maaranta
01.03.02, 20:35
Na wszelki wypadek uprzedzam podejrzliwych, że to żadna bajka ani podpucha.
Naprawdę było tak, jak tu opowiem. Cztery razy przeżyłam swój pierwszy raz :-)
Pierwszy pierwszy raz - z mężczyzną cudownym w pieszczotach i miłości
francuskiej, doprowadzającym mnie na legendarne "wyżyny" :) - niestety, nie
mógł się "sprawdzić" jako mężczyzna :(
Drugi pierwszy raz - delegacyjny romansik - z żonatym kolegą, bardzo jednak
odpowiedzialnym, który nie miał zabezpieczenia, więc skończyło się "biało" -
ale to własnie on mnie trochę... przepraszam za określenie... uszkodził.
Trzeci pierwszy raz - przeszkodziła jego ciotka tuż przed kluczowym momentem :)
Byłam wtedy nieprzytomnie wściekła. Z fizycznego punktu widzenia jednak właśnie
wtedy przestałam być dziewicą, bo przy okazji igraszek hymen poszedł w strzępy.
I właśnie to pozwoliło mi totalnie wrzucić na luz, kiedy nadszedł...
Czwarty pierwszy raz - już taki "naprawdę" :), z mężczyzną, z kórym bardzo
chciałam to zrobić i zrobiłam bez wahania, spokojna i zadowolona, bez obaw o
nieprzyjemne doznania, za to świetnie wiedząca, co należy w tym łóżku robić :))
Bo ci trzej poprzedni wiele mnie nauczyli.
Piszę to wszystko nie żeby się ekshibicjonistycznie chwalić, ale - taki sposób
utraty cnoty ma jak widać swoje plusy. No, chyba że ciągnie się przez 10
lat :))))