Dodaj do ulubionych

Mój facet o mnie do kolegi - szok.

    • kookardka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 08.09.10, 15:56
      W zasadzie to mało istotne jest tłumaczenie tego faceta ... Takie słowa na Twój temat,
      bez względu na to czy czy mówił prawdę czy zmyślał świadczą o braku szacunku ... a brak szacunku to powód do rozstania, o ile chcesz zachować szacunek do samej siebie ...
      i nie oszukuj się, że jemu zależy na Tobie ... bardziej zależy mu na tym by zostawić po sobie dobre wrażenie ... lepiej zrobisz jak mu spokojnie, ale jasno i otwarcie powiesz, że nie chcesz mieć już dla niego czasu ... zostawisz go z tym smrodem, bo to jego smród
      i niech sam się wnim kisi ... życzę Ci dużo wewnętrznej siły :)
      • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 08.09.10, 18:23
        No dobrze wrocilam z pracy przeczytalam , moge Vi odpowiedziec na twoje pytanie.

        Owszem od 20 lat obracam sie w towarzystwie lekarskim i wiem dokladnie jak to dziala i uwierz mi wiem co mowie.Zawsze znajdzie sie kilka chetnych kobiet do przespania sie z panem doktorem.
        Lekarz posiadajacy pewne mozliwosci w tym wieku? Lekarz z ktorym pracuje usamodzielnil sie pelna geba ( czytaj II stopien) majac ok 40 lat.Czyli twoj partner albo ma poparcie albo wspina sie po cudzych plecach.W kazdym przypadku zle o nim swiadczy.
        Jego zachowanie z tego co opisujesz jest tragiczne (i tu musisz mi uwierzyc na slowo, nie dlatego ze ci zle zycze czy cie krytykuje ale dlatego ze troche dluzej znam zycie) i nie rokuje ci niczego poza masa upokorzen.

        zacytuje twoja wypowiedz
        Że niby co, chciałam od razu za mąż wyjść? Takich planów nie można robić po tak krótkim czasie.

        i moja odpowiedz
        a po tak krotkim czasie (3 randki ) mozna obcemu facetowi wskoczyc do lozka i oddac sie cala?

        wiem stara jestem , ale dla mnie seks z mezczyzna znaczy zupelnie co innego w kwestii szacunku do siebie i do zwiazku niz dla ciebie i to bede krytykowac/Im wiecej mlodych kobiet bedzie skakac jak koza do bylejakiego lozka tym mniejszy szacunek bedziemy mialy.
        Teraz to wasza (mlodych) pora na ustalanie regul damsko meskich i zle to widze jesli uwazacie ze seks na pierwszej czy trzeciej randce to norma.
        same pozbawiacie sie tego co najpiekniejsze i pozbawiacie sie szacunku w meskich oczach a potem jestescie zdziwieone ze slyszycie od swojego "ukochanego" slowa w ktorych prawie brzmi slowo mala ku... do bzykania.
        przepraszam za dosadnosc ale ktos to musi powiedziec.
        • magda.gryniewicz tetika.. 08.09.10, 18:39
          mam tylko jedną uwagę - dlaczego wytykasz tej młodej dziewczynie, że idąc z dorosłym facetem do łózka - to ona w jego oczach jest panienką tylko do bzykania. A on w jej oczach niby czym jest? łatwym fiutkiem, na którego byle kiwnąc palcem i się ślini jak uczniak!
          w koncu, nie robiła tego sama - i jak jej nie należy się szacunek - według niego i ciebie i innych osób na forum - to tym bardziej jemu!
          • tetika Re: tetika.. 08.09.10, 18:48
            O nim wogole dobrze nie mowie bo mi szkoda dziewczyny , bo pewnie fajna z niej osobka tylko mloda i naiwna i nieumiejaca odroznic prawdziwego mezczyzny og zwyklego gnoja.
            I nie mowie ze ona jest K.... tylko chce zeby sie zastanowila zanim nastepnym razem na trzeciej randce wskoczy komus do lozka "bo to milosc"
            Ja od 13 lat mam dziesiec lat mlodszego partnera i uwierz mi ze czekal ponad rok zanim sie doczekal.i nie powiem ze nie mialam ochoty na seks.Ale najpierw musialam sprawdzic czy warto zainwestowac w tego czlowieka.dopelnieniem tego wszystkiego byl zwiazek i w nastepstwie tego wspolzycie.Nigdy odwrotnie, ze najpierw seks a potem myslenie jakie on ma o mnie zdanie .
            • raohszana Re: tetika.. 08.09.10, 18:50
              A widzisz, Ty traktujesz seks nie jak własną przyjemność, a jak coś w rodzaju pozycji majątkowej na którą trzeba zasłużyć i to, czy zostanie ona "przydzielona" wcześniej czy później to kwestia szacunku do siebie samego.
            • magda.gryniewicz Re: tetika.. 08.09.10, 18:59
              teraz to by najlepiej było, gdyby chłoptaś się dowiedział, że ona też traktowała go jako pogotowie seksualne- nawinał jej się, ślinił się na jej widok - to go puknęła kilkanaście razy - a ten myślał, że to miłość :D
              • tetika Re: tetika.. 08.09.10, 19:22
                Madziu zdecydowanie sie mylisz, ja lubie poznac, przezyc wszystkie spojrzenia i uniesienia, poznac kogos a dopiero potem rozkoszowac sie wspanialosciami wspolzycia.
                Nigdy to nie byl dla mnie rodzajem nagrody.
                Ale pozbawiac sie gonienia kroliczka to tak jak wejsc do rajskiego ogrodu tylnymi drzwiami. POzbawic sie wszystkich przyjemnosci po drodze i wpasc od razu na zakonczenie.Czytasz ksiazki od tylu? czy wolisz smakowac kazda kartke we wlasciwej kolejnosci i czasie?
    • wilma.flintstone Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 08.09.10, 19:43

      Niech spada.
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 08.09.10, 23:40
        Jeszcze raz dziękuję wszystkim za życzliwe opinie (choć niektóre ostre, ale trudno). Chciałabym dodać coś do niektórych, ale to już chyba jutro, bo dziś nie mam siły, tylko chcę powiedzieć, co było po południu.
        Poszłam więc na wizytę, którą on mi załatwił. I nie myliłam się – owszem był, już chwilę przed czasem. Na pytanie, co tu robi, odpow. że przecież mieliśmy tu razem przyjść (choć to jeszcze nie było ustalone).
        W skrócie: bezpardonowo wpakował się ze mną do babki do gabinetu i całkowicie „przejął pałeczkę” nad moją wizytą. Owszem, pytania zadawał z pewnością bardziej fachowe niż ja bym zadała, ale sama też umiem poradzić sobie u lekarza (!), zwłaszcza że kobieta rzeczywiście rewelacyjna jest i to jedno muszę mu przyznać – potrafi znaleźć człowiekowi dobrego lekarza (i mam przyjść do niej za 3 dni, bo dobrała leki, które chce bardzo dokł. kontrolować). Nie wzięła ode mnie pieniędzy (a przy okazji poprosiła mojego byłego o przyjęcie jakiegoś pacjenta – nie, no po prostu ta służba zdrowia to jakieś naczynia połączone).
        Wyszliśmy – on zachowywał się jak na początku: lekko obrażony i z dystansem plus coś w stylu „Zobacz, jaki jestem wspaniałomyślny”. Ja – niby zaaferowana sprawami wizyty i pogodna na twarzy (chyba nie najgorzej mi z tym szło).
        Gdy wyszliśmy, on - jakby przez ten tydzień niemal nic się nie stało albo było co najwyżej po małej sprzeczce – zaproponował wypić gdzieś kawę, żeby „wreszcie spokojnie porozmawiać”. Odparłam, że dziękuję mu za pomoc, ale „Żegnam, nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia” (uprzejmie proszę ew. czytających, by podziwiać mnie w tym momencie, bo to nie było łatwe mimo wszystko!).
        Jego mina zrobiła się bardziej obrażona, po czym dowiedziałam się, że to była ostatnia propozycja zgody, jaką od niego usłyszałam. Poinformował mnie, że nie ma zwyczaju prosić nikogo, żeby się z nim zadawał, „a w szczególności dotyczy to kobiet”.
        „Używaj więc życia” – to były słowa, które rzuciłam odchodząc.

        No i jak widać koniec absolutnie anty-harlequinowy.
        Poszłam do galerii handl., a potem do znajomych i zasiedziałam się tam. Jestem w domu, niewesoła wprawdzie, ale w jakimś sensie odczuwam zwycięstwo (nad samą sobą na pewno).
        • ilse2 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 01:44
          Ja też jestem z Ciebie dumna:) Brawo
          • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 06:18
            Pokazalas klase , gratulacje :) tak trzymaj i na przyszlosc bardziej uwazaj.Specjalnie bylam ostra zebys pomyslala.Nie mozna byc ciagle glaskanym po glowce ze cie jeden taki wykorzystal.Wszystko sie dzieje ze wspolwina. Buziaki.
        • dzikoozka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 09:17
          Nooo zaimponowałaś mi :) dzielna jesteś :)
        • rosa_de_vratislavia dobrze zrobiłaś 09.09.10, 10:26
          anneliese12 napisała:

          >bezpardonowo wpakował się ze mną do babki do gabinetu i całkowicie &
          > #8222;przejął pałeczkę” nad moją wizytą.

          Czytam wątek od początku i mam wrażenie,że to kolejne czerwone światełko - pan przemuje kontrolę nad "ukochaną". Mój mąż w życiu nie wszedłby ze mną do lekarza, gdybym go wyraźnie nie poprosiła. A znamy się lat paręnaście. Szanuje moją odrębność po prostu.

          > Poinformował mnie, że nie m
          > a zwyczaju prosić nikogo, żeby się z nim zadawał, „a w szczególności doty
          > czy to kobiet”.

          Jak widac dla niego "kobieta" to jakiś odrębny gtunek - można adorować, pieścić, zasypywać prezentami, ale wzamian ona ma się podporządkować, być uległa i nie pokazywać,że ma własne zdanie.
          To " w szczególnosci dotyczy to kobiet" świadczy o tym,że pan nie zapowiada się na kogoś, kto m ógłby być PARTNEREM.
          To taki macho-przelatywacz.

          Popłacz sobie, ale wiedz,że ostatnie spotkanie potwierdziło opinię, która o nim sobie wyrobiłaś wcześniej.
          • anneliese12 Re: dobrze zrobiłaś 09.09.10, 11:05
            Kobietki, dzięki za wsparcie! Jest następny dzień i – choć na sercu ciężko (a za oknem strugi deszczu) – ja mam się zupełnie nie najgorzej. Grzeje mnie chyba ta uratowana godność...
            Powiem, że Wasze odpowiedzi na forum strasznie pomogły mi w tym żeby się nie złamać i powiedzieć wczoraj NIE. Myślę, że to już też koniec prób z jego strony – był wczoraj naprawdę wściekły (ambicję ma chyba rzeczywiście strzaskaną – he, he, to moje kolejne pocieszenie) i po co miałby dalej inwestować energię we mnie. A prawda jest taka, że jest pełno lasek, które na niego polecą (wystarczy jego autko za ponad 200 tys., niestety, żeby przyleciały chmary. A że to będą laski łaszące się tylko na jego kasę i jedna strona nie będzie szanować drugiej - no cóż, skoro obu jest dobrze).

            Do mnie dotarło (dzięki Wam), że później byłoby mi 1000 razy ciężej, a to co brałam u niego naiwnie za jego żal po rozstaniu to właśnie ta „strzaskana” ambicja.

            Tetika, nie do końca zgadzam się z tobą w kwestii „szacunek a seks na 3 randce” ale czuję, że mimo wszystko w twoim podejściu jest dużo jakiejś głębokiej prawdy (no i chyba jestem żywym tego dowodem, bo pewnie gdybym na to nie poszła, odstawiłby mnie szybko, a dziś bym nie miała problemu). A propos lekarzy w ogóle: niby trudno uwierzyć, że jakaś grupa zawodowa to szczególni babiarze, ale... – gdy trafiłam na to spotkanie lekarzy, na którym go poznałam i przez kilka minut stałam sama przy drzwiach, to (zanim jeszcze mi mojego przedstawiono), podszedł do mnie gość ok. 30 i zagadawszy jakiś komplement-banał, zapytał po prostu czy może mnie objąć sponsoringiem (czy jakoś tak). A gdy zobaczył moją minę, obrócił to w żart.
            A mój były ma, owszem, jakieś bardzo poważne rodzinne koneksje, więc, Tetika, dobrze to wyczułaś! po prostu nie wiem, jak się od razu domyśliłaś.

            Inna rzecz: Jak widać dla mojego byłego kobieta to rzeczywiście „odrębny gatunek” (jak napisała rosa de vratislavia) i jest wyłącznie obiektem (do d...czenia głównie) i ma sie podporządkować. I coś mi się przypomniało (kurcze, ile rzeczy mi się teraz układa) jak mój były powiedział mi, że jak będzie miał kiedyś własną katedrę, to zrobi wszystko żeby było tam jak najmniej kobiet albo najlepiej wcale, bo kobiety są beznadziejnymi (tu dokładne określenie specjalizacji), a poza tym w ogóle bez porównania gorszymi lekarzami.

            Więc chyba jeszcze raz muszę sobie pogratulować przezorności (oby tylko mój były już mi się w najbliższych dniach na oczy nie pokazał, bo mogłaby to być kolejna próba).
            • mumia_ramzesa Re: dobrze zrobiłaś 09.09.10, 21:41
              > Grzeje mnie chyba ta uratowana godność...

              O jakiej godnosci piszes? Pozwolilas mu wejsc ze soba do gabinetu i rozmawiac z lekarka o swojej chorobie? Co to byl za uklad? Tatus - coreczka?
          • ofelia1982 Re: dobrze zrobiłaś 09.09.10, 13:35
            Nic dodać nic ująć do tego, co napisała rosa. Nie wyobrażam sobie swojego męża traktującego mnie jak małą głupia owieczkę - swoją własność. I Twój wiek wcale nie usprawiedliwia jego zachowania, bo pewnie tak samo zachowuje się w stosunku do równolatek. Po prostu kobieta to dla niego "dupa", "mięso" etc...szkoda czasu
        • martishia7 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:07
          Zuch dziewczyna, zuch, że się powtórzę. :) Nie będę się rozpisywać, podpiszę się pod tym co napisała Rosa powyżej.

          Wiesz, poruszyła mnie Twoja historia (nie wstydzę się do tego przyznać:)), bo mam znajomego, raptem 26letniego, ale wszystko wygląda na to, że za te 8 lat będzie doskonałym ksero Twojego Doktora. Z tą różnicą, że o swoich licznych podbojach nigdy przenigdy, w mniejszym lub większym, damskim bądź męskim (o czym wiem oczywiście jeno ze słyszenia) towarzystwie nie wyraża się w sposób pogardliwy. Ale mimo to ma pewną cechę wspólną z Twoim Doktorem, tę cechę, o której pisała Rosa - nie traktuje kobiet jak partnerów. A w każdym razie nie kobiety, które są dla niego potencjalnym obiektem. Nie potrafię tego chyba dobrze wyjaśnić, ale jego istotną cechą jest to, że patrzy (nie bez powodu) na wielu ludzi z góry. Tych, których nie może tak traktować, z powodu że mu dorównują lub go przewyższają - szanuje. Ale kobieta z tej kategorii automatycznie przestaje być dla niego interesująca, sięga tylko po te które są słabsze - mniej inteligentne, mniej zaradne, mniej doświadczone, łagodniejsze, niezdolne do manipulacji. Dla mnie jakiś niezrozumiały mix kompleksów i mizoginizmu. A im dłużej ktoś funkcjonuje w takich układach, tym trudniej mu nauczyć się nawiązywać prawdziwą więź. Wiem, że każda wierzy, że ona będzie ta jedyną wyjątkową. W 99% przypadków to bzdura.
          Więc trzymaj się ciepło, szukaj raczej w swojej grupie rówieśniczej i wystrzegaj się palantów :)
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:24
            Martisha, czy to twój partner albo ktoś, kto ci się podoba i chciałabyś, żeby nim został? (bo mam takie wrażenie, że coś ci sprawia przykrość w jego podejściu).
            • martishia7 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:48
              Absolutnie w życiu :-) To przyjaciel mojego chłopaka. A przykrość mi sprawia to, że jest bardzo inteligentnym, fajnym, lojalnym wobec przyjaciół człowiekiem. Ma zadatki na znakomitego lekarza, bo ma mnóstwo wyczucia, intuicji i, o dziwo, empatii. Jest jednym z najfajniejszych ludzi jakich znam. I wiem, że każdą dobrze zapowiadającą się relację rozwala, bo mówiąc brutalnie, myśli główką, a nie głową ;) A poniewczasie dochodzi do wniosku, że chyba właśnie spieprzył coś, co mogło być fajne. I jest dół, no a przyjaciele razem z nim w tym dole. Bez sensu.
              • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:57
                martishia7 napisała:
                > Absolutnie w życiu :-) To przyjaciel mojego chłopaka. A przykrość mi sprawia to
                > , że jest bardzo inteligentnym, fajnym, lojalnym wobec przyjaciół człowiekiem.
                > Ma zadatki na znakomitego lekarza, bo ma mnóstwo wyczucia, intuicji i, o dziwo,
                > empatii. Jest jednym z najfajniejszych ludzi jakich znam. I wiem, że każdą dob
                > rze zapowiadającą się relację rozwala, bo mówiąc brutalnie, myśli główką, a nie
                > głową ;) A poniewczasie dochodzi do wniosku, że chyba właśnie spieprzył coś, c
                > o mogło być fajne. I jest dół, no a przyjaciele razem z nim w tym dole. Bez sen
                > su.

                Martishia, za osiem lat, w toku dalszej kariery będzie to rzeczywiście mentalny klon mojego byłego. Tylko że wtedy nie będzie już nawet płakał nad jakąkolwiek skopaną relacją bo będzie całkowicie uodporniony.

                • martishia7 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:01
                  Wiem. Dlatego z pewnym smutkiem czytałam Twój wątek. No ale dorosły facet w końcu. Co takiemu zrobisz?
                  • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:34
                    Powodzenie (wszelkie) psuje. Moja babcia mówiła jednak, że każdy musi dostać w życiu jakiegoś kopa, na pewno parę razy. Tylko że chyba niektórzy - po podniesieniu się po tych kopach – uprawiają dalej łatwiznę.
                    Martishia, twój znajomy lekarz przynajmniej nie robi się na maczo przed kolegami. A u mojego byłego ta pogarda dla kobiet jest chyba bardzo autentyczna, nie zgrywana.
            • jesien884 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:48
              Jestem 50+ , z wielką uwagą przeczytałam wszystko . Takich dziewczyn ,jak TY , już się nie spotyka , a TY jednak jesteś . Jesteś CUDOWNA , jesteś WIELKA i nie wiem dlaczego, jak to piszę mam łzy w oczach i spływają mi po policzku. Serdecznie Cię pozdrawiam .
              • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 11:52
                jesienn, dziękuję Ci bardzo, choć nie wiem, czy zasłużyłam na ten wielki komplement. Pozdrawiam serdecznie!
        • kookardka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:03
          Załatwiłaś sprawę w białych koronkowych rękawiczkach :) Pięknie :)
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:16
            Ładnie brzmi twoje zdanie, ale i prawda jest taka, że jeszcze przez dłuższy czas będzie mi ciężko. Myślę, że wszystko się uspokoi, z tego związku będę z sentymentem wspominać jedną rzecz: kontakty („od kuchni”) z służbą zdrowia. Byłam w sumie u dwóch osób które mi polecił tj. wczorajsza lekarka i pewien ginekolog. Nie chodzi tu tylko o brak czekania w kolejce i że lekarz jest miły i w ogóle myśli nad sprawą, tylko po prostu u poleconych przez niego osób po raz pierwszy zetknęłam się na wizycie z czymś takim, że lekarz rozstrząsa wszystko drobiazgowo, wręcz rozkłada sprawę na czynniki pierwsze, wypytuje o 100 różnych rzeczy i obmyśla szczegółowo dalszą strategię. To jest po prostu jakiegoś rodzaju jakość wizyty (nie umiem tego określić), z którą się jeszcze nie zetknęłam.
            • magda.gryniewicz Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:39

              no wiesz... ludzie z "branży" muszą się trzymać razem - stąd tak wysoka jakość wizyty.
              a jak przychodzi ktoś z ulicy, to patrzą jak na idiotę.
            • kookardka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 12:44
              Wiem, że ciężko ... coś się skończyło ... ale z drugiej strony to było przecież coś fałszywego co i tak nie miało przyszłości ... traciłabyś tylko czas a tak jesteś wolna i możesz zacząć coś nowego ... co więcej, w tej sytuacji zakończenie znajomości to zachowanie godności i szacunku do samej siebie. I to jeszcze w jaki sposób ...
              co do lekarzy ... szkoda gadać ... na palcach jednej ręki mogłabym policzyć lekarzy zaangażowanych w temat, zorientowanych na pacjenta a nie na odfajkowanie kolejnego przypadku ...
        • ofelia1982 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 13:33
          Szacun!!! :)))
          A to jak się zachowywał podczas wizyty - zdominowanie TWOJEJ (jakby nie było dotyczącej Twojego zdrowia) wizyty; obrażenie (wtf?); zaznaczenie, że to ostatnia propozycja zgody ZWŁASZCZA DO KOBIETY (co TO ma znaczyć??) - świadczy o tym jakim jest f**tem! Zadufany w siebie samiec alfa, traktujący kobietę jak swoją własność i obrażony, że to ona się na niego wypięła po tym, jak ją skompromitował. Bardzo dobrze zrobiłaś, facet o tak wysokim ego to porażka na całej linii.
        • dzioucha_z_lasu Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 14:33
          Brawo! Brawo! Brawo! Pięknie to załatwiłaś, z klasą. Zgodnie z zasadą - co nas ni zabija, to nas wzmacnia - następnym razem jak będziesz miała pecha trafić na takie indywiduum, będziesz już przygotowana i nie dasz się zmanipulować :)
          • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 14:54
            Duza dziewczynka :D, Ty juz wiesz ze dobrze zrobilas bo to przebija z Twojego pisania.Jakbys miala smuteczki to dawaj posta , bedziemy Cie wspierac przez pokrzyczenie i poglaskanie :*
            • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 19:30
              Tetika, smuteczki mam niemałeale po południu nastąpiło gwałtowne polepszenie - bo przyszło do głowy, jak mogę się odegrać i połączyć przyjemne z pożytecznym.
              Otóż mój były ma grupę studentów (właściwie przynależą oni chyba do jego szefa, ale nie wiem, dokł., mój były też z nimi pracował). W tej grupie jest jeden chłopak, który mi się podoba. Gdy się mijaliśmy w klinice, uśmiechał się do mnie, więc za drugim czy trzecim razem ja też odpowiedziałam uśmiechem. Oczyw. zupełnie o wszystkim zapomniałam, ale wczoraj, jak szłam do znajomej byłego na wizytę, przed wejściem do budynku zobaczyłam, że student idzie z naprzeciwka. Uśmiechnęłam się z daleka, choć nigdy tego nie robiłam (to była chyba przekora względem byłego), a on odpowiedział mi tak promiennym uśmiechem, że ja po prostu powiedziałam głośno „Cześć” (to był zapewne przekory ciąg dalszy).
              Dziś mnie natchnęło.
              A że w dobie portali społecznościowych pewne rzeczy są załatwienia, to dzisiaj po trzech godzinach szukania (miałam bardzo skąpe dane, a zaczęłam od Facebooka) namierzyłam go chłopaka na NK!!! Dalej niewiele o nim wiem, bo ma większość informacji ukrytych, ale to on!!!

              Moje dylematy:
              1. To mało szlachetne chcieć poznać kogoś, kierując się zemstą.
              Ale: a. Nie chcę chłopaka oszukać i rzucić, potoczyć się może różnie b. Podobnie poznali się wujek i ciocia, dziś po ok 60 lat, super małżeństwo (ciocia poprosiła do tańca wujka jako pierwszego lepszego, bo jej były chłopak był na tej zabawie) – dziś pękają ze śmiechu, gdy to opowiadają.

              2. To nowu lekarz (przyszły), a ja mam poważny uraz do tej grupy
              Ale: po co teraz snuć tak dalekosiężna plany

              3. Chłopak może jest zajęty
              Ale: Trudno, wtedy mi to powie / napisze.

              Co do wyjścia z inicjatywą, nie będzie z tym problemu. Wprawdzie nie jestem typem śmiałym, ale w pewnych sytuacjach bywam bardzo odważna, atu mam tyle energii, że nie widzę najmniejszych przeszkód do zrobienia pierwszego kroku.
              Dla zasady jeszcze to odwlekam, ale chyba już nie ma odwrotu.
              • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 20:20
                Kochana mojego syna (a jest w twoim wieku) jego kobietka znalazla 3 lata temu na.... kurcze co trzy lata temu bylo modne? w kazdym razie tez na takim portalu.Odezwala sie jakos , spodobala mu sie , umowili sie a teraz moje synio mowi ze docelowo ma powazne plany , tylko jeszcze za wczesnie na slub.
                Tak wiec uwazam ze spokojnie mozesz go sprobowac dodac do znajomych z uprzejma notka ze milo widziec znajoma buzie.Jesli bedzie chcial kontynuowac znajomosc sam znajdzie sposob.
                A reszte juz znasz, nie kazdy lekarz do skur....byk.Ja pracuje z lekarzem ktory jest facetem bez wad :D i ma 4 dzieci i jest super pod kazdym wzgledem.Tacy tez sie trafiaja.
                A tobie moze nie od razu milosc a moze przyjazn. Wiesz w sumie to krecac sie po domu myslalam o tobie i takie mnie naszlo ze jakbym sie wrocila do swoich mlodszych lat to bym szukala nie najpiekniejszego , tylko takiego ktory jest kumplem przyjacielem i podpora w kazdej sytuacji i ktory jest ciagle za mna.Tylko w twoim wieku na takich sie nie zwraca uwagi bo czesto nie grzesza uroda, a potem sie zaluje bo to najfajniejsi faceci.Ci sliczni szybko brzydna a cholerne wady tym bardziej sie uwydatniaja.
                I jeszcze jedno dobrych facetow zony dobrze pilnuja, wolni sa tacy glownie z odrzutu albo tacy ktorych zadna rosadna nie wezmie. Wiec jesli ten ostatni pan ma tyle lat ile ma , kasy jak lodu i pare innych ciekawych zalet to czemu go zadna nie chce i nie trzyma?????
                Dobra koniec moralow :) ide na durne babskie bajeczki.
              • inquisitive_girl Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 20:36
                Mysle, ze powinnas sprobowac z tym chlopakiem. Widze, ze jestes madra dziewczyna i nawet w imie zemsty nie chcesz go uwodzic i brutalnie porzucac, tylko pewnie bedziesz z nim w miare szczera. A jesli z tego wyniknie cos powazniejszego to tylko lepiej ;) Trzymam za Ciebie kciuki i powiem Ci, ze mi zabraklo takiej odwagi, ktora Ty masz, w chwili, gdy bylo to potrzebne.
              • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 21:28
                Chłopinę szlag trafi, bo sobie wszyscy wystawią, żeś go dla młodszego kantem puściła - bardzo ładnie :D
              • mumia_ramzesa Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 22:00
                anneliese12 napisała:

                > po południu nastąpiło gwałtowne polepszenie -
                > bo przyszło do głowy, jak mogę się odegrać i połączyć przyjemne z pożytecznym.

                Fakt, ze nie masz godnosci to jeszcze malo. Szkoda slow.
                • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 23:19
                  mumia_ramzesa napisała:

                  > anneliese12 napisała:
                  >
                  > > po południu nastąpiło gwałtowne polepszenie -
                  > > bo przyszło do głowy, jak mogę się odegrać i połączyć przyjemne z pożytec
                  > znym.
                  >
                  > Fakt, ze nie masz godnosci to jeszcze malo. Szkoda slow.

                  Ostatecznie każdy może mieć zdanie na forum - ale, kobieto, wyluzuj i naucz się widzieć "mrugnięcie oka" tam, gdzie ono jest, a nie szukać w każdym zdaniu dramatyzmu na siłę.
                  • mumia_ramzesa Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 15:51
                    Nie chodzi o bto zdanie ani nawet o ten post, z ktorego ono pochodzi. Chodzi o cala Twoja postawe.
                    Wyrwalas lekarza, ktory jest juz w zyciu ustawiony, imponowalo Ci, ze facet sie stara, daje prezenty, zabiera na wycieczki itd. Korzystalas z jego znajomosci, zeby zostac dobrze obsluzona przez lekarzy. Teraz z nim zerwalas i z biegu usilujesz wejsc w nowy zwiazek. Myslisz, ze latwo uwierzyc w Twoja bezinteresownosc i uczucia? Po co to wszystko opisujesz na forum? Po co ta historyjka o babci i dziadku? Zeby siebie rozgrzeszyc?
                    Moge juz dopisac dalszy ciag tej historii: lekarka przy drugiej wizycie nie bedzie juz taka mila i dociekliwa, a byc moze do tej wizyty w ogole nie dojdzie i wtedy bedziesz sie tutaj wywnetrzac jaki to byly jest podly, bo cos jej nagadal.
                    Bawisz sie ludzmi i nic nie pomoze wmawianie sobie, ze masz godnosc i jestes strasznie dzielna!
                    Gdybys miala godnosc to bys nie poszla na wizyte z polecenia.
              • kolorowa_diablica Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 23:36
                kobieto, zlituj się i daj sobie spokój.
                To jest dorosły, inteligentny facet, połapie się, ze robisz mu wielce "na złość" i bardziej go to rozśmieszy niż zaboli.

                nie knuj podstępnych zemst, które tylko Tobie zaszkodzą, bo przepraszam, że napiszę wprost - są żałosne. Pomysł z karaibami był zabawny, ale to toś poleciała już z grubej rury.
                Chcesz zrobić z siebie pośmiewisko, to jesteś na dobrej drodze.

                Miej honor, odwróć się, odejdź i poszukaj sobie kogoś w innym kręgu znajomych.
                • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 09.09.10, 23:45
                  Tetika, dzięki za długą i mądrą wypowiedź, dodała mi odwagi.
                  Kolorowa diablico, doceniam twoją życzliwość. To co zamierzam, jest jak najbardziej poważne, robię to dla siebie, z niczym nie będę się przed byłym afiszować. Wszystko przemyślałam i wprawadziłam w czyn, o czym piszę poniżej.

                  Tak więc nie odwlekałam sprawy i wysłałam mu e-maila.
                  I już się dzieje!!! Ale od początku.
                  Nie mam konta na NK i nigdy nie miałam, bo nie lubię serwisów społecznościowych (żeby faceta odszukać założyłam jakieś byle co bez zdjęcia oczywiście, tylko wiek wpisany). Nie mogłam więc niewinnie zaprosić go do listy znajomych, tylko musiałam wysłać z tego czegoś e-maila z konkretną treścią. Poza tym nie chciałam robić ściemy i zamierzałam normalnie dać do zrozumienia, że mi się podoba (bo i tak każdy wie, że po to się pisze w takiej sytuacji).
                  I tu cały wieczór wahałam się między dwiema (już gotowymi w wordzie) wersjami, tj. odważniejszą i ostrożniejszą. Wybrałam tę drugą, w której napisałam w 2-3 zdaniach że go znam z widzenia, ale nie mam odwagi go zagadnąć. Odpowiedź przyszła szybko, a potem następna po mojej, a potem jeszcze.
                  Streszczenie moich wrażeń z tej krótkiej wymiany maili:
                  Dobrze, że wybrałam ostrożną wersję na początek, bo facet jest bardzo powściągliwy i nieufny; żąda ujawnienia się, skoro – jak zapewniam – mój mail to nie żarty. Na żadne gierki słowne nie idzie, po prostu żąda konkretów i nie uwierzył w moje sugestie „Ja cię kojarzę, a ty mnie chyba nie”.
                  A ja nie chcę wysyłać mu zdjęcia – to nie wchodzi w grę.
                  No więc boję się, że będę musiała mu po prostu wytłumaczyć, i to szybko, skąd się znamy, ale w tym momencie opuszcza mnie trochę pewność siebie. Trudno, tak czy inaczej to zrobię.
                  Czuję, że może być ciężko, z jakimś „postrzeleńcem” byłoby o wiele łatwiej. Pocieszam się, że w ogóle odpisał.
                  • kolorowa_diablica Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 00:29
                    reasumując - NAGLE oprzytomniałaś i przypomniałaś sobie, ze przecież chłopiec z grupy uczniów Twojego ex amanta podoba Ci się i wymienialiście uśmiechy. Cóż za zbieg okoliczności i niesamowita odmiana. Miłość od pierwszego wejrzenia dwa dni po rozstaniu... i jeszcze w kimś z jego środowiska... Czy trzeba to dalej komentować?

                    By zdobyć jego serce zakładasz fejka na nk i wypisujesz mu - cześć, znamy się, podobasz mi się (niestety nie mogę przesłać Ci swojego zdjęcia, ani powiedzieć kim jestem, najlepiej umówmy się w pubie pod gołębiem, będę miała na sobie bluzkę w groszki, w odcieniu butelkowo-zgniłej zieleni oraz spinkę we włosach o kształcie motyla).

                    welcome to gimnazjum.

                    zachowujesz się jak desperatka, opuszczam ten wątek, bo wieje żenadą.
                    • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 07:44
                      Kolorowa Diablico, czy to musi być zaraz miłość od pierwszego wejrzenia, jeśli się do kogoś pisze i jeśli ci się ktoś podoba? I czy ja próbuje komuś / sobie wmówić że to samo środowisko jest jakimkolwiek zbiegiem okoliczności? Powiedziałam też tu na forum, że nie zamierzam nikogo zwodzić ani się afiszować.
                      Wytykasz mi, że to dziecinada. Powiem ci, że w mojej rodzinie jest kobieta (dziś na emeryturze), która mieszka w górskiej miejscowości i całe życie przepracowała w sanatorium. Kiedyś (nie wiem jak teraz) do sanatorium jeździło się pojedynczo, bez żony/męża. Oczyw. jeździły tam osoby raczej starsze. Wiesz, co wyprawiały owe „dojrzałe” 40, 50 i 60 letnie osoby w czasie pobytu? – strzelały do siebie oczkami już po przyjeździe, następnego dnia spacerowały za rączkę, kolejnego łączyły się w pary i aktywnie wprowadzały tę gwałtownie rozbudzoną wielką miłość w czyn, co trwało do końca pobytu. Potem (cudem?) miłość wraz z ostatnim dniem się kończyła. Nie mówię, że każdy tak robił, ale było to powszechne. Od dzieciństwa się o tym nasłuchałam. Spytaj kogokolwiek starszego, to ci powie, jakim mianem określano sanatorium w tamtych czasach.
                      To jest tylko przykład, co robią osoby będące od dawna szacownymi rodzicami i dizadkami, więc nie wymawiaj mi poziomu gimnazjum. Mam 22 lata i piszę na NK do (wolnego!) faceta w tym samym mniej więcej wieku. Nie chcę go oszukiwać – oceniaj mnie po czynach – nie po tym, że do kogoś napiszę, tylko według tego, jak będę traktować człowieka w konkretnej sytuacji, gdy coś z tego wyniknie.
                      Powiem więcej, że po tym, co wydarzyło się wczoraj w nocy w czasie rozmowy (jeszcze później niż mój ostatni wpis), mam o tym chłopaku bardzo dobre zdanie. Liczę się z tym, że będę musiała być wobec niego szczera. Zdjęcia mu nie wysłałam, ale dokładnie powiedziałam, kim jestem i skąd mnie zna.
                      PS.
                      A w sposób, jaki opisałaś, to żonaci faceci spotykają się z laskami w moim wieku „wyrwanymi” w necie (a żeby to chociaż od razu każdy przyznał się do swojego stanu: – nie, każdy jest wolny albo w trakcie rozwodu z żoną albo „już dawno się nie rozumieją”, słyszałam to od koleżanek setki razy, a do żonatych i rozwodzących się mam uraz najgłębszy).
                      • belli_sima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 09:52
                        Przykro mi Anneliese, ale ta akcja z chłopakiem jest strasznie naiwna. Na poziomie gimnazjum co najwyżej, aż dziw mnie bierze, że studentki mogą wierzyć, że coś takiego jak maile na nk. zakończy się prawdziwym zainteresowaniem tego chłopaka.
                        W takiej sytuacji, kiedy widzisz go parokrotnie i usmiechacie się do siebie:
                        1. Powinnaś czekać, aż on wykaże inicjatywę,
                        2. Pisząc do niego pierwsza znów stajesz się łatwym celem.
                        Ponadto musisz zwiąć pod uwagę, że gdybyście się zaczęli spotykać a on dowiedział się od kogoś, że byłaś z tamtym lekarzem - ten fakt plus Twoje śmiałe wykazanie inicjatywy w kwestii nawiązania znajomości z nim ukaże Cię w niekorzystnym świetle. A on sie może dowiedzieć o lekarzu, bo to to samo środowisko. Chociażby od kogoś "życzliwego".
                        Na Twoim miejscu szukałabym chłopaka nie mającego szans dowiedzieć się o tamtym. I nie przyspieszać sprawy, bo to prawie nigdy dobrze nie rokuje. No i nie liczyć na to, że ta akcja zaboli lekarza - uwierz mi, ludzie w jego wieku są już uodpornieni na taki rodzaj "zemsty". Jedyne co ewentualnie pomyśli to to, że to "dziecinada".
                        • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 10:31
                          Belli sima, akcja naiwna czy nie , ja już się nie cofnę. Nie obrażam się, wasze (też krytyczne) opinie bardzo mi pomagają w tym całym chaosie. Nie mam tu teraz we wrześniu nikogo, z kim mogłabym szczerze pogadać, tylko jakieś koleżanki, nie mogę wiecznie wydzwaniać do kuzynki, w ogóle nie mam z kim słowa zamienić i wiecznie siedzę przy kompie, albo zdołowana albo podekscytowana. Jeśli jestem dziecinna, trudno, postaram się pracować nad sobą, dzięki Tobie i za tę opinię.
                          (Inna spr.: On mnie z moim byłym na pewno nie może skojarzyć).

                          Jeśli komuś chce się czytać, opisałam pod spodem, co było wczoraj i że się „przedstawiłam”. Nie wiem, jak interpretować rezultat.

                          A więc opisałam się w mailu mniej więcej, napisałam, że widywaliśmy się tu i tu, dodałam pewien szczegół oraz to, że widzieliśmy się dzień wcześniej przy konkretnym wyjściu z gmachu, a ja powiedziałam mu „Cześć” (co jest wg mnie najbardziej charakterystyczne, bo zupełnie świeże). Gdy wysyłałam tego maila, strasznie się bałam. Odpowiedź przyszła zaraz: „Albo natychmiast dostanę twój numer telefonu albo to jakaś totalna ściema” (Dodał, że mogę być jakimś jego kolesiem, któremu zebrało się na głupie żarty). Tak więc wysłałam numer, nie było odwrotu.
                          Mój telefon natychmiast zadzwonił. Powiedział, że nie lubi takich historii z tajemniczymi mailami i głosem z telefonu i że do końca nie można być wtedy pewnym, czy ktoś się nie podszywa. pod inną osobę. Dodał, że o czymkolwiek dalej on będzie ze mną rozmawiał wyłącznie w realu, więc jeśli nie robię ściemy, może się ze mną spotkać – bo jeśli jestem uczciwa i nie zmyślam, to chyba najrozsądniejsze, a nie dalej bawić się w przedszkole. Ja spytałam, jak mogę robić ściemę, że wczoraj chyba 10 razy nie wychodził o tej samej godzinie z budynku wyjściem x, ale on zignorował to i spytał, jaka jest moja decyzja. Byłam trochę rozdrażniona tym, że on mnie posądza, że ja się pod kogoś podszywam (to nie miałoby żadnego sensu), ale stwierdziłam, że w sumie na razie problem sam sie rozwiązał i zgodziłam się na spotkanie.

                          Boję się, bo czuję, że będę musiała się tłumaczyć. Ale cóż, nie stchórzę i nie wycofam się. Miłe jednak jest, że nie olał całej sytuacji – studenci jednak poznają się przez maile. Nie rozumiem go jednak do końca, ale to pewnie sie dziś wyjaśni.
                          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 10:33
                            PS.
                            O tym, żeby to traktować jak zemstę w ogóle nie myśle, tak było w pierwszej chwilitylko, ale oczyw. można mi wierzyć lub nie.
                            • inquisitive_girl Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 10:49
                              Go for it girl!
                              Twoj watek jest jednym z najciekawszych na tym forum, w dodatku prawdziwym! zycie pisze przedziwne scenariusze..
                            • gosia05 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 10:54
                              teraz się żenada zrobiła. szkoda. bye.
                            • mieta_pieprzowa Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 11:27
                              jesli za wszelka cene musisz miec teraz chlopaka, to co ci szkodzi sprobowac?
                              A jesli do tego jeszcze twoj wybranek musi byc scisly zwiazek z medycyna albo czyms jeszcze bardziej elitarnym, to kiedys musisz zaczac sobie takiego wybranka szukac.

                              Doswiadczeie juz masz:
                              bogaty + inteligentny nie = dobry
                              dobry + intelgentny nie = bogaty, ale z pewnoscia nieubogi w przyszlosci

                              Wniosek
                              Szukaj chlopaka na akademii medycznej, wydziale prawa, politechnice,
                              ale wsrod studentow nie absolwentow, skoro koniecznie musisz miec faceta z medycyny itp.
    • seniaa heheh dobre 09.09.10, 12:45
      aj low dis gejm
    • izabella9.0 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 10:46
      kurde, ten wątek ( czytaj ta historia) jest lepsza niż niejeden romans, który przeczytałam...wciągnęłam się i czytam namiętnie coraz to nowe wpisy autorki ( ostatnio mnie kręcą takie klimaty ) :DDDDDDDDDD

      PS:zawsze mnie dziwiło jak niektórzy ludzie potrafią ukrywać swoje prawdziwe oblicza : DDDD
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 11:41
        Do tych, którzy mnie krytykują za dziecinadę: Sprawiedliwie będzie mnie oceniać po tym, jak się np. zachowam na spotkaniu (jest na 18) - opiszę je i będzie widać, czy moje zachowanie jest płaskie i chcę kogoś skrzywdzić, by się odegrać. To spotkanie będzie bardzo trudne, wszystko jakoś tak się skumulowało i muszę z tego wybrnąć. Ok – na własne życzenie, ale nie żałuję tego kroku (czyli mailowej dziecinady na NK wg niektórych), bo ten chłopak jest bardzo miły.

        Boję się, brzuch mnie boli ze zdenerwowania i nic nie mogę jeść, Siedzę i od kwadransa słucham w kółko piosenki „Wspomnienie” Niemena, uwielbiam to jeszcze od dziecka, i ryczę jak bóbr. Nie wiem, jak wytrzymam do 18, dobrze że zaraz idę do fryzjera.
        • ofelia1982 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 12:00
          oj tam dziecinada od razu! ja mam niedługo 30 na karku ale uważam, że czasami w życiu trzeba trochę spontaniczności i postawienia wszystkiego na jedną kartę, otworzenia się na nieznane i zaryzykowania, a nie pensjonarskiego "wychodzenia z sytuacji z godnością". Jeżeli potrzebujesz w tym momencie odskoczni, adoracji, flirtu - bo ewidentnie Twój były podkopał Twoje poczucie wartości (normalne) - to idź na tę randkę i tyle. I nie słuchaj, że jest to dziecinne i bez klasy. Robisz to bo tego potrzebujesz, bo ktoś Cię skrzywdził i podkopał wiarę w siebie i swoją kobiecość. Jak znam życie, to ta randka Ci trochę pomoże:)) Będzie dobrze!!! Tylko nie rozmawiaj z nim o byłym! Skup się na Was, na "tu i teraz". POWODZENIA i napisz koniecznie jak poszło!!!!!
        • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 13:31
          Moj kolega mówił mi kiedyś - jak cie rzuci laska, to znajdź sobie dwie nastepne:)
          W stanie, w którym jesteś, najlepszym wyjściem będzie poznanie nowego chłopaka - przynajmniej głowę będziesz mieć zajętą:)
          Tylko nie rób tego tylko dlatego, zeby zemścić się na byłym.
        • stedo Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 14:13
          A ten Twój ex coś robi na uczelni medycznej? Może broń boże wykłada? Jeśli tak, to uważaj, by przypadkiem nie zauważył Was razem, bo może ten koleś mieć kłopoty na uczelni.
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 15:46
            Ofelia, Daniel i Stedo,
            bardzo dziękuję wam za wsparcie - nawet nie wyobrażacie ile to dla mnie znaczy, przeczytać teraz po powrocie wasze trzy posty!!! Łaziłam po wizycie u fryz. po mieście (dziś się dało, u nas niedawno wyszło piękne słońce) i myślałam: byle jeszcze nie do domu.
            O czwartej zacznę się szykować, a po piątej muszę i tak wyjść na przystanek tramw. , jakoś zleci. (Tylko proszę niech nikt nie myśli, że ja zwykle szykuję się godzinę do wyjścia albo że chcę odstawić szopkę z moim wyglądem - po prostu tułam się dziś z kąta w kąt, każda czynność pochłania mi trzy raz więcej czasu).
            O byłym nie mam zamiaru wspominać ani słówkiem, broń Boże! Co do zaszkodzenia komuś przez byłego to nawet nie chcę o tym myśleć, a afiszować się nie będę, jak już wspominałam.

            Ofelia, piszesz „Czasami w życiu trzeba trochę spontaniczności i postawienia wszystkiego na jedną kartę, otworzenia się na nieznane i zaryzykowania, a nie pensjonarskiego „wychodzenia z sytuacji z godnością”. Ja też to tak odbieram. Czytałam tu na forum wątek o chłopaku na stacji benzynowej – nie wiem, czy się skończyło i jak), ale dziewczyna chyba od tygodni, podejmując raczej nieśmiałe próby, traciła jakąś potworną ilość energii i przeżywała okropny stres. Absolutnie jej nie krytykuję, bo każdy robi, jak jest w stanie, ale osobiście nie wyobrażam sobie tego, wolę od razu (albo prawie od razu) przyznać się sama do zainteresowania.
            Wiecie, czuję sie jak przed egzaminem. Nie mogę powiedzieć chłopakowi wszystkiego, ale nie mogę też nakłamać. A już widzę, że z nim nie da się łatwo wymigać ani go zbyć.
            Napiszę, jak było, proszę, trzymajcie za mnie kciuki.
            Pozdrawiam
            • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 15:51
              anneliese12 ty nic nowemu znajomemu nie mow , zwariowalas?
              ot poprostu usmiechneliscie sie do siebie , znalazlas go na NK i zaproponowalas spotkanie zeby pogadac zobaczyc czy ma tak ladny usmiech jak ostatnio. Zadnego pozowania na romantyczna sylfide, zadnego przesadnego strojenia, wyginania i idiotycznych wydetych usteczek (przerysowuje)
              NATURALNA W KAZDYM CALU. Z Twoich postow przebija fajna kobietka ladnie mowiaca i majaca moze cos do powiedzenia, nie spapraj tego /Ty nie idziesz na zadna randke tylko na spotkanie z moze fajnym facetem.Nie masz sie czym denerwowac. I oposz wszystko jak wrocisz , ciagle cie czytam :)
            • stedo Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 15:55
              A ten koleś nie zauważył Ciebie do tej pory, mimo że kilka razy uśmiechaliście się do siebie? Bo jeśli naprawdę nie wiedział, że Ty to Ty, to raczej nie wpadłaś mu w oko.
              • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:06
                Stedo nie doluj dziewczyny :)
                • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:28
                  Nie , nie zdołowałam się; ja tylko myślę, że Wam źle coś wytłumaczyłam - on mnie jak najbardziej skojarzył z ostatnim mijaniem się (gdy mu powiedziałam cześć), bo mi to dziś w nocy mówił - tylko nie chciał mi wyjaśnić, dlaczego dalej myśli, że to może być ściema. No bo jak, pamiętał mnie (np. sam upewniając się podał mi nawet mój kolor włosów), wie, że to ja, a tu dalej ściema? Kto niby nas widział, że miałby tak świrować? Chyba ze myślał, że to "ja jako ja" robię sobie, za przeproszeniem, jaja. Ale zapytam dziś o to.
                  Zresztą musiałam się "ujawnić", powiedział (jeszcze w mailu), że przerwie korespondencję, jeśli tego nie zrobię.
                  Więc widzicie, że to jakaś twarda sztuka.
                  Kurczę, muszę dalej się szykować, sorry.
                  • dalenne Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 17:17
                    A ja myślę, ze on twierdzi, ze to jaja bo bardzo mu się podobasz i nie mógł uwierzyć w swoje szczęście ;)

                    p.s. Mam nadzieję na szczęśliwe zakończenie i że to prawdziwa historia ;)
                    • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 21:36
                      Kurcze chyba sie dobrze bawia a ja niestety bede musiala na zwierzenia do jutra poczekac :D
                      • stedo Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 23:04
                        Zdecydowanie.Aż się boję, bo do tej pory jej nie ma;(
        • mumia_ramzesa Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:19
          > Boję się, brzuch mnie boli ze zdenerwowania i nic nie mogę jeść, Siedzę i od kw
          > adransa słucham w kółko piosenki „Wspomnienie” Niemena, uwielbiam to jeszcze od dziecka, i ryczę jak bóbr.

          Ojej, wzruszylam sie i tez ronie krokodyle lzy!

          > Nie wiem, jak wytrzymam do 18, dobrze że zaraz idę do fryzjera.

          A nie zapomnij o manikiurzystce.
          • kolorowa_diablica Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:30
            ehh... błogie życie bezrobotnych :)
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:31
            He, jeszcze cię dorwałam po wklejeniu - daruj sobie. A u fryzjera podcinam tylko końcówki, jak zawsze.
            • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 10.09.10, 16:45
              tylko nie wracaj za pozno z tej randki bo nie wiem czy starszej pani starczy sil na czekanie na ciag dalszy opowiesci :D
          • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 00:17
            Jejku, same zupełnie sztywne, co to nigdy głupawo nie zaczepiały faceta... No, dobra, wybrała może nie najdojrzalszą opcję, ale ma raptem 22 lata, musi się na niedojrzałych zabawach przejechać coby się nauczyć - a zresztą, może jej co dobrego wyniknie z tego spotkania? Różnie się życie układa, nawet jak czasem zrobi się głupotę.
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 00:35
      O panie, to my dalej są w wieku XIX? A ja tak bez gorsetu do ludzi! ;)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 00:42
      Tak sobie myślę, że "zapomniał wół jak cielęciem był" i teraz wszystkie dorosłe i sztywne, jakby kij połknęły i dla nich wszystko "dziecinada", a nie biorą pod wagę, że 22-latka to dzieciak jest jeszcze i im się zda, że winna się zachowywać jak dobrze wychowana pensjonarka :)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 00:50
      Ej tam, nie wiesz, że to chłop ma gonić króliczka? ;)
      No, nawet jeśli nic nie wyjdzie, to jedyne co może się stać, to anneliese się głupio poczuje.
      Swoją drogą - wszyscy czekają na relację ze spotkania jak moja Babcia na nowe tomy jej romansidła :D
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:05
      To, że powinni to taka tam, rzeczywistość - ale rzuć tekstem "bo on nie zabiega o mnie" to zaraz go zjadą, oczywiście nie wszyscy, ale sporo się znajdzie :]

      Doświadczenia są bezcenne, nawet jeśli wynikają z głupoty. Ale łatwiej stwierdzić, że ona nie ma godności, bleh.
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:12
      To oczywiste, ale jak kobita o niego zabiegnie raz czy drugi, to tylko im lepiej będzie ;) Bo jakby sam miał tylko zabiegać i zabiegać, to szlag go w końcu trafi i o.

      Oceniać jak oceniać, w ogóle szafować opiniami to lepiej po dłuższym pomyślunku, a nie tak z miejsca :)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:21
      Szkoda, że zbyt często ulegają stereotypom, że "facet musi" a "kobieta to winna" i wtedy płacz a zgrzytanie zębów :)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:36
      Nawet jeśli czasem "kuje" się ten los w pozornie idiotyczny sposób :)

      Jeśli zbeszta - trudno, przyjmę na klatę okrytą Nightmarishem ;)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:43
      Tak, moja SH wygląda w tym jak koszmar każdej żony - nic tylko tak iść uwodzić chłopów :D
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:50
      Ja osobiście zawsze wyglądam zachwycająco, zwłaszcza jak gram w MMORPG - to się staram upodobnić do swej postaci ;)
    • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 01:56
      Prawidłowe podejście ;)
      Dobrej nocy zatem :)
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 09:54
        Przepraszam, ale wróciłam wczoraj bardzo późno, bo poszliśmy do kina i rozmawialiśmy jeszcze po kinie. Postaram się dokładnie opisać zwłaszcza początek spotkania, bo to najważniejsze, mam nadz., że nic nie poprzestawiam.

        A więc tak: na początku kilka zdań nieistotnych, co kto zamawia itd.. Potem cisza, czuję, że coś nastąpi. I pada pytanie: „A teraz powiedz mi, dlaczego tak nagle musiałaś mnie poznać?”
        Czyli najcięższe działo zafundował mi na sam początek.
        Ja oczyw. struchlałam, On: pełna powaga w brązowych oczach, więc nie wykręcę się. Ale jednak spróbowałam. Powiedziałam, że czemu niby „nagle”, cóż to za pomysł, chyba to normalne itp. I on wtedy powiedział mi po prostu, że nie jest takim typem faceta, że dziewczyny znające go tylko z widzenia tak robią (jak ja zaczęłam na NK).
        Wiedziałam, że jeśli skłamię, to będę się czuła podle. Pomyślałam więc i mówię, że była, owszem, pewna rzecz niezależna, która sprawiła, że przyszło mi to do głowy (by do niego napisać), ale ta rzecz już przestała mieć znaczenie. On, że to jakieś dziwne i dziecinne Spytał, dlaczego nie mogę po prostu powiedzieć, a ja, że nie mogę i już. No to znowu mnie „przyszpilił” i pyta tak: Czy to oznacza, że nagle w nocy z czwartku na piątek dokonała się (niby w moich pragnieniach) jakaś bardzo poważna zmiana?
        Oczywiście nie bez ironi to pytanie.
        A że mnie ta ironia lekko zeźliła, więc ja mu na to, że właśnie, dokładnie tak było. No to on wtedy znowu z grubej rury: „W jaki kanał ty chcesz mnie wpakować?”
        (chłopak już wkurzony oczyw.) Pomyślałam, że wszystko to rzeczywiście dziwnie wygląda i nikt mi nigdy w moja wersję nie uwierzy, i nagle, cholera, zachciało mi się płakać. I powiedziałam mu, że przyszłam tu, wyjaśniłam tyle, ile mogę, i była to jednak szczerość, bo mogłam próbować go zbyć albo cos nazmyślać, ale nie zrobiłam tego, tylko chciałam być szczera, ale oczywiście niech on robi co chce.
        A on na to, że ma teraz dwa wyjścia: albo mi zaufać albo nie i że to wszystko jest zupełnie odjechane, przy tym rozmowa jakoś tak powoli zeszła na inne tory. Ale w tym momencie ja już czułam, że wszystko będzie dobrze (to się po prostu czuje, nie umiem tego wyjaśnić). Zaczęliśmy rozmawiać o sobie i innych sprawach i nastrój zrobił się bardzo fajny, a potem on spytał, czy może nie skoczylibyśmy tu do kina – więc poszliśmy zobaczyć, co jest i śmialiśmy sie z tytułów i z tego, że one zapowiadają głupie filmy, np. Incepcja albo niezniszczalni. W końcu coś tam wybraliśmy, co zaraz leciało, a w sali strasznie nabijaliśmy sie z reklam. Film oczyw. debilny, więc po filmie też sie z niego śmialiśmy.
        Sorry za chaos, jak widzicie, dużo było do opisania, z tego przedstawiłam to co mogłam, bo jest też granica tego, co chcę pisać na forum (choć są to rzeczy zupełnie zwykłe, np. we wczorajszym wieczorze były rzeczy bardzo miłe, a zrobiłyby sie banalne, chcę więc zachować je dla siebie), przy tym głupio byłoby i ze względu na niego. Dodam tylko, że spotkamy się dzisiaj i że nie była to bynajmniej moja inicjatywa - a więc czasem jak widać kobieta też może zrobić pierszy krok i nie jest od razu na spalonej pozycji.

        Jak chcecie, napiszcie co o tym myślicie, z góry dzięki za wsparcie życzliwym i za lekturę, inni niech mnie krytykują, zwłaszcza ci, którzy zawsze postępują szlachetnie i z powagą i w takim też stylu poznawali partnerów.

        PS.
        Nie powiedział mi, dlaczego wtedy myślał, że to ściema, ale to chyba wynika z początku naszej rozmowy.
        PS 2
        (do złośliwych) Nie zamierzam wskakiwać do łóżka na 3 randce.
        • dalenne Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 10:27
          Prędzej czy póżniej będziesz musiała mu powiedzieć, głupi nie jest.

          Ale fajnie! :))))
          Rozumiem,że masz ochotę na kolejne spotkanie? :)
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 11:42
            Wiem, że będę musiała mu powiedzieć wszystko i zamierzam to zrobić.
            Oczywiście, że idę na spotkanie! Strasznie się cieszę już teraz, a wyraziłam się tak powściągliwie na ten temat, bo niektórzy zaraz mi wytkną, że wystarczyły mi 3 dni do nowej Wielkiej Miłości. Ale niech tam, ja się cieszę okropnie, że z nim spędzę czas, (a dzisiaj już nawet raz rozmawialiśmy przez tel.), ostatni weekend był dla mnie koszmarem.
            Niedługo muszę niestety pojechać do wiadomej lekarki (na szczęscie dziś w inne miejsce, uff), ale tak czy inaczej z niechęcią myślę o tej wizycie, bo mi się wydaje czymś niepasującym do teraźniejszości.
            • dzioucha_z_lasu Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 12:37
              Podoba mi się ten chłopak :D Życzę Wam wszystkiego dobrego - jeśli nie miłości, to w każdym razie dobrej przyjaźni
            • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 11.09.10, 14:19
              No i dopsz, że wyszło jak wyszło - ale już mu więcej nic nie kręć, dobrze? ;)
              • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 09:11
                Dziewczyny, dzięki! Dzięki też tym, którzy trzymali za mnie kciuki (na pierwszej randce) i myśleli o tym, jak mi pójdzie.
                Raohszana, nic już nie będę chłopakowi kręcić. Ale kłamstwo, jak mawiają mądrzy, wciąż chodzi za człowiekiem. Wczoraj podczas rozmowy o wakacjach nie mogłam przecież powiedzieć, z kim byłam w sierpniu nad morzem – więc pojawiło się kolejne kłamstwo. Kurczę, za dużo tego, będę musiała się przyznać, ale na razie nie wchodzi to w grę.
                • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 11:16
                  Fajnie, że udało Ci się go poznać:)
                  Choć sytuację masz nie za łatwą.
                  Powodzenia!
                  • wredotek Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 18:01
                    Nie musisz opowiadac mu ze szczegolami, wystarczy ze napiszesz ze ktos byl , kto okazal sie zupelnie nieodpowiednia osoba i zakonczylas te znajomosc definitywnie.
                    A ze spodobal ci sie jego usmiech postanowilas go poznac blizej. I nie zwlekaj zbyt dlugo z ta prawda bo chlopak widac ostrozny jest i ceni szczerosc.potem jak cos nie wypali powie ze go oklamalas i sprawa moze sie cholernie skomplikowac.
                • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:37
                  Wredotek dobrze podpowiada - powiedz, że ktoś był i że okazał się do kitu. Powiedz prawdę, nie wdając się w szczegóły. I oby się fajnie rozwinęło :)
                  • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 08:41
                    Raohszana i Wredotku (Wredotko?): ten pomysł, żeby powiedzieć, że „ktoś był wcześniej, ale to już nie ma znaczenia itp.” jest OK, ale nie załatwi sprawy. To znowu będzie półprawda, tj. trochę więcej prawdy, jeśli porównać z tym, co powiedziałam mu na początku. Najważniejsze jest tu, kto był tą wcześniejszą osobą, i to jest największy problem. Tak więc uważam, że pozostaje jedno: powiedzieć już wszystko - albo teraz, albo później. Wiem, że się w to sama wpakowałam, nie skarżę się i oczyw. zamierzam w końcu sprawę rozwiązać.
                    Widzę, że on uznał, że skoro mi zaufał, to zaufał – bo (chociaż to na razie bardzo krótka znajomość), on ani razu nie wrócił do tego, że jest jakieś niedomówienie ani też o nic więcej nie pytał.
                    No więc co mi przeszkadza? – to że czasem gdy na niego patrzę, aż mnie mrozi, gdy uświadamiam sobie, że to ktoś podlegający (?) mniej lub bardziej mojemu byłemu. (Wiem, to bo widziałam, jak on i kilku chłopaków wychodzą z windy i wrzeszczą głośno „Dzień dobry, panie doktorze!” do mojego byłego, a ten im odpowiada tak, że widać, że się dobrze znają; a ogólnie to miałam wtedy wrażenie, że obie strony zdecydowanie się lubią, choć przecież mojego eksia mogli znać raczej dość krótko).
                    Co by nie powiedzieć, bardzo się cieszę, że się Wam na razie ten chłopak podoba (tak mi się wydaje i tak wprost napisała Dzioucha z lasu).
                    • mumia_ramzesa Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:40
                      > widziałam, jak on i kilku chłopaków wychodzą z windy i w
                      > rzeszczą głośno „Dzień dobry, panie doktorze!” do mojego byłego

                      To pan doktor jest gluchy? W wieku 34 lat?
    • jane-bond007 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:01
      o bosze... wszystko przeczytałam :] i na 90% to jest to bujda na resorach

      opisujesz z takim smakiem i tak racjonalnie wszystkie te wydarzenia... aż dziwne że się tak dogłębnie nie zastanowiłaś się w trakcie tego upojnego miesiąca, nie kupuję tego
    • six_a Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:03
      kwiaty od posłańca były niezłe.
      no ale żeby schudnąć z braku dupczenia to już przegięcie.
      • pistacja12345 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:15
        Dajcie dziewczynie spokój. Nie chcecie, to nie wierzcie, nikt nie każe Wam tego czytać.
        • jane-bond007 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:22
          a czy ktoś wspomina że kazano mu to przeczytać?
          to po pierwsze

          a po drugie nie będziesz mi mówić kiedy i co mogę pisać ;)
          • pistacja12345 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:26
            ale Ty będziesz mówić ludziom, że ściemniają, tak?
            • jane-bond007 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:35
              tak :D mam prawo do wyrażenia opinii na forum, jeśli uważam że leci ściema to to piszę, autorka sama się pchała na ten powiedzmy ring, więc skąd to zdziwienie że ile ników tyle opinii?
              i co tylko pozytywy akceptujemy? :)
              • pistacja12345 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:43
                No to ja również mam prawo do wyrażania własnej opinii, i niestety musisz się z tym pogodzić.
                • jane-bond007 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:54
                  niestety ale chyba nie do końca :) bo nie masz prawa do pisania mi komu mam dać spokój albo co mogę czytać :) możesz się w tym temacie jedynie wypowiedzieć i dużo wnieść do dyskusji jak widać

        • six_a Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 19:38
          noweź, przecież ją pochwaliłam, w 50 procentach aż.
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 08:43
        Wierzcie, nie wierzcie (do Jane Bond i Sixy), w końcu nikt wam nie może tego zabronić – nie mam nic więcej do powiedzenia.
    • monika_wojtynowicz Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 12.09.10, 20:45
      Goraca 20stka i doswiadczony 30stokilkulatek, do tego nalezy zaznaczyc, iz znajomosc trwa uwaga uwaga 1,5 miesiaca. Innymi slowy, milosc pelnym wzwodem.
    • poduszka123 po twoim dzisiejszym spotkaniu 12.09.10, 22:13
      Annelise, ten twoj pan doktor jest kobieciarzem ktory przywykl do tego ze on zdobywa, on sie bawi, a potem on sie nudzi i pojawia sie nastepna. To wnioskuje z calego twojego opisu sytuacji.
      A teraz posluchaj: trzymasz go teraz w garsci tylko dlatego ze sie mu postawilas. To dla niego pewnie wielka nowosc na liscie podbojow. Zaintrygowalas go. Jesli chcesz go utrzymac bedziesz musiala panowac nad swoimi emocjami i nad nim psychicznie, o zadnym zakochaniu na zaboj i 'nie moge bez niego zyc', wyczekiwaniu na SMS i telefon oraz dawaniu mu do zrozumienia ze tak baaardzo ci zalezy - mowy nie ma juz do konca znajomosci z nim. O zadnej uleglosci tez. Od czasu do czasu trwardo sie stawiasz i nie ustepujesz, tak wlasnie jak to zrobilas z wizyta u waszej lekarki. Juz do konca zwiazku masz swoje sprawy, swoje priorytety, nie masz dla niego czasu co ktorys raz kiedy koniecznie chce z toba wyjsc. Innymi slowy - do konca zwiaku jestes kroliczkiem ktorego on goni. Potrafisz?
      Jesli wytrzymasz za ponad pol roku facet faktycznie sie w tobie zakocha (teraz to tylko chemia u niego i magia gonienia kroliczka oraz nowy dla niego element - kobieta ktora go rzucila pomimo jego oczywistych atutow, i to bez wahania).
      Jesli nie wytrzymasz... bedzie dobrze... az on sie nagle zorientuje ze juz mu ten zwiazek spowszednial, nie bedzie tak podekscytowany, nawinie sie nastepna baba i miesiac pozniej juz z toba nie bedzie.
      Powodzenia.
    • a_nonima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 09:10
      Anneliese jeżeli porzuciłas plan zemsty, a chłopak naprawdę Ci sie podoba to po co chcesz to psuć wyznaniami prawdy?? Każdy ma jakąś przeszłość i wcale nie musi się do wszystkiego przyznawać przed partnerem, szczególnie, że chyba nie jesteś z tego dumna.
      Doktorek jest elementem przeszłości i niech tak już zostanie. Ty zatem postaraj się żeby układ z nowym kwitł i będzie super.
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 09:19
        Anomina, potrzeba mi właśnie takich konkretnych opinii jak Twoja: tak i tak, nie ogladać się za siebie, nie roztrząsać. Tak byłoby najlepiej, ale tylko o ile nie będzie jakiejś wpadki...
        • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 09:52
          Coś jeszcze - po wpisach Poduszki i Moniki Wojtynowicz widzę, że chyba muszę założyć nowy wątek. Inna sprawa, że uspokajam się coraz bardziej. Gdy coś mną gwałtownie wstrząśnie, reaguję (w przenośni, oczywiście) tak, że staję i ryczę jak dzieciak i skarżę się głośno dokoła. Gdy jest dobrze - już tak nie robię / nie czuję takiej potrzeby. Nie potrafiłabym już (czyli nie chciałabym) teraz np. opisywać spotkań ze szczegółami (tak jak pierwszego spotkania). No i poza tym opis tego pierwszego byłam „winna” wszystkim tu na forum. Ale tak dużo dało mi to forum i tak polubiłam niektóre osoby, że chcę tu dalej pozostać. Jak widzicie nie wtrącam się do innych wątków (za wyjątkiem jednego), bo nie nadaję się do tego, żeby udzielać rad, jednak pewnie za jakiś czas będę pisać przy innych wątkach, a dużo mniej o sobie.

          A co do sprawy, która pojawia się tu na forum bezustannie w różnych wątkach (i pomijam nawet moją najnowszą sytuację): według opinii mojej, opinii osób, które znam, obserwacji z reala, filmów itp. - faceci bardzo lubią być zagadywani czy też podrywani przez kobiety albo co najmniej nie mają nic przeciwko temu (nie słyszałam o żadnym, któremu by to przeszkadzało).
          Tak twierdzi też mój nowy znajomy, powiedział też, że nie ma to nic wspólnego z szacunkiem, bo według niego na szacunek w związku zapracowuje się zupełnie innymi rzeczami i trwa to bardzo długo (ciężko mi było z niego wyciągnąć odpowiedź, widzę, że nie lubi takich pytań).
          Pozdro dla wszystkich, czas się wreszcie wziąć do pracy.
          • a_nonima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 11:16
            Nie rozumiem dlaczego normalnym jest, że facet zagadnie kobietę, ale jak kobieta wykona pierwszy krok to już niewybaczalne faux pas...

            Moja rada dla Ciebie: zamknij etap doktorka i zacznij nowe życie nie oglądając się za siebie. I nie traktuj tego co było jako porażkę życiową, ale jak doświadczenie. Porzuć plan zemsty i ciesz się zyciem z nowym albo bez niego.
          • belli_sima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 11:35
            Anneliese, jesli powiesz swojemu nowemu chłopakowi KIM JEST Twój były, będzie to ogromny błąd. Nie słuchaj tych, którzy ci pisza, że tak będzie dobrze - to nie są dobre rady. To są rady osób, ktore nie były w podobnej do Ciebie sytuacji i radzą ci na zasadzie "zobaczymy, co wtedy będzie", ""spróbuj, co masz do stracenia itp". A wiem, że nie były, bo gdyby były, radziłyby ci coś zupełnie odwrotnego. Tak jak ja. Z tego co piszesz o nowym chlopaku wyłania się obraz osoby, która zareaguje źle na taką informację i ona NA PEWNO postawi cię w złym świetle w jego oczach.
            W takim wypadku półprawda jest najlepszym wyjściem. Przekonasz się jeszcze nie raz, że nie warto w pewnych sytuacjach mówić wszystkiego.
            • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 15:53
              Dzięki za Twoje słowa, w kontekście twej wcześniejszej opinii o mnie są dla mnie szczególnie cenne. Twoja postawa świadczy o bardzo wysokiej klasie. Szacun.
              • belli_sima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 16:19
                Nie wiem tylko o którą moją wypowiedź Ci chodzi. Przy całej mojej intuicji popartej doświadczeniem z facetami staram się pomóc.
                • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 14.09.10, 08:19
                  belli_sima napisała:

                  > Nie wiem tylko o którą moją wypowiedź Ci chodzi. Przy całej mojej intuicji popa
                  > rtej doświadczeniem z facetami staram się pomóc.

                  Belli Sima, chodziło mi o to, że po ostatnim skrytykowaniu mojej postawy i postępowania (czyli wyrobieniu sobie nie najlepszej opinii o mnie) potrafisz dalej zachować życzliwość - dzięki.
              • pistacja12345 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 16:31
                Zgadzam się z bellissima w 100%. Czasami lepiej nie mówić całej prawdy, tym bardziej, że w tym wypadku mogłaby ona zaszkodzić. Ja na Twoim miejscu powiedziałabym, że był ktoś, krótko, i że nie chcesz się nad tym rozwodzić, bo ta osoba nie potraktowała Cię dobrze. Teraz zaczynasz nowy etap w życiu. Nie pozwól by cień doktorka go zniszczył, tak jak sam on zniszczył Twój poprzedni etap!
                A jeżeli jakimś cudem ten nowo poznany chłopak dowie się kim była ta osoba, powiedz, że nie chciałaś mówić, bo nie ma się czym chwalić, i że nie ma to już dla Ciebie żadnego znaczenia, tym bardziej, że spotykaliście się tylko 1,5 miesiąca, jak to ktoś wyżej policzył...

                Przepraszam za taką chaotyczną wypowiedź, mam nadzieję, że coś zrozumiesz:)
                Muszę przyznać, że z zaciekawieniem śledzę Twój wątek, bo sama byłam kiedyś w podobnej sytuacji. Z tym, że jak się okazało później mój "doktorek" miał narzeczoną, którą okłamywał, a ja byłam tylko jego ostatnim podrygiem wolności :/
          • jesien884 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 15:56
            Wiesz Aniu , imponujesz mi całą sobą , polubiłam Cię .Jesteś rozsądna . Trzymam za Ciebie kciuki i niech wszystko Ci się szczęśliwie układa , przytulam i pozdrawiam , też Ania.
    • d.moll.ka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 13:55
      ale wątek... :) to i ja cos dorzucę:)
      studentkę starszy mężczyzna zafascynował... no tak. znam, znam;) tylko u mnie to był taki 'lajcik' jeśli chodzi o sprawy łóżkowe... :) dziecinada:)

      jeden facet przed drugim facetem. w palarni. koguta udawał...;) a co, miał mu sie przyznać, że sie zakochał... no co Ty... miałaś pecha.
      porozmawiaj na spokojnie
      spotykaj się i sama zobaczysz i podejmiesz decyzję
      byleby na spokojnie - to gwarancja podjęcia raczej dobrej decyzji
      no... i jakby wszystko poszło ok - nie wskakuj znowu do łóżka za szybko;)
      niech zatęskini;) była zbrodnia - musi być i kara ;):):)
      pozdrawiam
      Była Studentka... (ech... to były czasy:):)
      • a_nonima Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:26
        Zaskakujące przeczytać, że trzydziestolatek to starszy mężczyzna ;)
        • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:38
          a_nonima napisała:

          > Zaskakujące przeczytać, że trzydziestolatek to starszy mężczyzna ;)

          Wiedziałem, że tego 13tego musi się coś wydarzyć.
          I se wykrakałem..


          A powracając do wątku, to "starszy pan" poszedł na razie w odstawkę ;)
          • d.moll.ka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:47
            ;)
            dziś masz trzydzieste urodziny!? stary - to piękny wiek! :) wszystkiego naj! :)

            wiem, że poszedł w odstawkę. To dowodzi, że to jest mądra dziewczyna. Tylko młoda, troszke naiwna -no to popełniła błąd. Ale w pełni wybaczalny wg mnie:)
            • d.moll.ka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:49
              ups... chciałam napisać:
              MŁODY!!!!!!!!!!!!!!! to piękny wiek!!! :):)
              • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 20:27
                Ile ja bym dał żeby znów mieć te 30 lat!:))
                Nie mam dziś urodzin.
        • d.moll.ka Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 14:43
          :) starszy - w sensie - starszy od tej małej! ;)
          kurcze... przeczytałam chyba wszystkie posty annaliese

          hm... ni jednak tamten doktorek jest cyniczny... stary wyjadacz. nie warto tego kontynuować pod żadnym pozorem, bo moze sobie zrobić kuku na dłuższy czas.

          Annaliese, nie mów o tym epizodzie z doktorkiem nowemu na początku znajomości! albo i nigdy. po co? kompletnie bez sensu...
          narzeczonemy kiedys wspominisz - to rozumiem.
          a taka lojalność wobec nowo poznanego gościa? - no co Ty! nie warto. inwestuj w nowy związek i nie wracaj do poprzedniego - nie obarczaj go swoja przeszłością. to egoistyczne - nawarzyłaś, wypij sama i nie częstuj;) a z nim tylko przyszłość! :) bez zbędnych domieszek! :)

          popełniłaś błąd - ale myślę, że jesteś życiowo dużo mądrzejsza. w ogóle - myślę, że mądra z Ciebie dziewczyna...
          CZEMU STRACIŁAŚ AŻ TAK SZYBKO GŁOWĘ DLA DOKTORKA? Może to głupie pytanie - miał przewagę, był doświadczony, znał sztuczki... ALE JEDNAK ,MIMO WSZYSTKO JESTEŚ DOŚĆ LIBERALNA CHYBA? ...;)
          powodzenia. olej uszczypliwosci - także moje;) po prostu tylko pytam, z ciekawości.
          • yriane Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 13.09.10, 16:15
            Gorzej jak pan doktor lub jakis jego kolega udupi studenta, co na medycynie trudne nie jest. Gdyby chlopak wiedzial w co sie pakuje zapewne by odpuscil...
    • d.moll.ka Była sobie dziewczyna 13.09.10, 14:56
      Annaliese
      tak mi sie przypomniało

      koniecznie obejrzyj sobie ten film. Gorąco polecam! Ta sama reżyserka, co "Włoski dla początkujących" (ale to to bardziej dla mnie i moich rówieśników;)

      Była sobie dziewczyna jest bardziej dla Ciebie i Twoich rówieśników. To dobre kino, mocno autentyczne:
      film.onet.pl/18406,,By%C5%82a_sobie_dziewczyna,film.html
      Jak już musisz coś powiedzieć nowemu - to po prostu razem obejrzyjcie ten film;)
      I nic więcej nie mów;):)
      • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 16:20
        Hej, girls!
        Ciekawe jest, że właściwie wszystkie mówicie, żeby nie mówić chłopakowi wiadomej rzeczy - nie zrozumiałam tylko, czemu akurat on robi wrażenie, że tak źle by to przyjął.
        Dzięki za link, czytałam o filmie, zapowiada się interesująco (i to chyba coś dla mnie...)
        • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 16:57
          Bo:
          - ten chłopak wygląda na rozsądnego,
          - nie będzie chciał patrzeć na doktorka i mysleć "o rany, on bzykał moją dziewczynę!"
          - ta historia stawia cię w niekorzystnym świetle i ma gwarancji, że chlopak ci wybaczy mając na względzie twój młody wiek, brak doświadczenia z facetami itp,
          - doktorek jest starszy, bardziej doświadczony i będąc z Tobą w sytuacjach intymnych(ewentualnie, jeśli do tego dojdzie) chłopak cały czas będzie myślał, że porównujesz go z tamtym
          - i jeszcze inne kwestie, na tyle ważne, że gdy mu powiesz o doktorku, z tej historii już nic nie będzie, chociażby strach przed udupieniem na uczelni, bo doktorek może chcieć się mścić (słusznie ktoś wyżej o tym napisał).
          Naprawdę sama tego wszystkiego nie widzisz?
          • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 16:58
            miało być "nie ma gwarancji"
            • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 17:11
              To nie tak, że nie widzę, ale czymś innym jest zobaczyć to czarno na białym, jak powyżej.
              • tetika Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 17:52
                popieram belissime , nie mow , twoja przeszlosc to twoja sprawa, nie o wszystkim sie mowi.dobrze to napisala nie bede wiec powtarzac tego samego.
                • tetika Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 17:53
                  zajrzyj na swoja poczte forumowa napisalam slowko.
              • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 18:01
                Przed wyjściem jeszcze zdążę:
                naszła mnie pewna wątpliwość: zawsze gdzieś ktoś kogoś wcześniej „bzykał” (wyłączając przypadki dziewictwa, co nie trwa wiecznie) i czasem zdarza się, że ci ludzie się znają (pierwsza żona męża, była dziewczyna chłopaka itp). Wiem, że pewnie z zasady dla facetów jest to większy problem niż odwrotnie, ale bez przesady, znam takie sytuacje.
                Ale to wszystko, nie chcę dzielić włosa na czworo, napisałaś, Belli Sima, co myślisz i ok. Mój bałagan i biorę to na siebie, a teraz lecę cieszyć się życiem.
                • daniel.27 Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 20:33
                  anneliese12 napisała:


                  > „bzykał&

                  Ale brzydkie słowo...

                  > Wiem, że pewnie z zasady dla facetów jest to większy problem niż odwrotnie, al
                  > e bez przesady, znam takie sytuacje.

                  Jakoś niechciałbym być w takiej sytuacji. Mam chyba za słabe nerwy.

                  • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 08:22
                    daniel.27 napisał:

                    > > „bzykał&
                    >
                    > Ale brzydkie słowo...

                    Danielu, użyłam tego słowa, bo odnosiłam się do cytatu Belli Simy („o rany, on bzykał moją dziewczynę!”) - i co by nie powiedzieć, jest to trafne zdanie, bo pokazuje, w jakich kategoriach faceci traktują pewne sprawy.

                • raohszana Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 20:40
                  Wiesz, chodzi o to, że tutaj jest nie tylko relacja były-obecny, ale i autorytet-uczeń. I o tym trzeba pamiętać :)
          • daniel.27 Re: Była sobie dziewczyna 13.09.10, 20:39
            Myślę podobnie do "pięknej"?:)
            Nie wiadomo jak zareaguje teraz chłopak. Nie wiadomo również jak zareaguje później (gdyby jednak się dowiedział)

            Ja niechciałbym wiedzieć, że nowo poznana dziewczyna była niedawno z moim przełożonym (lub innym którego znam).
            • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 08:24
              Ok, dotarło do mnie wszystko, nie rozumiem tylko jednego: skąd przypuszczenie tylu z was, że mój były zechce się mścić na chłopaku?! Że zechce dokopać osobie, która nic mu nie zrobiła? Przepraszam bardzo, może jestem naiwna, ale uważam, że jest to zupełnie nieprawdopodobne i że do czegoś (aż) tak podłego by się nie zniżył.
              • daniel.27 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 09:23
                Czy miałby się mścić to nie wiem, ale wystarczy, że opowiedziałby chłopakowi co nieco.
              • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 09:32
                Owszem, nie każdy facet martwi się, że poderwał dziewczynę kolegi znajomego itp - to a propos Twojego wpisu że "Każdy gdzieś się tam bzykał". Tu jednak jest sytuacja specyficzna: młody chłopak, student, ktory zabiera dziewczyne do kina czy na kawę, kontra pracownik uczelni z dorobkiem naukowym, z pieniędzmi, fundujący dziewczynie wakacje nad morzem z różnymi rozrywkami. Chłopak nie będzie chciał mieć takiego poprzednika (jeszcze raz to powtarzam) z powodów, które powyżej opisałam. Daniel.27 bierze moją stronę - weź to pod uwagę, bo w tej naszej dyskusji akurat jego głos jest bardzo ważny (reprezentuje niejako młodych mężczyzn, którzy potencjalnie mogliby się znaleźć w podobnej sytuacji).
                Uważam tez, że nie należy lekceważyć kwestii uczelnianej podległości. Wiem, bo ze środowiskiem lekarskim mam do czynienia (rodzina, przyjaciele lekarze, niektórzy także zwiazani z UM), że na uczelni panuje system niemal feudalny i pracownicy naukowi mają spory wpływ na przyszłe życie zawodowe studentów i stażystów. Chłopak, nawet gdyby nie przejął sie zbytnio Twoją przygodą z doktorkiem (w co nie wierzę, obstawiam inny scenariusz), może własnie z powodu strachu przed możliwymi szykanami darować sobie znajomość z Tobą.
                Opisany doktor pasuje na takiego, który spowodowałby wyrzucenie chlopaka z koła chirurgicznego (czy do jakiego on tam kółka naukowego na uczelni należy), po to, by uderzyło to nie tylko w niego ale i w Ciebie. Przy takim rozwoju wypadków chłopak i tak by cię w tedy zostawił.
                Moim zdaniem, jedyne co możesz zrobić to: spotykac się dalej z chłopakiem, nie mówić mu nigdy o doktorze (ewentualnie, że miałaś wczesniej zwiazek, do którego nie chcesz wracać nawet w opowieści) zas na uczelni raczej nie prowadzać się i nie afiszować z chłopakiem, tak, żeby doktor nie zobaczył was nigdy razem (o to powinnas zadbać szczególnie).
                Ale zrobisz oczywiście to, co będziesz chciała :). Nauczyć się postępowania w takich sytuacjach możesz tylko z własnego doświadczenia, wpisy na forum tego za ciebie nie załatwią. Najlepszy dowód - że im nie dowierzasz.
                • yriane Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 10:02
                  > Uważam tez, że nie należy lekceważyć kwestii uczelnianej podległości. Wiem, bo
                  > ze środowiskiem lekarskim mam do czynienia (rodzina, przyjaciele lekarze, niekt
                  > órzy także zwiazani z UM), że na uczelni panuje system niemal feudalny i pracow
                  > nicy naukowi mają spory wpływ na przyszłe życie zawodowe studentów i stażystów.
                  > Chłopak, nawet gdyby nie przejął sie zbytnio Twoją przygodą z doktorkiem (w co
                  > nie wierzę, obstawiam inny scenariusz), może własnie z powodu strachu przed mo
                  > żliwymi szykanami darować sobie znajomość z Tobą.
                  > Opisany doktor pasuje na takiego, który spowodowałby wyrzucenie chlopaka z koła
                  > chirurgicznego (czy do jakiego on tam kółka naukowego na uczelni należy), po t
                  > o, by uderzyło to nie tylko w niego ale i w Ciebie. Przy takim rozwoju wypadków
                  > chłopak i tak by cię w tedy zostawił.

                  Mnie szkoda chlopaka i dlatego uwazam, ze lepiej, zeby sie dowiedzial. W zyciu bym sobie nie pozwolila na taka relacje i on pewnie tez by odpuscil, chyba ze jestes naprawde zniewalajaca... Albo sam ma porzadne koneksje :)
                • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 10:13
                  Belli Sima, to nie jest tak, że nie dowierzam innym - po prostu słucham cudzych opinii i są one dla mnie punktem wyjścia - bardzo ważnym - do stworzenia mojego własnego obrazu sprawy.
                  Twoja wypowiedź zrobiła na mnie głębokie wrażenie: jest bardzo rzeczowa i z pewnością (jak piszesz) poparta konkretnymi doświadczeniami / obserwacjami.

                  Afiszować na uczelni się nie będę (przy tym sama jestem na szczęście z innej uczelni).

                  Pewne rzeczy wyraźnie wskazują na to, że (nieuzasadnione itp.) szykanowanie chłopaka absolutnie nie może wchodzić w grę.

                  Chcę tylko dodać, że moje wahania „powiedzieć (wszystko) czy nie” wiążą się (w dużym stopniu) z tym, że to właśnie wszystko może się wydać.

                  Dzięki serdeczne i pozdrawiam!
                  • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 10:32
                    Czemu uwazasz, że może się wydać? Co na to wskazuje?
                    • raohszana Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 12:21
                      Wydać to się może zawsze. Ktoś coś chlapnie, jedna pani drugiej pani nagadała do bani i już wszyscy wiedzą.
                      I nie idzie tu, Anneliese, o szykanowanie czy mszczenie się - ale wystarczy drobna zmiana stosunku, jakaś złośliwość ze strony Twego exia - a ludziom, zwłaszcza jak się zezłoszczą, to różne głupoty do łba przychodzą. Albo coś palną/zrobią zanim pomyślą.
                      Tyle, że Twoja relacja z nowym panem jest jeszcze świeża i nie wiem, co miałoby wnosić do niej wyspowiadanie się z poprzedniego związku ze szczegółami. Myślę, że najwięcej co by trzeba powiedzieć, a i tak nie teraz, to to, że byłaś z kimś ze środowiska. I już.
                      • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:17
                        Na razie nic nie wskazuje, że coś się może wydać, raczej zdrowy rozsądek mówi mi, że prędzej czy później może to nastąpić.
                        Belli Sima, piszesz , że ta historia stawia mnie w niekorzystnym świetle; oczyw. to jasne - po rozstaniu pozostałam z urażoną ambicją i chciałam się odegrać, więc natychmiast nawiązałam znajomość z kimś z otoczenia doktora itd.
                        Jednak również natychmiast (ale już po zrobieniu pierwszego kroku) pożałowałam chęci zemsty (ale nie nowej znajomości!!!) - tylko że w to już trudno niektórym uwierzyć - a studentowi byłoby może jeszcze trudniej (choć tak naprawdę jest).
                        Uważam, że skoro jestem w niekorzystnym świetle, powinien mnie w nim zobaczyć, trudno.
                        Nie uprawiam masochizmu, po prostu po kilku dniach i po ochłonięciu doszłam do wniosku, że źle się z tym czuję i że powinnam przestać myśleć tak, że: skoro były mnie olał, a jaznalazłam sobie misia-pocieszyciela, to o jejku żeby nikt misiowi nie powiedział, bo misiu sobie pójdzie, a mi będzie znowu źle, (a z misiem jest tak fajnie i wesoło). Wszystko (chociaż to tylko kilka dni) wygląda tak, ze uważam, że jeśli on ma nie chcieć znajomości ze mną, niech nie zechce jej teraz. Później będzie bardzo nie fair.
                        Poza tym to jest strasznie porządny chłopak i tym bardziej zasługuje na szczerość. Uważam, że nie powinien dowiedzieć się tego później i od kogoś innego.
                        Dlatego też zamierzam mu powiedzieć jak najszybciej, a jeśli (być może) kojarzycie mnie z szybkich decyzji, to domyślacie się, że zamierzam zrobić to dzisiaj (chociaż nie wiem, czy to się uda).

                        To tyle, i uprzedzam, że nie użalam się nad sobą (już dość się poużalałam w zeszłym tygodniu).
                        I jeszcze raz dzięki za wszystko!
                        • d.moll.ka Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:40

                          Ze zdroworozsądkowej perspektywy - nie warto byłoby mówić.
                          Ja jednak też bym powiedziała. Szczerość mi osobiście daje energię, poczucie sensu i ogromną wolność... także (ewentulanie) do budowania autentycznego, sensownego związku!!!!!!
                          Wewnętrzna wolność i odwaga w byciu sobą - jest super i... mądry człek to doceni, myślę! Paradoksalnie doceni zwłaszcza wtedy właśnie, jak się lekko przeskrobie i ma coś do ukrycia i się zaryzykuje i o tym powie;)
                          Mamy 2 silne orędzia - kobiecą intuicję i babską logikę :D Warto się do obu w opałach odwoływać, a damy se w życiu radę, nie tak? :)

                          pa spadam!


                          • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:50
                            Demolka: Zgadzam sie z tym jak najbardziej, tyle że taka postawa nie sprawdzi się w tej konkretnej sytuacji.
                            Nawet jeśli w pierwszym odruchu chlopak powie, że to nic nie szkodzi, i tak będzie go to gryźć i wpływac na związek.
                        • yriane Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:41
                          Popieram :)
                          • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:48
                            Yriane, napisałaś wyżej (cyt. Twoje zdanie): "W zyciu bym sobie nie pozwolila na taka relacje i on pewnie tez by odpuscil".
                            Myślę, że to jest absolutnie przekonujące, niech każdy ma "pełne" pole widzenia. Poza tym ja chłopaka poznaję coraz lepiej i coraz gorzej czuję się, gdy przypomina mi się jego pytanie "w jaki kanał chcesz mnie wpakować".
                            • belli_sima Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 16:53
                              ten chlopak i na mnie robi dobre wrażenie
                            • raohszana Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 17:05
                              No to koniec z babskimi "a ja nie wiem co zrobić" tylko męska decyzja - skoro Ty się źle czujesz, to kawę na ławę i niech wszystko będzie jasno i klarownie.
                              • anneliese12 Re: Była sobie dziewczyna 14.09.10, 17:24
                                Wychodzę, napiszę dziś lub jutro, pozdrawiam.
    • stwojtek77 jak nie troll to głupol 14.09.10, 20:56
      jak nie troll to głupol - człowiek nie czuje jak mu się rymuje

      22 letnia panienka i 34 letni dziany facet singiel i zdziwienie że o dupczenie chodzi? a czemu to się dziwić? Mam masę kumpli w 30-40 ze studentkami a dlaczego ? bo
      1. głupie i na kit się biorą każdy
      2. młode ciała
      3. i tanie - od byle knajpy i hotelu im kręci się w głowie od luksusu

      taki układ i dlaczego 22 studentka się dziwi? chce romantyzmu to niech spada do kolegi z roku
    • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 09:06
      Jednak jak widać niektórzy nie zeszli jeszcze z drzew, matka natura chyba jest trochę niesprawiedliwa.
      • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 09:50
        Już wysyłam, trochę czasu zabrało mi opisanie tego.
        A więc powiedziałam mu (i myślę, że nikt nie przewidział, jak to się rozegra).

        Najpierw w mieście zaproponowałam, byśmy pojechali do mnie - jeszcze nie był (gdyby mi zabrakło odwagi, zostalibyśmy w mieście, takie miałam plany, a w lokalu itp. nie wyobrażam sobie takiej rozmowy).
        (On wyczuł coś w drodze, bo pytał, czy coś się stało).
        Ale do sedna: więc w domu zaczynam rozmowę, mówiąc, że musze mu coś bardzo ważnego powiedzieć I zaczynam jakoś tak: W sierpniu nad morzem nie byłam z kuzynką, tylko z kimś, z kim byłam w krótkim związku, ale ten związek zakończył się tuż przed poznaniem ciebie. To jest już nieważne, ale nie chcę tego ukrywać.
        Na to on (prawie natychmiast): Czy ta osoba pracuje w (nazwa instytucji)?
        Ja: Tak.
        On: O k...
        I powiedział, że chce zapalić i bardzo prosi mnie, żebym teraz nic, absolutnie nic nie mówiła, bo on musi pomyśleć.
        I to było okropne dla mnie, on z tą fajką patrzy w bok, tak może 2, 3 czy 4 minuty, nie wiem. No i w końcu spojrzał na mnie i mówi, żebym posłuchała i tylko odpowiedziała na jego pytanie.
        I zaczyna tak: że na naszym pierwszym spotkaniu domyślił się, że najpierw chciałam załatwić przez niego jakąś sprawę, ale zaufał mi, kiedy powiedziałam (= dałam do zrozumienia), że to było tylko w pierwszym odruchu. Teraz już wie, jaka to była sprawa,. I spytał, czy wtedy mówiłam prawdę czy też może dalej chcę się nim posłużyć w ramach odegrania się na kimś.
        Powiedziałam, że mówiłam prawdę, nie chcę się nim posłużyć i że on bardzo mi się spodobał już wcześniej, a potem jakoś tak mi chodził po głowie i że przecież inaczej nie powiedziałabym mu „Cześć” jako nieznajomemu ani nie szukałabym go trzy godziny na serwisach.
        On na to, że jeśli taka jest moja odpowiedź, to nie będzie nic roztrząsał, a jego komentarz do mojego wyznania o związku z kimś z (wiadomego miejsca) jest taki, że nie chce nigdy absolutnie nigdy dowiedzieć się, o kogo chodzi, nie chce wiedzieć, czy go zna czy nie, i że nie chce słyszeć już o żadnych szczegółach i że bycie nad morzem to jest nawet o jeden szczegół za dużo. I że na szczęście ten facet jest ze strasznie dużej instytucji i niech tak zostanie, nie chce o nim wiedzieć już nic.
        Potem (chyba, bo trochę myli mi się kolejność), gdy spytałam, czy mi wierzy, powiedział, że to co powiedziałam dzisiaj potwierdza, ze może mi wierzyć, że on najbardziej nienawidzi oszukiwania i że dla niego to natychmiast koniec każdego związku.
        I jeszcze wcześniej pow., że nie zamierza mówić też i o swoich związkach ani słowem i nie znosi grzebania w przeszłości i że tym samym chciałby już uznać moją i swoją przeszłość za zamkniętą.
        No i sami widzicie, jaki to jest chłopak!
        Siedzieliśmy jeszcze strasznie długo (ale po północy grzecznie poszedł do domu).
        Lecę zaraz coś pozałatwiać, zajrzę tu myślę ok 13, pozdrawiam wszystkich, pa!
        • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 14:26
          anneliese12 napisała:

          > i, że nie chce nigdy absolutnie nigdy dowiedzieć się, o kogo chodzi, nie chce w
          > iedzieć, czy go zna czy nie, i że nie chce słyszeć już o żadnych szczegółach i
          > że bycie nad morzem to jest nawet o jeden szczegół za dużo. I że na szczęście t
          > en facet jest ze strasznie dużej instytucji i niech tak zostanie, nie chce o ni
          > m wiedzieć już nic.

          Jka przeczytałem wczoraj ,że masz zamiar mu powiedzieć z kim byłaś, to zastanawiałem się czy to aby dobre posunięcie.
          Dobrze, że sprawy przybrały ten obrót :)
        • daniel.27 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 14:29
          anneliese12 napisała:

          > i, że nie chce nigdy absolutnie nigdy dowiedzieć się, o kogo chodzi, nie chce w
          > iedzieć, czy go zna czy nie, i że nie chce słyszeć już o żadnych szczegółach i
          > że bycie nad morzem to jest nawet o jeden szczegół za dużo. I że na szczęście t
          > en facet jest ze strasznie dużej instytucji i niech tak zostanie, nie chce o ni
          > m wiedzieć już nic.

          Gdybym był w takiej sytuacji odpowiedziałbym identycznie.
        • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 14:53
          No, całkiem do rzeczy ten Twój Romeło :) I ma niezgorsze podejście do życia i przeszłości. Pozdrów go ode mnie :P
          • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 15:18
            Chyba poznalas bardzo wartosciowego czlowieka, dobrze ze tak sie stalo jak sie stalo.Nieglupia kobietka jestes.
            • tetika Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 15:19
              I mysle ze co jakis czas napiszesz nam (bez szczegolow) czy wam sie udalo :)
              • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 18:31
                Witam,
                dzięki za miłe słowa w powyższych postach. Jak widzisz szczegółów (z paroma wyjątkami) "nie stosuję" już od jakiegoś czasu. Będę się jednak pojawiać na tym forum (z Tobą też spotkam się na innym), jak widzę, zawsze coś się dzieje. Na przykład dzisiaj popłakałam się ze śmiechu czytając watek "Wycofać się?" (aut. pieprz i sól). Komentarze do niego, zwłaszcza te złośliwe, są po prostu genialne.
          • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 18:21
            Ha, chętnie, tylko jak to wyjaśnić...
            • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 15.09.10, 18:42
              anneliese12 napisała:

              > Ha, chętnie, tylko jak to wyjaśnić...

              To moje zdanie było do Raohszany, gdzieś mi się tu zaplątało.
              • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 16.09.10, 15:20
                Że klub dyskusyjny go pozdrawia ;)
                Swoją drogą tak czytam, że kino lubisz, takie nieco mniej mainstreamowe - fajnie :)
                • anneliese12 Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 16.09.10, 17:14
                  Niestety nie mogę, bo zaraz musiałabym wyjaśnić, co to za klub dyskusyjny, a ja już nie chcę żadnych niedomówień... A kino „mniej mainstreamowe” kocham po prostu!
                  • raohszana Re: Mój facet o mnie do kolegi - szok. 16.09.10, 17:23
                    Znaczy, nigdy się mu nie przyznasz, że pisujesz na forum? :]
                    No, ja to akurat może nie kocham, ale bardzo lubię - swego czasu jak w mojej wsi organizowali festiwale filmów niemainstreamowych to na każdym warowałyśmy z psiapsiółą. Szkoda, że już tego nie robią. Za to teraz, we własnym zakresie, robię to, czego nie należy robić - próbuję zrozumieć Japończyków i ich filmy :D
    • d.moll.ka HAPPY end 15.09.10, 14:59
      :)
      Analogicznie jak w filnie "Była sobie dziewczyna".

      Czyżby to był
      THE END?
      • anneliese12 Re: HAPPY end 15.09.10, 18:20
        Hej, d.molka, nic mi tu nie pisz, że to The End!
        Co do filmu, to muszę go obejrzeć (ale sama!), na you tubie są tylko 2 czy 3 początkowe fragmenty. W jednym z nich facet proponuje tej lasce przed seksem pozbawienie jej dziewictwa bananem - czy on jest normalny (?!!!) czy to może jakiaś przenośnia, której nie zrozumiałam bez kontekstu (np. specyficzny angielski humor, o którym wspominają) - bo mnie strasznie zemdliło, a jak ty to odebrałaś przy całości?
        • d.moll.ka Re: HAPPY end 15.09.10, 18:45
          też nie do końca zrozumiałam... jedyny taki dziwaczny fragment - zapewniam. reżyserka nie jest Angielką;)
          myślę, że to po prostu pokazuje, że z gościem nie do końca jest ok... że jest lekko zaburzony - ale tego na początku nie widać. w ogóle jego kreacja jest ciekawie prowadzona. najpierw widz (widzka;) siedzi zauroczony, a stopniowo.... bardzo stopniowo czar pryska. Coś jak w polskim "Rewersie" ten ubek (choć dużo mniej subtelnie u Borcucha).
          Nie rozgryzłam tego gościa. Przypomniałaś mi tę scenę:) podrążę. zapytam o to kolegę-psychologa.

          halo! jest tu na forum jakis psycholog? facet zauroczony dużo młodszą dziewczyną. ich pierwsza noc. ona dziewica. on proponuje, że będzie estettyczniej jeśli zrobi to bananem... jakaś głupota. ma kompleks Edypa czy co? ;D
          • anneliese12 Re: HAPPY end 15.09.10, 18:59
            Po prostu nie wyobrażam sobie żadnego faceta (nawet mojego eksia!), żeby coś takiego kobiecie zaproponował.
            A w ogóle to ten bohater, muszę ci powiedzieć, nie kręci mnie (jako facet), tzn. w ogóle mi sie nie podoba i coś mnie w nim drażni już jak zaczepia dziewczynę proponując jej podwiezienie autem z tą wiolonczelą (oczywiście nie uważam, że wartość filmu ma coś z tym wspólnego). Widziałam, że to GutekFilm, a ja ich bardzo cenię, ale do Bergmana to chyba reżyserowi / reżyserce bardzo daleko.
            A propos filmów, znasz może "Zawieście czerwone latarnie"? czy jakoś tak?
            Będzie mi miło, jak mi odpiszesz, tylko teraz już muszę lecieć.
            I zapytaj rzeczywiście przy okazji tego psychologa o powyższe, bo to jakieś dziwaczne jest.
            Pozdro, pa!
            • d.moll.ka Re: HAPPY end 15.09.10, 19:05
              zawieście czerwone... mam u siebie na półce.
              jest w trójce moich życiowych naj (obok czerwonego i pikniku pod wiszącą skałą)

              czemu pytasz? :) zaintrygowałaś mnie. kocham ten film miłością nieprzemijającą - od wielu wielu lat!!!!

              bergman... mam jego kolekcję filmów... cóż. nie uważam, tak jak Ty. To jest bardzo ciekawa współczesna skandynawska reżyserka. bergman był dzieckiem swoich czasów - dziś nie robiłby takich filmów! dlatego porównywanie obojga jest, moim skromnym zdaniem, niuprawnione.
              pa!
              • anneliese12 Re: HAPPY end 16.09.10, 08:30
                Pytałam o „Zawieście czerwone latarnie”, bo wydało mi się (po twoich wpisach), że lubisz taki typ kina.
                „Zawieście...” też uwielbiam, kocham w nim mnóstwo scen (ale najbardziej chyba scenę na dachu, gdy bohaterka rozmawia z Mej-Szan).
                „Piknik...” też jest magiczny!
                A znasz „Przepiórki w płatkach róży?” - wprawdzie ostatni raz oglądałam go kilka lat temu, nie wiem, czy dziś by mi sie tak samo spodobał.

                Co do porównania Bergmana z reżyserką „Była sobie dziewczyna” to muszę się z tobą zgodzić o tyle, że nie obejrzałam całego tego filmu, a w takim wypadku nie powinnam dokonywać porównań.
                Ale nie zgadzam się z tobą jeśli chodzi o porównania między reżyserami „produkującymi” w różnych czasach , tzn. ja uważam, że można robić takie porównania. Artyzm filmu to według mnie coś uniwersalnego i dlatego w filmach rzeczywiście genialnych nie „czuje się”, kiedy zostały nakręcone. „Siódma pieczęć” czy „Źródło” Bergmana czy „Dawno temu na dzikim zachodzie” Sergia Leone albo „Siedmiu samurajów” Kurosawy (jako różne przykłady) były arcydziełami i w latach 50, 60, i uważam, że dzisiaj też nimi są, a współcześnie też powstają filmy nieprzemijające. A znasz „Noi Albinoi”? Pewnie tak, bo widzę, że lubisz kino skandynawskie; kocham takie filmy, choć lubię też obejrzeć coś „zwykłego”).
                Mam nadzieję, że ten mój mętny wywód da się jakoś zrozumieć.
                Muszę wciągnąć mojego lubego trochę w kino, bo widzę, że chłopak ciągle tylko czyta o kościach i tkankach.
                Pozdrawiam!
                • d.moll.ka Re: HAPPY end 16.09.10, 18:22

                  hej!
                  nie zrozumiałąś mnie... miałam co innego na myśli, pisząc że Bergman to dziecko swoich czasów.

                  wg mnie arcydzieła są ponadczasowe. dowodzi tego choćby rewelacyjny "Piknik..." jak by nie patrzeć, staruszek z 1975 roku:)
                  Siedmiu samurajów uwielbiam. Uważam, że każdy dorastający chłopiec powienien zobaczyć, a każdy mężczyzna do tego wracać. Film o etosie i zasadach. Wspaniałe kino. Jak mój chrześniak podrośnie to sobie obejrzymy razem:) Na razie jesteśmy na etapie "Shrek Forever" :D

                  życzę Ci rozwoju znajomości i żeby w efekcie to była... no miłość. po prostu :)
                  widzę, że połknęłaś juz chyba na dobre forumowego bakcyka i sie udzielasz tu i tam? :)
                  pa pa!
                  • anneliese12 Re: HAPPY end 16.09.10, 18:38
                    Owszem,, udzielam się (choć skromnie).
                    Dzięki!
                    • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 18:44
                      Uważaj, bo to wciąga jak chodzenie po bagnach!
                      • tetika Re: HAPPY end 16.09.10, 19:47
                        6Lat bladze nie straszne mi to :D na jakim serwerze?
                        • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 19:49
                          Bladze - w sensie, że błądzisz czy bladzisz - znaczy BeDekiem grywasz? :D
                          Cerberus obecnie, ale jak zwykle - szukam czegoś jeszcze lepszego :)
                          • tetika Re: HAPPY end 16.09.10, 20:10
                            Ja od zawsze na Dragonie , najpierw na Infinity , teraz na valkirii.Strasznie pokrecony , zupenie niepodobny do tego co proponuje oficjal ale daje duzo bardzo ciekwaych mozliwosci :) np. laczone suby.
                            Jak chcesz pogadac bo tu zasmiecamy watek to pisz na gazetowa albo zapraszam do mnie na forum tam mozemy spamowac do woli :) (forum.gazeta.pl/forum/f,95537,Kacik_Przyjazni.html) tylko bede musiala cie przyjac.
                            • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 20:37
                              O cholewa, też mam postaci na Dragonie! Co prawda tam dawno nie zaglądałam, ale przymierzam się do powrotu, bo mi coś zepsuli na Cerbie :) Wee, zrobię spoilującego SS XD
                              To ja chętnie pogadam :)
                • d.moll.ka Re: HAPPY end 19.09.10, 12:19
                  znalazłam ten post z przepiórkami;)
    • anneliese12 Re: HAPPY end 16.09.10, 17:21
      Odpukać... On robi strasznie dużo nadprogramowych, powiedzmy ogólnie, rzeczy i trzeba chłopaka trochę rozruszać (ostatnie słowo bez skojarzeń).
      • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 17:24
        Znaczy, taki trochę energiczny pracoholik co ma za mało rozrywki? :)
        • anneliese12 Re: HAPPY end 16.09.10, 17:52
          Pracoholik to on jest, wręcz się wstydzę za siebie gdy na niego patrzę , dla mnie nic związanego z nauką nie zaczęło się jeszcze nigdy przed październikiem. Ale ponieważ ów pracoholik przychylnie, jak się sam wyraził, spogląda na wszelkie propozycje oderwania go od działań naukowych, pomyślałam też i o filmach, nie tylko np. o ślizganiu się na kaflach w galerii (gdy moja kuzynka o tym usłyszała, powiedziała, że zachowujemy się jak para przedszkolaków i że nie musi pytać, czyj to był pomysł).
          Raohszana, jak widzisz zeszłam już znacznie poniżej poziomu gimnazjum i jeszcze ciagnę
          za sobą dobrze zapowiadającego się studenta.

          Inna sprawa: A jakie japońskie filmy masz na widoku?
          • tetika Re: HAPPY end 16.09.10, 18:17
            Ja wtrace jeszcze tylko slowko a wlasciwie male pytanko do raohszane.

            raohszana czy twoja boska SH przypadkiem nie wedruje po bezdrozach Lineage?:)
            • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 18:43
              A-ha, chociaż wędruje mało - bulę słono za telki, a tak to robię rozróbę ile wlezie. I jeszcze trochę a będę SS :D
          • raohszana Re: HAPPY end 16.09.10, 18:41
            U mnie w okolicy nie ma się gdzie ślizgać - takie szorstkie kafle wszędzie. Albo to wina moich glanów ^^
            Bo taki pracoholik to tylko czeka aż się go oderwie - sam to woli popracować niż się lenić, znam ten typ; ale jak już się go wyciagnie - to doskonały kompan do zabawy :)
            Spoko, ja zawsze mówię, że mentalnie mam 5 lat - ale ostatnio zastanawiam się czy przypadkiem jednak nie 3 :D

            Oglądam sobie erotyki-nie erotyki z cyklu "Diary of beloved wife" - erotyzmu w tym to tyle o ile, a relacje pomiędzy małżonkami tak pokrochmalone, że nie wiem.
            • anneliese12 Re: HAPPY end 17.09.10, 10:17
              Raohszana, ten pracoholik i porządny chłopiec zrobił wczoraj tak ostre podejście, ze mnie aż zamurowało. No nic, oczyw. został natychmiast przywołany do porządku, ale jest to najwyraźniej cicha woda.
              • raohszana Re: HAPPY end 17.09.10, 14:17
                Za długo się z tym nie krył, nie? A jak zareagował na przywołanie do porządku? Oburzeniem czy "no, faktycznie, trochę przesadzam, nie powtórzy się więcej" ?
                • anneliese12 Re: HAPPY end 17.09.10, 15:21
                  raohszana napisała:

                  > Za długo się z tym nie krył, nie? A jak zareagował na przywołanie do porządku?
                  > Oburzeniem czy "no, faktycznie, trochę przesadzam, nie powtórzy się więcej" ?
                  >
                  Tzn. przeprosił i zrobił się potulny jak baranek i wczoraj tak już zostało. Ale przecież widzę po oczach, że on chyba cały czas o tym myśli. A dzisiaj mamy wieczorem u mnie coś razem oglądać...
                  Ok, umiem sobie dawać radę w takich sytuacjach, więc no problem, coś mi tylko mówi, że z nim będzie bardzo ciężko w tej materii. Ale poza tym jest kochany, więc nie mogę narzekać.
                  • raohszana Re: HAPPY end 17.09.10, 15:26
                    To Cię ciocia ostrzega - jak nie chcesz, to nie czekaj aż zacznie coś ostrzejszego, tylko wszelkie podchody duś w zarodku. Bo inaczej - no jak, na jedno mi pozwala, a ja nieco więcej to już nie? I proponuję nie oglądać na leżąco ;)
                    • anneliese12 Re: HAPPY end 17.09.10, 15:39
                      Nie zamierzałam oglądać na leżąco!
                      Słuchaj, obstawiam, że przyniesie jakiś alkohol! (no zobaczymy, czy jestem Sherlock Holmes).
                      Cholera, czemu facetom zawsze się tak śpieszy!
                      Ma oglądać i uważać, powiem, że po filmie przepytam go z treści.
                      • raohszana Re: HAPPY end 17.09.10, 15:43
                        Bo [ i mówię to z pełną wiadomością, jako mentalny facet ] o wiele łatwiej i szybciej się podniecają, trochę wpadają w taki amok jak wpadną na odpowiadającą im pod wieloma względami, a zwłaszcza urodow-seksualnym, partnerkę. I często zupełnie inne mają podejście do seksu - mniej uczuciowe, bardziej - no, to jeszcze jedna przyjemność. Dopiero potem mogą zacząć kombinować - "a jak mi dała to co, innym też tak? A to miała być moja zabawka tylko, a tu co, może nie tylko ja tak fajnie miałem! " Głupie to, ale co poradzisz? Nie powinno tak być, ale nie przeskoczysz osobistych urojeń każdego człeka. Oczywiście tak sobie teoretyzuję i stereotypizuję, bo każdy jest inny. Aczkolwiek w przypadku, kiedy rzeczony pan tak bardzo dąży do zbliżenia to poczekałabym trochę, żeby zobaczyć co on kombinuje.
                        Przepytaj, zrób mu taki egzamin z treści, coby musiał się nastarać na "dst" :D
                        • anneliese12 Re: HAPPY end 17.09.10, 18:05
                          raohszana napisała:
                          > Aczkolwiek w przypadku, kiedy rzeczony p
                          > an tak bardzo dąży do zbliżenia to poczekałabym trochę, żeby zobaczyć co on kom
                          > binuje.

                          A co masz w powyższym zdaniu na myśli? - przecież akurat bardzo dokładnie wiadomo, co on kombinuje.
                          A moze on tak jak w tym filmie Seksmisja - dotychczas (przynajmniej ostatnio) skierowany na karierę, a teraz się przekierował...
                          Mnie się bynajmniej do niczego nie śpieszy!
                          A w ogóle to posadzę go dwa metry ode mnie.
                          • raohszana Re: HAPPY end 17.09.10, 18:19
                            To mam, że ludzie są różni - myślę, że trochę dystansu nie zaszkodzi, zwłaszcza, że Ty wcale nie chcesz się spieszyć z nawiązywaniem intymnej relacji :)
              • magda.gryniewicz żadna tam cicha woda 17.09.10, 14:32
                medycy i studenci medycyny tak mają - skrzywienie zawodowe - teoria teorią - ale ma żywym materiale trzeba wszystko sprawdzić.
                • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 14:42
                  E tam, nie przesadzajmy. Gdyby tak było to chyba miałabym z miliard rodzeństwa i nie mniej "mamuś" :P
                • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:31
                  Magda, teoria o sprawdzaniu na "żywym materiale" jest super, ale czy ty tak całkiem serio czy masz jakieś konkretniejsze przesłanki?
                  • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:32
                    Ja mam konkretne, ja mam! :D
                    • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:41
                      No to mów, na co czekasz?! Tylko ty czy ktoś jeszcze? Na ilu egzemplarzach teoria została sprawdzona? Czy jakaś specjalizacja wyróżnia się w tej materii?
                      • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:45
                        Mama, kumpela, znajomi - chirurg, diabli dokłądnie wiedzą co, dentyści. Zgodne pary, żadnego dupczenia co popadnie, seks po jakimś okresie znajomości. Dwa pierwsze - już nieaktualne, ale z zupełnie innych powodów. Ostatnie - doskonałe, już wieloletnie małżeństwa.
                        • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:52
                          Ok, ale w ogólności jaki dla mnie z tego wniosek?
                          • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 15:54
                            A taki, że każdy jest inny - są i złe medyki i dobre medyki. Musisz się sama przekonać, niekoniecznie od razu zakładając, że ten to "taki sam jak wszyscy i tylko dupczyć chce!" A jak się taki okaże - cóż, wolontariusze ze schroniska dla zwierząt i opiekunki do dziecka też tacy/takie bywają.
                            • stedo Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:52
                              A że "chce' to żle?? Chyba by było żle i nienormalnie gdyby 23 latek nie "chciał". Sedno jest w tym w jaki sposób daje temu wyraz;)
                  • magda.gryniewicz Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:00
                    przesłanki są takie, że medycy lubią towarzystwo pięknych kobiet - a jak by do tego była mądra - to super. Będą podrywać bez żadnego pardonu - no wiesz, on ma prestiżowy zawód i wysoki status społeczny - to jego kobitka powinna być piękna. Nie będzie sobie chłopina strzępił języka przy jakiejś mało urodziwej :D
                    • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:03
                      Ale to każdy facet tak ma, że lubi towarzycho pięknych i mądrych :P
                      • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:14
                        Przepraszam panie, czy zatem zainteresowanie dwóch medyków moją skromną osobą winnam poczytywać za szczególnej wartości komplement?
                        • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:16
                          Raohszana, odpowiedz mi, proszę, na moje powyższe pytanie (z 18.05); jakoś tak poszedł ten wątek na dwa tory.
                          • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:21
                            Odpowiedziane :) Komplementy to kłamstwa, jak mawiał jest bard - natomiast stwierdzę fakt, że niezła z Ciebie dziewczyna, bo całkiem sprawnie radzisz sobie w pogmatwanych sytuacjach :)
                            • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:30
                              No proszę, i to jest naprawdę ważny komplement! Nawet nie wyobrażasz sobie ile sprawił mi radości!!!
                              Zwłaszcza po tym, jak zrypała mnie dzisaj przez tel. moja kuzynka. Wysłuchała w grubszym zarysie historii z ostatniego tygodnia i powiedziała, że to jest niepojęte, co ja wyprawiam, po kim to tak itp., że ten chłopak wygląda jej na 10 razy lepszego ode mnie i nie wie, że wdepnął na minę, Boże...
                              • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:33
                                A moze mój medyk jest w jakimś szczególnie trudnym hormonalnie wieku (23)? To by coś wyjaśniało, coś słyszałam o jakimś krytycznym momencie u facetów w tym względzie (w owym wieku właśnie).
                                • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:37
                                  To jest wiek głupawkowy - człowiek sam nie wie, czego chce od życia, raz to, raz tamto, raz zachowa się tak, a zaraz w identycznej sytuacji inaczej. Dopiero się włazi w dorosłe życie.
                                  Ja mam trochę więcej i do tej pory mam "trudny wiek", paru znajomków tak samo.
                                • stedo Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 19:24
                                  Wiek 23 lat u faceta to jest szczyt jego możliwości, potrzeb , wrażliwości i szybkości zaspokajania seksualnego. W tych kwestiach, w tym wieku, myśli on "główką' a nie głową, niazależnie od inteligencji. A ogólnie to radzę potrzymać go na dystans. Sądzę, że chłopak Cię testuje na ile jesteś "szybka" w te klocki. Nie wygląda na tępego i chyba go czymś początkowo zaskoczyłaś i ma pewne wątpliwości. Na podstawie tego co tu napisałaś musisz być niezła laska.Przeciętna dziewczyna chyba tak z marszu nie spotyka się z propozycją sponsoringu od poważnych bądż co bądż facetów. A i zainteresowanie dłuższe, aczkolwiek nawet ściśle zdefiniowane ze strony ustawionego faceta co z niejednego pieca chleb jadł, musi o tym świadczyć. I dlatego Twój rówieśnik ma jakieś podejrzenia, bo zdaje sobie sprawę że mogłabyś mieć faceta już poważniejszego i o wyższej hierarchi na rynku damsko-męskich kontaktów niż jego biednego studencika. Coś mu tu cuchnie i testuje Cię. Więc bądż odporna i daj dojrzeć znajomości. / Jak ja nie lubię tego określenia "związek" dla kilkutygodniowych relacji/ To takie infantylne:))/
                              • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:35
                                Co ona, głupia jakaś?! Jak można w ogóle powiedzieć "on wygląda na lepszego od ciebie"! A nie słuchaj jej wcale! Świętojebliwa, zaraza! Nie zawsze wszystko robi się mądrze i w super-dojrzały sposób - ważne, żeby zrobić tak, coby nikt nie ucierpiał, a i coś ciekawego z tego wyszło. Jak widać - poradziłaś sobie i dalej radzisz. I co ważniejsze - uczysz się na własnych doświadczeniach, wyciągasz jakieś wnioski, coś modyfikujesz.
                                Inna kwestia, że teraz jakaś moda na "przedorosłość" i kij w tyłku.
                                • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:47
                                  Myślę, że chciała mi trochę dokopać, bo chwilę wczesniej zirytowałam ja pewną (słuszną zresztą) uwagą. Ale nic to, złość przechodzi mi szybko.
                                  Raohszana, widzę, że się znasz na rzeczy, powiedz mi, czy wczorajsze tzw. działanie mojego miłego to nie jest jakiś rodzaj próby sił po prostu? A może, jeśli to się dziś powtórzy (choć niby nic tego nie zapowiada) wywalę go z chaty po prostu?
                                  • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 20:15
                                    Nieładnie tak chcieć komuś dokopać tylko dlatego, że się nie miało racji. No, ale to ona ma problem, nie Ty :)
                                    Może być próbą sił - czasami ludzie działają w ten sposób, nie zdając sobie sprawy z tego, że tak naprawdę nie ma to żadnego sensu i niczego nie udowadnia. Chłopak jeszcze sam nie wie, czego dokładnie od Ciebie chce, ale z powodu tego, jak się zaczął wasz bliższy kontakt to może sobie wystawiać różności i oczywiście jest opcja, że sprawdza, czy Ty chcesz seksu czy doprowadzić do czegoś głębszego, a może jeszcze co innego? Na pewno uważnie obserwuj jak reaguje na stawiane granice i czy usiłuje "walić głową a mur" co chwilę, miast spokojnie podejść do sprawy.
                                    Zobaczy się, jak zachowa się dzisiaj - jeżeli po pierwszym zastopowaniu spróbuje znowu i znowu, to przerwij oglądanie i powiedz, że nie życzysz sobie takiego zachowania i że dooglądacie kiedy już da radę się uspokoić i skoncentrować na filmie.
                        • magda.gryniewicz Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:42
                          tak jest! bowiem ta grupa zawodowa za byle co się nie bierze! zatem musisz mieć to "coś" :)
                          • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:51
                            Dziękuję! - ale uprzedzam, że taki komplement może mnie trochę, że tak powiem, rozpuścić.
                            • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 18:53
                              Sorry za małą dygresję, akurat teraz słuchałam tego, nie wiem czy lubicie
                              www.youtube.com/watch?v=eTlKEWVLfu0
                              Mój dziadek zawsze śpiewał na głos arie (niezgorzj mu to szło), poznałam dzięki niemu trochę operetkę, a funi fula zawsze już jako dziecko uwielbiałam.
                              • dondesta Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 23:15
                                Matko, dziewczyno... Jakie funi fula? "Funiculi funicula", to po pierwsze. Po drugie nie jest to aria, tylko pieśń, neapolitańska na dokładkę. Po trzecie czytam sobie Twój wątek i aż mi się wierzyć nie chce, że dorosła kobieta może być tak infantylna. Naprawdę zastanawiają mnie laski, które nie potrafią się obejść bez pary męskich gaci, jak nie ten, to tamten, byle był. Twoje poczynania trącą desperacją na kilometr, faceci są na to wyjątkowo wyczuleni i wieją jak tylko dostaną to, co chcieli.
                                • d.moll.ka Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 23:36
                                  Denna Dondesto...
                                  no co za pełen jadu wpis...
                                  co tak cię zablało: młodość tej małej, czy powodzenie u mężczyzn?
                                  ależ to oni ją chcą - a nie dowrotnie!

                                  a męzczyzna u boku... cóć to mile. i nie widzę w tym jakiejś desperacji.
                                  Bzdury.
                                  • dondesta Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 00:32
                                    Po pierwsze denny nie denna, jeśli już. Po drugie młodość nie jest usprawiedliwieniem. Rzuciła dupka i słusznie, ale kolejne jej działania to akt desperacji. Ścigać przez portale społecznościowe jakiegoś gościa, którego widziała na oczy ze trzy razy w życiu i z którym nie zamieniła słowa, dno dna. I dlaczego? Bo się uśmiechnął? Czyli jest okazja, trzeba ją łapać? Zapraszać do domu faceta, którego ledwie poznała? Bardzo rozsądnie. I nie rozśmieszaj mnie tym powodzeniem, to, że facet bierze co mu samo wpada w ręce, nie świadczy o waszej atrakcyjności, naiwne babki :)
                                    Chłopak młody, więc kto wie? Może jej się uda, bo starszy, bardziej doświadczony i cyniczny szybko by się wymiksował z układu. Faceci nie cenią zbytnio tego, co im się samo łatwo pcha w łapy, nie bardzo też szanują napalone dziunie, które się za nimi uganiają. Taka prawda i wkrótce się sama o tym przekona. A wtedy może wreszcie zmądrzeje, chociaż bywają przypadki nieuleczalne.
                                    • raohszana Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 00:35
                                      Ale przeszkadza Ci to, że ona sobie różne doświadczenia zbiera? Jak rany, wszyscy mają być mądrzy, dojrzali i w ogóle świętojebliwi...
                                      • dondesta Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 00:57
                                        E tam, przeszkadza. Śmieszy co najwyżej. Naiwność, desperacja i ekshibicjonizm, fajny zestaw cnót niewieścich :D W sumie nawet mi jej trochę szkoda, bo g... prawda, że ona zbiera doświadczenia, ona szuka faceta, który z nią będzie. Księcia z bajki, a ten nie chce przyjechać na białym koniu, więc panna rzuca się na to, co jest pod ręką. Nie daje nawet facetowi czasu na to, żeby sam wykazał minimum zainteresowania, z rozwianym włosem strzepie jego konta na NK czy Facebooku. Desperatką śmierdzi na kilometr. A z nami nie tędy droga.
                                        • raohszana Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 01:03
                                          Oj tam, oj tam. Młoda jest, z młodym się zadaje. Teraz takie czasy że po fejs-zbukach i innych naszych-kaloszach się szukają. Bawią się i tyle, na zmądrzenie jeszcze przyjdzie czas :)
                                          • dondesta Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 01:20
                                            Takie czasy, że laski nie mają klasy. Historia się powtórzy, młody ją przemłóci i porzuci.
                                            • raohszana Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 01:24
                                              Zdefiniuj "klasę", proszę.
                                              Ale ona wcale nie chce się z nim młócić jak na razie^^
                                              • dondesta Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 01:25
                                                raohszana napisała:

                                                > Zdefiniuj "klasę", proszę.
                                                > Ale ona wcale nie chce się z nim młócić jak na razie^^
                                                >
                                                Nie zdefiniuję klasy, bo jeżeli o to pytasz - nie zrozumiesz odpowiedzi.
                                                A wymłócić chce on, ona nie ma nic do gadania.
                                                • raohszana Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 01:27
                                                  Mhm, oczywiście, że nie zrozumiem... Tja, kolejny wybitnie oświecony, a poproszony o podanie uznawanej przez siebie definicji to wody w usta i sugeruje niedostatki umysłowe dyskutanta.
                                                  Czyli co? Jak chłop chce to mu się daje i nie można powiedzieć "nie" ?
                                        • anneliese12 Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 09:58
                                          Dondesta, udajesz faceta, ale bardzo nieudolnie. Po pierwsze na kilometr czuje się w tobie zazdrosnego babsztyla. Po drugie gdy wczoraj specjalnie (żeby tu popluć jadem) zakładałaś konto, zapomniałaś, że chcesz zmienić płeć, bo przy cytowaniu wyświetla się „Dondesta napisała”. Czego się wstydzisz, że kryjesz swoją forumową tożsamość?
                                          Masz, jak rozumiem, wysokie mniemanie o sobie, dziwne tylko że chciało się poświęcać tyle czasu i fatygi tak niskiej sprawie. Weź termometr, reszta bez komentarza, bez takowego pozostanie też z mojej strony twoje ew. dalsze plucie jadem.
                                          • dondesta Re: żadna tam cicha woda 18.09.10, 19:57
                                            Hehehe, datę urodzin też mam z kosmosu, detektywie od siedmiu boleści.
                                • raohszana Re: żadna tam cicha woda 17.09.10, 23:45
                                  Desperatką to by była jakby się trzymała tego chama, co to go zostawiła.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka