Dodaj do ulubionych

Bohaterki/bohaterowie romansów

22.02.10, 10:37
Nie bedzie o powiesciach mało ambitnyc, ani show biznesie:)

Z góry uprzedzam, ze spodiewam sie odp. w stylu, zem plotkara itd.
ale interesuje mnie zjawisko, wiec moze ktos sensony sie wypowie.

Nie ukrywam, ze watek zrodził sie z zycia:) Wczoraj dowiedziałyśmy
sie z kumpela, od zainteresowanego, czyli naszego kolegi, a czyjegos
meza, ze zona tegoz ma romans i wyprowadziła się do nowego
ukochanego.

Banał jak 150 - w sumie. W calej tej historii, jakich wiele
poniekąd, przykuł nasza uwagę pewnien szczegół.
Otóż zona owego kolegi jest tzw. szarą myszką. ładna dziewczyna,
ogólnie, ale taka b. mało rzucająca sie w oczy, cicha, nieimprezowa,
zapatrzona w niego. W sumie, gdyby tak nie znając ich wlace kogoś z
tej pary móc podejrzewac o romansowanie to raczej jego: wesoły,
pzystojny, kontaktowy itp.
Koledze współczujemy, ale cóż - bywa. Natomiast jak się tak
zastamowiłysmy z naszego otoczenia biorąc te romanse od których
huczało i nie sposób było nie wiedziec, to to jakaś reguła:)
Zwykle romans miała ta osoba z danego zwiazku, która o to wcale ne
podejrzwao, ze moze. Ogólnie mówiac ta mniej atrakcyjna - biorąc pod
uwagę rózne aspekty, nie tylko aparycję.

I zastanawia mnie, czy to na serio reguła, czy po prostu te romanse
były takie głosne i stąd wyszło nam , ze tak jest w wiekszosci.
Nadmieniam, ze nie ma podziału na płec. Z facetów mających głosny
romans bedąc w zwiazku też nam wyszło, ze z reguły to jest ta mniej
atrakcyjna osoba.
Jak myslicie? Przypadek, czy reguła? Mówię podkreslam o swiecie
zwyczajnych ludzi, a nie znanych tych z pierwszych stron gazet.
Obserwuj wątek
    • wicehrabia.julian Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:41
      kora3 napisała:

      > Jak myslicie? Przypadek, czy reguła? Mówię podkreslam o swiecie
      > zwyczajnych ludzi, a nie znanych tych z pierwszych stron gazet.

      ani przypadek, ani reguła - po prostu życie
    • menk.a Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:46
      Czasem cicha woda brzegi rwie. ;)
      • wicehrabia.julian Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:48
        menk.a napisała:

        > Czasem cicha woda brzegi rwie. ;)

        właśnie to miałem dopisać, że kobieta chyba nie była tak cicha i wpatrzona w
        męża jak się korze wydawało :)
        • menk.a Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:51
          Otóż to. Nam się coś wydaje, coś sobie interpretujemy, a nasze opinie mogą nijak
          przystawać do stanu faktycznego.;)
          Ta kobieta mogła być małą diablicą. Mało to razy mówi się: nie spodziewałam/-em
          się tego po kimś tam.;)
          • kora3 Menko, Hrabio 22.02.10, 10:54
            nie chodzi konkretnie o TE kobitkę, zrozumcie. Faktycznie gay
            wywaliłysmy z kumpleka jak to usłyszałysmy, bo fakt nikt się po niej
            tego, z mezem włacznie nie spodziewał ale nie tylko o nia chodzi.
            Jak wspomniałam, przywołałysmy kilkanascie przykładów głosnych
            romansów z naszego otoczeniazwyczajnych ludzi i wyszło nam, ze
            niezaleznie od płci romans ma ta mniej arakcyjna w zw. strona.
            • wicehrabia.julian Re: Menko, Hrabio 22.02.10, 11:01
              kora3 napisała:

              > i wyszło nam, ze
              > niezaleznie od płci romans ma ta mniej arakcyjna w zw. strona.

              czyli najlepiej atakować mało atrakcyjne mężatki, większa szansa na sukces :)
              • bozenak12 Re: Menko, Hrabio 22.02.10, 11:22
                Nie powiedziałabym.
            • menk.a Re: Menko, Hrabio 22.02.10, 11:08
              Rozumiem. Zrozumiałam. I to co napisałam równie dobrze można odnieść do wielu
              podobnych przypadków, gdzie osoba powszechnie uważana za mniej atrakcyjną ucina
              sobie romans. Czy nie?;)
          • wicehrabia.julian Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:56
            menk.a napisała:

            > Mało to razy mówi się: nie spodziewałam/-em
            > się tego po kimś tam.;)

            nie spodziewałem się tak mądrej odpowiedzi po tobie ;)
            • menk.a Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 11:03
              Ugryź się w łokieć.:P
            • kora3 no, ale własnie 22.02.10, 11:09
              jest jakich powód, dla którego po kims tam spodziewamy sie się
              bardziej, a po kims mniej. :) cos sprawia, ze np. o romans bardziej
              podejrzewalibysmy X niz Y, załozmy.
              No i tu się własnie nie zgadza, bo nam wyszło, ze własnie ten
              mniej "podejrany" z reguły ma i to huczny.

              Słyszałam raz taka rozmowe miedzy dwoma ludźmi.
              X - Co tam u Z?
              Y- No nie wiem ... rozstalismy się.
              X- Oooo a co sie stało?
              Z - Ano pojawił się ktos inny.
              X- Wiesz, ja wiedziałem, ze ty w końcu znajdziesz kogos innego ...
              Z - Pudło stary, to nie ja ...
              i to jest jakis qrde standard :)
        • kora3 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:52
          wiesz, cicha na pewno, na wpatrzona wygladala. Ją znam mniej niż
          jego, wiec trudno mi tak kategorycznie powiedziec, ale generalnie
          jest mniej atrakcyjna od niego, zarówno towarzysko, jak i z parycji.
          Zreszta nie o te panią tutaj chodzi jedynie, bo ze tak powiem
          sytuacja kolegi stała się inspiracją do analizy :) no i wyszło nam
          jak wyszło
          • ankh_morkpork Ja przypuszczam, że te osoby "bardziej atrakcyjne" 22.02.10, 18:42
            czuły się w swoich związkach tak pewne, ze przestawały adorować i szanować drugą stronę. A nawet najbardziej zaślepionej szarej myszy odechce się wpatrywania w kogoś, kto ją zaczyna olewać. Gdy w takiej sytuacji pojawi się ktoś inny , kto okaze jej zachwyt, to co się dziwić, że zmieni obiekt adoracji na nowy...
            • kora3 no moze i racja, aczkolwiek 22.02.10, 19:04
              co o tej knkretnej pary trudno mi się wypowiedziec, bo mało na ten
              temat wiem. Klega zawsze zajmował się zona, kiey ich widziałam razem
              na omprach, ale razem idziałam ich tylko tam, wiec nie jest to
              miarodajne.
              Natomiast ta teoria całkiem się nie potwierdza w paru innych
              przypadkach.
    • s.p.7 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 10:51
      podstawowa zalerznosc jest dosc prosta:

      ten "słąbszy" w zwiazku, jak kobieta "nieszałowa" ze przeciętna aparycją czuje
      sie zagrozona opuszczeniem, nie czuej sie pewnie, czesto miewaja kompleksy.

      Naturalna koleją rzeczy ejst zabezpieczanie się, czyli tworzenie romansów, to
      poczucie bycis "sabszym" i strach z tego wynikajacy kaze cos takiego robić.

      mzezczyna musi codziennie taką myszkę zapewniac o swojej milosci i uczuciach a
      ona i tak nie uwierzy

      chociaz to nie jest regula

      Owszem szłowa kobieta ma wiekrze mozliwosci romansowania ale do czego jest jej
      to potrzebne? Zna swoaj wartosc, jest pewna swojego meza, woli swoja energie
      przeznaczyc na cos bardziej konstruktywnego dla ich zwiazku.
    • mason_i_cyklista Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 11:08
      1. szarą, zakompleksioną myszkę dużo łatwiej "wyrwać", niż znającą swoją wartość
      kobietę
      2. błyszczący w towarzystwie koleś może się okazać kiepski w domu (sex, czułość,
      konflikty)
    • bozenak12 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 11:19
      To ciekawe. Nigdy nie uważałam się za atrakcyjną osobę i to mąż miał
      romanse więc chyba, to nie jest regułą.
    • tarantinka Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 11:25
      ja mam trochę inną - osoba nazwana w skrócie 'cicha woda" ma inna psyche niż
      dusza towarzystwa, więc jak już się zakocha to po prostu odchodzi. Ci
      atrakcyjni, towarzyscy po prostu nie traktują, aż tak poważnie swoich zauroczeń.
    • stinefraexeter Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 11:44
      Nie wiem, czy to reguła, ale na pewno nie jest to rzadko spotykana sytuacja,
      wręcz przeciwnie. I z pewnością istnieje więcej przyczyn niż jedna.
      Chociażby taka, że takie osoby o średniej atrakcyjności (zarówno męskie jak i
      żeńskie) często są bardziej niebezpieczne od tych atrakcyjnych w bardziej
      oczywisty sposób. Otóż niektóre z nich, zwłaszcza te zakompleksione, mają w
      zwyczaju skrywanie swoich prawdziwych uczuć. Nierzadko wchodzą w związki, z
      których nie są całkowicie zadowolone, ale sądzą, że nic innego im się nie trafi,
      itd. Takie osoby potrafią się doskonale maskować (vide: wasze zdumienie, bo "ona
      tak zapatrzona w męża") i dlatego nikt nie podejrzewa, co taka osóbka
      rzeczywiście czuje do partnera/partnerki.

      Inny możliwy powód: jak już ktoś wyżej pisał, zakompleksioną łatwiej wyrwać.
      Bardziej jest podatna na wszelkie porywy serca i zauroczenia, bo jej takiego
      dowartościowania brakuje. A niedowartościowanie to bardzo niszczycielska siła.

      No i, last but not least, pozory mylą :) Miałaś jakieś tam wyobrazenie o ich
      związku, podobnie jak inni znajomi królika, ale co naprawdę się tam działo i
      jaka była równowaga sił między nimi, to pewnie wiedzieli tylko oni. Wiele spraw
      nie wiemy o naszych koleżankach i kolegach, wiele rzeczy się ubarwia, skrywa,
      przekręca... Tak na marginesie: dobrze znasz tę jego żonę?
      • kora3 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 17:54
        mysle ze sporo racji mozesz miec w tym co piszesz. a co do tego:

        stinefraexeter napisała:

        Miałaś jakieś tam wyobrazenie o ich
        > związku, podobnie jak inni znajomi królika, ale co naprawdę się
        tam działo i
        > jaka była równowaga sił między nimi, to pewnie wiedzieli tylko
        oni.

        wiesz, na pewno. Trudno nawet mówić, ze mialam jakies wyobrazenie o
        och zwiazku, ponieważ niespecjalnie sie na tym,ze zastanawialam
        kiedykolwiek.
        Od kolegi wiedzialam, jak go poznalam, w okolicznosciach zawodowych,
        ale ta znajomosc przerodzila się potem w towarzyską takze, ze jest
        zonaty i kim jest z zawodu jego zona. Potem ją poznałam na jakiejs
        imprezie, gdzie byli razem. Jeszcze potem kilka takich zaliczyłam z
        jej udzialem.


        Wiele spraw
        > nie wiemy o naszych koleżankach i kolegach, wiele rzeczy się
        ubarwia, skrywa,
        > przekręca...

        Mysle,ze tu nie miało to miejsca, bo w sumie to poza tymi info i
        taką znajomoscią z jego zoną, jak ci napisałam powyzej, jakis innych
        nie miałam. Kolega nie opowiadał o swoim związku nigdy tak głebiej,
        ot czasem, ze tu byli, tam byli to wszystko.

        Tak na marginesie: dobrze znasz tę jego żonę?

        no własnie zupelnie nie. Zresztą, jak pisałam na wstepie, ta sytauca
        była tylko inspracja, do mojej i kumplelki analizy. Wiec to nie tak,
        że chodzi o te konkretna pare li tylko, a o pewne, jak pisałam
        jawisko, wg nas - powtarzalne.
        Tej akurat pabi dobrze nie znam. Inna sparwa, ze chyba byłoby mi ja
        trudno dobrze poznac, bo zwykle była bardzo malomówna, nie ze do
        mnie, ale do wszystkich, takze znacznie lepiej jej znanych osób. W
        zasadzie jeśli się odzywała to odpowiadala na pytania ludzi, a
        samoistnie mówiła w zasadzie tylko o swoim mezu, w samych
        superlatywach zreszta.
        Uprzedzając pytanie ewetualne: nie, nie podrywałam goscia, ani on
        mnie:) - zwyczajny kolega, sympatyczny i sporo ode mnie młodszy.
        • s.p.7 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 18:46
          > zwykle była bardzo malomówna, nie ze do
          > mnie, ale do wszystkich, takze znacznie lepiej jej znanych osób. W
          > zasadzie jeśli się odzywała to odpowiadala na pytania ludzi, a
          > samoistnie mówiła w zasadzie tylko o swoim mezu, w samych
          > superlatywach zreszta.

          a kto wie co u nich w domu się dzieje?

          być moze jest terroryzowana, dlatego sie zamyka w sobie,
          a łepek moze byc dwulicowy
          z zewnatrz mily i sympatyczny a w domu a dzien dobry dostaje z liscia i potem ma
          krzyki

          pozory mylą

          ale aj tez tak czuje ze ta "myszka" niewiele cie obchodzi
          ze romansoawła? kto tu zawinil nie wiemy
          byc moze to byl jej akt desperacji a nie romansowanie po kontach

          on i tak zawsze bedzie mowil ze byl ok i zostal zdradzoy, dlatego latwo ci tak
          wersje przyjac tym bardziej ze byc zmoe nowy kąsek się znalazl
          • kora3 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 19:10
            s.p.7 napisał:

            >
            > a kto wie co u nich w domu się dzieje?

            no teraz to pewnie nic, skoro sie kobita wyprowadzila. A wczesniej -
            ni nie wiem też. nie chodzi o te konkretna pare, a o mechanizm
            pewien.

            >
            > być moze jest terroryzowana, dlatego sie zamyka w sobie,
            > a łepek moze byc dwulicowy


            terrozyzowana to raczej wykluczam, a dwulicowosc goscia raczej też.
            Nie ten typ, zupełnie.

            > z zewnatrz mily i sympatyczny a w domu a dzien dobry dostaje z
            liscia i potem m
            > a
            > krzyki
            >
            > pozory mylą

            wiesz, nie w tym przypadku, widziałam goscia w róznych sytuacjach i
            to akurat wykluczam.

            > ale aj tez tak czuje ze ta "myszka" niewiele cie obchodzi
            > ze romansoawła?

            a co ma mnie obchodzić? Jej zycie, jej sprawa przecież.


            kto tu zawinil nie wiemy
            > byc moze to byl jej akt desperacji a nie romansowanie po kontach

            bankowych :) Człowieku - tłumacze ci, ze ta para to jest swiezy, ale
            PRZYKLAD !!!!!
            Nie chodzi o te konkretna pare, ale o pewne powtarzalne zjawisko
            objawiające sie tym, ze zwykle romans ma ta osoba, którą mniej o to
            podejrzewamy.

            >
            > on i tak zawsze bedzie mowil ze byl ok i zostal zdradzoy,
            dlatego latwo ci ta
            > k
            > wersje przyjac tym bardziej ze byc zmoe nowy kąsek się znalazl

            masz nierówno pod sufitem. jaki to "kaek" dla mnie jego kolezanki,
            starszej w dodatku i od paru dobrych lat go znającej, a doatkowo
            zajętej - faktycznie ludzie mają nasrane, ze jużź tak kolokwialnie
            powiem
            • s.p.7 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 19:37
              > Uwielbiam wrecz, kiedy tak wlasnie tlumacza sie faceci, serio;-) Biedny, malutk
              > i chlopiec ze stojacym ptaszkiem nie da rady, musi wybzykac, a baba ma mu wybac
              > zyc, bo on malutki, slaby juz taki jest...;-)

              tak teraz są osobno masz racje wiec nic ale moja droga ja pialem o przeszlosci a
              nie terazniejszosci
              wiem ze postawilas teze i szukalas mechaznimu
              ale wysnowalas wnioski na podstawie ich relacji takei ze ona to taka cicha szara
              myszka,

              jak byla by to jej cecha wlasna charakteru
              ale mogla by byc to np reakcja na sytuacje miedzy nimi ktora panuje i jej nei
              najlepsze samopoczucie

              > terrozyzowana to raczej wykluczam, a dwulicowosc goscia raczej też.
              > Nie ten typ, zupełnie.

              dwulicowcy maja to do siebei ze tą maskęzdejmuaj tylko w pewnych sytuacjach
              czasem nawet dopiero po slubie :)

              > a co ma mnie obchodzić? Jej zycie, jej sprawa przecież
              no dobrze,
              ale dalo sie czyuc cos takiego: ze ta to takei "ziólko" romansujace.
              A to wlasnie mogla byc soba szukajaca ucieczki

              > bankowych :) Człowieku - tłumacze ci, ze ta para to jest swiezy, ale
              > PRZYKLAD !!!!!
              > Nie chodzi o te konkretna pare, ale o pewne powtarzalne zjawisko
              > objawiające sie tym, ze zwykle romans ma ta osoba, którą mniej o to
              > podejrzewamy.

              ja wiem ze to przyklad ale na podstawie tego przykladu wysnulas pewne tezy
              podstawową byl oto ze ta myszka to nie taka myszka, w rozumieniu "cicha woda'
              ale mysel ze eni mozna tego w taki sposob stwierdzac bo moze byc roznie
              Bo ty piszesz ze to romans, ale my tak naprawde nei wiemy czy to w ogole byl
              romans. To wiemy z relacji tego kolegi a on mogl przeinaczac.

              > masz nierówno pod sufitem. jaki to "kaek" dla mnie jego kolezanki,
              > starszej w dodatku i od paru dobrych lat go znającej, a doatkowo
              > zajętej - faktycznie ludzie mają nasrane, ze jużź tak kolokwialnie
              > powiem

              ale ja nie pisalem o tobie bezposrednio tylko uzylem tego jako przykladu
              mechznimow behawioralnych
              wiec twoj kolokwializm nie pasuje tutaj zbytnio :)
              • kora3 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 19:55
                s.p.7 napisał:
                >
                > wiem ze postawilas teze i szukalas mechaznimu
                > ale wysnowalas wnioski na podstawie ich relacji takei ze ona to
                taka cicha szar
                > a
                > myszka,

                człowieku, ja wiem,ze ty jesteś bardzo młod, ale masz naprawde
                problem z rozumieniem prostych tresci. Wnioski to wysnułyśmy z
                kolezaka z KILKUNASTU znanych nam par, gdzie jedno miało/ma romans.
                O relacjach tej konkretnej pary, niewiele wiem. I mowa byla nie o
                nich, oni to przyklad to raz, a dwa, ze nie było mozwy o relacjach,
                tylko o tym, ze obiektywnie w tej konkretnej parze atrakcyjniesza
                stona nie miała romansu, a mniej atrakcyjna ma. Atrakcyjnosc
                oceniłam w moare obiektywnie.

                > ale mogla by byc to np reakcja na sytuacje miedzy nimi ktora
                panuje i jej nei
                > najlepsze samopoczucie

                myslę,ze domonizujesz. Oczywscie,ze mogla być, z tym ze jakoś nie
                wierze.


                > dwulicowcy maja to do siebei ze tą maskęzdejmuaj tylko w pewnych
                sytuacjach
                > czasem nawet dopiero po slubie :)

                no dobra, przyjmijmy, ze w tej konkretnej parze to mozliwe. Co z
                pozostałymi kilkunastoma?
                Wykluczam,zeby ten gosc był, albo terrozyował zone.

                > no dobrze,
                > ale dalo sie czyuc cos takiego: ze ta to takei "ziólko"
                romansujace.
                > A to wlasnie mogla byc soba szukajaca ucieczki

                Wiesz, osoba terrozywana (co w tym przypadku wykluczam) moze sie
                rozwiesc i bez romansowania. Pani ma dobry zawód, para nie ma
                dzieci, wiec...
                I nie chodziło o to, ze "ziółko" tylko o to, ze ani zachowanie, ani
                aparycja tej pani nie nasuwały podejrzeń, ze ona moze zdradzać
                meza. I o tym jest u licha ten wat.


                > ja wiem ze to przyklad ale na podstawie tego przykladu wysnulas
                pewne tezy
                > podstawową byl oto ze ta myszka to nie taka myszka, w
                rozumieniu "cicha woda'

                NIE człowieku. Pisałeś kiedyś, ze egzamin gimnajalny masz do zania,
                czarno to widze, bo nie rozumiesz tresci czytanej, za to starasz sue
                ją urobic na swa modłe. NIE! Na podstawie tego przykladu zaczełysmy
                z kumpelką gadac i wyszło nam , ze 99 proc. znanych nam osób, które
                romansowały to te, które w zwiazku były postrzegane przez innych,
                jako mniej atrakcyjne od partnera/rki, którego/która zdradziły. W
                przypadku tej pani owa cichosc :) to tylko element. Ogólnie jest
                srednio w moim odczyciu atrakcyjna, tak ogólnie. Ale w przypadku
                innych osób to wcale nie były konieczne "ciche" - po prostu były
                mniej atrakcyjne, na róznych polach od swych partnerów/ partnerek.
                Na tyle, ze było to odczuwalne. Pod róznymi wzgledami skladającymi
                sie na ogólne wrazenie: aparycja, intelekt (w przypadku tej pani na
                pewno nie jest gorsza od meza), obycie (też) itp.


                > Bo ty piszesz ze to romans, ale my tak naprawde nei wiemy czy to w
                ogole byl
                > romans. To wiemy z relacji tego kolegi a on mogl przeinaczac.

                Kolega zapytany co u jego zony, kurtuazyjnie poniekąd, powiedział,
                ze chyba dobrze, ale wyprowadziła się wiec nie wie do końca. Na
                nasze pytanie co to się stało powiedział, ze wyprowadzła się do
                goscia z którym pracje od roku oraz oznajmila, ze go kocha i
                odchodzi. To nie romans?


                > ale ja nie pisalem o tobie bezposrednio tylko uzylem tego jako
                przykladu
                > mechznimow behawioralnych
                > wiec twoj kolokwializm nie pasuje tutaj zbytnio :)

                nie wykrecaj sie - do mnie pisałeś:)
                • s.p.7 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 20:41
                  > człowieku, ja wiem,ze ty jesteś bardzo młod, ale masz naprawde
                  > problem z rozumieniem prostych tresci. Wnioski to wysnułyśmy z
                  > kolezaka z KILKUNASTU znanych nam par, gdzie jedno miało/ma romans.
                  > O relacjach tej konkretnej pary, niewiele wiem. I mowa byla nie o
                  > nich, oni to przyklad to raz, a dwa, ze nie było mozwy o relacjach,
                  > tylko o tym, ze obiektywnie w tej konkretnej parze atrakcyjniesza
                  > stona nie miała romansu, a mniej atrakcyjna ma. Atrakcyjnosc
                  > oceniłam w moare obiektywnie.

                  no ja z kolegą analizowałem kilkadziesiąt par
                  i pisałem na ten temat prace naukową
                  oczywiscie wiedzielismy o wszystkich romansach lepiej niz małoznkowie
                  (ironia)

                  natomiast ty zakladajac ten temat pisalas o tej konkretnej parze i wygladało to
                  jak bys na tem przykladzie budowala swoja tezę
                  co wg mnei jest po prostu smieszne

                  Nie twierdzze tez ze mowa byla o nich ale oni posluzyli jako para na podstawie
                  któej wysnułąs swoaj tezę, przynajmniej tak napialas

                  > Wiesz, osoba terrozywana (co w tym przypadku wykluczam) moze sie
                  > rozwiesc i bez romansowania. Pani ma dobry zawód, para nie ma
                  > dzieci, wiec...
                  > I nie chodziło o to, ze "ziółko" tylko o to, ze ani zachowanie, ani
                  > aparycja tej pani nie nasuwały podejrzeń, ze ona moze zdradzać
                  > meza. I o tym jest u licha ten wat.


                  piszesz o atrakcyjnosci i stwierdzasz ze dosc obiektuwnie mozna rzec ze oan byla
                  mniej atrakcyjna
                  To ejdnak co ejst atrakcyjne a co eni jest bardzo subiektywne
                  jesli ma dobrą pracę jest w mairę intelignentma t moze byc dla kogos wynacznik
                  atrakcyjnosci

                  A powodo moze byc multum. On moe nie hciec dzieci a on moze chiec dzieci - i jzu
                  rozłam i powod do romansów gotowy.
                  A kobieta ktora chce dzieci to sobei zniajdzie do tego chetnego.
                  Brak porozumienia, spadek uczuc, poczucie braku zainteresowania itd.

                  Skladaniac do odejscia i szukania szczescia z kism innym moze w zasadzie cokowliek.
                  To ze on powierzchownie w pracy zmoe uchdozic za osobe mila i sypatyczna wcale
                  nei msui przekladac sie na zaspokojenie oczekiwan jego zony.

                  A mysle ze to jest podstawowa przyczyn zaczynania romansu:

                  BRAK PEŁNEGO SZCZĘŚCIA W ZWIĄZKU
                  oraz predyspozycje i wola do tworzenia romansow.

                  Czesto jest tak ze osoby ktore czująsie bardziej pewne siebie w kontekcie
                  zwiazku i czuja przewagę nad partnerem maja tendencję do dominacji czy
                  ignorowania pewnych potrzeb majac poczucie ze i tak nie odejdzie poniewaz ja
                  jestem taki fajny/fajna.

                  Wg mnei przyczynką romansó na powaznie, których konsekwencją jest zmiana
                  partnera zyciowego, nie jest potrzeba zabawy, przebojowaosc, lecz wlasnie cos co
                  czesto lezy w opozycji do tego czyli szukanie stabilizacji i szczescia zyciowego
                  u boku odpowiedniej osoby

                  ta myszka dalo sie wyczuc nie byla zbyt szczesliwa


                  > NIE człowieku. Pisałeś kiedyś, ze egzamin gimnajalny masz do zania,
                  > czarno to widze, bo nie rozumiesz tresci czytanej, za to starasz sue
                  > ją urobic na swa modłe. NIE! Na podstawie tego przykladu zaczełysmy
                  > z kumpelką gadac i wyszło nam , ze 99 proc. znanych nam osób, które
                  > romansowały to te, które w zwiazku były postrzegane przez innych,
                  > jako mniej atrakcyjne od partnera/rki, którego/która zdradziły. W
                  > przypadku tej pani owa cichosc :) to tylko element. Ogólnie jest
                  > srednio w moim odczyciu atrakcyjna, tak ogólnie. Ale w przypadku
                  > innych osób to wcale nie były konieczne "ciche" - po prostu były
                  > mniej atrakcyjne, na róznych polach od swych partnerów/ partnerek.
                  > Na tyle, ze było to odczuwalne. Pod róznymi wzgledami skladającymi
                  > sie na ogólne wrazenie: aparycja, intelekt (w przypadku tej pani na
                  > pewno nie jest gorsza od meza), obycie (też) itp.

                  walzce teraz o zdanie do następnej klasy podstawowki
                  no ok, tekst o tym przypadku byl naprawde mocno zaakcentowany
                  przykladów z zcyia moglyscie meic oczywiscie sporo

                  tak jak napisalem, tacy imprzowcy bardziej sklonni byli by do zdrad
                  powierzchownych, fizcyznych,

                  jesli chodzi o romanse - to ich celem jest trwala budowa noweg ozwiazku, z
                  budowaniem zaufania, uczuc odpowiedzialnosci
                  ludziom towarzyskim raczej do szczescia nei ejst to potrzebne,
                  maj swoj stabilny zwiazek, a jak beda chceli sie bawic to się zabawią

                  > Kolega zapytany co u jego zony, kurtuazyjnie poniekąd, powiedział,
                  > ze chyba dobrze, ale wyprowadziła się wiec nie wie do końca. Na
                  > nasze pytanie co to się stało powiedział, ze wyprowadzła się do
                  > goscia z którym pracje od roku oraz oznajmila, ze go kocha i
                  > odchodzi. To nie romans?


                  ok romansik,
                  jejku jaki ty masz dziwn sposob komunikacji jak by nauczycielka z podstawowki
                  nade mna stala z linijką i waliłą po łapach za kazdy błąd.
                  • kora3 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 21:48
                    s.p.7 napisał:
                    >
                    > no ja z kolegą analizowałem kilkadziesiąt par
                    > i pisałem na ten temat prace naukową
                    > oczywiscie wiedzielismy o wszystkich romansach lepiej niz
                    małoznkowie
                    > (ironia)

                    prace naukową to ty mózesz anpisac z czgosc innego, ale jeszcze nie
                    teraz. jak bedziesz duzy na pewno zrozumiesz o czym piszę ..

                    >
                    > natomiast ty zakladajac ten temat pisalas o tej konkretnej parze i
                    wygladało to
                    > jak bys na tem przykladzie budowala swoja tezę
                    > co wg mnei jest po prostu smieszne

                    smieszne to jest to, ze nie rozumiesz prostych zdań , wybacz




                    > To ejdnak co ejst atrakcyjne a co eni jest bardzo subiektywne
                    > jesli ma dobrą pracę jest w mairę intelignentma t moze byc dla
                    kogos wynacznik
                    > atrakcyjnosci

                    O Boze litosci, pewnie,ze moze. ja nie wiem, czy ty jesteś tak
                    ograniczony, czy tak lubisz po prostu. Chodzi o to, ze BYWA tak w
                    parach, że ktos z pary jest bardziej atrakcyjny. Ta pani jest
                    inteligentna i ma dobrą prace, ale pan jest tudzież inteligentny i
                    tudzież ma inna, ale nie mniej fajna prace. on do tego jest
                    przystojny w sposób rzucający sie w oczy, a ona nie, on jest
                    towarzyski, elokwenny, dowcipny, a ona nie.


                    > ludziom towarzyskim raczej do szczescia nei ejst to potrzebne,
                    > maj swoj stabilny zwiazek, a jak beda chceli sie bawic to się
                    zabawią


                    estes jednak ograniczony - zabawa nie polega na sypianiu z kims
                    innym.
                    >
                    > ok romansik,


                    romansik to jest chłopcze wtedy, jak się z kims byka ktos na bolu i
                    starannie ukrywa ten fakt, drzac, zeby sie jego staly partner/
                    partnerka nie dowiedział/a

                    > jejku jaki ty masz dziwn sposob komunikacji jak by nauczycielka z
                    podstawowki
                    > nade mna stala z linijką i waliłą po łapach za kazdy błąd.

                    Chwała Bogu nauczycielka nie jestem :) i ngdy bym nie chciala,
                    niekytórym współczuje, bo jak trafia na kogoś Twego pokroju, to
                    musza miec chyba nerwy ze stali. Wiele widziałam w zyciu osób,
                    któreczegos nie pojmują, ale rzadko az tak ekstremalne przypadki
                  • gr.een sp7 22.02.10, 22:27
                    czy na samym wstępie mógłbyś pisać krótkie streszczenia swoich wypowiedzi?
                    :))
    • izabella9.0 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 17:46
      "Otóż zona owego kolegi jest tzw. szarą myszką. ładna dziewczyna,
      ogólnie, ale taka b. mało rzucająca sie w oczy, cicha, nieimprezowa,
      zapatrzona w niego. W sumie, gdyby tak nie znając ich wlace kogoś z
      tej pary móc podejrzewac o romansowanie to raczej jego: wesoły,
      pzystojny, kontaktowy itp.
      Koledze współczujemy, ale cóż - bywa.:

      - Boszz bron przed takimi znajomymi..trochę żałosna jesteś.
      2. Żeby być zauważonym trzeba bytować na imprezach , robić za tornado
      ?
      1.Czego mu współczujesz ?Sam sobie kobietę wybrał - taki typ szarej
      myszki zawsze jest typem szarej myszki wiec widziały gały co brały
      .Poza ty skąd wiesz ze on żałuje wszak nie od dziś wiadomo ze przeciwieństwa się przyciągają.
      • real_mayer Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 17:52
        - Boszz bron przed takimi znajomymi..trochę żałosna jesteś.

        nie bardzo rozumiem, dlaczego żałosna?
        Ja tam chętnie bym właśnie kore poznała.
        • kora3 :) 22.02.10, 18:02
          real_mayer napisała:

          > - Boszz bron przed takimi znajomymi..trochę żałosna jesteś.
          >
          > nie bardzo rozumiem, dlaczego żałosna?
          > Ja tam chętnie bym właśnie kore poznała.
          >
          może:) jakiż to problem ...

          A załosna jestem, bo nie piałam z zachwytu to raz, a dwa, ze
          przedmówczyni uzbdurała sobie, ze koledze swemu współczujemy z
          kumpleka, ze ma taka zone. Widać chciała to przeczytac, bo w
          pierwszym poscie wyraxnie jest napisane o co chodzi. Mianowicie o
          to, ze żona go zostawiła i z TEGO POWODU mu współczujemy.
        • izabella9.0 Re: Bohaterki/bohaterowie romansów 22.02.10, 18:05
          To sobie poznawaj czy ja Ci bronię :)

          Przecież podałam cytat- i uważam ze w tej kwestii jest żałosna a w
          innych się nie orientuje gdyż nie sledze jej internetowej twórczości :P
          • kora3 wiesz, bez urazy 22.02.10, 18:10
            ale wg mnie załosne jest, kiedy ktos nie czyta tego co jest
            napisane, tlko dorabia sobie swoją idee.

            stwierdzilas,ze ja współczuje koledze, ze ma taka zone:)
            tymczasem ja mu współczuje,ze go zostawila:)
            ale co tam ty juz masz gotowe co ja POWINNAM napisac i czego
            współczuc, wiec odpowiadasz radosnie na SWOJE insynuacje:) Nie ejst
            to aby załosne?:)
      • kora3 A czytac umiemy? :) 22.02.10, 18:00
        izabella9.0 napisała:

        >
        > - Boszz bron przed takimi znajomymi..trochę żałosna jesteś.

        dlaczego załosna? Bo nie uwazam tej pani za jakies cudo? No nie
        uwazam - typ szarej myszki, w zasadzie kazdy ja tak okreslał, jak ja
        poznawał, moze tż czynił takie wrazenie kontrast miedzy nia, a jej
        mezem.
        Wg ciebie trzeba piac z zachwytu nad kazdym współmałzonkiem kogos
        znajomego?

        > 2. Żeby być zauważonym trzeba bytować na imprezach , robić za
        tornado
        > ?

        A skad taki pomysł? gdziez to napisałam?

        > 1.Czego mu współczujesz ?

        że go zona zostawila, jak czego?


        Sam sobie kobietę wybrał - taki typ szarej
        > myszki zawsze jest typem szarej myszki wiec widziały gały co brały


        ale nie o to chodziło, ze mu współczujemy, ze taka sobie wybrał:)
        tylko o to, ze współczujemy mu, ze go zostawila zona.
        Jak widać czytasz nie to, vo jest napisane, a to co chcesz
        przeczytac.

        > .Poza ty skąd wiesz ze on żałuje wszak nie od dziś wiadomo ze
        przeciwieństwa si
        > ę przyciągają.

        Jak wyzej!!! No zaluje, ze go zostawila, bo to POWIEDZIAŁ.
        • real_mayer Re: A czytac umiemy? :) 22.02.10, 18:13
          właśnie też nie bardzo rozumiem o co izabellli chodzi, jak wszystko ma wyraźnie
          napisane. Chyba nie doczytała i dorobiła filozofię :/
          • kora3 Re: A czytac umiemy? :) 22.02.10, 18:17
            real_mayer napisała:

            > właśnie też nie bardzo rozumiem o co izabellli chodzi, jak
            wszystko ma wyraźnie
            > napisane. Chyba nie doczytała i dorobiła filozofię :/

            no na to wyglada - myslę sobie,ze na tyle sie zdenerwowała, nie
            wiedzic czemu, okresleniem "szara myszka", ze uszło jej uwadze nie
            tylko to, co jest przedmiotem współczucia koledze, ale w ogóle O CO
            CHODZI w tym watku :)
            • izabella9.0 Dobra wzięłam się 22.02.10, 19:09
              w garść - przeczytałam jak już napisałam co napisać miałam i
              przyznaję ze odpadłam po pierwszym zdaniu i stwierdziłam ze zacznę
              czytać od środka w nadziei ze dowiem się szybciej o co latttta .
              Odniosłam wrażenie na bazie tego ze wyrazy współczucia były
              bezpośrednio po charakterystyce panny X ze odnosi się to do niej -
              czytając całość faktycznie może się to odnieść do pierwszego akapitu
              i meritum całego postu .Kwestię czytelności tego akurat tego
              fragmentu zostawię bez kometarza.

              Na tej podstawie błagam o wybaczenie i odwołuje prawie każde słowo.

              Wytłumaczę Ci dlaczego akurat ten fragment skomentowałam :
              - nie lubię stereotypów
              - imprezowiczek przez duże I ,takich które robią szum zawsze i
              wszędzie - obcowanie z takimi osobami jest dla mnie bardzo męczące
              ,lubie imprezy , często chadzam ale takie osoby mnie drażnią jesli są
              w pobliżu mnie , jak troche dalej - akceptuje.
              - nie uważam żeby osoba która nie imprezuje była nieciekawa.
              • kora3 Re: Dobra wzięłam się 22.02.10, 20:12
                izabella9.0 napisała:
                >
                > Na tej podstawie błagam o wybaczenie i odwołuje prawie każde słowo.

                przyjete :)
                >
                > Wytłumaczę Ci dlaczego akurat ten fragment skomentowałam :
                > - nie lubię stereotypów
                > - imprezowiczek przez duże I ,takich które robią szum zawsze i
                > wszędzie - obcowanie z takimi osobami jest dla mnie bardzo
                męczące
                > ,lubie imprezy , często chadzam ale takie osoby mnie drażnią jesli

                > w pobliżu mnie , jak troche dalej - akceptuje.
                > - nie uważam żeby osoba która nie imprezuje była nieciekawa.

                dobra :) no to teraz ci wyjasnię.
                prawdopodobnie chodziło ci o to, ze napisałam, iz zona kolegi
                nieiprezowa. Nie miałam na mysli tego, ze chodzi, czy nie chodzi na
                imprezy, a cos innego. Pewnie chodzi, skoro ja ja widziałam tylko na
                nich. Ake były to imprezy branzowe z pracy jej meza i moze dlatego
                bywała, nie wiem. Pod "nieimprezowa" kryło sie raczej to, ze się nie
                bawiła na nich.
                Nie chodzi o robienie wokół siebie Bóg wi jakiego hałasu, albo
                zamieszania, a o zabawę po prostu. Jesli ktos za kazdym razem kiedy
                go widze na imprezie (bo raz to moze być róznie) siedzi, nie bawi
                się, nie rozmawia za bardzo - to wnioskuję, ze nie ejst to osoba,
                która sie bawic lubi. Chyba mnie rozumiesz?

                Natomiast co do "szarej myszki" i stereotypu. No kazdy z nas chyba i
                kazda jakoś tam okresla czasem bodaj innych. Dla mnie szara myszka
                to nie taka osoba, co na imprezy nie chodzi, tylko taka, która sie
                po prostu tak prezentuje. I te kobietę tak odbierałam. Po prostu nie
                byłam w stanie jej zapamietac, myske,ze na ulicy, bez towarzystwa
                jej znanego mi meza, bym jej nie poznała. Nie jest to osoba
                nieladna, rzeklabym, ze przeciwnie. Po prostu taka nijaka. Nie
                umiem tego jakos precyzyjniej wyjasnic.

                Nie uwazam też, ze ta pani jest nieciekawa, bo imprez nie lubi:)
                Sadze, ze musi być, zwazywszy na jej zawód inteligentna. Natomiast w
                rozmowie (bo charakter tych imprez na których ja miałam okazje
                spotkac jest taki, ze takze sie gada, a nie tylko tańczy) trudno
                było z nia nawiązac kontakt. Nie tylko mnie,ale jak widzialam i
                innym ludziom, bardziej jej znanym. Mnie to nie przeszkadzało,
                zagadalam do niej kurtuazyjnie, bo niedaleko siedziałam, a
                poznalysmy się, wiec wypadało, ale rozmowa się nie kleiła. Z tego co
                widzialam z innymi, tez nie. Ozywiała się tylko, gdy pojawial sie
                jej mąż, a on z racji swej funkcji, na tych omprezach nie tylko się
                bawil, ale tez nimi ze tak powiem zarządzał. Wiekszosc ludzi
                odbierało te kobiete, jako bardzo zarozumiałą. Przypuszczam, ze z
                racji jej zawodu uwazali, ze zadziera nosa. Nie małam takiego
                wrazenia, bardziej, ze po prostu taka jest.
                Mnie to w zaden sposób nie przeszkadzało, jako, ze nie iałam
                obowiazku z nia siedziec i ja zagadywac. Niemniej no przyznaje,ze
                tego typu "rozmówca" nie nalzey u mnie do najbardziej pożądanych.

                Mam nadzieję, ze ci wyjasnilam.

                PS. Co do czytelnsci pierwszego postu : wszyscy inni zrozumieli tak,
                jak miało byc, wiec...
                • izabella9.0 Re: Dobra wzięłam się 22.02.10, 20:24
                  ojej jest mój post - myślałam ze zgłosiłaś do usunięcia i usunęli.

                  Błagggammm tyle czytaniaaaaaaaa.......o te porze......

                  "Nie jest to osoba nieladna, rzeklabym, ze przeciwnie. Po prostu taka
                  nijaka. Nie umiem tego jakos precyzyjniej wyjasnic. "

                  Nie umiejąca podkreślić swoich atutów ,nie pewna siebie ,zamknięta w
                  sobie ,samotniczka stroniąca odludzi i szumu ?

                  "Mnie to nie przeszkadzało, zagadalam do niej kurtuazyjnie, bo
                  niedaleko siedziałam, a poznalysmy się, wiec wypadało, ale rozmowa
                  się nie kleiła. Z tego co widzialam z innymi, tez nie."

                  Może nie lubi mówić albo jest nieśmiała albo jedno i drugie .Takie
                  osoby często są nieprzystępne i sprawiają wrażeinie zarozumiałych.

                  Czuję się uświadomiona dogłębnie .Czuję to w piszczelach.

                  Może wszyscy inni przeczytali całośc :DDDDDDDD
                  • kora3 Re: Dobra wzięłam się 22.02.10, 20:27
                    izabella9.0 napisała:

                    > ojej jest mój post - myślałam ze zgłosiłaś do usunięcia i usunęli.

                    nie, dlaczegomialam zgłosic?
                    >
                    >
                    > Nie umiejąca podkreślić swoich atutów ,nie pewna siebie ,zamknięta
                    w
                    > sobie ,samotniczka stroniąca odludzi i szumu ?

                    to pierwsze wg mnie mozliwe - moze tez, ze nie tyke nieumiejaca,
                    moze niechcaca. Co do reszty - nie wiem, za mało te osobe znam.
                    >
                    > Może nie lubi mówić albo jest nieśmiała albo jedno i drugie .Takie
                    > osoby często są nieprzystępne i sprawiają wrażeinie zarozumiałych.

                    moze, ja jej jako zarozumiała nie odebralam.
                    >
                    >
                    > Może wszyscy inni przeczytali całośc :DDDDDDDD

                    moze :)
                    • izabella9.0 Re: Dobra wzięłam się 22.02.10, 20:41
                      No nie wiem ale skoro wysłałam wchodzę raz drugi i nie ma to różne mi myśli czaiły się w głowie.


                      Zostawmy wiec to może.
                      • kora3 Re: Dobra wzięłam się 22.02.10, 21:39
                        wiesz, serwer informuje,ze post moze być wyslany z opóźnieniem.
                        Kilka razy mi sie zdarzyło nie widziec własnego, po wyslaniu. Nie
                        mam w zwyczaju zglaszania do skasowania postów tylko dlatego, ze
                        ktos się pomylił, w ogóe chyba dwa razy coś zglosila, totalnie
                        głupiego

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka