savilala
06.11.09, 00:10
Dziś byłam w szpitalu Bratowa urodziła zdrowego ślicznego chłopczyka. To już jej drugie dziecko. Jest starsza ode mnie o rok... Czemu tak zaczynam? Bo to przykład jednej z bardzo wielu osób z mojego otoczenia, w życiu których cos się dzieje. Osób, które mają jakiś cel a nawet jesli go nie mają to po prostu żyją. Znajomi (baaardzo nieliczni raptem 6-8 osób wiecej nie mam)zaczynają brać sluby, zakładac rodziny, układać razem zycie. Właśnie pokończylismy studia i każdy szuka swego miejsca na ziemi. Jakoś znajdują te prace, jakos im leci to życie.
Ja...świeżo upieczona absolwentka dobrej uczelni warszawskiej. Wróciłam do rodzinnego domu, gdyż tu chce żyć. Średnie miasto na wschodzie, w którym liczą się znajomości i układziki a pracy jak na lekarstwo. Jednak to moje miasto rodzinne i tu chce układac swoje życie. Wolę to niż brudną i zabieganą Wawe. A może uciekam ? Nie wiem...Nie mam przyjaciół tzn. są gdzieś jacyś, ale nikogo bliskiego. I jak juz wyżej wspomnialam to się jakos urywa, kończy bo te śluby i wszystko. Każdy ma swoje życie.
Moj chłopak...skonczył studia szuka pracy z baaaardzo marnym skutkiem. Teraz jest na stażu ale nie ma szans na pozostanie tam, wiec to sytuacja doraźna. Jesteśmy razem ponad 7 lat. Nasi znajomi będacy duuuuużo krócej od nas w związkach jakoś mogli się zdecydować, że chcą spędzić życie razem. Mój jakos przez te ponad 7 lat nie dorósł do tej decyzji i nadal nie wie. Jest mi troche przykro w tej całej sytuacji, z drugiej strony wiem jak ograniczają nas środki finansowe i znikome perspektywy, ale czy to przekreśla szanse na podjęcie decyzji?. Czasem nie wiem czemu z nim jestem. Jest dla mnie dobry, ale czy o to mi w życiu chodzi? Żeby miec na kogo liczyc w każdej chwili? Żeby życ w związku stabilnym, ale ....nudnym?
Nie wiem, wiem jednak, że kiedyś się uśmiechalam, miałam wielu znajomych a dziś jestem sama. Nie ma już nikogo. Nie wiem jak mam to przerwać, jak wstać i szukać swego miejsca na ziemi. Jest mi źle :(