kombinerki_pinocheta
05.06.10, 13:19
Nie naleze do osob rozmownych, wiecznie usmiechnietych, a w wiekszych grupach czuje sie nieswojo, nie potrafie do konca wyluzowac, przewaznie sie kontroluje. Nie lubie zabierac glosu, mam wrazenie, ze ludzie i tak mnie nie sluchaja. Czasami zdarza sie, ze przerywaja mi w pol slowa, co skutecznie zraza mnie do kontynuowania. Z tym, ze lubie swoich znajomych, lubie sluchac ich opowiesci, przebywac wsrod nich i to mi w zupelnosci wystarcza.
Kilkakrotnie mi sie to przytrafilo.
Ktos opowiada historie, ktora ma rozbawic towarzystwo. Wiekszosc osob sie smieje, a mnie to nie rozbawilo. Nie siedze z kamienna twarza, nie mam miny jakby ktos wlozyl mi kolek osinowy w tylek, ale tez nie smieje sie do rozpuku. Wtedy kolega traca mnie lokciem i mowi cicho cos w stylu "kombinerki, no smiej sie, usmiechnij sie".
Druga wkurzajaca sytuacja ma miejsce, gdy ktos przy wszystkich pyta mnie o zdanie na dany temat - "kombinerki, a co ty o tym sadzisz, masz jakies propozycje, jak myslisz...". Nie lubie zabierac glosu wsrod osob mi nieznanych, a do tego w wiekszej grupie, wiec takie pytanie wywoluje u mnie stres, nie potrafie sie skupic i mam pustke w glowie tym stresem spowodowana. Kiedys po takim pytaniu sililem sie na bycie zabawnym, co konczylo sie przewaznie katastrofalnie.
Poza tym osoby nieznane czesto mi sie przygladaja, co tez dziala mi na nerwy. Moze widac po mnie, ze czuje sie nieswojo?
Jak odbieracie takie osoby? Nie ma ze mnie pozytku? Maja mnie za nudziarza?