blueanabella
22.07.10, 10:12
Od czego zaczac.. jakies dwa lata temu poznalam faceta i zakochalam
sie bez pamieci - moze w nienajlepszym momencie zyciowym bo kilka
miesiecy przed planowanym rozpoczeciem super studiow za granica.
Spedzilismy razem kilka miesiecy po czym podjelam decyzje - nie
jade, zostaje z nim. Po drodze mielismy jednak maly epizod z byla
mojego faceta (leczaca sie psychiatrycznie, ogolnie slaba historia),
ktory sprawil ze jednak tupnelam noga i wyjechalam, ale nie
potrafilismy o sobie zapomniec i bylismy dalej razem (przylatywalam
co miesiac, co 3 tygodnie). Po roku postanowilam wrocic, wzielam
dziekanke i zamieszkalam z nim. Kocham go nad zycie i nie wyobrazam
sobie siebie z innym facetem, ale zbliza sie koniec tej dziekanki i
nadal mam watpliwosci.. On nie chce juz byc dalej na odleglosc (za
duzo go to kosztowalo, mnie zreszta tez - zbyt wykanczajace
emocjonalnie dla takich ludzi jak my).. a ja - kocham go, lubie
swoje zycie tutaj, mam fantastycznych przyjaciol, rodzine, ale tez
poczucie ze tutaj sie nie spelniam, ze nie wykorzystuje swoich
mozliwosci w pelni. Tam - czekaja studia marzen (jeszcze tylko dwa
lata) po ktorych otwieraja sie setki drzwi na calym swiecie, ale nie
mam tam bliskich, poza tym wyjazd rownalby sie zakonczeniu naszego
zwiazku, czego jakos nie umiem sobie wyobrazic.
Nie jestesmy idealni, kochamy sie mocno, jestesmy zazdrosni o
siebie, potrafimy sie klocic o drobiazgi, jak mysle wiekszosc ludzi,
ale tez jestesmy jak dwa magnesy ktorych nijak nie da sie od siebie
odpiac.
Czasami mysle, ze gdyby kupil mi pierscionek, oswiadczyl sie,
czulabym sie pewniejsza, ze dokonuje duzego poswiecenia dla naszego
zwiazku, ale mam poczucie jakiegos bezpieczenstwa, ze za pol roku
czy rok nie zostane sama. Wiem ze to naiwne, bo pierscionek nie jest
zadna gwarancja..
W Polsce jestem po 4 roku innych studiow (moze nie az tak
prestizowych, ale tez niezlych), pracuje. Patrze czasami na kobiety
sukcesu, prawniczki itp i widze snujace sie po korytarzach
inteligentne piekne jak spod igly madre oczytane kobiety w wieku 35-
40 lat, ktore sa same (!) latami. Szukaja facetow ktorzy im
dorownaja statusem, wyksztalceniem, intelektem, a Ci faceci - w ich
wieku - lapia 20-25 i rzadko ktory spojrzy na kobiete po 35 z
zainteresowaniem. Wiem ze to na wyrost ale czasami boje sie ze tak
mnogloby byc w przyszlosci. Zrobie doktorat z prawa w Stanach, bede
piekna zadbana babka po 30 ktora wieczorem w lozku tuli sie do
pluszaka.
Wracajac do glownego watku, facet ma 29 lat. Nie bede mu mowic
zarecz sie ze mna, bo nigdy nie znize sie do tego poziomu.
Co myslicie?