Dodaj do ulubionych

Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią!

27.01.10, 01:26
Trochę długie, ale wy drogie panie chyba lubicie rozkminiać takie sercowe
historie. No powiedzcie, że nie mam racji!:) Obiecuję, że postaram się
ciekawie. Dziwaczna sytuacja. Jadę po kolei i grzecznie proszę o radę:

Rozstałem się z dziewczyną, byłem z nią niecałe 2 lata. Prawdę mówiąc, to ona
mnie rzuciła. Rzuciła mnie dla innego. Był taki lowelas, w którym kochała się
na zabój kilka lat temu - trzy, cztery - ale on był wtedy z inną w szczęśliwym
związku. Zdradził nawet tą inną z moją ex ze dwa razy, ale w końcu wrócił do
tamtej, zdrada się
zresztą wydała i to dzięki intrydze mojej ex, ale tamta tamtemu wybaczyła i
przygarnęła spowrotem. Moja ex przyszła do naszej firmy nieco ponad dwa lata
temu, zaczęliśmy się sobie przyglądać niemal od razu, gadka szmatka,
strzelanie oczami, jedno spotkanie po pracy i
już... do jej mieszkanka, koniaczek, wyrko i po "robocie" wspólne plany na
przyszłość:) Układało nam się nieźle, w łóżku spoko, w życiu spoko i... no
właśnie. Wszędzie spoko. Ale... tylko spoko. To nie była jakaś gigantyczna
namiętność, więc tak naprawdę wydaje mi się, że oboje mieliśmy przez cały czas
takie niewypowiedziane przeczucie, że to nie jest związek "póki śmierć..." i w
końcu przyjdzie dzień, w którym ta formuła się wyczerpie, powiemy sobie
'cześć' i bez urazy każde pójdzie w swoją stronę. Tak też się stało po lekko
ponad półtora roku. Tamten - jej była miłość - rozstał się właśnie ze swoją
panną i był sam, oczywiście - "samotność to taka straaaszna trwoga", więc
szybko za telefon i do mojej ex żeby ją wyciągnąć gdzieś na noc, a ona
pofrunęła do niego jak na skrzydłach
i jeszcze zanim ze mną otwarcie zerwała, pojechali razem na weekend gdzieś,
nieważne gdzie, chyba w góry. Wróciła taka nabuzowana
entuzjazmem, wypoczęta, opalona, z błyskiem w oku i niedługo poprosiła mnie do
siebie na chwilę szczerej rozmowy. Już wtedy doskonale wiedziałem, co też
takiego nieuchronnie nadciąga. Kiedy powiedziała mi, że jej przykro, że
przeprasza, ale kocha tamtego, to jej miłość i żebym jej wybaczył,
zareagowałem z narzuconym sobie spokojem i zrozumieniem (choć przecież taka
scena zawsze emocjonalnie trochę "trzepie", nawet kiedy wie się doskonale, że
ta to z pewnością nie właśnie TA). Przytuliłem ją, pocałowałem parę razy w
czółko, pozbierałem swoje rzeczy z jej mieszkania i sobie poszedłem. Jeszcze
na odchodnym w drzwiach powiedziałem jej w żartach, że kategorycznie od niej
żądam i rozkazuję, aby była szczęśliwa, bo jak spróbuje nie być, to wrócę i ją
porwę! Śmialiśmy
się oboje. W takich chwilach zawsze jest smętnie i niewyraźnie, ale rozumiałem
sytuację, rozumiałem, że nie byliśmy dla siebie, a skoro ona dorwała
namiętność życia, to sprawa oczywista, że musi być z tamtym - koniec kropka
zdania złożonego. To było w czwartek. W piątek nie było mnie w robocie,
weekend spędziłem u rodziny, a ona chyba z tym swoim, ale w sobotę późno w
nocy nawet zadzwoniła do mnie (po uprzednim smsie z pytaniem, czy może). Gadka
luźna, śmieszki, żarty, trochę wspomnień, czuję, że ona szczęśliwa i pewnie
chce się upewnić, czy ja aby nie zapijam się tutaj na śmierć z rozpaczy i czy
jakoś tam to wszystko dzielnie znoszę. W rozmowie przemyciła niby ukradkiem
wyznanie, że była "naprawdę szczęśliwa" przez ostatnie 2 lata, że "we
wszystkim" (czyli w oczywistym domyśle - także w seksie) byłem "po prostu
mega" i że ma nadzieję, że szybko znajdę "zajebistą miłość" i że ona ponoć
"wie", że teraz "ba bank" szybko poznam laskę "po prostu mega".Interpretowałem
to wszystko jako oczywistą chęć pocieszenia mnie, utwierdzenia w poczuciu
własnej wartości (bo każde bycie rzuconym troszkę ją zachwiewa, wiedziała to,
jest wykształconym dziewczęciem) i przyklepania przyjaznej relacji na przyszłość.
Jako że pracujemy w tej samej firmie, już w poniedziałek siłą rzeczy jednak
musieliśmy na siebie wpaść. Najpierw w drzwiach obrotowych - cześć - cześć - z
uśmiechami na twarzach i życzliwymi mrugnięciami, a potem każde do swojego
działu. I tu się kończy wstęp, a zaczyna problem:

(ale o tym w następnym odcinku;))
Obserwuj wątek
    • dzioucha_z_lasu Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 01:30
      Niech ktoś to streści w maksymalnie trzech zdaniach, bo mi się czytać nie chce
      • dziewice Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 01:31
        kupil sobie nowa klawiature i testuje
    • dziewice a w ktorym odcinku bedzie o romanie przyrodnim 27.01.10, 01:30
      bracie grzegorza ktory kocha sie w hermenegildzie tej z radomia?
      • ca-in Re: a w ktorym odcinku bedzie o romanie przyrodni 27.01.10, 02:52
        Musisz śledzić. Nie przeoczysz.
    • ca-in c.d. 27.01.10, 01:45
      A więc mamy poniedziałek. Tak się złożyło, że tego dnia byłem aktywny w pracy,
      miałem prezentację multimedialną przed całą firmą (ona też była na sali), a że
      byłem wypoczęty i dobrze przygotowany, wszystko poszło gładko, byłem
      uśmiechnięty, sypałem żartami (zresztą jak zawsze, gdy robię prezentację - aby
      broń Boże nie zanudzać, bo to sam osobiście uważam za zbrodnię). Nagrodzono mnie
      nawet małymi oklaskami. Potem poszedłem odpocząć do stołówki, gdzie dosiadły się
      do mnie dwie dobre znajome i jeden kumpel. Z wszystkimi nimi znałem się od
      początku pracy w firmie czyli około 6 lat. Nigdy z żadną z tych dziewczyn nic
      mnie nie łączyło erotycznie, choć nie jedna popijawa za nami w delegacjach i
      spotykaliśmy się też poza pracą na imprezach, grillach etc. Obie szalone
      ekstraweryczki, więc siłą rzeczy rozmowa o pierdołach (czyli o znajomych)
      nakręciła się tak, że po chwili zaczęliśmy się przekrzykiwać i wybuchać gromkim
      śmiechem. Jedna z dziewczyn na chwilę nawet usiadła mi na kolanach aby
      zasymulować pewne śmieszne zdarzenie, które zaszło między nią, a jakimś facetem,
      z którym aktualnie randkowała. Takie tam towarzyskie ple-ple, nic wielkiego. Ale
      ona - moja ex - jak się potem okazało, całą tę scenę widziała.Późnym popołudniem
      krążyła po pracy jak chmura gradowa, zacięta w sobie - zdążyłem ją trochę
      poznać, więc wiem mniej więcej, co czuje, kiedy ma taką minę - jest totalnie
      wkurzona. A to nie była osoba, która by się przesadnie często totalnie wkurzała.
      Naturalnie z początku uznałem, że to oczywiście nie ma ze mną nic wspólnego.
      Przez przepierzenie usłyszałem, jak rozmawia z koleżanką i głos jej drży ze
      zdenerwowania. Nie zrozumiałem słów, ale mam wrażenie, że padło słowo
      "s-k-u-r-w-i-e-l". Gdy wyszła, zaczepiłem ją w holu z pytaniem, czy coś nie
      tak, może chce pogadać, ale spojrzała na mnie wrokiem zranionej sarny i minęła
      bez słowa. No to już wiedziałem, że coś jest "nie elo". Następnego dnia, we
      wtorek, robiła wszystkie możliwe uniki, żeby się na mnie nie natknąć i
      rzeczywiście, widzieliśmy się tylko z daleka, w takiej odległości, która jeszcze
      nie zobowiązywała do
      przywitania się. W środę rano stoi z dwiema koleżankami na korytarzu i widząc
      mnie, ustawia się tyłem i udaje, że mnie nie widzi. Potem, koło południa, w
      trakcie pracy do mojego stanowiska podchodzi jej najlepsza pracowa przyjaciółka
      i powierniczka sekretów, ta, z którą wtedy rozmawiała za ścianą - i ze
      smutno-poważnym wzrokiem podaje mi jakieś pieniądze. 70 zeta, czy coś takiego.
      Ja się pytam, co jest, a ona mówi, że (tutaj pada imię mojej ex) kazała mi
      przekazać tę kasę, którą ponoć mi wisiała. Faktycznie, przypomniałem sobie, że w
      czwartek po pracy oboje jechaliśmy po pracy taryfą do jej mieszkania i ja
      zapłaciłem za kurs. Nigdy nie oddawała mi forsy za tego typu gesty, które oboje
      uważaliśmy za naturalne, więc wyglądało to wszystko na aż nazbyt ewidentną próbę
      zwrócenia na siebie uwagi. Oczywiście zadałem to pytanie, które wiedziałem, że
      było wyczekiwane i paść w końcu musiało - tzn. dlaczego nie przyszła sama. Na co
      ta ruda (bo była ruda) zaczęła robić jakieś dziwne mimiczne
      gesty i wymowne spojrzena mające chyba sugerować, że dziwi ją, że w ogóle pytam,
      tak jak bym strugał bezczelnego głupa. Ale ja drążę i ponawiam pytanie. Ona
      odpowiada, że (znowu pada imię) raczej jest w takim stanie nerwowym, że rozmowa
      ze mną nie wpłynęłaby na nią najlepiej (coś w tym guście). Wsadziłem jej
      pieniądze spowrotem do rąk, kazałem zanieść spowrotem i powiedzieć, że cała
      przyjemność po mojej stronie i generalnie nie przyjmuję. Na co ruda powiedziała
      tonem wyniosłym i nie znoszącym sprzeciwu, że "bardzo mnie prosi żebym wziął i
      nie zaogniał sprawy", po czym poczęstowała mnie ponoć dosłownym cytatem z ust
      mojej ex, że ta raczej nie może ze mną osobiście rozmawiać, "bo gdyby mi
      spojrzała w twarz to chyba musiałaby mnie opluć". Forsa została więc na biurku,
      a ja, mając już
      dość tej sytuacji, wstałem i poszedłem do zagródki mojej byłej, żeby wyjaśniła
      mi wreszcie sama, o co jej chodzi. Przewidziała ten manewr zdaje się, bo nie
      było jej u siebie na stanowisku, tylko jej dwie koleżanki-sąsiadki na pytanie,
      gdzie (jej imię) poszła, odpowiedziały cicho i ze spuszczonymi oczami, że nie
      wiedzą i poczęstowały mnie spojrzeniem, jak bym im pomordował dzieci. Na
      korytarzu inna dziewczyna, raczej nie będąca w temacie, a więc neutralna,
      beztrosko powiedziała, że (jej imię) zniknęła z szefem w jego biurze i gadają o
      projekcie, więc "pewnie im zejdzie". Schodziło im długo, więc koło 18.30
      zniecierpliwiony zabrałem się do domu. W korytarzu na parterze przy drzwiach
      spoktałem jedną z tych jej sąsiadek-koleżanek i poprosiłem o chwilę rozmowy,
      oczywiście wypytując natychmiast, co się u diabła dzieje. Nie stawiała
      specjalnego oporu, ale jakby z łaski, ociągając się wybąkała mi
      w końcu - no wieeesz... i zaczęła nawijać. Trochę ją znałem wcześniej, więc nie
      była tak całkowicie anty w stosunku do mnie, przynajmniej nie na tyle, żeby się
      nie odzywać, raczej na pewno powiedziała prawdę, i oczywiście miało nie wyciec,
      że wiem to wszystko od niej.
      A więc... Okazało się, że moją ex potwornie ubodło, że ja ponoć przez cały
      poniedziałek "lansowałem się na chojraka" i że "pokazywałem na lewo i prawo,
      żeby wszyscy widzieli, że na wszystko s-r-a-m, ale że jak ktoś tu na kogo s-r-a
      to chyba raczej ona na mnie", że "nie potrafię znaleźć się w sytuacji z honorem
      i znieść odrzucenia po męsku", bo oczywiście "nie jestem mężczyzną" tylko
      je**nym g**niarzem" i w ogóle we wszystkim jestem i byłem ch**owy, a zwłaszcza w
      seksie i "takim zachowaniem muszę sobie chyba przedłużać męskość". Zrobiłem gały
      na pół twarzy. No kurde blaszka!
      Co ona sobie wyobraża! Że mam odstawiać teatrzyk zbitego psa wodzącego za nią
      pełnym bólu wzrokiem przynajmniej przez miesiąc? Ale powiedzcie, może ja
      rzeczywiście w Waszym odczuciu popełniłem jakiś gruby nietakt... Nie ogarniam
      tej sytuacji. Myślałem, że ona jest szczęśliwa z tamtym i już ją nic poza tym
      specjalnie nie obchodzi, a mnie dobrze życzy. Więc skąd te emocje i ta histeria?
      Sytuacja jest paskudnie niewygodna, bo większość znajomych w firmie to nasi
      wspólni znajomi i ci co wiedzą cokolwiek mniej więcej, starają się zachowywać
      przezorną, grzeczną neutralność i nie wnikać, ale przecież w końcu jakoś będą
      się musieli w tym znaleźć.
      Ale na Boga, ja mam wrażenie, że występuję w jakimś kiepskim filmie! Mam ją
      przepraszać? Czy to normalne? A może ja jestem nienormalny! Starałem się to
      wiernie zrelacjonować historię z mojego punktu widzenia, dlatego trochę się
      rozpisałem. Może mi któraś z Was rozświetli cokolwiek w tej kwestii. Pozdrawiam
      i od razu dziękuję!
      • varia1 Re: c.d. 27.01.10, 05:24
        fajnie piszesz, chociaż trochę długo:) ale styl da się zauważyć
        no ale nie o tym...
        wiesz kobieta myslała że pozostawi cię nieutulonego w żalu, że stereotypowym zwyczajem pójdziesz topić smutki z kumplami, a już na pewno nie spodziewała się że będziesz zdolny do wydania z siebie czegoś na kształt śmiechu...
        a fe, jak mogłeś złamać stereotyp porzuconego dla wielkiej miłości?
        na drugi raz, zamiast z niewiastą, zadaj się z wiedźmą:)

        powodzenia życzę
      • kamyk-zielony Re: c.d. 27.01.10, 09:10
        Doczytałam do końca i największy problem to taki, że razem pracujecie. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem związków w pracy. Teraz nie dość, że między Wami jest kiepsko, to jeszcze pół firmy się w to angażuje i opowiada po jednej bądź drugiej stronie. Takie akcje mogą skutecznie popsuć atmosferę w pracy. No ale cóż, stało się, może spróbuj jakoś nieudolnie targnąć się na własne życie, dramatycznie schudnij, nie wiem jakiś czarny cień pod oczami, powtarzaj na głos jak mantrę, że już nie możesz tak żyć, wtedy ona przemieni się w siostrę miłosierdzia i zabawa zacznie się na nowo;)
      • deodyma Re: c.d. 27.01.10, 09:11
        napisze Ci tak...
        daj sobie spokoj z ta kobieta.
        zerwala z Toba, wiec o co jej chodzi?
        ile ona ma lat?
        zachowuje sie jak 15-letnia smarkula.
        pamietaj, ze nigdy nie wchodzi sie drugi raz do tej samej rzeki a
        ona pwnie myslala, ze bedziesz na kazde jej skinienie a tu
        niespodzianka.
        na Twoim miejscu powiedzialabym jej, ze masz swoje zycie a ona swoje
        i niech tak zostanie.
        nie jestescie juz razem, wszak sama tego chciala.
        tego kwiatu pol swiatu:)
      • madame.live Re: c.d. 27.01.10, 21:15
        Moje uwagi:

        1. pomyliłeś inteligencję z wyrachowaniem (dotyczy to twojej ex)

        2. podczas rozstania i zaraz po nim odstawiłeś teatrzyk pt. " jak ja
        sie świetnie bawię". Nawet, jeżeli nie była to miłość twojego życia,
        to jednak każde rozstanie jest przykre. Sztuczne teksty w
        stylu "bądź szczęśliwa bo inaczej wróce i cie porwę" pokazują, że w
        pewnym sensie jesteście podobni do siebie - dwoje obrzydliwie
        zmanieryzowanych ludzi

        3. szukaj innego typu kobiet, bo jak widzisz typ intrygantki rzadko
        wzbudza większa uczucia (sam napisałeś, że to nie była TA)

        4. daje sobie rękę uciąć, że firma mieści sie w Warszawie, tylko tam
        jest to możliwe...ja ledwo znajduje czas, żeby zrobić siusiu w
        pracy ,a tam ledwo znajdują czas na pracę bo kręcą telenowelę...
      • mysia-mysia pierwsze i jedyne 28.01.10, 11:21
        co mi się nasuwa - z nowym, "miłością jej życia" jej się nie układa (zresztą
        gdyby była to miłość jej życia to byliby już wcześniej razem)
        pewnie liczyła na związek, a on chciał tylko bzykanka
        no i jak się zorientowała w sytuacji to przyszło jej do głowy powiedzenie
        "zamienił stryjek siekierkę na kijek" i chciałaby siekierkę z powrotem a tu
        widzi że raczej nic z tego to wywraca kota ogonem
      • kaiteki Re: c.d. 31.01.10, 15:13
        Tak gwoli prawdy to Twoje rubaszne demonstrowanie "wcale nie jestem
        zalamny", poprzez hulanki z kolezankami tez bylo glupie. Pasujecie
        do siebie. Moze to jednak ta?
    • ind-ja Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 02:32
      nie czytalam do konca,ale ja w przeciwienstwie do ciebie mam zwiazek"poki
      smierc..",mam,chce miec ,a jednak nie chce miec,a raczej zastanawiam sie nad tym
      czy miec,a potem nie,czy tez od razu moze nie miec,bo po co sie cholera jasna
      starac?I nie moge mu tego wykrzyczec w jego piekna twarz,bo juz cholera jasna
      spi.A ty poki mozesz ratuj,a jak sie nie da sie uratowac to sie ladnie pozegnaj
      i znajdz taka co kochac bedzie po grobowa deske i sciem nie bedzie walic.Czego i
      ja sobie zycze,z tym,ze w rodzaju meskim.
      • ca-in Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 02:53
        No ja Cię proszę sympatyczna nieznajomo. Jutro przy porannej kawusi doczytaj
        resztę. I wtedy mnie radź!
        • raohszana Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 21:58
          'Mi radź', if so
          A teraz w temacie: olej. Najzwyczajniej w świecie - przeszkadza Ci to, co robi
          Twoja eks? To jej powiedz, że nie życzysz sobie obmowy w pracy i... zajmij się
          swoją robotą.
          Ot, cała filozofia przyrody.
    • wacikowa Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 04:20
      No cóż "sarenka" ma tzw syndrom odstawienia:) Co za tym idzie wcale taka
      szczęśliwa nie jest z nowym Jasiem. Owszem wybzykał ją dobrze ale nic poza tym z
      tego nie ma.A Ty chciał nie chciał coś tam w jej życiu pozostawiłeś. W jej
      główce utworzył się taki obraz,że ona fakt ma już innego między nogami bo
      przecież to stara miłość(nie rdzewieje) a Ty będziesz.. no właśnie BĘDZIESZ i
      nic więcej. Miała wizję,że będziesz przygnębiony bo przecież ona
      niesamowita,boska i w ogóle,że będziesz w żałobie bo takiej jak ona dziewoi się
      nie zapomina tak szybko, ot myślała,że trochę pobzyka na boku ale w razie jakby
      nie wyszło to przecież BĘDZIESZ.
      A tu widzi takiego samego jak zawsze uśmiechniętego gościa który jeszcze na
      dodatek śmie flirtować z babkami z pracy. Szlag ja trafił,że straciła na własne
      życzenie i z własnej głupoty coś fajnego i został jej tylko Jasiowy członek
      miedzy nogami.:)
      Poczekaj idę po kawę
      .
      .
      .
      • wacikowa Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 04:35
        Już jestem
        Pyszna kawa:)
        No więc tak: (wiem,wiem nie zaczyna się zdania od nowięców)
        Masz dwa wyjścia.
        Jedno zależy od tego jak wielkie jest Twoje uczucie do niej i czy chcesz ją
        skruszoną z powrotem? Trochę zużyta ale to wciąż ta sama sarenka i już możesz
        mieć pewność,że byłeś i jesteś kimś ważnym w jej życiu.Jeśli tak to musisz
        pogadać z nią szczerze:)
        Drugie wyjście to najrozsądniejsze z mojego babskiego siedzenia o 4 nad ranem to
        dać sobie spokój z babką która traktuje Cię jak własność! Uważa,że kopnie Cię w
        tyłek a Ty zaraz z płaczem wrócisz na kolanach boś takie ciele sarenkowe. Tu w
        tym wypadku również będziesz musiał pogadać z nią. Niech sobie nie myśli,żeś
        przydupas i uświadom ją,ze odejście to jej wybór świadomy nie Twój. I jeśli
        zacznie Cie oczerniać w firmie i pomniejszać Twojego c... to będziesz zmuszony
        wszystkim jej koleżankom pokazać,że jednak jest pokaźnych rozmiarów a ona
        głupia,ze Cię zostawiła i jeszcze zgrywa sukę ogrodnika co to sama nie weźmie i
        innym też pożałuje:)
        No to chyba tyle na teraz:P
        • jan_hus_na_stosie Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 09:22
          hehe, chyba zostanę Twoim fanem ;)

          umiesz poprawić człowiekowi humor z samego rana :)
          • wacikowa Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 18:00
            Dooobraa tylko musisz wstawać wcześniej:P
        • kirkunia Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 09:49
          wacikowa, macie rycht!

          Od siebie dodam: pewnie panna już zdążyła opowiedzieć koleżanka jak
          to facfet po niej cierpi... a ca-in taką piękną opowieść zepsuł :(
      • princess_yo_yo Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 18:43
        Wacikowa, serio przeczytalas to wszystko?
        • wacikowa Re: Doceń,że o tej godzinie to czytam:) 27.01.10, 19:05
          No:)
          Fajnie napisał. Bez użalania się i z jajem a co najważniejsze z sensem:)
    • avital84 Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 08:02
      Jeżeli masz taką możliwość to jej unikaj. Inaczej rana nie będzie
      mogła się zagoić. A najlepiej jak najszybciej się zakochaj i zacznij
      życie od nowa. Wiem, że to banalne, ale ja też właśnie tego próbuje.
    • qw994 Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 08:04
      Nie przejmuj się i broń boże jej nie przepraszaj. To kretynka, która oczekuje,
      że po tym, jak z tobą zerwała, będziesz darł szaty, ciął się tępym nożem i
      rozpaczał. Boli ją to, że tak się nie dzieje, wobec czego jej poczucie wartości
      spadło. Idiotka i tyle.
    • lolcia-olcia Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 09:15
      Tego na trzeźwo nie da się czytać, olej laskę to jakaś
      zmanieryzowana lalka;p
    • dzikoozka Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 09:23
      nieeeee no fajny jestes, wspólczuję przes...ej opinii w robocie. No
      bez klasy panna i cóz, więcej sie nie da powiedziec. Nie chodzi sie
      i nie rozpowiada po firmie takich rzeczy o byłych.
    • poecia1 Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 09:51
      Ja mam pytanie na marginesie. Czy wy ludzie tam, w ogóle pracujecie?
      Czy tylko zajmujecie się plotkami, flirtami i obrabianiem d...?
    • paco_lopez Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 09:57
      w zyciu nie potrzeba mega. wystarczy kilo, a czasem tuzin. echhh
      pochodziłbym w twoich butach.
    • yoko0202 a co tu rozkminiać 27.01.10, 10:42
      rozjuszyłeś ją, bo ośmieliłeś się nie umierać z rozpaczy. to powoduje, że jej
      poczucie pewności siebie leci na łeb na szyję, bo jeżeli byłaby taka 'mega' za
      jaką się uważa, to w zasadzie powinieneś wziąć wolne z roboty na co najmniej
      tydzień i wyjechać gdzieś do głuszy leśnej przeżywać utratę takiej mega laski.
      [co to za słowo w ogóle, 'mega' funkcjonuje doskonale ale w słowniku
      nastolatków, u kobiety 20+ brzmi zajebiście infantylnie]

      jeżeli będziesz dalej demonstrował szampański humor, to są duże szanse że w jej
      oczach zostaniesz sqrvysynem roku, no ale wnoszę, że
      zwisa ci to i powiewa.
      • rachela25 Re: a co tu rozkminiać 27.01.10, 18:57
        Ty gdzieś tam napisałeś ,,inteligentna kobitka,, czy coś w tym
        stylu .
        Żartujesz sobie ? hehe to jakaś dziewucha o mentalności 15-letniej
        wiochmenki
        Dobrze robisz. Twoje zachowanie jest jak najbardziej OK
        Ona pewnie myślała że będziesz załamany , a tu zonk
        Dobrze jej tak
    • stinefraexeter Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 19:50
      Fascynuje mnie co to za praca, gdzie wszyscy plotkują za przepierzeniem, rzucają
      sobie wymowne spojrzenia i angażują pół działu w swoje życie. Brzmi niemalże jak
      wakacyjny romans na koloniach...

      Jednego nie rozumiem. Skoro związek był jedynie spoko i nawet rozstanie lekko
      przeżyłeś, to czemu tak ci zależy na uśmiechu eks? Jakie w ogóle ma znaczenie to
      czy ona jest nadąsana czy też rozweselona??? Żyj swoim życiem, żartuj z kolegami
      na stołówce i tyle. Nie daj się wciągać w żadne intrygi, które mają na celu
      zapewnienie dziewczyny, że jest dla ciebie wciąż najważniejsza.
      • bakejfii Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 27.01.10, 20:40
        Ta sarenka to zwykle ku...szcze bu,ha,ha
    • kunegunda123 Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 28.01.10, 00:44
      Twoja ex to głupia i totalnie niedojrzała pinda do kwadratu. szczerze współczuję tego cyrku, na Twoim miejscu olałabym ją kompletnie.
    • haalszka Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 28.01.10, 09:45
      Drogi Ca-in
      przeczytalam, bardzo milo i plynnie sie ciebie czyta!
      Dwie sprawy mi sie rzucily w oczy. Jednak to ta Wielka Korporacyjna Rodzina...
      feeeee, ja nie chcialabym zyc w takiej, ona ma przyjaciolki, ty rozmawiasz z
      innymi kolezankami o bylej, pltki plotki plotki.... Teraz cala firma zyje waszym
      rozstaniem - tak to dla mnie wyglada, moze sie myle...
      Radze troche dystansu do tego otoczenia..
      Druga sprawa, nie tworzy sie zwiazkow "to nie to". Skoro wiedziales ze to nie
      to, trzeba bylo uciekac... dziwi mnie takie latwe podejscie do zycia, to nie to
      ale lepsze niz nic... plytkie a moze dwojga bardzo mlodych ludzi co by
      potwierdzalo i pkt 1.

      A dziewczyna zachowuje sie jak dziecko, ale chyba oboje jestescie dziecmi...
      wiec spokojnie zyj swoim zyciem.
      Pozdrawiam
    • twojabogini kobiety nie mają duszy 28.01.10, 11:34
      Tak juz dawno stwierdzili ojcowie kościoła, w ramach jednak nacisków
      ówczesnych feministek zrewidowali poglądy i stwierdzili, ze duszę
      baba owszem dostaje - ale za to później niż pełnowartościowy chłop.
      Człowieczeństwo kobiety jest ułomne.

      Tak sobie to tłumacz.
    • ca-in Dziękuję Wam 29.01.10, 02:44
      wszystkim. A szanownej pani Wacikowej najpiękniej:)
      A propos firmy - nie nudzimy się tam, naprawdę, wszyscy ostro zapieprzamy i
      każdy normalny uważa tę korporę trochę za robotę na przeczekanie. To wszystko
      dzieje się symultanicznie - robota idzie, a życie towarzyskie swoją drogą -
      podzielność uwagi. Ludzie się obgadują, jednocześnie stukając w klawiatury.
      Kobiety zwłaszcza.
      Co do "sarenki", jak ją tu ślicznie ochrzczono, to chyba wyluzowała nieco, ale
      nasze ciche dni trwają. Może za jakiś tydzień uda nam się odbyć coś na kształt
      normalnej rozmowy:]
      Zależało mi tylko żeby się zorientować, czy rzeczywiście w opinii większości
      kobiet po zerwaniu należy udawać załamanego, nawet gdy się nie jest:]
      • wacikowa Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 18:19
        W pierwszej opcji miała być nazwana "kochana była" w skrócie KOBYŁA ale nie wiedziałam czy masz na tyle luzu i została "sarenka":)
        • qw994 Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 18:27
          "Kobyła" w zdrobnieniu to mogłaby być również "klacz" :)
          • wacikowa Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 18:50
            KOchanaByła to mi pasuje ale klacz?:))
            • qw994 Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 18:54
              Smukła, młoda kobyła :)
              • wacikowa Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 19:01
                Z zachowania wychodzi,że szkapa:)
                • qw994 Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 19:13
                  I to taka zajeżdżona :)
        • ca-in Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 19:25
          zastanawiałem się, że może dlatego "sarenka", bo samiec sarenki to w języku
          łowieckim "rogacz" :D
          • raohszana Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 19:34
            Znaczy, w drzwi się nie mieścisz, tak? :P
          • wacikowa Re: Dziękuję Wam 29.01.10, 19:38
            hahaha:) Oooo jesteś:) Jak tam sarenka?
      • alraune Re: Dziękuję Wam 30.01.10, 21:45
        > Zależało mi tylko żeby się zorientować, czy rzeczywiście w opinii
        większości
        > kobiet po zerwaniu należy udawać załamanego, nawet gdy się nie
        jest:]

        Po pierwsze - fajny masz styl pisania, lekko się czyta :)
        Po drugie - odpowiedź na powyższe pytanie: no cóż, udawanie
        załamanego w takiej sytuacji bardzo kobietę dowartościowuje, to
        chyba normalne ;) I pewnie w obie strony to działa...
        Po trzecie - ta sarenka czy też klacz albo jest na poziomie
        emocjonalnym dziecka w przedszkolu, albo też jej stary ogier nie
        spełnił pokładanych w nim nadziei... może chciała się z nim związać,
        a on z nią niekoniecznie? Trudno powiedzieć :)
    • wirski Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 29.01.10, 03:08
      Młody człowieku, nie wymagaj rzeczy niemożliwych:P
    • bijatyka Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 29.01.10, 08:27
      Nie rozumiem Twoich obaw o złą opinię w pracy. Zupełnie. Faceci Ci
      przyklasną, a głupie baby najpierw pogadają, a potem zaczną Cię
      podrywać, bo nie jesteś dupą wołową. Prawda broni się sama. Bez
      obaw. I odradzam bliższe kontakty z sarną, bo będzie się starała
      odwrócić kota ogonem, uda porzuconą i znowu będziesz miał klops.
    • disa normalnie prawie ideał ;] 29.01.10, 11:08
      ja zawsze mówię, że mężczyzn poznaje się po tym JAK kończą związek

      wtedy wychodzi klasa/dojrzałość/ stabilność emocjonalna...lub brak tego

      Ludzie często mają "nie jestem z Tobą, ale masz mnie kochać dożywotnio i być
      sam/sama"

      trzeba być wtedy miłym, ale zdystansowanym ;]
      i zajmować się swoim życiem, a nie uczuciami tej osoby - bo ten typ zawsze
      będzie miał PRETENSJE

      ;]
      powodzenia w następnej miłości
    • mamba8 Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 29.01.10, 15:28
      Nie wiem. Twój styl pisania jak i dylemat przypominają mi mój pamiętnik
      szalonego małolata, który prowadziłam w liceum. BTW weź znajdź inną lepszą i
      przestań ulegać takim marnym manipulacjom :)

      Zgrywasz twardziela, ale nad tym wszystkim co ona robi się mocno zastanawiasz.
      Stąd mówię Ci, że ona jest emocjonalnie niedojrzała i zgrywa ofiarę. Jak to ma
      Cię dłużej męczyć może zmień pracę?
    • swinia_i_cham Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 29.01.10, 16:05
      Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią!

      > Trochę długie,

      nie czytam - reaguje na tytuł wątku. Zrozumieć?? Kobietę?! Chłopie - one SAME SIEBIE do końca nie rozumieją, to jak Ty, ja czy inni upośledzeni racjonalnym spojrzeniem na rzeczywistość mają zrozumieć? ;)
    • marciasek Re: Pomocy. Pomóżcie zrozumieć duszę niewieścią! 29.01.10, 19:14
      Moim zdaniem problem ma wyłacznie naturę towarzyska. Chodzi o to, co sobie znajomi pomyślą: kto kogo kantem puścił, Ty ją, czy ona Ciebie?

      Z jakiegoś powodu sarence bardzo zależało na tym, by wszyscy zorientowali się, że to ona Cię zostawiła. Niestety, Twoje bezstresowe zachowanie mogło zmylić postronnych, odstawiła więc szopkę z obrażaniem się, żeby przy tej okazji poinformować wszystkie koleżanki kto tu kogo rzucił i kto na kogo "s-r-a". Rozmowa telefoniczna tez mogła zmierzać ku temu, by poruszyć ckliwą strunę i odpowiednio Cię usposobić na poniedziałkowe spotkanie: miałeś być smutny i dać ludziom poznać, że cierpisz. Raczej nie obstawiałabym chęci powrotu.
    • fanny.ekdahl chciała sie karmić Twą rozpaczą ;) 31.01.10, 15:20
      Ca-in,
      jej chodziło o to, abyś płakał i rozpaczał, wtedy czułaby się dowartościowana
      jako kobieta. Czułaby, że utrata jej to najgorsza tragedia w Twoim życiu.
      Jeśli będziesz starał się z nią wszystko wyjaśniać i naprawiać to tylko odniesie
      przeciwny skutek, dojdzie do tego, że będziesz za nią chodził i próbował
      pogadać, a ona będzie się opędzać i z wielką satysfakcją stwierdzi, że wszędzie
      za nią łazisz, pewnie dlatego, ze żałujesz rozstania.
      W ogóle to w porządku z Ciebie gość, z pomyślunkiem i generalnie dobrze Ci z
      oczu wirtualnych patrzy, po co masz się przejmować intrygantką? Wyluzuj. Z
      czasem sytuacja sama się unormuje.
      pozdro
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka