Dodaj do ulubionych

Stare jak swiat - a jednak boli.

    • delfina77 Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 24.11.11, 20:35
      Zdecyduj się, na czym ci tak naprawdę zależy. Na tym konkretnym facecie czy na byciu w związku z kimś? Za co konkretnie tak go kochasz? Czy on się stara dla ciebie równie bardzo jak ty dla niego? Itd., itp. Ja akurat wyznaję zasadę, że (przynajmniej na wstępie) dobrze jest, jeśli to mężczyzna zabiega o Ciebie i o związek bardziej niż kobieta. A przynajmniej niech się angażują po równo. Nie biegałabym za facetem, który sam nie wie czy chce ze mną być. Ale to chyba kwestia osobowości...
    • zbirone Nie wierzę że "czasem uprawiacie seks" 24.11.11, 20:53
      Bo w kontekście opisanej przez Ciebie całości to wyrażenie brzmi niezbyt wiarygodnie. Albo jest w związku ogień, albo go nie ma. I jestem pewien, że każda kobieta jeśli próbuje przyciągnąć/ustawić mężczyznę to próbuje robić to nagradzając seksem i każąc jego brakiem. Gdybyście byli "jak para" ale bez oficjalnego bycia razem to by znaczyło, że jesteście przyjaciółmi którzy uprawiają seks. Z twojego opisu wynika że tak nie jest, o ile twój opis jest w ogóle obiektywny. A więc wnioski:

      Najbardziej wiarygodne:
      - Jesteście przyjaciółmi do którymi poza całowaniem nie doszło do zbliżenia. Ponieważ on ma jakieś opory by to zrobić, a Ty jako dziewczyna masz w głowie dogmat że nie powinnaś seksu inicjować.

      Wiarygodne:
      - Jesteście przyjaciółmi którzy uprawiają seks, jest to twój punkt widzenia. Dla niego natomiast jesteś dziewczyną do posuwania która czasem robi za przyjaciółkę.

      Najmniej wiarygodne:
      - Jesteście przyjaciółmi którzy "czasem uprawiają seks", czyli te zbliżenia nie pociągają szaleńczo ani Ciebie ani jego. Więc, macie podobne temperamenty seksualne i ważniejsze dla was obojga jest wspólne oglądanie filmu niż trzaskanie minety. Albo mniej optymistyczna wersja: nie jest mu z Tobą na tyle dobrze w łóżku, by chciał w to brnąć.

      ---------
      Jeśli dotyczy Ciebie wersja najbardziej wiarygodna to masz szanse go uwieść i sprawić by się rozkochał. Jeśli tylko ta wiarygodna to niestety masz szanse go uwieść tylko trzymając na dystans i pokazując że ma jakiegoś rywala. Jeśli wersja najmniej wiarygodna: możesz trwać w tej przyjaźni z nadzieją że "zmądrzeje", albo, jeśli go nie rozpalasz - daj sobie spokój.

      Tak czy siak, życzę powodzenia :*

      • m.nikla Zazdrosc 24.11.11, 21:05
        Jakby wprowadziła w ten układ element zazdrosci- co by bylo??:) Jakis obiekt , który równiez sie nia interesuje?? czasem faceci z tego co wiem wlasnie z zazdrosci jednak sie ogarniaja... tylko pytanie - na ile...
        • zbirone Re: Zazdrosc 25.11.11, 09:45
          Koleżanko to zawsze, uniwersalnie działa, i na mężczyzn i na kobiety. W samym wykonaniu jedyne ryzyko jest chyba takie, że rywal musi mieć poziom, bo jeśli kobieta zaafirmuje publicznie czyjeś "końskie zaloty" to w oczach tego jej głównego celu zamiast przedstawić się jako wyzwanie o które zabiega nie tylko on jeden, przedstawi się jako tępa dziewczyna lecąca na byle jaki blichtr. Ale to też słabość mężczyzn, ocenianie kobiet, bawienie się w moralizatorstwo.
      • aleatoria Re: Nie wierzę że "czasem uprawiacie seks" 24.11.11, 22:35
        A ja byłam kiedyś w takim związku i wiem że to możliwe. Nie trzeba uprawiać seksu codziennie żeby był naprawdę namiętny, czasem zwyczajnie jest to niemożliwe, a czasem w ten sposób facet chce utrzymać odpowiedni dystans (niewykluczone oczywiście, że ma też inną/inne, ale i to niekoniecznie).
    • black.kikut Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 24.11.11, 21:15
      Rozumiem Cię. Jestem w emocjonalnie podobnej sytuacji, choć układ zupełnie inny.
      Prawie rok temu poznałem fajną dziewczynę. Zbliżyliśmy się do siebie. Ona miała mnóstwo wątpliwości, niepewności, wciąż powtarzała, że chce być sama, poprzedni facet ją bardzo skrzywdził, zdradził. Mimo to praktycznie zachowywaliśmy się jak para, było nam dobrze. Tyle że zdecydowała po jakimś czasie, że odchodzi. Była gotowa utrzymywać ze mną relacje, ale ja nie potrafiłem sobie wyobrazić, jak mogę przyjaźnić się z kimś, do kogo czuję coś znacznie więcej.
      Świat mi się zawalił i w zasadzie od pół roku jestem psychicznym wrakiem. Starałem się jak tylko mogłem, by nie naciskać, nie być nachalnym intruzem. Życzenia na urodziny, drobny imieninowy upominek, co 3 - 4 tyg. sms w stylu "co słychać, czy wszystko w porządku i co porabia" i tyle, choć nie do opisania jest wysiłek, jaki każdego dnia wkładam w to, by nie wykrzyczeć jej, jak bardzo mi na niej zależy, jak bardzo tęsknię i co naprawdę czuję.
      Dłużej nie mogłem wytrzymać, wczoraj zaproponowałem spotkanie. Zgodziła się, pod warunkiem, że nie będziemy wracać do tego co było między nami, bo to dla niej zamknięty rozdział. Nie wiem co zrobić, bo poza wszystkim też ja lubię, dobrze nam się gadało, dobrze milczało, śmiało... Była dla mnie dobra, uczciwa, oddana...
      Kocham ją, nie radzę sobie z bezradnością, rozpaczą, nie mam już siły ciągle płakać, studia mi się walą, świat mnie nie interesuje. Nigdy wcześniej nie byłem tak zaangażowany i nigdy mi tak nie zależało, choć byłem w kilku związkach.
      Wiem jak to jest, gdy ma się bardzo niską samoocenę. Od wielu lat się leczę, ale terapia w tej sytuacji też mi nie pomaga. Odizolowałem się, załamałem, jestem cholernie osamotniony.
      I też nie wiem, co robić dalej. Przestały mnie interesować inne kobiety, widzę ją w każdej, wspomnienia, skojarzenia, myślę o niej non stop i nic nie wskazuje na to, że coś się zmieni. Każdego dnia czekam na telefon, jakiś sygnał, że o mnie myśli. Kiedy raz czy dwa się to zdarzyło, to było jak święto, tak bardzo się cieszyłem. Gotów byłbym na wszystko, żeby tylko zechciała dać nam szansę coś zbudować, czy odbudować.
      Przeklęty klincz, gdybym potrafił zapomnieć, pogodzić się... Ale nie umiem.
      Więc cóż Ci poradzić?
      • sonniva black.kikut! 25.11.11, 07:50
        Ot tak przeleciałam wzrokiem po innych odpowiedziach, ale zatrzymałam sie na Twojej i przeczytałam ją bardzo dokładnie. Widzę że jesteś właśnie w trudnej sytuacji. Mam dla Ciebie radę jeżeli chcesz to ją weź. Przerabiałam to samo... jak widzisz takich ludzi jak my jest dużo wokół, to o czym piszesz to tak jakbym w wspomnieniach przeżywała dokładnie to samo. Wiesz gdzie jest problem? Ciągle masz nadzieję i to ona cię tak męczy, ba może doprowadzić Cię do ruiny. Musisz zabić w sobie tą nadzieję, bo dalej tak nie pociągniesz. Jutro rano wstań z łóżka, zrób sobie dobrą kawę, uśmiechnij się i sobie powiedz: dzisiaj zaczyna się moje nowe życie, cierpię i będę cierpieć i godzę się na to, nie uciekam bo nie jestem w stanie przed nim uciec, ale przetrwam. Moje nowe życie jest życiem bez ...(kogo?) i tak zostanie na zawsze, nie czekaj na sms, nie wysyłaj, nie szukaj kontaktu, nie myśl co by było... Możesz płakać, walić głową w ścianę, rozwalić coś, ale nie wolno Ci się poddać. Było, minęło, nadzieja została pogrzebana. Ja wiem na swoim przykładzie że można TO zrobić - przeżyć rozpacz, zacząć żyć od nowa, swiat jest taki piękny. Uda Ci się, od jutra... trzymaj się
        • black.kikut Re: black.kikut! 25.11.11, 21:30
          Dziękuję.
          Nie pijam kawy :)
          Wiesz, od siedmiu miesięcy każdy dzień, nie wspominając o nocy, to taka właśnie walka, żeby to wszystko w końcu wyrzygać do cna. Myśl, że jej nie ma dotyka tego najczulszego punktu, jest nie do zniesienia, rozpadam się wtedy na milion kawałków. Do tego, niestety, dochodzi nienawiść, której tak nienawidzę i tak się boję...
          Żebym przynajmniej był zdrowy na emocjach byłoby łatwiej, byłby przyjaciel, czy dwóch, którzy by posłuchali, byliby kumple i piwo, byłoby życie, które wiodłem wcześniej, bez niej. Tego niestety nie ma, nigdy nie umiałem tego zbudować, a teraz jeszcze to.
          Wojownik ze mnie żaden, poza tym muszę brać pod uwagę, że może mi się nie udać, choć chciałbym. Cóż mi pozostało...
          • koham.mihnika.copyright posluchaj o sobie, uwielbiam te piosenke 29.11.11, 12:09
            www.youtube.com/watch?v=gN3BYhRGi5M
            glowa do gory.
      • koham.mihnika.copyright najgorsza w takiej sytuacji jest samotnosc. 25.11.11, 08:21
        znajdz sobie jakas brzydule i sie z nia umawiaj. jesli nie ma szansy na wspolna przyszlosc, to uciekaj jak najdalej. Musisz zapomniec, latwo nie bedzie. I unikaj kontaktow. Jesli zobaczysz ja z kims innym , to dopiero zaboli.
        za siedem lat spotkasz lepsza, fajniejsza.
        • black.kikut Re: najgorsza w takiej sytuacji jest samotnosc. 25.11.11, 21:33
          :)
          Po co ranić i oszukiwać brzydulę i siebie przy okazji.
          A gdy zobaczę ją z kimś innym? Wtedy umrę. Tym bardziej, że studiujemy razem, także trudno zobaczyć nie będzie.
          Za siedem lat będę już w takim wieku, że z pewnością życie spędzę sam.
          • koham.mihnika.copyright studia trzeciego wieku?? 29.11.11, 12:00
            stluczonego talerza nie da sie skleic. jak mnie panna puscila w trabe, to zacisnalem zeby i wytrwalem. z persektywy lat, ja lepiej wyladowalem. taka mala satysfakcja.

            a na samotne wieczory - j_uhma.republika.pl/puszkin.html
            • black.kikut Re: studia trzeciego wieku?? 29.11.11, 14:00
              A jeśli trzeciego wieku, to co?
      • ka-r-ol black.kikut 25.11.11, 10:13
        Myślę, że jesteś głupi i znalazłeś sobie wygodną wymówkę, aby
        - się nie uczyć
        - nie angażować w terapię
        - nie szukać innej dziewczyny

        Dziewczyny są gotowe dawać wsparcie swoim partnerom, ale same też go oczekują. Ćwicz się w dawaniu i wspieraniu.
        • black.kikut Re: black.kikut 25.11.11, 21:37
          To że jestem głupi to jeszcze nie tak źle. Mam wiele innych wad.
          Ja też byłem dla niej dobry, na miarę swoich skromnych możliwości. Choć tak w gruncie rzeczy - nie rozumiem, co masz na myśli z tym wsparciem w kontekście tego, co napisałem.
          No jestem głupi :)
          • ka-r-ol Re: black.kikut 26.11.11, 00:50
            A mógłbyś mi łaskawie nie przyznawać racji, ale zachować się bardziej adekwatnie w sytuacji, gdy nieznajomy mówi Ci publicznie coś powszechnie uznawanego za obraźliwe?

            Proponuję zacząć raz jeszcze naszą wymianę zdań.

            Głupi jesteś!
            • black.kikut Re: black.kikut 26.11.11, 01:09
              Jak śmiesz!
              To hańba - nie znasz mnie, a mnie obrażasz!
              A nawet gdybyś mnie znał - kto Ci dał takie prawo?! Anonimowość internetu?!

              Sam jesteś głu... yyy... nieprawidłowo postępujesz!
              • ka-r-ol Re: black.kikut 26.11.11, 11:50
                No dobra, dobra. I jest się o co tak gorączkować?
                Miałem na myśli, że moim zdaniem postępujesz głupio w tym konkretnym przypadku.
                Najmądrzejszym się zdarza w niektórych sytuacjach, albo czasami postąpić/ postępować głupio.

                Już Ci piszę, o co mi chodzi z tym wsparciem.

                Z tego co piszesz o tej dziewczynie wyciągam wniosek, że ona nie za bardzo Cię interesuję jako żywa i autonomiczna osoba a nawet, że nie za bardzo ją znasz.
                Taki wyidealizowany byt do zaspokajania Twoich potrzeb (w tym potrzeby do poniżania się).

                Stąd moja rada: zanim zaczniesz roztrzygać losy tego związku "aż do grobowej deski" postaraj się ją poznać, jakie są jej bieżące potrzeby, aspiracje. Jak możesz być przydatny w ich zaspokajaniu. Nie tyle, jak możesz zagarnąć ją do swojego świata, ale na ile możesz wspasować się w jej świat, stworzyć jakąś część wspólną.

                Może lubi czytać? Czy wiesz jaką literaturę lubi, czy potrafisz wyszukać i zaproponować jej jakąś ciekawą książkę? Może zainteresują Cię autorzy, których ona czyta, albo Ty potrafisz ją zainteresować swoimi?

                A może jest osobą wierzącą i nie przepada za chodzeniem samej do Kościoła? Jak przyjęłaby czyjeś towarzystwo (o ile sam jesteś wierzący).

                A może od lat mówi, że powinna się zmobilizować i zacząć chodzić na aeorobik? Dlaczego w takim razie nie mógłbyś "skonkretyzować" jej plany, znaleźć konkretne miejsce i zaproponować wspólne wyjścia (ona na aerobik, ty na siłkę). Być może wcześniej będzie wspólne wyjście do sklepu sportowego, aby uzupełnić garderobę itd. itp.

                Niech zobaczy, że umiesz i chcesz działać. Proponuj i nie bój się odmowy i nie zakładaj, że od razu będziesz w tym perfekcyjny. Jeżeli tylko jedna z dziesięciu propozycji zostanie przyjęta, to jest to o jedną więcej, niż gdybyś ze strachu nie złożył żadnej.
                I nie zakładaj żadnego końcowego wyniku. Bo może jedynym będzie to, że sobie poprawisz kondycję na siłowni - ale to też zdecydowanie lepsze niż takie - za przeproszeniem - marudzenie.

                Tylko błagam, nie idź do niej z kwestionariuszem i nie odpytuj jej. Wyczul się na jej potrzeby obserwując i słuchając. Ją i jej znajomych. Jeżeli nie uda się stworzyć żadnych punktów wspólnych, to sam powinieneś dojść do wniosku, że to nie jest ta dziewczyna.

                Oczywiście to jest trudniejsze i wymaga więcej wysiłku, niż proste lamentowanie, jaki to ja jestem biedny i nieszczęśliwy...
                • landrynka.pl Re: black.kikut 26.11.11, 15:24
                  > Jeżeli nie uda się stworzyć żadnych punktów wspólnych, to sam powinieneś dojść do wniosku, że to nie jest ta dziewczyna. <

                  Przepraszam, ze sie wtracam :-)

                  Jak to nie "uda sie"?
                  To jest albo tego nie ma, tu nic nie mozna stworzyc!

                  Pytalam znajomego psychologa, jak to jest z tym
                  odwiecznym sporem: podobienstwa czy roznice
                  przyciagaja ludzi do siebie?
                  Powiedzial, ze bezwzglednie i absoltunie podobienstwa,
                  im wiecej podobienstw tym bardziej wyjatkowy zwiazek
                  miedzy dwojgiem.
                  A tezy, ze ludzie sie "uzupelniaja", bo jeden to, a drugi
                  tamto, na dluzsza mete stwarza dwa paralelne swiaty,
                  a nie jakis wspolny swiat, czyli takie samo lub bardzo
                  podobne pojmowanie i rozumienie rzeczywistosci.

                  Ja, pasjonatka jakiegos typu muzyki, nie wyobrazam sobie
                  zwiazac sie z kims, kto slucha tego, co nadaje radio, badz
                  mowi, ze slucha "tylko dobrej muzyki" ;)
                  Podobnie z literatura, kinem, teatrem, i wieloma innymi
                  sprawami, ktorymi czlowiek oddycha.
                • black.kikut Re: black.kikut 26.11.11, 22:12
                  Dziękuję za precyzyjne wyjaśnienie tego, co miałeś na myśli.
                  Wiesz, od wielu lat się leczę. Moim celem w całym tym procesie terapii było i jest osiągnięcie stanu, który dla innych jest naturalny i tak oczywisty, że nawet nie trzeba o tym wspominać, a dla mnie jest zupełnie obcy i nie do zniesienia. Chodzi mi mianowicie o to, o czym wspomniałeś (swoją drogą ciekawe, że to aż tak widać): autonomię, niezależność, wolność, co więcej - odrębność innych ludzi. Ja mam bardzo poważne, symbiotyczno - narcystyczne kłopoty, w związku z czym każdy przejaw zwykłej autonomii woli, uczuć, własnych granic drugiego człowieka, jest dla mnie doświadczeniem potwornego bólu odrzucenia.
                  Zastanawiam się nieraz, w chwilach względnego spokoju w moim łbie, ile już przez to w życiu straciłem - ciekawych relacji, prawdziwych przywiązań, ciepła itepe.
                  Nasz, nazwijmy to, "romans" z Panią X rzeczywiście był gwałtowny, szybko się wszystko potoczyło. Ktoś mi bliski, te pół roku temu, gdy wszystko się rozpadło, powiedział: zbyt szybko, spróbuj się z nią może najpierw zaprzyjaźnić, zbliżyć się na serio.
                  Przegrywam walkę z własną zawiścią, a przede wszystkim nienawiścią do innych za tę ich autonomię.
                  W tym roku tak ułożyłem zajęcia, by się z nią nie spotkać. Choć i tak na zajęcia, jak już idę, to z duszą na ramieniu, a może - z dławiącą złością (?), zazdrością (?), urazą (?) na ramieniu.
                  W tym kontekście zatem ciężko stać się "tylko" częścią świata drugiej osoby. A uwierz mi - pragnę się tego nauczyć. Tak bardzo boję się własnej nienawiści, że rzygam strachem. Rzygam!
                  Rozrywają mnie dwie przeciwstawne siły - jedna mówi: odpuść, zgódź się na to rozstanie, to już przeszłość, zapomnij, daj jej odejść, daj sobie odejść. Druga mówi to, o czym Ty wspominasz: zgódź się na to, że ona jest, żyje, spróbuj (choć zupełnie nie wiesz jak) się zaprzyjaźnić tak po prostu.
                  Uczucie do kobiety? A może tylko chęć posiadania?
                  Boże, gdyby tylko moje emocje były choć trochę słabsze, przewidywalne, stabilne, żyłbym se jak inni.
                • black.kikut Re: black.kikut 26.11.11, 22:15
                  Dziękuję za precyzyjne wyjaśnienie tego, co miałeś na myśli.
                  Wiesz, od wielu lat się leczę. Moim celem w całym tym procesie terapii było i jest osiągnięcie stanu, który dla innych jest naturalny i tak oczywisty, że nawet nie trzeba o tym wspominać, a dla mnie jest zupełnie obcy i nie do zniesienia. Chodzi mi mianowicie o to, o czym wspomniałeś (swoją drogą ciekawe, że to aż tak widać): autonomię, niezależność, wolność, co więcej - odrębność innych ludzi. Ja mam bardzo poważne, symbiotyczno - narcystyczne kłopoty, w związku z czym każdy przejaw zwykłej autonomii woli, uczuć, własnych granic drugiego człowieka, jest dla mnie doświadczeniem potwornego bólu odrzucenia.
                  Zastanawiam się nieraz, w chwilach względnego spokoju w moim łbie, ile już przez to w życiu straciłem - ciekawych relacji, prawdziwych przywiązań, ciepła itepe.
                  Nasz, nazwijmy to, "romans" z Panią X rzeczywiście był gwałtowny, szybko się wszystko potoczyło. Ktoś mi bliski, te pół roku temu, gdy wszystko się rozpadło, powiedział: zbyt szybko, spróbuj się z nią może najpierw zaprzyjaźnić, zbliżyć się na serio.
                  Przegrywam walkę z własną zawiścią, a przede wszystkim nienawiścią do innych za tę ich autonomię.
                  W tym roku tak ułożyłem zajęcia, by się z nią nie spotkać. Choć i tak na zajęcia, jak już idę, to z duszą na ramieniu, a może - z dławiącą złością (?), zazdrością (?), urazą (?) na ramieniu.
                  W tym kontekście zatem ciężko stać się "tylko" częścią świata drugiej osoby. A uwierz mi - pragnę się tego nauczyć. Tak bardzo boję się własnej nienawiści, że rzygam strachem. Rzygam!
                  Rozrywają mnie dwie przeciwstawne siły - jedna mówi: odpuść, zgódź się na to rozstanie, to już przeszłość, zapomnij, daj jej odejść, daj sobie odejść. Druga mówi to, o czym Ty wspominasz: zgódź się na to, że ona jest, żyje, spróbuj (choć zupełnie nie wiesz jak) się zaprzyjaźnić tak po prostu.
                  Uczucie do kobiety? A może tylko chęć posiadania?
                  Boże, gdyby tylko moje emocje były choć trochę słabsze, przewidywalne, stabilne, żyłbym se jak inni.
                  • ka-r-ol Re: black.kikut 29.11.11, 21:24
                    Fakt, masz co robić ze sobą.

                    Trochę głupio wplątywać w to tę dziewczynę... No nie?

                    Bo nie wygląda, żebyś powiedziałeś jej szczerze: słuchaj mam taki to a taki problem i staram się z sobą dojść do ładu. Jeżeli tylko się nie boisz i chcesz: pomóż. Jeżeli nie, zrozumiem.

                    Raczej wygląda, że relację z nią rozgrywasz na poziomie tego zaburzonego osobnika, który mieszka w Tobie, a nie tego bardziej dojrzałego, który stara się wziąć za tego pierwszego odpowiedzialność i jakoś nim pokierować.

                    Trzymam kciuki za postępy Twojej terapii.
                    • black.kikut Re: black.kikut 29.11.11, 22:55
                      Powiedziałem co mi jest i jak sprawa ze mną wygląda od razu, kiedy zorientowałem się, że relacja zaczęła się zacieśniać. Nie sądzę, by to był powód rozstania.
                      Nie ma mnie dwóch - jestem jeden, słabiuuutki :)
                      Dzięki za kciuki - każda para się przyda ;)
    • aleatoria Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 24.11.11, 22:32
      Bawi się Tobą, wykorzystuje Cię, traktuje też zapewne jak zabawkę do realizacji swoich erotycznych fantazji. Jedyne co można doradzić - rzuć go, koniec kropka, im wcześniej tym lepiej, choć pewnie będzie bolało - zaboli tak czy siak prędzej czy później, a nie będziesz już więcej traciła na niego czasu.
    • bzychnur Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 24.11.11, 23:06
      rzuc go w cholere i chodz do mnie.
      Tez nie chce zwiazju, ale nie wymagamgam tez zeby mnie kochano,
      wiec na pewno bedziesz na plusie :-)
    • dwadziescialattemu Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 00:08
      Cieszyć się?
      Małżeństwo jest mocno przereklamowane:)
    • tsuranni Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 07:21
      chore. To jest patologia
    • reszka2 Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 09:24
      O ile nie jesteś trollem - to jesteś łosicą do sześcianu, idiotką i kretynką, przy zerowym szacunku do siebie. Będziesz cierpiec i wić się jak glista, produkowac debilne posty na wszelkich mozliwych forach, w których bedziesz szukała uzasadnienia dla toksycznego związku - i dobrze ci tak. Przy takim poziomi braku szacunku do siebie - nie zasługujesz na normalnego, dobrego czlowieka.
    • suesueli Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 10:36
      Co masz zrobić...to co ja. Pare miesięcy temu uświadomiłam sobie ze nie jestem w związku tylkow układzie. Że to ja kocham, ja daje, ja jestem zaangażowana, a on bierze, bo jak ma podane na tacy to dlaczego miał by nie brać?! I przez te pare miesięcy tak jak Ty robiłam co mogłam aby zmienić ten stan rzeczy. Najpierw wymyśliłam, że może robię coś nie tak, zaczęłam sie zmieniać - nic nie dało. Potem zaczęłam z nim rozmawiać, oczywiście to też nic nie pomogło, ale za to jego wypowiedzi w stylu "ale przecież jest dobrze" gdy ja widzę, że nie jest uświadomiły mi to o czym już napisałam: tkwię w układzie, który mu bardzo odpowiada. I tak zaskoczony był bardzo gdy w końcu zdecydowałam sie to skończyć i dopytywał "dlaczego", i tak miałam momenty zawachania bo przecież "ja go kochałam". Ale teraz po paru tygodniach gdy mam już dystans czuję przedewszystkim duży szacunek do samej siebie, że nie daję się dalej wykorzystywać, teraz wiem że nie tego szukałam jedna osoba zwiazku nie pociągnie. Żebyś była szczęśliwa poszukaj kogoś kto bedzie chciał z Tobą związku.
    • rafaellov Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 10:41
      Uwazam ze w Twojej sytuacji jest drastyczne ciecie,poniewaz inaczej sie z tego nie wyleczysz a tylko bedziesz tkwic w tym jeszcze mocniej.Jemu jest łatwo bo z tego co piszesz to on bardziej traktuje Cie jako przyjaciolke dobra kumpele na ktora zawsze mozesz liczyc a przy tym nie musi sie okreslac.Uwierz mi ze on sie nie zmieni a TY bedziesz tylko bardziej cierpiala i łudziła sie za kazdym razem ze on zmieni zdanie....
    • jannicke Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 11:18
      przyjezdzasz w nocy pod prace!!!??? nie mozecie normalnie w dzien sie spotkac i spedzic czas razem? nie jestescie jak para, chyba, ze tylko w twoich wyobrazeniach. facet w ogole nie jest zainteresowany, pomijajac seks, co jakis czas, pomoc na studiach, prezenty....
      pomysl o sobie, bo to zaden zwiazek, a nadskakiwaniem nic nie zdzialasz.
    • tol-aaa Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 25.11.11, 14:09
      w Twoim wypadku widze jasne, jedynie wyjscie - zerwij calkowicie kontakt, musisz zadbac o siebie. Nie mozna tkiwc w czyms, co Cie wyniszcza.

      Na poczatku bedziesz cierpiala, ryczala ale wytrwaj. Jesli potrzeba, rozwies sobie kartki na scianach w domu z napisem "daj sobie spokoj".
      Po tygodniu juz poczujesz jak w kokonie, ktorym sie stalas zacznie tlic sie jakies piekne zycie... Twoje :)
      Zadbaj o swoj wolny czas. Zajmij sie soba, tym co sprawia Ci najwieksza przyjemnosc poza nim. Nie rzucaj sie w wir spotkan towarzyskich (ale tez nie stoń od nich) , naucz sie czerpac przyjemnos z bycia sama ze soba. Cofnij sie w czasie, jak funkcjonowalas bez niego, czym sie intersowalas i wroc do tego.
      Rob to na sile, poznije bedzie z gorki :-)

    • francesqa Re: Stare jak swiat - a jednak boli. 28.11.11, 22:10
      ciche_2011 jak bym mogla napisalambym na prv. ale chyba nie masz aktywowalnego maila.
      skad jestes?? tak z ciekawosci...? hm... cos mi ta historia sie znajoma wydaje. mysle ze moge ci pomoc :) daj znac!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka