak
          ładnie to wygląda :)
          a gumki też przywiozłam darmowe ,co sobie myślisz,żeś jedyna :D
          • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:11
            Nigdy nie wiedziec, kiedy sie przydadza;)))
            • poprostu_basia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 00:18
              tylko pilnuj daty ważności:)
      • 0ffka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:01
        Hermina masz rację. Zgadzam się z Tobą.
        Ja od siebie dodam, że aborcja powinna być jednak dostępna legalnie(tutaj może
        mamy odmienne spojrzenie na sprawę), ale po rozmowie z psychologiem, sztabem
        ludzi, którzy przestawią realna alternatywę dla jej przyszłego, niechcianego
        przez nią dziecka. Jeśli nadal osoba będzie się upierała, że nie chce, aby
        dziecko z jej krwi i kości przyszło na świat, trzeba uszanować jej wolę i
        pozwolić na aborcję na humanitarnych warunkach.
        • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:09
          A ja sie, Offka, zgadzam z Toba.

          Jestesmy "bardziej wyzwolone" niz "wyzwolona" autorka watku:D
        • hermina25 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:12
          no widzisz,ja się nie określę w 100 %,bo mówię jak najbardziej akceptuję aborcję
          w tzw ekstremalnych przypadkach,z drugiej strony tak jak piszesz ( i ja też
          napisałam) taka kobieta
          -w 90 % nie będzie dobrą matką
          -prawdopodobnie takie dziecko będzie mieć życie nie do pozazdroszczenia ...
          -po trzecie,zmuszanie kogoś do porodu (jeśli ten ktoś nie chce),to głupota-no
          dobra jest instynkt macierzyński,ale trudno się go spodziewać po osobie,która
          planowała wyskrobać własne dziecko i która jak napisałam wyżej ,raczej na pewno
          nie będzie dobrą matką.

          Ja bym dziecka nie usunęła,ale to moje subiektywne zdanie...Bardziej skłaniam
          się za legalizacją aborcji,ale mówię-nie jestem do końca ustosunkowana w tej
          kwestii...
          • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:23
            A ja popieram aborcje, bo tak jak, Hermina, mowisz - kobieta, ktora
            nie chce dziecka, a bedzie musiala urodzic, najprawdopodobniej
            zmarnuje zycie i sobie, i dziecku:/

            Ja chyba usunelabym, ale u mnie to nie wchodzi w gre, bo antykoncepcji przestrzegam jak w zegarku. Zapomnienie pigulki nie
            wchodzi w gre, a jesli sie zdarzy (raz na 5 lat:) to przez
            najblizszy tydzien nie ma mowy o wspolzyciu bez gumki! Jesli biore
            antybiotyk - nie wspolzyje. Jesli mam sraczke - nie wspolzyje:)
            Struje sie czyms i wymiotuje - nie wspolzyje i kropka.

            W tym momencie dziecko byloby dla mnie kloda na karierze i
            musialabym sie pozegnac z perspektywa wyjazdu, gdziekolwiek on
            bedzie - do Wiednia, badz USA:/ Juz nie mowiac, ze kandydata na
            tatusia nie ma:)

            Ale przypuszczam, ze sam fakt usuniecia odbilby mi sie na psychice
            niedobrze, wiec lepiej zapobiegac, niz pozniej dzialac...

            • 0ffka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:31
              Dodam dziewczyny, że gdybym miała "wpadkę" to nie wyobrażam sobie, abym mogła
              oddać cząstkę siebie komuś obcemu(adopcja, dom dziecka). To chyba byłoby dla
              mnie gorsze niż np gwałt.
              Może innym kobietom to przychodzi łatwo i dlatego są za rodzeniem niechcianych
              dzieci i ich porzucaniem?
              Dziecko powinno przychodzić na Świat KOCHANE przez dwójkę rodziców!
              Naszym obowiązkiem jest zapewnienie mu wszystkiego najlepszego, co my możemy dać
              i wychowanie go na DOBREGO człowieka.
              • skarpetka_szara Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:51
                No wlasnie Offka, o aborcji wyrafinowana i inni przeciwnicy mowia
                jakby to bylo cos przyjemnego dla kobiety. Ale z tego co zdarzylam
                sie dowiedziec - to istny koszmar, i dla kobiety, i dla rodziny,
                psychiczny, i fizyczny, a w wielu przypadkach z konsekwencjiami na
                jej reszte zycia.

                Mysle ze w wielu przypadkach kobiety sie na to decyduja w placzu,
                przez sytuacjie zyciowa i analizuja inne rozwiazania. Jednak tylko
                takie rozwiazanie wydaje im sie najlepsze. (tzn: wybierasz
                naljepsze zlo z kazdego zla).
                napewno sa cipy ktore chodza na aborcjie czesto, (mysle ze
                normalnymi matkami nigdy by nie byly), ale normalne kobiety
                podchodza do decyzji o aborcji bardzo powaznie. Jest to dla nich
                trudne i osobiste doswiadczenie, czesto bolace, wstydliwe i czesto
                nie maja wsparcia, bo takie wyrafinowane panie wskazuja na nie
                palce i mowia jakie to one nieodpowiedzialne.
                • 0ffka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:14
                  Myślę że paniusie typu , które udają kaznodziejów nie posiadają empatii dla
                  innych osób.
                  Gardzą ludźmi i światem, dlatego prawią kazania co jest dobre a co złego według
                  nich.
                  Czysta ignorancja, arogancja.
                  Wynika to też często z ich brzydoty, nicości, zawiści ludzkiej, że inni mogą a
                  my nie.
                  Myślą w ten sposób: "Jak ty uprawiasz sex a ja nie, to cierp suko"
                • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:24
                  skarpetka_szara napisała:
                  >aborcja to istny koszmar, i dla kobiety, i dla rodziny,
                  > psychiczny, i fizyczny, a w wielu przypadkach z konsekwencjiami na
                  > jej reszte zycia.


                  Ejze?
                  1. Z medycznego punktu widzenia to żaden koszmar - to zwykłe
                  łyżeczkowanie/ czyszczenie jamy macicy. Robi się je często po
                  porodzie lub zawsze wtedy, gdy coś jest nie takz błoną sluzową
                  macicy. Miałam taki zabieg parę razy w życiu. Po 2 godzinach byłam w
                  domu, gdzie resztę dnia lezałam na kanapie,a potem z dwa dni
                  starałam się nie szaleć i nie dźwigać czy nie sprzątać zbyt
                  intensywnie. Po czyszczeniu (zrobionym oczywiscie przez lekarza,w
                  normalnych warunkach) zachodzi się normalnie w ciążę (bo przecież
                  błona sluzowa macicy złuszcza się tez podczas miesiaczki i nikt nie
                  woła,że od tego kobieta będzie bezpłodna).

                  @. Jeśli chodzi o psychikę, to jesli kobieta uważa,że przerwanie
                  ciąży to coś złego - na pewno będzie miała wyrzuty sumienia i
                  wszelkie rzeczy typu "syndrom postaborcyjny". Jeśli aborcja nie
                  kłoci się z jej światopoglądem - nie bedzie traumy.
                  • skarpetka_szara Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:33
                    kobieto, kazda ciaza jest inna, kazdy organizm reaguje na to
                    inaczej. Inaczej jest w 1wszym miesiacu, 2gim, a inaczej w
                    trzecim. kazdy reaguje inaczej. badzmy szczerzy, nie jest to spa.
                    • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:45
                      skarpetka_szara napisała:

                      > kobieto, kazda ciaza jest inna, kazdy organizm reaguje na to
                      > inaczej.

                      O czym Ty piszesz? Jaka ciąża? Wyłyżeczkowanie jest zawsze takie
                      samo. To jest zabieg i niesie oczywiscie jakieś ryzyko (jak każdy
                      zabieg, nawet rwanie zęba).

                      Inaczej jest w 1wszym miesiacu, 2gim, a inaczej w
                      > trzecim.

                      ???

                      > badzmy szczerzy, nie jest to spa.

                      A kto twierdz,że interewncja ginekologicza,łącząca się w końcu z
                      utratą krwi etc. to jest SPA?! Do SPA się idzie dla przyjemności i
                      relaksu,a łyżeczkowanie (z jakiegokolwiek powodu) nie łaczy się aniz
                      przyjemnością,ani z relaksem.

                      Napisałm Ci tylko,że aborcja to nie jest KOSZMAR (no chyba że taka,
                      jak ta opisana w "Granicy" Nałkowskiej).
          • default Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 11:07
            hermina25 napisała:

            >taka kobieta -w 90 % nie będzie dobrą matką

            Myślę, że niepotrzbnie i bez uzasadnienia zawyżasz ten procent. Moim
            zdaniem, niezależnie od faktu jak bardzo kobieta obawiała się
            urodzenia dziecka, jego fizyczne pojawienie się na świecie
            jednakowoż odmienia jej odczucia. Pomijam osoby z patologicznych
            środowisk i tzw. marginesu.

            > -prawdopodobnie takie dziecko będzie mieć życie nie do
            pozazdroszczenia ...
            No jak wyżej.

            > -po trzecie,zmuszanie kogoś do porodu (jeśli ten ktoś nie chce),to
            głupota-no
            > dobra jest instynkt macierzyński,ale trudno się go spodziewać po
            osobie,która planowała wyskrobać własne dziecko i która jak
            napisałam wyżej ,raczej na pewno nie będzie dobrą matkĄ

            Nie masz chyba bladego pojęcia o tym co to jest instynkt
            macierzyński, kiedy się pojawia i jak niewielki w sumie ma związek z
            ewentualną decyzją o aborcji, dokonywanej jednak na etapie, kiedy
            więź z przyszłym, tworzącym się dopiero dzieckiem jest raczej
            minimalna. Mówimy oczywiście o ciąży niespodziewanej i
            nieplanowanej.
            >
            > Ja bym dziecka nie usunęła,ale to moje subiektywne
            zdanie...Bardziej skłaniam się za legalizacją aborcji,ale mówię-nie
            jestem do końca ustosunkowana w tej kwestii...

            No i dobrze, bo to kwestia bardzo złożona i delikatna, a
            deklaracje "ja bym nie usunęła", są - wybacz - pustosłowiem, bo
            zarzekać to się można, póki nie zdarzy się konkretna życiowa
            sytuacja. Ja oczywiście życzę każdemu, żeby nie musiał stanąć przed
            wyborem "moje ideały" vs. "racjonalizm", ale czasem się tak zdarza
            niestety.

        • gondra Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 08.11.09, 17:10
          0ffka napisała:

          > Ja od siebie dodam, że aborcja powinna być jednak dostępna legalnie(tutaj może
          > mamy odmienne spojrzenie na sprawę), ale po rozmowie z psychologiem, sztabem
          > ludzi, którzy przestawią realna alternatywę dla jej przyszłego, niechcianego
          > przez nią dziecka.

          Myślę podobnie - ale wywalam sztab ludzi, zostawiam psychologa (który
          ewentualnie pokieruje kobietę dalej, jeśli chodzi np. o kwestie materialne), a
          ostateczna decyzja powinna należeć do kobiety, nie do niego.
      • kag73 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:13
        Rowniez jestem przeciwna usuwaniu ciazy z "malych" powodow. Jezeli
        dwoje ludzi idzie z soba do lozka, musi zdawac sobie sprawe, ze moze
        z tego wyjsc dzieko.
        Niektore argumenty typu jestem za mloda, mialam inne plany,
        najwazniejsza dla mnie jest na razie praca jakos mnie nie
        przekonuja. Wszystko jest do zorganizowania, zwlaszcza, ze wczesniej
        czy pozniej dana osoba chce miec dzieci, po prostu mozna zmienic
        plany.
        Sama jestem mama.
        Jestem przeciwna aborcji, niemniej jednak nie wiem jak postapilabym
        gdybym sie dowiedziala w ciazy, ze moje dziecko bedzie w 80%
        uposledzone, albo niezdolne do samodzielnego zycia. Nigdy nie
        chcialabym stawac przed takim wyborem, bo nie wiem jak bym postapila.
        Naprawde nie wiem.

        Nie wykluczam tez, ze ktos mimo wpadki moze byc dobra matka. Dzieci
        sa wyjatkowe, maja w sobie chyba jakas sile pozyskiwania dla siebie
        ludzi.
        Sama widzialam kiedys program z kobieta, ktora zdecydowala sie
        urodzic dziecko powstale w wyniku gwaltu.
        Kochala syna jak kazda inna matka kocha swoje dziecko, nigdy patrzac
        na niego nie mysla, ze jest wynikiem gwaltu, jest jej ukochanym
        dzieckiem.
        Tak wiec roznie bywa, kazdy decyduje za siebie.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:44
        tak, niedorozwój także, nie dodałam w pierwszym poście...

        jeśli kobieta nie chce mieć dzieci,a wpadła-to i tak nie będzie
        > dobrą matką!

        gdy matka zrzeknie się praw rodzicielski od razu po urodzeniu dziecka, nie ma
        problemów z adopcją, na takie malutkie dzieci czekają pary nie mogące mieć dzieci

        > Abstrahując od wszystkiego od zawsze będę oponować za darmowym dostępem do
        > tabletek antykoncepcyjnych.

        ja takze
        • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:50
          piekna.i.wyrafinowana napisała:

          >od zawsze będę oponować za darmowym dostępem do
          > tabletek antykoncepcyjnych.

          1.Jak można używać "od zawsze" z czasem przyszłym?!
          Od zawsze będę pić mleko?!

          2. Oponować= sprzeciwiać się czemuś, WIĘC NIE MOŻESZ "OPONOWAC ZA"

          Za darmowym dostępem do antykoncepcji możesz OPTOWAĆ.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:00
            tyle madrosci, a brak bystrosci... hehe cytowałam kobieto, tylko cytowałam, a
            nawet jeslibym nie cytowala o ile konstrukcja zdania jest zrozumiana nie ma
            sensu wytykac bledow i szczycić sie swa urojona elokwencja, lepiej wykazać sie w
            czynach:)
            • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:03
              piekna.i.wyrafinowana napisała:

              > nie ma
              > sensu wytykac bledow i szczycić sie swa urojona elokwencja,

              E tam, może się czegoś nauczysz?

              > lepiej wykazać sie
              > w czynach:)

              Mam zajść w ciążę czy zrobić skrobankę, bo nie rozumiem?
              • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:06
                > E tam, może się czegoś nauczysz?

                forumowy nauczyciel nie jest dla mnie autorytetem, dlatego też zlewam na to co
                on pisze


                > Mam zajść w ciążę czy zrobić skrobankę, bo nie rozumiem?

                być dobrą:)
                • rosa_de_vratislavia Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:11
                  piekna.i.wyrafinowana napisała:

                  > > E tam, może się czegoś nauczysz?
                  >
                  > forumowy nauczyciel nie jest dla mnie autorytetem,

                  Wiesz, nie tylko ja w tym wątku się smieję z waszego "oponowania za
                  czymś".
                  Może dzieki takim prześmiewcom nie skompromitujesz się w
                  towarzystwie faktem,że używasz słow, których nie znasz:)
                  • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:21
                    nie użyłam, cytowałam

                    kultura nie pozwala mi na chamskie udzielanie komuś reprymendy z racji
                    niewłaściwego użycia słowa, uważam to za niegrzeczne nawet na forum gdzie zasady
                    savoir vive są mocno naciągane dla własnych potrzeb:)
            • jop Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 08:10
              >o ile konstrukcja zdania jest zrozumiana

              Z tego zdania zrozumiałam głównie, że w szkole musiałaś być prymasem.

              > lepiej wykazać sie w czynach:)

              To się wykaż. Zajdź w niechcianą i przypadkową ciążę, najlepiej wtedy, jak
              będziesz mieć duże kłopoty finansowe, a potencjalny tatuś wypisze się z tej
              zabawy. Wtedy pogadamy, na razie to p..dolenie o Szopenie.
        • shimamoto_san Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:02

          rozmawiaja dwie mentalne blondynki :)

          > > Abstrahując od wszystkiego od zawsze będę oponować za darmowym dostępem d
          > o
          > > tabletek antykoncepcyjnych.
          >
          > ja takze



        • kag73 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 23:58
          Piekna napisalas "tak, niedorozwoj takze, nie dodalam w pierwszym
          poscie.."
          Widzisz a tutaj dla mnie juz zaczyna sie konflikt z moim sumieniem,
          bo uposledzone, niedorozwiniete dziecko to tez czlowiek i nalezy mu
          sie szacunek jak napisalas na poczatku. Komu z nas osadzac ile warte
          jest zycie niepelnosprawnych, uposledzonych ludzi. To tak jakbys
          powiedziala juz zyjacym upsoledzonym, ze ich zycie nie jest nic
          warte a oni moze sie z niego ciesza. Dlatego uwazam, ze to trudna
          decyzja i trudne wybory.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 08:27
            > Widzisz a tutaj dla mnie juz zaczyna sie konflikt z moim sumieniem,

            u mnie tez, jednak jakis czas pracowalam spolecznie w szpitalu dla dzieci z
            uposledzeniem (chyba jedynie stopien znaczny i gleboki) i to jak te dzieci lezą
            calymi dniami i cierpia (bo zazwyczaj zwiazane z ich niedorozwojem sa inne
            choroby) wywarlo na mnie wielkie wrazenie- w sensie szoku, poza tym tymi dziecmi
            nikt sie nie opiekowal, rodzina o nich zapomniała, moze jedno na dzieciecioro
            spośród nich było przez kogos odwiedzane...

            Tez uwazam, ze to trudna decyzja i wybor. I z pewnościa nie mi to osadzac,
            jednak ewentualność aborcji w tymże przypadku mogłaby dostrzec, co nie oznacza
            że bym ją poparła...
    • 0ffka Przeczysz sama sobie 03.11.09, 20:55
      piekna.i.wyrafinowana napisała:
      > Ona: zabezpieczaliśmy, ale jakoś
      > tak wyszło
      ... Pożyczki nie udzieliłam, dziewczynie powiedziałam, że nie
      przyczynie się do
      > zabicia jej dziecka...
      > Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta ... nie mogła się
      zabezpieczyć, bądź gdy
      > zabezpieczenie nie zadziałało.


      W sumie o co Ci chodzi? Jesteś za zakazem aborcji, czy za nią?
      • lonely.stoner Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 21:20
        ja jestem totalnie za prawem do usuwania niechcianej ciazy, tez sie
        zabezpieczam, ale wiadomo - zdazaja sie wpadki i nie kaze komus rodzic
        niechcianego dziecka bo mu sie wpada zdarzyla. Ja by m nie miala zadnych
        skrupolow zeby usunac ciaze jakby to bylo do miesiaca, jakbym sie dowiedziala ze
        jestem w ciazy troche pozniej to byc moze bym sie wahala. To powinna byc
        prywatna sprawa kazdego czlowieka, nie jestesmy zwierzetami zeby ktos nam kazal
        rodzic niechciane dziecko bo gumka pekla czy z jakiegokolwiek innego powodu.
        Poza tym to moim zdaniem Polki z racji wychowania w kraju stircte katolickim i w
        calej tej hiporkyzji uwazaja to za cos po prostu straaaasznego!!! moja kolezanka
        (z innego kraju europjeskiego) kiedys mi wyznala ze miala aborcje, bo zaliczyla
        wpade ze swoim chlopakiem (gdy mi o tym mowila nadal byli para) i zdecydowala
        sie na zabieg bo nie chciala miec dziecka. Ja bylam w szoku, ale ona to
        powiedziala tak jakby mi mowila o czyms normlanym. W Polsce o aborcji
        dluuuuuuugo nie bedzie sie normalnie rozmawiac na ten temat, bo Polska - co juz
        dawno stwierdzilam- to katoland i co za tmy idzie wszyscy maja zyc wedlug jednej
        slusznej normy moralnej, inne po prostu sa gorsze lub zle.
        • cafem Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 21:42
          Tak, w innych krajach aborcja jest normalnym zabiegiem na zyczenie.

          Czasem to az kpina, bo glupie angielskie malolaty (niektore tylko
          oczywiscie;) uwazaja aborcje niemalze za rodzaj antykoncepcji. I co
          z tego, ze wpadna? Przeciez to sie usunie!

          Wazne sa rozmowy z psychologiem, zapewnienie dziewczyny, ze w razie
          braku srodkow finansowych dostanie pomoc od panstwa itd... czyli ma
          byc jasne, ze dziewczyna naprawde nie chce ciazy, a nie, ze sie boi,
          ze sobie nie poradzi i ze strachu usuwa.

          A w katolandzie, wiadomo, jeszcze dlugo nic sie nie zmieni...
          • rosa_de_vratislavia Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 22:07
            cafem napisała:

            > Tak, w innych krajach aborcja jest normalnym zabiegiem na zyczenie.
            > A w katolandzie, wiadomo, jeszcze dlugo nic sie nie zmieni...

            W naszym katolandzie aborcja "na życzenie" była do końca lat 80-tych
            i kobiety się skrobały (za darmo też,w publicznych przychodniach) aż
            miło. I wszystkie deklarowały wyznanie katolickie.
            W pokoleniu naszych mam i babć "skrobanki" to była norma. Często po
            kilka.
            Jak myślicie, czemu kobiety miały po 1-2 dzieci, gdy nie było
            oświaty, nie znano metod NPR (ew. zawodny kalendarzyk), nie było
            żadnych spiral typu Mirena a pigułki miały kilogramy hormonów i
            mnóstwo skutków ubocznych.
            • cafem Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 22:15
              Eh, odezwe sie, to od razu poobrazam uczucia religijne, a w sumie nie
              o to mi chodzilo:/

              Ale w latach osiemdziesiatych Polska to nie byl konkordatowy
              katoland...
              • rosa_de_vratislavia Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 22:27
                cafem napisała:

                >
                > Ale w latach osiemdziesiatych Polska to nie byl konkordatowy
                > katoland...

                Aborcja była "na życzenie" kilkadziesiat lat,ale dziwi,że
                katoliczki się skrobały na potęgę.
                Żey było zabawniej, to są te panie w mohereowych berecikach :)
                • 0ffka Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 22:38
                  rosa_de_vratislavia napisała:

                  > Aborcja była "na życzenie" kilkadziesiat lat,ale dziwi,że
                  > katoliczki się skrobały na potęgę.
                  > Żeby było zabawniej, to są te panie w moherowych berecikach :)

                  Dokładnie tak jest :D
                  Smutne jest to, jak Watykan wyprał mózgi nowego pokolenia Polaków tzw JP2. Gdyby
                  nie wybór Wojtyły na papieża, Polska była dziś państwem laickim, jak reszta
                  Europy Zachodniej.
              • jop Re: Przeczysz sama sobie 04.11.09, 12:08
                Ależ był to katoland podziemny, w którym bycie katolikiem było równoznaczne z
                deklarowaniem walki z komuną, więc nie wypadało inaczej.
      • piekna.i.wyrafinowana nie przecze 03.11.09, 21:53
        > > Ona: zabezpieczaliśmy, ale jakoś
        > > tak wyszło ...

        (a wyszło tak bo dziewczę zapomniało kilka razy zażyć tabletek).


        Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta ... nie mogła się
        > zabezpieczyć, bądź gdy
        > > zabezpieczenie nie zadziałało.

        Nie zadziałało bo było wadliwe, a nie dlatego, że ktoś wykazał się
        nieodpowiedzialnością i zapomniał!

        > W sumie o co Ci chodzi? Jesteś za zakazem aborcji, czy za nią?

        Jestem za odpowiedzialnością za wlasne nieprzymuszone czyny.
        • justysialek Re: nie przecze 03.11.09, 23:54
          To głupie i okrutne. Karać za lekkomyślność lub niedoparzenie
          urodzeniem dziecka?! Super pomysł! Szczególnie z punktu widzenia
          tego dziecka!
          W kodeksie karnym nie przewiduje się aż tak strasznych konsekwencji
          za tak małe przewinienie!
          Czy za spóźnienie do pracy ukarałabyś 9 miesiącami ciężkich robót,
          chłostą do utraty przytomności i na koniec 18 latami prac
          społecznych?
          Weź się zastanów...
          • justysialek Re: nie przecze 03.11.09, 23:55
            miało być: niedopatrzenie
            ... śmiesznie wyszło ;)
          • piekna.i.wyrafinowana Re: nie przecze 04.11.09, 08:34
            Karać za lekkomyślność lub niedoparzenie

            - czy jezeli zapomnisz prawo jazdy, a zostaniesz skontrolowany przez policje nie
            dostaniesz mandatu? i tylko za zapominalstwo

            - czy wsiadajac za kierownice po 3 browarach zlapanym nie bedziesz ukaranym?, a
            przeciez to jedynie lekkomyślny czyn

            - czy wszczynając bójkę, w celu pobicia (dania nauczki), a przypadkowo zabijając
            drugiego uczestnika bójki, nie poniesiesz konsekwencji swych czynów??? toć to
            przypadek

            spozniejac sie do pracy takze ponosisz dpowiednie konskewencjie

            konsekwencje wymierne byc powinny do czynu

            jesli ktos współżyje i sie nie zabezpiecza liczyc sie powinien z mozliwoscia
            zajscia w ciaze, a jezeli jest istota myslaca za czyny swe odpowiedzialność
            wziac musi
      • zawszezabulinka Re: Przeczysz sama sobie 03.11.09, 22:05
        > Ona: zabezpieczaliśmy, ale jakoś
        > > tak wyszło
        ... Pożyczki nie udzieliłam, dziewczynie powiedziałam, że
        > nie
        > przyczynie się do
        > > zabicia jej dziecka...
        > > Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta ... nie mogła się
        > zabezpieczyć, bądź gdy
        > > zabezpieczenie nie zadziałało.

        widzisz roznice miedzy - pekla nam prezerwatywa, a tym ze facet nie chcial jej
        zalozyc i postanowilismy ze raz czy 2 lub 3 sie nic nie stanie?

        co wiecej autorka napisala ze "pomoze" gdy komus zabezpieczenie zawiodlo, byc
        moze poznala naprawde co sie tej parze stalo. gdybym ja uslyszala : jakos tak
        wyszlo, dla mnie rownoznaczne jest to ze para olala zabezpieczenie bo wolala
        sobie pouzywac
    • skarpetka_szara Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:39
      Fajnie umoralniasz, ale kim jest piekna i wyrafinowana zeby mowic
      ludziom co jest dobre a co zle?

      A z biedy, z biedy mozna?

      A gdy kobieta chla i pewnie urodzi dziecko pijane?
      A kobieta ktora sprzedaje swoje cialo?
      one moga?
      Moze ciebie posadzimy na tronie i kazda bedziesz osadzac czy jej
      wymowka jest dostatecznie dobra czy nie.
    • factory2 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:46
      Farmazony czyste - po pierwsze: osoby średnio inteligentne wystrzegają się jak
      ognia używania sądów kategorycznych, po wtóre - nie wiesz, jak zachowałabyś się
      w takiej sytuacji, bo nigdy w niej nie byłaś. Wszelkie dywagacje na ten temat
      pozbawione są najmniejszego sensu.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:11
        > Farmazony czyste - po pierwsze: osoby średnio inteligentne wystrzegają się jak
        > ognia używania sądów kategorycznych,

        śrdnio inteligentne może i tak mają za to inteligentne ponad przeciętność, bądź
        wybitnie inteligentne sumiennie trwają przy swoim, większość sławnych ludzi
        doszła do czegoś ponieważ posiadała swe kategoryczne postanowienia

        nie wiesz, jak zachowałabyś się
        > w takiej sytuacji, bo nigdy w niej nie byłaś. Wszelkie dywagacje na ten temat
        > pozbawione są najmniejszego sensu.

        w jakiej sytuacji, rzekomo nie wiem jak JA bym się zachowała?
        dla twej wiadomości: znam siebie i wiem jakbym się zachowała
        • donyaa Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:15
          Tiaa z całą pewnością. Nawet nie wiesz, do czego potrafi być zdolny
          człowiek w niecodziennych sytuacjach.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:18
            moge sie tylko domyślać, jednak wiem do czego ja jestem zdolna w sytuacji
            zajścia w ciążę
            • donyaa Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:20
              no to teraz zżera mnie ciekawość ;>
              • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:28
                proszę: nie usunęłabym ciąży jeśli świadomie współżyłaby z partnerem:)
        • factory2 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:16
          No to pośmiałam się, paaaaaa!
          • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:22
            factory2: tez Ci sie mozg poplatal juz przy czytaniu pierwszego
            zdania?
            :D
            • factory2 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 23:37
              Mnie się mózg nie plącze. A dziewczątko jest rozbrajające, nieprawdaż? Prawdaż otóż!
        • elf1977 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 08.11.09, 13:26
          To najdurniejsza wypowiedź jaką ostatnio czytałam, świadczy o Twojej
          pysze. Tak się składa, że w skrajnych sytuacjach, które są związane
          potencjalnie z utratą zdrowia, życia badź urodzeniem chorego
          upośledzonego dziecka, rzadko kto może powiedzieć wcześniej, że wie,
          jak by postąpił. Gdybac to sobie można, dopóki życie nie postawi nas
          pod murem. Jesteś bardzo arogancka, jeśli uważasz, że możesz być
          sędzią i katem innych, których dotknęło nieszczęście. Nie rozumiesz
          jeszcze wielu rzeczy, nie wiesz, jak w życiu czasem trudno dokonać
          wyboru i ze są sytuacje, z których nie da się wybrnąć.
          Zażywanie skutecznych tabletek antykoncepcyjnych nie czyni z Ciebie
          eksperta od życia innych ludzi.
    • oliwkagold Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:50
      Mam takie samo zdanie - zarazem gratuluję koleżance tak głębokiego tematu, który
      nie uwzględnia płytkich treści Twojej urody. Czyżby koleżanka miała dosyć
      karcenia na forum czy po prostu dojrzewamy :) Pozdrawiam
      • zawszezabulinka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 21:55
        >Ale przypuszczam, ze sam fakt usuniecia odbilby mi sie na psychice
        >niedobrze, wiec lepiej zapobiegac, niz pozniej dzialac...

        u mnie wlasnie reakcja rodziny i otoczenia na wiesc ze jestem w tej ciazy
        dobilaby mnie psychicznie :|

        ja tez sie zabezpieczam, na szczescie skutecznie.
        koniec ze studiami(moj chlopak zaczal po raz 3 studia i wkoncu poszedl do
        przodu, nie moglabym mu tego popsuc), praca, nawet nie ma gdzie i za co
        zamieszkac (a w domu nie da rady)
        • cafem Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:01
          Na szczescie ja mieszkam w kraju, gdzie to kobieta decyduje, a nie
          rodzina; choc jak mowilam, do usuwania sie nie przymierzam, bo juz nie
          tylko, ze odbija sie na psychice, ale moze rowniez i na zdrowiu:/

          No i skoro antykoncepcja za darmo jest...;)
        • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:23
          > ja tez sie zabezpieczam, na szczescie skutecznie.

          i wlasnie o to chodzi, reprezentujesz soba postawe odpowiedzialna,
          zabezpieczanie zazwyczaj jest skuteczne, ja takze od lat zabezpieczam sie skutecznie
          • zawszezabulinka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:28
            > i wlasnie o to chodzi, reprezentujesz soba postawe odpowiedzialna,
            > zabezpieczanie zazwyczaj jest skuteczne, ja takze od lat zabezpieczam sie skute
            > cznie

            o tyle dobrze ze zadko wspolzyjemy, juz mielismy to zrobic (miesiaczka
            przeszkodzila) a teraz musze sie leczyc globulkami ;/


            moj facet sie nie da, bez, jest wyjatkowym facetem bo jawnie przedstawia ze
            uwielbia gumki :D
            hormony mnie nie polubily, no i nie ma czego uzywac , a wylacznie naturalne
            odpadaja, a co jak nam sie zachce akurat ten raz jedyny na miesiac i wystrzelimy
            jak byk "w srodek cyklu" ?
            • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:31
              my mamy podwójne zabezpieczenie gumki i pigułki, ale współżyjemy jak króliczki,
              więc nie ma co ryzykować:)

              bez gumek, a jedynie na tabletkach współżyjemy jedynie tuż przed moim okresem
              • zawszezabulinka Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:35
                jak bralam tabletki czy mialam spirale to nie uzywalam juz gumek
                • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:40
                  ja wychodzę z założenia, ze przezorny zawsze ubezpieczony:P
              • douglas.beauty Autorka to chyba troll.... 04.11.09, 09:40
                piekna.i.wyrafinowana napisała:

                > my mamy podwójne zabezpieczenie gumki i pigułki, ale współżyjemy
                jak króliczki,
                > więc nie ma co ryzykować:)
                >
                > bez gumek, a jedynie na tabletkach współżyjemy jedynie tuż
                przed moim okresem


                proponuje sie doksztalcic! NIE MA mozliwosci zajscia w ciaze przy
                prawidlowym braniu tabletek. Masz zerowa wiedze o leku ktory
                przyjmujsz -proponuje porozmawiac z ginekologiem

                A tak na marginesie to wydaje mi sie, ze jestes trollem. Lub
                wyjatkowo pretensjonalna i niemadra kobieta

                • piekna.i.wyrafinowana Re: Autorka to chyba troll.... 04.11.09, 10:02
                  > proponuje sie doksztalcic! NIE MA mozliwosci zajscia w ciaze przy
                  > prawidlowym braniu tabletek. Masz zerowa wiedze o leku ktory
                  > przyjmujsz -proponuje porozmawiac z ginekologiem\

                  hehe rozmawialam, no najwyzej ze lepszy z ciebie ginekolog i lepiej wyjasnisz,
                  bo moj ginekolog powiedzial ze w rzeczywistości żadna metoda antykoncepcji nie
                  daje 100% pewnosci

                  > A tak na marginesie to wydaje mi sie, ze jestes trollem. Lub
                  > wyjatkowo pretensjonalna i niemadra kobieta

                  a tak na marginesie wydaje mi sie, ze chcesz błyszczeć lecz nie masz mozliwosci.
                  brak rozumu i pretensjonalnosc rowniez bije z tejze twej krotkie wypocinki

                  ZEGNAM po nie przystoi MI
                • umfana trollica i do tego szkaradna.i.pospolita 04.11.09, 16:37
                  Takiego bełkotu dawno nie wiedziałam na forum :)
                  Laska leczy swoje zapyziałe kompleksy, o czym jej kretyński nick mówi.
                  Ten bełkot trollicy, jak to jej kumpela nie wyskrobała się, bo autorka wątku
                  niby jej nie dała kasy i strzeliła kazanie umoralniające.
                  Panna jakby chciała się wyskrobać, to zrobiłaby to, biorąc pożyczkę u kogoś innego.
                  Ten bełkot szkaradnej i pospolitej jak teraz jej koleżanka jest szczęśliwą
                  mamuśką, która wstydzi się autorki tegoż wątku spuszczając oczęta przy niej :)
                  Ktoś po takim nr przechodziłby na drugą stronę i ulicy i nie chciałby nawet
                  splunąć w szkaradną gębę.
                  Autorka wątku wychodzi z założenia, że jeśli ona może się tylko kochać ze swoim
                  wibratorem to inne kobiety, które mają facetów, bo są ładniejsze od niej niech
                  cierpią za to, jeśli wpadną.
                  Trollicy zaś wpadka nie grozi, bo zwyczajnie nikt jej nie zapłodni.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:16
        Czyżby koleżanka miała dosyć
        > karcenia na forum czy po prostu dojrzewamy :) Pozdrawiam

        Jakie kierują mną motywy do wplątania w wątki "mej urody" odpisałam Ci w wątku
        "margines błędu...", ale tu mogę dodać, że w głębokim poważaniu mam "karcenie na
        forum".

        Dużo w życiu przeżyłam wiec nie pisz proszę o dojrzewaniu przez pryzmat tego, ze
        ktoś całkiem celowo, prowokacyjnie w durnym wątku na durnym forum notorycznie
        zamieszcza kontekst swej rzekomej urody

        Pozdrawiam również
        • oliwkagold Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 22:34
          "Dużo w życiu przeżyłam wiec nie pisz proszę o dojrzewaniu przez pryzmat tego, ze
          ktoś całkiem celowo, prowokacyjnie w durnym wątku na durnym forum notorycznie
          zamieszcza kontekst swej rzekomej urody"

          Sorry, ale każdy może powiedzieć, że dużo przeszedł w życiu, bo nikogo życie nie
          jest różowe. Nawet jeżeli ma się dużo kasy czy kochającą rodzinę - problemy są
          zawsze.
          A co do Twojego kolorowego i ciekawego stylu życia to nie wydaje mi się, że ktoś
          kto prowadzi ciekawe życie, ma dużo spraw, poważną pracę i jest przeszczęśliwy,
          opisuje to ... o przepraszam - wychwala się tym na forum, któremu jak widzę
          poświęcasz bardzo dużo czasu (ciekawe co robisz oprócz siedzenia na necie). Do
          tego przekonywanie wszystkich na praktycznie każdym kroku o swoim szczęściu i
          urodzie uważam za objaw kompleksów. Może nie potrafisz dostrzec wokół siebie
          ludzi, którzy znają swoją wartość. Oni nie potrzebują opowiadać o sobie w
          nieskończoność bajek, mają dużo szacunku do siebie i innych.
          Rozumiem, że jest Ci to dalekie skoro tak często masz potrzebę eksponowania
          swojego ego. I nie dziwię się, że nie masz koleżanek w pracy (o ile wogóle je
          masz). Mało kto lubi osoby, które dostrzegają swoją wartość tylko w urodzie.
          Twoi znajome to tak samo zakompleksione kumpelki. Dla mnie to możesz leczyć
          kompleksy na tym forum, lubię czytać od czasu do czasu Twoje wątki, bo zawsze
          jestem pełna podziwu dla Twej próżności i temu jak może ona przesłonić komuś oczy.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 05.11.09, 09:22
            > Sorry, ale każdy może powiedzieć, że dużo przeszedł w życiu, bo nikogo życie ni
            > e
            > jest różowe.

            powiedziec kazdy moze, ale ile to sie ma do rzeczywistosci hehe, dziecko

            oj oliwka a ja juz zaczynalam sadzic ze jestes troszke bystrzejsza, a
            przynajmniej bardziej dojrzala, niech ci bedzie tak jak myslisz, hehe jestem
            brzydka, samotna mam nudne zycie, nie mam kolezanek, moj facet jest
            wyimaginowany i w ogole cale dnie spedzam przed komputerem, ulżyło dziewczynko?

            a na przyszlosc radze czytac wypowiedzi innych, a nastepnie sie do nich odnosic
            bo jezeli ktos pisze, ze robi cos celowo, a za tym stoi ze robi celowo to sama
            rzecz po raz piaty to byc moze jest tak w rzeczywistości. jezeli widze ze glupie
            baby reaguja furia na watki w ktorych wspominam o swej urodzi, a ich reakcja
            szczerze mnie smieszy, zakladam nastepny prowokacyjny watek by poczytac sobie
            wiecej tego typu zabawowych reakcji, szczegolnie gdy moja zazwyczaj ciekawa
            praca w okresie jesiennym/zimowym jest raczej malo ciekawa...

            poza tym bywasz na tymze forum od poczatku lipca, ja na nim bywam od kwietnia,
            Ja mam napisanych 518 watkow, ty natomiast 171, z tego co widze piszesz na forum
            popołudniami, ja natomiast, jedynie bedac w pracy, ewentualnie gdy nie ma
            "chlopa", a ja nie mam planów, wiec statystyki naszych postow zbytnio sie nie
            roznia oliwko, a wziawszy pod uwage, ze ja jestem tu jedynie w celach
            prowokacyjnych, a ty raczej traktujesz to forum na powaznie- nie zakladasz
            watków, tylko udzielasz "rad", ja natomiast udzielam sie prawie tylko w swoich
            watkach, wnioskowac moge, ze to twoje zycie jest jalowe, prozne i brak w nim
            kolorów, poza tym teksty typu:

            - forum, któremu jak widze poświęcasz bardzo dużo czasu (ciekawe co robisz
            oprócz siedzenia na necie).
            - uważam za objaw kompleksów.
            - Mało kto lubi osoby, które dostrzegają swoją wartość tylko w urodzie.
            - Twoi znajome to tak samo zakompleksione kumpelki.
            - zawsze jestem pełna podziwu dla Twej próżności i temu jak może ona przesłonić
            komuś oczy.

            swiadczyc moga o dominacji uczuc zazdrosci i zawisci w twym zyciu, emanuje z
            nich fakt skrzywdzenia w przeszłości ktory jak widac jest nadal w tobie zywy, bo
            nie wierze ze mloda osobka w twoim wieku moze byc tak emocjonalnie zepsuta jak
            ty, jesli mialaby nadal posunąć się w tychze twierdzeniach moglabym dojsc do
            wniosku, ze zostalas bardzo skrzywdzona przez dziewczyne znacznie ladniejsza od
            ciebie, wiec albo facet kopnal cie w dupe dla ladniejszej kolezanki, albo cale
            zycie zylas w cieniu ladniejszej siostry/matki/przyjaciolki (jezeli takowa
            kiedykolwiek byla, ja w twoim wieku nie myslalam nawet o udzielaniu rad na
            forum, udzielałam je przyjaciółkom/koleżankom), potrzeba wygadania, zmieszania
            kogos z blotem, udzielenia rady, czeste przebywanie na forum w młodziutkim
            wieku, nieumiejętność dostrzegania tego co napisane, a widzenie odczuc innych w
            szarych barwach/w pesymistycznym nastaiwniu- swiadczy o tobie, o twoim zyciu, o
            jego smutku, miernosci, nijakosci- przeniesienie czarnosci swego zycia na zycie
            innych...

            Wiec oliwko nie przenos swych uczuc/odczuc na realia mego codziennego zycia, bo
            na serio jak sobie pomysle, ze mlode dziewczyny moga byc tak smutne/
            zle/rozgoryczone to szczerze zle mi sie robi, kiedys uzylas, calkiem
            bezpodstawnie, w stosunku do mnie slow zali mi cie, ja takich slow nie uzywam,
            jezli na serio mi kogos nie zal, ale w tejże chwili szczerze zali mi ciebie
            oliwko, wspolczuje
            i goraco pozdrawiam
            trzymaj sie mocno dziewczyno
            zyj- zycie ma sie tylko jedno, olej zale i smutki, wyzbądź sie tej nienawisci,
            mozesz zjechac mnie w nastepnym poscie:) pozdrawiam raz jeszcze
            • oliwkagold Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 08.11.09, 10:32
              Z tym że traktuje forum poważnie - nie do końca, ale gdy ktoś ma problem staram
              się pomóc. Z tego co piszesz wynika że masz problem z rachunkami - ja od lipca
              ma 171 postów a Ty od kwietnia 518 - to by oznaczało, że na daw miesiące
              wyprzedziłaś mnie o ponad 300 i jesteśmy rozumiem wg Ciebie na równi? Śmiechu
              warte. Co do postów nie mam Twoich pytań...
    • martishia7 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:04
      Taaa, jasne. A Ty będziesz decydować o tym czy wystarczająco starannie się
      zabezpieczała? Jeżeli brała tabletki i jednocześnie łykała skrzyp na włosy, albo
      popijała sokiem grejfrutowym, to znaczy, że głupia, źle stosowała, więc ma
      urodzić? Czy może jednak uważasz, że dołożyła należytej staranności?

      Czy głupia małolata, która puszcza się z kolegami na disco, to lepiej żeby
      urodziła? Tylko miej pełną świadomość, że to dziecko nie urodzi się jej, tylko
      tak naprawdę jej rodzicom. A ona wydali się, dajmy na to, na zmywak, no bo
      gdzież lepiej pożyje bez matury? A dziecko zostawi dziadkom i tak oto będziemy
      mieć następną sierotę społeczną.

      Aborcja w Polsce, nade wszystko, jest faktem. Nikt mi nie wmówi, że tak
      masakrycznie niska dzietność, w połączeniu z żenującą wiedzą Polaków na temat
      antykoncepcji i stosowaniem masowo najbardziej zawodnych środków anty, nie jest
      między innymi efektem aborcji.
      Po akcesji do UE, w samym województwie zachodniopomorskim, liczba kobiet
      przyjmowanych do szpitali z "poronieniem w toku" nagle i niespodziewanie wzrosła
      dwukrotnie. Wiesz dlaczego? Bo wraz ze swobodnym przepływem osób ułatwiony
      został nielegalny handel środkami wywołującymi poronienie. Już nawet nie
      potrzeba lekarza, który zrobi zabieg za kilka tysięcy. Bierzesz odpowiednie
      lekarstwa i po ptakach. A na dalszym etapie, lekarz nie jest w stanie ocenić,
      czy poronienie jest samoistne czy wywołane.

      Możemy sobie siąść i teoretyzować, że tej wolno, a tamtej to już nie. I to by
      się miało na tyle. A kobieta która chce usunąć ciążę - zrobi to. Jeśli nie
      pożyczy od Ciebie, to od kogoś innego, albo i od Providenta.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:38
        właściwe racja, ale nie rozpowszechniać metod antykoncepcji, dlaczego nie
        zapewnić środków antykoncepcyjnych tylko aż posuwać się do zabicia płodu który w
        przyszłości byłby człowiekiem?

        dlaczego nie przyjmować odpowiedzialności za własne czyny?
    • w_miare_normalna Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:39
      piekna.i.wyrafinowana napisała:

      > Zainspirowana wątkami dotyczącymi aborcji, a także prośbą
      skierowaną do mnie
      > kilka lat temu, postanowiłam wypowiedzieć na tenże temat własne
      zdanie.
      >
      > Zacznę od tego, że kilka lat temu koleżanka poprosiła mnie o
      pożyczkę
      > pieniężną w celu usunięcia ciąży, była młoda i razem z partnerem
      nie chcieli
      > mieć dzieci.
      >
      > Ja zapytałam: To nie zabezpieczaliście się? Ona: zabezpieczaliśmy,
      ale jakoś
      > tak wyszło (a wyszło tak bo dziewczę zapomniało kilka razy zażyć
      tabletek).
      >
      > Pożyczki nie udzieliłam, dziewczynie powiedziałam, że nie
      przyczynie się do
      > zabicia jej dziecka, które będzie wynikiem tylko i wyłącznie ich
      > nieodpowiedzialności.
      >
      > Pobieżnie przejrzałam wątek bogini o aborcji, a także inne wątki na
      innych
      > forach i przeraziło mnie, że większa ilość kobiet krytykuje zakaz
      aborcji
      > niżeli bezmyślną aborcję, aborcję nieuzasadnioną.
      >
      > Jestem ateistką, żyłam dosyć rozwiąźle. Jednak nie dopuszczam myśli
      usunięcia
      > ciąży bo „zapomniałam się zabezpieczyć”, „bo chcę”, czy
      > „bo jestem za głupia
      > by przewidzieć konsekwencje swoich nieprzymuszonych czynów”.
      >
      > NIGDY NIE USUNĘŁABYM CIĄŻY! Dlaczego? Bo rodzice mnie wychowali, bo
      nauczyli
      > szanować życie własne i życie innych. I choć w życiu popełniłam
      więcej błędów
      > niż inne znane mi osoby i zrobiłam tysiące złych rzeczy nigdy nie
      dokonałabym
      > aborcji!
      >
      > Co do wolnego wyboru: Kobieta ma wybór stosować środki
      antykoncepcyjne czy ich
      > nie stosować, jeżeli decyduje się, że nie będzie ich stosować jest
      to tożsame
      > z tym, że zdaje sobie sprawę z tego jakie są konsekwencje
      niestosowania tychże
      > środków. Jeżeli w tymże przypadku zachodzi w ciąże to musi przyjąć
      > ODPOWIEDZIALNOŚĆ za czyny WŁASNE nikogo innego!
      >
      > Na zakończenie dodam nie chce mieć dzieci, przynajmniej na razie.
      Zabezpieczam
      > się skutecznie od 19 roku życia, czyli od pierwszego
      nieprzymuszonego stosunku
      > płciowego.
      >
      > Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta została
      zgwałcona, bądź w
      > jakikolwiek inny sposób (bezwłasnowolnie) nie mogła się
      zabezpieczyć, bądź gdy
      > zabezpieczenie nie zadziałało. Reszta natomiast musi PRZYJĄĆ
      ODPOWIEDZIALNOŚĆ
      > ZA WŁASNE CZYNY!!!

      ABSOLUTNIE SIĘ Z TOBĄ ZGADZAM !!!!!!!!!!!!
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 08:37
        >
        > ABSOLUTNIE SIĘ Z TOBĄ ZGADZAM !!!!!!!!!!!!

        nie pisz takich rzeczy:) pozostaniesz wyklęta ze społeczności forumowej:)

        hehehe
    • sumire Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 03.11.09, 22:48
      bardzo to piękny wykład, ale nie za dużo ma wspólnego z rzeczywistością. mam wrażenie, że dla Ciebie to czarno-białe.

      a co, jeśli na przykład ciąża przydarza się ludziom, którzy dzieci mieć nigdy nie chcieli i rzeczywiście wpadli? czy wtedy kobieta ma liczyć na to, że po drodze jej i partnerowi się odwidzi? ma poinformować go czule, że ona odpowiedzialnie sobie urodzi? a może jeszcze coś innego?
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 08:41
        aborcja w glownym poscie jest kwestia drugoplanową, pierwszoplanową rolę gra
        ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ludzie odpowiedzialni nie zachodzą w ciąże nieodpowiedzialnie,
        nie wierze we wpadki. Ludzie płacą za swoje czyny nie tylko w kwestii uprawiania
        seksu, liczą się z konsekwencjiami zawsze, a właściwie powinni się liczyć, w
        tymże przypadku powinni liczyć sie jeszcze bardziej.
        Poza tym co rozumiesz pod pojęciem wpadki? niedopatrzenie- zapomnienie zażycia
        pigułki czy wadliwość antykoncepcji?
        • sumire Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:27
          powiedzmy, ze pigulka sie nie wchlonela. bywa.
          no i co ma wowczas ta odpowiedzialna kobieta zrobic, wiedzac, ze ani
          ona, ani partner dzieci nie chca? czy moze tacy ludzie powinni w
          ogole zachowywac wstrzemiezliwosc? ;)

          to 'placenie za swoje czyny' przypomina mi troche straszenie malych
          dzieci diablem. moim zdaniem tego rodzaju sprawy powinny byc
          rozstrzygane wylacznie w zaciszu wlasnego sumienia. jesli kobieta
          decyduje sie na aborcje, to tylko ona ponosi wszelkie tego
          konsekwencje, nie Ty. nie wydaje mi sie zatem, zeby takie
          moralizowanie mialo sen.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:50

            > powiedzmy, ze pigulka sie nie wchlonela. bywa.

            moze i bywa ale sporadycznie bardziej glosniej nizeli czesciej, poza tym jezeli
            ludzie sa dojrzali i wiedza, ze nie chca dzieci- nie beda ich mieć. My
            zabezpieczamy sie podwójnie i piglułki i gumki, a jesli ktos jest pewien ze
            nigdy, na pewno nie bedzie chcial miec dzieci sa bardziej kategoryczne
            sposoby... poza tym jezeli przypadek o ktorym Ty piszesz rzeczywiście bedzie
            mial miejsce i rzeczywiscie bedzie to wina srodków, a nie człowieka, to jesli by
            ta kobieta usunęła ciąze byłby to bardzo sporadyczny przypadek

            >
            > to 'placenie za swoje czyny' przypomina mi troche straszenie malych
            > dzieci diablem.

            a czy nie na tym opieraja sie podstawy prawne i ludzka moralnosć?

            moim zdaniem tego rodzaju sprawy powinny byc
            > rozstrzygane wylacznie w zaciszu wlasnego sumienia. jesli kobieta
            > decyduje sie na aborcje, to tylko ona ponosi wszelkie tego
            > konsekwencje, nie Ty. nie wydaje mi sie zatem, zeby takie
            > moralizowanie mialo sen.

            ja na bank nie, ale jesli byla swiadoma skutków współżycia, a przy tym
            współżyła, nie zabezpieczając się lub źle się zabezpieczając(z wyjątkiem jeśli
            antykoncepcja rzeczywiście zawiodła), powinna przyjąć odpowiedzialność za czyny
            własne, tym samym nie powinna mieć prawa do aborcji
            • sumire Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 10:47
              ciaza i jej wieloletnie konsekwencje ;) to nie powinno byc
              samobiczowanie za grzechy mlodosci, tylko cos, czego sie
              rzeczywiscie chce. odpowiedzialnosc za wlasne czyny - jasne. w
              teorii to brzmi bardzo pieknie, problem w tym, ze zycie ludzkie
              naprawde nie jest az tak czarno-biale, jak to przedstawiasz. z tego
              watku wynika, ze kobieta powinna urodzic dziecko niejako za kare.
            • cherry.coke Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 13:50
              > > powiedzmy, ze pigulka sie nie wchlonela. bywa.
              >
              > moze i bywa ale sporadycznie bardziej glosniej nizeli czesciej,

              Zebys sie nie zdziwila. Pigulka ma wysoka skutecznosc, ale liczona "przy
              prawidlowym przyjeciu", czyli jesli sie wchlonie na czas i stuprocentowo. Jest
              masa rzeczy (stan organizmu, trawienie, konfliktowe pokarmy i preparaty), ktore
              to zaburzaja, a o ktorych malo kto wie. Ciaz z pigulek jest wiecej niz sie
              mysli, i nie mowie o "raz zapomnialam".

              Poza tym sa pary, ktore nie moga stosowac antykoncepcji hormonalnej z powodow
              zdrowotnych, a kazda inna to lepsza lub gorsza loteria.
    • figgin1 Co za hipokryzja...ble 03.11.09, 23:49
      Albo zakładamy, ze blastula jest człowiekiem i wtedy aborcja jest złem zawsze,
      nawet gdy życie matki jest zagrożone. Bo niby dlaczego usprawiedliwiać zabicie
      człowieka traumą po gwałcie czy problemami zdrowotnymi? Albo też zakładamy, że
      blastula człowiekiem nie jest tylko blastulą. Przy takim założeniu mogę sobie
      specjalnie zachodzić w ciążę i robić aborcję raz na miesiąc, bo tak lubię. Albo
      albo, bez żadnej hipokryzji. Pomijam takie sytuacje jak choroba, która zabija
      matkę z płodem jednocześnie. A gadanie, że rodzenie to kara za cośtam
      (rozwiązłość, głupotę, niefrasobliwość) to już pie...enie do kwadratu.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: Co za hipokryzja...ble 04.11.09, 09:04
        > Albo zakładamy, ze blastula jest człowiekiem

        blastula to stadium w rozwoju zarodka ludzkiego, "Około tygodnia po zapłodnieniu
        powstałe w trakcie wielokrotnych podziałów komórki formują się tworząc
        pęcherzyk wypełniony płynem czyli blastulę. Blastula zwana także blastocystą
        unosi się kilka dni w macicy po czym ulega implantacji czyli zagnieżdżeniu w
        ścianie macicy co jest uważane za zakończenie aktu poczęcia. Blastula, dzięki
        enzymom trawiącym śluzówkę macicy, wnika w błonę macicy. Prowadzi to do
        uszkodzenia naczyń krwionośnych z których wydzielana jest krew będąca „pokarmem”
        dla zarodka, aż do momentu wytworzenia łożyska"

        Ile kobiet wie, że jest w ciazy nawet w dwa tygodnie po zapłodnieniu? I w tymże
        czasie chce dokononac aborcji? pisze to jedynie dlatego, ze nawet jeślibyśmy nie
        nazwali blastuli człowiekiem to aby pozbyc sie blastuli kobieta ma zaledwie 12
        dni od poczęcia.

        Bo niby dlaczego usprawiedliwiać zabicie
        > człowieka traumą po gwałcie czy problemami zdrowotnymi?

        Problemami zdrowotnymi nie usprawiedliwiam a jedynie świadomością wlasnych
        czynow, jeżli kobieta nie byla swiadoma tego co robi, czy tez przymuszona i nie
        robiła tego dobrowolnie wydaje mi się że powinna mieć takie prawo.

        Albo też zakładamy, że
        > blastula człowiekiem nie jest tylko blastulą.

        zakladamy, ze bedzie oczywiście bo na etapie rozwoj zarodka ludzkiego jest
        jedynie blastulą

        A gadanie, że rodzenie to kara za cośtam
        > (rozwiązłość, głupotę, niefrasobliwość) to już pie...enie do kwadratu.

        to nie kara, a gadanie w tymże sensie, że człowiek powinien byc odpowiedzialny
        za własne czyny, i tak jak juz napisalam aborcja to w rzeczywistosci sprawa
        drugoplanowa w głównym poście. Meritum tekstu jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za własne czyny.

        • figgin1 Re: Co za hipokryzja...ble 04.11.09, 09:51
          piekna.i.wyrafinowana napisała:
          Meritum tekstu jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ za własne c
          > zyny.
          >

          Noo, i przechodzimy do sedna. W kiszce masz te nieszczęsne zabijane dzieci, po
          prostu chcesz dowalić tym wstrętnym, nieodpowiedzialnym babom, niech mają! A
          przy okazji można ogłosić na forum, jakim to się jest odpowiedzialnym,
          wyzwolonym itp. Nie wspominając skromnie o swej niezwykłej urodzie, to już
          czytelnicy wiedzą z poprzednich postów autory...
          • piekna.i.wyrafinowana Re: Co za hipokryzja...ble 04.11.09, 09:56
            wspaniała argumentacja:)
            gratuluje
    • alpepe Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 07:51
      zapomniałaś dodać, że poza tym, to jesteś piękna i wyrafinowana.

      Z postem nawet nie polemizuję, bo mi się słabo od niego zrobiło.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:10
        sluchaj twoje niskiej jakosci wypowiedzi nic nie wnoszą w dyskusje ta czy tez
        inna, nie musisz ciagle zaznaczac swej obecnosci mnie ona jest zupelnie zbedna,
        uwierz

        osobiscie twoje i jeszcze kilku innych małowartościowych w sensje dyskusyjnym
        (zapewne nie tylko) forumowiczów wątki już dawno omijam, a ty i tobie podobni
        ciagle z zapałem śledzicie moje watki. Tak ci sie slabo robi ale wchodzisz i
        czytasz i sledzisz, smieszna! jakże to o tobie swiadczy? hehehehe
        • alpepe Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:43
          mnie podobni?
          Masz poglądy nastolatki z drugiej liceum, której się zdaje, że zjadła wszelkie
          rozumy, więcej nie ma co dodawać, ale wiek powinien jednak zobowiązywać do
          rozwoju intelektualnego i przemyślenia i zrewidowania swojego światopoglądu.
      • princess_yoyo Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 14:53
        ale dla odmiany za to wspomniala ze jest wybitnie inteligentna :)
    • yoko0202 częściowo się zgadzam 04.11.09, 09:29
      > Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta została zgwałcona, bądź w
      jakikolwiek inny sposób (bezwłasnowolnie) nie mogła się zabezpieczyć, bądź gdy
      zabezpieczenie nie zadziałało.

      W tej części mam takie zdanie jak Ty, w tym sensie, że z punktu widzenia
      moralnego dopuszczam aborcję z powyższych przyczyn i pomijam tu kwestie obecnie
      obowiązujących uregulowań prawnych. Do tego dodałabym sytuację, gdy np. kobieta
      nie może się zabezpieczać ze względów zdrowotnych [poza np. gumką] a rodzić też
      nie powinna właśnie ze względów zdrowotnych. Kolejna kwestia - wady płodu -
      osobiście podejrzewam, że w takiej sytuacji ja bym jednak urodziła, ale ręki nie
      dam sobie uciąć na obecną chwilę, więc nie potępiam.

      Mam znajomą, którą znam od mniej więcej 10 lat - w tym czasie miała ok. 8
      aborcji, właśnie na zasadzie "zapomniałam wykupić tabletki", "nie mieliśmy gumki
      ale myślałam że będzie ok" itp itd. Powiem ci, że przy mniej więcej jej 3-4
      zabiegu (o których wiedziałam, bo zawsze do mnie przychodziła się 'żalić")
      poczułam straszny niesmak, który nie przeszedł do dziś.

      >Reszta natomiast musi PRZYJĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WŁASNE CZYNY!!!

      Teoretycznie stwierdzenie prawidłowe, ale w praktyce wyglądałoby to tak, że
      totalnie nieodpowiedzialni ludzie, którzy nawet na czas tabletek czy plasterków
      nie potrafią w aptece wykupić, albo w terminie zastosować (no straszny wysiłek,
      naprawdę...) mają stać się rodzicami - horror.
      Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że najłatwiej urodzić i oddać, bo
      mnóstwo par czeka na maleństwo - gdyby sytuacja wyglądała tak różowo, to domy
      dziecka byłyby puste (przynajmniej pod względem niemowląt i malutkich dzieci) a
      jest dokładnie odwrotnie.

      Ogólnie temat rzeka, prostych i jedynie słusznych rozwiązań tu nie ma i nigdy
      nie będzie.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: częściowo się zgadzam 04.11.09, 09:55
        zgadzam sie z tym co piszesz

        gdyby sytuacja wyglądała tak różowo, to domy
        > dziecka byłyby puste (przynajmniej pod względem niemowląt i malutkich dzieci) a
        > jest dokładnie odwrotnie.

        problem jest w tym, ze matki rodza nie chca dziecka, ale nie zrzekają sie praw
        rodzicielskich, dlatego też małe dzieci sa w domu dziecka.

    • default Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:33
      Polecam piękną powieść "Regulamin tłoczni win" Johna Irvinga.
      Ciekawy przyczynek do dyskusji o aborcji.
      A tak do autorki wątku: co uważasz za "aborcję bezmyślną,
      nieuzasadnioną" - masz chyba jakieś mylne pojęcie o sprawie, żadna
      kobieta nie podejmuje takiej decyzji pochopnie, siłą rzeczy -
      zwłaszcza przy obecnie obowiązującym w Polsce prawie - taka decyzja
      wiąże się z mnóstwem przemyśleń i rozważania wszelkiego za i
      przeciw. I nigdy nie jest to decyzja łatwa, aczkolwiek w wielu
      wypadkach jedynie słuszna.
      Oczywiście łatwo powiedzieć - "bo trzeba się było zabezpieczać". Ale
      wypadki chodzą po ludziach, jakby człowiek wiedział, że się
      przewróci, to by się położył. Nie demonizujmy sprawy, kobiety
      zawsze, od wieków usuwały ciąże i jest to niejako wpisane w dzieje
      ludzkości.
      • martishia7 Genialna książka! n/t 04.11.09, 09:38
      • douglas.beauty Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 09:44
        > Oczywiście łatwo powiedzieć - "bo trzeba się było zabezpieczać".
        Ale
        > wypadki chodzą po ludziach, jakby człowiek wiedział, że się
        > przewróci, to by się położył. Nie demonizujmy sprawy, kobiety
        > zawsze, od wieków usuwały ciąże i jest to niejako wpisane w dzieje
        > ludzkości.

        DOKLADNIE!
        Jalowe podniecanie sie malo istotnym tematem aborcji zostawmy
        frustratom seksualnym...
        • figgin1 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 12:02
          Albo frustratkom, lol.
    • mamba8 Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 04.11.09, 14:04
      Dobrze, dobrze ale czemu zakładasz osobny wątek zamiast odnieść się
      do któregoś wcześniejszych już założonych/?
    • delayla ja też szanuje życie... 05.11.09, 09:08
      ...swoje życie, a także milionów innych kobiet! I jeśli one CHCĄ żyć tak, a nie
      inaczej, to ja nie chcę stać im na przeszkodzie.
      A Tobie NIC do tego jak JA żyje i co chcę Z SOBĄ zrobić.

      Zacznijcie żyć własnym życiem ludzie, a nie tylko nosy wiecznie w cudzych
      sprawach...
    • gondra Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 08.11.09, 17:05
      > Zabezpieczam się skutecznie od 19 roku życia, czyli od pierwszego
      > nieprzymuszonego stosunku płciowego.

      A poprzednie były przymuszone? No to już wiadomo, że to trauma na światopogląd
      Ci się rzuciła i dyrdymały piszesz.
    • bodum Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 09.11.09, 14:09
      ZA prawem do aborcji!
      Przecież ona i tak jest, niech więc będzie przeprowadzana w ludzkich
      warunkach.
      Choć osobiście jestem przeciwna.
    • urana Re: aborcja, okiem "kobiety wyzwolonej"... 09.11.09, 14:59
      > Zacznę od tego, że kilka lat temu koleżanka poprosiła mnie o
      pożyczkę
      > pieniężną w celu usunięcia ciąży, była młoda i razem z partnerem
      nie chcieli
      > mieć dzieci.

      Koleżanka popełniła głupotę tłumacząc Ci się na co potrzebuje
      pożyczkę. To tylko jej sprawa. Pożyczający może pożyczyć lub nie,
      bez wnikania( dla mnie to bezczelność) na co.

      przeraziło mnie, że większa ilość kobiet krytykuje zakaz aborcji
      > niżeli bezmyślną aborcję, aborcję nieuzasadnioną.

      Bo wyobraź sobie, że nie wszyscy traktują ciążę jak coś niezwykłego,
      świętego co skoro jest to musi trwać. Każda aborcja jest uzasadniona
      tylko jedni dopuszczają dane uzasadnienie, inni nie.

      > NIGDY NIE USUNĘŁABYM CIĄŻY! Dlaczego? Bo rodzice mnie wychowali,
      bo nauczyli
      > szanować życie własne i życie innych. I choć w życiu popełniłam
      więcej błędów
      > niż inne znane mi osoby i zrobiłam tysiące złych rzeczy nigdy nie
      dokonałabym
      > aborcji!

      To tylko na cokół z Tobą! Piękna santo subito!
      Ale nie wychowali Cie tak byś nie prowadziła rozwiązłego życia, jak
      sama piszesz. Interesujące.
      Uważasz, że jeśli jesteś przeciwna aborcji to jesteś lepsza???
      Niewiarygodne!


      Jeżeli w tymże przypadku zachodzi w ciąże to musi przyjąć
      > ODPOWIEDZIALNOŚĆ za czyny WŁASNE nikogo innego!

      Otóz to. Jednym ze sposobów przyjęcia odpowiedzialności jest
      aborcja. Wielu nie potrafi tego pojać.

      Możliwość aborcji uwzględniam jedynie gdy kobieta została
      zgwałcona, bądź w
      > jakikolwiek inny sposób (bezwłasnowolnie) nie mogła się
      zabezpieczyć, bądź gdy
      > zabezpieczenie nie zadziałało. Reszta natomiast musi PRZYJĄĆ
      ODPOWIEDZIALNOŚĆ
      > ZA WŁASNE CZYNY!!!

      Na koniec Ci powiem - przestań wrzeszczeć, nawiedzona kobieto.
      Ani Ty, ani kto inny nie będzi mi ani nikomu innemu mówił co musi,
      jasne? :)

      Twoje poglądy są Twoje i rób jak uważasz, a ja będę robić jak ja
      chcę i nic Ci do tego. Twój jazgot nic tu nie pomoże :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka