Dodaj do ulubionych

Chyba mam problem... poradźcie mi coś...

IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.01.04, 11:30
Umieściłem ten post na forum Mężczyzna, ale chciałbym poznać też opinie
kobiet. Będzie długo, bo muszę się komuś wygadać.
Historia banalna: jestem w związku od 4 lat i nagle pojawiła się inna... "Tę
drugą" poznałem zupełnym przypadkiem, w osiedlowym sklepie. Chemia od
pierwszego wejrzenia (a nigdy nie wierzyłem w takie rzeczy). Wszystko mnie w
niej pociągało - ruchy, głos, wkładanie zakupów do koszyka;)... Sam zacząłem
rozmowę - okazało się, że jesteśmy sąsiadami. Oblałem to zimną wodą, bo w
końcu jestem w związku i zakładałem, że ona też i jest po prostu miła. Ale po
2 miesiącach spotkałem ją na przystanku - od tego czasu zaczęliśmy coraz
częściej ze sobą się kontaktować (na stopie koleżeńskiej). Chyba się
zakochałem. Nie potrafię nawet opisać tego, co dzieje sie ze mną w jej
obecności. Pogubiłem się maksymalnie, zachowuję się jak idiota i jakiś młody
Werter. Moja dziewczyna nic o niej nie wie, paradoksalnie, staram się jej
jakby wynagrodzić to, że myślę cały czas o innej i jestem "cudownym
chłopakiem" (BTW:planowaliśmy, czy raczej planujemy wspólną przyszłość...).
Co ja robię??? Może to jakieś idiotyczne zauroczenie, a ja oszukuję kogoś mi
oddanego? Czy zdarzyło się wam coś podobnego? Jak się skończyło? Kurde, piszę
jak jakaś pensjonarka, ale sam nie wiem, co robić...
P.S. Mam 30 lat:))))

Obserwuj wątek
    • Gość: AnaisNin Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 11:40
      Hmmm, masz problem... Dopóki jednak nie zaczniez się spotykać z ową Lottą to na
      pewno nie przekonasz się czy podoba Ci się ona czy Twoje wyobrażenie o niej...
      Może spotkania uleczą Cię z sympatii, a może nie... Ale czy w życiu nie należy
      iść za uczuciem (pod warunkiem, że będziesz go pewien)?. Życie jest za krótkie,
      by być z kimś kogo się już nie kocha. Może to brzmi okrutnie, ale tak sądzę.
      Trzeba inwestować w siebie, w swoje uczucia.
      A chemia mi się przydarzyła i owszem. Wdałam się w romans, kt. był długi i
      namiętny, ale okazał się tylko "chemią"... Na samą chcemie też szkoda czasu.
      Zatem rusz szare komórki i zastanów się co dla Ciebie będzie najlepsze.
      Powodzenia!!!
      Dodam, że Ci szczerze współczuję, wiem co to znaczy...
      • zdzichu-nr1 Rada od Zdzicha 24.01.04, 15:25
        Musisz trochę więcej dowiedzieć się o tym obiekcie, inaczej będziesz ciągle
        krążył w kręgu własnych imaginacji i związanych z tym frustracji. Niestety, w
        tym celu trzeba się trochę pospotykać z tą Panią co może być niebezpieczne
        (zwłaszcza, że to Wasza sąsiadka i Twoja dziewczyna szybko może odkryć co tu
        jest grane). Życzę Ci żeby to była wielka miłość od pierwszego wejrzenia, masz
        wtedy szansę przeżyć w życiu coś pięknego. Niestety, może się też tak zdarzyć
        że chodzi o czysto seksualne zauroczenie, które szybko przemija. Jeśli nie
        masz o czym rozmawiać z tą Panią, a do szaleństwa doprowadza Cię za to jej
        dupa, to radzę się zastanowić i nie myśleć chujem. Po paru miesiącach kac
        byłby wtedy bolesny. Pozdrawiam
        • zalotnica Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 16:02
          zdzichu-nr1 napisał:

          > Musisz trochę więcej dowiedzieć się o tym obiekcie, inaczej będziesz ciągle
          > krążył w kręgu własnych imaginacji i związanych z tym frustracji. Niestety, w
          > tym celu trzeba się trochę pospotykać z tą Panią co może być niebezpieczne
          > (zwłaszcza, że to Wasza sąsiadka i Twoja dziewczyna szybko może odkryć co tu
          > jest grane).

          tzn. nowo poznana dziewczyna ma byc tym krolikiem doswiadczalnym...?
          • zdzichu-nr1 Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 16:04
            A co, ma rzucić od razu w cholerę parę lat życia ze swoją dziewczyną?
            • zalotnica Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 16:17
              zdzichu-nr1 napisał:

              > A co, ma rzucić od razu w cholerę parę lat życia ze swoją dziewczyną?

              a brales pod uwage to, ze nowa dziewczyna moze sie w nim zakochac...?
        • Gość: M. Re: Rada od Zdzicha IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.01.04, 16:38
          Już się z nią spotykam... Mamy milion tematów do rozmowy, uwielbiam to! Jest
          mądra, miła, błyskotliwa. I nie jest moim tylko fizycznym ideałem (choć pewnie
          sam ją wyidealizowałem). I boje się, że jestem dla niej nie dosyć dobry, że ona
          zasługuje na lepszego i wolnego (!) gościa... I moja obecna dziewczyna -
          przeraża mnie myśl o zadaniu jej bólu (jest mocno zaangażowana), bo coś
          przebąkiwaliśmy o ślubie i wspólnym życiu. Czy to możliwe, że te 4 lata to po
          prostu nie TO?
          • Gość: M. Re: Rada od Zdzicha IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.01.04, 16:40
            To była odpowiedź na pierwszy post od Zdzicha...
          • zalotnica Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 16:43
            Gość portalu: M. napisał(a):

            >...że ona zasługuje na lepszego i wolnego (!) gościa...
            > I moja obecna dziewczyna -
            > przeraża mnie myśl o zadaniu jej bólu (jest mocno zaangażowana), bo coś
            > przebąkiwaliśmy o ślubie i wspólnym życiu. Czy to możliwe, że te 4 lata to po
            > prostu nie TO?

            synus, a ile Ty masz lat..?
            • Gość: M. Re: Rada od Zdzicha IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.01.04, 16:47
              No właśnie - 3 dychy........
              • zalotnica Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 17:00
                Gość portalu: M. napisał(a):

                > No właśnie - 3 dychy........

                czy naprawde nie mozna nikomu juz dzisiaj wierzyc, zaufac, polegac...?
                A wiesz, zastanawia mnie to, dlaczego tak dlugo zwlekales ze slubem ?
                W Twoim wieku, bycie ze soba 4 lata, to bardzo dlugi okres czasu i
                jak widzisz sam, wszystko moze sie wydarzyc...
              • witch-witch Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 17:02
                Gość portalu: M. napisał(a):

                > No właśnie - 3 dychy........
                ............
                3-dychy to wystarczajaco wiele lat aby zrozumiec roznice w milosci i w zwyklym
                zauroczeniu. Nikt tutaj nie da ci madrej rady musisz sam rozwazyc za i przeciw
                Mysle ze jednak "zdzislaw" swym prostaczkowym i jakze ujmujacym chamskim stylem
                cynicznie ale dobitnie i wyraznie te rozniczke wyjasnil. Skad wiesz ze twoja
                dziewczyna vedzie bardzo urazona twoja "druga" sprawa? Mozliwe calkiem ze tak
                samo jak ty ma wokol siebie chwalebne gronko goracych wielbicieli, ktorzy
                polykaja ja wzrokiem - czekajaca na przystanku tramwajowym, tak dla dyskretnej
                odmiany.
                Jak ty bys sie poczul gdybys nagle o tym sie dowiedzial, ze ona rowniez ma
                podobny dylemat?
                Ludzie lubia ludzi - zawsze beda ci sie podobac inne kobiety nie
                tematem tak bardzo egzaltowac.
                • Gość: M. Re: Rada od Zdzicha IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 24.01.04, 17:19
                  Zgoda, egzaltuje się tym tematem (pisałem, że czuję sie jak młody Werter;)). Ze
                  ślubem zwlekaliśmy z różnych powodów - jakieś 1,5 roku temu był kryzys - ja
                  chciałem odejść, dziewczyna była zdania, że powinniśmy walczyć o ten związek.
                  Zresztą wszystko, co analizuję wstecz to pewnie jakieś racjonalizacje - może
                  było mi z nią po prostu wygodnie. Jeśli ona ma podobny dylemat - cóż ironia
                  losu.
                  • zalotnica Re: Rada od Zdzicha 24.01.04, 17:27
                    Gość portalu: M. napisał(a):

                    > jakieś 1,5 roku temu był kryzys - ja
                    > chciałem odejść, dziewczyna była zdania, że powinniśmy walczyć o ten związek.

                    wlasnie, dlaczego niektorzy chca kogos zatrzymac na sile...?
                    walcza...? co im to da...? to zawsze wraca, tak jak do Ciebie
                    w tej chwili...
                  • kini Re: Rada od Zdzicha 26.01.04, 10:23
                    > Zresztą wszystko, co analizuję wstecz to pewnie jakieś racjonalizacje - może
                    > było mi z nią po prostu wygodnie.

                    Widzę, że bardzo starasz się usprawiedliwić swoje zachowanie.



                    Jeśli ona ma podobny dylemat - cóż ironia
                    > losu.

                    A tu z kolei przypisujesz jej, prawdopodobnie błędnie, swoje własne odczucia,
                    żeby, oczywićie, poczuć się lepiej.


                    A twoje wcześniejsze pytanie, "czy to możliwe, żeby po 4 latach to nie było
                    TO", to uważam, że to niemożliwe. Tylko ty jesteś niedojrzały.

                    Sorry, ale byłam na miejscu twojej dziewczyny. Nie wyobrażasz sobie, co
                    przeszłam.
          • da_tura Re: Rada od Zdzicha 26.01.04, 12:32
            > Czy to możliwe, że te 4 lata to po
            > prostu nie TO?
            Możliwe, jak również możliwe jest to, że za kolejne cztery lata pożycia z nową
            miłością - znów spotkasz kogoś, kto Cię zauroczy... i znów będzie nie to!
            Życie jest sztuką wyborów, to po pierwsze, nikt Ci nie powie ani tutaj, ani
            nigdzie, co masz zrobić, sam musisz postanowić, a co być nie postanowił -
            zawsze będą zyski i straty. Po drugie - fascynacja może zawsze się trafić, to
            nieuniknione, chyba że żyje się na pustyni, ale nie znaczy to, że stały
            związek "to nie to" - związek ma po prostu rózne fazy. A argument, ze macie
            milion wspólnych tematów - nie dziwne, skoro w ogóle się nie znacie, i działa
            efekt świeżości, zaskoczenia...
            Pozdrawiam
          • Gość: ja Re: Rada od Zdzicha IP: 217.96.7.* 26.01.04, 17:20
            Moj facet zostawił mnie po 6 latach- zakochał się, a ja zostałam sama. nie rób
            tego swojej dziewczynie. zapomnij o tej lasce. Po prostu jej nie było.
    • pajdeczka Jeśli się naprawdę kocha... 26.01.04, 10:30
      ...to nikt inny nie jest w stanie przesłonić nam świata.
      Ty nie kochasz swojej dziewczyny, stąd Twoje zauroczenie inną kobietą.
      Piszę "zauroczenie", bo kto wie, czy byłaby to prawdziwa miłość gdybyś się z
      nią związal? Ale żeby się o tym przekonać musisz zakończyć ten związek (szkoda
      dziewczyny) i wejść w nowy.
      Nie sądzisz, że w wieku 30 lat powinieneś wiedzieć , co to jest prawdziwa
      miłość?
      • kobbieta Re: Jeśli się naprawdę kocha... 26.01.04, 10:37
        rany, facet uczciwie pisze a wy na niego napad
        Ostatecznie nie jest jeszcze zonatym, moze zrobic wybor, zanim klamka zapadnie.
        Przeciez pasja, to co co czesto nie zdarza sie , czemu by nie mial za nia isc.
        Moze zalowac cale zycie, ze tego nie zrobil. Problem JEST, uzyj intuicji moze.
        • pajdeczka Re: Jeśli się naprawdę kocha... 26.01.04, 11:06
          kobbieta napisała:

          > rany, facet uczciwie pisze a wy na niego napad
          > Ostatecznie nie jest jeszcze zonatym, moze zrobic wybor, zanim klamka
          zapadnie.
          > Przeciez pasja, to co co czesto nie zdarza sie , czemu by nie mial za nia isc.
          > Moze zalowac cale zycie, ze tego nie zrobil. Problem JEST, uzyj intuicji moze.

          Jaki napad? Uzmysłowiłam mu, że jej nie kocha i tyle. Mam za sobą 15 lat
          trwałego związku, więc wiem już co nieco na temat prawdziwej miłości. A ty co
          wiesz na ten temat?
          • Gość: Czytelnik Re: Jeśli się naprawdę kocha... IP: 62.148.89.* 26.01.04, 11:44
            czy po 15 latach małżeństwa uważasz że właśnie tak chcesz żyć? gdybyś cofneła
            czas to postąpiłabyś tak samo? ( z mężem?)
            facet ma problem trzeba mu pomóc a nie krytykować!
            stary wybierz chemie i uczucia! emocje są najważniejsze, gdyby było wszystko
            ok z twoją partnerką to nie doszło by do takiej sytuacji!
            trzymam kciuki!
            • pajdeczka Re: Jeśli się naprawdę kocha... 26.01.04, 11:57
              Gość portalu: Czytelnik napisał(a):

              > czy po 15 latach małżeństwa uważasz że właśnie tak chcesz żyć? gdybyś cofneła
              > czas to postąpiłabyś tak samo? ( z mężem?)

              Tak. Zrobłabym tak samo. Mimo również gorszych dni w moim związku. Jestem tego
              pewna na 100% i szczęśliwa jestem, że jest to uczucie tak silne, że obojętni mi
              są mężczyźni wokół. TO SIĘ NAZYWA PRAWDZIWA MIŁOSC! Żadna reakcja chemiczna,
              tylko prawdziwe uczucie.

              > facet ma problem trzeba mu pomóc a nie krytykować!
              > stary wybierz chemie i uczucia! emocje są najważniejsze, gdyby było wszystko
              > ok z twoją partnerką to nie doszło by do takiej sytuacji!
              > trzymam kciuki!
    • Gość: milky Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.04, 11:47
      Libido "żądzi" światem. Dostałeś małpiego rozumu, to nie podlega dyskusji.
      Objawy silnego zauroczenia powodują, że człowiek żyje w transie. Zauroczenie
      może się później przerodzić w miłość, ale nie musi, to wiadomo. Piszę to po
      to, bo wiem, jak trudno Ci teraz pomyśleć o swojej dziewczynie, z którą jesteś
      od 4 lat. Myślę właśnie o niej. Powinieneś jej powiedzieć prawdę. Później
      będzie się dręczyć: wtedy, kiedy był dla mnie taki czuły i kochany (sam
      piszesz, że się starasz nadzwyczajnie)zdradzał mnie już z inną. Podobnie jak
      Pajdeczka myślę, że już jej nie kochasz. Świadczy o tym odpowiedź na Radę
      Zdzicha. Piszesz, że mieliście kryzys i to ona chciała walczyć o związek, że
      może było Ci z nią wygodnie. Zazdrosny też nie jesteś, teoretyczne adorowanie
      jej przez innych nazwałeś ironią losu.
      To, że macie z sąsiadką milion tematów do rozmowy to chyba nic nadzwyczajnego,
      ze swoją(?) dziewczyną już je zdążyłeś omówić...Każdy ma prawo do miłości,
      jednak nie wolno krzywdzić wtedy innych. Może dlatego forumowicze tak się nie
      zachwycają twoim "szczęściem". W tej "życiowej" sytuacji (nietrudno się
      domyślić, co dalej zrobisz) pozostaje tylko jak najmniej skrzywdzić twoją
      obecną dziewczynę. Porozmawiaj szczerze o was, powiedz o swojej fascynacji i
      rozterkach. Może ona da Ci czas? Bo przecież nic nie piszesz, czy sąsiadka też
      się zakochała, czy tylko jej to schlebia i Cię lubi, a stały związek nie
      wchodzi w grę. Może ona też kogoś ma?
      Pozdrawiam ciepło
    • true_oveja zaczne od takiego oto banalu... 26.01.04, 12:38
      zycie a juz zwlaszcza milosne jest okrutne i brutalne. Jedni sie zakochuja,
      inni sie odkochuja, zdradzaja, chca zdradzic, podejrzewaja zdrade. Nie ty
      pierwszy i nie ty ostatni masz takie rozterki.
      Kurcze moze to ta magiczna liczba 4 tak wplywa na ludzi? Ja sie wlasnie
      rozstalam z facetem po 4 latach jakies 2 m-ce temu. No i tenze facet przez rok
      nie mogl sie zdecydowac czy chce byc dalej ze mna czy z ta druga. Chcial miec
      ciastko i zjesc ciastko - zabraklo mu odwagi. Dla mnie to byl koszmar -
      wiedzialam ze jest ta druga hmmm... osoba (powstrzymam sie od wulgaryzmow) ale
      chcialam mu dac czas, ze to moze przelotne, ze moze sie jeszcze uda
      zreanimowac ten zwiazek - strata czasu, nie dalo sie, no wiec w koncu to ja
      powiedzialam basta. dojrzalam sama do tej decyzji i dzieki temu zyje sobie
      dalej i nawet sie juz z kims spotykam. ale przez ten rok strasznie mi bylo zle
      i ciezko, bylam na pograniczu depresji - poczucie beznadzieji, placz, niemoc,
      niewiara, niska samoocena - nie zycze tego nikomu.
      konkludujac - ja osobiscie wolalabym zeby moj eks wykazal cywilna odwage i
      powiedzial mi te kilkanascie miesiecy wcesniej ze wydaje mu sie ze ten nowy
      zwiazek bedzie dla niego wazny, zeby mi oszczedzil tego bolu i cierpienia i
      bezsensownej walki. byc moze twoja dziewczyna wolalaby przejsc te sama droge
      co ja, ale szczerze watpie.
      no bo kurcze nikogo sie nie zmusi do milosci.
    • Gość: Lukrecja Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 26.01.04, 12:41
      "dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

      zapytaj o to wszystko siebie a nie nas, powodzenia
    • Gość: bo Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.dialup.nuria.telefonica-data.net 26.01.04, 13:07
      Tez uwazam,ze powinienes porozmawiac ze swoja dziewczyna.Jestescie ze soba
      4 lata i chyba nalezy jej sie szczerosc.Juz teraz w pewnym sensie ja zdradzasz
      myslac o tej drugiej i rownie bolesna jest zdrada "psychiczna" jak "fizyczna".
      Takie rzeczy sie przydarzaja.Jestes w zwiazku kilkuletnim i z pewnascia mieszka-
      cie ze soba,niestety codziennosc zabija pasje.Widzisz partnera w kazdej domowej
      sytuacji,znasz wszystkie jego niedoskonalosci i nie moze byc tak jak na poczatku
      ,to naturalne.Wtedy wlasnie spotykasz w jakims sklepie dziwczyne,ktorej usmiech
      cie zafascynowal,bo zapomniales,ze usmiech twojej dziewczyny tez ci sie tak
      podobal,z ktora swietnie sie rozumiecie i macie wiele wspolnych tematow do roz-
      mow a zapomniales,ze z twoja dziewczyna tez tak bylo,spedzaliscie godziny na
      rozmowach i swietnie sie rozumieliscie.
      Nie uwazam,ze zauroczyles sie inna bo przestales kochac swoja dziewczyne,choc
      nie wykluczone.Jest to spory problem bo mozesz podjac niewlasciwa decyzje a
      potem moze juz byc za pozno.
      Najlepsze w takiej sytuacji byloby,gdybys mogl odseparowac sie od obu kobiet
      na jakis czas i przemyslec bez emocji i bez "bodzcow chemicznych" za kim
      naprawde tesknisz i czego od zycia oczekujesz.
      Byc moze ta druga jest miloscia twego zycia,nie przekonasz sie jesli jej nie
      poznasz dobrze z jej wszystkimi wadami i nie przestaniesz jej idealizowac.
      Ale na milosc boska,nie oklamuj swojej dziewczyny!Tak czy inaczej bedzie
      cierpiec ale zachowa szacunek dla ciebie bo byles z nia szczery.
      • Gość: M. Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.fema.pl / *.cyf-kr.edu.pl 26.01.04, 15:25
        Dzięki za Wasze rady i przemyślenia. Odseparowanie się od obu pań już ma
        miejsce (za duża gonitwa myśli). Wiem,że muszę coś postanowić, bo oszaleję.
        Najprawdopodobniej rozstanę się z obecną partnerką. Tak, chyba jestem
        niedojrzałym egoistą. Nie dojrzałem do poważnych związków, a na pewno nie do
        związku z dziewczyną, z którą formalnie stanowimy parę. "Sąsiadka" uświadomiła
        mi po prostu, że ktoś fascynuje mnie bardziej, że na sam jej widok i zapach
        miękną mi kolana. Nie wiem, czy ona jest we mnie zakochana, twierdzi, że nie ma
        obecnie kogoś bliskiego. Możliwe, że tylko mnie lubi (szczerze mówiąc to ja
        cały czas wymyślam preteksty, żeby się z nią zobaczyć, nawet "przypadkiem"). I
        naprawdę myślałem, że takie rzeczy (chemia, pierwsze wejrzenia)zdarzają się
        tylko w książkach czy w komediach romantycznych, a w życiu można budować
        związek z praktycznie każdą dobrą i normalną kobietą (zwłaszcza, że "to już ten
        wiek"). Może uznacie, że się usprawiedliwiam i racjonalizuję, ale z obecną
        dziewczyną takiej chemii nie było (od początku) - mówię za siebie w tym
        momencie. Dziękuję jeszcze raz wszystkim za czas poświęcony moim egzaltacjom.
        • pajdeczka Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... 26.01.04, 15:29
          Gość portalu: M. napisał(a):

          > Może uznacie, że się usprawiedliwiam i racjonalizuję, ale z obecną
          > dziewczyną takiej chemii nie było (od początku) - mówię za siebie w tym
          > momencie. Dziękuję jeszcze raz wszystkim za czas poświęcony moim
          egzaltacjom.

          Oby Cię węch nie zmylił:))))) Ale jeśli tak jest, jak piszesz, to dobrze raczej
          wróży Wam.
          Powodzenia
        • Gość: ja Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: 217.96.7.* 26.01.04, 17:26
          współczuję Twojej obecnej partnerce. Spieprzyłeś jej 4 lata - mogła w tym
          czasie poznać kogoś innego. Ratowała biedna ten wasz związek przez ostatnie
          półtorej roku - starałą się a Ty ją teraz zostawisz. Coż, faceci to podli
          egoiści. Brak mi słów. Bo zakochałem się z sąsiadce. Może to za mocne słowa,
          ale ja jestem w takiej sytuacji. Choć poświęciłam dla gościa wszystko.
          • true_oveja Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... 26.01.04, 22:43
            Gość portalu: ja napisał(a):

            > współczuję Twojej obecnej partnerce. Spieprzyłeś jej 4 lata - mogła w tym
            > czasie poznać kogoś innego. Ratowała biedna ten wasz związek przez ostatnie
            > półtorej roku - starałą się a Ty ją teraz zostawisz. Coż, faceci to podli
            > egoiści. Brak mi słów. Bo zakochałem się z sąsiadce. Może to za mocne słowa,
            > ale ja jestem w takiej sytuacji. Choć poświęciłam dla gościa wszystko.


            no i tu jest wlasnie pies pogrzebany. wcale nie spieprzyl - cholera przeciez
            na pewno bylo im fajnie razem przez 2-3 lata. jej musialo byc fajnie, musial
            byc jej ten facet do czegos potrzebny skoro sie go trzymala i ratowala ten
            zwiazek. ale przeciez nie mozna nic na sile!!!! zmiana tez moze byc dobra, a
            juz zwlaszcza jak sie dla kogos poswieca wszystko! przeciez zwiazek to nie
            wiezienie, tylko partnerstwo - trzeba raz dostac po nosie zeby to zauwazyc -
            ze my kobiety nie mamy sie bez reszty dla mezczyzny poswiecac tylko zyc takze
            wlasnym zyciem, realizowac swoje plany i pragnienia w ramach kompromisu i
            partnerstwa!
            ja za nic nie zaluje 3 lat mojego zwiazku - ostatni rok byl slaby - patrz
            wyzej ale przez cierpienie tez sie czegos nauczylam. niestety ale wiekszosc
            naszych zwiazkowych klopotow tkwi w naszych-kobiecych glowach, bo zbyt
            subiektywnie i analitycznie na nie spogladamy. Czasem trzeba spojrzec ze
            znacznie szerszego planu.
    • amrita Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... 26.01.04, 21:02
      Może się czepiam ( pewnie się czepiam) ale ta historia nie wygląda na
      autentyczną. Może to dlatego, że pisanie o czymś takim na forum jest *trochę*
      dziwne? Czy naprawdę to, co myśli pare obcych osób mogłoby zaważyć na
      przyszłości twwojego związku? Nie wierzę.

      A Ty decyzję już dawno podjąłeś, jestem tego pewna. Tylko po co ten post? Żeby
      się dowartościować?
      ---
      Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi.
      • Gość: Autorka Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.01.04, 21:27
        Mój związek trwał 10 lat.
        To, że nie był małżeństwem jest osobną historią, nie podlegającą interpretacji.
        Miał być taki na zawsze.
        Było cudownie.
        Nagle jak grom znieba, porażające piękne uczucie i Ktoś Inny.
        Jest najcudowniej na świecie. Jak nigdy wcześniej.
        Okazało się, że istnieją uczucia jeszcze silniejsze.
        No, i co, jestem niedojrzała?
        Nie wiem, czy potrzebuję odpowiedzi na to pytanie. Mam inną: jestem szczęśliwa
        jak nigdy, kochana, kochająca i żyjąca pełnią życia.
        Nie wyobrażam sobie, że mogłabym wtedy zrezygnować z tego co mam teraz.
        Kieruj się uczuciem.
        Prawdziwym. I tylko tym. Zarzucają egoizm. A czym byłoby trwanie w tym związku,
        wiedząc, że szczęście było tuż tuż i zrezygnowałam z niego?
        Trzeba być uczciwym, o, tak - wtedy gdy się kocha i wtedy, gdy się nie kocha
        też. Albo przede wszystkim wtedy.
        Pozdrawiam.
        • desperacja do autora 26.01.04, 21:57
          a nei pomyslales ze jezeli ta druga jest taka piekna, ze tez tak dziala na
          innych? I wtedy ktos Tobie ja tez sprzatnie w przyszlosci.
    • leila10 Re: Chyba mam problem... poradźcie mi coś... 02.02.04, 01:28
      idz za glosem serca.Tylko najpierw zakoncz z jedna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka