Dodaj do ulubionych

zostac czy odejsc...

IP: *.edipresse.pl 10.03.11, 08:55
Jestem z nim prawie trzy lata. Bywalo roznie - oboje jestesmy po rozwodach wiec mamy tez swoje "doswiadczenia" zyciowe (jak sie okazuje bardzo rozne, bo ja z bylym mezem ma przyjacielskie relacje, on z byla zona jest w stanie wojny choc rozwod byl X lat temu...).
Niby na co dzien wszystko jest dobrze, problem zaczyna sie wtedy, kiedy on sie za cos obrazi.
Przestaje sie odzywac, potrafi milczec kilka dni, najdluzej chyba prawie dwa tygodnie.
Wiem, ze w poprzednim zwiazku tez zachowywal sie w taki sposob. Niby mowi, ze on wie ze to zle i nie jest mu z tym dobrze, ale jednak nie potrafi zapanowac nad swoimi emocjami i tego zmienic. Dla mnie - jesli komus na kims zalezy i wie, ze robi cos co ranie te druga osobe i jest jednak oznaka braku szacunku - to probuje to zmienic. W koncu jestesmy dorosli.
Jak mozna tak zyc nie wiedzac kiedy, za co i na ile partner sie obrazi (a gdyby wtedy podczas jego "obrazenia" cos mi sie stalo i potrzebowalabym pomocy to co? Boje sie myslec...). Teraz jest kolejna taka sytuacja - nawet nie raczy odebrac telefonu i po raz pierwszy zdarzylo sie - nie pojawil sie w domu na noc. Martwilam sie, ze cos sie stalo. Sądzilam, ze jak sie z kims mieszka to ok, nie musi tlumaczyc sie z kazdej minuty spedzonej poza domem (nigdy zreszta nie wypytuje go, bo uwazam, ze jesli ludzie sa razem i sobie ufaja to nie musza spowiadac sie ze wszystkiego co robili poza domem), ale wypada powiedziec: dzis wroce bardzo pozno albo nie wroce wcale - musze sobie przemyslec pare spraw, jestem zly i chce byc sam. Jestem w stanie nawet to zrozumiec - jeden rozwiazuje problemy rozmawiajac o nich z przyjaciolmi, drugi potrzebuje samotnosci. Ale... przeciez jakies elementarne zasady obowiazuja...
A dzis wiem, ze to sie nie zmieni. Ze jesli z nim zostane to takie sytuacje raz na dwa-trzy miesiace beda mialy miejsce. Z drugiej strony mysle, ze moze za szybko sie poddaje. Ze nie ma ludzi idealnych. Kazdy ma przeciez jakies wady i jesli przy pierwszej trudnosci mowimy "do widzenia" to tez nie jest dobrze - bo przeciez w zwiazku nie jest tak, ze sa tylko dobre dni...
Co zrobic...?
Obserwuj wątek
    • marissa.555 Re: zostac czy odejsc... 10.03.11, 16:54
      Odejść, toż to jakiś buc.
    • nikita0166 Re: zostac czy odejsc... 11.03.11, 14:09
      Wiej w podskokach!!! Skoro obraża się z błahego powodu, to znaczy, że szuka pretekstu do ucieczki od Ciebie, tym bardziej, że spędza noce poza domem.
    • kajetan_123 Re: zostac czy odejsc... 11.03.11, 16:58
      Powiedz mu o tym. Że myślisz o rozstaniu, ze nie chcesz tak żyć. Musisz wiedzieć, czy jemu na Tobie naprawde bardzo zalezy czy nie. On musi wiedzieć że może Cie stracic, a nie zachowywać sie tak jak mu wygodnie i robic to bez konsekwencji. Wg mnie jako faceta on Ciebie po prostu nie szanuje, a głupoty gada ze nie umie zapanowac nad emocjami. Pozdrawiam :)
    • mau3 Re: zostac czy odejsc... 15.03.11, 11:33
      Znalazłam kiedyś na necie Byłeżony.pl Miałam problem, nie wiedziałam jak postąpić w powiedzmy podobnej sytuacji. dobrze mi zrobiło popatrzenie na sprawę obcymi oczami, kobiet w różnych związkach. Taka nadąsana lala, to nie jest dobry materiał na partnera. Zastanów się nad sensem tego związku.
    • Gość: gosc Ania Re: zostac czy odejsc... IP: 213.216.74.* 17.03.11, 19:39
      Czytalam Twoj post i myslalam ze chyba piszesz o moim bylym chlopaku!Wydawalo mi sie, ze moj byly, byl w swoim zachowaniu takim jedynym oryginalem,ale widze ze nie.On robil dokladnie to samo.Potrafil obrazic sie o blahe sprawy i karac mnie milczeniem.Poczatkowo mialo to miejsce co 3 mies,ale z czasem nasillo sie.On zamykal sie w sobie i jakiekolwiek proby(prosby,placze)nie skutkowaly.Milczal tak zazwyczaj tydzien.Ktoregos dnia tez nie poszedl do pracy i wrocil do domu w nocy.Telefon wylaczyl.Zawsze manifestowal w tym czasie i nie jadl nic co mu przygotowalam.Po roku wspolnego mieszkania,ja lezac w lozku i tak 6 dzien traktowana jak powietrze zaczelam zdawac sobie sprawe ze mnie to wykancza psychicznie i cos zaczyna sie ze mna dziac zle....Kiedy skonczylam z nim zwiazek,trafilam do psychiatry,poczytalam ksiazki i dowiedzialam sie,ze milczenie to forma agresji!Poczytaj sobie o tym!On nie zmieni sie,a Ty zaczniesz miec problemy ze soba....Ja zaczelam obwiniac siebie,za to jego nieodzywanie.Naprawde jestem slaba,delikatna osoba psychicznie i nikogo umyslnie nie skrzywdzilabym.....
    • kasienka23a Re: zostac czy odejsc... 01.04.11, 17:06
      znam twój ból,ja mam podobna stuację.Jestemz partnerem od prawie 6lat,mieszkamy razem.On tez potrafi obrażać się bez powodu,mało tego zawsze ja wyciagam rękę na zgodę mimo że nie zaiwniłam.Mam juz tego dosyć,przepraszam chociaż nic nie zrobiałam.On takie słowa nie zna,ulubiona jego śpiewka ostatnio to "nie wiem".Doprowadza mnie to do szału,nie rozumiem jak dorosły człowiek może tak sie zachowywać.Myślałam że to chwilowy wybryk ale jest tak już od prawie 2lat.Zastanawiam się czy nie zostawić go w diabłyi żyć samemu.Z drugiej jednak strony żal mi tych lat razem,moich młodych lat i tego wszystkiego co razem przeżyliśmy.Nie umiem sobie poradzić z tą sytuacją,a mój partner nie che rozmawiać bo wg niego coś sobie ubzdurałam.
      Nie wiem co będzie dalej.
    • mieczakzkrakowa Re: zostac czy odejsc... 02.04.11, 12:35
      Albo to akcepujesz albo odejdż
      To się nigdy nie zmieni
      Będzie się stale powtarzać
      Chce mieć wolność
      • kasienka23a Re: zostac czy odejsc... 08.04.11, 16:08
        wiesz to nawet w tym momencie nie chodzi o zaakceptowanie jego .Mój facet ciągle mi mówi,charakter można zmienić,tylko trzeba chcieć.Ja zaakceptowałam u niego wiele cech,poglądów i działań które normalnie mi nie odpowiadają.Tylko on jakoś nie może pojąc że ja jestem taka jaka jestem i kocha mnie właśnie za taką jaka jestem,a nie ciagle każe mi sie zmieniać.Nie wiem czy to normalne że wymaga tylko ode mnie a sam wogóle nie pracuje nad naszym związkiem?zastanawiam się coraz częściej i głębiej nad sensem bycia razem dalej tak jak jest teraz.wydawało mi się że po tych kilku latach razem,on wie czego naprawdę oczekuje od związku,ale naj widoczniej chyba nie wie,to dla niego za krótko.Ja byłam pewna że on będzie moim pierwszym i ostatnim partnerem,to on ma być ojcem moich dzieci.ale teraz wiem napewno że narazie mężem moim napewno nie che aby był.Dziecko bardzo chętnie chcę z nim mieć,ale on nie jest jeszcze gotowy.Koło się zamyka,beznadzieja.
        • Gość: gosc Kicia Re: zostac czy odejsc... IP: 213.216.74.* 08.04.11, 21:19
          Moj byly zawsze w sytuacjach kiedy trzeba bylo podjac jakas decyzje meska,mowil"ja nie wiem"sam nie wiem""co ja mam zrobic,sam nie wiem"albo milczenie....To zwyla brak dojrzalosci.Skonczylo sie tym, ze zadnej decyzji nie podjal,jak przyszedl taki czas ze trzeba bylo byc odpowiedzialnym i dojrzalym facetem(mial 36 lat)odszedl i stwierdzil ze teraz to on musi zajac sie soba , rozwijac sie i takie tam...Nawet odejsc konkretnie nie potrafil,kaleczac mnie psychicznie jak tylko mozliwe.Sa faceci ze nigdy nie dorosna.Wola milczec niz porozmawiac,byc doroslym....Uciekaja...Jak bylismy razem,tez wygodnie mu bylo gdy decyzje podejmowalam ja...a on zamykal sie i milczal.....Teraz ciesze sie,ze nie doczekalam sie dziecka.Mialabym dwoje.......Zawsze powtarzal ze charakteru nie da sie zmienic,wiec nawet nie probowal.....Czasem kocha sie kogos,ale to jest meka....
    • Gość: młoda Re: zostac czy odejsc... IP: *.183.255.109.dsl.dynamic.eranet.pl 08.04.11, 22:27
      czytając wszystkie posty, zrozumiałam, że też nie jestem sama... mam identyczny problem :( nie wiem czemu, nie potrafie od niego odejść choć wiem, że NIGDY nie będzie lepiej... tyle razy już to się powtarzało, że nie mam już siły tak żyć. Moja psychika upadła, czuję się jak dno, choć wszyscy wkoło mówią, że to nie ze mną jest coś nie tak ale z nim. Raz podjęłam decyzję - odeszłam, nie widział mnie 3 miesiące, ale jak sie spotkaliśmy po tym czasie, płakał, prosił, żebym wróciła... i co zrobiłam ? Jak ta głupia kwoka UWIERZYŁAM W TE BREDNIE !!!!!!!!!! Nie minęło dużo czasu i jest jeszcze gorzej, teraz upokarza mnie na każdym kroku, obwinia za co się tylko da !!!!!! Niszczy mnie, zabiera mi caly sens życia a mam dopiero 25 lat... Ciągle powtarzam sobie, że nie pozwolę sobie na to, ale jest mi ciezko w to uwierzyć co myślę... My kobiety powinnyśmy mieć siłę i nie dac się byle komu niszczyć !!! Nie oni dali nam życie i nie oni dbali o nasze zdrowie, żeby mogli nam je odbierać !!!!!!!!!!! Mam nadzieję, że podołamy, bo taki gość to byle kto, nic nie warty, bezduszny typ !!!!!!!!!!! Obiecałam sobie, że tym razem nie spieprzę sobie życia na własne życzenie, kończąc "coś" zawsze "coś" nowego się zaczyna !!!!!!! Miejmy swoją godność i pokażmy tym tępakom gdzie ich miejsce !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Pierdziel tego gnoja, bo nie jest wart zachodu, tym bardziej, że to nie jego pierwsza taka awaria !!!!!!!!!!!!!!! Postaram się poinformować Was wszystkie o mojej postawie i mam nadzieję, że i Wy dziewczyny również napiszecie co postanowiłyście zmienić. WSPIERAJMY SIĘ, pozdrawiam Was wszystkie i trzyma kciuki za wasze szczęście !!!!!!!!!!!
      • kasienka23a Re: zostac czy odejsc... 09.04.11, 09:20
        to wszytsko prada co napisałaś,ale doskonale wiesz nie jest łatwo wprowadzić słowa w czyny.
        Życie często płata nam figla ,i los się odwraca.Często przysięgamy sobie że to już ostani raz,więcej sie nie dam oszukać i poniżać.Ale bardzo trudno jest dotrzymać słowa danego samej sobie.Nie każda kobieta poniżana i pozbawiona włsnej wartości potrafi funkcjonowac inaczej.Ja sama nie wiem czy umiałabym żyć bez tego mojego faceta?Krążą mi cały czas myśli po głowie że to dalej tak nie może być,ja musze coś ze sobą zrobić jakoś się od niego uniezależnić.Ale nie mam siły,czuje że musi stać się coś naprawdę poważnego żeby zaczęła działać i wcielić swój plan w życie.
        Nie oszukujmy się przyzwyczajamy się do niektórych rzeczy i później jest nam już obojętne czy to jest dobre czy złe.Mimo że wszyscy wkoło twierdzą że jest źle.
        Zostać czy odejść-dobre pytanie, ja nie znalazłam jeszcze dobrej odpowiedzi na nie???
        • k.i.n.g.a.r.a Re: zostac czy odejsc... 23.04.11, 18:07
          Zostać czy odejść?Zadaje sobie to pytanie już od ponad dwóch lat,od czasu odwołania naszego ślubu.Idiotka-pomyslicie!I macie racje!Jesteście młode,25 lat to czas,kiedy życie dopiero się zaczyna i nie warto marnować go dla takich facetów jak Wasi partnerzy.Niestety,domyślam się jak jest w takich związkach,bo sama znam z autopsji...Szkoda tylko,że zajeło mi ponad dwa lata aby dojrzeć do decyzji o odejściu,tylko jeszcze nie wiem,czy znajde na to siłe.
    • Gość: puł-głowek Re: zostac czy odejsc... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.11, 14:47
      Ale się usmiałem !! Dziewczyny, wy NAPRAWDĘ jesteście z Wenus. Gościu sie obraził? Wyłaczył komórkę?? Nie wrocił do domu ??? A rano zastał zaniepokojoną żoneczkę, całą w nerwach i poczuciu winy ??? I może jeszcze czekał pachnący rosołek ?? A wieczorkiem dałyście swoim maharadżom d..py, ciesząc się, że raczył powiedzieć "uch, ech, aaaa"

      Że tez nie spotkałem żadnej z was...
      • lava.zza Re: zostac czy odejsc... 03.05.11, 22:16
        Odejść dziewczyny, odejść. Wydaje się, ze nie znajdziecie sił. Gwarantuję Wam, że znajdziecie. Jeżeli nie jesteście szczęśliwe w swoich związkach to odejdźcie. Jeżeli mężczyzna kocha, to chce się zmieniać i iść na kompromisy. Ostatnio usłyszałam bardzo prawdziwe słowa: Jeżeli wydaje Ci się, że mężczyźnie na Tobie nie zależy, to NAPRAWDĘ mu nie zależy. My kobiety, jesteśmy strasznie naiwne, usprawiedliwaimy ich przed sobą, chcemy wierzyć, że jest inaczej. Nie jest. Odejść dziewczyny. Same zobaczycie, po okresie "żałoby", który jest naturalny przyjdzie czas, że nabierzecie wiary w siebie i w ludzi. Możecie jeszcze być szczęśliwe. Mężczyzna przede mną napisał prawdę, oni mają nas za NIC. Kończcie z dupkami. Poradzicie sobie. Niczego nie żałujcie.
        • Gość: maria Re: zostac czy odejsc... IP: *.rybnik.vectranet.pl 04.05.11, 10:34
          Ja trwałam w takim zwiazku,bo myślałam za każdym razem,ze już teraz bedzie lepiej. Przerwy w milczeniu były coraz dłuzsze, nawet pół roku. Teraz wiem,ze nigdy mnie nie kochał, bo kochajacy facet nie wytrzyma nawet 3 dni bez słów ! Dziś jesteśmy białym małzenstwem, dzieci na swoim, a my obcy sobie ludzie. Zmarnowałam lata,które mogły być inne,
    • Gość: Ola Re: zostac czy odejsc... IP: *.96.76.208.rev.gsm-grodzisk.pl 18.05.11, 21:43
      Ja mialam bardzo podobna sytuacje do Ciebie.Kilka razy mialam zamysl rozstac sie.Jednak nie mialam sily na to.Przyszedl czas,gdy on sam podjal taka decyzje po okresie milczenia.Powod byl smieszny......Slowem bolalo bardzo,bo stalo sie to nagle.Stwierdzil ze "dawno nie ukladalo sie nam"No nie ukladalo,bo moje proszenie o rozmowe,placze nie pomogly.Zacinal sie i jak mial ochote po kilku dniach zaczynal odzywac sie do mnie.Po tym wszystkim obarczyl mnie licznymi winami za swoje odejscie.Mysle ze nawet jak uczciwie zakocha sie w innej,zawsze sytuacja po jakims czasie bedzie sie powtarzala.Obawiam sie, ze to sa jakies zaburzenia psychiczne.Normalny czlowiek dazy do zgody a kochajacy facet nigdy nie gnebilby swojej polowki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka