twoja_przelozona
04.12.09, 23:02
Jestem z nim juz 6 lat. Bardzo dobry, cierpliwy, pomocny,
akceptujacy mnie i moje wady facet. Zrobil dla mnie wiele, ja dla
niego praktycznie nic. Naprawde dobry czlowiek, dlatego jest mi tak
ciezko. Poznalam go majac 17 lat, teraz mam 24. Nie byla to zadna
fascynacja ani zauroczenie, ale dobrze sie przy nim czulam. Weszlam
chyba w to, bo ja wiem... nie mialam nikogo i bylam niesmiala, cicha
dziewczyna, on okazywal mi zainteresowanie. Przez dlugi czas bylo mi
z nim bardzo dobrze, czulam sie z nim, jak "ze swoim", ale wlasnie -
nigdy nie bylo tej iskry, motylkow. Z seksem raczej cienko - nigdy
mnie nie pociagal seksualnie, ale nastoletnia ciekawosc robila
swoje ;) Od jakiegos czasu, kiedy mieszkamy ze soba jakies 3 lata,
wiem, ze chce miec ze mna w przyszlosci dzieci, mi ten kiepski
(naprawde kiepski...) seks zaczal przeszkadzac. Jest tez moim
pierwszym i zaczyna mnie ciekawic, jakby to bylo z innym, z kims,
kto by mnie naprawde pociagal. Ani razu nie mialam z nim orgazmu...
Nie wiem, jak ogolnie wyglada seks dwojga ludzi w zwiazku, nasz jest
mechaniczny. Zadnych tam filmowych uniesien, splatania dloni itd.
Czsami jego dotyk nawet mnie drazni, do seksu sie zmuszam. Jest mi
ciezko, czasami chce mi sie plakac, ze nie mialam odwagi zakonczyc
zwiazku wczesniej i mam wyrzuty sumienia, ze jesli z nim zerwe, te 6
lat ze mna beda zmarnowane. Mogl spedzic je z kims innym, z kims, z
kim moglby byc na zawsze. Pewnie napiszecie ze lepiej zmarnowac te 6
lat niz kolejnych kilka, ale to nie takie proste - czasami
postanawiam sobie, ze bede dla niego dobra i bede z nim, bo wiem, ze
on tego chce. Ale czuje, ze jestem jeszcze niedojrzala. On, mimo, ze
jestem jego pierwsza, jest powazny i chce budowac dom. Czuje sie
okropnie. Byl czas kiedy chcialam z nim zerwac - jakies 4 lata temu -
nie dal sie. Przyjezdzal. Zostalismy razem i bylo dobrze - nawet
dziekowalam Bogu, ze mam takiego skarba, ktory jest pewny i na
ktorego moge liczyc, ktory mnie akceptuje. Teraz zaczynam czuc, ze
czegos mi brakuje i ze to nie ten facet. Jednak egoistycznie boje
sie, ze po rozstaniu moge zalowac. Wyszalec sie, pozniej trafiac na
dupkow i cierpiec, ze odrzucilam dobrego czlowieka. Widzialam tu
watki i wypowiedzi kobiet ktore pisaly, ze zrywaly z takimi dobrymi
dla roznych zauroczen, ktore mijaly i zalowaly, ze juz nie sa z
tamtymi facetami, ktorych porzucily. Wpadam przez to w depresje.