ivonne77
07.04.10, 01:13
Sytuacja wyglada tak: sa cztery siostry. Umiera moj ukochany dziadek, a ich
ojciec. Babcia jest niepelnosprawna fizycznie, nie moze chodzic. Od dawna
cierpi na demencje starcza, a po smierci dziadka choroba rozwija sie do tego
stopnia, ze babcia juz nikogo nie poznaje. Zyje we wlasnym swiecie. Szczescie
w nieszczesciu, bo mieszka sama w malym domku w malej wsi gdzies na krancu
Polski. Samiutenka, przykuta do lozka. Dwie najmlodsze siostry od wielu lat
mieszkaja w duzym miescie i w miare im sie powodzi. Najstarsza siostra ma
swoja rodzine i w ogole nie interesuje sie rodzicami. Odwiedza ich raz na
dziesiec lat, albo spotykaja sie przy okazji slubow ,wesel, komunii jej
dzieci, itp. Z reguly moj dziadek jezdzil na te uroczystosci. Srednia siosta
mieszka we wsi oddalonej o 30 km. Jakies 20 lat temu 'miastowe' siostry
namawiaja dziadka do przepisania domu i ziemi sredniej siostrze. Przepisuje
jej to jako darowizne.
Dziadek wtedy ma juz prawie 70 lat. Ciocia zyla w zlych warunkach, w domu
walil sie dach. Siostry myslaly, ze jak dziadka zabraknie ciotka sie
przeprowadzi do babci i zajmie sie nia na starosc. Ale dziadek zyl i zyl.
Dzieci ciotki sie usamodzielnily, a jej pozostalo potezne gospodarstwo, ziemia
po horyzont. Ta ziemia w koncu zaczela byc w cenie. Ciotka stala sie majetna
kobieta. Dziadek nawet probowal odkrecic to co zrobil, ale ponoc nie mogl, bo
to podarowal. Przez pare lat "miastowe" siostry placa kilkaset zlotych
miesiecznie sasiadce za opieke nad moimi starymi, niedoleznymi dziadkami. Rok
temu umiera moj dziadek. W dniu smierci najmlodsza "miastowa" siostra zgarnia
kilkadziesiat tysiecy z konta oszczednosciowego mojego dziadka, wszystkie jego
i babci oszczednosci. Siostry przestaja interesowac sie umierajaca babcia.
Opieka nad nia pozostaje drugiej "miastowej" siostrze - mojej mamie. Babcia
cala w odlezynach, prawie nie przyjmuje juz pokarmow, umrze lada dzien.
Srednia siostra juz sprowadza potencjalnych kupcow, gospodarstwo warte jest
okolo 200 000 zl. Nie moge sobie darowac. To byli moi ukochani dziadkowie, ich
dom to miejsce z ktorym jestem emocjonalnie bardzo zwiazana. Tak mi szkoda
mojej mamy, ktora jedyna pozostala przy umierajacej babci (fizycznie i
materialnie) i ta swiadomosc, ze ona nic z tego nie bedzie miala. Czy ktos
mial podobna sytuacje? Co w ogole o tym myslicie, jezeli ktos zdolal ta
zagmatwana sytuacje doczytac do konca?