blackvelvet123
01.08.12, 16:14
Witam Was,
od razu przejdę do konkretów.
Chodzi o chorobliwą zazdrość mojego partnera.
Punktem kulminacyjnym było nasze ostatnie wspólne wyjście z moim kolegą z pracy.
Na początku mój partner zachowywał się w porządku - kolegę zna, jeśli nie lubi to na pewno toleruje bawiliśmy się świetnie, żartowaliśmy. W pewnym momencie (może pod wpływem alkoholu) mojemu partnerowi zaczęło coś "przeszkadzać" - zaczęły się dziwne uśmieszki, głupie docinki w moim kierunku, jakieś aluzje dotyczące tego, że podobam się koledze. Zbywałam go, bo nie chciałam takich rozmów w towarzystwie.
W pewnym momencie mój partner - wyraźnie już zdenerwowany zapytał wprost kolegę, czy mamy romans, a jeśli tak, to ile to już trwa. Pomijając cały absurd sytuacji... Poczułam się jak szmata...
Niestety zachowałam się strasznie dziecinnie i po prostu wstałam i wyszłam... Mój partner pobiegł za mną. Przez całą drogę powrotną szedł 3 metry ode mnie. Czasem krzyknął coś w stylu: "ostatnio się czuję jak 5 koło u wozu", "w ogóle mnie nie dostrzegasz", "zaraz zadzwonię do ...." (chodziło o jego koleżankę z pracy), "Zadzwonię do niej, bo ostatnio i tak się z nią lepiej dogaduję, niż z Tobą". Powiedziałam, że droga wolna i niech robi co chce.
Od następnego dnia, aż do chwili obecnej chodzi smutny i co chwilę mnie przeprasza...
Od początku tego roku zaczął dziwnie mi się przyglądać, sugerować, że noszę zbyt wyzywające ubrania w pracy (dla wyjaśnienia - pracuję w biurze, więc nawet mowy nie ma o "wyzywających" ciuszkach), że koledzy z pracy to myślą tylko o jednym i KAŻDY mnie podrywa, i KAŻDEMU się podobam oraz KAŻDY chce mnie zaciągnąć do łóżka... na początku było to zabawne, ale czuję, że wykańcza mnie to psychicznie...
Dodam tylko - NIGDY nie dałam mu żadnego pretekstu nawet do pomyślenia o czymś takim, a jesteśmy razem już kilka lat, wcześniej dobrze poznał mnie, jako swoją przyjaciółkę.
Proszę Was o radę: co robić w takiej sytuacji? Rozmowy nic nie dały... Rozmawialiśmy o tym, niby zrozumiał, było lepiej, a tu nagle ostatnio wróciło ze zdwojoną siłą...