benitta36
11.09.11, 22:32
i nie moge. Próbowalam setki razy.....ja niby taka silna, samodzielna, po trudnym malzenstwie.
I co? I nic. Znamy sie od ponad 2 lat, poznalam kogos w tym czasie i myslalam ze to mnie uleczy.
Ale to byl blad, bo teraz nie dosyc ze oszukuje siebie to jeszcze mojego partnera. Tzn oszukiwalam, bo rozstanie wisi na wlosku. Nie domyslil sie ze chodzi o innego mezczyzne.
Ale wiem ze to moja wina. Od ponad 2 lat spotykam sie z zonatym facetem.
Wkrecilam sie w to sama nie wiem jak.Myslalam ze jak kogos poznam to sie od niego uwolnie.
Teraz wiem ze nie tedy droga.
Konczymy i wracamy do siebie, niesamowita namietnosc, nigdy takiej nie przezylam.
Na poczatku myslalam....zwykly seks. Pózniej byla przerwa....potem znowu sie spotkalismy.
Myslalam, ze umiem sobie z tym poradzic. Chcialam myslec ze jestesmy tylko przyjaciolmi, ktorzy czasem ze sobia sypiaja. Albo odwrotnie kochankowie, ktorzy sie przyjaznia.
I przez dluzszy czas tak bylo.
Ale teraz nasze spotkania sie nasilily, moze dlatego znowu czuje cos wiecej.
On jest zonaty i ma synka 3 letniego. Nigdy nie chcalam zeby odchodzil od zony.
O tym nawet nie ma mowy. Wiem ze to juz za dlugo trwa.
Zrozumialam, ze nie stworze z nikim zadnego zwiazku, poki bede go miala w glowie.
Ale z drugiej strony wiem, ze nie spotkam juz takiego faceta jak on.
Z jednej strony chcialabym, zeby to byl tylko seks, ale wiem ze juz tak nie jest.
Zarowno z mojej strony jak i z jego. Nie potrzeba tego mowic to sie czuje.
Dlatego moje pytanie do kobiet, ktore byly w podobnej sytuacji....jak z tego wybrnac,
zeby juz nie wracac.
A wszystkim tym ktorzy zaczna mnie potepiac z gory dziekuje.