Sytuacja jest taka:
mój mąż nie pracuje, jest na zasiłku, nieraz pomoze koledze ale nie jest to nic na stale. Ja pracuje oraz dodatkowo jestem w 7 miesiacu ciazy. Gdzie problem? - to, że on nie pracuje to temat na inny wątek, ale do kur..icy mnie doprowadza, że on nic nie robi w domu.
Coś zje - zamiast naczynie do zmywarki, zostawia na blacie. Cos sie skończy, puste pudełko zostaje w szafce..i jak ja go nie wyrzuce to bedzie tam stać przez rok.Zakupy? - sam nie pojedzie, ale jak ja je zrobie to jest ok. Pozsprzatać łazienkę? Zaraz...albo jutro. Miał opróznić szafkę z gratami, żeby bylo miejsce na rzeczy dla dziecka - od miesiąca to robi. Juz nie mówię o tym, że cała walka się odbyła o to żeby przeniósł swojego kompa i papauge do kuchni, żeby w jego "biurze" zrobić pokój dla dziecka...oczywiscie nic z tego nie wyszło. Mała bedzie w naszej sypialni, którą z resztą ja malowałam, bo on "nie lubi malować". W tym swoim "biurze" ma taki pie...ik, że nie da rady na to patrzeć - kto tak żyje i skąd to sie bierze? Zamieszczam zdjęcie, bo moze to ja jestem nienormalna i przesadzam...

Cały czas mówi, że ja sie czepiam, owszem czepiam się bo on nic nie robi..kto ma to robić? Krasnoludki? Czy może ja cały czas? Cz może mamy zarosnąć smieciami?
Oprócz tego w ogóle nie uczestniczy w przygotowaniach/zakupach dla dziecka, bo mówi że on sie nie zna..a ja sie znam?..on mówi, że dał pieniądze..w nosie mam te jego pieniądze, wolałabym kogoś, kto by sie bardziej zaangażował a nie kase, bo kase to ja mam swoja i mogę za to zapłacić..przykro mi kiedy chodzę sama po sklepach dal dzieci i widzę pary, które razem robią zakupy..
Myślę sobie, że generalnie trzeba było dziecko z listonoszem sobie zrobić - mniej problemów i bałaganu. Na co mi mąż, skoro on w niczym nie pomaga, a raczej dokłada problemów..coraz częściej myśle o rozwodzie, bo szkoda moich nerwów...właśnie sie pokłóciliśmy, wieć obrażony pan poszedł sobie na ryby...