Dodaj do ulubionych

Moje życie zmierza do nikąd

06.11.09, 00:10
Dziś byłam w szpitalu Bratowa urodziła zdrowego ślicznego chłopczyka. To już jej drugie dziecko. Jest starsza ode mnie o rok... Czemu tak zaczynam? Bo to przykład jednej z bardzo wielu osób z mojego otoczenia, w życiu których cos się dzieje. Osób, które mają jakiś cel a nawet jesli go nie mają to po prostu żyją. Znajomi (baaardzo nieliczni raptem 6-8 osób wiecej nie mam)zaczynają brać sluby, zakładac rodziny, układać razem zycie. Właśnie pokończylismy studia i każdy szuka swego miejsca na ziemi. Jakoś znajdują te prace, jakos im leci to życie.
Ja...świeżo upieczona absolwentka dobrej uczelni warszawskiej. Wróciłam do rodzinnego domu, gdyż tu chce żyć. Średnie miasto na wschodzie, w którym liczą się znajomości i układziki a pracy jak na lekarstwo. Jednak to moje miasto rodzinne i tu chce układac swoje życie. Wolę to niż brudną i zabieganą Wawe. A może uciekam ? Nie wiem...Nie mam przyjaciół tzn. są gdzieś jacyś, ale nikogo bliskiego. I jak juz wyżej wspomnialam to się jakos urywa, kończy bo te śluby i wszystko. Każdy ma swoje życie.
Moj chłopak...skonczył studia szuka pracy z baaaardzo marnym skutkiem. Teraz jest na stażu ale nie ma szans na pozostanie tam, wiec to sytuacja doraźna. Jesteśmy razem ponad 7 lat. Nasi znajomi będacy duuuuużo krócej od nas w związkach jakoś mogli się zdecydować, że chcą spędzić życie razem. Mój jakos przez te ponad 7 lat nie dorósł do tej decyzji i nadal nie wie. Jest mi troche przykro w tej całej sytuacji, z drugiej strony wiem jak ograniczają nas środki finansowe i znikome perspektywy, ale czy to przekreśla szanse na podjęcie decyzji?. Czasem nie wiem czemu z nim jestem. Jest dla mnie dobry, ale czy o to mi w życiu chodzi? Żeby miec na kogo liczyc w każdej chwili? Żeby życ w związku stabilnym, ale ....nudnym?
Nie wiem, wiem jednak, że kiedyś się uśmiechalam, miałam wielu znajomych a dziś jestem sama. Nie ma już nikogo. Nie wiem jak mam to przerwać, jak wstać i szukać swego miejsca na ziemi. Jest mi źle :(
Obserwuj wątek
    • wanilinowa Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:24
      kryzys końca studiów: przewidywalne życie od sesji do sesji się skończyło,
      paczka znajomych się sypie bo nikt nie ma tyle czasu co kiedyś, przerażająca
      30-tka straszy zza rogu, a tu przyszłość jeszcze nie ułożona

      no cóż, trzeba brać się za życie na poważnie, nikomu nie jest łatwo się
      przestawić, to tylko z zewnątrz tak gładko wygląda. tylko nie daj się wtłoczyć w
      coś na siłę ze złych pobudek (przykład: parcie na ślub bo kuzynka ma już drugie
      dziecko), popłyń chwilę z prądem. lepiej teraz stracić trochę czasu na szukanie
      swojego miejsca niż później prostować swoją drogę
      • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:29
        Nie, to naprawdę nie chodzi o studia. Było ciężko, dużo zdrowia mi to zjadło wszystko, wiec w zasadzie ciesze się, że to juz za mną. Choć miło też wspominać będę bo to był fajny, dobry czas. Myślę, że to "nic nierobienie" tak mnie niszczy. Po prostu nie mogę ruszyć z miejsca. Siedze tylko w domu i dupa mi rośnie. Strasznie przytyłam i pogrążam się z każdym dniem. Chcialabym wyjsc a nie mam z kim :((( Naprawde nie mam z kim...
        • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:37
          noooo tak
          to w takim razie sprawa zaczyna mieć drugie dno
          problemem jest to że zaczynasz nie akceptować siebie bo przytyłaś
          no więc ruszże tyłek, jakikolwiek by on nie był i pójdź pochodzić, pobiegać, popływać itp
          zapuszczając się nie zwiększasz swoich szans na znalezienie fajnej pracy, zawsze wygra z tobą jakas laska, choćbyś miała sześć dyplomów
          • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:41
            varia1 to tez nie to uwież, To że tyje jest wynikiem mojego obecnego stanu nie zaś jego przyczyną
            • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:42
              uwierz* sorry
              • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:01
                kochana, to że tyjesz, jest wynikiem tego że za dużo jesz i za mało się ruszasz, a potem nie możesz patrzeć na siebie w lustro


                to mówiłam ja, która nie raz zrzucała wagę:) w końcu stwierdziłam że nikt nie jest idealny, uśmiechnęłam się do siebie i jestem szczesliwa w rozmarze xxl

                no ale ja pracy nie szukam, mam aż nadto i sama sobie szefuję :)
                • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:03
                  varia1 napisała:

                  > kochana, to że tyjesz, jest wynikiem tego że za dużo jesz i za mało się ruszasz
                  > , a potem nie możesz patrzeć na siebie w lustro
                  >
                  >
                  > to mówiłam ja, która nie raz zrzucała wagę:) w końcu stwierdziłam że nikt nie j
                  > est idealny, uśmiechnęłam się do siebie i jestem szczesliwa w rozmarze xxl
                  >

                  Ja nosze 38 i wyje :(( p.s ale mam tylko 163 cm wiec...
                  > no ale ja pracy nie szukam, mam aż nadto i sama sobie szefuję :)

                  a czym się zajmujesz?
                  • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:10
                    mam niedużą firmę, organizuję szkolenia i różnego rodzaju eventy
                    pasjami kocham marketing i chyba się jeszcze rozwinę w tym kierunku
                    mam dwoje dzieci, zajmuję się nimi
                    a w wolnych chwilach, które czasem mi się jeszcze zdarzają, dla własnej fantazji w mojej wiosce nauczam dzieci i młodzież języków obcych :) tak niezarobkowo, tylko po to żeby im pokazać, że jak są ze wsi to nie znaczy że nie mają szans w Europie
                    Warszawę parę lat temu porzuciłam bez żalu choć to moje rodzinne miasto
                    a poza tym... jestem szczęśliwie rozwiedziona i zaręczona na nowo:)
                    • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:16
                      varia1 napisała:

                      > mam niedużą firmę, organizuję szkolenia i różnego rodzaju eventy
                      > pasjami kocham marketing i chyba się jeszcze rozwinę w tym kierunku
                      > mam dwoje dzieci, zajmuję się nimi
                      > a w wolnych chwilach, które czasem mi się jeszcze zdarzają, dla własnej fantazj
                      > i w mojej wiosce nauczam dzieci i młodzież języków obcych :) tak niezarobkowo,
                      > tylko po to żeby im pokazać, że jak są ze wsi to nie znaczy że nie mają szans w
                      > Europie
                      > Warszawę parę lat temu porzuciłam bez żalu choć to moje rodzinne miasto
                      > a poza tym... jestem szczęśliwie rozwiedziona i zaręczona na nowo:)


                      Podziwiam Cię i nie boję się użyć tego słowa...ZAZDROSZCZĘ! Chcialabym byc taka jak Ty naprawdę. Chce robić coś co będzie mi sprawiało satysfakcję i frajdę A Tobie ewidentnie widać że praca sprawia radość. Musisz byc szczęsliwym człowiekiem. Wiem , że po drodze tez było Ci cięzko, bo rozwód itd, ale umialaś isc naprzód. Ja chyba jestem za słaba, nie mam charakteru :(((((((((
                      • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:22
                        nie napisałam tego dla podziwu czy zazdrości:)

                        chciałam ci pokazać że droga do tego wszystkiego wiedzie poprzez akceptację siebie samej:)
                        ja żyłam kilkanaście lat w toksycznym związku z socjopatą, który naprawdę ze wszystkich sił próbował mnie pozbawić poczucia własnej wartości i żywił się emocjonalnie moimi łzami

                        pewnego dnia zrobił tak idiotyczną rzecz, że sam się wyeliminował z mojego życia, bez prawa powrotu

                        i wtedy odkryłam że żyję, że mam coś do powiedzenia we własnym życiu

                        że potrafię zrobić, załatwić wiele rzeczy sama rozwód stał się tylko krokiem do mojej wolności

                        tak jak ktoś tu napisał - to ty nadajesz życiu kierunek i tempo

                        ja to zrozumiałam dopiero po tym jak zaakceptowałam siebie, ze swoimi wadami, ale też z pewną ilością zalet
                        i dlatego wysyłam cie na spacer, jogging czy basen
                        dlaczego nie chcesz właśnie spróbować stazu przez pośredniak? to wcale nie jest przesądzone że ci podziękują, zawalcz o swoje miejsce, a jeśli nie, powiedz sobie: trudno, ale przynajmniej nauczyłam się tu różnych rzeczy
                        własna firma to jest tem etap w życiu, kiedy musisz naprawdę być silna aby wziąć byka za rogi

                        wierzę że ci się uda!

                      • grzeczna_dziewczynka15 Re: Moje życie zmierza do nikąd 30.11.09, 21:58
                        A mi wyglada na to, ze wpadlas w depresje. Idz do psychologa! Mowie powaznie.

                        Wiesz, piszesz o swoim zyciu, jakbys nie byla dopiero po studiach, ale jakbys
                        miala o wiele wiecej lat i zycie za soba. Piszesz w czasie przeszlym, ze kiedys
                        mialas przyjaciol, kiedys mialam fajny okres (studia) itd. Do tego niechec do
                        robienia czegokolwiek i wahania wagi, a takze poczucie braku sensu. Depresja jak
                        nic.

                        Sprobuj pochodzic na terapie, moze da Ci to do myslenia;)

        • 2szarozielone Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:46
          No własnie o to chodzi. Nic nie robisz. Nie masz celu. Całe życie żyłaś od ferii
          do wakacji, od wakacji do ferii, od jednej szkoły do drugiej, od matury do
          egzaminów, od sesji do sesji. Zdałaś mgr i nagle się okazało, że nie wiesz, jaki
          jest kolejny level do zdobycia.

          Znajdź pracę jakąkolwiek, postaraj się znaleźć, zbudować jakieś znajomości,
          postaw sobie cele, choćby zapisz się na jakiś kurs albo na aerobik. Coż co Ci
          zorganizuje czas i myśli. I tak przestawianie się trochę potrwa... Ale będzie
          dobrze ;)
        • wanilinowa Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:01
          savilala napisała:

          > Nie, to naprawdę nie chodzi o studia. Było ciężko, dużo zdrowia mi to zjadło ws
          > zystko, wiec w zasadzie ciesze się, że to juz za mną. Choć miło też wspominać b
          > ędę bo to był fajny, dobry czas.

          zbyt dosłownie rozumiesz "kryzys końca studiów". chodzi właśnie o to wspomniane
          powyżej zdobywanie jasno wyznaczonego levelu - tego Ci nagle zabrakło. zresztą
          sama o tym piszesz:

          > Myślę, że to "nic nierobienie" tak mnie niszcz
          > y. Po prostu nie mogę ruszyć z miejsca. Siedze tylko w domu i dupa mi rośnie. S
          > trasznie przytyłam i pogrążam się z każdym dniem. Chcialabym wyjsc a nie mam z
          > kim :((( Naprawde nie mam z kim...

          a nie możesz sama wyjść? przecież spotkasz kogoś w tym wielkim strasznym
          świecie. dlaczego rozumujesz na odwrót?
          • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:06

            > a nie możesz sama wyjść? przecież spotkasz kogoś w tym wielkim strasznym
            > świecie. dlaczego rozumujesz na odwrót?
            >
            Nie wyobrażam sobie samotnego wyjscia :o No bo jak to? wyjde powiedzmy do pubu, siąde sama w fotelu i co ???? bede bede sie patrzeć na innych, którzy przyszli razem? To głupie!
            • wanilinowa Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:13
              savilala napisała:

              >
              > > a nie możesz sama wyjść? przecież spotkasz kogoś w tym wielkim strasznym
              > > świecie. dlaczego rozumujesz na odwrót?
              > >
              > Nie wyobrażam sobie samotnego wyjscia :o No bo jak to? wyjde powiedzmy do pubu,
              > siąde sama w fotelu i co ???? bede bede sie patrzeć na innych, którzy przyszli
              > razem? To głupie!

              nie miałam na myśli pubu tylko jakieś zajęcia: kurs albo jakiś sport (mówiłaś że
              nie znasz języka i tyjesz). zresztą to tylko przykład, do niczego nie namawiam
              (pewnie i tak masz kontrargumenty;), sama musisz znaleźć sposób żeby ruszyć ze
              swoim życiem, nikt Ci tu nie da recepty
              • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:18

                >
                > nie miałam na myśli pubu tylko jakieś zajęcia: kurs albo jakiś sport (mówiłaś ż
                > e
                > nie znasz języka i tyjesz). zresztą to tylko przykład, do niczego nie namawiam
                > (pewnie i tak masz kontrargumenty;), sama musisz znaleźć sposób żeby ruszyć ze
                > swoim życiem, nikt Ci tu nie da recepty
                >
                >
                Ale to wszystko kosztuje i to nie mało a ja nie mam teraz pieniędzy....nie pracuje jestem na utrzymaniu rodziców Szns na dorobienie tez nie widze a jesli juz to grosiki są... :( Błędne koło , ale dzieki za wskazówki i ze odezwałaś się w wątku
                • paco_lopez Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 12:12
                  czyli ty jednak nadajesz się tylko do garów i dzieci. daj sobie
                  strzelić maluszka i wszystko samo będzie się toczyć od jednej
                  pieluchy do drugiej. nie wysilaj się. widac że wstac od komputera w
                  listopadzie i pójść biegac do parku to dla ciebie za drogo albo za
                  głupio. ten twój chłopak tez przecież widzi ze ci tyłek rośnie.
                  • skarpetka_szara Re: Moje życie zmierza do nikąd 30.11.09, 21:49
                    Dokladnie paco.

                    Do autorki powiem tyle: nie weszlas jeszcze w dorosle zycie, i nie
                    tak latwo wejsc. Jestes jeszcze na poziomie mlodego czlowieka ktory
                    nie umie samodzielnie myslec bo wszystko mialo podane pod nos (a
                    mowie o celach zyciowych).

                    No coz, tak jak larwa przeistacza sie w motyla przez metamorfoze i
                    ty musisz taka metamorfoze przejsc. Tylko od ciebie zalerzy czy
                    przeistoczysz sie w piekny okaz czy jakas tam cme.

                    Dzieci na tym etapie nie radze. Radze jednak zastanowic sie co
                    sprawia Tobie przyjemnosc. A to, ze jest nudno w Twoim zwiazku to
                    po czesci na pewno odpowiadasz TY. A ze znajdujesz wymowki aby nie
                    robic nic nowego - bedzie Tobie trudno cokolwiek zmienic. czyli -
                    problemem jestes ty i tylko ty mozesz byc tego problemu
                    rozwiazaniem.
                • grzeczna_dziewczynka15 Re: Moje życie zmierza do nikąd 30.11.09, 22:02
                  To moze jednak pojedz do tej brudnej, zaganianej Wawy? Tam chociaz jest praca.
                  Chyba trzeba byc w zyciu albo mobilnym i elastycznym. I nie mowie tu wylacznie o
                  przemieszczaniu sie w celach zarobkowych, ale mobilnym mentalnie. Skoro laczysz
                  swoja przyszlosc ze swoim miastem, gdzie ciezko z praca, moze zaloz jakas
                  dzialanosc na ktora mozesz dostac duze dotacje, albo zajmij sie aktywnoscia
                  charytatywna, skoro podziwialas inna forumowiczke, ktora tak robi. Mozesz robic
                  cos samodzielnie, albo zalozyc stowarzyszenie!
            • pretensjaa Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 14:38
              A może na dobry początek babska znajomość internetowa?

              Ja akurat na brak czasu nie narzekam, ale kiedyś przeżywałam w życiu podobny
              stan, więc wydaje mi się, że Cię rozumiem. Odezwij się na maila gazetowego. :)
      • takajatysia Re: Moje życie zmierza do nikąd 01.12.09, 12:43
        z punktu widzenia absolwentki prawie świeżo upieczonej: tu jednak chodzi o
        studia i o to co po nich. Na studiach swiat jest piękny, egazminy tylko co pół
        roku, wakacje długaśne, stypendia sensowne. Znajomych mnóstwo, zabawa na
        okrągło. Brak tego wszystkiego daje w kość nawet jeśli człowiek wie co chce
        dalej z życiem zrobić...
    • bombalska Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 00:48
      Waniliowa slusznie napisala - kryzys konca studiow.
      Pamietam, ze tak samo beznadziejnie sie czulam, kiedy skonczylam ogolniak i nie
      wiedzialam, czy dostalam sie na studia. Potem po studiach bylo podobnie jak u
      Ciebie. Niby kierunek ok, ale z praca nijak, facet sie nie spisywal (kolega ze
      studiow), 0 kasy, 0 punktow zahaczenia. Tu sporo zalezy od szczescia. Do roznych
      prac ludzie trafili. Jedni lepiej inni gorzej, nie chcieli sie chwalic. Inni
      rodzili dzieci, zenili sie albo robili doktoraty, albo wyjezdzali do Stanow jako
      operki. Roznie rozniscie.

      Teraz dobra szkola dla Ciebie bylaby jakas duza firma, koncern. Tam sa
      nastawieni na przyjmowanie "swiezych glow" zaraz po studiach. Nauczylabys sie
      pracowac w odpowiednich standardach. Byc moze bedziesz musiala zmienic miejsce
      zamieszkania. Facet - dobrze, zebyscie podazali razem, inaczej moze Wam sie
      zwiazek rozleciec. A po studiach ciezko stworzyc normalna relacje z kims nowym :)
      • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:01
        Tak, fajnie by było , tylko na rynku pracy mam wieeeeelkie ograniczenie. Tzn. nie znam j. angielskiego. Rozumiem go ale nie umiem juz się wysłowić czy poprawnie gramatycznie napisać treści. Tych języków ktore znam nikt nie potrzebuje a jesli juz to z angielskim w parze.
        • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:03
          no, to już masz cel - idź na kurs angielskiego
          • green_basik Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 02:18
            Świetna rada dla bezrobotnej - kurs angielskiego.
            Dobry kosztuje 1500 pln.
            • varia1 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 09:53
              wiesz co, jak ktoś chce się uczyć, to nie ma dla niego przeszkód
              można pracować jako opiekunka do dziecka, roznosiciel ulotek, albo w jakikolwiek inny sposób

              każdy sposób jest dobry żeby usprawiedliwić swoją bierność?

              poza tym właśnie zarejestrowanie się jako bezrobotna pozwoliłoby jej przynajmniej częśc kosztów pokryć z różnego rodzaju funduszy z UP

              że tak powiem, jak komuś się nie chce, to zawsze znajdzie sobie milion wymówek
              • takajatysia Re: Moje życie zmierza do nikąd 01.12.09, 12:50
                a kurat UP to sobie można w dupę wsadzić. Na nich nie ma co liczyć. Ale nic nie
                stoi na przeszkodzie, żeby wyciągnąć zakurzone podręczniki do angola. Albo weź
                sobie korepetycje i np w zamian dawaj korki z czego innego. Kurczę, prawie
                zawsze coś można...
        • wanilinowa Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:04
          savilala napisała:

          > Tak, fajnie by było , tylko na rynku pracy mam wieeeeelkie ograniczenie. Tzn. n
          > ie znam j. angielskiego. Rozumiem go ale nie umiem juz się wysłowić czy poprawn
          > ie gramatycznie napisać treści. Tych języków ktore znam nikt nie potrzebuje a j
          > esli juz to z angielskim w parze.

          Ty chyba lubisz się zniechęcać
        • grzeczna_dziewczynka15 Re: Moje życie zmierza do nikąd 30.11.09, 22:04
          Sprobuj sie oglosic, zeby sie uczyc jezyka za jezyk. Nie wiem, jakimi jezykami
          sie poslugujesz, ale na pewno beda chetni na wymiane za angielski.

          Poza tym, inne jezyki tez sa w cenie.
      • marguyu Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:01
        Twoje zycie samo nigdzie nie zmierza, to ty jemu nadajesz kierunek i
        tempo wiec nie skarz sie, ze jest niemrawe, bo ty taka jestes.
        Siedzisz w domu, tyjesz i narzekasz. Jeszcze troche i tak
        to 'polubisz', ze dokonca zycia nie przestaniesz.
        O swoim facecie piszesz z ladunkiem uczuciowym z jakim mowi sie o
        wylenialej kanapie. Nie odpowiada tobie wasze wspolne zycie? No to
        zostaw go. Zerwij i idz swoja droga. Ale do tego trzeba charakteru i
        checi.
        • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:12
          Czytam to i płaczę...słowo daje! Macie racje, wszystkie macie racje. Ale najgorsze (najlepsze?) jest to, że ja to wszystko wiem . Wiem ze to tylko moja wina, ale wlasnie o to chodzi ze nie umiem tego odwrócić. To poczucie beznadzieji ciągle mi towarzyszy. No tu nie ma gdzie...robic Cokolwiek !
          Jeszcze jakis czas temu mialam w planach otorzyć własną firme. Ale ktoś mnie ubiegł z pomysłem i dziś...nie wiem juz nic . Nie wiem co chce robic w zyciu. Nie chce isc do pośredniaka bo tam zaraz wyślą mnie na jakis staż na którym po 4 m-cach po prostu mi podziekują, bo wszystko jest juz obsadzone etatami.
          • kag73 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 01:56
            Hej, zycie nie jest latwe. Trzeba zastanowic sie nad priorytetami i
            byc troche bardziej elastycznym. Skoro w Twoim miescie nie ma
            mozliwosci pracy, trzeba przeniesc sie tam gdzie sie prace znajdzie.
            Wysylaj podania, jedz na rozmowy jak sie okaze, ze Cie chca to sie
            przeprowdzisz. Ludzie wyjezdzaja za ocean a Ty nie mozesz 200
            kilometrow dalej. Takie czasy, zorganizujesz sobie zycie w nowym
            miescie, poznasz nowych ludzi, chocby w pracy, bedzie lepiej.
            Jednak troche trzeba sie postarac.
            Angielskiego mozna sie i w domu przed komputerem uczyc, plyty czy
            DVD z programami do nauki.

            Facet. Tu nie bardzo rozumiem, 7 lat, nie mowi o slubie, przykro Ci.
            Jednoczesnie mowisz, ze tkwisz w nudnym zwiazku. Problem w tym, ze
            slub go nie odmieni, nie stanie sie nagle interesujaco tylko
            dlatego, ze ma sie papierek. usiadz, zastanow sie czy jestes z tym
            facetem szczesliwa, czy chcesz z nim byc cz<y w ogole go kochasz a
            potem podejmuj decyzje.
            Napislas, ze masz 6 czy 8 znajomych, starczy, z nimi tez sie mozna
            spotykac.
            Poza tym mloda jestes, ciesz sie zyciem. Twoje zycie dopiero sie
            zaczyna. A przyszlosc w Twoich rekach. Daj se kopniaka, potem juz
            pojdzie z gorki. Ciesz sie tym co masz, inni walcza z rakiem albo
            siedza na wozku.
            • savilala Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 02:19
              Dzieki za te słowa, tak wiem ze użalam sie nad sobą a inni gdzies tam mają duuzo gorzej.

              Co do faceta....tu sytuacja wygląda tak , że on mowi ze nie chce tak żyć, że chcialby mi tak wiele dać, ale nie ma póki co takich możliwości, że to wszystko kwestia pieniędzy. Też nie ma kasy jeszcze.
              Zastanawiam się tylko jak by było gdyby juz jakieś pieniądze miał. Czy faktycznie ta kwestia by się zmienila ? Patrze jakie ma wzorce w domu i jestem przerazona. Jego rodzice nigdzie nigdy nie wychodzili nie wyjeżdżali na żadne wakacje. To prosci skromni ludzie. Tylko praca dom kościoł praca dom koscioł w niedziele. Nic innego. Jest to dla mnie przerażające i boje się ze on nienauczony wyjazdów sam nie bedzie kiedys potrafil życ inaczej. On takiego życia nie zna po prostu :( Poza tym juz jakąs tam kaee na studiach zarobił ale nic z tego nie wynikło Nigdzie mnie nie zabrał. Już nie mowie o tym ze mialby za wszystko zaplacic bo w wakacje mialam oszczedności, i normalnym dla mnie jest fakt ze place za siebie. (Zresztą prawie zawsze płace za siebie a i często za niego). Chodzi o sam fakt chęci zorganizowania czegokolwiek. a tu nic :(
              • minasz Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 05:41
                on nie potrafi tak zyc ale ty tez nie ptrafisz (naogladałas sie filmow i szukasz
                ksiecia ktory pokaze ci swiat hehe)'
                co ciekawe w poszukiwaniu wrazen opuszczasz duze miasto i jedziesz na prowincje
                -pewnie nawet auta nie masz hehe

                tak naprawde to szanse na to zer bedziesz miała ciekawe zycie sa minimalne(nawet
                jak bedziesz miała kase) dlatego ze nie jestes nauczona pewnego stylu zycia zeby
                to zmienic trzeba lat i odpowiednich warumkow (a tu bedzie praca albo dzidzia hehe)
                • savilala Minasz 06.11.09, 15:24
                  minasz napisał:

                  > on nie potrafi tak zyc ale ty tez nie ptrafisz (naogladałas sie filmow i szukas
                  > z
                  > ksiecia ktory pokaze ci swiat hehe)'

                  Otóż 3 lata temu spotkałam takiego księcia i się w nim zakochałam On tez coś do mnie czuł. Było cudownie, pokazał mi jak można cieszyć się zyciem, jak czerpać z niego garściami. Ale co z tego jak pojawił się w nie tym momencie życia. ja wtedy byłam już 4 lata w związku z moim obecnym facetem i bałam się zaryzykować. Miałam do wyboru 4 lata z facetem i krótki czas z prawie nieznajomym mi męzczyzną.
                  Wybrałam nie sercem a rozumiem....

                  > co ciekawe w poszukiwaniu wrazen opuszczasz duze miasto i jedziesz na prowincje
                  > -pewnie nawet auta nie masz hehe

                  Tak nie mam auta, a co widziałęs kiedyś studenta dziennego, który zarobiłsobie na samochód?
                  Owszem pracowałam na studiach ale to były grosze Nie kupiłabym za to samochodu.
                  >
                  > tak naprawde to szanse na to zer bedziesz miała ciekawe zycie sa minimalne(nawe
                  > t
                  > jak bedziesz miała kase) dlatego ze nie jestes nauczona pewnego stylu zycia zeb
                  > y
                  > to zmienic trzeba lat i odpowiednich warumkow (a tu bedzie praca albo dzidzia h
                  > ehe)


                  może jakieś wskazówki ? jak to jednak zmienic ? Popowiedz
                  • princess_yoyo Re: Minasz 06.11.09, 18:55
                    ale to wlasnie o tym chyba pisal minasz, boisz sie ryzyka wiec jak
                    chcesz zeby twoje zycie nagle nabralo tempa? samo sie zrobi? problem
                    lezy w tobie niestety.

                  • minasz Re: Minasz 30.11.09, 21:18
                    jezeli nie masz auta to jestes osobą strasznie zalezna od miejsca jeszcze w
                    duzym miescie mozna sobie z tym poradzic bo jest rozbudowana komunikacja ale na
                    prowincji to koszmar

                    jak zmienic całe swoje zycie????????

                    wyobraz sobie ze robotnik zadaje mi pytanie jak zostac genialnym fizykiem??????????
                    mam 2 opcje do wyboru
                    1) powiem mu ze ciezka praca moze do wszystkiego dojsc
                    2) nie ma takiej opcji człowiek kształtuje sie od dziecka nigdy nie nadrobi tego
                    nawet jakby miał jakies predyspozycje

                    najprostszym sposobem sa oczywiscie podróze ale nie takie raz na rok do egiptu
                    ale ciagłe np jak kapuscinski (zobaczyc innosc aby zobaczyc swoja zasciankowosc)
                    mysle ze taki rok podrózy po swiecie mogłby zmienic twoje zycie -ale to przeciez
                    nie wykonalne - bo ani nie masz kasy ani nie jestes do tego odpowiednio przygotowana
              • tytoniowy_dym Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 07:48
                polecam jakis staż zagraniczny. jakie znasz języki obce? A jesli ta wersja ci
                nie odpowiada to jedz jako operka na wyspy albo do stanow to najlepsza metoda na
                nauke jezyka angielskiego. moja kolezanka tez biadolila, ze nie zna dobrze
                angielskiego, az w koncu zebrala tyłek w troki i już prawie rok siedzi w
                Edynburgu:) Chcieć to móc. TYm bardziej polecam taką opcję skoro twój związek
                przeżywa kryzys. Odpoczniesz od chłopa i spokojnie zastanowisz się czy chcesz z
                nim być.
                ps nie chcę cie martwic ale bez angielskiego teraz to jak bez reki. im szybciej
                sie nauczysz tym lepiej dla ciebie...
          • szara1982 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 20:05
            jedź na wolontariat europejski....
            www.mlodziez.org.pl/index.php/ida/10/
    • sumire Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 07:41
      po pierwsze, nic z tego nie jest życiowym dramatem.
      po drugie, masz wpływ na każdą z rzeczy, na które się skarżysz.
    • pan_i_wladca_mx Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 08:14
      czesc, sluchaj widze ze masz gotowa odpowiedz na kazda rade w tym watku:)

      chcialabym pomoc ci zmienic nastawienie do tych stazy i krotkoterminowych prac.
      nie zrazaj sie, ze jak pojdziesz do posredniaka to dostaniesz 4-miesieczny staz
      a potem ci podziekuja!! to AZ 4 miesiace pracy! bedziesz musiala codziennie
      wstac, umalowac sie, ubrac porzadnie, wyjsc, przebywac z ludzmi, brac
      odpowiedzialnosc chocby to byla robota w urzedzie czy cos, serio to pomaga! po 4
      miesiacach juz powinnas sie poczuc lepiej. w ten sposob zalatwisz 3 problemy:
      wychodzenie z domu, doswiadczenie zawodowe (nie wazne ze krotkie, wazne ze jest,
      zreszta czuje ze ty oczekujesz pracy na za*jebistym stanowisku, od razu na czas
      nieokreslony i z pensja 3x podstawa? tak nie ma) i poznanie nowych ludzi.

      gdy ja nie mialam co ze soba zrobic (ogloszenia o staze w instytucji, ktora mnie
      interesowala zostaly chyba odrobinke ustawione) to polazlam do pracy w ksiegarni
      za 5 zlotych za godzine (Warszawa), czyli bieda generalna. ale ludzi, z ktorymi
      tam pracowalam widuje do dzis. generalnie porobilam mnostwo takich wlasnie 3, 4
      -miesiecznych stazy i praktyk choc wiedzialam ze mnie nie zatrudnia ale telefon
      zapychal sie kontaktami a cv roslo a do konca studiow zostal mi rok.

      pomysl nad tym, siedzenie przed kompem i jedzenie nie rozwiaze problemu, tylko
      twoja wlasna inicjatywa moze zadzialac
    • dzem.dobry Ty głupia niewiasto! Cel goni cel! 06.11.09, 08:25
      Nie słuchałaś instruktora KO, więc naucz się tego na pamięć"
      .. Jeżeli ktoś u nas w tej chwili, na bieżąco, w konkretnych bardzo
      okolicznościach, jak teraz żyjemy prawda wszyscy w końcu tutaj gdzieś, i ktoś
      nagle śpiewa, że jest mu nie dobrze, że nie ma konkretnego celu, w czasach kiedy
      dookoła od celów jest aż... aż... aż gęsto aż... aż się mnożą te cele w ogóle aż
      jeden za drugim następuje, gdzie kolektyw obok kolektywu, gdzie ludzie są na
      prawdę wszędzie razem, gdzie ciągle... gdzie ciągle czują się jakoś związani ze
      sobą i nagle ktoś śpiewa, że jest samotny i, że nie ma się gdzie przystosować i,
      że nie ma nikogo, że... że... że w ogóle nie wie co ze sobą zrobić, że tęskni za
      czymś bliżej nieokreślonym, skoro wiadomo, że mamy bardzo konkretne cele i
      konkretne dążenia i wiemy za czym mamy... jeżeli mamy tęsknoty to wiemy jakie to
      są tęsknoty i bardzo są konkretne, jeżeli ten ktoś w ten sposób śpiewa, panowie,
      no to przecież panowie... to przecież... to on nie śpiewa tego serio po prostu.
      Na tym polega problem
    • gazetowy.mail Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 09:08
      Martwi Cię nieposiadanie dzieci, rodziny, pracy, celu, sensu ... ale
      chociaż chłopaka masz. Byle jakiego bez jaj, nie potrafiącego po 7
      latach związku się określić ale jest.
      Chyba nie tędy droga.
      Żeby facet się okreśłił , zaręczył czy wziąść mały skromny ślub nie
      trzeba mieć dużo kasy. Tylko pewnie co znajomi i ciotki powiedzą jak
      ich nie zaprosisz.
    • abrakadabra-0 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 10:01
      Nie rozumiem po co tkwisz w tej dziurze bez perspektyw, skoro jest
      tak źle? Nie masz pracy, nie masz znajomych, ale wolisz to
      niż "brudną Wawę"? No to siedź tak dalej i płacz nad swoim losem.
      Może ockniesz się za parę lat, gdy już będziesz ważyła 100 kg, że
      zmarnowałaś sobie życie. Ale za to mieszkałaś w rodzinnym mieście.
      • brzydula_betty Typowy zaścianek 06.11.09, 10:08
        Z chłopakiem pewnie nie jestes szczęśliwa ale bedziesz w tym tkwila bo lepiej
        tak niz sama. Do ludzi nie chcesz wyjsc, siedzisz w jakiejs miescinie bez
        perspektyw i narzekasz. Ty po prostu chcesz wyjsc za mąż i urodzic dzieci i
        tyle. Nie dopowiadaj sobie do tego jakiejs ideologii. Poszukaj po prostu faceta
        który jest na to gotowy.
    • tarantinka Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 10:14
      takie kryzysy jakie masz są wbrew pozorom bardzo potrzebne, dzieki
      takim dołom patrzysz na nowo na swoje życie, jest szansa na zmianę.
      Zyczę odwagi w ich podjęciu, a z doświadczenia powiem jedynie, że
      liczenie ze facet zorganizuje ci zycie to bład, nie licz też ze
      urodzenie dziecka coś zmieni. Za faceta, dziecko itp weż się dopiero
      jak zapanujesz nad swoim życiem. Wg mnie zrobiłas błąd wracajac do
      rodzinnego miasta, podejrzewam że ten dół który masz jest tak na
      prawdę z tym związany. Niby spokój ale tak na prawdę nudy i brak
      perspektyw.
    • stinefraexeter Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 10:21
      Przeczytałam wszystkie twoje wypowiedzi w tym wątku i powiem
      szczerze, że mam mieszane uczucia wobec ciebie. Z jednej strony
      irytujesz mnie swoim lenistwem i pasywnością (o tym za chwilę), z
      drugiej strony widzę, że chcesz coś z tym zrobić, że jeszcze się nie
      poddałaś i to jest dobry znak.

      Tak, jesteś leniwa i całkowicie bierna. Oczekujesz, że świat sam za
      ciebie podejmie decyzje dotyczące twojego życia. Zakończyłaś studia
      i myk wróciłaś do rodziców, byle tylko nie musieć wziąć spraw w
      swoje ręce. No to teraz żalisz się, że nie ma dla ciebie pracy.
      Przez wszystkie lata nauki nie przyszło ci nawet do głowy nauczyć
      się angielskiego. Lektoraty na uczelni nie wystarczyły? No to się
      człowiek uczy gdzie indziej, choćby samemu, jak cię nie stać było na
      kurs.
      Facet cię kiwa przez siedem lat. A ty na co czekasz?

      Ogólnie sprawiasz wrażenie osoby, która sama nic nie zrobi, nie
      przejmie inicjatywy. Niech inni ci zorganizują życie. Ty będziesz
      tylko siedzieć na krześle i płakać nad tym, że możliwości twojego
      mikroświatka są tak niewielkie. Wybacz, ale ty wciąż zachowujesz się
      jak mentalne dziecko, któremu ktoś inny mówi co ma robić: szkoła,
      rodzice, partner.

      No ale boli cię to, więc jest jeszcze dla ciebie nadzieja. Rusz się
      wreszcie i zacznij robić coś dla siebie. Możliwości świata już się
      wyczerpały.
      • emma_ja Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 12:30
        zloz papiery do jakies duzej firmy(shelle, capgemini i inne tego typu) przyjmuja
        pseudoksiegowych, nie nie trzeba umiec,potrzebna jest tylko znajomosc
        jezyka-bywa, ze rzadkiego jezyka obcego.kazdy to moze robic.przyjmuja
        najchetniej ludzi wlasnie zaraz po studiach. praca jak kazda inna.
        ale zmienisz srodowisko, poznasz mase ludzi, nabierzesz pewnosci siebie.poznasz
        jakiegos bardziej zdecydowanego chlopaka.i moze pomysl na zycie sie pojawi.

        a male miasteczko gdzie nie ma zadnych mozliwosci -tylko cie wpedza w
        depresje.nikt cie tam nie znajdzie i nic cie tam nie spotka.no i przestan sie
        objadac natychmiast! ;)

        • bajka009 Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 15:10
          Hej. Jestem w takiej samej sytaycji jak Ty. Doslownie jakbym czytala siebie!!!
          tez nie wiem co mam ze soba zrobic, tez zniechecam sie w taki sposob jak Ty, na
          wszystko odpowiadam sobie ze sie nie uda, ze to ze tamto.Gnębimy same siebie.
          TRAGEDIA!
          • lejdi.oprych Re: Moje życie zmierza do nikąd 06.11.09, 15:20
            moje też, chcę mieć dziecko a nie mam z kim.......wszyskie moje
            koleżanki juz sa mężatkami i jestem jeszcze bezrobotna po studiach..
            • savilala A'propo dzieci i mojego życia jeszcze 06.11.09, 15:40
              Wiele/wielu z Was insynuowało, że moj stan wynika z braku posiadania męża i potomstwa. Otóż uwierzcie mi Nie chce na ten moment ani jednego ani drugiego. Owszem, bardzo chcialabym zamieszkać z facetem, ale nie chce podejmowac w swoim życiu aż tak powaznych kroków jak ślub czy dzieci. Nie jestem na to jeszcze gotowa. Wczoraj w tym szpitalu dotarło do mnie że to jest krok nieodwracalny, jak juz masz to dziecko to będziesz je mieć zawsze zawsze i Ty jesteś za nie odpowiedzialna. Pewien etap sie kończy zaczynają się wyrzeczenia. A gdzie mi do tego , kiedy ja sie wogole nie wybawiłam . Całą młodość przesiedzialam w domu. Kiedyś byłam gruba. Zaczeło się od ok 6-7 klasy szkoły podstawowej aż do 3 klasy liceum. Byłam pasztetem co tu dużo mowić. Mniejsza o to ze bralam takie a nie inne leki. W 4 klasie LO cos się zmieniło. Poznalam mojego chłopaka i ...sama z siebie przemienilam się w łabędzia. Na studniówce nikt mnie nie poznał. Wyglądałam jak inna osoba. Nawet nauczycielki przy całej klasie mowiły potem, że wyglądałam ślicznie. To był dobry czas. Potem matura zdana na dwie szóstki. No i studia. Czas leciał a ja sie zmienialam. Były momenty dobre były gorsze. A teraz jest jak jest - NIJAK
              = Wiem , że najpierw musze sama sobie pomoc, uporzadkowac to wszystko, a dopiero potem myślec o tak poważnych kwestiach jak założenie rodziny.
              Wczoraj zaczełam ćwiczyć, a teraz wcinam owoce i mysle że może jakos to będzie...
              • milemi27 a ja mam pytanie co do wieku autorki 06.11.09, 18:23
                savillo jesli mozesz napisz ile masz lat?
                Bo jesli mniej noż 25 to nie ma sensu tak biadolić..życie przed tobą..uwierz...
              • abrakadabra-0 Re: A'propo dzieci i mojego życia jeszcze 06.11.09, 18:29
                Wyjedź z tej dziury!!! Wiesz co, ja na Twoim miejscu wyjechałabym za
                granicę, np. gdzieś na wyspy, na rok albo dwa. Przez ten czas
                mogłabyś nauczyć się angielskiego na takim pozimie, jakiego nie
                dałyby ci lata różnych kursów. Poza tym mogłabyś ruszyć wreszcie
                dupsko, coś ze sobą zrobić, coś zobaczyć. No, ale do tego trzeba
                odwagi i chęci.
                • simply_z Re: A'propo dzieci i mojego życia jeszcze 06.11.09, 19:05
                  co wy tymi wyspami? ,nie ma juz innych kierunkow emigracji?
                  ale popieram wyjedz gdzies ,moze jakis staz ,jakis program
                  np.leonardo da vinci dla absolwentow.
                  Najgorzej to osiasc na laurach i zamknac sie w malej dziurze.życie
                  jest fajne ,czas to odkryc i dosc tej biernosci,
                • kotwbuciorach trol 06.11.09, 19:39
                  Autorka przejawia tak kretynskie podejscie do siebie, ze az traci trollem
                  wzglednie depresja.

                  Nie pojdzie na darmowy staz, bo potem i tak pracy nie dostanie - a przeciez nie
                  dostanie pracy jak nie bedzie miala doswiadczenia pracy w firmie; nie pojdzie na
                  kurs angielskiego bo jej nie stac - na kurs mozna dorobic, pozyczyc od rodzicow
                  - ale ona nie, pobiegac nie pojdzie - bo glupie, itd itd. CO jej sie nie powie
                  to "Nie".

                  Nie wiem co studiowala, ale wyglada na to , ze ktos za raczke bez przerwy
                  prowadzil, nic nie musiala myslec , o co walczyc. Trudno uwierzyc, zemstudiujac
                  daleko od rodzicow i rodzinnego miasta naprawde nie nauczyla sie dbac o siebie i
                  swoje interesy, jakiejsc przedsiebiorczosci.... Taka mimozowata,bezwolna
                  bezradosc az wkurza! Ale moze to autorce chodzi - zeby pobudzic agresje u
                  czytajacych.

                  A jezeli list jest autentyczny - to przewiduje,ze skonczy sie studiami
                  podyplomowymi. Bo to najprostsza decyzja w tych okolicznosciach.
                  • lejdi.oprych Re: trol 01.12.09, 13:24
                    ja też mam podobnie:(( od 3 mcy szukam roboty i nic...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka