Dodaj do ulubionych

Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zycie?

31.12.11, 15:51
Nadszedł kolejny ostatni dzień roku, i, jak co roku, podsumowuję swoje życie.

Jestem niezadowolona, sfrustrowana, właściwie mogę powiedzieć – nieszczęśliwa.
Mój mąż i dziecko pewnie też, chociaż córka jest jeszcze mała i po dziecięcemu ufna i radosna. Ale już widzę, że nasze nastroje odbijają się na niej.
Konkrety – moje ‘niespelnienie’ życiowe wynika z tego, że żyję na emigracji, a strasznie chciałabym wrócić do Polski. Jestem w UK już 5 lat, i co roku obiecuję sobie, że to już ostatni rok i wracam. Niestety, mój mąż zawsze odwiedzie mnie od tej decyzji. On po prostu nie chce wracać. Na początku twierdził, że tez nie chce zostawać tu na stałe, ale teraz już przyznaje otwarcie, że nie ma wracać po co do Polski. I faktycznie. Mąż nie ma żadnych specjalnych kwalifikacji, przerwał studia, wszystkie prace jakie mial są dośc przypadkowe. I nie zamierza już nigdy wracać na studia, nie ma tez pomyslu na jakiś konkretny zawód dla siebie, zresztą nielatwo by mu było bo ma już 32 lata.
W Polsce czekałaby go w najlepszym wypadku praca w jakiejś sieciówce za 2 tysiące na rękę. Tutaj pracuje fizycznie, ale dośc dobrze zarabia, no i ma luz w pracy, bo wiadomo, na zachodzie inna kultura pracy.
Ja z kolei mam pracę umysłową, i dojście do tego etapu zajęło mi sporo czasu. Cieszę się, że ją mam, ale mimo wszystko wiem, że w Polsce miałabym szanse na bardziej samodzielne stanowisko i podobny, a docelowo większy dochód niż tu kiedykolwiek.
Mam skończone studia i drugie przerwane, bardzo chcialabym je dokończyć (zostały mi 2 lata).

Dla mojego męża wszystko rozbija sie o finanse. Tutaj wynajmujemy ładny nowy dom z ogrodem, wydatki na dom i rachunki pochłaniają jakieś 35-40% naszego dochodu. Kolejne 30-35% to tzw. życie. A reszta, 30-40% zostaje na ubrania, rozrywki, ewentualne oszczędności. Proporcje wydawaloby się, idealne.

W Polsce na pewno zarabialibyśmy mniej, i na pewno na mniej moglibyśmy sobie pozwolić, bo nie mamy mieszkania. Pochodzimy z Warszawy, wiadomo, jakie są realia, musielibyśmy przeznaczyć minimum 2 tys. na rate kredytu i czynsz, i to raczej za małe mieszkanie w bloku, w starszym budownictwie, i/lub na peryferiach miasta lub pod, co wiązaloby się z dojazdami.

Mąż w awanturach ze mną ciągle wywleka te 2 kwestie. Że chcę zamienić piekny dom z ogrodem, który wynajmujemy na luzie, na mieszkanie w bloku i tracenie 2 godzin dziennie na dojazdy. A tu do pracy mamy oboje 15 minut pieszo lub 5 autem.

Na moje argumenty, że czuję się tu nieszczęśliwa, niespełniona, że tęsknię za rodziną i przyjaciółmi odpowiada, że wszystko to rozumie, ale że w życiu nie ma sentymentów, że tu mamy o wiele większe możliwości, że tu mogłabym iśc na kolejne studia i znaleźć jeszcze lepszą pracę itd. I że MOŻEMY myśleć o powrocie za kolejnych 5-10 lat, jak odłożymy jakąś konkretną kasę. Tymczasem o odkładaniu konkretnej kasy nie ma mowy, bo co roku mąż chce jechać na zagraniczne wakacje, co roku coś trzeba dokupić do domu, wyjazd do Polski raz na rok też coś tam kosztuje. Jesteśmy odlozyć w stanie maksymalnie 8-10 tysięcy zlotych rocznie , więc nie są to jakieś kokosy, i w kwestii zakupu mieszkania niewiele to zmienia.

Poza tym ja wiem, że z tym jego powrotem za parę lat to i tak wszystko ściema, że za 5-10 lat to ja już nie będę miała po co wracać, i wiem, że i mój mąz to doskonale wie, dlaczego więc mnie zwodzi, mydli mi oczy?
Już teraz, jeśli wrócę, będzie mi ciężko ruszyć od nowa, znaleźć pracę, jednocześnie kończyć 2 lata studiów. Mamy po 32 lata, córka ma 5 lat, właśnie zaczęła szkołę. Czego będę szukać w Polsce mając 37 lub 42 lata i 10 letnie lub 15 letnie dziecko?

Córka, jeśli zostaniemy, mentalnie będzie Brytyjką o polskich korzeniach, tu będzie sie uczyć, tu będzie miala znajomych, tu będzie cała jej przeszłość. Wiem, że jeśli nie wrócę w przeciągu 1-2 lat, to powrót już nie ma sensu.

Całymi dniami obmyślam sposoby na to, by spróbować jednak wrócić na jakiś czas, powiedzmy na 2-3 lata, i zobaczyć czy mam szanse na jakieś normalne pod względem finansowym funkcjonowanie w Polsce. Obliczam ile i na co będę musiala mieć, jak długo będę mogła szukać pracy, ile jeszcze muszę odłożyć zanim wyjadę... Niestety, w głebi duszy wiem, że to wszystko i tak nie będzie do końca miarodajne, bo tak naprawdę to tylko teoretyzowanie, a jaka będzie rzeczywistość? Poza tym wyjazd bez męża oznacza, że córka będzie za nim tęsknić, a on będzie musiał tutaj zostać dopóki ja nie znajdę pracy w Polsce... i będziemy tak zyć w rozkroku, pomiędzy Polską a Anglią.

Mąż niby się zgadza na tę probę, ale systematycznie probuje mnie nadal zniechęcać. W klotniach neguje i wręcz wyśmiewa wszystkie moje pomysły związane z tym, by na nowo ułożyć sobie życie w Polsce...

Jestem w totalnej rozsypce... od 2 lat leczę się na depresję, i funkcjonuję tak naprawdę coraz bardziej jak automat. Święta upłynęły nam ponuro, bo znowu wałkowaliśmy te wszystkie tematy, którymi mój mąż, cytuję „już rzyga”. Atmosfera w domu jest ciężka, często się albo kłocimy albo nie odzywamy do siebie. Mąż dużo pracuje, poza pracą praktycznie nie robi nic w domu, a ja, mimo tego że tez pracuję, większośc dni po południu i weekendy jestem z córką sama. Brak mi jednak cierpliwości dla niej, w ogóle cięzko mi się cieszyć czymkolwioek w obliczu tych wszystkich trosk. Na córce odbija się wszystko, tak więc mam coraz większe problemy z jej zachowaniem i dyscypliną... a mąż umywa od wszystkiego ręcę bo jest, cytuję, ‘zmęczony pracą’ i ‘ma dość ciągle życia przyszlością i gadania o Polsce’.

Nie wiem co więcej napisac, chaotyczny ten wątek. Podusmowując, napiszę jeszcze, że brakuje mi dystansu już do tego wszystkiego, a i rodzina czy znajomi nie sa w stanie mi pomóc, zmęczeni już tym tematem... stąd też pomysł założenia wątku. Wiem, że moim największym problemem w tym wszystkim jest brak umiejętności (woli? jaj? odwagi?) aby podjąc decyzję i ruszyć z miejsca.
Jeśli ktokolwiek miał czas i ochotę to przerczytać i mógłby napisac coś konstruktywnego, to z gory dziękuję.
Obserwuj wątek
    • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:14
      zastanow sie, na ktorej rodzinie Ci bardziej zalezy
      Twojej wlasnej
      czy calej reszcie pociotek
      • doral2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:19
        albo nad tym, czy lepsza bida z przyjaciółmi, czy w miarę przyzwoite życie bez nich.
        a swoją drogą, przyjaciół można mieć również na emigracji.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:41
          doral2 napisała:

          > albo nad tym, czy lepsza bida z przyjaciółmi

          ale dlaczego bida? bida to może czekać ale jej męża, który był leniwy i bez ambicji i nie zdobył ani wykształcenia ani konkretnego zawodu

          Ona jeśli jest ambitna, dokończy drugie studia (będzie miała 2 fakultety), biegle zna angielski i ma doświadczenie w pracy umysłowej to myślę, że znajdzie pracę w Warszawie w jakiejś korporacji za 3-4 tysiące zł netto minimum.

          Gdyby jej mąż był co najmniej tak samo ambitny to bez problemu by uzyskiwali razem dochody miesięczne rzędu 7-8 tysięcy złotych a to wystarczy na w miarę przyzwoite życie i nie klepanie biedy jak to niektórzy sugerują w tym wątku

          dziękuję za uwagę



          • pendzacy_krolik Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:59
            wez czlowieku sznur i idz do lasu.


            jan_hus_na_stosie2 napisał:

            > bida to może czekać ale jej męża, który był leniwy i bez amb
            > icji i nie zdobył ani wykształcenia ani konkretnego zawodu
            >
            >> dziękuję za uwagę
            >
            >
            >
      • marguy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:29
        miau_weglowy napisała:

        > zastanow sie, na ktorej rodzinie Ci bardziej zalezy
        > Twojej wlasnej
        > czy calej reszcie pociotek


        Amen.
        Nic dodac nic ujac. Z jednej strony rozumiem, bo nie wszyscy sa stworzeni do zycia poza krajem i jest im trudniej, z drugiej widze, ze sama pompujesz probvlem do niewiarygodnych rozmiarow.
        Na dodatek, jesli wrocisz do Polski, to bedziesz miala inny problem - brzydkie mieszkanie, daleko do bylejakiej pracy, niskie zarobki. Nie jestem cyniczna ale doskonale wiem o tym jak bardzo moze zaczac w zyciu przeszkadzac obnizenie stopy zyciowej. Nawet czasowe.
        Niby pieniadze szczescia nie daja ale czlowiek przyzwyczaja sie bardzo szybko do tego, ze bardzo ulatwiaja zycie.
        I jeszcze jedno - nie wrocisz juz do tego samego kraju, bo wszystko sie zmienia: ludzie, miejsca, warunki pracy, itp.
        Na dodatek, w dzisiejszych czasach wszedzie jest blisko. Dwie godziny lotu do Warszawy.
        Swiat zrobil sie maly, jest internet, tanie lub darmowe telefony itp.
        Przestan wiec sobie i innym zawracac glowe i sprobuj sie wzyc w spoleczenstwo w ktorym zyjesz. Tym bardziej, ze przeciez w Anglii jest wciaz sporo Polakow i z pewnoscie predzej czy pozniej poznasz jakichs ludzi do rzeczy.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:35
          marguy napisała:

          > Z jednej strony rozumiem, bo nie wszyscy sa stworzeni do zy
          > cia poza krajem i jest im trudniej

          no właśnie chyba tego za bardzo nie rozumiesz...

          A niby dlaczego nie mogą spróbować wrócić i zobaczyć jak tu będzie? Co ich trzyma? Wynajmowany dom? Praca, którą mogą w każdej chwili stracić lub znaleźć nową?

          A jej mąż bez ambicji, nie tylko nie zdobył żadnego wykształcenia ale także żadnego konkretnego zawodu i trzęsie portkami... Sorry, ale 32 lata to wystarczająco dużo aby mieć konkretny fach w ręku i nie bać się zmian

          Niektórzy złośliwi mówią, że na wyspy wyjechali nieudacznicy, którzy nie potrafili dać sobie rady we własnym kraju, no i w przypadku jej męża wychodzi na to, że to może być prawda...




    • chcesztomasz Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:23
      A co ci się konkretnie nie podoba na tej emigracji. Bo jak otaczasz się fajnymi ludźmi to wszędzie jest przyjemnie, nawet jak to nie starzy polscy przyjaciele i rodzina.
    • ezoterycznypoznan tl;dr 31.12.11, 16:23
      tl;dr
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:29
      ja bym wrócił do Polski nawet jeśli oznaczałoby to rozwód, ale ja nie umiałbym żyć jako emigrant, pewnie rok, dwa lub trzy bym wytrzymał, dłużej raczej nie





      • pendzacy_krolik Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:00
        bo dupa jestes

        jan_hus_na_stosie2 napisał:

        > ja bym wrócił do Polski nawet jeśli oznaczałoby to rozwód, ale ja nie umiałbym
        > żyć jako emigrant, pewnie rok, dwa lub trzy bym wytrzymał, dłużej raczej nie
        >
        >
        >
        >
        >
        • thelma.333 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:06
          dlaczego obrażasz kogoś, tylko dlatego, ze nie chce emigrować z polski?
          z wpisów raczej mogę wnioskować, ze to Ty się nie popisałaś w życiu zawodowym;
          ja mieszkam na emigracji i wiedzie mi się dobrze a tez miewam myśli o powrocie;
      • ckm1 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 21:33
        bo emigracja, drogi Janie, jest dla twardzieli a nie dla mięczaków, a ty jak wnioskuję z twoich wpisów, jesteś mięczakiem, dla którego praca w korpo będzie pełnią szczęścia.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 22:11
          jasne, bo emigranci to w korporacjach nie pracują :DDD

    • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:52
      pracuję trochę w korporacji i znam ludzi, mam kolegów z liceum, którzy po studiach wyemigrowali, jeden do USA, drugi do Wielkiej Brytanii

      i wiesz co? Wszyscy wrócili, jeden jest dyrektorem regionalnym w radiu Eska, drugi wysokowykwalifikowanym inżynierem (na emigracji pracował w zawodzie, na początku za psie pieniądze, ale w ZAWODZIE! potem awansował i kasa się zwiększyła, ale wrócił), mój jeden z obecnych przełożonych też studiował i pracował w UK, ale wrócił! Jest dyrektorem i ma dopiero trzydzieści kilka lat...

      Większość osób z głową na karku wraca bo wie, że w tym kraju można normalnie żyć o ile się chce, ma ambicje, nie boi ciężkiej pracy i doświadczenie zdobyte zagranicą.


      • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:59
        nie kazdy ma marzenia typu:
        z zawodu jestem dyrektorem
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:04
          bym Ci wkleił linki do profili tych ludzi na Golden Line to byś zobaczyła, że zaczynali od zera!

          Ten kolega (mój rówieśnik), który jest dyrektorem w Esce, wkleję Ci jak zaczynał:

          miejsce pracy -> restauracja w USA, Texas
          stanowisko -> Pomoc kelnera

          wyjeżdżał do pracy w wakacje gdy jeszcze studiował, nie ma jakoś szczególnie zamożnych rodziców, do wszystkiego dochodził sam


          • miau_weglowy ale jaki z tego moral? 31.12.11, 19:15
            bo ja np. znam tzw udacznikow ;P, ktorzy nie planuja powrotu, za to pzoostanie, gdzie sa (kraj), lub przeprowadzke do innego kraju, ktory LUBIA (i to jest glowna przyczyna)
            wiec dwoch dyrektorow dla mnie nie ma zadnej sily przekonywania (p.s. nie lubie eski, ale to tylko uwaga na marginesie, nie moglam sie powstrzymac ;P)
            wez moze raz kiedys pod uwage ROZNE cele roznych ludzi i ich osobiste odczucie poziomu zadowolenia z zycia
            p.s.2. znam pana fizycznie pracujacego, z ktorym bylo zawsze o czym pogadac, natomiast z jego dyplomowana zona nigdy. czy mam wyciagnac wniosek dotyczacy wszystkich ludzi z tego i niby jaki? przeciez to bezsens generalizowac tak, jak Ty czesto
            • jan_hus_na_stosie2 Re: ale jaki z tego moral? 31.12.11, 19:20
              a ja ci powiem, że WIĘKSZOŚĆ ludzi źle się czuje w roli emigranta, większość wyjeżdża za chlebem, w PRLu dochodziły też prześladowania, liczba ludzi, która wyjechała za granicę z innych powodów to niewielki ułamek

              Gdyby ludzie tak kochali emigrować to w ciągu 50 lat narody tak by się wymieszały ze sobą, że można by zlikwidować wszystkie granicę, albo przynajmniej większość

              • miau_weglowy Re: ale jaki z tego moral? 31.12.11, 19:26
                nie wiem, byly jakies badania? ;P
                + co mnie obchodzi, co czuje mityczna wiekszosc
                robie to, co dobre dla mnie, kieruje sie tym, jak ja sie czuje :)

                jesli ona nie umie sie odnalezc, pewnie musi wrocic, ale w jej sytuacji, jak pisalam, raczej porazka dla zwiazku z tego wyniknie (i nie oceniam tu absolutnie, kto co powinien w tym zwiazku)

                narody znowu tak bardzo sie nie moga wymieszac, bo - chociaz to normalne, ze emigruje sie za lepsza prace (przynajmniej wg mnie) - to nie wszedzie sie emigruje, bo nie wszedzie jest oferta lepszej pracy. poza tym jest jednak mnostwo przeszkod formalnych w poruszaniu sie pomiedzy granicami, nie przesadzajmy, jeszcze nie ejst tak slodko
                • jan_hus_na_stosie2 Re: ale jaki z tego moral? 31.12.11, 19:36
                  drażni mnie takie piepr.zenie tych co wyjechali jak to jest źle w Polsce a jak dobrze zagranicą, a większość z tych co wyjechało nie żyje w luksusach, nie ma lepszych mieszkań niż ci co zostali w Polsce i wcale nie jeździ lepszymi samochodami

                  a wszystko co mają to mają na kredyt, czyli tak samo jak w Polsce
                  autorka wątku sama przyznaje, że nie mają odłożonych żadnych oszczędności, tak jak większość Polaków zagranicą, gdyby żyło im się tak dobrze jak piszą po forach to w ciągu 5 lub więcej lat życia zagranicą mieliby odłożone przynajmniej na kupno małego mieszkania w Polsce w dużym mieście, ale jakoś dziwnym trafem większość tych emigrantów nie ma takiej kasy


                  • miau_weglowy Re: ale jaki z tego moral? 31.12.11, 19:44
                    rozumiem, nie mysl, ze nie
                    prawda jest taka, ze wiele osob w ten sposob chce sobie poprawic wlasny wizerunek (to jest temat jak Amazonka ;))
                    wez na to poprawke i nie goraczkuj sie ;)
    • pendzacy_krolik Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 16:58
      maz ma racje. jestescie jeszcze mlodzi, na dorobku. na sentymentyi powrot macie jeszcze czas. powiem tak: jesli nie bedziecie grac do jednej bramki to sie rozstaniecie. a tu co was czka? po kilku miesiacach euforii szarowa i harowa. tak jak u mnie; 30 lat pracy i dwa tysiace na reke i cowieczorna modlitwa o zdrowie i dostep do lekarzy na nfz. (lecze sie prywatnie). sluchaj meza,dobrze ci radze.
      • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:05
        pendzacy_krolik napisała:

        > a tu co was czka? po kilku miesiacach euforii szarowa i harowa. tak
        > jak u mnie; 30 lat pracy i dwa tysiace na reke i cowieczorna modlitwa o zdrowie
        > i dostep do lekarzy na nfz.

        nie porównuj innych do siebie


        • miau_weglowy Janie: 31.12.11, 19:18
          zapamietaj swoja zlota zasade, ktora wlasnie wyglosiles do krolika :D
    • samentu Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 17:00
      wasz związek już jest tylko pusty i formalny
      tak może jeszcze sie to ciągnąć bo nienawiśc buduje się powoli
      ale nie ma się co czarować
      wasze cele życiowe różnią się kompletnie
      co jest konsekwencją wchodzenia w zwiazki nie znajac się wzajemnie
      i poznawanie w trakcie
      • pendzacy_krolik Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 17:01
        pusto to masz ty pod sufitem.jak mozesz cos takiego jej sugerowac, ingerowac w zwiazek, ktory caly czas sie buduje?!!! ile masz lat,ze wyjezdzasz z takimi "poradami"? i co soba reprezentujesz?



        samentu napisał:

        > wasz związek już jest tylko pusty i formalny
        > tak może jeszcze sie to ciągnąć bo nienawiśc buduje się powoli
        > ale nie ma się co czarować
        > wasze cele życiowe różnią się kompletnie
        > co jest konsekwencją wchodzenia w zwiazki nie znajac się wzajemnie
        > i poznawanie w trakcie
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 17:06
          weź łyknij sobie winka sfrustrowana kobieto

        • thelma.333 Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 17:08
          samento b.dobrze napisał, ja odniosłam identyczne wrażenie po pierwszym poście autorki;
        • samentu Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 17:29
          ingerowac w
          > zwiazek, ktory caly czas sie buduje?


          a ile on się będzie jeszcze budować?
          bo moim skromnym zdaniem powinien być zbudowany zanim się dziecko pojawiło
          poza tym niczego nie sugeruje
          zrobi jak będzie chciała
          oceniam tylko po jej opisie stan rzeczy
          • miau_weglowy Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 31.12.11, 19:22
            nietsety tak to wyglada wlasnie, ze kazdy ma tam swoje cele, ale wspolnych nie ma
            byloby chyba lepiej usiasc i sie dogadac, tylko to nie takie latwe

            autorka moze znalezc prace w Polsce, wrocic i sprobowac, z tego, co widze, maz jakby sie na to zgadza,
            tylko nie na zasadzie, najpierw wroce a potem sie zobaczy, najpierw znalezc prace,a potem wrocic
            tylko jakos nie robilabym sobie na jej miejscu nadziei na przetrwanie zwiazku
            tak to wyglada z opisu...
          • anna_sla Re: Ciekawe, ile jeszcze wytrzymasz 01.01.12, 20:36
            samentu napisał:

            > a ile on się będzie jeszcze budować?
            > bo moim skromnym zdaniem powinien być zbudowany zanim się dziecko pojawiło

            a budowałeś kiedyś taki związek? Masz o tym pojęcie? Możesz zgrać się z partnerką niemal idealnie w kilka miesięcy czy nawet lat, a po urodzeniu się dziecka wszystko się zmienia i jak i po czym możesz wnioskować, że wszystko będzie super? Do tego dodaj zmieniające się ciągle doświadczenie życiowe, zmiany hormonalne w organizmach obojga i wyjdzie Ci, że zabrakło CI życia aby zbudować dokładnie tak jak sobie to wyobrażałeś.

            Ja ze swoim 3 lata byłam zanim zamieszkałam, a potem kolejne 3 mieszkaliśmy bez ślubu. I kolejne 2 minęły nim się dziecko urodziło a ciąża była słodkim dla naszego związku okresem. I co? I dupa wyszła po porodzie, ja dostałam depresji, teściowa kociokwiku, zaczęło grzmieć w rodzinie w następstwie jej poczynań, moja mama trochę też dała czadu, a mój mąż tego nie zniósł za dobrze. Cały nasz piękny miodowy 8-letni związek poszedł się j...ać. A jak nam się wydawało, że już będzie dobrze spowiliśmy kolejne nasze ksero i okazało się, że to dwa ksera (po jednym dla każdego :P) i mąż ofisiał tak, że musiałam wystawić mu walizki za drzwi.

            Każda sytuacja zmienia punkt widzenia, nie wszystko idzie tak jak planujemy i tylko przeżywając to na bieżąco BUDUJEMY ów związek albo wyrywamy chwasty, bo tak naprawdę nie wiesz co będziesz czuł słysząc conocny ryk niemowlęcia, nie wiesz jak zareagujesz, że zostaniesz ojcem bliźniaków, nie wiesz co zrobisz ze swoim związkiem jak się okaże, że straciłeś pracę lub staliście się niewydolni finansowo. I Twoja partnerka też tego nie wie. Może Wam się tylko coś wydawać, ale to życie weryfikuje to MOŻE i na tym buduje się związek wciąż i nieustannie. Tak, że pleciesz gościu trzy po trzy.
    • thelma.333 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:00
      poczytaj sobie ten watek, a najlepiej wrzuć w wyszukiwarkę forum : powrót do polski;
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,131309824,131309824,takie_dylematy_prosze_o_spojrzenie_z_boku.html
      niestety ja nie jestem w stanie Ci doradzić, ale skoro masz problem z mieszkaniem zagranica, to zamiatanie go pod dywan nic nie da, oprócz frustracji;
      myślę, ze nie powinno być tak, ze mąż ignoruje Twoje uczucia, tylko dlatego, ze sam nic nie osiągnął - i nie osiągnie - i chce żyć w wynajmowanym domku; i co, tak wynajmować do końca życia? czy może liczy, ze Ty się weźmiesz do roboty i zarobisz na kupno w tym UK?
      ogólnie nie podoba mi się ta postawa;
      moim skromnym zdaniem skoro mąż nie chce zmian, do Ciebie należy inicjatywa;
      bo trwać w takiej frustracji nie dasz rady;
      • samentu Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:33
        mąż ignoruje Twoje uczucia, tylko dlatego, ze
        > sam nic nie osiągnął - i nie osiągnie

        bo nie chce osiągać
        i na tym polega problem
        on już jest zrealizowany i chce by to co jest trwało jak jest do zgonu
        ona nie jest i ma frustrację, która tylko będzie narastać
    • beverly1985 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 17:36
      Ja bym próbowała szukać pracy w Polsce z UK- przez Internet, dolatujac na rozmowy kwalifikacyjne, odbywając je przez telefon. I gdybym znalazła dobrze płatną pracę to wtedy wróciłabym do Polski- najlepiej od razu z dzieckiem i mężem i wynajęła mieszkanie blisko tej pracy :) (tak, w Polsce tez mozna wynajmowac, nie trzeba się pakować w kredyt, który wraz zczynszem na pewno wyjdzie wiecej niż wspomniane przez ciebie 2 tys. miesięcznie).
      Szukałabym nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach.

      Chyba nie ryzykowałabym, przeprowadzki "w ciemno"- bez mieszkania i pracy.
      • largecoffe Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:06
        Myślę, że Twój mąż się boi. Teraz zarabia nieźle i ma miłe uczucie, że zabezpiecza być Waszej rodziny. W Polsce to Ty masz większe szanse na pracę i rozwój, on w najlepszym razie będzie robił to samo, tylko za mniejsze pieniądze. Nie będzie już tak pięknie. Być może ten strach jest silniejszy niż dbałość o Ciebie i Twoje marzenia. A być może Twój rozwój po prostu go nie obchodzi. Rozumiem, dlaczego chcesz wrócić. Wiem, że niektórym nie przeszkadza, że ich dzieci stają się powoli Brytyjczykami, ale są i tacy, którzy tego nie chcą. Nasz stosunek do korzeni i rodowodu wynika z wychowania i trudno to zmienić. Współczuję Ci tego rozdarcia bo przeżyłam coś podobnego, za nic na świecie nie chcę już mieszkać poza Polską. Obiektywnie przyznaję, ze mi się w miarę udało, mam pracę i rozwijam się. Pogadaj z mężem, nie o powrocie, tylko o swoich marzeniach i o tym, czy wasze plany się pokrywają.
        • marzeka1 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:19
          Moja szwagierka wróciła, a po roku znowu spakowała się i wróciła do Londynu- pracę znalazła, ale kompletnie nie satysfakcjonowały ją zarobki, fakt- nie była z W-wy i nie tam szukała pracy; w ciągu roku powrotu- spore rozczarowanie rzeczywistością w Polsce, którą ty idealizujesz.
          • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:31
            jeszcze napisz jakie wykształcenie ma szwagierka i jaką pracę wykonywała w Wielkiej Brytanii

      • noworoczn_coroczne_dylematy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zycie 31.12.11, 18:16
        Dziękuję za wszystkie komentarze. Także te złośliwe;)
        Oczywiście mój maz jak najbardziej chce wziąć tutaj kredyt, to ja nie chcę, a on sam nie dostanie wystarczającej koty aby kupić dom w sensownej okolicy. Ja zaś nie chcę aby mnie cokolwiek tutaj trzymało...

        Wyjeżdżając z Polski nie mieliśmy wcakle dramatycznej sytuacji. Jako bezdzietnej parze żylo nam się nieźle, zarabialiśmy razem 5 lat temu ok 4 tysięcy netto, a za najem mieszkania płaciliśmy jedynie 1000zl plus 200 rachunków. Kredyt nie byl wtedy możliwy ze względu na umowy na mininalną płacę. Tak więc naszym problemem był brak mieszkania, i zakładaliśmy, że wyjeżdzamy na jakis czas aby odłożyć na wkład własny.

        No a potem urodziło się dziecko, więc nie mogliśmy oboje pracować full time, i oszczędzać nie było jak. Potem jak już mala poszla do przedszkola, dobijaly nas koszty przedszkola. Po tych 5 latach 'dorobiliśmy' się samochodu i wyposażenia mieszkania, tak więc niewiele mamy, a wedle teściowej nic nie mamy... Dopiero teraz, kiedy córka poszła do szkoły i nie płacimy kosmicznych kwot za jej przedszkole, możemy cokolwiek odkładać.
        Tyle, że moj maz nie chce. On by owszem, odkładał - na wakacje, na lepszy sprzet, na drozsze ciuchy. A mi na tym nie zalezy. Wolę tansze wakacje i tansze ciuchy, ale wlasne mieszkanie i poczucie, ze jestem u siebie.

        Nie potrafię na chwile obecna powiedziec juz czy jeszcze kocham meza. Czuje sie zmeczona i rozczarowana... ale trudno mi zdecydowac sie na to by odejsc. Do tej pory go usprawiedliwialam, bo biorac pod uwage z jakiej rodziny pochodzi i jakie mial problemy, to i tak wyszedł na ludzi. Jest dobrym ojcem. Kiedyś uważałam, że jest dobrym czlowiekiem... ale teraz już nie jestem tego taka pewna, bo czy ktoś dobry może programowo lekceważyć potrzeby najbliższej osoby?

        Co do mojego niedostosowania do bycia tutaj. Niby nie ma dramatu, bo mam swoje grono znajomych, w pracy tez jest niby OK. Ale coraz czesciej przekonuje sie, ze zawsze bede tu obywatelem drugiej kategorii. I jak kiedyś miałam to gdzieś, tak teraz przeszkadza mi to.
        Poza tym do pewnych rzeczy, do pewnych aspektów mentalności tubylców ciężko mi się przyzwyczaić, i choć niby jestem doskionale zasymilowana, to jednak sa sytuacje w ktorych czuje sie obco. Po prostu wiem, że w Polsce zawodowo i towarzysko bylo mi zawsze o wiele, wiele lepiej, i zawsze byłam w jakims sensie 'kimś', a tu jestem nikim...

        Kompleksy, wiem.
        • samentu Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:20
          On by owszem, odkładał - na wakacje, na lepszy sprze
          > t, na drozsze ciuchy. A mi na tym nie zalezy. Wolę tansze wakacje i tansze ciuc
          > hy, ale wlasne mieszkanie i poczucie, ze jestem u siebie.
          >

          sama sobie odpowiedziałaś
          fundamentalne różnice celów
          ponieważ on nie zamierza iśc na kompromisy (walczyć o związek)
          pytanie ile Ty wytrzymasz
          a wasz związek już dzis na równi pochyłej
          -----------------
          Money making is a wonderful thing:)
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:21
          to nie kompleksy, to po prostu nie oszukiwanie się, ZAWSZE obcokrajowiec będzie tym gorszym, zawsze, nawet jeśli będzie zarabiał tyle samo co inni lub więcej, nawet jeśli wszyscy będą się do niego uśmiechali, zawsze będzie tylko imigrantem, dopiero jego dzieci mają szansę na pełną akceptację i zupełną asymilację

          • samentu Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:24
            dzieci nie
            ona będą rozdarte i wszędzie obce
            dla Brytyjczyków będą Polakami
            dla Polaków Brytyjczykami
            dopiero wnuki zostaną zaakceptowane
            • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:35
              uwierzyliscie w jakies mity, ktore z upodobaniem pisze sie i powtarza

              przede wszystkim, czy ktos bedzie, czy nie, akceptowany, zalezy tez od jego chcenia bycia zaakceptowanym:
              jesli na kazdym kroku bedzie podkreslal roznice, swoja wyzszosc, nie bedzie ciekaw kraju, w ktorym mieszka, tubylcow - oczywiscie, ze nie ma szans.
              jak na wlasne zyczenie chce sobie zafundowac izolatke, powodzenia!
              • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:39
                to nie mity, dla mnie nigdy obcokrajowiec nie będzie tym samym co Polak, choćby się nauczył perfekto języka polskiego i wkuł na pamięć historię Polski począwszy od Mieszka a na PRLu skończywszy i wierz mi, że takich jak jest więcej






                • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:45
                  a dla mnie jest to obojetne
                  dasz wiare? ;)
                  wazniejsze, jakim jest czlowiekiem
                  • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:53
                    to idealizm a nie realizm

                    • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:59
                      jakkolwiek to sobie sklasyfikujesz na swoje potrzeby ... ;)
                • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:59
                  jan_hus_na_stosie2 napisał:

                  > to nie mity, dla mnie nigdy obcokrajowiec nie będzie tym samym co Polak, choćby
                  > się nauczył perfekto języka polskiego i wkuł na pamięć historię Polski począws
                  > zy od Mieszka a na PRLu skończywszy i wierz mi, że takich jak jest więcej
                  >
                  >

                  s.anie w banie drogi janie, nie byles chyba nigdy dluzej za granica to nie wiesz.
                  To nie tak ze beda Cie traktowac jako kogos GORSZEGO bo nie jestes miejscowy, tylko jako po prostu kogos obcego, i to nie zaleznie czy jestes Polak czy Australijczyk (mowie o UK- bo stad mam doswiadczenia). Takie samo poczucie wyobcowania towarzyszy ludzia ktorzy do UK emigruja z wielu krajow, z USA czy Australii tez - czyli krajow anglojezycznych.
                  Polacy czesto za to sobie jeszcze ''dopisuja' ze to poczucie obcosci zawdziecza temu ze traktuja nas jako kogos gorszego. Nie gorszego a innego, a to bycie 'obcym' jest normalne. Niektorzy sobie z tym radza lepiej, inni gorzej. Ogolnie emigracja jest ciezka i trzeba miec specjalne atrybuty- byc otwartym, elastycznym, odpornym na stres, i miec latwosc adaptacji. Jesli nie- to albo czeka depresja i wieczne poczucie ekstremalnego wyobcowania, albo zamykanie sie w polskim gettcie.
                  • miau_weglowy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:00
                    dorzuce, ze na to samo skarza sie Brytyjczycy, ktorzy wyemigrowali do innych krajow
                    jak pisalam: nie ma lekko ;)
                    • koham.mihnika.copyright tu w Australii angole sa "pieszczotliwie" zwani 01.01.12, 11:07
                      POM - prisoner of mother England :-{)
                      Zjawisko tak usilnie wciskane przez Jasia jest powszechne w faterlandzie -wir sind immer fremde.
                      Ostatnio poslalem pare wujow facetowi, ktoremu nie podobal sie moj akcent, wspominal cos o faszystach i odsylal do domu. To mu zrobilem wyklad o pierwszym obozie koncentracyjnym i zachowaniu podczas wojny. generalnie zasugerowalem zeby sie oddalil w miare szybko.
                      Mam tutejszy paszport i takiego ciecia olewam szerokim lukiem.
                • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:59
                  glupi rasista, dziekujemy za przyznanie sie do swojej orientacji
                  • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:03
                    naucz się czytać ze zrozumieniemcw...u



                    • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:33
                      po co,ja juz wiem
          • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:58
            takie romki-teoretycy zawsze mnie rozsmieszali, moze za duzo Faktow czytasz? jestem misiu na emigracji, no kurna ponad 6 lat i jedynie co wzbudzam to zachwyt i szacunek,rozuiem ze ty jak bys przyjechal to bys sie czul gorszy - takich frajerow sie od razu wyczuwa, potem frajerzy wracaja do polski i kolko sie kreci
            normalnie wala mnie taki watki o emigrantach ale tutaj juz przegiales - pojedziesz na emigracje, posiedzisz to bedziesz mogl opowiadac
            co za balwan...
            • jan_hus_na_stosie2 [...] 31.12.11, 20:01
              Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
              • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:35
                twardy gosc z ciebie ....
                prawie masz racje - nie wracam do polski natomiast a frajerem jestes ty,wystarczy twoje posty poczytac
          • 83kimi Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 02.01.12, 10:25
            jan_hus_na_stosie2 napisał:

            > to nie kompleksy, to po prostu nie oszukiwanie się, ZAWSZE obcokrajowiec będzie
            > tym gorszym, zawsze, nawet jeśli będzie zarabiał tyle samo co inni lub więcej,
            > nawet jeśli wszyscy będą się do niego uśmiechali, zawsze będzie tylko imigrant
            > em, dopiero jego dzieci mają szansę na pełną akceptację i zupełną asymilację
            >

            Przesadzasz. Też nie mieszkam w Polsce i czuję się tak samo jak w Polsce, mam tu znajomych, pracę i prawdę powiedziawszy nie widzę większej różnicy pomiędzy mieszkaniem tutaj a w Polsce nie w mieście rodzinnym. Teraz wsiadam w samolot i po 3 godzinach jestem w Polsce, jakbym mieszkała w Polsce, ale nie tam, gdzie moi rodzice, wsiadałabym w auto/pociąg i też po kilku godzinach byłabym w Polsce.
            Tylko ważne jest, żeby się nie izolować, ale brać udział w życiu społecznym.
        • mumia_ramzesa Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 18:44
          Macie rozne priorytety i rozne wizje przyszlosci, wiec nie wyglada to rozowo.
          Skoro planowaliscie wyjazd w celu zarobkowym to nalezalo od poczatku oszczedzac. Nie ma obowiazku mieszkania w domu (jeszcze zalezy czy to wolnostojacy czy segment)w dobrej dzielnicy. Mozna bylo wynajac 2-pokojowe mieszkanie. To ogromna roznica w wydatkach. Teraz zyjecie tak, jakbyscie mieli zostac tam na zawsze.
          Ty nie mialas nic do powiedzenia na temat msca spedzania urlopu i wydatkow na in. rzeczy? Narzekasz na meza, ale chyba nie jestes bezwolna kukla?
    • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:22
      mialam podobnie jak Ty- tyle tylko ze nie mialam dziecka, z moim facetem dodatkowo sie rozmijalismy- ja pracowalam w ciagu dnia, mialam prace w biurze potem w banku, on pracowal na zmiany i czesto wracal w nocy, nie widywalismy sie. Poza tym wiedzialam ze w Polsce mialabym szanse na o wiele lepsza prace niz ta w UK - ale nie bylam pewna czy chce do Polski wracac?? On mial zupelnie inne ambicje.
      Przyjaciele sa, owszem, ale jednak- zawsze jest poczucie obcosci.
      Tez mialam takie dylematy jak ty.
      Narazie postanowilam sie z nim rozstac, nie wiem jeszcze co zrobie?

      Tobie doradzam, jesli czujesz sie nieszczesliwa, masz depresje i nie czujesz sie dobrze za granica- wez dlugi urlop, spakuj walizke i przyjedz na miesiac do Polski. Zobaczysz jak jest, i moze sie rozmyslisz. Warto walczyc o swoje szczescie.
      Nie ma co wlasciwie teraz nad tym debatowac- ale powiem ci tak- zwiazalas sie z facetem bez ambicji. BO i on bedac w UK tyle lat co Ty mogl skonczyc studia, znalezc lepsza prace niz fizyczna i sie rozwijac. Dzis pewnie nie balby sie wracac do Polski, bo mialby zupelnie inne perspektywy. No ale masz co masz i musisz cos z tym zrobic.
      • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 19:31
        aha, i zebys za np. 2 lata nie obudzila sie tkwiac w zwiazku bez przyszlosci i do tego bez zadnego zabezpieczenia- zaloz sobie konto oszczednosciowe ISA - kazdy bank ma, rozne sa oprocentowania, mozna chyba do £7tys wplacic rocznie bez opodatkowania. I sobie odkladaj, co miesiac £200 czy nawet mniej, bedziesz miec swoja kase na 'czarna godzine'. A cos mi sie wydaje ze taka moze byc.
        JEsli nadal nie jestes pewna co zrobic - czy zostac.wracac, to zapisz sie na studia w UK- wiele jest bezplatnych, na podyplomowe mozna dostac sponsora, i wtedy np. zamiast £6000 za rok placisz tylko £600, ale rozjerzyj sie i zacznij dzialac! GO GIRL!!!
        • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:01
          nie mieszaj jej w glowie, nie bezplatnych a jak zacznie jakies i rzad za to zaplaci to i tak bedzie musiala splacac jak ucieknie do polski
          • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:05
            spawacz.drewna napisał:

            > nie mieszaj jej w glowie, nie bezplatnych a jak zacznie jakies i rzad za to zap
            > laci to i tak bedzie musiala splacac jak ucieknie do polski

            nie bedzie, za kredyt studencki czy grant sie placi - to fakt, za sponsoring - nie. A finansuja taki sponsoring rozne orgaznizacje z UK i UE. Takze w praktyce mozna miec oplacone studia i dostawac kieszonkowe, tylko trzeba sie zakrecic. Zreszta jak sie bedzie dowiadywac to przy okazji tej informacji tez udziela.




            • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:33
              teoretycznie tak ale praktycznie malo kto bedzie sponsorowal studia jakiejs kobiety z Polski tym bardziej, ze teraz to 9k za rok
              • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:44
                spawacz.drewna napisał:

                > teoretycznie tak ale praktycznie malo kto bedzie sponsorowal studia jakiejs kob
                > iety z Polski tym bardziej, ze teraz to 9k za rok

                rozumiem ze tak sobie tu teoryzujesz- ze ' ktos nie bedzie splacal studiow jakiejs kobiecie z polski' hahaha. Wielu moich znajomych - 'jacys tam mezczyzni i kobiety z Polski' ( i nie tylko z Polski) robilo podyplomowke w UK i 'ktos' im 'sponsorowal' te studia, i raczej nie ogladal sie na to czy ktos jest z Polski czy z Francji, generalnie chodzilo o to by byc z UE i zalapac sie do tej akurat organizacji. A jest ich sporo, tylko trzeba poszukac, kazdy Uni ma swoich wlasnych.
                Aha, dotyczy to osob ktore pierwszy raz studia podejmuja w UK.
                Za studia normalne- czyli nie PHD czy podyplomowe mozna sie ubiegac o sponsoring z SAS (Szkocja) - ale to jest bardziej pozyczka, i jak sie zarabia powyzej jakiejs kwoty to trzeba oddawac iles procent co miesiac z pensji.
                A takiemu malkontenctwu, marudzeniu i zakladania od gornie porazki - mowie nie. Zwlaszcza dzis.
                • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:52
                  kolejny znawca i mityczni znajomi (wielu)... niewazne...happy new year...
                  • lonely.stoner Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 13:57
                    spawacz.drewna napisał:

                    > kolejny znawca i mityczni znajomi (wielu)... niewazne...happy new year...

                    a tak, znawca, w UK mieszkam juz dosc dlugo i sama namyslam sie nad pojsciem na studia podyplomowe, zbieram informacje i akurat tak sie sklada ze sporo moich znajomych studiuje. Nie wiem czemu tak ciezko ludziom w to uwierzyc ze moze byc dobrze?? moze po prostu ciezkie zycie tak przygniata ze nie tylko sobie samemu ale i innym podcinasz skrzydla zanim jeszcze zdaza wystartowac? do autorki watku - nie sugeruj sie takimi malkontentami i marudami zyciowymi jak spawacz.drewna bo nie wyjdziesz na tym dobrze. Najgorsze co nie pozwala spelniac marzen to wlasnie sluchanie takich nieudacznikow ktorzy wszystkich by chcieli do swego poziomu sciagnac:' nie uda ci sie, to zbyt trudne, nie ma szans' - takie glosy po prostu trzeba ingnorowac!!!!
                    • spawacz.drewna Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 14:59
                      nie interesuje mnie to, moga ci nawet doplacac albo barterem te studia placic mozesz, krzyz na droge i powodzenia
        • bcde Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 02.01.12, 02:58
          > aha, i zebys za np. 2 lata nie obudzila sie tkwiac w zwiazku bez przyszlosci i
          > do tego bez zadnego zabezpieczenia- zaloz sobie konto oszczednosciowe ISA - kaz
          > dy bank ma, rozne sa oprocentowania, mozna chyba do £7tys wplacic rocznie
          > bez opodatkowania. I sobie odkladaj, co miesiac £200 czy nawet mniej, bedz
          > iesz miec swoja kase na 'czarna godzine'.

          Czyli ma przywłaszczać wspólny majątek w tajemnicy przed mężem, żeby mieć swoją kasę. Świetna rada.
    • martalik Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:01
      Bardzo dobrze Cię rozumiem. Miałam podobnie. Jak już wyżej napisano, są tacy którzy życie na emigracji sobie chwalą, są tacy którzy tęsknią "za mocno". Ja wróciłam i choć różnie bywało, nie żałowałam nigdy. Takich trudnych wyborów było potem w moim życiu więcej. Jeden był na tyle ciężki, że nie umiałam podjąć decyzji, tkwiłam w straszliwie niekomfortowej sytuacji 4 koszmarne lata. Mimo oporów zdecydowałam się w końcu na pomoc terapeuty. Dzięki niemu poukładałam sobie priorytety i w ciągu kilku miesięcy rozwiązałam mój gordyjski węzeł. Szkoda było tych 4 lat, ale lepiej późno niż wcale.
      Ani rodzina, ani przyjaciele a tym bardziej forumowicze nie pomogą. Odpowiedź co zrobić masz w sobie. Widać potrzebujesz, jak ja kiedyś, wsparcia i pomocy w jej odszukaniu. Życzę Ci znalezienia korzystnego rozwiązania i wytrwałości w realizacji decyzji, jakiekolwiek byś podjęła. Życie w rozkroku niszczy powoli acz systematycznie, ale to już wiesz.
    • konto.iwony Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:19
      Tak naprawdę podjęłaś już decyzję, chcesz wracać do Polski, ale problemem jest mąż, nawet piszesz, że chcesz wrócić bez niego. Tak wynika z całej tej wypowiedzi. Więc ty sama wiesz co robić, Tylko po co ten pęd. Nie mowie, ze jedna czy druga decyzja jest lepsza, ale zastanow sie, czy powrót coś zmieni. BO po powrocie do polski rowniez moze ci wiele nie pasowac i okaze sie, żę to ze sobą trzeba zrobić porządek tak naprawdę. A wtedy już wiele srpaw może się skomplikować, sama też pewnie myślałaś o tym, że przedluzajaca sie rozłąka z mężem i sam fakt, że teraz sie z nim spierasz o powrot sporo niszczy i możę dorpowadzić do dośc nieobliczalnych skutków. A tak naprawdę może nie ma o co robić afery, tylko chodzi bardziej o to, że nie umiesz być szcześliwa. Więc zamiast skupiac sie na mężu, któremu zapewne nie chodzi o nic złęgo dla ciebie, zacznij spotykać się ludzmi, z ktorymi zyjesz w Anglii. Piszesz, ze spędzanie czasu to u ciebie tylko córka lub jestes sama. Dlaczego nie zadbasz o to, zeby jakos dobrze życ tam gdzie jestes?
    • the_vicious_one Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 20:35
      Wydaje mi się, że nie ma jednego, dobrego wyjścia z tej sytuacji. Męża prawdopodobnie nie przekonasz; ustawił się już - jego zdaniem - dobrze i pewnie ciężko by mu było cokolwiek zmienić, zwłaszcza bez perspektywy sukcesu. Fakt, że gdyby wziął się za siebie, poszedł na jakiś fajny kurs, dokształcił się, być może perspektywa by mu się zmieniła, także w UK. Niestety, co też można zrozumieć, są ludzie, którzy stabilizację (nawet marną) przedkładają nad niepewny rozwój.
      Nie wiem, co Ci radzić, zwłaszcza patrząc na sytuację w Polsce. Źle nie jest, ale w tym momencie język angielski nie jest już wielkim atutem i Twój mąż zapewne wylądowałby na jakiejś budowie (no chyba, że dobrze spawa, wtedy mógłby się załapać na coś mniej sezonowego i nieźle płatnego). Mimo wszystko na Twoim miejscu bym nie odpuszczała: jeśli po 5 latach nie jesteś w stanie poczuć się w UK "u siebie" a do tego jeszcze drążysz i rozpamiętujesz, to prawdopodobnie musisz przyjechać i zobaczyć, czy Polska w Twojej głowie odpowiada rzeczywistości. Może się okazać, że bardzo się zawiedziesz, bo wspomnienia masz studenckie, a dorosłe życie znasz tylko z UK (to mój wniosek z Twojego posta). Te kilka lat temu nie mogliście wziąć kredytu i mieliście chyba lekko "lewe" umowy (minimalna na umowie przy 2000 do ręki): pod tym względem niewiele się zmieniło, jest ciężko z pracą i z mieszkaniem. Ale nie ma tragedii i uważam, że każda ambitna osoba z dobrym wykształceniem znajdzie coś dla siebie :-) Bierz urlop (tak ze 2 miesiące na podreperowanie zdrowia), przyjedź i sprawdź, czy to jest kraj, w którym chcesz mieszkać. I jeśli po tych 2 miesiącach nadal będziesz chciała mieszkać w Polsce, to się nie oglądaj na męża: pokaż mu, że tutaj też możecie dobrze żyć, a po roku podejmijcie wspólnie jakąś decyzję.
    • aroden nie ma dobrego wyjscia 31.12.11, 21:36
      Macie inne cele i inne priorytety.
      maz chce stabilizacji, Ty samorealizacji, towarzystwa, rodziny i znajomych

      Kompromis jest niemozliwy i nie raalny, gdyz jako taki obiektywnie nie istnieje
      a wyjazd do Polski "na probe" to iluzja.

      Albo ktores z was sie podda i ustapi drugiemu, albo... rozwod i kazde idzie swoja droga.
    • adoptowany Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 31.12.11, 22:41
      wracaj teraz poki to jeszcze jest latwe.
    • koham.mihnika.copyright najgorsze jest pierwszych 15 lat, potem OK 01.01.12, 00:49
      przestan smecic, zaplanuj zycie w GB i koniec. Do Polski nie ma po co wracac. Chyba, ze kochasz moher. Zmien priorytety.
      • senseiek Do UK uciekaja desperaci co nic nie umieja.. 01.01.12, 03:51
        > przestan smecic, zaplanuj zycie w GB i koniec. Do Polski nie ma po co wracac. C
        > hyba, ze kochasz moher. Zmien priorytety.

        Ale pie...sz.
        Do UK uciekaja desperaci co nic nie umieja, i pozniej robia za roboli..
        • miau_weglowy ty tez piiip 01.01.12, 04:03
          niniejszym naraziles sie na ippon seoi nage
          • senseiek Re: ty tez piiip 01.01.12, 04:50
            > niniejszym naraziles sie na ippon seoi nage

            Hahaha!

            Trenuja karate od 20 lat ;)

            Chwycenie kogos za ubranie to ostatnia rzecz jaka bym zrobil.. predzej bym przywalil z ushiro mawashi keage jodan..
            15 lat temu jeden koles ktorego trenowalem i mial juz zolty pas z zielonym pagonem wyskoczyl mi z tobi yoko geri kekomi jodan, a ja w ulamku sekundy zrobilem mu ushiro mawashi geri jodan.. idealnie co do milisekundy zgralismy sie, i dostal prosto pieta w glowe... pie...al w gleba z taka sila, ze przez tydzien sie do mnie nie chcial odzywac... :D
            • jan_hus_na_stosie2 Re: ty tez piiip 01.01.12, 14:08
              jakiś dziwnym szyfrem gadacie :/
              • senseiek japonskiego nie znasz?? ;) 01.01.12, 15:21
                > jakiś dziwnym szyfrem gadacie :/

                Po ludzku ;) japonskiego nie znasz?? ;)
                Ushiro znaczy po obrocie.
                Mawashi znaczy po luku (w przeciwienstwie do mae- czyli w przod, yoko - znaczy ze cios w bok)
                Keage znaczy noga prosta w kolanie (w przeciwienstwie do geri- zgiete kolano w pierwszym etapie kopniecia)
                Jodan znaczy ze cios na glowe (chudan - w tlow, i gedan- w nogi).

                Pozniej tylko laczysz w odpowiednich konfiguracjach i wychodzi np.
                mae keage jodan
                mae geri chudan
                mae geri jodan
                mawashi geri gedan (tzw low kick z kick boxingu)
                mawashi geri chudan
                mawashi geri jodan (najpopularniejsze kopniecie swiata ;) w skron, jak dojdzie to czlowiek traci przytomnosc)
                yoko geri chudan
                yoko geri jodan
                ushiro geri chudan
                ushiro geri jodan
                ushiro mawashi geri chudan
                ushiro mawashi geri jodan (czyli ulubione kopniecie chucka norrisa)
                ushiro mawashi keage jodan (moje ulubione)
                • senseiek Re: japonskiego nie znasz?? ;) 01.01.12, 15:22
                  tobi yoko geri jodan

                  https://www.australiankyokushin.com/images/dg-tobi.jpg
        • koham.mihnika.copyright sensi, ja tylko z zona to robie wedle zasad Lutra 01.01.12, 09:15
          desperaci w GB maja lepiej niz wiekszosc krajan. nawet maloambitni znajduja zajecie przy wyjmowaniu walizek z samolotow, malowaniu i innych uzytecznych pracach na swiezym powietrzu. Mnie chodzi o schizofreniczne stanie okrakiem, zademonstrowane tutaj przez rodzine X. Opowiadanie o zyciu wsrod znajomych i rodziny, .... sprawa jest miedzy Panem i Pania iprosze naszego pieknego kraju w to nie mieszac;-{)
          Czy jak wroca, to sie zmieni?
    • jan_hus_na_stosie2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 02:05
      www.youtube.com/watch?v=jWGJ7j3MvqM&feature=related
    • kochanic.a.francuza Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 04:12
      Tez mieszkam na emigracji i tak z grubsza wiem co czujesz. Zawsze jakies takie poczucie, ze co by bylo gdyby sie mieszkao w kraju i czy nie lepiej? Szczegolnie pod wzgledem "psychologicznym".
      Na szczescie kiedys spotkalam madra osobe, ktora mi wyjasnila sprawe: to jak sie czujesz, czy ci dobrze itp zalezy od ludzi. Wszystko zaezy od ludzi, ktorymi sie otaczasz, czy mieszkasz w Polsce czy w Anglii. Za granice ludzie jada ukierunkowani na zaranianie, wiec zaniedbuja sfere prywatna, zaniedbuja znajomych, celebrowanie Swiat, urodzin, wizyt. Zanim sie obejrza, maja wygodne, dostatnie zycie, ale nie ma sie nim z kim dzieic, a co "nipodzielone" nie cieszy.
      Fajne zycie wsrod pociotkow i dawnych kolezanek ze szkoly to mit. Znajdz nowych ludzi, w POsce tez z wiekiem towarzystwo sie zmienia i od tego towarzystwa zalezy jak widzimy swiat.
      Oczywiscie pielegnowanie wiezow miedzyludzkich jest wymagajace, ale nie tak bardzo absorbujace jak ukladaniae sobie nowego zycia w Polsce.
      Poecalabym powrot do Polski gdyby nie bylo problemow pt. wyksztalcenie, praca. W Waszej sytuacji to by byo po prostu bardzo ciezko.
      PS Duzy dom z ogrodem wnajmujecie za polowe dochodow?
      • heet_joe Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 02.01.12, 13:29
        Zgadzam się z Tobą w 100%. Też żyję na emigracji, wykonuję pewnie mało ambitną pracę, ale ją naprawdę lubię i daje mi dużo satysfakcji i mi to po prostu wystarcza. Tylko, że ja nie żyję ciułając każde euro, żyję normalnie jak w Polsce. Mam tutaj siostrę, która jest dla mnie największą przyjaciółką, ale był czas, że byłam sama. Wróciłam do Polski na dwa lata, tęskniłam za koleżankami itd. I co? Tak jak jest napisane u góry. To mit. Każdy ma swoje własne życie, koleżanki z liceum nie są już tymi samymi osobami, ja i autorka też nie. Za granicą jest bardzo ważne, aby celebrować kontakty. Tutejsi Polacy, których znam bardzo o to dbają. Obchodzą nawet imieniny, po prostu każdy pretekst jest dobry, żeby się spotkać.Ja tutaj zaczęłam wysyłać nawet kartki, bo bardziej zaczęło mi zależeć na kontaktach z ludźmi.
        Często latam do Polski, do domu, chociaż bym miała na głowie stanąć, odwiedzam wszystkie moje koleżanki i większość rodziny. Często czuję się samotna, ale czy nie czułam się podobnie w Polsce? Często wkurza mnie praca, ale czy w Polsce było tak idealnie? A mieszkanie? Tutaj żyję naprawdę lepiej. Nie podoba mi się też, że ktoś kto pracuje fizycznie jest mało ambitny, jest dużo przyczyn wybrania konkretnego zawodu. Po pracy też istnieje życie, które można realizować.
        Do autorki, zastanów się, co Ci naprawdę przeszkadza w UK i spróbuj to zmienić, jeśli to nie pomoże, to faktycznie może wróć. Nie warto być nieszczęśliwą, ale nie warto również żyć zgodnie z przysłowiem "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". :-)
    • six_a Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 08:57
      >że za 5-10 lat to ja już nie będę miała po co wracać
      skończ te studia w Anglii, będziesz miała więcej możliwości, jeśli wrócisz, mimo wieku (koło 40 to akurat dobry wiek dla wszelkiego rodzaju specjalistów)

      co do bycia "mentalnie brytyjką", to nie przesadzajmy, Europa jest otwarta. dzieciak może studiować w Hiszpanii, jeśli zechce, to i w Polsce będzie może sobie mieszkać - szkoły anglojęzyczne też są beeez przesady. jeżeli jest dwujęzyczna, to sobie poradzi, jeśli jedno-, to faktycznie może być problem.

      > Całymi dniami obmyślam sposoby na to, by spróbować jednak wrócić na jakiś czas,
      > powiedzmy na 2-3 lata, i zobaczyć czy mam szanse na jakieś normalne pod względ
      > em finansowym funkcjonowanie w Polsce. Obliczam ile i na co będę musiala mieć,
      > jak długo będę mogła szukać pracy, ile jeszcze muszę odłożyć zanim wyjadę
      coś mi się zdaje, że z pomysłem "mania rodziny", toś się już pożegnała.
      • zdesp2 Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 10:40
        Wiesz trudno mi Tobie wspolczuc.
        Jestes w Europie, bliziutko Polski; mozesz odwiedzac Polske ile chcesz
        Ja mieszkam w Nowej Zelandii(wybor meza) czlowiek jest w podrozy dwie doby i ogromne koszty,
        zmiana strefy czasowej itd.

        Czy naprade jest Tobie take zle?
        • koham.mihnika.copyright no, ale zyjecie prawie tak dobrze jak my. 01.01.12, 11:13
          Kiwi okupuja Bondi i zyja na nasz koszt, ale trudno, trzeba biednym kuzynom pomagac :-{)
    • kobieta_z_polnocy Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 14:21
      Całą twoją wypowiedź można sprowadzić do lęku o brak stabilizacji, a nie o wstręt do emigracji jako takiej. Przynajmniej ja tak to odbieram. Wygląda na to, że mieliście wyjechać na jakiś czas, by coś "odłożyć", podczas gdy nagle stuknęło wam pięć lat i własnego kąta wciąż brak. To napawa cię lękiem o przyszłość, zwłaszcza że mąż zdaje się mościć w obecnej sytuacji i wydawać pieniądze na wakacje, gadżety, codzienne życie.

      Przyznam, że wcale mu się nie dziwię. Do czego miałby niby wracać? Tu jest mu dobrze, mimo braku kwalifikacji nieźle się ustawił i nie ma większych powodów do narzekań.

      Problemem jesteś ty i twój nacisk na powrót do Polski, który nie do końca rozumiem. Cały czas odnoszę wrażenie, że rozchodzi się o brak posiadania mieszkania/domu na własność. Do tego nie trzeba przeprowadzać się do Polski, gdzie i tak najpierw musielibyście szukać pracy, a i tak mało prawdopodobne że wylądowalibyście w kolejnym domu z ogrodem. Mam wrażenie, że nie wiesz o czym mówisz i bardziej kierujesz się emocjami, których sama nie potrafisz do końca poprawnie nazwać, niż zdrowym rozsądkiem. Pomijając już fakt, że w zasadzie chcesz zafundować mężowi znaczne pogorszenie standardu życia i doskonale o tym wiesz.

      Podsumowując, sama nie wiesz chyba do końca czego chcesz, zdajesz się być kierowana przynajmniej po części niechęcią do męża (stąd ten całkowity brak zmartwienia o to, jak on niby miałby sobie poradzić w Polsce, a być może nawet celowe działanie na jego niekorzyść) i nie masz absolutnie żadnego planu poza powrotem na ojczyzny łono i liczeniem na to, że "jakoś to będzie". W takim stanie nie podejmuje się życiowych decyzji.
      • 83kimi Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 02.01.12, 11:49
        Popieram. Powinnaś najpierw mieć dokładny plan i najlepiej wrócić do Polski dopiero wtedy, gdy będziesz tam miała pracę. Co będzie, gdy wrócicie i ani Ty, ani mąż nie znajdziecie pracy? Na pewno w końcu tak, ale co, jeśli przez powiedzmy pół roku będziecie bezrobotni? Sama piszesz, że Twój mąż nie ma wielkiej szansy na super pracę w Polsce, może właśnie dlatego nie chce wracać. Też bym nie chciała zostawić dobrej pracy dla wielkiej niewiadomej i być może bezrobocia.
        Swoją drogą napisałaś, że odkładacie 8-10 tys. zł rocznie. To bardzo mało biorąc pod uwagę, że zarabiacie więcej niż w Polsce. Może warto przeanalizować wydatki?
    • niebieski_lisek Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 18:39
      Moim zdaniem twoją postawę można skwitować zdaniem "chciałabym ale boję się". Dużo piszesz o mężu, o tym że on woli Anglię ale sama nic nie zrobiłaś żeby wrócić do ojczyzny. Ani nie odłożyłaś kasy na powrót (tak, mąż chciał jeździć na wakacje, kupować meble - ty zapewne nie masz prawa głosu w kwestii gdzie pojedziecie albo co kupicie) ani teraz nie wyjeżdżasz do Polski szukać pracy chociaż twój mąż przystał na takie rozwiązanie (no ale tu też jesteś usprawiedliwiona bo mąż cię zniechęca). Stoisz w rozkroku między dwoma krajami i boisz się podjąć kroki w jedną albo w drugą stronę. Ja bym ci radziła porządnie zastanowić co chcesz a jak już wymyślisz to po prostu to zrealizuj.
    • princess_yo_yo Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 19:25
      zyjesz iluzja ze jak sie przeprowadzisz to polski to wszystkie problemy znikna i bedzie pieknie, tak samo czesc ludzi podchodzi do wyjazdu z kraju - doskonaly sposob zeby sie gleboko rozczarowac.
      zastanow sie dlaczego tak bardzo chcesz wrocic, dlaczego przez tyle lat na emigracji nie chcialas i nadal nie chcesz sie z nikim zaprzyjaznic (nie chce uprawiac czarnowidztwa ale znajomi w pl moga nie byc w pozycji witania cie z otwartymi ramionami bo i ty i oni sie pewnie dosc konkretnie zmienili przez ten czas), dlaczego nie chcesz osiagnac zawodowo tego co teoretycznie moglabys zrobic w pl. moze sie okazac ze zrodla problemow sa calkiem inne i powrot na stare smieci nie jest jedyna opcja.
      leczysz sie na depresje, wiec rozumiem ze chodzisz na terapie. rozmawiasz o swoim cudownym pomysle na magiczna naprawe calego zycia z terepeuta i swoich nierealnych oczekiwaniach?
    • tolouse Re: Noworoczna deprecha... jak zmienic swoje zyci 01.01.12, 21:49
      Bardzo dobrze cie rozumiem, tez zyje na emigracji w UK.
      Ktos kto nie mieszka z daleka od kraju i bliskich nie zrozumie do konca problemu.
      Napisalam do ciebie na poczte gazeta.pl, prosze daj znac czy dostalas. pozdrawiam
    • marysia_wroc Na emigracji zawsze będzie się obcym 01.01.12, 22:51
      Doskonale Cię rozumiem, a kompletnie nie rozumiem podejścia osób tu piszących. Chyba nigdy nie byliście na emigracji, skoro uważacie, że ot tak należy się przyzwyczaić i wybrać własną rodzinę. Przyjaciele, rodzina z Polski też sa bardzo ważni w samopoczuciu psychicznym, któe jest ważniejsze od domu z ogródkiem i drogich wakacji. Na emigracji zawsze będzie się obywatelen 2. kategorii. Przychodzi tęsknota, depresja. Byłam rok na emigracji i w Pl jest mi o wiele lepiej pod względem mentalnym- tu wszystko jest moje , znane, polskie. Znajomi, inne relacje międzyludzkie- nie takie powierzchowne i płytkie. Za granicą tak tęskniłam, że przypłaciłam to depresją - wiem, że wyjechac bym już nie mogła. Depresja to choroba, a nie wyssane z palca nastroje niezadowolenia. Powinnaś podjąc decyzję i wrócić do Pl ze względu na Twoją depresję, która może się tylko pogłębić. Przykro mi z powodu męża, który tego nie rozumie. Ja bym chyba takiego zostawiła. Zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż pieniądze. Pamiętam te uczucia smutku i tęskonty za granica- wiem, że drugi raz już bym na to się nie zgodziła, zeby przez to przechodzić
      • miau_weglowy Re: Na emigracji zawsze będzie się obcym 01.01.12, 23:25
        marysia_wroc napisała:

        Byłam rok na emigracji i w Pl jest mi o wiele lepiej pod
        > względem mentalnym- tu wszystko jest moje

        ot i wiemy, kto rzadzi Polska:
        Marysia

        oho,bedzie burza...
      • 83kimi Re: Na emigracji zawsze będzie się obcym 02.01.12, 10:29
        marysia_wroc napisała:

        > Na emigracji zawsze będzie się obywatelen 2. kategorii.

        Nie uogólniaj. Być może jest tak w UK, gdzie Polacy mają opinię złodziei (ale nie wiem tego na pewno, nie mieszkałam tam), ale na pewno nie wszędzie. Ja mieszkam za granicą i czuję się dobrze, tak samo jak w Polsce. Mam znajomych, panią w warzywniaczku, panią w mięsnym, ulubione lokale, sklepy, miejsca...
        Żujemy teraz w takim świecie, że nie ma znaczenia, czy ktoś mieszka w Gdyni czy w Grecji. W ciągu kilku godzin można przenieść się o kilka tysięcy kilometrów.
      • simply_z Re: Na emigracji zawsze będzie się obcym 02.01.12, 11:52
        Chyba nigdy nie byliście na emigracji, skoro uważacie, że ot tak należy się prz
        > yzwyczaić i wybrać własną rodzinę. Przyjaciele, rodzina z Polski też sa bardzo
        > ważni w samopoczuciu psychicznym, któe jest ważniejsze od domu z ogródkiem i dr
        > ogich wakacji. Na emigracji zawsze będzie się obywatelen 2. kategorii. Przychod
        > zi tęsknota, depresja. Byłam rok na emigracji i w Pl jest mi o wiele lepiej pod
        > względem mentalnym- tu wsz
        po prostu jestes slaba psychicznie ,nie kazdy nadaje sie do pobytu za granica.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka