Dodaj do ulubionych

ile razy...?

19.01.10, 23:06
Ugotowałyście obiad w 2009?

Bo ja siedem :)
W tym roku planuję pobić ubiegłoroczny rekord!
Obserwuj wątek
    • catthe Re: ile razy...? 19.01.10, 23:12
      Uściślijmy najpierw jakie ugotowane danie zalicza się do obiadu?
      Tzn. co obiad posiadać musi, żeby był ugotowanym obiadem;)
      • a1ma Re: ile razy...? 19.01.10, 23:14
        Oj, no, musi być PEŁNOWARTOŚCIOWYM POSIŁKIEM.
        Zupka chińska się nie liczy.
        Jajecznica też nie.
        Ani grzane wino.
        • zloty.strzal Re: ile razy...? 19.01.10, 23:17
          Grzane wino na obiad:D Na to nie wpadłam.
          • a1ma Re: ile razy...? 19.01.10, 23:18
            No co Ty. To nie wiesz, jakie to kaloryczne jest?
            I ciepłe, więc na zimę jak znalazł.
      • elf_15 Re: ile razy...? 19.01.10, 23:20
        Jego przygotowanie musi trwać co najmniej 10 minut
    • vandikia Re: ile razy...? 19.01.10, 23:20
      mniej więcej ze 240 razy
      nie planuję pobijać rekordu :)
    • lacido Re: ile razy...? 19.01.10, 23:24
      ja może ze 2 ;/
      • andreas3233 Re: ile razy...? 20.01.10, 00:24
        lacido napisała:

        > ja może ze 2 ;/

        Jestem pod wrazeniem!! ;)))
        • lacido Re: ile razy...? 20.01.10, 00:29
          rozwiniesz?
          • andreas3233 Re: ile razy...? 20.01.10, 00:34
            lacido napisała:

            > rozwiniesz?

            Tak:))
            Jestem pod wrazeniem, dla Twego zamilowania do gotowania ;))
            >
            • lacido Re: ile razy...? 20.01.10, 00:35
              po prostu nie mam komu gotować (te dwa razy były jak miałam komu) a po drugie
              rzadko mam wolną rękę w kuchni :)
              • cytrynka_ltd Re: ile razy...? 20.01.10, 17:20
                dzisiaj na ulicy słyszałam takiego jednego, który chętnie "zatrudniłby kucharkę"
                jedna akurat mu się zbuntowała, kiedy zapytał się, co jest na obiad:))
                odpowiedziała, że nic. a on, czy będzie ona jadła obiad?
                mogła mu odpowiedzieć, jak on ugotuje:)))
                mamuśki kiedyś nie pracowały, to mogły mężusiowi i synkowi gotować
                pełnowartościowy obiad.
    • layale Re: ile razy...? 19.01.10, 23:27
      Ja, ja, ja się zgłaszam do odpowiedzi.
      A bo ja to RAZ - na szóstą rocznicę mojego się z BFFE-fem zapoznania.
      W tym roku też zamierzam ugotować raz - na naszą siódmą rocznicę.
      uff, dobrze, że do kwietnia jeszcze trochę czasu.

      No i? Co wygrałam? ;-)

      Chociaż, fuck, to chyba kolacja bardziej była.
      • a1ma Re: ile razy...? 19.01.10, 23:30
        No nie wiem.
        Poczytaj sobie w innym wątku o takich, co to mają inne hobby niż gotowanie.
        Podobno nic dobrego z tego wyniknąć nie może.
        • maitresse.d.un.francais Re: ile razy...? 20.01.10, 00:19
          Ani jednego.
    • drwallen Re: ile razy...? 20.01.10, 00:34
      czemu podsycasz tu na forum nienawiść na tle płciowym?
      Twój wątek to według mnie szowinistyczna mowa nienawiści.
      Tak jak by jakiś gość napisał na forum mężczyzna, że w 2009 spoliczkował tylko 9
      kobiet, a 3 z nich udało mu się do tego jeszcze sprzedać kopa na odchodne.

      Mężczyznom nie wypada bić kobiet, a kobietom nie wypada nie gotować obiadów.
      • a1ma Re: ile razy...? 20.01.10, 00:38
        NO TO SIĘ Z MOIM MĘŻEM DOBRALIŚMY JAK W KORCU MAKU!!! :D
    • poecia1 Re: ile razy...? 20.01.10, 08:41
      Odkąd mieszkam z facetem, gotuję co dwa, trzy dni. Czasem zupę,
      czasem tylko odgrzewam gotowe, czasem facet coś ugotuje, ale jednak
      coś do jedzenia zawsze jest. Co wy ludzie jecie jak nie gotujecie?
      Każdego stać codziennie na lokale?
      • real_mayer Re: ile razy...? 20.01.10, 08:47
        zawsze pozostaje chińczyk tam za 10 zyla masz obiad na dwa dni :)
        Albo jemy kanapki, albo parówki, a to nie zalicza się do definicji obiadu :P
        • tacomabelle też jestem ciekawa 20.01.10, 08:55
          Jak żywią się ci co przyznają sie do gotowania kilka razy do roku.

          Kanapkami czy parówkami to można obgonić się studiując, chociaż i to
          kiepsko, bo facet jednak musi zjeść coś konkretnego.

          Jednak już mając dzieci, bez "normalnych" obiadów się nie da, nawet
          chińszczyzna wtedy wyjdzie znaczenie drożej, nie wspominając o tym,
          że dzieci albo tego nie lubią, a i takie stałe menu jest dla nich
          niewskazane.

          10 zl na 2 dni dla jednej osoby? Chyba dla wróbelka.
          • real_mayer Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 09:02
            Ale nikt tu nie pisał czy ma dzieci, właściwie, jedna to nawet napisała że nie
            ma dla kogo gotować
            • tacomabelle Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 09:15
              Dlatego też napisalam, że prowizorką bez dzieci można obgonić.
              Jednak i taka prowizorka na dłuższą metę jest i niezdrowa i
              monotonna, a własne gotowanie to fajna i smaczna rzecz.
              • layale Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 10:44
                > Jednak i taka prowizorka na dłuższą metę jest i niezdrowa i
                > monotonna, a własne gotowanie to fajna i smaczna rzecz.

                No ja się z tym nie zgadzam akurat. Mam swoje ulubione dania, takie
                jak chociażby łosoś w cieście francuskim, ryba w sosie serowo-
                brokułowym, krewetki bądź kurczak z warzywami, krewetki i małże w
                cieście i wiele, wiele innych. Wrzucam do piekarnika i voilla.
                Oprócz tego oczywiście zamawiamy pizzę i sushi, chodzimy do knajpek.

                Jeżeli przyjdzie mi do głowy mieć dzieciora, to najpierw będzie
                słoiczkowy, a później będzie jadł, to co ja.
                Tak, już mu możesz współczuć:P
                • tacomabelle Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 11:05
                  > No ja się z tym nie zgadzam akurat. Mam swoje ulubione dania,
                  takie
                  > jak chociażby łosoś w cieście francuskim, ryba w sosie serowo-
                  > brokułowym, krewetki bądź kurczak z warzywami, krewetki i małże w
                  > cieście i wiele, wiele innych. Wrzucam do piekarnika i voilla.
                  > Oprócz tego oczywiście zamawiamy pizzę i sushi, chodzimy do
                  knajpek.

                  Trochę się to rózni od parówek i kanapek, no nie? Tak czy owak sushi
                  nie zastąpi obiadu.

                  >
                  > Jeżeli przyjdzie mi do głowy mieć dzieciora, to najpierw będzie
                  > słoiczkowy, a później będzie jadł, to co ja.

                  To malo wiesz o dzieciach, skor zakładasz że od razu po sloiczkach
                  zacznie ci jeść surową rybę i krewetki. Dobrze przemyśl decyzję o
                  dziecku.

                  > Tak, już mu możesz współczuć:P

                  Poniekąd tak.
                  • layale Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 12:55
                    tacomabelle napisała:

                    Dobrze przemyśl decyzję o
                    > dziecku.

                    Wiesz, chciałam napisać, że mnie to tak średnio chce się pakować w
                    taki kierat, ale właśnie na złość tobie zrobimy sobie bejbika;)

                    ale doczytałam to
                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,105950841,105957576,Re_ile_macie_nickow_na_forum_.html

                    i już wszystko rozumiem
              • a1ma Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 10:49
                Nie umiem i nie lubię gotować. A są knajpy, które robią to dobrze i zdrowo - a
                już argument o monotonii to kompletna bzdura, codziennie mam wybór z dziesiątek
                propozycji, na pewno nie dałabym rady tego przygotować sama.
                • tacomabelle Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 11:06
                  Jak procent ludzi stać na knajpy kilka razy w tygodniu? I nie mówię
                  to o kebabach, pizzeriach czy innych smieciowniach?
                  • a1ma Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 11:18
                    Nie wiem, jaki.
                    Nie namawiam nikogo do niczego.
          • a1ma Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 10:28
            > Jak żywią się ci co przyznają sie do gotowania kilka razy do roku.

            Mamy taką fajną restauracyjkę, co dowozi obiady domowe, lepsze niż u mamy ;)
            Codziennie coś innego, zupy, mięsa, makarony, co kto chce.
            Dla Łodzian mogę podać link ;)
            • tacomabelle Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 11:07
              Mama kiepsko gotowała?
              • a1ma Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 11:22
                Może nie kiepsko, ale nie jest z zawodu kucharką ;)
          • plastelinka.czerwona Re: też jestem ciekawa 20.01.10, 16:36
            Gotuje kilka razy w roku, ale codziennie jadam smaczne, domowe obiady
            przygotowywane przez mojego męża.
      • zuzann-a Re: ile razy...? 20.01.10, 09:03
        poecia1 napisała:

        > Odkąd mieszkam z facetem, gotuję co dwa, trzy dni. Czasem zupę,
        > czasem tylko odgrzewam gotowe, czasem facet coś ugotuje, ale jednak
        > coś do jedzenia zawsze jest. Co wy ludzie jecie jak nie gotujecie?
        > Każdego stać codziennie na lokale?

        Jest jeszcze opcja,że ktoś inny gotuje:-)
        >
    • hermina26 Re: ile razy...? 20.01.10, 09:02
      O rany! Słaby z Ciebie zawodnik.
      Ja gotuje i całkiem nieźle mi idzie. W tygodniu często bywam na
      obiadjkach u mamy, ale jak co to sama też daje rade.
      Jestem pierogowym mistrzem:)
    • mvszka Re: ile razy...? 20.01.10, 09:24
      3 razy w tyg. razy 4 razy na miesiąc, razy 12 na rok =144 obiady
      Z czego 1/3 czyli 48 mogłam sobie podarować bo nie były zjedzone.
      Po wsze czasy mam dosyć: bigosu, gołąbków
      Zawsze mi będzie smakować: kotlet mielony, buraczki z jabłkiem
      polecam jako łatwe i pyszne danie : kurczak stifado z kuchni
      greckiej i
      samosa z kuchni indyjskiej ( pierożki do których można włożyć
      wszysko co się lubi jako nadzienie) ;)
      • hermina26 Re: ile razy...? 20.01.10, 09:26
        mvszka napisała:

        : kurczak stifado z kuchni
        > greckiej

        A jak to sie przyżadza takiego ptaka?
        • mvszka Re: ile razy...? 20.01.10, 09:44
          kupujesz sobie kurczaczka w częściach np. ćwiartki (ok. 1kg),smażysz
          go na oliwie z jedną pokrojoną w kostkę cebulą dodając 2 lub 3kulki
          ziela ang., 2/3 liście laurowe. Po tym jak się troszkę zrumieni
          razem z cebulką (ok.5 min.)dodajesz koncentrat pomidorowy ( 3
          puszeczki lub 1,5 słoiczka), zalewasz wodą aby kurczaka prawie
          przykryć,solisz i pieprzysz ;) i tak dusisz ok.pół godziny,
          następnie wrzucasz kolejną cebulę pokrojoną na ćwiartki i dusisz z
          tą cebulą 1godz. Ta cebula w ćwiartkach daje aromat i zmienia kolor
          sosu na złotopomarańczowy. Na koniec gotowania możesz dodać łyżeczkę
          ziół typu bazylia albo tymianek ;)
          • hermina26 Re: ile razy...? 20.01.10, 09:50
            Powiedziałabym dziekuje bardzo, ale że do obiadu jeszcze 10 godzin,
            to z wyrzutem powiem Wielkie dzięki, ale mnie urządziłaś!!!:)
            Brzmi pysznie - może zrobie w weekend. Mam słabość do ptaków, tzn.
            drobiu:)
            • mvszka Re: ile razy...? 20.01.10, 09:53
              Połamania patelni zatem ;)
    • zmienna_elfka Re: ile razy...? 20.01.10, 09:41
      Jak się mieszka samemu to faktycznie człowiek nie ma nawet ochoty
      gotować, a jak z rodzicami to Ci chętnie go w tym wyręczają. Tak
      naprawdę obiady zaczyna się gotować jak już ktoś wcześniej
      stwierdził jak zakłada się własną rodzinę :) A co do ilości
      zeszłorocznych obiadków - ok 10. Reszta u rodziców albo take away'e
      od rodziców albo odpuszczałam albo lokale.
      • a1ma Re: ile razy...? 20.01.10, 10:29
        Ja z mężem, on gotuje jeszcze mniej, więc pozostają knajpy.
    • teletoobis Re: ile razy...? 20.01.10, 09:45
      gotuje prawie dziennie. I gdybym chcial pobić rekord musiałbym na
      weselu gotować :)
    • menk.a Re: ile razy...? 20.01.10, 10:57
      Ja Twój rekord pobiłam już w tym roku.;);)
      • a1ma Re: ile razy...? 20.01.10, 10:58
        Trzeba być swoje rekordy, nie cudze! ;)
        Ja w tym roku wciąż 0. Ale jeszcze mam czas, nie? ;)
        • menk.a Re: ile razy...? 20.01.10, 11:13
          Nie mam parcia na księgę rekordów, nawet własną. I nie mam bladego pojęcia, ile
          obiadów ugotowałam.:D
    • tarantinka Re: ile razy...? 20.01.10, 13:24
      lubię gotować więc nie liczyłam, tylko szkoda mi że wielu potraw dla
      dwóch osób "nie opłaca " się gotować. I gotowanie nie jest
      pracochłonne, mój statystyczny obiad to jakieś 20 minut pracy. Ale i
      tak nie gotuję codziennie - bo to ma być przyjemność, - tak z 4
      obiady tygodniowo może. Zresztą zupy mi zostają - taki porządny
      żurek czy kapuśniak to musi być wielki gar żeby wyszlo. córka - lat
      10 - a lubi mi pomagać i wspólne gotowanie to fajny czas razem. I
      nie wiem czym sie tu chwalić - faktem że się jest leniem bez
      inwencji i wymyslenie fajnej potrawy nas przerasta ??? W gotowaniu
      jest cos twórczego i sprowadzanie tego do przykrego obowiązku to
      jakaś nowa moda chyba. Syna też bym nauczyła gotować, to jedna z
      ważniejszych i przyjemniejszych umiejętności w życiu.
      • a1ma Re: ile razy...? 20.01.10, 13:39
        > nie wiem czym sie tu chwalić - faktem że się jest leniem bez
        > inwencji i wymyslenie fajnej potrawy nas przerasta ???

        Ooo, jak miło ;)
        Wiesz, że inwencję i pracowitość można realizować również na innych polach, nie
        tylko w kuchni?
        Nie przeczę, gotowanie może być fajne, ale ja osobiście go nie lubię. To powód
        od wyzywania mnie od leni bez inwencji?
        • tarantinka Re: ile razy...? 20.01.10, 16:05
          moda, na to która babka bardzie wymyka się tradycyjnym podziałom
          ról mnie po prostu śmieszy. Jedzenie na mieście non stop i
          dorabianie do tego ideologii - no po prostu porażka.
          • a1ma Re: ile razy...? 20.01.10, 16:22
            Ale jakiej znowu ideologii??
            NIE LUBIĘ I NIE UMIEM GOTOWAĆ - to jest ideologia?
            Nie umiem też wymienić uszczelki, wzywam więc hydraulika - pewnie też ideologia? ;)
      • figgin1 Re: ile razy...? 20.01.10, 13:43
        tarantinka napisała:
        szkoda mi że wielu potraw dla
        > dwóch osób "nie opłaca " się gotować.(...)Zresztą zupy mi zostają - taki porządny
        > żurek czy kapuśniak to musi być wielki gar żeby wyszlo.

        Zup zawsze gotuję ogromniasty gar i zawsze schodzi. Z moim lubym jesteśmy
        zupowcy a że towarzyscy jesteśmy zawsze ktoś tej zupki podsiorbie. Moim rekordem
        było nagotowanie gulaszowej w 7 litrowym garze (a prawie się przelewała) i
        wmłócenie jej w 3 osoby + dziecko na jeden posiłek.
      • ludzkiepanisko Brawo.... 20.01.10, 16:22
        Zgadzam się całkowicie z twoją wypowiedzią, trzeba być smierdzącym leniem by
        gotować 7 razy w roku i skończonym głupcem by sie tym chwalić na forum...
        Jak to dobrze, że są jeszcze normalne kobiety...
    • jack20 Re: ile razy...? 20.01.10, 13:31
      dziwny powod do dumy.
    • figgin1 Re: ile razy...? 20.01.10, 13:33
      O rany, nie policzę. Co najmniej 150 razy. Starałam się codziennie ugotować
      obiad, ale czasami starczało go na dwa dni, czasami łakomiłam się na obiad
      współlokatorki, czasami odwiedzałam rodziców a czasami łaziłam do knajpy. Nie
      gotowałam też na jakichkolwiek wyjazdach. Myślę, że tych obiadów będzie więcej
      niż te 150, ale mniej na 100% nie.
    • izabellaz1 Re: ile razy...? 20.01.10, 13:48
      Nie policzę, tak dużo tego było:)
      Ale ja lubię gotować.
    • skarpetka_szara Re: ile razy...? 20.01.10, 16:13
      Ja jeden raz, gdy mi maz zachorowal i musialam go wyleczyc.

      Oh, zapomnialam, raz jeszcze ugotowalam ale duzo produktow bylo juz
      przygotowanych.

      Mam nadzieje ze w tym roku nie bede musiala gotowac wcale.
    • ludzkiepanisko Zazdroszczę twemu meżowi..... 20.01.10, 16:19
      Prawdziwy szczęściarz z twego męża.
      ;-)))
      Naprawdę masz się czym chwalić....
      pffff....
      • a1ma Re: Zazdroszczę twemu meżowi..... 20.01.10, 16:24
        A dziękuję, nie narzeka ;)
        • ludzkiepanisko przekonasz się... 20.01.10, 16:27
          sama się przekonasz jaki jest szczęśliwy za jakiś czas...
          tak to już jest, mimo urody i inteligencji przegrasz z dziewczyną, która twemu
          mężowi dobre pierogi albo gołąbki zrobi...
          • skarpetka_szara Re: przekonasz się... 20.01.10, 16:35
            chyba zartujesz. Sa faceci ktorzy maja pasje gotowania i
            uwielbiaja to robic. I gdy im sie zabiera ta opcjie to czuja sie
            obrazeni. Np: czesto to nie jest kobiety wymysl aby nie gotowac
            Zostaja z miejsca kucharki wypchniete, ale nie dlatego ze gotuja
            zle, tylko dlatego ze facet czerpie z tego dume i przyjemnosc.
            • ludzkiepanisko not this case.... 20.01.10, 16:40
              Oczywiście, że tak, masz całkowitą rację ale sytuacja taka nie ma miejsca w
              przypadku autorki wątku.
              Autorka nie umie gotować i nie chce się nauczyć.
              Jej mąż na razie to toleruje, udając szczęśliwego światowca ale za kilka lat jak
              usną motylki w brzuchu pogoni wałkonia i zwiąże się z normalną dziewczyną, która
              umie ugotować pomidorówkę...
              • a1ma Re: not this case.... 20.01.10, 20:59
                Po pierwsze - mylnie zakładasz, że KAŻDY mężczyzna oczekuje od partnerki wiktu i
                opierunku jako warunków sine qua non szczęścia w związku.
                A po drugie - mylnie zakładasz, że jeśli nie gotuję, to we wszystkich innych
                aspektach życia rodzinnego prezentuję podobną abnegację.

                Wręcz przeciwnie.

                Na samym początku naszego związku nawet starałam się gotować, z tej wielkiej
                miłości do ukochanego, co to zazwyczaj uskrzydla w pierwszych latach związku i
                opromienia nawet przypalone gary ;) Szału nie było. Próby porzuciłam i jesteśmy
                od tego czasu oboje szczęśliwsi - ja nie męczę się w znienawidzonym kieracie,
                oboje jadamy smaczniej ;)

                A dodatkowo, wyobraź sobie takie dziwo ;) - kocham mojego męża szalenie i gdyby
                chciał, żeby mu gotować - gotowałabym pewnie codziennie siedmiodaniowe obiady z
                deserem. Natomiast jest milion innych rzeczy, które robię dla niego na co dzień
                (podobnie jak i on dla mnie) z powodu jak powyżej, gdyż tak to już jest w
                szczęśliwych związkach, że największą radość sprawia nam uszczęśliwianie drugiej
                osoby. I jakoś nie czuję ani cienia zagrożenia, że porzuci mnie z powodu
                nieukojonej tęsknoty za gołąbkami. Różnie może być w życiu, nie przeczę, ale tu
                akurat mogę ręczyć.
          • a1ma Re: przekonasz się... 20.01.10, 16:36
            ludzkiepanisko napisał:

            > sama się przekonasz jaki jest szczęśliwy za jakiś czas...
            > tak to już jest, mimo urody i inteligencji przegrasz z dziewczyną, która twemu
            > mężowi dobre pierogi albo gołąbki zrobi...

            Znaczy się z naszą gosposią? :D

            Wiesz, gdyby trzeba było, to pewnie bym gotowała. Ale tak się składa, że nie
            muszę, więc po co się spinać? Głodem nie przymieramy, jadamy smacznie, zdrowo i
            różnorodnie, bez fast-foodów i innych śmieci.

            A wizja mojego męża, który poleci na gołąbki czy pierogi powaliła mnie na kolana
            :D Zaraz mu o tym opowiem ;)
            • ludzkiepanisko Re: przekonasz się... 20.01.10, 16:47
              U mnie w rodzinie była taka paniusia. Kaski mieli dużo, ładna była bestia więc
              facet był szczęśliwy. Jadali na mieście, u mamusi albo nie jadali. Żyli
              miłością. Ale pięć lat po ślubie facet stwierdził, że ma dość feministycznego
              trybu życia i wyprowadził się do wiejskiej dziewuchy, która się gotowania nie
              brzydziła...
              • skarpetka_szara Re: przekonasz się... 20.01.10, 17:04
                I to akurat ma kogos przekonac?

                bo w Twojej rodzinie takie cos sie zdarzylo? A ja znam przypadek
                gdy kobieta byla swietna kucharka i nawet swietnie prala, prasowala
                itd... a maz ja opuscil i poszedl do takiej ktora tego nie robila -
                i sa szczesliwi. I co to ma udowodnic?
              • a1ma Re: przekonasz się... 20.01.10, 21:01
                > Ale pięć lat po ślubie facet stwierdził, że ma dość feministycznego
                > trybu życia i wyprowadził się do wiejskiej dziewuchy, która się gotowania nie
                > brzydziła...

                I co - żałowała?
                Faceta, który porzucił ją dla pomidorówki? ;)
          • czarne_wino Re: przekonasz się... 20.01.10, 21:41
            ludzkiepanisko napisał:

            > sama się przekonasz jaki jest szczęśliwy za jakiś czas...
            > tak to już jest, mimo urody i inteligencji przegrasz z dziewczyną, która
            twemu
            > mężowi dobre pierogi albo gołąbki zrobi...
            ja robilam i to i to jeszcze tamto, i jeszcze laske umialam robic i co? i tak
            bylo malo. dobrze robi,ze nie robi
    • agatass25 Re: ile razy...? 20.01.10, 16:49
      Gotuje poniedzialek- piatek a w weekendy moj facet, albo tesciowa
      albo gdzies wychodzimy. Uwielbiam gotowac, ciesze sie, ze mam dla
      kogo. Zdecydowanie nie sluzy mi zycie na kanapkach, parowkach i
      wszelkie zarcie na wynos...jem okazjonalnie bo od tego tyje. Lubie
      domowe jedzenie, pelne warzyw, pieczonych ryb, ptactwa...ehh. Nie
      oceniam kobiet, ktore nie gotuja. Moja mama( po 50) gotuje tylko w
      weekendy, tata natomiast w tygodniu...jak widac mozna sie dogadac.
    • tara34 Re: ile razy...? 20.01.10, 17:40
      365 razy w roku ,dzieci i mąż nie wyobrażają sobie ,żeby mogło być inaczej
    • hermina25 Re: ile razy...? 20.01.10, 18:33
      nie liczyłam,ale w pizdu już :)
      kocham gotować
    • bo_gna Re: ile razy...? 20.01.10, 19:03
      Uuuu nie pamiętam, ale pewnie wyjdzie kilkadziesiąt razy :) lubie
      gotowac, ale nie lubie robic tego zbyt często. Zresztą w ciągu dnia
      jest wiele innych fajnych rzeczy do zrobienia albo do odpoczynku :)
      pewnie jak będą dzieci to więcej będę gotowac, ale nie pozwole miec
      u siebie w domu na to monopol, facet tez niech się wykazuje ;)
      powodzenia w biciu rekordu :)
    • demonii.larua Re: ile razy...? 20.01.10, 19:46
      Kilka razy musiałam, ale pewnie nie więcej niż 20 :)
      Nie muszę to nie gotuję, a ochotę na gotowanie mam niezmiernie rzadko.
      • stephanie.plum Re: ile razy...? 20.01.10, 21:24
        porządne obiadzisko?
        za mało razy!
        porządne gotowanie jest jak dobry koncert, trzeba polotu, wyczucia,
        finezji i smaku,
        a czasem jest na to zbyt szaro...
        zresztą dla mnie, na mniej niż dziesięć osób, to nie gotowanie.
    • czarne_wino u mnie juz bys nie mieszkala 20.01.10, 21:39
      moj maz by cie wyrzucil.
      • a1ma Re: u mnie juz bys nie mieszkala 21.01.10, 08:52
        To jest zaleta mieszkania "u siebie", nikt Cię nie może wyrzucić ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka