ceciledv
11.09.12, 17:36
Problem niby niewinny aczkolwiek ostatnio mocno się stresuję moją sytuacją.
Mam 23 lata, od 1,5 roku mam sensowną pracę tzn. która pozwala mi się na utrzymanie w innym mieście, zaczęłam studia zgodne z pracą (rachunkowość), bo przedtem studiowałam kierunek, o którym każdy powiedziałby "fabryka bezrobotnych". I tu następuje już mniej chlubna część, bo studia wybrałam raczej z kalkulacji i przydatności niż wrodzonych zainteresowań. Zresztą pokazał mi to rok, kiedy nie studiowałam, że fajnie mieć jakieś konkretne wykształcenie, które można wykorzystać w praktyce. Za sobą miałam już przygodę z zawalonymi studiami, z których zrezygnowałam po 3 latach..W każdym razie jestem na najlepszej drodze do niezaliczenia sesji i czuję się mega zdołowana. Najgorsze jest to, że zamiast wziąć "dupe w troki" i przysiąść nad nauką ja mam milion planów, które mam zamiar zrobić w nadchodzącym roku akademickim. Bardzo chciałabym wyjechać gdzieś na praktyki zagraniczne więc planuję kurs językowy, salsę i różne inne projekty, wszytskie oczywiście odroczone w czasie "kiedyś tam".. Czy to jest prokrastynacja czy po prostu ja się nie nadaję do studiowania i życia w ogóle? Jak założyć coś i to potem wykonać, tak, żeby ominąć cały słomiany zapał...