benitomario
05.01.10, 18:26
Ponieważ sam już nie wiem co mam myśleć proszę o pomoc, Wasze
opinie.Proszę o rzeczowe podejscie do sprawy i szczerość.
Po roku celibatu (z mala przygoda w srodku) postanowilem poszukac
szczescia na portalu randkowym.
Wczesniej 2 lata bylem w zwiazku, ale oboje zdecydowalismy o
rozstaniu.
W ciagu kilku dni spotkalem mila i jak mi sie zdawalo fajna kobiete.
Predko poznalismy sie przy kawie. Przypadlismy sobie do gustu.
Po tygodniu byliśmy już parą i nastąpiła miła konsumpcja ;) mila dla
obu stron.
Nie pytałem jej o przeszlosc, ona była i jest zamknieta na wiele
tematow w tym ten.
Jednak sama zaczela opowiadac ze miala przyjaciela (zonatego) z
ktora nie laczylo jej nic poza platoniczna miloscia
(sic!).Powiedziala ze ta relacja zakonczyla sie rok temu.
Nie pytalem nie drazylem tematu.
Ja powiedzialem jej o sobie i ostatnim czasie mego zycia.
Powiedzialem ze mialem w zyciu wiele (ok. 50) kobiet i byl czas gdy
bylem kobieciarzem,
seryjnym monogamistą :). Zapytala ile mialem kobiet - powiedzialem
prawde (mniej wiecej bo ciezko policzyc).
Powiedzialem ze jestem gotowy na zwiazek, oddanie, bliskosc,
intymnosc.....Zakochalem sie w niej.
Ona chyba we mnie tez.
Opowiedziala tez historie ze zaprosil ja do siebie sasiad - wpadla
na drinka :) i ze nagle urwal jej sie film i on chcial ja zgwalcic.
hmmmmm
Nie pytalem nie drążyłem tematów przeszłości.
Jako że kontrola jest najwyższą forma zaufania zerknalem w jej
komputer.
Oto co znalazlem.
Rzekomy zonaty przyjaciel okazal sie kochankiem z ktorym jezdzila m.
in. do lasu na bzykanko.
Sama prosila go o kontakty. Domagala sie zainteresowania ale i
seksu. Godzila sie na swa role i tkwila w niej 2 lata.
Rozstala sie z nim (przynajmniej tak wyszperalem) 3 dni pzred
poznaniem mnie. Tydzien pzrzed poznaniem mnie bzykala sie jeszcze z
nim w lesie i wzdychala do niego.
Rzekomy sasiad gwalciciel okazal sie gosciem do ktorego poszla bo
miala ochote na seks, on ja bzyknal i z jakiegos powodu odtracil i
nie chcial jej znac.
Wiem, wiem jestem swinią ze czytam nieswoja korespondencje.
Zrozumcie jednak ze nie chodzi mi o ocenianie jej w sensie moralnym.
Chodzilo mi o poznanie jej i upewnienie ze moge jej ufac, jako ze
myslimy wspolnym zyciu.
Pikanterii dodaje fakt ze jej byly kochanek zonaty mieszka w bloku
obok i jego okna wychodza na okna jej mieszkania. Dzieli ich
odleglosc 30 m ;)
Czuje sie delikatnie mowiac niefajnie idac do jej 2 blokowego
malutkiego zamknietego osiedla - jakos mi nieswojo gdy mysle ze ona
sie tak jako to powiedziec, troche puscila.
Gdy to "odkrylem" posadzilem ja i zapytalem czy to faktycznie byla
znajomosc platoniczna i nie bylo seksu. Nie wiedziala ze wlamalem
sie do jej komputera.
Zapierala sie caly czas. Tworzyla historie, klamala. Dopiero gdy
powiedzialem ze czytalem jej korespondencje odpuscila....
Nie oceniajcie mnie zle. Kocham ja i bardzo mnie to niepokoi. Na
poczatku znajomosci wylaczala telefon.
Nie wiem co mam myslec. Bardzo mi zle. Wiem ze i ja nie bylem
swiety, ale czemu ktos mnie nawet niepytany oklamal, po co?
Pewnie czula iz gdybym to wiedzial nie wszedl z nia w glebsza
relacje.....
Jestesmy oboje po 30stce, ona ma dziecko z dawnego malzenstwa.
Prosze i facetow i kobiety o opinie.
Bardzo dziekuje i pozdrawiam.