nie.strzelac.towarzysze
28.09.12, 12:30
W środkach komunikacji miejskiej – takich jak np. autobusy i tramwaje (być może w trolejbusach również, trudno powiedzieć) – znaczna część pasażerów czyta książki. Zauważyliście? Wydaje mi się, że w poprzednich latach spotykało się amatorów słowa pisanego znacznie mniej, być może jest to efekt społecznych akcji propagowania czytelnictwa typu Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka.
Wyróżniłem swoim zwyczajem wśród tych autobusowych czytelników pewne typy. Wiadomo: licealistki, to reguła, czytują niezmiennie Stephena Kinga, studenci – na ogół literaturę S-F i fantasy; studentki, zwłaszcza kulturoznawstwa, jakieś tam swoje przeintelektualizowane tytuły, kto by to wnikał; no i zjadacze chlebka powszedniego: kryminały, książki sensacyjne, przygodowe względnie przygodowo-awanturnicze, thrillery (w tym prawnicze),…
Raz nawet widziałem faceta w garniturze (prawdopodobnie urzędnika albo korporacjusza), który czytał cegłę o towarzyszu Stalinie i jego poczynaniach (!). Cóż, jeśli się uczyć, to od najlepszych. :)
Najbardziej zastanawiające są jednak gospodynie domowe i emerytki czytające podłe romansidła, zwane powszechnie harlequinami. Tytuły dziełka te noszą takie, że od razu wiadomo: „Prywatne doznania”, „Lena ze Słonecznego Wzgórza: Szczere wyznanie”, „Pani Bovary”, „Splątane serca”. I tym podobne.
Zastanawiam się, czy za tym niewyrobionym gustem nie kryje się coś głębszego. Panie te na ogół nie wyglądają na takie, które mogłyby wiele uniesień i przygód jeszcze przeżyć: czy jest to może jakiś rodzaj tęsknoty? Nie czytałem nigdy takiego harlequina, ale przypuszczam, że męscy bohaterowie są tam skrojeni jak należy: wysoki, przystojny, ciemnowłosy i niebieskooki przystojny lekarz/prawnik z uroczym uśmiechem, no i precyzyjnie nastrojony na odczytywanie kobiecych pragnień. Ponadto sceneria: hotel, plaża, drink nad krawędzią basenu, restauracja, ewentualnie jakieś stereotypowe miasto typu Paryż czy Wenecja. A także rekwizyty: czerwone wino, naszyjnik z pereł, łóżko z baldachimem…
Co do łóżka z baldachimem: otóż bohaterowie trafiają tam ponoć dopiero pod koniec książki, czyli w okolicach strony trzechsetnej, po długiej subtelnej grze psychologicznej, niekiedy muszą również przemóc spiętrzone trudności.
Nie wiem, czy podczas tej ostatniej sceny czytelniczki odczuwają podniecenie seksualne, ale przypuszczam, że tak.