twardoglowa
21.02.12, 09:52
Ten wątek raczej nadaje się na Forum Humorum ze względu na moją naiwność i głupotę chyba albo nadmierną chęć ratowania rodziny. Nie zabijcie mnie śmiechem bo porady potrzebuję ewentualnie potwierdzenia czy mam rację, postaram się opisać sytuacje obiektywnie.
Otóż mój mąż niepijący już przepił taką kasę, że można było postawić ogromną willę pod Warszawą albo mieszkać 2 lata w Meksyku w hotelu pięciogwiazdkowym. Nie miałam absolutnie dostępu do jego kont, dokumentów, firmy, szlajał się po świecie. Przeszłości mu nie wypominam. Mieszkam w mieszkaniu jego rodziców, którzy już nie żyją. Czyli przepił wszystko i wrócił a ja głupia piiii przyjęłam go w imię ratowania rodziny bo jest dziecko. We wrześniu otworzyłam swoją działalność, zarabiam średnio 5 tysięcy miesięcznie, on nie pracuje od dwóch lat wogóle bo urodził się prezesem(czyli rabotajcie barany za 2 koła ja po takie nawet się nie schylam). Ogólnie czas spędza na grach w internecie, herbatkach z kumplami i przeglądaniu wycieczek zagranicznych w necie. Pod koniec lutego ma rozprawę w sądzie w sprawie odwieszenia kary pierdla za jazdę pod wpływem i dwukrotne złamanie zakazu sądowego.
Mój dochód to dla niego grosze, wiele razy to odczułam ale po kasę na fajki, zakupy rękę wyciąga.Albo grosze albo mi zazdrości, nie wiem sama. Mamy kilkumiesięczne zadłużenie w opłatach czynszu, w styczniu wpłaciłam 2 czynsze, teraz tez chciałam wpłacić dwa. W sobotę rano sortowałam ubrania do prania, w jego spodniach znalazłam kwit; dostał zwrot z sądu 900zł, nic mi nie powiedział, po prostu pominął to milczeniem. Poczułam się jakby mi ktoś w mordę strzelił, znów oszukana, poniżona. Kasę z sądu dostał 9 lutego, po tej dacie brał ode mnie pieniądze na zakupy, miałam zapłaciĆ za dres, który kupił sobie na allegro, okazji do powiedzenia mi, że dostał zwrot było wiele. Zarządałam wyjaśnień dlaczego mi nie powiedział, że dostał tę cholerną kasę, pomruczał coŚ pod nosem, zbagatelizował wpierając mi, że mi wspominał. Stwierdziłam krótko, że oczekuję szczerości, uczciwości, że czynsz za dwa miesiące uważam za zapłacony i ja nie czuję się teraz zobligowania do opłacania zaległości. To się wkur...ił, z pokoju pokrzyczał, że pokaże mi jeszcze uczciwość i szczerość i od soboty niemcy w domu, nie odzywamy się do siebie. Ja nie mam ochoty zaczynać z nim rozmowy bo wiem, że to nic nie da, zawsze ja dążyłam do zgody, on nie odzywa się bo czeka pewnie na mój ruch, nie ma zamiaru się tłumaczyć dlaczego tak postąpił. Przecież nie zabrałabym mu tej kasy ale sugerowałabym żeby zapłacił czynsz. On myślał, że te pieniądze zagarnie, ja się nie dowiem a ja ze swoich znów opłacę, ostatni przypominał mi o czynszu właśnie po 9 lutego, wczoraj wróciłam z pracy a na stole powiadomienie o podwyżce czynszu;-/
Muszę coś z tym zrobić ale nie wiem co, wiele razy mnie okłamywał, zdradzał. Przez dwa lata był grzeczny bo nie miał kasy, nie miał okazji i kasy do melanżu. Jeżeli teraz podaruję mu to kłamstwo to znów zacznie się kręcenie, oszukiwanie a po pewnym czasie pewnie i gorsze przygody. Intercyza jest. Jemu jest wygodnie ze mną mieszkać, jest uczynny, miły(jak nic od niego nie wyciskam), ale ja już go nie kocham, to kwestia przyzwyczajenia i też wygodnictwa bo jest ktoś kto z psem wychodzi i rano bułki kupuje.
On dostępu do mojego konta nie ma i mu nie udostępnię bo przez jego zarządzanie budżetem plajtowaliśmy kilka razy dosłownie.
Wyprowadzić się nie chcę bo to ja urządziłam ten dom od podstaw, tu jest dom mojej córki, on pewnie też nie odejdzie do teraz nie ma możliwości finansowych chociaż pięty pewnie go swędzą. Mam wrażenie, że jak się odkuje to po prostu wyfrunie znów w domu w poszukiwaniu przygody i pięknych panien.
Jak pokazać mu, że tego nie podaruję bo tu naprawdę nie chodzi o kasę ale o fakt ewidentnego kłamstwa, mataczenia. Chcę mu po prostu dokopać żeby popamiętał, że drugi raz nie dam się zrobić w balona i jego ciemnych sprawek nie będę tolerowała.
Podpowiedzcie coś, może macie mądre pomysły.
I jeszcze przed minutą listonosz przyniósł dres, który mężuś zamówił na allegro a ja miałam zapłacić 170 zł. Szczyt wszystkiego, odesłałam listonosza do domu, niech mężulo zapłaci.
Macie jakies pomysły jak mu dosr...? Tak dosłownie bo wyprowadzki nie wchodzą w grę?