Dodaj do ulubionych

Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku

04.12.09, 23:02
Jestem z nim juz 6 lat. Bardzo dobry, cierpliwy, pomocny,
akceptujacy mnie i moje wady facet. Zrobil dla mnie wiele, ja dla
niego praktycznie nic. Naprawde dobry czlowiek, dlatego jest mi tak
ciezko. Poznalam go majac 17 lat, teraz mam 24. Nie byla to zadna
fascynacja ani zauroczenie, ale dobrze sie przy nim czulam. Weszlam
chyba w to, bo ja wiem... nie mialam nikogo i bylam niesmiala, cicha
dziewczyna, on okazywal mi zainteresowanie. Przez dlugi czas bylo mi
z nim bardzo dobrze, czulam sie z nim, jak "ze swoim", ale wlasnie -
nigdy nie bylo tej iskry, motylkow. Z seksem raczej cienko - nigdy
mnie nie pociagal seksualnie, ale nastoletnia ciekawosc robila
swoje ;) Od jakiegos czasu, kiedy mieszkamy ze soba jakies 3 lata,
wiem, ze chce miec ze mna w przyszlosci dzieci, mi ten kiepski
(naprawde kiepski...) seks zaczal przeszkadzac. Jest tez moim
pierwszym i zaczyna mnie ciekawic, jakby to bylo z innym, z kims,
kto by mnie naprawde pociagal. Ani razu nie mialam z nim orgazmu...
Nie wiem, jak ogolnie wyglada seks dwojga ludzi w zwiazku, nasz jest
mechaniczny. Zadnych tam filmowych uniesien, splatania dloni itd.
Czsami jego dotyk nawet mnie drazni, do seksu sie zmuszam. Jest mi
ciezko, czasami chce mi sie plakac, ze nie mialam odwagi zakonczyc
zwiazku wczesniej i mam wyrzuty sumienia, ze jesli z nim zerwe, te 6
lat ze mna beda zmarnowane. Mogl spedzic je z kims innym, z kims, z
kim moglby byc na zawsze. Pewnie napiszecie ze lepiej zmarnowac te 6
lat niz kolejnych kilka, ale to nie takie proste - czasami
postanawiam sobie, ze bede dla niego dobra i bede z nim, bo wiem, ze
on tego chce. Ale czuje, ze jestem jeszcze niedojrzala. On, mimo, ze
jestem jego pierwsza, jest powazny i chce budowac dom. Czuje sie
okropnie. Byl czas kiedy chcialam z nim zerwac - jakies 4 lata temu -
nie dal sie. Przyjezdzal. Zostalismy razem i bylo dobrze - nawet
dziekowalam Bogu, ze mam takiego skarba, ktory jest pewny i na
ktorego moge liczyc, ktory mnie akceptuje. Teraz zaczynam czuc, ze
czegos mi brakuje i ze to nie ten facet. Jednak egoistycznie boje
sie, ze po rozstaniu moge zalowac. Wyszalec sie, pozniej trafiac na
dupkow i cierpiec, ze odrzucilam dobrego czlowieka. Widzialam tu
watki i wypowiedzi kobiet ktore pisaly, ze zrywaly z takimi dobrymi
dla roznych zauroczen, ktore mijaly i zalowaly, ze juz nie sa z
tamtymi facetami, ktorych porzucily. Wpadam przez to w depresje.
Obserwuj wątek
    • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:07
      potrzebuje dodac, ze zauwazylam u siebie jakby cykliczne zmiany
      nastroju i stosunku wobec mojego faceta. Tzn z seksem nie bylo mi
      nigdy za ciekawie, ale jest czas kiedy czuje, ze chce z nim byc, i
      kiedy czuje, ze jednak nie - i kryzys czesto przypada na czas
      okresu, lekko przed i lekko po. Nie wiem, czy to przez hormony staje
      sie bardziej depresyjna, wrazliwa, rozgoryczona? Nachodza mnie wtedy
      rozne refleksje o moim zyciu. Pozniej to w miare dochodzi do normy -
      znowu chce mi sie z nim rozmawiac, przytulac i przestaje mnie jego
      obecnosc draznic.
      • lolcia-olcia Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:13
        A z tym orgazmem to już przesada, dziewczyno to co ty za przyjemność
        z sexu miałaś, że co że jak samarytanka...
    • lolcia-olcia Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:08
      No to w długo jesteście razem, ale nie bój się tego co nieznane. Bez
      niego też można normalnie żyć. najgorzej jest podjąć i wcielić w
      życie decyzję o zerwaniu, ale warto...ja nie żałuję i dopiero teraz
      jest fajnie:)
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:15
        olcia, jest mi naprawde zle z tym i ciezko. Chcialabym chciec z nim
        byc. Zauwazylam, ze kiedy on wychodzi z domu odczuwam lekkie
        zadowolenie. Kiedy jestesmy razem, czuje sie z jakiegos powodu
        przytloczona. Czuje, ze przy nim nie jestem w stanie "poznac samej
        siebie", sprobowac stanac samej na nogi, stac sie samodzielna i
        swiadoma siebie kobieta. Jestem z nim od 17 roku zycia. To on jest
        ta zaradna polowa. Nie wiem dlaczego uwazam, ze przy nim u boku nie
        potrafie stac sie zaradna - mimo, ze facet popycha mnie do
        podejmowania roznych dzialan. Byl tez czas kiedy on wyjechal na 3
        miesiace za granie do pracy - Boze, nie brakowalo mi go. Jak wrocil,
        czulam sie tym faktem rozdrazniona. Wolalam byc sama w tym cholernym
        mieszkaniu. Nie chcialo mi sie z nim rozmawiac na gg czy przez
        skype, podczas gdy on szukal kontaktu i pisal, ze zle mu samemu.
        Pozniej znowu jakos sie wdrozylam w rytm i tak sobie cicho
        wewnetrznie wegetuje i bije sie z myslami.
        • lolcia-olcia Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:25
          wiem o czym piszesz i dlatego nie powinnaś dłużej tego ciągnąć!
          Zrozum tak będzie dla Ciebie i dla niego lepiej. Nie ma sensu tkwić
          w związku bez przyszłośći daj jemu i sobie wolność. A gdybyście
          zatęsknili/zmienili zdanie można wrócić, odbudować to co było. Ale
          jak nie spróbujesz to nie będziesz wiedziała. A życie zaczyna się
          dopiero po sakramentalnym do zobaczenie nigdy....i jest lekko i
          inaczej...
          • luksusowa.narzeczona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 13:36
            A gdybyście
            > zatęsknili/zmienili zdanie można wrócić, odbudować to co było

            wszystko wskazuje na to, ze nie zatesknia za soba tylko poczuja sie lepiej, a
            raczej autorka watku poczuje sie lepiej i nie bedzie chciala do niego wracac.

            do autorki watku: twoj zwiazek nie jest dobry, oszukujesz faceta, a ty nie
            jestes szczesliwa, nie kochasz go. nie da sie zbudowac satysfakcjonyjacego
            zwiazku na dobroci, musi byc cos wiecej. rozstancie sie i poszukajcie sobie
            wlasciwych partnerow. to jedyne madre wyjscie z tej sytuacji.

            a tak na marginesie - czy on wie, ze przez 6 lat seksu z nim nie mialas orgazmu?
            jak sie do tego ustosunkowuje?
            • lolcia-olcia Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 13:54
              Luksusowa bo to facetowi jak chłop krowie na rowie trzeba
              powiedzieć, że w te klocki to on raczej mistrzostwa nie zdobędzie i
              tyle.
              Bez odbioru:)
    • qw994 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:10
      Przestań się wreszcie użalać nad sobą i zrób coś. Bo inaczej zmarnujesz sobie i
      jemu zbyt dużo czasu. On też zasługuje na to, żeby być z kimś, kto go będzie kochał.
    • six_a Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 04.12.09, 23:11
      no nie martw się, on też w końcu na to, że seks może być lepszy, tak że spoko,
      oszczędźcie sobie paru lat męczarni.
      • six_a Re: korekta 04.12.09, 23:13
        oglądam wedding singer:), przy okazji polecam.

        "on też w końcu wpadnie na to...."
        • twoja_przelozona Re: korekta 04.12.09, 23:19
          heh no wlasnie mam wrazenie, ze taki seks mu z jakiegos powodu
          wystarcza - moze dlatego, ze nie ma doswiadczenia i ogolnie ze chce
          byc ze mna. Poza tym, dla niego zawsze konczylo sie orgazmem ;)
          Przypomnial mi sie odcinek Ally McBeal, kiedy przespala sie z
          przypadkowym facetem z myjni samochodowej i okazalo sie, ze facet
          bedzie bral slub z inna. Ta inna uwazala, ze on nie potrafi dotykac
          kobiety, podczas gdy Ally twierdzi, ze to byl jej najlepszy seks w
          zyciu. eh ;)
    • yoko0202 podsumujmy 04.12.09, 23:19
      seks jest marny, on raczej nigdy cię nie pociągał, motylków nie było, czujesz że
      to nie ten facet itp itd

      to, że się rozstawaliście i w końcu wróciłaś jest raczej normalne -
      przyzwyczajenie robi swoje

      bycie z kimś tylko dlatego, że to jest dobry człowiek, szanuje cię, i jest ci go
      żal - jest bardzo głupie, bo w rezultacie i ty będziesz nieszczęśliwa i on.

      nie ma łatwych rozstań
      tutaj opcje są dwie - albo rozstaniesz się z nim jak najszybciej, odchorujesz
      przez miesiąc albo trochę dłużej, przyzwyczaisz się do jego nieobecności a potem
      jakoś to pójdzie;
      albo zostaniesz z nim w tym marazmie bez namiętności, a za parę lat jak
      będziecie mieć dwójkę małych dzieci i domek na przedmieściach spotkasz faceta
      swojego życia, trafi cię jak piorun z nieba i dopiero wtedy będzie dramat.
      • twoja_przelozona Re: podsumujmy 04.12.09, 23:22
        yoko, z tym przyzwyczajeniem sie do jego nieobecnosci przerazajaco
        latwo mi bylo, kiedy on wyjechal do pracy za granice. Pisalam o tym -
        bylam sama i bylo mi dobrze, on jednak szukal kontaktu. Serce by mi
        sie lamalo tylko dlatego, ze wiedzialabym, ze on cierpi.
        • qw994 Re: podsumujmy 04.12.09, 23:23
          Widocznie masz zadatki na męczennicę. Amen!
        • twoja_przelozona Re: podsumujmy 04.12.09, 23:25
          acha, no i zastanawia mnie szczegolnie ta "cyklicznosc" moich uczuc
          do niego - raz jest ok i chce z nim byc (mimo marnego seksu, dla
          innych jego zalet i spokojnego zycia z kims pewnym) a raz zaluje, ze
          nie zakonczylam tego lata temu i ogarnia mnie refleksja. Mialam
          sobie zaznaczac "kryzysy" w kalendarzu, zaczne od tego :/
          • lolcia-olcia Życie nauczyło mnie jednego by nie zaspokajać 04.12.09, 23:28
            głodu byle baranem:D polecam i Tobie wcielić to w życie:D
            • twoja_przelozona Re: Życie nauczyło mnie jednego by nie zaspokajać 04.12.09, 23:32
              lolcia, sek w tym, ze to nie jest baran. Gdyby to byl baran, byloby
              mi o wiele lzej.
              • lolcia-olcia Re: Życie nauczyło mnie jednego by nie zaspokajać 04.12.09, 23:36
                Kochana czytaj między wierszami...
                Baran ktoś kto do końca nie zaspokaja Twoich fizycznych i
                intelektualnych potrzeb, na którego nie czekasz z wypiekami na
                twarzy, na dzwięk jego głosu nie dostajesz gęsiej skórki, mam dalej
                wyliczać? pomyśl:D i posłuchaj kogoś kto już ma to za sobą i niczego
                nie żałuje
          • qw994 Re: podsumujmy 04.12.09, 23:28
            Bo się miotasz. Na przemian buntujesz przeciwko temu choremu związkowi, a potem
            odnosisz sukces w zdroworozsądkowym przetłumaczeniu sobie, że to dobry,
            odpowiedni dla ciebie człowiek.
            • twoja_przelozona Re: podsumujmy 04.12.09, 23:39
              kilka lat wstecz chcialam z nim zerwac, ale on "nie dal sie". Pol
              roku temu, kiedy on wyjechal za granice i wrocil widzial, ze jestem
              inna - ze znowu cos nie tak, mowil, ze jesli ja chce, moze sie
              wyprowadzic, wzruszalam ramionami i mowilam, zeby sie wyprowadzil.
              Pozniej schiza mi przeszla i znowu zaczelismy sobie zyc. Ale w tych
              momentach kiedy bylam dla niego okropna (wewnetrznie nie potrafilam
              inaczej :/) kiedy widzialam, jak oczasem siedzial lekko struty i
              jakby sobie o czyms myslalm, cos we mnie pekalo :/
              • qw994 Re: podsumujmy 04.12.09, 23:46
                I tak to sobie wyobrażasz przez kolejne 30 lat?
                Zrób dla niego przynajmniej tyle dobrego, że się z nim rozstaniesz, zanim
                poznasz kogoś, w kim się zakochasz.
                • 2szarozielone Re: podsumujmy 04.12.09, 23:50
                  Smutne to :( Ja niespecjalnie wierzę w to, że w wieku 17 lat można poznać wielką
                  i ostatnią miłość; to wiek na poszukiwania... Ale mogę się wczuć w tę sytuację -
                  że trudno coś po tylu latach zadecydować, jeśli facet obiektywnie nie zrobił
                  niczego złego. tylko naprawdę, jedyne, co tu ma sens, to rozstanie - do którego
                  i tak prędzej czy później dojdzie.

                  A jak znam życie - dojdzie znacznie szybciej, jak tylko pojawi sie jakiś
                  katalizator. Wywoływacz motylków i sprawca orgazmów. I nie mówię tego z
                  przekąsem. Tak po prostu jest łatwiej :/
                  • twoja_przelozona Re: podsumujmy 05.12.09, 00:19
                    2 szarozielone, tylko ze obiektywnie patrzac te motylki w koncu
                    przemijaja. Jakis czas temu czulam straszna chemie do kolegi, ale ni
                    stad ni zowad mi przeszlo, a myslalam o tamtym non stop, zalowalam
                    ze nie jestem singlem. I jak szybko przyszlo tak i poszlo, a do
                    niczego miedzy nami nie doszlo. Takie sytuacje sprowadzaja mnie na
                    ziemie i uswiadamiaja, ze moze nie warto? Moze na dluzsza mete nic
                    tak nie liczy sie w zyciu jak osoba, na ktorej naprawde mozesz
                    polegac i ktora nie odrzuci cie dlatego, ze zobaczyla cie bez
                    makijazu w dresie. Eh zycie.
                    • qw994 Re: podsumujmy 05.12.09, 00:27
                      Motylki przemijają, bo się przekształcają w miłość. A u ciebie ani jednego, ani
                      drugiego. Co gorsza, on cię drażni. A będzie gorzej.
                      • twoja_przelozona Re: podsumujmy 05.12.09, 00:40
                        Cholera, usilnie probuje go docenic. Dla mnie kilka lat temu
                        przeprowadzil sie, uczy sie, pracuje, nawet mnie utrzymuje (czynsz,
                        jedzenie) bo od jakiegos czasu nie mam stalej pracy, pomaga moim
                        rodzicom kiedy tego potrzebuja, znosi moje humory, a ja mu wbilam
                        noz w plecy bo, jakby to okreslil pewnien forumowicz, swedzi mnie w
                        kroku. Czuje sie zlym, niedojrzalym i niepowaznym czlowiekiem. W
                        zasadzie otrzymuje od niego wszystko, tylko namietnosci i
                        przyciagania brak. Wydawalo mi sie, ze seks nie jest dla mnie wazny
                        szczegolnie, ze nie czuje "czestych potrzeb". Zmuszam sie kiedy ten
                        dobry czlowiek chcialby normalnego zblizenia. Zalosne. Nie wiem,
                        dlaczego to dla mnie trudne, skoro to dobra osoba? Ktora mi wiele
                        daje? Nie rozumiem.
                        • qw994 Re: podsumujmy 05.12.09, 00:49
                          Czego nie rozumiesz? Po prostu go nie kochasz!
                          Po co "usilnie próbujesz go docenić"? Żeby do czego się przekonać? Z tej mąki
                          chleba nie będzie. Seks beznadziejny (bo beznadziejne jest, że nigdy nie miałaś
                          orgazmu), uczuć brak. Nigdy nie zrozumiem, z jakiego powodu ludzie dobrowolnie
                          się tak męczą.
                        • wyzuta Re: podsumujmy 05.12.09, 16:43
                          twoja_przelozona napisał:
                          Zmuszam sie kiedy ten dobry czlowiek chcialby normalnego zblizenia.
                          Zalosne. Nie wiem, dlaczego to dla mnie trudne, skoro to dobra
                          osoba? Ktora mi wiele daje? Nie rozumiem.

                          Od tego nie robi się mokro. niestety...
                    • 2szarozielone Re: podsumujmy 05.12.09, 00:33
                      Tylko że ze swoim obecnym nigdy nie doświadczyłaś takich motylków. Nie
                      doświadczyłaś w ogóle uczucia, które rozwija się od chemii i pożadania w
                      zrównoważony, ale wciąż namiętny związek. Pewnie - motylki przemijają, a
                      namiętność i pożądanie ewoluują. Ale nie jest szczytem możliwości związek z
                      kims, kto jest miły, ale nigdy w Tobie pożądania nie wzbudził. Od tego się ma
                      przyjaciół...

                      Żeby było fair, to zaznaczę, że przeżyłam 3 ok. 3-letnie związki z facetami,
                      zakończone pokojowo i przyjacielsko. A obecnie jestem sama. I nie zawsze z tym
                      szczęśliwa. Ale przynajmniej nie mam poczucia, że kogoś oszukuję...
                      • twoja_przelozona Re: podsumujmy 05.12.09, 01:01
                        napisze cos, czym normalnie powinnam sie skompromitowac wsrod ludzi,
                        ale... sama nie wiem, czy potrafilabym byc namietna wobec
                        kogokolwiek. Wydaje mi sie, ze jestem raczej osoba kiepska "w te
                        klocki". Taka troche ladna, ale zimna mimoza. Jakies tam fantazje
                        mam, ale obawiam sie, ze w "realu" bylabym sztywna. Moze to tez z
                        tego wynika, ze nie czerpie radosci z seksu - moze nawet z osoba,
                        ktora by mi sie podobala fizycznie, do ktorej czulabym pociag, jakby
                        doszlo co do czego okazaloby sie, ze wcale fajerwerkow i nie wiadomo
                        jakiego "mietoszenia" nie ma ;) Troche ten wielki smutek mi
                        przeszedl, ale tego typu wahania mam dosc czesto.
                        • qw994 Re: podsumujmy 05.12.09, 01:47
                          Straszne głupoty teraz opowiadasz :)
                          • eilenn_ardenn Re: podsumujmy 06.12.09, 15:14
                            Oj tak :) Przy odpowiedniej osobie, atrakcyjnej seksualnie z bardzo dużym
                            prawdopodobieństwem byś się rozkręciła, dla obopólnej korzyści. Mówisz, że ci go
                            szkoda, bo to dobry człowiek. Jeśli tak, to zasługuje na kogoś kto by go kochał
                            całym sercem, i ty również. Po prostu nie jesteście dla siebie, tak się zdarza.
                            Byłam w podobnej sytuacji i rozstałam się, więc wiem, co mówię. Jedynym dobrym
                            wyjściem jest pożegnanie, inaczej coraz częściej będziesz się zastanawiać "a
                            gdyby", zabierać sobie i jemu czas, kiedy moglibyście się rozejrzeć za lepszym
                            partnerem.
                            • monikinha Re: podsumujmy 06.12.09, 16:09
                              eilenn_ardenn napisała:

                              > Oj tak :) Przy odpowiedniej osobie, atrakcyjnej seksualnie z bardzo dużym
                              > prawdopodobieństwem byś się rozkręciła, dla obopólnej korzyści.

                              A jakie jest prawdopodobieństwo, że KAŻDY spotka tę swoją bardzo atrakcyjną
                              seksualnie osobę, która oczywiście zakocha się w nim bez pamięci?

                              Każdy ma prawo marzyć, ale trochę realizmu nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziło
                              ;) Szukaj, szukaj księcia z bajki :D
                        • figgin1 Re: podsumujmy 05.12.09, 12:20
                          Gdyby moim jedynym, za to wieloletnim kochankiem był facet, który jest
                          beznadziejny w łóżku i w ogóle mi się nie podoba też bym została zimną rybą.
    • tequila_ze_spritem Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:04
      Przerabiałam to. Zwłaszcza te wahania uczuć. Raz tak, raz tak. Po
      ciężkich dyskusjach z własną psyche podejmowałam (dwukrotnie, a oba
      związki były wieloletnie) decyzję na "nie". Najtrudniejszy jest
      moment oświadczenia. Dziś, z perspektywy czasu, patrzę na to jak na
      zerwanie plastra. Ten decydujący moment cholernie boli. Potem przez
      jakiś czas (u mnie kilka miesięcy) trochę (czsem bardzo) szczypie.
      Ale da się wytrzymać - kwesta konsekwencji. I wreszcie prawdziwa
      ulga. Najlepiej jest wtedy, kiedy dowiadujesz się, że on ma kogoś
      innego. Wtedy masz poczucie, że "przekazałaś" cały problem w inne
      ręce. Problem w tym jak to załatwić. W moim przekonaniu są dwie
      metody, w zależnosci od charakteru partnera, co łatwiej strawi (nie
      utrudniajmy mu). Albo znajdujesz byle pretekst, bo wiesz, że sobie
      poradzi, albo bierzesz ciężar na siebie i, n.p., udajesz, że
      spotkałaś kogoś innego. I chrzanić wtedy własny honor. Jeśli będzie
      miał na kogo zwalić winę, łatwiej to strawi ( w końcu to facet), a
      przecież chcesz go jak najmniej skrzywdzić; (całkiem się nie da).
      Tak, czy inaczej, nie da się ciągnąć związku, do którego nie jesteś
      w 100% przekonana. Dla dobra własnego i tej drugiej strony.
      Po 12 latach takiego związku wzięłam ślub, bo czułam się
      zobowiązana. Po roku był rozwód. Mogło być prościej, gdybym tę
      decyzję podjęła wcześniej.
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:23
        hmm no wlasnie, co takiego jest w tych slubach ze przyspieszaja
        rozpad srednioudanych/nieudanych zwiazkow? Bylas z nim 12 lat, a
        slub sprawil ze rozstanie zajelo rok.
    • czarnadrukarka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:26
      Miałam podobnie, byłam z kimś 3 lata, w#ku...ałam się jak wiedziałam, że zaraz
      wróci z roboty. Odżywałam dopiero wtedy jak wychodził z chaty, czułam się
      totalnie ZAGŁASKANA. Generalnie złoty chłopak, do rany przyłóż, sprawdził się w
      wielu sytuacjach. Dlatego nie miałam sumienia go dalej oszukiwać. Od samego
      początku zero pożądania; motyle? - nigdy jeśli chodzi o ten związek.Nie myślcie
      jednak, że, wow, ale uczciwa, odeszła, nie traciła jego i swojego czasu..
      Odeszłam bo..poznałam kogoś. Zakochałam się bez wzajemności, ale nie żałuję, bo
      gdybym nie poznała tamtego, nie miałabym PORÓWNANIA, że mogą być motyle,że MUSI
      być to coś, co sprawia, że ryzykujemy, że wierzymy w miłość. Były łzy (smutek ex
      chłopaka)na przemian ze szczęściem (miłość), były wyrzuty sumienia (jak ja mogę
      być szczęśliwa gdy dla ex zawalił się świat?), i na koniec te uczucie odrzucenia
      przez nowo poznaną osobę. Nie będę z kimś tylko dlatego, że ma złote serce, to
      musi iść w parze, czy ja wiem, z naturą, czy chemią. Mam gdzieś rozsądek, z
      rozsądku to ja studia i temu podobne wybrałam, tu zdaję się na to 'coś'. No i
      zdałam się - dostałam po głowie. Ale NIE ŻAŁUJĘ. Prędzej czy później rozstałabym
      się z ex. To była kwestia czasu. Paradoksalnie dziękuję, ze spotkałam miłość,
      inaczej trwałabym w tamtym związku, który i tak nie miał przyszłości.Teraz z
      nikim nie jestem, owszem, jestem w kontakcie i z jednym i drugim, na zasadzie gg
      czy esy, ale wszystkie strony mają jasną sytuację.
      Zycie moje zmieniło bieg z pół roku temu, czasami są doły, czasami mi to wisi,
      czasami się w#ku...am, ale generalnie czekam aż czas wszystko ułagodzi...
      Na dzisiaj jestem ostrożna z innymi nowo poznanymi osobami, nie wystawiam się
      pochopnie na cios (jak ex ze mną czy ja z tym trzecim).
      Pozdrawiam
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:39
        no to ja nie czuje sie zaglaskana, sama nie wiem, dlaczego "odżywam"
        kiedy on wychodzi z domu. Miewam takie uczucie mimo, ze nie robie
        nic wielkiego, wystarczy, ze zostaje sama i wtedy czuje sie
        "po swojemu". Nie potrafie tego wytlumaczyc. Ale to tez moze lezec w
        mojej naturze, jaki wodnik samotnik, troche odstajacy od ludzi.
        Ogolnie lubie sama byc w domu. Jak siedze na kompie z moim w pokoju
        to "odczuwam" to inaczej kiedy siedze i jestem sama. Chociaz bywa,
        ze ciesze sie, kiedy on wraca z pracy - tak bywa kiedy nie mam tej
        dolujacej mnie fazy, kiedy jest ok i kiedy sie nudze sama. On czesto
        ma pretensje ze nie robie nic w domu, natomiast kiedy on wychodzi i
        zostaje sama nabieram ochoty zeby np. odkurzyc, pomyc, poscierac
        itp. Nie mam pojecia dlaczego tak sie dzieje.
        • qw994 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:51
          Hmmm... Bo masz go dość i chcesz, żeby zniknął z twojego życia? Bo tylko będąc
          sama w domu czujesz się dobrze i swobodnie?
          Ja to cię podziwiam, na twoim miejscu chyba już miałabym wrzody, gdybym musiała
          żyć bez przerwy w napięciu, poczuciu winy, i do tego znosić nieudany seks. Koszmar.
        • czarnadrukarka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:54
          Bo będąc z nim nie jesteś sobą, udajesz przed nim, dlatego może tak reagujesz po
          jego wyjściu. Podobno, człowiek potrzebuje minimum 3h samotności żeby mógł się
          zregenerować i normalnie funkcjonować w rolach typu dziewczyna, narzeczona,
          zona, córka czy matka. Mam 30 lat, i tak jak 10 lat temu, teraz tez potrzebuję
          te minimum dla siebie.
          Może warto pomieszkać osobno (zakładając, że mieszkacie razem) i zobaczyć co
          wtedy? Czy tęsknota, czy ulga, czy wolność..?
          Swoją drogą fajnie tak siedzieć na kompie do późna w nocy i nie być ściganym
          przez drugą osobę 'kiedy przyjdziesz? chcę zasnąć razem z Tobą..)
          :)
          • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 02:07
            czarna, ale to mnie w sumie zastanawia bo jestem z nim tyle czasu,
            ze moge byc przy nim soba i wydaje mi sie, ze naprawde jestem.
            Chodze ubrana "po domowemu", robie co chce, ogladam co chce, czytam
            co chce, jak musze do ubikacji to bez krepacji ide ;) Nie musze
            przed nim niczego udawac, absolutnie. No moze kiedy slysze, ze
            idzie, to musze wylaczac forum kobieta ;) To straszne, ale gdybym
            mogla cofnac czas, nie weszlabym w zwiazek z nim. Jestem ciekawa,
            jakby moje zycie wygladalo, gdybym z nim nie byla. Bylam glupia, ze
            nie zakonczylam tego o wiele, wiele wczesniej, nawet majac 18 - 19
            lat zastanawialam sie, jakby to bylo, gdybym jednak z nim zerwala
            (wtedy, kiedy sie "nie dal"). "Najlepsze", ze po tym wszystkim byly
            okresy, kiedy bylam szczesliwa, ze go mam. Ale jakas zla,
            egoistyczna i niewyzyta czesc mnie chcialaby pozbyc sie go z mojego
            zycia. Inna sprawa, ze moglaby to byc zla decyzja.
            • czarnadrukarka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 02:32
              Dopiero teraz doszła Twoja wypowiedź.
              Masz w nosie jak przy nim wyglądasz, że drzwi do łazienki są otwarte itp
              itd...Aaaa i wracając do poprzednich wpisów, wspomniałaś, że zarzuca Tobie, że
              nic nie robisz. Widzisz, też miałam gdzieś co pomyśli sobie mój ex o mnie, że
              nic nie robię itp. Nie kreowałam się na osobę z ambicjami, nie chciałam mu
              imponować czy coś takiego. Miałam to głęboko.
              Czytając Twoje wypowiedzi mam wrażenie jakbym pisała sama ze sobą...Ja po sobie
              wiem, ale i też po siostrze, że jak ktoś nam się podobna, to NIGDY w życiu byśmy
              w dresach nie usiadły koło faceta swoich marzeń. Moja siostra to nawet jak
              zamieszkała ze swoim lubym to przed jego powrotem z pracy nakładała make up,
              zmiana ubrań, rozpuszczała włosy itp... Czujesz się luzacko bo po co wywierać na
              nim wrażenie, Tobie na tym nie zależy, a wręcz przeciwnie. Oj, z każdym postem
              przekonujesz mnie, że sytuacja jest niesamowicie podobna do mojej z przeszłości.. ;)
            • qw994 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 09:19
              > To straszne, ale gdybym
              > mogla cofnac czas, nie weszlabym w zwiazek z nim.

              I to mówi absolutnie wszystko.



              > Bylam glupia, ze
              > nie zakonczylam tego o wiele, wiele wczesniej, nawet majac 18 - 19
              > lat zastanawialam sie, jakby to bylo, gdybym jednak z nim zerwala
              > (wtedy, kiedy sie "nie dal").

              Piszesz tak, jakbyś już nie miała wyjścia, tylko z nim być. Możesz to skończyć w
              każdej chwili.



              > Ale jakas zla,
              > egoistyczna i niewyzyta czesc mnie chcialaby pozbyc sie go z mojego
              > zycia. Inna sprawa, ze moglaby to byc zla decyzja.

              To byłaby decyzja najlepsza z możliwych, moim zdaniem.
        • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 01:59
          wiecie co jeszcze mnie meczy, ze widze, ze on sie mnie
          trzyma, "niewazne co". Mowi mi od jakiegos czasu, ze ja nic od
          siebie nie daje, ale do rozstania przez to z jego strony daleka
          droga. Mam wrazenie, ze jesli to sie stanie, stanie sie tylko z
          mojej "winy". Ja moge byc nieuprzejmym pasozytem dajacym mu seks z
          łaską, a on przy mnie bedzie. Wiecie, ze on kiedys znalazl watek na
          innym forum gdzie pisalam wprost, ze kocham go ale on wogole nie
          pociaga mnie fizycznie. Wkurzyl sie, ale szybko mu przeszlo i juz
          chyba o tym nie pamieta (kilka lat temu). Bywaja chwile kiedy
          chcialabym aby napatoczyla sie dziewczyna z jego marzen ktora
          otworzylaby mu oczy. Az mnie dziw bierze ze jestem jego pierwsza
          dziewczyna i ze jemu to wystarczy, ze tak powaznie do tego
          podchodzi, ze chce dzieci. Jak ja slysze o dzieciach, ciarki mnie
          przechodza - widze wtedy siebie nie tylko w srednio dla mnie udanym
          zwiazku, ale tez upaprana na amen w dzieci - zmarnowane resztki
          jakichkolwiek szans (cokolwiek to znaczy, sama nie wiem). Przykro
          mi... on spi w drugim pokoju a ja tu siedzie i wypisuje takie
          rzeczy.
          • jan_hus_na_stosie Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 02:13
            www.youtube.com/watch?v=bSw3zHtSjiI
          • czarnadrukarka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 02:16
            Współczuję Ci, wiem co przechodzisz.
            Nie sprowokujesz go do zerwania, nawet nieświadomie (jak tamtym postem), sama
            musisz zdecydować bo to TY nie kochasz. Mi było wsio ryba, robiłam wszystko na
            nie, tzn. nic nie robiłam żeby było dobrze. Nie pamiętałam naszych rocznic, jego
            imienin, daty poznania itp. W sprawach intymnych zero wysiłku z mojej strony.
            Wszystko na nie, a i tak był za mną. Jednym słowem, uwalniając go od siebie,
            dałam mu szansę na poznanie kogoś kto go doceni,pokocha i pokaże jak może być
            fajnie w związku. Ja brałam, nic od siebie nie dawałam.
            Decyzja należy tylko od Ciebie. Ja się odważyłam dopiero jak mi palma odbiła na
            punkcie innego. Może też będzie podobnie w Twoim przypadku?
            Zamieszkajcie osobno, jeśli jest taka możliwość, zobacz co wtedy. Albo..prowokuj
            los, tzn. rozglądaj się za kimś innym. Ale czy Twój chłopak zasługuje na to żeby
            być tylko do czasu? ...

          • yoko0202 twoja_przelozona 05.12.09, 11:06
            Po pierwsze, nie ma rozstań bezbolesnych.
            Ty na rozstanie jeszcze nie jesteś ewidentnie gotowa, bo się za bardzo boisz. Z
            rozstaniem to jest tak, jakby człowiek miał się zdecydować na ciężki zabieg
            chirurgiczny u dentysty bez znieczulenia. Niby ci ten ząb przeszkadza, ale są
            dni kiedy boli mniej i masz nadzieję, że jednak się uspokoi - zabiegu bez
            znieczulenia się boisz, więc czekasz. Najważniejsze, to zdać sobie sprawę, że
            żadnego znieczulenia i tak nie będzie, a ząb się nie uspokoi i w końcu nie da ci
            żyć - a im bardziej odkładasz zabieg, tym bardziej będzie potem bolało. No ale
            na koniec jednak przyjdzie wielka ulga.
            Jesteś na razie na początku tej drogi, a odejdziesz pewnie wtedy, gdy będziesz
            już na skraju wytrzymałości, no albo wtedy gdy któregoś dnia na Twojej drodze
            stanie facet, dla którego stracisz głowę - a prędzej czy później tak się stanie.
            Z tego związku nic nie będzie, ty go nie kochasz, ale jeszcze trochę się
            pomęczysz, tak ja to widzę.
            Nie bój się, i pamiętaj, że tylko i wyłącznie ty sama odpowiadasz za własne
            życie i za własne szczęście.
          • han_solo_79 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 11:36
            Kochałaś go w ogóle? W moim byłym związku seks był w ogóle nieudany, Ona w ogóle nie dostawała orgazmu a ja się męczyłem po 20 minut ale uważam że było Nam w łóżku wspaniale - bo się kochaliśmy... A teraz szaleję, wariuję, tesknię za dziewczyną która mnie odrzuca ponieważ nie czuje chemii... Ale w końcu to powiedziała i mimo że cierpię to łatwiej mi z tym powtarzając sobie "to koniec, to koniec, to koniec".
            Więc, nie oszukuj go, powiedz mu to.
    • ahimsaboy Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 03:36
      tutaj moja odpowiedź:

      forum.gazeta.pl/forum/w,12264,103936862,103941887,Re_Nie_mam_odwagi_zakonczyc_zwiazku_.html
    • saraisa Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 03:37
      Miałam to samo - nawet wtedy też radziłam się forumowiczów, czy zerwać, czy nie :P
      też nie czułam motylków, też biłam się z myślami, że to przecież dobry człowiek.
      Wreszcie podjęłam decyzję o zerwaniu i to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć :) teraz nie mogę się nadziwić, że tyle z tym zwlekałam.
      Jak ktoś tu już napisał - największą ulgę poczujesz, gdy on znajdzie kogoś nowego. Tak było i w moim przypadku - zobaczyłam, że istnieje ktoś, kto naprawdę do niego pasuje. Przez to jak bardzo uzupełnia się z tą "nową" dziewczyną, zobaczyłam, jak bardzo ja do niego nie pasowałam...
      Jakiś czas po zerwaniu spełniłam też podobne do Twojego marzenie - zrealizowałam swoje fantazje łóżkowe, na które z nim jakoś nie miałam ochoty... :> Jedyne co mogę powiedzieć, to że polecam i wcale nie okazałam się kłodą :D <skromniś>
      tylko ostrzegam, że na początku nie będzie Ci łatwo, będziesz się biła z myślami, żałowała decyzji o zerwaniu, wreszcie nie mogła znaleźć nikogo nowego... Ale to przejdzie :) Chęć odkrywania "nowych obszarów" zwycięży :) tak przynajmniej było w moim przypadku i wierzę, że tak będzie też u Ciebie :)
      • haalszka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 11:01
        cos ci tam jednak daje ten facet.. pewnie chodzi o to ze jest. ze ty nic nie
        musisz a spaniel siedzi kolo ciebie i swiata nie widzi.

        malo tego chcesz swoje odczucia zwalic na dni miesiaczki.. to juz jest chore.

        nikt nie podejmie za ciebie decyzji, chyba ze facet w koncu kogos pozna i dozna
        olsnienia. wtedy ty bedziesz pisac czemu on odszedl, byl taki wierny...
        ja bylam w podobnej sytuacji i w okolicach 29 lat rozwalilam zwiazek, w ktorym
        bylo dziecko. dopiero wtedy uswiadomilam sobie ze to facet nie dla mnie, choc
        odpowiedzi szukalam kilka lat...

        seks to nie wszystko, ale bardzo wazna forma budowania bliskosci. u was jej nie ma.

        decyzja nalezy do was.

    • jack20 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 11:27
      udany sex, dajacy satysfakcje obojgu jest postawa udanego zwiazku.
      wydaje sie warunkiem koniecznym choc nie wystarczajacym.
      kontynuowanie zwiazku w twoim wypadku jest nieorozumieniem.
      dziwne jest tylko jak mozna przez 6 lat zyc z kims razem, spac z nim
      i NIGDY nie wyrazic swoich seksualnych pragnien i nie rozmawiac o
      tym z partnerem.
      naturalnie, gdy partner nie zyczy sobie takich rozmow nalezy podjac
      decyzje jak najszybszego rozstania a nie dalej brnac w cos bez
      przyszlosci.
      • emma_ja Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 12:06
        lepiej zakonczyc wczesniej niz pozniej

        z litosci stracilam ladnych pare lat,wyladowalam u lekarza z ciezka nerwica- a
        potem okazalo sie zamiast wdziecznosci sa jeszcze pretensje(jego i otoczenia) bo
        zmarnowalam mu tyle czasu.
        dodam, ze ostateczenie ulozyl sobie zycie szybciej niz ja...

        wiec przede wszytskim zdrowy egoizm. najpierwy mysl o sobie potem o innych.
        zareczam, ze nikt ci nie podziekuje, za twoje meczarnie, nikt nie doceni tego.

        szczescia trzeba chocby probowac szukac skoro sie dusisz. byc z kims dlatego, ze
        mozna skonczyc jeszcze gorzej- to niewystarczajcy powod.odwagi.

        • emma_ja Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 12:10
          zły zwiazek i tak sie skonczy
          wiec moze lepiej miec to za soba predzej niz pozniej
          potem czlowiek zaluje, ze tyle czasu zmarnowal-sobie i komus
          a nieuchronne i tak przyszlo, i tak bolalo, i tak bylo trudno

          a tacy porzuceni mezczyzni czesto nie sa az tak biedni jak nam sie wydawalo, ze
          beda ;)
          takze nie ma co tragizowac, rozmyslac co bedzie
          jakos bedzie!
        • qw994 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 16:28
          > zareczam, ze nikt ci nie podziekuje, za twoje meczarnie, nikt nie doceni tego.

          Podziękuje za męczarnie? A od kogo ty oczekiwałaś podziękowań?

          I, proszę, nie rób z autorki takiej poświęcającej się, jej też w jakimś stopniu
          jest wygodnie w takim układzie, bo ma kogoś, kto dla niej wiele zrobi. Dlatego
          trudno jest z tego wyrwać, bo to niesie ze sobą realne korzyści. Gdyby to były
          "męczarnie", to już dawno by to skończyła.
    • figgin1 Mam wujka 05.12.09, 12:14
      Jest doby, cierpliwy i pomocny. Może z nim też zamieszkasz? Wprawdzie leciwy
      jest i trochę gruby, ale i tak bzykasz się z faetem, który cię nie kręci,
      jeszcze trochę poświęcenia ci nie zaszkodzi...
    • black-mama Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 12:35
      Byłam w identycznej sytuacji, 5 lat z facetem , którego lubiłam,
      szanowała, jedak nie bylo tych motylków, seks mechaniczny, bez
      orgazmów. Próbowałam z rywac 2 razy, za pierwszym razem wyblagał i
      wróciłam, za drugim (pół roku póxniej) kiedy byłam pewna, że nie
      chce byc z nim, moge mieć w nim przyjaciela, ale nie faceta na całe
      zycie, doszłam do wniosku, że wole bys sama x czasu niż z nim- i
      udało sie odeszłam. Ty tez musisz dorasnąc do momentu, w ktorym
      powiesz sobie - na pewno nie chce z nim byc, wole samotność niz
      takie zycie.
      Dodam, że praktycznie od razu po rozstaniu poznałam faceta mojego
      zycia, seks z nim to bajka. mamy już 1,5 rocznego synka i drugie w
      drodze- teraz dopiero widze co to jest prawdziwe szczeście i jak
      powinno się dzielić zyce z ukochaną osobą. Zastanów sie nad tym...
    • zoe125 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 13:51
      Nie wiem, czemu zakładasz, że jak zmienisz partnera, to od razu będziesz miala
      fajerwerki. Niekoniecznie, z innym seks może być tak samo nudny jak z obecnym.

      Pytanie: czy warto marnować życie facetowi, do ktorego nic nie czujesz? Niech
      sobie znajdzie kobiete, ktora będzie go naprawde kochać, bo Ty póki co chętnie
      zrobiłabys sobie skok w bok, gdyby nie obawa, że po takim skoku zostaniesz sama.
      To świństwo wobec tego faceta, on na to nie zasluguje.

      Daj mu wolność, a potem rób co chcesz. Nie masz prawa niszczyć życia facetowi.
    • buzkashi wiecej egoizmu zycze 05.12.09, 16:45
      moze pomysl raczej o sobie niz o partnerze? facet, ktory kocha
      kobiete robi dla niej wiele, szczegolnie w lozku. najwyzszy czas,
      aby twoj facet to sobie uzmyslowil. a jesli ciezko mu to widocznie
      jest malo inteligentny.
      • luksusowa.narzeczona Re: wiecej egoizmu zycze 05.12.09, 17:29
        buzkashi napisała:

        > moze pomysl raczej o sobie niz o partnerze? facet, ktory kocha
        > kobiete robi dla niej wiele, szczegolnie w lozku. najwyzszy czas,
        > aby twoj facet to sobie uzmyslowil. a jesli ciezko mu to widocznie
        > jest malo inteligentny.

        to mnie zastanawia - jego dziewczyna ani razu nie miala orgazmu przez 6 lat, a
        on jakos tego nie dostrzega. dziwne... pasuje mu to? dlaczego nic z tym nie robi?
        • twoja_przelozona Re: wiecej egoizmu zycze 05.12.09, 17:32
          pale sie ze wstydu, ale powiem wprost - zdarzylo mi sie udac. Po to,
          aby to skonczyc i miec spokoj. Wcale nie chcialam aby gimnastykowal
          sie przy mnie. Chcialam to miec juz z glowy. To wobec niego nie
          fair.
          ...
          • luksusowa.narzeczona Re: wiecej egoizmu zycze 05.12.09, 22:27
            to tylko kolejny argument za tym abys zakonczyla ten zwiazek. chyba nie chcesz
            tak zyc przez nastepne 20 lat?
    • gobi05 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 17:13
      > Jestem z nim juz 6 lat. Bardzo dobry, cierpliwy, pomocny,
      > akceptujacy mnie i moje wady facet. Zrobil dla mnie wiele, ja dla
      > niego praktycznie nic.

      A czy myślałaś o sprzedaży swojej wolności na - powiedzmy -
      dwa lata? Mogłabyś wystawić swoją osobę na Allegro i ustalić
      cenę minimalną za dwa lata użytkowania ciebie jako niewolnicy.
      Moim zdaniem nie ma takich zasług, usług ani rzeczy, za które
      miałabyś płacić swoją wolnością.

      > Od jakiegos czasu, kiedy mieszkamy ze soba jakies 3 lata,
      > wiem, ze chce miec ze mna w przyszlosci dzieci, mi ten kiepski
      > (naprawde kiepski...) seks zaczal przeszkadzac.
      Przerwij ten grzeszny związek jak najszybciej.

      > (...) zaczyna mnie ciekawic, jakby to bylo z innym, z kims,
      > kto by mnie naprawde pociagal. Ani razu nie mialam z nim orgazmu...

      To są dwie osobne sprawy. Z kimś kto by cię naprawdę
      pociągał będzie tak samo, bo to ty nie umiesz żądać
      tego, czego chcesz naprawdę.
      A orgazmy? Oto:

      Wszyscy to mieli ale każdy chciałby wiele razy,
      Wszyscy to wiedzą ale każdy c zeka że się zdarzy,
      To jest potrzebne, naprawdę potrzebne...

      > Nie wiem, jak ogolnie wyglada seks dwojga ludzi w zwiazku, nasz jest
      > mechaniczny. Zadnych tam filmowych uniesien, splatania dloni itd.
      I naprawdę nie czujesz się zniewolona? Nie czujesz,
      że straciłaś przez tego faceta, przez jego naciski,
      kilka lat życia? Nie jestem zwolennikiem seksu
      pozamałżeńskiego, lecz spotykanie potencjalnych
      kandydatów do randek to nic złego, przecież
      masz podjąć decyzję na całe życie.
      Wygląda na to, że to on podjął decyzję za ciebie,
      jak dla mnie to jest chore.

      Dziewczyno - potrzebujesz przyjaciółki.
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 05.12.09, 17:29
        gobi, srednio rozumiem twoje argumenty. Ale fakt - potrzebuje
        przyjaciolki, a od kilku lat nie mam zadnej. Dlatego tez frustracja
        we mnie narasta, nie mam z kim porozmawiac o takich sprawach,
        poradzic sie od serca. Czuje sie osamotniona, fakt. Z siostra ani z
        kolezankami o tym nie porozmawiam. Zbyt intymny temat, zbyt
        pokrecony, zreszta ja sama troche pokrecona jestem. I zostaje mi....
        forum.
        • vijet Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 02:11
          Witam,
          sam kiedyś byłem w podobnej sytuacji jak Twój obecny mężczyzna,
          również miałem dziewczynę, która nic specjalnego do mnie nie czuła.
          Tyle tylko, że z jej strony na początku było bardzo mocne uczucie,
          potem wszystko jakby wygasło... stała się niezbyt przyjemna,
          opryskliwa, zacząłem ją irytować samą swoją obecnością.
          Odpowiedzialność za taki stan rzeczy brała w pełni na siebie.
          Oczywiście, bywały i lepsze momenty, w końcu masochistą nie jestem.
          W końcu ze sobą zerwaliśmy, niemniej jednak chciałem powrotu, a ona
          nie wykluczała takiej ewentualności. Biegałem, starałem się... i
          było niestety coraz gorzej. Gwoździem do trumny był dzień, kiedy
          powiedziała mi, że już nawet specjalnie się jej z wyglądu nie
          podobam (niestety jestem na tym punkcie mocno przewrażliwiony). W
          końcu, ze łzami w oczach, przekazałem jej, że nie mogę tego ciągnąc -
          życzyłem wszystkiego dobrego i skończyłem znajomość. Kilka razy od
          tamtej pory próbowała się ze mna kontaktować, niemniej jednak chcę
          ją w 100% wykreślić ze swojej pamięci. Teraz już może nie, ale
          wcześniej bym dał bardzo wiele za możliwość wykasowania pewnych
          przykrych wydarzeń z przeszłości.
          Efekt:
          zupełna niechęć do jakichkolwiek związków, ograniczenie do minimum
          kontaktów z kobietami. Prędzej bym zagłosował na L.Kaczyńskiego za
          rok, niż próbował zyskać względy jakiejś niewiasty. W pełni
          poświęciłem się pracy, jak i moim hobby, więc jeśli chodzi o radość
          z życia, jest całkiem OK. Niestety, w głowie mam również operacje
          plastyczne i zapewne w końcu wybiorę się do lekarza, mimo że
          teoretycznie nie mam jakiś większych wad. Można powiedzieć - lekka
          dysmorfofobia, mimo że spotkałem trochę dziewczyn, które z własnej
          nieprzymuszonej woli pozytywnie wypowiadały się na temat mojego
          wyglądu. Nie widzę sensu związków - mam wrażenie, że prędzej czy
          później każda mnie opuści. W ogóle nawet nie widzę powodu, dla
          którego miałbym się z kimkolwiek wiązać, nauczyłem żyć się sam ze
          sobą. Natomiast w dalszym ciągu jestem miły i sympatyczny dla
          wszystkich istot na naszej planecie, a więc dla kobiet również. Po
          prostu są dla mnie jak koledzy. W tej chwili jest mi dobrze jak
          jest, niemniej jednak swoje przeżyłem i konsekwencje tej znajomości
          pewnie będą się ciągnąć latami...
          Co by było, gdyby 1,5 roku przed końcem naszej znajomości, kiedy
          zaczęło się wszystko psuć, dziewczyna powiedziała mi w delikatny
          sposób, "z sercem", jakie są jej odczucia i lepiej będzie dla nas,
          żeby to wszystko się skończyło? Uniknąłbym masy cierpienia, miałbym
          pewnie inną dziewczynę, której bym sprawiał przyjemne niespodzianki
          i nie w głowie byłyby mi operacje plastyczne. Pewnie nadal byłbym
          jej dobrym kolegą, pewnym swojej wartości w relacjach damsko-
          męskich. A tak jestem dzikusem, unikającym dziewczyn, który radość
          życia znajduje w swoich hobby i pracy. Przyszłość widzę jednak w
          kolorowych barwach. A do Was apeluję jedynie, że jeżeli już nastapi
          sytuacja wygaśnięcia jakiegokolwiek pożądania i uczuć, zamiast dążyć
          do zniszczenia związku swoim zachowaniem, lepiej odbyć jedną szczerą
          rozmowę, starając się jednakże minimalizować cierpienie swojego
          partnera...
          Ja się czuję dobrze w roli dzikusa, dzisiaj podczas górskiej wyprawy
          przy pełnych prędkościach wjeżdzałem w błoto rowerem, ale jednak
          lepiej, żeby takich facetów jak ja zbyt wiele na świecie nie było ;)
          • kunegunda123 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 22:03
            strasznie smutne to co napisałeś i szczerze współczuję takich doświadczeń, ale wygląda też na to, że sam jesteś winien swojej sytuacji, choć chciałbyś całą odpowiedzialność zrzucić na ex.

            zarówno faceci jak i kobiety potrafią niszczyć poczucie wartości swojego partnera, jednak znakomita większość z tych partnerów po jakimś czasie podnosi się z dołka, znajduje kogoś innego i żyje względnie szczęśliwie.
            Ty SAM wybrałeś takie a nie inne życie a mam wrażenie, że winisz za taki stan rzeczy ex. twoja obsesja dotycząca wyglądu znalazła pożywkę + jesteś trochę mizoginem.
            • vijet Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 21:01
              Powtarzam: obecna sytuacja nie jest zła. Raz lepiej, raz gorzej,
              ostatnio coraz lepiej. Jak to napisałaś "względnie szczęśliwie",
              tyle że bez partnerki.
              Sam jestem o tyle winien, że nie skończyłem z tym wszystkim dużo
              wcześniej. Pamiętam nasze pierwsze rozstanie. Dziewczyna miała
              problem do mnie w zasadzie o wszystko, tak jej działałem sobą na
              nerwy. W końcu zrobiła aferę o to, że wziąłem jej psa na spacer o
              zbyt późnej porze (chociaż mi na to pozwoliła, nie wykradłem go),
              poza tym było jeszcze dość wcześnie. Byłem tak zdegustowany i
              zniechęcony jej zachowaniem, że przestałem pisać, ona wysłała kilka
              smsów, że więcej się nie zobaczymy i to koniec. W ogóle mnie to nie
              ruszyło! Co mi po takiej narzekającej dziewczynie? Po tygodniu na
              moje nieszczęście mijałem jej siostrę ... jechała na rolkach, ja na
              rowerze. Zawróciłem i spytałem się, jak tam się miewa Pani X.
              Okazało się, że jest jej smutno. Nie chciałem tego, więc się z nią
              skontaktowałem, spotkaliśmy się i nagle jaka metamorfoza! Znowu
              wielce zakochana. Może na miesiąc... I potem już było tylko gorzej.
              I jeszcze nie odbierała mi nadziei, więc cały czas liczyłem na
              powrót jej uczuć. I tutaj sam zawiniłem, zgadzam się.
              Natomiast mam dość zmienności - dziewczyny, z którymi miałem do
              czynienia, potrafiły zmieniać zdanie o 180 stopni w bardzo krótkim
              czasie... raz kochały, raz chciały odchodzić... Niektóre (jak nie
              więszość) kobiet naprawdę chyba same się proszą, żeby nie były zbyt
              dobrze traktowane, bo im po prostu odbija. Dwa standardowe schematy
              postów na forach:
              - facet jest dobry, ale chcę od niego odejść
              - facet nie jest dobry, ale nie potrafię od niego odejść

              Mam głęboko gdzieś te chore gierki.
              Już wolę mojego kota pogłaskać;)
              • vijet Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 21:03
                Przepraszam za styl, cały czas zapominam, że postów nie można
                edytować.
    • rzeka.chaosu Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 22:30
      Ja bym go nie rzuciła. Wiem jak trudno jest o lojalnego i godnego zaufania
      partnera, który akceptuje w nas wszystko :) Jeśli chodzi o seks - on nie jet
      najważniejszy. Ważniejsze jest twoje zdrowie psychiczne :D Poza tym można odbyć
      szczerą i opartą na zaufaniu rozmowę i razem pokombinować, co zrobić, żeby było
      lepiej.
      Naprawdę, szczera rozmowa potrafi zdziałać cuda. Zrzućcie maski i otwórzcie się
      na siebie nawzajem. Może odkryjesz go na nowo :P
      Ech... nie miało być tak patetycznie.
      PS. Pisałam na podstawie własnego doświadczenia :)
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 22:37
        rzeka.chaosu, nie na darmo ten nick ;) wlasnie o to "sie
        rozchodzi" - "jak trudno jest o lojalnego i godnego zaufania
        partnera, który akceptuje w nas wszystko :) Jeśli chodzi o seks - on
        nie jet najważniejszy". Wlasnie... mozna poddac sie żądzy
        seksualnej i wyjsc na tym jak Zablocki na mydle. Obawiam sie, ze
        rezygnujac z niego i "eksperymentujac" usiade za kilka lat na
        kanapie trzymajac sie za glowe i mowiac, jaka bylam glupia, teskniac
        do nudnej, ale dajacej poczucie bezpieczenstwa stabilizacji :/
        • 2szarozielone Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 22:45
          A teraz siedzisz na kanapie, trzymasz się za głowę i mówisz sobie "jaka ja byłam
          głupia, wybierając nudną beznamiętną stabilizację zamiast podążać za swoimi
          marzeniami i pragnieniami". Nie jesteś szczęśliwa. Nikt nie ma gwarancji, że
          szczęście w życiu odnajdzie. Ale Ty boisz się nawet spróbować go poszukać. Życie
          masz jedno - nie żal Ci, że tracisz je na coś, co Ci nie daje satysfakcji?
          • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 22:54
            nie dojrzalam jeszcze do tego aby wiedziec, czego chce od zycia -
            czy emocji czy stabilizacji. Jesli go odrzuce to juz na zawsze, bo
            to taki typ - zadnej przyjazni pozniej by nie bylo. Wlasnie
            zobaczylam u niego kolejna zalete - to, ze jest mlody, jestem jego
            pierwsza a on mysli powaznie o mnie i chce zakladac rodzine - czyli
            nie jest, jak wiekszosc, poszukiwaczem doop i wrazen, bo mlody.
            Powinnam to docenic. Yoko mnie rozgryzla, ze chyba sie jeszcze w tym
            pomecze, moze dojrzeje :/ Ktos smial sie, ze zrzucam swoje
            zachowanie na hormony i okres - kiedy ja nieprzypadkowo o tym
            wspomnialam. Histeria i dół znowu sie zlagodzily - zauwazylam ta
            cyklicznosc czy wierzycie, czy nie. Zaznacze tylko w kalendarzu i
            poczekam do nastepnego okresu i spiec w mozgu, jakie temu
            towarzysza ;) Nie mnej jednak spiecia wystepuja bo rzeczywiscie
            zwiazek ten mnie nie satysfakcjonuje.
            • rzeka.chaosu Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 23:09
              Ja chyba z tymi hormonami mam identycznie :P Zmieniałam zdanie na temat moich
              studiów co miesiąc (no dwa razy w miesiącu - raz na plus raz na minus) :D:D:D:D
              Poza tym jesteś teraz na życiowym etapie wyborów i to normalne, że się wahasz.
              I pamiętaj - nikt na forum w 100% nie zna twojej sytuacji. Sama szukaj
              odpowiedzi w sobie i w rozmowie z twoim facetem.
              • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 23:18
                kurcze, ja z nim malo co rozmawiam :/ doszlam do wniosku, ze nie
                rozmawiamy w ogole, ale to moja "wina" i cecha charakteru - jestem z
                natury malomowna; ale - ze swoim facetem powinno sie poruszac wazne
                tematy, wiem. Mam wrazenie ze z czasem przychodzi mi to trudniej -
                on generalnie wie ze mnie nie pociaga fizycznie (po komentarzach z
                mojej strony rzucanych "ot tak" pol zartem pol serio, ale raczej na
                serio ;). Seks mamy "mechaniczny" bo "najzwyczajniej" mierzi mnie
                jego dotyk, kiedy probuje mnie dotykac to zabieram mu reke - nie
                wiem dlaczego? Przeciez nie robi mi tym krzywdy ;) Doszlam do
                wniosku, ze tez nie mam w nim przyjaciela - paradoksalnie oparcie,
                bezpieczenstwo, akceptacja tak, ale nie umiem z nim rozmawiac "od
                wnetrza". Zapracowalam sobie na to sama, swoim zachowaniem i
                niedojrzaloscia i w zasadzie z mojej winy nie czuje sie w tym
                zwiazku kobieta, a dzieciakiem. Tak to wyglada... zamierzam wygadac
                sie u specjalisty ;) .
                • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 23:22
                  i wiecie co, ta niechec do jego dotyku przyszla z czasem ? sama nie
                  wiem, kiedy. Motylkow od poczatku nie bylo ale na poczatku jakos
                  szlo, a z czasem przestalam miec ochote na to aby on mnie ekhm...
                  piescil.
                  • luksusowa.narzeczona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 22:23
                    bo go nie kochasz i nie pociaga cie. czy gdyby twoi koledzy, mili i sympatyczni
                    chcieli cie piescic to mialabys ochote na kazdego z nich?

                    ten czlowiek nie jest twoim chlopakiem, tylko tak go nazywasz. naprawde jest
                    jedynie twoim znajomym, kolega.
        • yoko0202 bardzo typowe objawy:) 08.12.09, 10:44
          po prostu boisz się, że nic lepszego cię w życiu nie spotka - standard.

          mówisz, że motylki przemijają? może i tak. Ale nie fajnie byłoby mieć faceta, na
          którego może już nie będziesz po 5 latach czekać w oknie, ale wciąż będziesz się
          cieszyła na jego widok, chciała go dotykać, być blisko? Tu tego nie masz, daj
          sobie szansę żeby to poczuć.
      • yoko0202 oj to nie tak 08.12.09, 10:50
        rzeka.chaosu napisała:

        > Ja bym go nie rzuciła. Wiem jak trudno jest o lojalnego i godnego zaufania
        partnera, który akceptuje w nas wszystko :)

        wcale nie tak trudno wbrew pozorom

        > Jeśli chodzi o seks - on nie jest najważniejszy.

        pewnie, kasa też nie, ale raz na jakiś czas i pieniądze i dobry seks by się
        przydały, nie???

        > Ważniejsze jest twoje zdrowie psychiczne :D

        a tu się zgadzam; tylko w tym układzie to dziewczyna niedługo depresji dostanie,
        siedzi zestresowana i kombinuje jak by tu go pokochać bo on taki dobry i lojalny.

        > Poza tym można odbyć szczerą i opartą na zaufaniu rozmowę i razem
        pokombinować, co zrobić, żeby było lepiej.
        > Naprawdę, szczera rozmowa potrafi zdziałać cuda. Zrzućcie maski i otwórzcie
        się na siebie nawzajem. Może odkryjesz go na nowo :P


        zajebisty pomysł - co ma mu powiedzieć? nie pociągasz mnie, nie lubię jak mnie
        dotykasz, nigdy nie miałam z tobą orgazmu, oddycham w pełni dopiero jak ciebie
        nie ma koło mnie, nie tęsknię za tobą gdy jestem sama - ale chodź skarbie
        odkryjmy się na nowo
        ?!?!?!?
    • smettka Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 23:16
      Zajrzalam do tego watku, bo zobaczylam autorke ;) To przynajmniej
      wiadomo dlaczego masz podwyzszana PRL - przyczyna moze byc stres.

      Co do faceta - chyba jednak lepiej przerwac za mlodu cos co nam nie
      lezy, niz ciagnac wiedziac ze nam zle, bo z kazdym rokiem bedzie
      gorzej... Nie ma sie co ludzic.

      Fakt, ryzykujesz ze nie trafisz na drugiego odpowiedzialnego,
      madrego czlowieka, ale pozostajac w tym zwiazku masz pewnosc, ze
      lepiej nie bedzie (zycie erotyczne w dlugoletnich zwiazkach opada a
      nie wzrasta). Za pare lat bedzie ci jeszcze ciezej podjac te
      decyzje, wyplatac sie. A potem juz nie bedzie sensu, bo dzieci, bo
      to i tamto...
      • twoja_przelozona Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 06.12.09, 23:24
        smettka, nie bylo po co wchodzic w to bagno ;))) Prolak. moze od
        tego, ale problem z tradzikiem mam od dawna i moze przez prolaktyne
        wlasnie. Kryzysy w zwiazku miewam od jakiegos czasu.
        • esteraj Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 20:20
          Dokładnie to co Ty przeżywałam ja. Związek z facetem, który był
          dobry, który widział we mnie swój ideał kobiety. A ja cóż...Nie
          umiałam z nim zerwać tak jak Ty. Bałam się samotności i że nie
          znajdę drugiego takiego. Chciałam, żeby znalazł sobie inną. Tak się
          stało. Byłam zazdrosna i miałam żal, że straciłam coś ważnego. Nikt
          się w moim życiu nie pojawił. Nie mogłam znieść samotności. On
          zerwał z nią dla mnie. Po jakimś czasie znów wszystko wróciło do
          normy i znowu poczułam niechęć. Będąc w małżeństwie zdradziłam go.
          On o niczym nie wiedział. Popatrzyłam na mojego kochanka i jego
          niedoskonałości. Trochę to było wymuszone, bo chciałam się z tego
          obudzić. Potem zdradził mnie mój mąż. Znalazł kobietę, która
          zakochała się w nim bez pamięci. Mówił mi jak odżył, jak łapał wiatr
          we włosy, jaki był szczęśliwy. Byłam już na tyle dojrzała by
          pozwolić mu odejść, ale sytuacja rodzinna trochę komplikowała to
          wszystko. Ja nie miałam się gdzie wyprowadzić, bo mieszkamy w domu
          jego rodziców, jest dziecko... Zaczęłam się zastanawiać, gdzie
          popełniłam błąd. Gdybym dała więcej od siebie, on też byłby dla mnie
          inny. Widziałam jak on potrafi dbać o tą drugą osobę, ile w nim
          miłości, ile straciłam... Popatrzyłam na niego zupełnie inaczej, jak
          na atrakcyjnego faceta... Ale cóż już chyba za późno...
          Cholernie trudna decyzja dla Ciebie. Albo umiesz się przełamać i
          spojrzeć na swojego faceta inaczej, zrobić coś w tym kierunku żeby
          dodać pikanterii swojemu związkowi, albo z nim zerwij
    • skarpetka_szara Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 22:46
      Nie jecz tylko dzialaj. Ryzyk fizyk - moze bedziesz zalowac, moze
      nie - ale napewno nie bedziesz w tym stanie gdzie ciagle masz
      depresjie bo jestes z czlowiekiem w ktorym nie jestes zakochana.

      Bo ja wierze ze go kochasz - ty po prostu nie jestes w nim
      zakochana - nigdy nie bylas.

      Jestes za mloda aby obarczac sie tym. Takie problemy powinny miec
      40latki a nie dziewczyny w Twoim wieku.

      Zycie nie jest sprawiedliwe, zawsze ktos cierpi. Chlopak jest
      zakochany, ok, bedzie cierpial - no stalo sie. Nic sie nie da
      zrobic. Znam taki przyklad gdy moja kolezanka chodzila z chlopakiem
      ktory byl bosko zakochany w niej. Ale ona i tak zerwala po wielu
      latach bo wiedziala ze to nie dla niej. Chlopak strasznie to
      przezyl, dlugi czas, ale wiesz co? po paru latach znalazl sobie
      dziewczyne, i teraz sa malzenstwem. I jest szczesliwy. (dobzi
      faceci nie sa dlugo samotni) A kolezanka? wybawila sie przez wiele
      lat, a teraz ma stalego chlopaka i tez jest szczesliwa.

      Byc moze poznasz dupkow, pewnie ze poznasz. Ale byc moze to jest
      to, co musisz przejsc aby byc szczesliwa kobieta.
      • skarpetka_szara Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 07.12.09, 22:51
        Co do seksu, przeciez mozna isc do seksuologa, mozna poogladac
        jakies erotyczne DVD's, mozna cos samemu wniesc do zwiazku. Mozna
        nauczyc partnera co i jak.
    • anital36 Re: Nie mam odwagi zakoczyc zwiazku 08.12.09, 09:03
      Witam !!!
      Ja z pierwszym męzem byłam 4 lata i też zastanawiałm sie dla czego za niego wyszłam bo byłam młoda i głupia było to zauroczenie ale tez nie było seksu i żadnych orgazmów on był moim pierwszym facetem ;(
      teraz jestem juz w drugim związku 12 lat i jest super !!!!!!!!!!!!!
      Doradze Ci zerwij teraz bo pózniej juz będziesz tego żałować !!!!
      Znam bardzo duzo osób co nie ma udanego współzycia i po paru latach sie rozchodzą wychodzi na to ze seks w małżenstwie jest bardzo ważny i ja się z tym zgadzam !!!!!! wiadomo uczucie , zrozumienie, przyjazn, szacunek , zaufanie też itd.. ale seks to jest seks :D
      Pozdrawiam i życzę duzo sił !!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka