amok79
18.05.12, 18:04
Czy to jest normalne... Proszę o szczere komentarze.
Historia jest następująca: rok po zakończeniu kilkuletniego związku, zrażona nadmiarem alkoholu, incydentami przemocy, poznałam mężczyznę, który wydawał się fantastyczny - inteligentny, pedantyczny, kawaler, bez przeszłości typu żona, dzieci. Piękne mieszkanie, urządzone "do połowy". Nie leciałam na to - od razu uprzedzę niektórych, bo mam swój dom, jestem tzw. "ustawiona". Wspominał wprawdzie od razu o problemach finansowych (rzekomy kredyt na remont mieszkania),ale nie wiedziałam,że wygląda to "nieco" inaczej. Po paru mies. znajomości, kiedy już zaczęłam zauważać pewne dziwne rzeczy (wszystko kupowałam ja, on ciągle nie miał kasy - nawet na papierosy, kawę, jedzenie - facet przed 40tką-pracujący!), ktoś znajomy poinformował mnie, że pan, z którym się spotykam, to hazardzista... Podobno wtopił ileś lat temu w automaty i to nie swoją kasę (pracodawcy). Nie miał nawet auta. Zaczęło mnie niepokoić głównie to,że on wręcz uważał to za normalne,gdy kobieta go finansuje. Nadrabiał elokwencją, czułością itp. Ale to zaczynało być w pewnym momencie irytujące i zamglone. Przestałam mu ufać, bo ciężko było wyegzekwować od niego nawet małe pożyczki rzędu 200 zł. Zaprosił mnie na imprezę u znajomych a ja tydz. wcześniej dowiedziałam się, co to za tajemnica kryje się za jego brakiem kasy. Nie poszłam z nim, powiedziałam mu o tym, co wiem, przez tel. Wściekł się, nie przyznał, wyparł wszystkiego, potem podczas tej imprezy pisał mi różne niemiłe smsy... że sama jestem niezaradna (oczywista nieprawda), że wolę siedzieć w domu niż się bawić jak inne dziewczyny itp. ... dodam,że ja mimo tego, iz nie mam gotówki w nadmiarze, pomagałam mu, a on mnie tak potraktował, zamiast wytłumaczyć wszystko po prostu, gdyż informacje mam ze źródła wiarygodnego na 100%. Poczułam się jak głupia naiwniara, wykorzystana.
Po paru tyg. zaczęliśmy się odzywać, spotykac znów- na nowych warunkach - przestałam mu pomagać, on się nadal nie przyznawał do niczego, czyli automatów, planował wyjazd do Niemiec do pracy, żeby się "odbić". Nie był już taki miły, przez kolejne 4 mies. nie usłyszałam,że mnie kocha (wcześniej to powtarzał ciągle-że się strasznie zakochał itd.), ja przez to też się oddaliłam od niego fizycznie, bo czułam, że coś tu nie gra... To tak,jakby mścił się na mnie za to,że się dowiedziałam o jego hazardzie. Mimo to dzwonił, pisał ciągle, nawet gdy się nie widywaliśmy. Dodam,że poza tym rozumieliśmy się w wielu sprawach, mieliśmy podobne poczucie humoru, byłoby nam po prostu super, gdyby nie TO WSZYSTKO... Gdy zapytałam,co zamierza dalej, bo ja nie chcę się spotykać nie mając rozeznania, co ktoś do mnie czuje, powiedział,że tamta sytuacja zabiła w nim coś i tyle,ale jestem dla niego ważna itp. Takie owijanie w bawełnę moim zdaniem. Wyjeżdża teraz do pracy do Niemiec i nie wiem, czy mam w ogóle o nim mysleć, czy nie... Wysyła mi sprzeczne komunikaty... Widzę, jak na mnie patrzy, wiem, że mu zależy,ale może poczuł się zdemaskowany i teraz nie może się zdecydować ani w tą, ani w tamtą? Czasem myslę, że i tak z nim nie będzie przyszłości, bo to jakiś chyba typ spod ciemnej gwiazdy - tajemnice, lód emocjonalny... I podobno to moja wina.... Co o tym myślicie? Poprzedni mężczyzna był taki i owaki,ale nie oszukiwał mnie i nie wykorzystywał, wszystko by mi oddał, nie radził sobie za to z emocjami... Jak pech to pech,ale ten drugi pan chyba gorszy mimo wszystko...