Dodaj do ulubionych

Fucking friend- czy można być szczęśliwą?

    • facettt a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 11.05.11, 22:37
      slucham.
      • triismegistos Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 11.05.11, 23:04
        Od kiedy jest "za darmo". Bo według niektórych za seks trzeba płacić, w takiej czy innej walucie.
        • facetttt od zawsze. 11.05.11, 23:20
          triismegistos napisała:

          > Od kiedy jest "za darmo". Bo według niektórych za seks trzeba płacić, w takiej
          > czy innej walucie.

          od zawsze.
          nigdy nie placilem (w jakiejkolviek formie) wiec nie viem :)

          jakas myszka zawsze sie znajdzie :)
          • senseiek "Jakas" czyli "jakakolwiek" 12.05.11, 23:43
            > jakas myszka zawsze sie znajdzie :)

            "Jakas" czyli "jakakolwiek", czyli moze byc duzo gorszego gatunku (i tak przewaznie jest) od np. prostytutki, o wygladzie modelki, wyuzdanej, doswiadczonej i lubiacej seks..

            Jesli ktos chce ci cos dac za darmo, jest prawie pewne, ze jest nic nie warte.
        • niceflower454 Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 13:04
          do trissmerigold-sorry,ale ja jestem na tyle ekskluzywna,ze stac mnie na sex z miłości.Reszta panien no coz....albo łapie na obraczke i bachorka,albo jest materacem jakiegos pana.

          Rzadko zmieniam panow,rzadko sie zakochuje.Natomiast stawiam na jakosc ,a nie ilosc.Czasami lepiej byc samemu niz z kim z braku laku.
          • triismegistos Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 13:17
            "Jestem na tyle ekskluzywna" w kontekście seksu źle mi się kojarzy, wybacz. Jeśli chodzi o "stawianie na jakość, nie ilość" to nie wiem co sobie nawyobrażałaś, ale ja nie mam tabunów jednorazowych bzykaczy.
            • po-trafie Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 14:39
              Wlasnie mam wrazenie ze dla wielu rozmowcow tutaj przyznanie sie do sekscesow bez zwiazku oznacza tabuny partnerow seksualnych, mijajacych sie w drzwiach i na schodach do mieszkania :-D

              Mam wrecz wrazenie, ze gdyby ktos im dal moralne zielone swiatlo i dyspense, to rozpusciliby warkocze hedonizmu tak, ze wiekszosc z nas splonelaby rumiencem na sam opis ;-)

              Umiec oddzielic seks od milosci to nie znaczy chciec go uprawiac z kazdym i nieustannie.

              • staly_repetent Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 14:45
                po-trafie napisała:

                > Mam wrecz wrazenie, ze gdyby ktos im dal moralne zielone swiatlo i dyspense, to
                > rozpusciliby warkocze hedonizmu tak, ze wiekszosc z nas splonelaby rumiencem n
                > a sam opis ;-)

                Swiete slowa.Postepowac tak, aby byc w zgodzie z kodeksem ktorego sie nie zna,
                to prawdziwe czlowieczenstwo.
                • triismegistos Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 14:51
                  Człecze, coś ty dzisiaj spożył?
                  • staly_repetent Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 14:57
                    triismegistos napisała:

                    > Człecze, coś ty dzisiaj spożył?

                    Viagre.Musze juz isc,bo nie wytrzymam.
              • niceflower454 Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 12.05.11, 18:53
                do "po_trafie"-zastanawia mnie to stwierdzenie "bez miłości".Nie da się uprawiać sexu bez miłości.Na pewno facet tego nie potrafi.Spłyca te emocje,ale taka jest prawda.

                Bo co to ta miłość? Wiekszosc malzenstw nie jest z milosci....

                Dla mnie to jednak jest rodzaj miłości.TYPU SEXUS,czyli takiej ktora realizuje sie poprzez sex.Bo jednak facetowi przychodzi na mysl zeby przespac sie czy sypiac akurat z ta,a nie inna ktora mija w drzwiach.Albo z kilkoma jednoczesnie.
                • po-trafie Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 13.05.11, 11:01
                  mamy wiele roznych odcieni emocji i wiele slow zeby je nazwac.
                  Nie zgadzam sie z twierdzeniem: jesli to seks, to to co czujesz, to milosc.

                  Sa takie emocje jak zakochanie, jak pozadanie, jak namietnosc, jak pociag seksualny, jak zauroczenie.

                  To, ze jestem kims zauroczona, albo ze bardzo pociaga mnie seksualnie, nie znaczy ze kocham te osobe. Moze jestem wyjatkowa staromodna ale nie traktuje milosci jak cos co przychodzi i po miesiacu czy trzech znika bez sladu. Jesli juz kogos kocham, to jest to cos duzego i znaczy, ze chocby nie wiem co sie stalo (rozejscie, klotnia, zycie osobno), jesli ta osoba bedzie potrzebowac pomocy, to zrobie wszystko co w moim stanie zeby pomoc, zeby byc.
                  Ktos kogo kocham dostaje jakies miejsce w moim sercu i zyciu na zawsze.
                  • triismegistos Re: a od kiedy to seks jst nieszczesciem ? 13.05.11, 12:52
                    Po-trafię, podpisuję się pod tym wszystkimi moimi kończynami!
      • jan_hus_na_stosie [...] 11.05.11, 23:11
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • facetttt chwili , to sie swinia 11.05.11, 23:22
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > to jeszcze się tym chwili,


          chwili - to sie swinia.

          any questions more ?
          • jan_hus_na_stosie Re: chwili , to sie swinia 11.05.11, 23:41
            sam wiesz, że jesteś karłem moralnym bez krzty honoru
            • facettt nie, nie viem 11.05.11, 23:45
              jan_hus_na_stosie napisał:

              > sam wiesz, że jesteś karłem moralnym bez krzty honoru

              nie, nie viem.
              za durny jestem na to, hloopcze.

              • jan_hus_na_stosie Re: nie, nie viem 11.05.11, 23:49
                żal mi ciebie, a jeszcze bardziej twojej żony, gdybyś miał jaja to byś od niej odszedł a nie zdradzał
                • j-k zalosne intelektualnie. 12.05.11, 16:52
                  jan_hus_na_stosie napisał:

                  > żal mi ciebie, a jeszcze bardziej twojej żony, gdybyś miał jaja to byś od niej
                  > odszedł a nie zdradzał

                  nie wiem, czemu mialbym wybierac gorsze wyjscie - kosztem lepszego ?

                  karlem moralnym moge byc, hloopcze, i zupelnie mi to nie wadzi.
                  nie chcialbym byc za to karlem intelektualnym - jak ty.
    • niceflower454 Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 12:59
      To zależy kim facker.
      • josef_to_ja Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 13.05.11, 10:14
        Kobiety są strasznie praktyczne :)
    • delfina77 To zalezy 12.05.11, 14:32
      Jesli kobieta szuka stalego zwiazku a dostaje tylko "a fuck buddy" to faktycznie nie jest chyba w pelni usatysfakcjonowana, natomiast taki przyjaciel bylby mile widziany np. u znudzonych mezatek czy kobiet, ktore z rozmaitych wzgledow nie szukaja stalego partnera, ale nie chca rezygnowac z dobrego seksu. Ja bym takim przyjacielem nie wzgardzila;)
      • wez_sie Re: To zalezy 12.05.11, 15:35
        czy to ogloszenie?
        • delfina77 Re: To zalezy 12.05.11, 20:59
          Jesli jestes mlody i przystojny to jak najbardziej;)
          • senseiek Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 34 lat 12.05.11, 23:50
            > Jesli jestes mlody i przystojny to jak najbardziej;)

            Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 34 latka... :P
            • timetotime Re: Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 3 13.05.11, 11:30
              senseiek napisał:

              > > Jesli jestes mlody i przystojny to jak najbardziej;)
              >
              > Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 34 latka... :P

              Życia widzę nie znasz :).
            • urko70 Re: Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 3 13.05.11, 11:34
              senseiek napisał:

              > > Jesli jestes mlody i przystojny to jak najbardziej;)
              >
              > Mlody i przystojny nie zainteresowal by sie 34 latka... :P

              A od kiedy to "młody i przystojny" jest synonimem "głupi i ślepy" czy też oznacza 18-20 letniego chłopca?
      • bonnie79 Re: To zalezy 12.05.11, 16:31
        ja się muszę zgodzić z powyższym....stały związek mnie nie interesuje, więć jak już minie awersja i wq... na płeć przeciwną to sobie poszukam jakiegoś frienda :)
      • josef_to_ja Re: To zalezy 12.05.11, 22:47
        Ciekawe co by na taką przeszłość powiedział Twój przyszły facet
    • francesqa Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 16:46
      poniewaz tez jestem w takim ukladzie postanowilam przeczytac kazdy post, ale w jakiejs 1/3 zrezygnowalam, bo w kolko to samo... =/
      powiem wam jak jest: sa ludzie po wieloletnich zwiazkach, po zlych doswiadczeniach, sa ludzie ktorzy nie chca byc "uwiazani na smyczy" - tak sie czuja bedac z kims. a potrzeba fizyczna istnieje. tacy ludzie wchodza w cos takiego. i nie czuja niesmaku w zwiazku z tym. nie mowie ze trzeba miec 15 fuck friend-ow.
      poza tym roznie to wyglada. moze byc cos w rodzaju, telefon, chodz, idzie, bach bach, do widzenia :) ale... moze to byc prawdziwa przyjazn. ludzie moga sie ze soba swietnie dogadywac, spedzac ze soba duzo czasu, i przy okazji sie zaspokajac. czemu nie chca "byc ze soba" w takim razie? powodow moze byc sporo. bo a) tak sie umowili, b) dalej nie chca czuc sie uwiazani, c) bo jedno sie boi przyznac ze tego chce, drugie sie boi... no i takie nie-dogadanie...etc.
      z doswiadczenia powiem ze... nie ma sexu bez uczuc. jakichkolwiek. trwa to u mnie kolo 2 lat. w tym czasie zakochiwalam sie w moim "przyjacielu" jakies 50 razy... ale on uparcie twierdzil, nie, nie.. daj spokoj.... az pewnego razu zrobil mi mega scene zazdrosci i (doslownie kilka tyg temu) sam sie przyznal ze... cos poczul. i chcialby, ale nie wie.. ale przeciez tak jest dobrze... i spedzamy ze soba mnostwo czasu, ktos z boku powie - na pewno sa razem... itp. ze niby co? mamy oglosic sie para na fejsbuku? to cos zmieni...? nie. wiec jestesmy tak sobie... zadne z nas nie spotyka sie z nikim innym, mieszkamy blisko siebie, spedzamy po kilkanascie godzin dziennie razem..... i dodatkowo grzejemy sie w zimne (teraz juz cieple :p) noce.
      to nic zlego. i dla wszystkich ktorzy uwazaja ze to darmowa prostytucja - nie chce byc nie mila, wiec przemysle jeszcze czy to skomentuje :D naprawe lepsze to NIZ NIC. ktos przede mna swietnie napisal... sex z miloscia, lepszy od sexu bez, ale sex jakikolwiek lepszy od zadnego... :)
      pozdrawiam! :)))
      • staly_repetent Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 17:28
        francesqa napisał:

        > to nic zlego. i dla wszystkich ktorzy uwazaja ze to darmowa prostytucja - nie c
        > hce byc nie mila, wiec przemysle jeszcze czy to skomentuje :D naprawe lepsze to
        > NIZ NIC. ktos przede mna swietnie napisal... sex z miloscia, lepszy od sexu be
        > z, ale sex jakikolwiek lepszy od zadnego... :)

        Sex z miloscia nie ma nic wspolnego,to tylko potrzeba fizjologiczna,jak jedzenie,tylko
        podlega innym rytmom biologicznym.Sa ludzie ktorzy uwielbiaja jesc,a sa tacy co jedza
        bo musza.
        NIkt z was nie kochal,wiec nie wie co to milosc.
        To jest naprawde smutne.
        Tu nie chodzi o zycie w celibacie,ale o rozroznianie tych rzeczy.
        1.Jezeli ktos robi zle i wie ze to jest zle,ale jego predyspozycje psychiczne nie pozwalaja mu
        zyc tak jakby chcial to jest czlowiekiem.
        2.Jezeli ktos robi zle i nie wie ze to zle to jest zwierzeciem.
        3.Jezeli ktos robi zle i mowi ze to dobrze jest czlowiekiem chorym.Jego psychika ulegla wypaczeniu
        a inteligencja przyjela filozofie resentymentu.
        • triismegistos Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 17:37
          staly_repetent napisał:

          > NIkt z was nie kochal,wiec nie wie co to milosc.

          https://www.deviantart.com/download/115250768/TF2_Achievement___Facepalm_by_MrShrike.jpg
          • jan_hus_na_stosie Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 19:03
            a ty kiedykolwiek kogoś kochałaś? (poza sobą oczywiście)
            • triismegistos Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 13.05.11, 11:45
              Pomijając rodziców i siostre? Owszem, było dwóch facetów, których prawdziwie kochałam. Do dzisiaj utrzymuję z nimi serdeczne kontakty. Bywałam też w związkach, w których wydawało mi sie, że kocham, aczkolwiek z perspektywy czasu oceniam to inaczej.
        • rannie.kirsted Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 22:47
          o, nastepny madrala do ignora:)
        • senseiek Ty musisz byc wierzacym... 12.05.11, 23:57
          Ty musisz byc wierzacym... ze piszesz takie brednie..
          Ateista nie dal by rady napisac tyle pie...w jednym poscie.

          Opowiedz nam teraz o grzechu pierworodnym..
          • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 01:34
            senseiek napisał:

            > Ty musisz byc wierzacym... ze piszesz takie brednie..
            > Ateista nie dal by rady napisac tyle pie...w jednym poscie.

            Do mnie pijesz,gosciu?
            Co to ma do rzeczy,czy jestem wierzacy czy nie?
            Wiem,ze przyszly teraz czasy ze wzorem nasladowania jest kobieta wolna to znaczy ateistka
            i utrzymujaca szerokie kontakty rowniez intymne a w dodatku musi byc chuda.
            Mile widziana jest w tym wszystkim (chociaz niekoniecznie) lesbijka,ale pozadna matka
            czyli wychowujaca dzieci z probowki ze swoja partnerka.
            Resentymentalizm to filozofia czlowieka ktory przegral swa walke o wartosci,i zeby dalej moc
            zyc musi ten system wartosci zmienic.Na drodze tej zmiany stoi Bog wraz ze swa moralnoscia.
            Trzeba wiec Boga zabic i stworzyc nowego, ktorym jest sam czlowiek i jego wiedza naukowa
            w ktorej prawdy, wiara ateistow jest bezgraniczna.
            Wszystko musi byc "logiczne" choc naprawde logice przeczy,wszystko da sie wyjasnic i zrozumiec
            jak nie dzis to kiedys,to tylko problem czasu,kiedy czlowiek zasiadzie na tronie boskim
            i bedzie niszczyl pioruny,trzesienia ziemi i latal na inne planety.
            Dzialanie jego oranizmu jako sytemu biologicznego jest dziecinnie proste w tym swietle i latwo
            mozna zrozumiec kazda jego potrzebe a co dopiero potrzeby seksulane,ktore sa smieszne
            w porownaniu z problemami swiata.
            Nie ma tu miejsca na tworzenie wartosci,bo one juz sa z gory zadane poprzez czlowieka ktory
            zastapil Boga ktorego zabil.
            "Jezeli Boga nie ma to wszystko jest dozwolone" (Dostojewski) a wiec nie ma moralnosci,
            jest tylko moralnosc swiecka wynikajaca z gleboko pojetego humanizmu wyroslego na tej
            filozofii resentymentu,filozofii kleski.


            • nglka Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 02:21
              staly_repetent napisał:


              > "Jezeli Boga nie ma to wszystko jest dozwolone" (Dostojewski) a wiec nie ma mor
              > alnosci,
              > jest tylko moralnosc swiecka wynikajaca z gleboko pojetego humanizmu wyroslego
              > na tej
              > filozofii resentymentu,filozofii kleski.

              Niektórzy umieją myśleć za siebie; nie muszą podpierać się wiarą by orzec, że o - tak, to jest moralne. Stąd i Bóg nie musi być w życiu wszystkich co również nie oznacza z automatu braku moralności. I klasycznie - moralność Twoja może różnić się od moralności mojej i w zasadzie wszystko jest git, póki JA nie zejdę się z TY :)
              Może źle zrozumiałam Twój powyższy post - zatem proszę o szersze wyjaśnienie bo póki co odczytuję Twój post jako przekonanie o "jedynie słusznej drodze".
              • urko70 Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 09:12
                nglka napisała:

                > Niektórzy umieją myśleć za siebie; nie muszą podpierać się wiarą by orzec, że o
                > - tak, to jest moralne. Stąd i Bóg nie musi być w życiu wszystkich co również
                > nie oznacza z automatu braku moralności. I klasycznie - moralność Twoja może ró
                > żnić się od moralności mojej i w zasadzie wszystko jest git, póki JA nie zejdę
                > się z TY :)
                > Może źle zrozumiałam Twój powyższy post - zatem proszę o szersze wyjaśnienie bo
                > póki co odczytuję Twój post jako przekonanie o "jedynie słusznej drodze".

                Jestem skrajnie daleki od odbierania niewierzącym moralności, podkreślam: skrajnie. Upraszczając: człowiek niewierzący, który nigdy nie był w kościele może być równie dobrym lub lepszym od wierzącego. Ale jak się tak zastanowić to moralność tego nie wierzącego bardzo często pokrywa się z moralnością, uprośćmy to, katolicką.
                Czy aby nie jest tak, że my wszyscy jak leci, bez wyjątku, mamy tak mocno zakorzenioną w sobie moralność katolicką, że nawet jak odchodzimy od Kościoła to ona w nas pozostaje?

                Problem zaczyna być wtedy gdy któreś z kolei pokolenie wychowywane bez religii nie będzie wiedziało co dobre a co złe, a z przekonania a swojej mądrości przyjmie, że nie ma nic złego w zrzuceniu starca ze skały, BA przecież to się da nawet logicznie wytłumaczyć.

                To ofc następuje powoli, bardzo powoli, pierwsze pokolenie wychowywane bez religii robi male kroczki typu "żyje bez ślubu" i to mieliśmy i mamy teraz. Następny kroczek to zabijanie słabszych, jaki będzie następny krok...?

                "po owocach ich poznacie" - kilka lat trwania w religii i ludzkość ma się całkiem nieźle, a pewnie, że było masę złych rzeczy ale spójrzmy na kraje w których religia (a tym samym moralność z niej wychodząca) od wielu lat była / jest zakazana lub istotnie tępiona.
                • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 20:16
                  urko70 napisał:

                  > Problem zaczyna być wtedy gdy któreś z kolei pokolenie wychowywane bez religii
                  > nie będzie wiedziało co dobre a co złe, a z przekonania a swojej mądrości przyj
                  > mie, że nie ma nic złego w zrzuceniu starca ze skały, BA przecież to się da naw
                  > et logicznie wytłumaczyć.

                  No widzisz,czysta logika zaprowadzila Cie do Boga.Tutaj problem jest jak mi sie wydaje raczej
                  w specyficznej sytuacji kultury polskiej, a nawet europejskiej.Jest duze obciazenie historia
                  kosciola i stad te jak mi sie wydaje nieporozumienia.
                  Czlowiek bez Boga nie moze zyc.To jest juz udowodnione.Dlatego w USA gdzie ta kultura ma
                  znaczenie marginalne wiara w Boga jest oczywistoscia.
                  Amerykanskie rozumowanie jest takie (mowie o chrzescijanstwie bo te inne to nie jest Ameryka,
                  to tylko takie pianie przez srodki masowego przeczyszczania):
                  "Jezus Chrystus to rowny gosc.Ludzie ktorzy postepuja tak jak on przykazal,maja lepsze zycie".
                  Na zarzuty przeciw temu odpowiedz Amerykanow jest taka:
                  "OK.Pokaz mi jak trzeba zyc,i ja tak bede zyl wedlug twoich zasad.Jak mi bedzie dobrze w zyciu
                  tzn.bede mial szmal i reszte to do ciebie sie bede modlil i ty bedziesz moim bogiem nie Chrystus".
                  Jasne?
                  Jak slonce.
            • coelka Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 02:30
              Ej jesli boga nie ma to wcale nie znaczy,ze człowiekowi wszystko wolno a nawet bym powiedziął ,ze tym bardziej wszystkiego nie wolno. a dlatego, że nikt cie z twoich grzechów nie rozgrzeszy a jedyne co po tobie zostanie to pamiec na ja sobie sam zapracowałeś.
              • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 03:23
                coelka napisała:

                > Ej jesli boga nie ma to wcale nie znaczy,ze człowiekowi wszystko wolno

                Jak odrzucisz Boga to musisz zdefiniowac moralnosc obiektywna,bo w przeciwnym wypadku
                jest moralnosc relatywna o ktorej tuz nad toba pisze nglka.
                Jakakolwiek nie bylaby defincja tej moralnosci wszyscy musza sie zgodzic ze taka istnieje.
                A wiec mamy z punktu widzenia ateistycznego :

                1. Przeslanka : Jezeli Bog nie istnieje to nie istnieja moralne wartosci obiektywne.
                2. Przeslanka : Wartosci obiektywne istnieja.
                3. Wniosek : Dlatego Bog istnieje.

                Negacja pierwszej przesłanki brzmi - Bóg nie istnieje i obiektywne moralne wartości istnieją.
                Czego akceptacja oczywiście oznacza iż obiektywne wartości moralne mogą istnieć bez Boga i że nie jest on po prostu do tego konieczny. Tylko problem w tym, że nie będzie mógł przyjąć ateista tej przeszłanki bez argumentacji, bowiem zawiera już ona w sobie ateistyczny wniosek a mianowicie Bóg nie istnieje.

                Wniosek koncowy : Ateizm jest sprzeczny w sobie.

                • nglka Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 04:16
                  staly_repetent napisał:


                  > Bóg nie istnieje i obiektywne moralne war
                  > tości istnieją.
                  > Czego akceptacja oczywiście oznacza iż obiektywne wartości moralne mogą istnieć
                  > bez Boga i że nie jest on po prostu do tego konieczny. Tylko problem w tym, że
                  > nie będzie mógł przyjąć ateista tej przeszłanki bez argumentacji, bowiem zawie
                  > ra już ona w sobie ateistyczny wniosek a mianowicie Bóg nie istnieje.
                  >
                  > Wniosek koncowy : Ateizm jest sprzeczny w sobie.

                  Wniosek błędny.
                  Moralność obiektywna nie istnieje. Nie ma to związku z Bogiem.
                  Nie bardzo rozumiem po grzyba schodzisz na tematy religijne i negowanie ateizmu - to nie forum filozoficzne. Meritum problemu jest natomiast to, że moja moralność nie pokrywa się z Twoją co znaczy wyłącznie tyle, że jesteśmy różni a nie, że Twoja jest lepsza bo wynika z wiary, która kieruje się "jakimiś tam" zasadami. Nie mówię, że Bóg nie istnieje nie wierzę natomiast w Twojego Boga. Mój Bóg stanowi o innych wartościach niż te, którymi się kierujesz.
                  Teoretycznie rzec można, że każdy wierzy w coś - i ten każdy mógłby się uprzeć, że moralnością obiektywną jest to, co wynika z danego światopoglądu.

                  Wracając do tematu - nie ma moralności obiektywnej, więc i nie ma możliwości oceny danego zachowania przez pryzmat wszystkich.
                • po-trafie Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 11:43
                  Zeby wniosek byl prawidlowe, obie przeslanki musza byc prawdziwe. Nie ma zadnego powodu, zeby zakladac ze sa, ich prawdziwosc jest nieustalona, wiec rowniez wniosek jest wartoscia logicznie niepewna.

                  Jedyne, co ustaliles to nastepujace mozliwosci:
                  Ateizm moze byc sprzeczny w sobie.
                  Ateizm moze nie byc sprzeczny w sobie.
                  Ateizm moze nie miec jasnych twierdzen, czy podpor, na podstawie ktorych daloby sie stwierdzic, czy jest sprzeczny w sobie.


                  Tak wchodzac troche glebiej, pierwsza przeslanka bylaby prawdziwa jedynie przy zdefiniowaniu Boga jako moralnych wartosci obiektywnych. A przeciez jest wiele osob uznajacych siebie za ateistow i jednoczesnie wierzacych w moralne wartosci obiektywne.
                  Ba,
                  systemy takie jak buddyzm sa czasem uznawane za ateistyczne.
                  Jest wiele koncepcji Boga i adekwatnie, jest wiele koncepcji ateizmu. Moze byc po prostu odrzuceniem personifikowalnej zdefiniowanej sily i postci, w imie wlasnie zbioru wartosci moralnych.
                  • timetotime Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 11:48
                    Tobie się wątki nie pomyliły?
                    • po-trafie Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 12:38
                      Mi? nie, jeno odbijam logiczna pileczne staremu_r
                      • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 14:03

                        po-trafie napisała:

                        > Mi? nie, jeno odbijam logiczna pileczne staremu_r

                        Nie boj sie,jeszcze mogbym cie nauczyc niejednej techniki.
                        Slyszalas ze dzwonia ale nie wiesz gdzie.Jezeli ateista przyjmuje moralnosc obiektywna to jest
                        dwulicowy,bo ona bez Boga nie moze istniec.Stad obiektywna moralnosc ateisty jest zapozyczona z Biblii i zmieniona na wlasny uzytek.Jest to moralnosc zdegenerowana.
                        Ten zas ateista ktory uwaza ze nie ma moralnosci obiektywnej wypada z kregu humanizmu
                        i nie moze podlegac powaznemu traktowaniu.Swiat oparty o moralnosc relatywna nie przetrwal
                        by nawet sekundy.Mozliwa jest tylko lokalna moralnosc relatywna ktora w gruncie rzeczy jest
                        egoizmem wykorzystujacym innych i pracujacym dopoty, dopoki nie wejdzie w kolizje z prawem.
                        To wszystko jest jak najbardziej na temat watku i pasuje tu jak ulal a nie na forum
                        jakies filozoficzne bo mowa jest tutaj wlasnie o niemoralnym zyciu kobiet.
                        Poniewaz ten sposob zycia nie zagraza bezposrednio bezpiecznstwu narodoemu nie jest karany,
                        ale niszczy wartosci rodzinne,denegeruje kobiety uprawiajace taki proceder i posrednio wplywa
                        na moralnosc narodowa oslabiajac dynamiczna aktywnosc spoleczenstwa i w konsekwencji samo
                        panstwo.A zatem kobiety posiadajace fuck buddy powinny byc scigane i karane poprzez
                        organy prawne panstwa w znacznie wiekszym stopniu niz prostytucja.






                        • senseiek jak zrobic z siebie oszoloma w 10 sekund.. :D 13.05.11, 15:04
                          > Poniewaz ten sposob zycia nie zagraza bezposrednio bezpiecznstwu narodoemu nie
                          > jest karany,
                          > ale niszczy wartosci rodzinne,denegeruje kobiety uprawiajace taki proceder i po
                          > srednio wplywa
                          > na moralnosc narodowa oslabiajac dynamiczna aktywnosc spoleczenstwa i w konsekw
                          > encji samo
                          > panstwo.A zatem kobiety posiadajace fuck buddy powinny byc scigane i karane pop
                          > rzez
                          > organy prawne panstwa w znacznie wiekszym stopniu niz prostytucja.

                          dzisiaj mamy na wokandzie: jak zrobic z siebie oszoloma w 10 sekund.. :D

                        • po-trafie Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 15:21
                          wierze, ze jak kazdy czlowiek mozesz mnie nauczyc wielu rzeczy, natomiast nadal nie odpowiedziales na pytanie, skad zalozenie: 'bo ona bez Boga nie moze istniec'.
                          • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 16:23
                            po-trafie napisała:

                            > nie odpowiedziales na pytanie, skad zalozenie: 'bo ona bez Boga nie moze istniec'.

                            To nie jest zalozenie ale wniosek ze morlanosc obiektywna nie moze istniec bez Boga.
                            Wniosek ten wynika z nastepujacego rozumowania :

                            1. Pewnik : Jezeli Bog nie istnieje to nie istnieje moralnosc zalezna od Boga.
                            2. Przeslanka : Istnieje moralnosc obiektywna niezalezna od czlowieka (nierelatywna).
                            3. Wniosek : Moralnosc obiektywna nie zalezy ani od Boga ani od czlowieka czyli jej nie ma.

                            Krotko mowiac czlowiek nie moze byc zrodlem moralnosci obiektywnej,bo takie zrodlo musi
                            lezej poza nim,a jezeli nie jest to Bog,to takiej moralnosci nie ma.
                            • po-trafie Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 17:07
                              W tym momencie zmieniles slowo 'obiektywna' na 'zalezna od Boga'.

                              Czy jedyna obiektywna moralnosc, niezalezna od czlowieka, musi byc zalezna od Boga? Skad ten pomysl?

                              • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 17:33
                                po-trafie napisała:

                                > Czy jedyna obiektywna moralnosc, niezalezna od czlowieka, musi byc zalezna od B
                                > oga? Skad ten pomysl?

                                Pomysl? To koniecznosc,nie potrafie sobie wyobrazic inaczej.
                                Wspolczesna teoria powstania Wszechswata mowi ze wszystko zaczelo sie od Big Bang,
                                czyli Wiekiego Wybuchu.Przed nim bylo "Nic" (to po angielsku,po polsku :nic nie bylo).
                                Wiec jezeli Ci odpowiada mowic ze moralnosc obiektywna istnieje bo bylo "Nic",
                                prosze bardzo,Tylko co to zmienia oprocz slowa?



                                • po-trafie Re: Ty musisz byc wierzacym... 16.05.11, 12:35
                                  I tu dochodzimy do glownego watku rozmowy:

                                  > Pomysl? To koniecznosc,nie potrafie sobie wyobrazic inaczej.

                                  To, ze nie umiesz sobie wyobrazic innej opcji, nie oznacza ze jest to jedyna opcja. Nie wiem jak Ty, ale ja akceptuje ze jest wiele, ogromnie wiele opcji, ktorych nie umiem sobie wyobrazic, ktore wydaja mi sie niemozliwe lub nieprawdopodobne, a jednak sa prawda. Moje zdolnosci umyslowe, tak jak wyobraznia, sa ograniczone.

                                  Obiektywna moralnosc nie musiala istniec przed ludzkoscia, czy przed swiatem. Moze byc zbiorem spisanych zasad, wg ktorych chce sie prowadzic zycie. Moze byc natchnieniem, moze byc niepersonifikowalna wartoscia, lub nieokreslona sila.
                                  Dla jednej osoby poczucie dobra i zla bedzie wynikiem zewnetrznej inspiracji nazwanej Bogiem, dla innej, to samo poczucie dobra i zla moze byc wynikiem czego innego, np zakodowanej w nas genetycznie potrzebie przedluzenia spoleczenstwa i cywilizacji w najbardziej efektywny sposob i reguly moralne moga byc jednym ze srodkow przedluzenia gatunku i przetrwania.

                                  Osobiscie jestem agnostyczka i nie podejmuje sie w zaden sposob rozsadzic, ktora z mozliwych opcji jest prawdziwa, wiem natomiast to, ze wiekszosc nie jest wewnatrznie sprzeczna, jako ze bazuje na bardzo osobistych definicjach, przekonaniach, ograniczeniach wyobrazni czy interpretacjach.
                                  • staly_repetent Re: Ty musisz byc wierzacym... 16.05.11, 18:38
                                    po-trafie napisała:

                                    > To, ze nie umiesz sobie wyobrazic innej opcji, nie oznacza ze jest to jedyna opcja.

                                    Dla mnie jedyna,to wystarczy.

                                    Nie wiem jak Ty, ale ja akceptuje ze jest wiele, ogromnie wiele opcji, kto
                                    > rych nie umiem sobie wyobrazic, ktore wydaja mi sie niemozliwe lub nieprawdopod
                                    > obne, a jednak sa prawda. Moje zdolnosci umyslowe, tak jak wyobraznia, sa ograniczone.

                                    Szkoda,moja wyobraznia nie jest ograniczona i nie moze akceptowac moich zludzen.


                                    > Obiektywna moralnosc nie musiala istniec przed ludzkoscia, czy przed swiatem.

                                    Juz to gdzies napisalem ze jest zwiazana z czlowiekiem.Nie ma czlowieka, nie ma obiektywnej
                                    moralnosci bo pochodzi od Boga ktory jest tylko w czlowieku.

                                    > Moze byc zbiorem spisanych zasad, wg ktorych chce sie prowadzic zycie.

                                    Nie,nie moze byc.

                                    > Moze byc natchnieniem, moze byc niepersonifikowalna wartoscia, lub nieokreslona sila.
                                    > Dla jednej osoby poczucie dobra i zla bedzie wynikiem zewnetrznej inspiracji na
                                    > zwanej Bogiem, dla innej, to samo poczucie dobra i zla moze byc wynikiem czego
                                    > innego, np zakodowanej w nas genetycznie potrzebie przedluzenia spoleczenstwa i
                                    > cywilizacji w najbardziej efektywny sposob i reguly moralne moga byc jednym ze
                                    > srodkow przedluzenia gatunku i przetrwania.

                                    To na to samo wychodzi.

                                    > Osobiscie jestem agnostyczka i nie podejmuje sie w zaden sposob rozsadzic, ktor
                                    > a z mozliwych opcji jest prawdziwa, wiem natomiast to, ze wiekszosc nie jest we
                                    > wnatrznie sprzeczna, jako ze bazuje na bardzo osobistych definicjach, przekonan
                                    > iach, ograniczeniach wyobrazni czy interpretacjach.

                                    Ja nie wiem kim jestem.
                                    Jestem pelen podziwu dla Twojej tolerancji.Szanuje agnostykow i ludzi niewierzacych.
                                    Do wierzacych odnosze sie ze zrozumieniem.:)

                            • senseiek Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 17:37
                              > Krotko mowiac czlowiek nie moze byc zrodlem moralnosci obiektywnej,bo takie zr
                              > odlo musi
                              > lezej poza nim,a jezeli nie jest to Bog,to takiej moralnosci nie ma.

                              Masz totalnie spaczony tok rozumowania..

                              Moralnosc to SLOWO. Nic wiecej. Swiat istnieje od 14-16 miliardow lat. A to czlowiek zaledwie 2-3 tysiace lat temu pierwszy raz w historii wymyslil sobie to slowko..
                              Wczesniej nie istnialo.

                              Bog czczony przez zydow i pozniej przez chrzescijan jest z natury zly. Ksieza ktorych sie spytasz "gdzie byl bog kiedy palono w krematoriach zydow" odpowie wg instrukcji z watykanu, ze bog dal ludziom wolna wole. Czyli nie wazne co sie stanie, to i tak bog nie zainterweniuje. Bo nie moze. Bo by wtedy byl hipokryta. Dlaczego mialby interweniowac w sprawie jakiegos pojedynczego dziecka ktore sie do niego modli o np zdrowie dla jego mamy, jak nie interweniowal w sprawie milionow zagazowywanych, spalanych, torturowanych, gwalconych, na ktorych przeprowadzano eksperymenty na zywych i umarlych.. ?
                              Gdzie byl bog jak amerykanie mordowali setki tysiecy ludzi w Hiroshimie i Nagasaki, ktorzy wyparowali w ulamku sekundy.. ??
                              Nie moze interweniowac, bo nie istnieje. Jest wymyslem ludzi o slabych psychikach ktorzy musza w cos wierzyc, zeby nie zwariowac, ze po smierci stana sie tylko kupa czasteczek ktore zostana zjedzone przez bakterie i robaki, albo spalone w krematorium cmentarnym, i nie rozprzestrzenia sie na cala planete z opadami deszczu..
                              • staly_repetent Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 17:54
                                senseiek napisał:

                                > Masz totalnie spaczony tok rozumowania..

                                Spaczony w stosunku do twojego czyli wlasciwy.
                                Masz zle pojecie Boga,mowimy roznymi jezykami i w dodatku o czym innym.
                                To nie jest rozmowa.
                                Ty nie rozumiesz pojecia prawdziwego Boga,twoj bog jest bogiem falszywym.
                                Bog i wyplywajaca z Niego moralnosc sa w czlowieku,dlatego moralnosci nie ma
                                jak nie ma czlowieka.
                                • nglka Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 20:53
                                  staly_repetent napisał:

                                  > Bog i wyplywajaca z Niego moralnosc sa w czlowieku,dlatego moralnosci nie ma
                                  > jak nie ma czlowieka.

                                  A, czyli jak nie wierzysz, to nie jesteś człowiekiem?
                                  Dooooobre.
                                  Był już taki jeden, który tego próbował, Hitlerem Go zwano.
                                  Amen.
                                  • staly_repetent Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 21:04
                                    nglka napisała:

                                    > staly_repetent napisał:
                                    >
                                    > > Bog i wyplywajaca z Niego moralnosc sa w czlowieku,dlatego moralnosci nie
                                    > ma
                                    > > jak nie ma czlowieka.
                                    >
                                    > A, czyli jak nie wierzysz, to nie jesteś człowiekiem?

                                    A gdzie ja napisalem ze w wierzacym czlowieku?
                                    W Tobie na pewno jest bo ci zalezy na prawdzie,a On to najbardziej lubi.
                                    Reszte Twoich bzdur nie slyszy bo nie sa o Nim,to inna czestotliowsc.
                                    • nglka Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 21:09
                                      staly_repetent napisał:


                                      > A gdzie ja napisalem ze w wierzacym czlowieku?
                                      > W Tobie na pewno jest bo ci zalezy na prawdzie,a On to najbardziej lubi.
                                      > Reszte Twoich bzdur nie slyszy bo nie sa o Nim,to inna czestotliowsc.

                                      Twój wpis wyraźnie określił, że skoro nie masz w sobie Boga, to nie jesteś człowiekiem Zamiast zarzucać komuś że wypisuje bzdury - lepiej precyzuj własne myśli, aby zapobiec nieporozumieniom.

                                      Mnie Twój bóg nie interesuje. Interesuje mnie natomiast to czemu dajesz SOBIE prawo do określania moralności ogółu. Nie potrafisz uzasadnić tego stwierdzenia bez mieszania w to swojej religii, czyli Twoje wpisy nie mają wartości merytorycznej.
                                      • staly_repetent Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 21:24
                                        nglka napisała:

                                        > Twój wpis wyraźnie określił, że skoro nie masz w sobie Boga, to nie jesteś czło
                                        > wiekiem Zamiast zarzucać komuś że wypisuje bzdury - lepiej precyzuj własne myśl
                                        > i, aby zapobiec nieporozumieniom.
                                        >
                                        Spokojnie.Prosze o wieksza koncentracje i skupienie.
                                        Ja nie mysle aby w kazdym czlowieku wierzacym byl Bog,bo to zalezy w co ten czlowiek wierzy
                                        i w jakiego Boga.Jak sie troche wyslisz to moze bedziesz mogla zrozumiec ze bog (mala litera)
                                        moze byc bogiem falszywym.Jak rozpoznac to inna sprawa nie wszytko na raz,to jest zycie
                                        i Twoja edukacja,pozoim iteligencji.Chcialabys za pare minut posiasc madrosc filozofow swiata.Nie poznizaj ich inteligencji bo blyszczysz wtedy glupota.
                                        Jezeli nie poprawisz myslenia logicznego,nie bede odpowiadal.Przykro mi.:(

                                        > Mnie Twój bóg nie interesuje. Interesuje mnie natomiast to czemu dajesz SOBIE p
                                        > rawo do określania moralności ogółu. Nie potrafisz uzasadnić tego stwierdzenia
                                        > bez mieszania w to swojej religii, czyli Twoje wpisy nie mają wartości merytory
                                        > cznej.

                                        To nie jest moj Bog,i moje prawo.Ty dziecko nie rozumiesz slow ktorych uzywasz jak
                                        "stwierdzenia","uzasadnic","merytoryczny"itd.

                                        Chyba z tej maki chleba nie bedzie.Sorrry,:(
                                        • nglka Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 22:27
                                          Oczywiście, najlepiej stwierdzić, że ktoś nie rozumie słów których używa - bo prosi o merytoryczną dyskusję.
                                          Zrozum - dla mnie twój Bóg nie istnieje. Nie ma żadnego znaczenia jak jest dla Ciebie. Jeśli w dyskusję musisz wplątywać Boga znaczy jedynie tyle, że nie masz racjonalnych argumentów.
                                          Szkoda.
                                          • staly_repetent Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 13.05.11, 23:35
                                            nglka napisała:

                                            > Zrozum - dla mnie twój Bóg nie istnieje. Nie ma żadnego znaczenia jak jest dla
                                            > Ciebie. Jeśli w dyskusję musisz wplątywać Boga znaczy jedynie tyle, że nie masz
                                            > racjonalnych argumentów.

                                            Sluchaj,ja nie mam swojego Boga tylko mowie jak go sobie wyobrazam.
                                            Jak Ty masz inne wyobrazenie to mi powiedz,byc moze Twoj mi sie lepiej spodoba
                                            i wtedy bedziemy mieli jednego,o ile chcesz?
                                          • fryderyk0 Re: Masz totalnie spaczony tok rozumowania.. 14.05.11, 02:16
                                            Nie przejmuj sie nim,to zboczeniec,poluje udajac swietego.:)

          • urko70 Re: Ty musisz byc wierzacym... 13.05.11, 08:54
            senseiek napisał:

            > Ty musisz byc wierzacym... ze piszesz takie brednie..
            > Ateista nie dal by rady napisac tyle pie...w jednym poscie.

            Ty za to musisz być bardzo mądry, skoro tak merytorycznie się wypowiedziałeś.
    • nagialeniedokonca Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 17:23
      nie rozumiem czego nie rozumiesz ;)
    • normalistka70 Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 12.05.11, 20:52
      Jesli chodzi o friedns with benefits bo chyba o to Ci chodzi - to nie wiedze nic złego w układzie gdzie obie strony sie dogadują i tak sobie życie uprzyjemniają. Jeżli obydwoje są singlami i z jakichś powodów nie mają ochoty na tzw. powżzny związek - to why not? Lubią się, znają dość dobzre, mają do siebie zufanie i jeżeli obydwie strony uważają się za atrakcyjne erotycznie, to może to być fajna relacja. Oczywiście do czasu gdy: 1) jedno sie nie zakocha w kims trzecim, lub 2) jedno sie nie zakocha w tym drugim bez wzajemnosci. Wtedy przyjaźń się kończy z hukiem i oto całe ryzko takiego układu. Co do "upokarzania" jak to nazwałaś...no ja nie wiem dlaczego uważasz za to za upokarzające? Upokarzajace byłoby raczej jakby dziewczyna lądwoała w łóżku z każdym nowo poznanym gosciem który jej głupot o poszukiwaniu kobiety idelanej nawciska, po czym zniknie o poranku na zawsze. Moim zadaniem przyjaciel od seksu nie jest opcją uwłaczającą komukolwiek, ani dziewczynie ani facetowi.
      • mumia_ramzesa Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 13.05.11, 12:20
        > Co do "upokarzania" jak to nazwałaś...no ja nie wiem dlaczego uważasz za to za upokarzające?

        Moze dlatego, ze drugi czlowiek jest traktowany jako narzedzie do zaspokajania potrzeb seksualnych i nie zmienia stanu rzeczy fakt, ze z wzajemnoscia.

        > Upokarzajace byłoby raczej jakby dziewczyna lądwoała w łóżku z każdym nowo poznanym gosciem
        > który jej głupot o poszukiwaniu kobiety idelanej nawciska, po czym zniknie o poranku na zawsze.

        To by bylo po prostu smutne.
    • gtomasso Słabo... 12.05.11, 21:20
      Nikomu do wyrka zaglądać nie zamierzam, moralizować również, staram się być tolerancyjny by nie okazywać ludziom swojej pogardy dla ich zachowań, światopoglądów i postępowań.

      Niemniej razi mnie, gdy nie można wyrazić swojego krytycznego zdania na jakiś temat - liczy się tylko postęp, wyzwolenie i indywidualne szczęście. A wtedy to już tylko hedonizm i skrajny egoizm - a to nigdy w żadnej szerokości geograficznej i w żadnym czasie historycznym do niczego dobrego nie doprowadziło. No ale ludzkość ma zadziwiająco krótką pamięć...
      Owszem, indywidualne szczęście jest cholernie ważne, ale niestety jesteśmy istotami społecznymi i nasze szczęście indywidualne (w szeeeroookim kontekście) jest uzależnione od innych dużo bardziej aniżeli byśmy chcieli. Tak tylko zaznaczam, bo na dłuższe wywody szkoda czasu, tym bardziej, że i tak nikogo nie przekonam.

      Ale razi mnie niezmiernie brak możliwości akceptowania czegoś. Dam przykład homosiów. Niech sobie robią co chcą, naprawdę nic mi do tego - jeżeli im to pasuje to naprawdę ok. Ale czy już naprawdę muszę tolerować gejowskie parady? I cały zestaw zachowań, który obiektywnie rzecz ujmując jest społecznie szkodliwy? Jak wyrażę swoją dezaprobatę to zaraz będę homofob...

      I tak samo z ff - jak komu to pasuje i tak sobie żyje, to gitara. Ale dlaczego ja nie mogę powiedzieć, że dla mnie to jest jednak coś szkodliwego co na dłuższą metę jest szkodliwe zarówno indywidualnie jak i społecznie? Dlaczego zaraz muszę być zaściankowym moherem, do tego totalnie niezaspokojonym itd? Skąd ta agresja i tak zawzięta obrona własnego postępowania?

      Dlaczego nie mogę ocenić tego krytycznie?

      Najlepsza jest tutaj trimegestos czy jakoś tak i parę innych podobnych. Mam do Was takie pytanie - a skąd taka u Was pewność, że Wy tak dobrze siebie znacie i co w Was siedzi? Śmiejecie się, że inni wiedzą o Was lepiej, niż Wy same. Może tak jest, a może nie.

      Niestety drogie Panie, ale bardzo często tak jest, że z boku pewne rzeczy jednak widać trochę lepiej. Tak bez zapału, zaangażowania emocjonalnego dot. sądów na temat własnej osoby, tak jakby trochę bardziej obiektywnie :) A ile/ilu to już myślało o sobie i swoim życiu zupełnie inaczej niż ono faktycznie wyglądało?

      Nie wydaję tutaj żadnych sądów na temat czyjejś racji czy nie, bo "ataki" też najczęściej uargumentowane z d* - ale trochę więcej pokory życzę. Bo nie ma dla mnie niczego gorszego niż ludzie przekonani o swojej wyjątkowości i posiadaniu pełnej racji.

      • rannie.kirsted Re: Słabo... 12.05.11, 22:51
        gtomasso napisał:






        > Najlepsza jest tutaj trimegestos czy jakoś tak i parę innych podobnych. Mam do
        > Was takie pytanie - a skąd taka u Was pewność, że Wy tak dobrze siebie znacie i
        > co w Was siedzi? Śmiejecie się, że inni wiedzą o Was lepiej, niż Wy same. Może
        > tak jest, a może nie.
        no tak, na pewno koles z forum ktory ngdy mnie na oczy nie widzial, wie o mnie wiecej niz ja sama wiem. na pewno.
        pieeeekne, zaprawde:D:D:D:D:D
      • nglka Re: Słabo... 13.05.11, 02:32
        gtomasso napisał:


        > Niemniej razi mnie, gdy nie można wyrazić swojego krytycznego zdania na jakiś t
        > emat

        Ale dlaczego nie można? Ktoś Cię usuwa? Blokuje? No chyba że przez "nie można" rozumiesz krytykę Twojej wypowiedzi - ale to by bezsensowne było, bo oznaczałoby z automatu Twoje większe prawo do wyrażenia się w sposób krytyczny - od cudzego, kto również może krytycznie ocenić Twoją wypowiedź...

        > Dam przykład hom
        > osiów. Niech sobie robią co chcą, naprawdę nic mi do tego - jeżeli im to pasuje
        > to naprawdę ok. Ale czy już naprawdę muszę tolerować gejowskie parady? I cały
        > zestaw zachowań, który obiektywnie rzecz ujmując jest społecznie szkodliwy? Jak
        > wyrażę swoją dezaprobatę to zaraz będę homofob...

        Gdyby wszyscy podchodzili na zasadzie "niech robią co chcą" to żadnych parad byś nie oglądał. Czemu? Bo nie byłyby potrzebne. A że jest jak jest - a jak jest to wiadomo - ci ludzie walczą o prawo szczęścia w jedyny sposób jaki wg Nich jest skuteczny, czyli pokazują się jak i gdzie się da nie po to, by wzbudzić sensację ale by oswoić społeczeństwo z tym, co występuje od zawsze jak i od zawsze jest tematem tabu. Oraz by pokazać, że nie dadzą się stłamsić. Przecież nikt nie zakazuje Ci krytycznie wypowiadać się o homoseksualistach. I nikt logicznie myślący nie nazwie Cię homofobem, jeśli skrytykujesz samą paradę a nie homoseksualizm. Natomiast riposty będą, bo - wracamy do punktu wyjścia - krytykę każdy może wysunąć.


        >
        > I tak samo z ff - jak komu to pasuje i tak sobie żyje, to gitara. Ale dlaczego
        > ja nie mogę powiedzieć, że dla mnie to jest jednak coś szkodliwego co na dłuższ
        > ą metę jest szkodliwe zarówno indywidualnie jak i społecznie? Dlaczego zaraz mu
        > szę być zaściankowym moherem, do tego totalnie niezaspokojonym itd? Skąd ta agr
        > esja i tak zawzięta obrona własnego postępowania?
        >
        > Dlaczego nie mogę ocenić tego krytycznie?
        >
        > Najlepsza jest tutaj trimegestos czy jakoś tak i parę innych podobnych. Mam do
        > Was takie pytanie - a skąd taka u Was pewność, że Wy tak dobrze siebie znacie i
        > co w Was siedzi? Śmiejecie się, że inni wiedzą o Was lepiej, niż Wy same. Może
        > tak jest, a może nie.
        >
        > Niestety drogie Panie, ale bardzo często tak jest, że z boku pewne rzeczy jedna
        > k widać trochę lepiej. Tak bez zapału, zaangażowania emocjonalnego dot. sądów n
        > a temat własnej osoby, tak jakby trochę bardziej obiektywnie :) A ile/ilu to ju
        > ż myślało o sobie i swoim życiu zupełnie inaczej niż ono faktycznie wyglądało?
        >
        > Nie wydaję tutaj żadnych sądów na temat czyjejś racji czy nie, bo "ataki" też n
        > ajczęściej uargumentowane z d* - ale trochę więcej pokory życzę. Bo nie ma dla
        > mnie niczego gorszego niż ludzie przekonani o swojej wyjątkowości i posiadaniu
        > pełnej racji.
        >
        >
      • triismegistos Re: Słabo... 13.05.11, 12:02
        gtomasso napisał:
        > Najlepsza jest tutaj trimegestos czy jakoś tak i parę innych podobnych. Mam do
        > Was takie pytanie - a skąd taka u Was pewność, że Wy tak dobrze siebie znacie i
        > co w Was siedzi? Śmiejecie się, że inni wiedzą o Was lepiej, niż Wy same. Może
        > tak jest, a może nie.

        Pytasz się, skąd pewność, ze znam siebie lepiej niż obcy człowiek, który przeczytał dwa moje posty? Żartujesz, prawda?
      • mumia_ramzesa Re: Słabo... 13.05.11, 12:39
        > I tak samo z ff - jak komu to pasuje i tak sobie żyje, to gitara. Ale dlaczego
        > ja nie mogę powiedzieć, że dla mnie to jest jednak coś szkodliwego co na dłuższą
        > metę jest szkodliwe zarówno indywidualnie jak i społecznie? Dlaczego zaraz muszę
        > być zaściankowym moherem, do tego totalnie niezaspokojonym itd? Skąd ta agresja
        > i tak zawzięta obrona własnego postępowania?

        Moze maja gdzies z tylu glowy, ze cos jednak jest nie tak?
        Wszak prawdziwa cnota krytyk sie nie boi.
      • po-trafie Re: Słabo... 13.05.11, 12:49
        > Niemniej razi mnie, gdy nie można wyrazić swojego krytycznego zdania na jakiś t
        > emat

        . Ale dlaczego
        > ja nie mogę powiedzieć, że dla mnie to jest jednak coś szkodliwego co na dłuższ
        > ą metę jest szkodliwe zarówno indywidualnie jak i społecznie?

        Alez kto Ci broni wypowiadac swoje sady, czy krytyczne zdanie?
        Od tego jest forum by dyskutowac. Ty wyrazasz swoja opinie, np 'uwazam, ze kobiety ktore kotuja rano barszcz maja problemy z lewym kolanem'.
        W takim momencie kazdy ma prawo spytac, dlaczego tak uwazasz, tak samo kobieta ktora gotuje barszcz z rana i nie ma problemu z kolanem (lub nic o nim nie wie), ma prawo napisac, ze uwaza ze sie mylisz.

        Ty masz prawo czegos nie lubic, czy cos krytykowac, ktos inny ma prawo tego bronic.
        Mozesz tez pisac ze cos jest obiektywnie jakies, a ktos inny moze sie z Twoim spojzeniem na 'obiektywnosc' nie zgadzac.
        Jedni beda umieli te argumenty wymieniac kulturalniej, bez mowienia 'jestescie powalone', a inni beda mniej kulturalni, pod koniec wyciagajac rowniez generalizujace epitety.
        Niemniej jednak, nikt nie zabiera ci prawa do krytyki czy do akceptacji lub braku akceptacji. Ktos moze ci probowac udowodnic ze np nie akceptujesz czegos kierujac sie blednymi informacjami, ale nadal - masz prawo.
    • wyprostowany to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 12.05.11, 22:32
      wierzyły gdy miały 13 lat.
      może część, gdy miało 15.

      później naspotykały się z beznadziejnymi facetami, jednym drugim dziesiątym, którzy to zabili ich wiarę w miłość.

      teraz mają faceta, którego traktują przedmiotowo, do zaspokojenia.

      to jest typowe u ludzi, co przejechali się na uczuciu. przecież nie można próbować w nieskończoność, człowiek się wypala.


      po prostu ludzie nie umieją się dobierać, wiążą się z byle kim, byle chłopcem z klasy, byle sąsiadką. nie rozumieją że żeby się dobrze dopasować, trzeba trafić na kogoś wyjątkowego. nie chce im się szukać, i mają to co mają.

      fuckingfriends. to takie żałosne.... choć oczywiście oni są wniebowzięci.
      dla faceta to sama przyjemność, tyle że nie przez brak zobowiązań a przez różne zapachy i feromony, coraz to nowe. nie ma nic przyjemniejszego niż kilka kobiet (wystarczą dwie) naraz. wtedy to się nie nudzi i nie staje zwyczajne.
      ale... seks bez uczucia jest pusty. dlatego też prawdziwa przyjemność jest dopiero wtedy, gdy się ma dwie kobiety i obie je kocha.
      ale na takie coś, to już niestety nie stać prawie nikogo. a kogo stać, to się publicznie nie chwali, bo by zlinczowany został.
      • jan_hus_na_stosie Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 12.05.11, 22:37
        wyprostowany napisała:

        > to jest typowe u ludzi, co przejechali się na uczuciu. przecież nie można próbo
        > wać w nieskończoność, człowiek się wypala.

        ja bym próbował w nieskończoność, na szczęściu w końcu po 10 latach się udało i się jakoś uczuciowo nie wypaliłem :D
      • triismegistos Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 12:23
        wyprostowany napisała:

        > wierzyły gdy miały 13 lat.
        > może część, gdy miało 15.
        >
        O, kolejny jasnowidz... Akurat jak miałam 13 lat, to niespecjalnie wierzyłam w miłość, ani nie zawracałam sobie nią głowy.
        >
        > później naspotykały się z beznadziejnymi facetami, jednym drugim dziesiątym, kt
        > órzy to zabili ich wiarę w miłość.
        >
        Owszem, natknęłam się na beznadziejnych facetów, ale większość z nich wspominam bardzo miło.
        >
        > teraz mają faceta, którego traktują przedmiotowo, do zaspokojenia.
        >
        Dwóch :) I nie traktuję ich przedmiotowo, bardzo ich lubię.
        >
        >
        > po prostu ludzie nie umieją się dobierać, wiążą się z byle kim, byle chłopcem z
        > klasy, byle sąsiadką. nie rozumieją że żeby się dobrze dopasować, trzeba trafi
        > ć na kogoś wyjątkowego. nie chce im się szukać, i mają to co mają.
        >
        No właśnie dlatego, że nie mam w zwyczaju wiązać się z byle kim jestem singielką.

        > fuckingfriends. to takie żałosne.... choć oczywiście oni są wniebowzięci.
        Nie wiem co w tym żałosnego, może przybliżysz?

        > dla faceta to sama przyjemność
        Dla kobiety też.
        • wyprostowany Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 12:56
          triismegistos napisała:

          > O, kolejny jasnowidz... Akurat jak miałam 13 lat, to niespecjalnie wierzyłam w
          > miłość, ani nie zawracałam sobie nią głowy.

          więc czym sobie zawracałaś? nauką? byłaś tzw "kujonem" żeby zaspokoić zachcianki mamusi? czy może już wtedy biegałaś w osiedlowej bandzie z chłopakami pod blokiem? bo Twoje wpisy dobitnie świadczą o tym, że albo Twoi rodzice byli nadopiekuńczy, albo nie opiekowali się Tobą WCALE. za to koledzy się opiekowali.

          > Owszem, natknęłam się na beznadziejnych facetów, ale większość z nich wspominam
          > bardzo miło.

          Decydujący są ci pierwsi. Ci pierwsi wszystko niszczą, pierwszy któremu powiesz "kocham", pierwszy z którym uprawiasz seks. to oni Was, kobiety, tresują na bycie taką, jaką jesteś teraz. Czasem przy współudziale rodziców, czasem np massmediów, albo innego "zła".


          > No właśnie dlatego, że nie mam w zwyczaju wiązać się z byle kim jestem singielk
          > ą.

          Tak, mit singielki. Wspólny wór stworzony dla pracoholików, zakompleksionych grubasów co żrą zamiast się za siebie zabrać, no i takich jak Ty.


          > Nie wiem co w tym żałosnego, może przybliżysz?
          >

          Żałosne jest to, że kiedyś dawno temu parę osób, będących najbliższymi w Twoim życiu, zrobiło z Ciebie kogoś, kim nie musiałaś się stać. Najpierw rodzice, co nie umieli wychować, byli albo skrajnie apodyktyczni albo tak jakby ich nie było. Później faceci, których myślałaś że kochasz, a oni wykorzystali i odeszli. Zapewne pózniej miałaś typowy dla sobiepodobnych etap "zemszczę się na facetach i to ja będę ich wykorzystywać". a na koniec stałaś się taką jaką jesteś teraz i sobie wmawiasz że Ci z tym dobrze.


          to się nazywa dysonans podecyzyjny.

          • triismegistos Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 13:36
            wyprostowany napisała:
            >
            > więc czym sobie zawracałaś? nauką? byłaś tzw "kujonem" żeby zaspokoić zachciank
            > i mamusi? czy może już wtedy biegałaś w osiedlowej bandzie z chłopakami pod blo
            > kiem? bo Twoje wpisy dobitnie świadczą o tym, że albo Twoi rodzice byli nadopie
            > kuńczy, albo nie opiekowali się Tobą WCALE. za to koledzy się opiekowali.
            >
            Jeśli koniecznie chcesz wiedzieć to czytałam furę książek, robiłam zdjęcia starym zenithem mojego ojca, chodziłam na kółko plastyczne i gimnastykowałam się w olimpiadach matematycznych. Kujonką nigdy nie byłam, bo nie musiałam. Pod żadnym blokiem nie biegałam, bo takich nie było w mojej okolicy.

            >
            > Decydujący są ci pierwsi. Ci pierwsi wszystko niszczą, pierwszy któremu powiesz
            > "kocham", pierwszy z którym uprawiasz seks. to oni Was, kobiety, tresują na by
            > cie taką, jaką jesteś teraz. Czasem przy współudziale rodziców, czasem np massm
            > ediów, albo innego "zła".
            >
            Tak, bo kobieta to taka bezwolna glina, którą kształtują faceci, bez żadnego udziału z jej strony :) Mojego pierpszego faceta wspominam bardzo miło. Chodziliśmy razem na tanie wino, i na kółko filozoficzne, razem graliśmy w gry fabularne... Oj, zakochana byłam wtedy po uszy :) Chociaż dzisiaj bym sie z nim raczej już nie związała.
            >
            >
            > Tak, mit singielki. Wspólny wór stworzony dla pracoholików, zakompleksionych gr
            > ubasów co żrą zamiast się za siebie zabrać, no i takich jak Ty.
            >
            Tak, oczywiści, w głębi ducha marzę o facecie i nocami ryczę w poduszkę... Skąd ty bierzesz takie konfabulacje? Nie mam żadnej potrzeby bycia w związku dla samego związku, żeby sie zakochać muszę mieć naprawdę wyjątkowy obiekt.
            A tak z ciekawości, co to są takie jak ja? Możesz wyjaśnić ten tajemniczy abstrakt?
            >
            >
            > Żałosne jest to, że kiedyś dawno temu parę osób, będących najbliższymi w Twoim
            > życiu, zrobiło z Ciebie kogoś, kim nie musiałaś się stać.
            A co jest żałosnego w tym, że jestem jaka jestem? Nie widzę w tym nic złego, ani żałosnego. Jestem całkiem zadowolona z mojego życia

            Najpierw rodzice, co
            > nie umieli wychować, byli albo skrajnie apodyktyczni albo tak jakby ich nie był
            > o.
            Kolejna konfabulacja. Mam bardzo fajnych rodziców. Obecnie, mimo, ze mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie utrzymujemy dobry kontakt. Nie zauważyłam ani ich nadopiekuńczości (chociaż przyznam, ze jak miałam te naście lat i nie chcieli mnie wypuszczać samej na wędrówki stopem po świecie to tak myślałam), ani olewania.

            Później faceci, których myślałaś że kochasz, a oni wykorzystali i odeszli.
            Tak, to byli tacy faceci, którzy mnie wykorzystywali a potem odchodzili? Napisz coś wiecej, bo ja nic o tym nie wiem :)

            Z> apewne pózniej miałaś typowy dla sobiepodobnych etap "zemszczę się na facetach
            > i to ja będę ich wykorzystywać".
            Nigdy nie miałam takiego etapu. Lubię facetów, z wieloma się kumpluję, nie uważam ich za twór obcy, tylko za ludzi.

            a na koniec stałaś się taką jaką jesteś teraz
            > i sobie wmawiasz że Ci z tym dobrze.

            Czyli jaką dokładnie? Owszem, jest mi tym dobrze.
            >
            >
            > to się nazywa dysonans podecyzyjny.
            To się nazywa mądre słowo, za pomocą którego usiłowałeś podeprzeć kupę bredni, którą tu nawypisywałeś. Usiłujesz sie bawić w psychologiczną analizę mojego życia wiedząc o mnie tylko to, że umiem oddzielać seks od uczuć. Trochę to niepoważne.
            • wyprostowany Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 15:29
              pisząc o "ff" miałem na myśli większość. oczywiście zdarzają się i takie jak Ty, przedwcześnie dojrzałe, którym się wydaje że stały związek jest dla głupiutkich gęsi, co bez faceta są słabe, bo potrzebują kogoś komu się do mózgu podłączą. a bez tego nie potrafią żyć.

              a Ty to jesteś taka super samodzielna i w ogóle taka mądra i fajna. i masz stosunek do seksu taki jak faceci, bo oczywiście oni mają rację że należy sobie z tego korzystać, bez zobowiązań, bo zobowiązania to tylko ograniczenie wolności. miałaś kiedyś w ogóle etap że wierzyłaś w trwały związek? często się zmieniałaś? i co, nie pod wpływem doświadczeń, tylko tak sama z siebie, albo przez przemyślenia?

              naprawdę uważasz się za taką silną i niezależną?

              widzisz, ludzi silnych ciągnie do ludzi silnych. a ludzie silni mają swoje zasady, jako opozycja do ludzi słabych, którzy zasad SWOICH nie mają, co najwyżej cudze (prawne, kościelne itp).

              Ty z pewnością jakieś tam swoje zasady masz, i twoi ruchacze też. co nie zmienia faktu, że są to zasady skrajnie mi obce i wg moich standardów podłe. i jestem przekonany że beznadzieja i pójście na łatwiznę na tym polu, skutkuje też brakami w innych dziedzinach Twojego życia.

              no ale wg Ciebie to z pewnością moja kolejna nadinterpretacja. cóż. masz do tego prawo. tak jak ja mam prawo współczuć Ci beznadziejnego seksu, gdyż jako kobieta nie jesteś zdolna poczuć głębi doznań i prawdziwej bliskości bez uczucia miłości. pewnych rzeczy nie ominiesz, choć byś się nie wiem jak starała. a prawda jest taka, poznawałaś w swoim życiu wielu cieniasów (lubić sobie ich możesz, co nie znaczy że cieniasami nie są), nie potrafili Cię do siebie przekonać, byli słabi, jako kochankowie może, a może jako partnerzy. po wielu latach stałaś się taką jaką jesteś obecnie, wierząc że to najlepsze co Ci się mogło trafić.

              cała moja dyskusja z Tobą to próba wzbudzenia w Tobie refleksji, że jednak to nie jest najlepsze, co Ci sie mogło przytrafić. próba moja jest jednak z góry skazana na porażkę. jesteś typem osoby skrajnie egocentrycznej, która po prostu nie przyjmuje do wiadomości tego że w czymś się mogła pomylić.

              ja się w tej rozmowie myliłem parę razy, bo trudno kogoś rozgryźć po 1 poście. pisałem więc o dominującej większości. że jesteś tym typem (znanym mi, bardzo dobrze) upewniłem się dopiero teraz. dyskutować z kimś takim nie ma sensu, a już na pewno nie poprzez pisanie na forum. nie przekonam Cię, nie ma na to szans :) po prostu ten typ człowieka, właśnie dlatego jesteś sama i musisz się pocieszać seksem bez uczucia....
              • po-trafie Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 15:34
                Piszesz, jakbys celowo nie zwrocil uwagi na to, ze zadna z osob majacych teraz czy w przeszlosci ff nie postulowala tu, ze jest to najlepsze co sie w zyciu moze zdarzyc, ze chce tak na zawsze, czy ze trwaly zwiazek jest dla innych.
                Wrecz przyznawalysmy, ze oczywiscie ze seks z miloscia, zwiazkiem, przywiazaniem, bliskoscia, intymnoscia i cala reszta idaca za zwiazkiem z odpowiednim facetem idzie, jest o niebo lepszy niz ff.
                Ale kiedy na horyzoncie brak mezczyzny odpowiedniego zeby w niego wpasc z kretesem, dac sie nosic na rekach i kogos nosic na rekach, to ff jest sympatycznym rozwiazaniem. Niekoniecznie dobrym dla wszystkich, nie polecam tego jako cudowny lek na cale zlo i zmarszczki, ale akurat dla mnie w czasie kiedy bylam sama bylo to bardzo przyjemne rozwiazanie.
              • triismegistos Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 16:08
                wyprostowany napisała:

                > pisząc o "ff" miałem na myśli większość. oczywiście zdarzają się i takie jak Ty
                > , przedwcześnie dojrzałe, którym się wydaje że stały związek jest dla głupiutki
                > ch gęsi, co bez faceta są słabe, bo potrzebują kogoś komu się do mózgu podłączą
                > . a bez tego nie potrafią żyć.
                >
                Gdzie ja napisałam, że związek jest dla głupiutkich gęsi? Wcale tak nie uważam. Po prostu nie czuję żadnego przymusu życia w związku, tyle. Jak poznam odpowiedniego faceta, zakocham się z wzajemnością, to zwiążę się z nim, będę go kochać, szanować i na rękach nosić.

                > a Ty to jesteś taka super samodzielna i w ogóle taka mądra i fajna. i masz stos
                > unek do seksu taki jak faceci, bo oczywiście oni mają rację że należy sobie z t
                > ego korzystać, bez zobowiązań, bo zobowiązania to tylko ograniczenie wolności.
                >
                Nie, nie mam stosunku do seksu jak faceci. Płeć nie ma tu nic do rzeczy. Znam facetów, którzy nie wyobrażają sobie seksu bez miłości, znam kobiety, które wyobrażają sobie i praktykują.

                > miałaś kiedyś w ogóle etap że wierzyłaś w trwały związek? często się zmieniałaś
                > ? i co, nie pod wpływem doświadczeń, tylko tak sama z siebie, albo przez przemy
                > ślenia?
                >
                Nie tylko wierzyłam, ale byłam w trwałych związkach. A zmieniam się przez całe życie, pod wpływem różnych doświadczeń, przemyśleń, czasem pod wpływem nowej, nazwijmy to filozofii z jaką się stykałam, często poprzez konsekwentną pracę nad sobą.

                > naprawdę uważasz się za taką silną i niezależną?
                >
                Co to znaczy taką silną i niezależną? Jestem normalnym człowiekiem, mam swoje słabości. Nie raz w życiu opierałam się na bliskich i rodzinie.


                > Ty z pewnością jakieś tam swoje zasady masz, i twoi ruchacze też. co nie zmieni
                > a faktu, że są to zasady skrajnie mi obce i wg moich standardów podłe.
                Podłe? A co jest podłego we wzajemnym sprawianiu sobie przyjemności? Nikogo nie krzywdzę, nie wykorzystuję.

                i jestem
                > przekonany że beznadzieja i pójście na łatwiznę na tym polu, skutkuje też brak
                > ami w innych dziedzinach Twojego życia.
                >
                Przepraszam, jaka znowu beznadzieja? Pójście na łatwiznę, może. Faktycznie, byłoby mi trudniej zachowywać celibat między kolejnymi związkami, tym bardziej że wchodzę w nie rzadko.

                > no ale wg Ciebie to z pewnością moja kolejna nadinterpretacja. cóż. masz do teg
                > o prawo. tak jak ja mam prawo współczuć Ci beznadziejnego seksu, gdyż jako kobi
                > eta nie jesteś zdolna poczuć głębi doznań i prawdziwej bliskości bez uczucia mi
                > łości.
                Po prostu nie wiem jak to skomentować. Mieszkasz pod moim łóżkiem, ze wydaje ci sie, że masz prawo oceniać jakość mojego seksu? Cenię sobie moje życie erotyczne, seks sprawia mi mnóstwo frajdy. I tak, mam porównanie, wiem jaki jest seks z mężczyzną, którego kocham i z którym chcę planować życie.

                pewnych rzeczy nie ominiesz, choć byś się nie wiem jak starała. a prawda
                > jest taka, poznawałaś w swoim życiu wielu cieniasów (lubić sobie ich możesz, c
                > o nie znaczy że cieniasami nie są)
                Owszem, i omijałam ich z daleka ;) A tak na serio, jakim prawem obrażasz moich byłych? To, ze nie pasowaliśmy do siebie wcale nie oznacza, że to źli ludzie, albo beznadziejni kochankowie, albo cośtam. Jeśli ktoś mi nie pasował, bo na przykład wolał weekendy spędzać w domu, a ja na wycieczce, to znaczy, ze był beznadziejny? Zastanów się nad swoimi słowami.

                po wielu latach stałaś si
                > ę taką jaką jesteś obecnie, wierząc że to najlepsze co Ci się mogło trafić.
                >
                Czyli jaka, czekam na jakąś konstruktywną wypowiedź.

                > cała moja dyskusja z Tobą to próba wzbudzenia w Tobie refleksji, że jednak to n
                > ie jest najlepsze, co Ci sie mogło przytrafić.

                Pewnie, mogłam przecież trafić szóstkę w totolotku.
                próba moja jest jednak z góry sk
                > azana na porażkę. jesteś typem osoby skrajnie egocentrycznej, która po prostu n
                > ie przyjmuje do wiadomości tego że w czymś się mogła pomylić.
                >
                A na jakiej podstawie uważasz, ze jestem skrajnie egocentryczna?

                > ja się w tej rozmowie myliłem parę razy, bo trudno kogoś rozgryźć po 1 poście.
                Nie, nie dlatego się pomyliłeś. Pomyliłeś się dlatego, że masz skłonności do konfabulowania i dośpiewywania sobie różnych faktów.

                > pisałem więc o dominującej większości. że jesteś tym typem (znanym mi, bardzo d
                > obrze) upewniłem się dopiero teraz.
                Czyli jakim, ponownie zapytam?
                dyskutować z kimś takim nie ma sensu, a już
                > na pewno nie poprzez pisanie na forum.
                Ale ty człecze ze mną nie dyskutujesz. Ty sobie wymyśliłeś jakieś niestworzone historie na mój temat i obrażasz sie, ze okazały sie niezgodne z prawdą. To nie jest żadna dyskusja. Nie próbowałeś nawet polemizować z tym, co piszę, nie odpowiadasz na moje pytania, tylko monologujesz. Z całym szacunkiem to nie jest dyskusja
                .
                nie przekonam Cię, nie ma na to szans :
                > ) po prostu ten typ człowieka, właśnie dlatego jesteś sama i musisz się pociesz
                > ać seksem bez uczucia....
                Chmurwa, jeśli koniecznie chcesz wiedzieć dlaczego jestem sama, to wiedz, ze w zeszłym roku odległość rozdzieliła mnie z ukochanym mężczyzną. Nie muszę się pocieszać seksem bez uczucia, do łóżka chodzę z pożądania, nie dla pocieszenia, ani tym bardziej dla wspierania twoich wymysłów wyssanych z palca.
                Kończyny mi opadają, jak czytam takie rzeczy.
          • wersja_robocza Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 14:35
            Niby wiesz, z czego się bierze taka postawa, a jednak... nie znajduję w tym, co piszesz grama wrażliwości, ba nawet współczucia czy zrozumienia ani chęci pomocy. Dlaczego?
            • jan_hus_na_stosie Re: to są kobiety co przestały wierzyć w miłość 13.05.11, 14:55
              do współczucia i zrozumienia jest wymagana skrucha i chęć poprawy danej osoby a nie butna postawa i pochwała hedonistyczno-egoistycznych zachowań
    • senseiek dla ciebie seks to chyba tylko obowiazek.. 13.05.11, 05:03
      > Widziałam się wczoraj z moim kolegą, który nie ma stałej dziewczyny ale ma kilk
      > a " fucking friend" z którymi umawia się wyłącznie na sex. Gdy wyraziłam swoje
      > powątpiewanie, czy one są szczęśliwe w takim układzie i czy nie jest to dla nic
      > h upokarzające, był zdziwiony. Bo ja jakoś nie wierzę, że bycie " chwilowym zas
      > pokajaczem" może być dla kobiety fajne. A wy co sądzicie?

      Myslimy, ze dla Ciebie sex jest jedynie obowiazkiem z przymusu, ktory wykonujesz zeby partner nie uciekl do innej..

      Bo kazda normalna osobe seks doprowadza do orgazmu.
      Dlaczego orgazmy tych jego dziewczynek nie mialyby byc dla nich fajne?

      Mogla bys to samo pytanie zadac kazdej dziewczynie z podstawowki, szkoly sredniej i polowie studentow. Przeciez wiekszosc z nich nie sadzi, ze bedzie ze swoim chlopakiem az do samego konca zycia. Oni sa ich aktualnymi zaspokajaczami, dopoki nie znajdzie sie lepszy egzemplarz, albo nie rzuci jej.
    • akle2 Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 13.05.11, 21:33
      Po pierwsze - co ma do tego szczęście?
      Po drugie - dlaczego odmawiasz kobietom spełniania tego typu zachcianek? ;) Może to one tak zdecydowały? W końcu nikt nikogo na siłę w takim układzie nie trzyma.
      • akle2 Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 13.05.11, 21:35
        Gwoli ścisłości - miałam na myśli zachcianki kobiet :)
    • fryderyk0 Re: Fucking friend- czy można być szczęśliwą? 14.05.11, 02:12
      Tu nie chodzi o szczescie,tylko o kogos z kim mozna swobodnie pogadac,
      wypic,zjesc,a i troche sie zabawic.Ot,i wszysko.Zadna tragedia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka