Dodaj do ulubionych

Więc wybrał żonę...

    • Gość: tez bylam zona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.cust.tele2.fr 11.07.04, 19:02
    • Gość: tez bylam zona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.cust.tele2.fr 11.07.04, 19:06
      po prostu jak widzisz obraczke to z gory mow nie
      taki zwiazek jest krzywdzacy dla wszystkich nawet dla kochanki
      to nie prawda ze zona jest zla i nie chce uprawiac seksu w podobne bzdury nie
      nalezy wiezyc
      jak mu jest zle z zona /bywa/ to niech sie rozwiedzie a pozniej szuka nowej
      partnerki a tak to zawsze ma do kogo wracac a ty zostajesz sama
      faceci to asekuranci lubia gotowe obiadki, wyprasowane koszule i mile cialkom w
      lozku
      sprobuj z wolnym facetem
    • Gość: Moniczka Re: Więc wybrał żonę... IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.07.04, 10:00
      A co myślałaś, że Ciebie wybierze? Naiwna jesteś.
      • Gość: no i co z tego Re: Więc wybrał żonę... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 15.07.04, 11:20
        sprawia wam to przyjemnosc - tak dolowac kobiete?? Wybrala ślepą uliczke i juz
        soe stało, nikt tego nie zmieni - więc moze lepiej pomóc i zmotywować do zmian
        a nie walić teksty jaka naiwna jest czy była - jej sprawa, jej życie.
        • Gość: ŻONA Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 11:27
          skoro pisze o tym na forum i prosi o rady to się zapewne liczy z różnymi
          opiniami.
          Nikt ja nie dołuje, sama sobie pościeliła to się wyśpi.
          Pomóc ? Jak ? Pójść do faceta i powiedzieć mu , żeby zostawił zonę i dzieci dla
          dupodajki?
          Zmotywować? Jak? Zachęcić do dalszych romansów z żonatymi? Może z Twoim mężem?
          • Gość: jeszcze ja Re: Więc wybrał żonę... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 15.07.04, 15:35
            ..no tak... z moim mężem zwlaszcza, ha, ha:) DUPODAJKA??? no..takie panie chyba
            nie pisza na forum i raczej nie maja dylematow no i chyba nie robia tego za
            darmo, co nie??;) Sorry, ale autorka wątku do
            nich nie nalezy. A Ty bylas kiedys zakochana, Szanowna Żono? Potępienie kogos i
            obrzucenie go pogardą to żadna pomoc. Poza tym, wazniejsze co zrobi teraz, a
            nie zrobila dotąd - tego dotyczy jej problem, jak mi sie wydaje.
            • Gość: żona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 16:10
              pomyliłaś pojęcia "dupodajka" z "kurwiszonem".
              Autorka wątku jest wg Ciebie kim? Świętą niewinnością , czy świętą naiwnością?
              Gardzę i nie mam zamiaru udzielać pomocy - takie moje prawo.
              • Gość: do żony Re: Więc wybrał żonę... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 15.07.04, 20:13
                wiesz, ja sie nie na znam na tych pojęciach az tak dokladnie i specjalnie mnie
                to nie interesuje jaka jest różnica pomiędzy w/w przez Ciebie. Autorka tego
                wątku jest zbajerowaną przez starszego wygę osobą - ona tego nie planowala, nie
                tak to zapene mialo wygladac ze będzie na niego czekać (sama) przez dwa lata.
                Po prostu sie zakochala, a facet kolo 40 zna sie na rzeczy i potrafi oczarować
                malo doswiadczoną kobiete sto razy łatwiej niz jej równolatek. I moze jej duzo
                wiecej zaoferowac i bardziej zaimponowac niz rówiesnik. A jezeli ktos jest
                samotny i spragniony uczuc to tym bardziej nie będzie mu trudno. Więc z jednej
                strony, wcale sie jej nie dziwie. Sama sie kochalam w nauczycielach;) Jak kogos
                tu mam potępiać, to tego pajaca, który jej naiwnosc i uczucia tak wykorzystuje.
                Przeciez on wie, ze mogłaby sobie znaleźć super faceta w swoim wieku, tylko jej
                na to nie chce pozwolić. Tacy faceci, to mają chyba syndrom psa ogrodnika.
              • angoisse Re: Więc wybrał żonę... 16.07.04, 10:17
                Gość portalu: żona napisał(a):

                > pomyliłaś pojęcia "dupodajka" z "kurwiszonem".
                > Autorka wątku jest wg Ciebie kim? Świętą niewinnością , czy świętą
                naiwnością?
                > Gardzę i nie mam zamiaru udzielać pomocy - takie moje prawo.


                widzisz zono- najprosciej i najwygodniej "gardzic" ta dziewczyna zbajerowaną
                przez starego wyge-meza oszusta (moze tez twojego) ... DLACZEGO nie obdarzysz
                przynajmniej rowna pogardą tego Męża???? (bo on ci jest potrzebny a ona jest
                wrogiem?) . DLACZEGO czesc tej pogardy nie przyjmiesz na siebie ze jestes z
                TAKIM czlowiekiem,akceptujesz go i pozwalasz na to co robi???
                Ty wierzysz, ze to ta kochanka jest pazerna a on niewinny- kto ci to
                powiedzial? ten Mąż? ten sam ktory kochance mówi, ze kocha ją a nie żone?

                Zonie przysięga, że zerwał z kochanką, kochance przysięga, że rozmawia z żoną o
                rozwodzie - OBIE PO RÓWNO MU WIERZĄ.

                Ale zastanów się kim naprawde powinnaś gardzić. Chyba, że wygodę zakłamanej
                stabilizacji przedkładasz na ryzyko przyjęcia prawdy...
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 15.07.04, 16:19
            No tak. Tylko ja nikogo nie obrażam...


            > żeby zostawił zonę i dzieci dla

            > dupodajki?

            • Gość: ZONA SPECJALNIE DO SOURI. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 16:24
              robisz o wiele gorzej - cudzołożysz , kradniesz. Kiedy zostaniesz zoną , a
              twój mąz zdradzi cię z podobną DO CIEBIE paniusią to sią sama przekonasz ,
              ze " KTO NIE PRZEŻYŁ TO NIE ZROZUMIE".
              • souri Re: SPECJALNIE DO SOURI. 15.07.04, 16:35
                Za cudzołóstwo płacę. Cenę, której sobie nie wyobrażasz. Ja sama. Obrażasz mnie
                i postrzymujesz to - to przykre. Więc przeżyłaś kiedyś zdradę męża?
                Współczuję Ci.
                Nie masz prawa oceniać mnie, ale rozumiem, że to sie jakoś samo przez się z
                Ciebie wydobywa. Może masz żal do męża.
                Krzywdzisz mnie, nazywając tak, jak to robisz. Ale to dla Ciebie obojęte. W
                swoim mniemaniu możesz mnie krzywdzic - w końcu jestem tą wstrętną "PANIUSIĄ" -
                rzędem zerojedynkowych wirtualnych literek. Ale wyobraź sobie, że ja jestem, że
                przeżywam, to, co przeżywam. Moge Ci powiedzieć, że uczucia, które mam w sobie
                sa czyste. Miłość. A ból, którego doznaję nie mniejszy od bólu zdradzanej żony.
                To nie jest romans. To związek. To miłość. A nie dupodajstwo, jak to nazwałaś.
                Krzywdzisz mnie. Zastanów sie nad tym, jakie masz do tego prawo.
                Możesz mnie nie kaceptowac, możesz ganic moje wybory, ale nie masz prawa mnie
                obrażać.
                A prośba o zrozumienie... coż - wycofuję ją w stosunku do Ciebie. I tak nie
                zrozumiesz.

                Gość portalu: ZONA napisał(a):

                > robisz o wiele gorzej - cudzołożysz , kradniesz. Kiedy zostaniesz zoną , a
                > twój mąz zdradzi cię z podobną DO CIEBIE paniusią to sią sama przekonasz ,
                > ze " KTO NIE PRZEŻYŁ TO NIE ZROZUMIE".
                • Gość: zona Re: SPECJALNIE DO SOURI. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 18:17
                  to zwiazek i miłość tylko z twojej subiektywnej strony.
                  NIE OCENIAJ INNYCH WEDŁUG SIEBIE. NIE WKŁADAJ SWOICH UCZUĆ W CUDZE SERCA<
                  MYSLI. NIE WIESZ CO ON NAPRAWDE CZUJE. Jestes jeszcze b. młoda , aby wiedzieć ,
                  że ludzie nawet ci, ktorych kochamy mogą być okrutni i wyrachowani.
                  Skoro dla ciebie jest to wielka miłość to nie musi byc tez dla niego, mimo
                  wielu pieknych słów jakie słyszysz.
                  • souri Re: SPECJALNIE DO SOURI. 16.07.04, 13:41
                    A jezeli nawet to jest prawda, to czy jest to powód do tego, zebys mnie
                    obrażała i krzywdziła?


                    Gość portalu: zona napisał(a):

                    > to zwiazek i miłość tylko z twojej subiektywnej strony.
                    > NIE OCENIAJ INNYCH WEDŁUG SIEBIE. NIE WKŁADAJ SWOICH UCZUĆ W CUDZE SERCA<
                    > MYSLI. NIE WIESZ CO ON NAPRAWDE CZUJE. Jestes jeszcze b. młoda , aby
                    wiedzieć ,
                    >
                    > że ludzie nawet ci, ktorych kochamy mogą być okrutni i wyrachowani.
                    > Skoro dla ciebie jest to wielka miłość to nie musi byc tez dla niego, mimo
                    > wielu pieknych słów jakie słyszysz.
    • bergo1 A on wybral kochanke.. 15.07.04, 12:49
      Ma dwoje doroslych obecnie dzieci, z zona byl 30 lat - spotkal mloda sikse, mlodsza od wlasnego syna, nie wiele starsza od corki ze szkoly sredniej. Zakochal sie, romansowal, po roku wyprowadzil sie od rodziny i zony. Po kilku latach dostal w koncu rozwod. Po roku ozenil sie z nia. Ona ma teraz 31 lat, on prawie 60 i chorobe serca.
      • marta38 Re: A on wybral kochanke.. 15.07.04, 13:13
        bergo1 napisała:

        >> Ona ma teraz 31 lat, on prawie 60 > i chorobe serca.


        Śmieszna puenta,a jakby miał 35 lat i chorobe serca to co?
        (ale sami widzicie do czego go doprowadzilo 30lat małżeństwa- do stanu
        przedzawałowego;) )
        • Gość: viagra Re: A on wybral kochanke.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 13:22
          do stanu przedzawałowego doprowadziła go za młoda( jak na niego ) żona, ktorej
          się chce często i mocno, a jemu juz nie staje ( sił).
          Tyle, ze ona zrekompensuje sobie te braki na boku ( z o wiele młodszym ), z
          doskoku.
          • marta38 Re: A on wybral kochanke.. 15.07.04, 13:34
            Rany, jacy wy nudni jesteście z tymi żałosnymi schematami myślowymi. Zaglądasz
            im pod kołdre, że wiesz które ma większe potrzeby? A Może to te kilka lat
            zabiegania o rozwód tak mu dały w kość?
            Znajoma ma męża 20 lat starszego, mają 2 dzieci, byli sobie wierni przez całe
            małżeństwo. Kilka lat temu u niego chorobę Alzhaimera(?). Mimo to dalej jest mu
            wierna i się zajmuje nim i dziećmi.
            Inna znajoma wyszła za równolatka, rok po ślubie zachorował na serce, teraz
            jest wrakiem człowieka (fizycznie), inwalidą wymagającym stałej opieki, nie
            mogącym podejmować żadnego wysiłku. No i co?
            • monopri Re: A on wybral kochanke.. 15.07.04, 13:43
              marta38 napisała:

              > A Może to te kilka lat
              > zabiegania o rozwód tak mu dały w kość?

              Najprawdopodobiej w kość dało mu podwójne życie, oszukiwanie, kłamanie.
              Fircykowanie, tokowanie przy młodej dupci. Teraz , gdy to juz ma ,opadł z sił
              już się nie musi wysilać. Wyczerpuje to zarowno psychicznie ,jak i fizycznie.
              Zyskał za to młodą , silną pielęgniarkę i salową.
              Żona to ma szczęście, odpadło jej niańczenie takiego starego pierdoły.
              • marta38 Re: A on wybral kochanke.. 15.07.04, 13:54
                monopri napisała:


                > Zyskał za to młodą , silną pielęgniarkę i salową.
                > Żona to ma szczęście, odpadło jej niańczenie takiego starego pierdoły.


                No widzisz, też kiedyś będziesz tak szczęśliwą byłą małżonką.
                Tylko jeszcze dopilnuj w trakcie rozwodu, żeby go wypuścić z rąk bez grosza,
                na ten drugi start starego idioty któremu się zachciało zaczynać od nowa z
                jakąś siksą.
    • bez_obciachu Re: Więc wybrał żonę... 15.07.04, 13:36
      souri napisała:

      > Kocham go. Nie umiem sobie poradzić z tym, że wybrał spokój, żonę, z którą
      > był dwadzieścia ileś lat...
      > Piekna, wspaniała miłość. Obietnice wspólnego zycia. Dzieci. A teraz on
      > jedzie z żoną na wycieczkę za miasto. A mi wysyła maila, że kocha i żebym
      > uważała na siebie.
      > Kiedy mu mówię, że już nie chcę takiego zycia, Że chcę być z nim. Na dobre i
      > na złe, Że kocham go ponad wszystko i że chcę się budzić przy nim
      > codziennie...
      >
      > Nie umiem sie rozstać. Nie umiem odejść, choć wiem, że on nigdy tego nie
      > skończy. Mam 24 lata. On prawie dwa razy więcej. Właśnie zrozumiałam, że on
      > nigdy nie odejdzie od żony. Dlaczego to tak boli...
      >
      > Chciałabym umrzeć. Albo nigdy się nie urodzic.
      > Ile czasu potrzeba, żeby uwolnić mysli?
      > Żeby przestać kochać?
      >
      > ja




      Jestes mloda i naiwna
      On juz sobie zalazl nastepna i to nie 24 letnia a 20 letnia, bo dla nioego
      jestes za stara.
      Jemu chodzilo o twoje piersi tylek i co tam masz jeszcze mlodego i jedrnego
    • Gość: mi Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.04, 18:13
      tak bardzo cię rozumiem

      też byłam w takim związku, prawie dwa lata, z miejszą róznicą wieku pomiędzy
      nami,
      kochałam i wciąż kocham,
      zostawił mnie bez słowa, zwyczajnie zerwał wszystkie kontakty bez dowidzenia,
      nie wiem kiedy się pozbieram, jestem wrakiem psychicznym i fizycznym,

      w sumie nie pocieszy Cię mój post, ale sama nie wiem co napisać
      po prostu rozumiem Cię
      • Gość: mądralińska Re: Więc wybrał żonę... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.07.04, 23:11
        Znam znam to z doświadczenia- rzuciłam sama zanim mnie rzucił, zbyt przykry i
        uragający mojej ambicji był to układ.Miałam depresję, płakałam , wyrzuciłam go
        za drzwi jak przyszedł.Jestem dumna, że miałam tyle siły i godności.Nie
        wspominam, uważam, że nie był to nikt wyjatkowy (wtedy myslałam inaczej).
        O co mi wtedy właściwie chodziło- dzis nie rozumiem moich uczuć.
        Moja koleżanka- 20 lat wiernie trwała w takim układzie-jego żona wiedziała i
        tak jak w tym przypadku obroniła swoje małżęństwo.Koleżanka zestarzałą się jest
        samotna, zajmuje sie kotem i starymi rodzicami- banał? Ale niestety
        prawdziwy.Nie jest brzydka ani głupia, wie że straciła coś bezpowotnie- inną,
        dobrą miłość z zaufaniem, wsparciem, pomimo wad i zmarszczek.
        Ja też znalazłam taką.Jest kilka brutalnych metod zniechęcających do faceta -
        własna wyobraznia - spróbuj sobie wyobrazić, że teraz on uprawia nader
        wyrafinowany seks ze swoją ślubną - proponuję szczegółową analizę tematu
        zawsze , gdy nabierzesz ochoty na miłe i raniące zarazem wspomnienia.
        Tak czy inaczej -wierzę, że się pozbierasz.
        • souri Wydawało mi się, że jestem sama... 21.07.04, 09:49
          Wiesz, do niedawna wydawało mi się, że to co ja czuje jest takie wyjątkowe,
          takie inne od wszystkiego, co czuje ktokolwiek inny na Swiecie. A tu sie
          okazuje, że nie tylko jest wiele analogicznych układów, ale nawet nasze
          reakcje, nasze cierpienia są podobne...
          Depresja, płacz, ból, pragnienie...
          I wiesz - wszytkie, które z tego zrezygnowały mówią, że warto, że trzeba odejść
          pomimo bólu, żeby obronic siebie...
          To jakoś daje mi siłę. I pomaga w podjęciu decyzji.
          Coraz częściej sobie myslę - jesteś młoda, ładna, bardzo dobrze wykształcona, a
          nawet nie masz nikogo, kto by sie na codzień cieszył z Tobą życiem, albo podał
          Ci herbatę kiedy się pocisz nad pisaniem kolejnych stron pracy magisterskiej.
          Nie mówiąc już o wspólnych prysznnicach i seksie. Tak nie powonno być.


          Gość portalu: mądralińska napisał(a):

          > Znam znam to z doświadczenia- rzuciłam sama zanim mnie rzucił, zbyt przykry i
          > uragający mojej ambicji był to układ.Miałam depresję, płakałam , wyrzuciłam
          go
          > za drzwi jak przyszedł.Jestem dumna, że miałam tyle siły i godności.Nie
          > wspominam, uważam, że nie był to nikt wyjatkowy (wtedy myslałam inaczej).
          > O co mi wtedy właściwie chodziło- dzis nie rozumiem moich uczuć.
          > Moja koleżanka- 20 lat wiernie trwała w takim układzie-jego żona wiedziała i
          > tak jak w tym przypadku obroniła swoje małżęństwo.Koleżanka zestarzałą się
          jest
          >
          > samotna, zajmuje sie kotem i starymi rodzicami- banał? Ale niestety
          > prawdziwy.Nie jest brzydka ani głupia, wie że straciła coś bezpowotnie- inną,
          > dobrą miłość z zaufaniem, wsparciem, pomimo wad i zmarszczek.
          > Ja też znalazłam taką.Jest kilka brutalnych metod zniechęcających do faceta -
          > własna wyobraznia - spróbuj sobie wyobrazić, że teraz on uprawia nader
          > wyrafinowany seks ze swoją ślubną - proponuję szczegółową analizę tematu
          > zawsze , gdy nabierzesz ochoty na miłe i raniące zarazem wspomnienia.
          > Tak czy inaczej -wierzę, że się pozbierasz.
    • Gość: magda.gdansk Re: Więc wybrał żonę... IP: *.w82-126.abo.wanadoo.fr 17.07.04, 01:12
      souri napisała:

      > Kocham go. Nie umiem sobie poradzić z tym, że wybrał spokój, żonę, z którą
      > był dwadzieścia ileś lat...
      > Piekna, wspaniała miłość. Obietnice wspólnego zycia. Dzieci. A teraz on
      > jedzie z żoną na wycieczkę za miasto. A mi wysyła maila, że kocha i żebym
      > uważała na siebie.
      > Kiedy mu mówię, że już nie chcę takiego zycia, Że chcę być z nim. Na dobre i
      > na złe, Że kocham go ponad wszystko i że chcę się budzić przy nim
      > codziennie...
      >
      > Nie umiem sie rozstać. Nie umiem odejść, choć wiem, że on nigdy tego nie
      > skończy. Mam 24 lata. On prawie dwa razy więcej. Właśnie zrozumiałam, że on
      > nigdy nie odejdzie od żony. Dlaczego to tak boli...
      >
      > Chciałabym umrzeć. Albo nigdy się nie urodzic.
      > Ile czasu potrzeba, żeby uwolnić mysli?
      > Żeby przestać kochać?
      >
      > ja

      Souri, nie umieraj. Nie ma takiego mezczyzny na swiecie, dla ktorego by bylo
      warto umrzec. Owszem, dla wlasnego syna to co innego.

      Zeby przestac kochac, trzeba tak mniej wiecej roku. Taki jest ustawowy okres, w
      czasie ktorego sie cierpi, a potem, ktoregos dnia, po prostu sie rozkosznie
      przestaje cierpiec, i zajmuje sie czyms innym, nowym.
      Trzeba zacisnac zeby na rok, a kochasia pogonic. Kazdy chce byc bohaterem
      cudownego romansu z mloda jedrna dziewczyna, a w domu miec zone w swoim wieku,
      ktora poda kapcie, zrobi obiad, otworzy piwo i nie bedzie za duzo wymagac.
      Mezczyzni tak maja, wielu z nich w kazdym razie. Dobrze jest to wiedziec i
      patrzec na nich z przymruzeniem oka: oni sa jak dzieci, tylko im wodka i dziwki
      w glowie...Romantyczne uniesienia fantastyczne sa na chwile, ale nie da sie na
      nich zbudowac zycia. Szczegolnie juz z mezczyzna ktory ma czterdziesci osiem
      lat.

      Trzymaj sie i znajdz sobie milego chlopca w swoim wieku.

      Magda
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 17.07.04, 09:25
        Nie umieraj... Ale na prawde chcialabym schowac sie do najczarniejszej dziury w
        swiecie i zostac tam juz.

        Rok mowisz... Probuje. Postanowilismy sie rozstac. Postanowilam odejsc. Ile
        wytrzymam? Czy w koncu poczuje, ze to rozstanie to nie strata, ale szansa?
        Chcialabym.
        Chcialabym ktoregos dnia obudzic sie i poczuc, ze zyje, ze moge, ze jestem
        wolna. Nie wiem, czy to potrafie. Wierze, ze tak.
        Dlatego probuje.

        Mam tyle przed soba...

        Trzymaj kciuki.

        > Souri, nie umieraj. Nie ma takiego mezczyzny na swiecie, dla ktorego by bylo
        > warto umrzec. Owszem, dla wlasnego syna to co innego.
        >
        > Zeby przestac kochac, trzeba tak mniej wiecej roku. Taki jest ustawowy okres,
        w
        >
        > czasie ktorego sie cierpi, a potem, ktoregos dnia, po prostu sie rozkosznie
        > przestaje cierpiec, i zajmuje sie czyms innym, nowym.
        > Trzeba zacisnac zeby na rok, a kochasia pogonic. Kazdy chce byc bohaterem
        > cudownego romansu z mloda jedrna dziewczyna, a w domu miec zone w swoim
        wieku,
        > ktora poda kapcie, zrobi obiad, otworzy piwo i nie bedzie za duzo wymagac.
        > Mezczyzni tak maja, wielu z nich w kazdym razie. Dobrze jest to wiedziec i
        > patrzec na nich z przymruzeniem oka: oni sa jak dzieci, tylko im wodka i
        dziwki
        >
        > w glowie...Romantyczne uniesienia fantastyczne sa na chwile, ale nie da sie
        na
        > nich zbudowac zycia. Szczegolnie juz z mezczyzna ktory ma czterdziesci osiem
        > lat.
        >
        > Trzymaj sie i znajdz sobie milego chlopca w swoim wieku.
        >
        > Magda
        • Gość: Maryla Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.04, 23:13
          "Tak, wiec moj Ukochany tez wciaz mowi o tym, ze musze poczekac. Ze mam nie byc
          taka niecierpliwa. Ze wszystko potrzebuje czasu.
          A ten czas mija i mija..."

          Souri,
          nie ma reguły, istotnie, bywa że ludzie są szczęśliwi w drugich związkach, po
          rozstaniu z poprzednim partnerem. Ale, uwierz mi, gdyby on chciał ciebie, a nie
          żonę, dokonałby wyboru w ciągu kilku pierwszych miesięcy waszego związku.
          Minęły 2 lata, a on ci mówi, że masz poczekać? To znaczy, że faktycznie wybrał
          żonę i nie daj się robić w bambuko.

          Gratuluję decyzji o rpozstaniu! Wytrwaj w niej. To naprawdę szansa dla ciebie
          na wyrwanie się z tego obłędnego piekiełka. Za jakiś czas spytasz samą
          siebie: "Jak mogłam tkwić w tym toksycznym związku tak długo?"

          Życzę ci wytrwałości, ciekawej pracy i mało wolnego czasu w ciągu najbliższych
          kilku miesięcy. Gdyby Ci sie chciało płakać - ubierz się ładnie, pomaluj i idź
          pospacerowac na główną ulicę miasta, wszystko jedno gdzie, byle wśród ludzi.
          Nie wiem czy to potrwa rok, ale minie na pewno. I jeszcze się zakochasz w
          kiomś bardziej wiarygodbnym.
          Powodzenia! :-)

          • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:14

            > Życzę ci wytrwałości, ciekawej pracy i mało wolnego czasu w ciągu
            najbliższych
            > kilku miesięcy. Gdyby Ci sie chciało płakać - ubierz się ładnie, pomaluj i
            idź
            > pospacerowac na główną ulicę miasta, wszystko jedno gdzie, byle wśród ludzi.
            > Nie wiem czy to potrwa rok, ale minie na pewno. I jeszcze się zakochasz w
            > kiomś bardziej wiarygodbnym.
            > Powodzenia! :-)

            DZIEKUJE!
            Tak - znajduje sobie baaardzo duzo pracy. Pilnuje sie, żeby do niego nie
            dzwonić, żeby mysleć jak najmniej.
            Ale on teraz protestuje - nie chce rozstania. Chyba dotarło do niego, że mogę
            naprawdę odejść...
            A ja chcę tego i nie chcę. CHcę - bo nie mam już siły tak żyć. Ale i nie chcę,
            bo bardzo go kocham.
    • abra12 Re: Więc wybrał żonę... 18.07.04, 02:45
      dziwczyno czy ty masz żle w glowie bieżesz się za za żonatego i na dodatek
      dużo starszego od siebie zastanów się przecież on nie opóści żony dla
      ciebie,powinnaś zerwać tą znajomość bo i tak nic nie osiągniesz a tylko
      przedlużasz swoje cierpienie.Zastanów się ja Ty byś sie czula na miejscu jego
      żony chcesz budować swoje szczęście na niszczęściu innych.
      • Gość: karola Re: Więc wybrał żonę... IP: 193.138.110.* 18.07.04, 17:10
        poznałam zonatego, zakochałam się i trwa to juz osiem lat. Czasami
        szczęśliwych, czasami deszczowych.Etatową kochanka byłam przez prawie 5 lat-
        czekałam długo, ale widocznie cierpliwość się opłaca... Od trzech lat
        mieszkamy razem i jest nam cholernie dobrze.Czyżby to było złamanie
        stereotypu,że żonaty nie opusci dla młodszej "dupci"(18 lat)żony? On ma dobry
        kontakt ze swoim dzieckiem, a ona czasami próbuje coś miedzy nami zepsuć, ale
        się jej nie udaje. Bo to od nas zalezy, jak miedzy nami jest i będzie. A robimy
        wszystko, żeby bylo jak najlepiej. Bo my się po prostu nadal kochamy tak jak
        osiem lat temu...Czego zyczę wszystkim
        • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 17:40
        • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 17:43
          No to gratulacje! Teraz tylko czekaj i wyglądaj kiedy pozna młodszą dupcie od
          ciebie i życz im szczęścia. A może już nie zdąży , no to szkoda, byłoby tak
          suuper i cool...
          • Gość: były niewierny mąż Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 18:50
            i bardzo dobrze zrobił, że wybrał żonę , przestał być głupim skurwysynem jakim
            chciałaś go zrobić. Rodzina i dzieci OBECNE są najważniejsze bo to przedłuża
            nasze życie i pozwala przetrwać genom.A że zawsze są takie głupie kureweki , no
            cóóóżżż trzeba skorzystać jakm się sama pcha...
          • Gość: karola Re: Więc wybrał żonę... IP: 193.138.110.* 18.07.04, 21:09
            jesteś żałosna Ewuniu. Ma już młodszą, a za kilka lat będzie za późno na
            jeszcze młodszą...Szczęścia ludzkiego zazdrościsz? według ciebie wszyscy faceci
            popadają w schematy? Po jednej dupci druga dupcia? Gdzie ty zdobywasz wiedzę o
            mężczyznach? na spotkaniach feministek? Może lepiej jak gosciu zdradza wiecznie
            swoją żonę, a ona udaje że nic nie wie? Mój przynajmniej nie okazał się
            tchórzem i jego eks wiedziała o wszystkim od samego początku.Problemem był
            rozwód, na który nie chciała wyrazić zgody.
            • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.04, 21:44
              powtórzę jeszcze raz :gratulacje! Nie jest tchórzem, więc i tobie powie że
              znalazł nową miłość i bedziecie razem się cieszyć ,a za póżno faktycznie może
              będzie, chyba że złapie powiew trzeciej młodości ,bo drugą jak wnioskuję ma za
              sobą.Zyczę wiele sukcesów na nowej drodze ,jak najszybciej obdarz go gromadką
              wrzeszczących dzieci, bo tego napewno pragnie na swoje dojrzałe lata i z
              radością będzie chodził do przedszkola, a dzieciaki będą wrzeszczły :
              Adrianku,dziadek przyszedł!Idz na podyplomówkę z geriatrii.
              A jak gościu zdrzdza żonę to teraz będzie zdradzał ciebie, bo ty jesteś jego
              żoną. ,czego ci serdecznie życzę.
              • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 08:56
                Gość portalu: ewa napisał(a):

                >Zyczę wiele sukcesów na nowej drodze ,jak najszybciej obdarz go gromadką
                > wrzeszczących dzieci, bo tego napewno pragnie na swoje dojrzałe lata i z
                > radością będzie chodził do przedszkola, a dzieciaki będą wrzeszczły :
                > Adrianku,dziadek przyszedł!Idz na podyplomówkę z geriatrii.


                ty ewa naprawde jestes żałosna,
                można nie pochwalać zdrady,
                ale ciebie GERIATIA dopadnie o wiele wcześniej bo mózg już masz zainfekowany.


                > A jak gościu zdrzdza żonę to teraz będzie zdradzał ciebie, bo ty jesteś jego
                > żoną. ,czego ci serdecznie życzę.
              • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 09:36
                a te chamskie dzieciaki wysmiewajace sie z wieku czyjegos ojca
                (garba,lysiny,inwalidztwa-czegokolwiek zewnetrznego) -to bedą chyba twoje
                dzieci, -jak rodzice wychowaja -takie dzieci mają,
                zastanow sie babo nad tym co prezentujesz sobą.
                • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.04, 14:08
                  MOi synowie są absolutnie ok. Wara ci od nich! A reprezentuję zdrowy rozsądek
                  i obrzydzenie do przechodzonego towaru.
                  • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 14:14
                    Gość portalu: ewa napisał(a):

                    > MOi synowie są absolutnie ok.

                    jasne hahaha, jesli sie podali na mamuske-jedze.

                    >Wara ci od nich! >>A reprezentuję zdrowy rozsądek
                    > i obrzydzenie do przechodzonego towaru.
                    sama nim jestes.twoij maz tak jeszcze nie uwaza? z takimi pogladami to cud ze
                    go jeszcze (o ile)masz.


                    sama nim jestes.
                    • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.04, 15:34
                      oczywiście,że mam ,ale to nie stanowi centrum mojego świata ani podstawy
                      egzystencji.Widzę z tego ,że jesteś reprezentantką zdroworozsądkowego myślenia
                      inaczej: znależć sponsora , wydusić jak cytrynę i następny do golenia.Synkowie
                      są bezbłędni, mają przedewszystkim wzór OJCA. Czy jeszcze jakieś wyjaśnienia?
                      • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 15:51
                        hahaha
                        "wzor ojca" -dobre sobie, ojca ktory nie moze byc starszy od ojca kolegi z
                        klasy, nie moze przyjsc o laseczce na wywiadowke, nie daj boze niech ma wypadek
                        i chodzi z pokiereszowana ojcowska buzia - to sie go beda wstydzic,unikac
                        pokazywania sie z nim,przed kolegami udawac ze to nie ich ojceiec zeby ich nie
                        wysmiali ze wyglada jakos inaczej- BO TAKICH WSPANIALYCH CECH ICH MAMUSIA
                        NAUCZYLA, a jak mamusia sie roztyje dostanie zylakow i bedzie miala sztuczna
                        szczeke -to dopiero bedzie obciach. gdzie sie oni ze wstydu podzieja
                        biedaczkowie...
                        • astrit Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 15:58
                          Marta, daj sobie na wstrzymanie bo twoje wypowiedzi są co najmniej obrzydliwe.
                          • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 20.07.04, 08:44
                            astrit napisała:

                            > Marta, daj sobie na wstrzymanie bo twoje wypowiedzi są co najmniej obrzydliwe.


                            Ewa napisala: "jak najszybciej obdarz go gromadką
                            wrzeszczących dzieci, bo tego napewno pragnie na swoje dojrzałe lata i z
                            radością będzie chodził do przedszkola, a dzieciaki będą wrzeszczły :
                            Adrianku,dziadek przyszedł!Idz na podyplomówkę z geriatrii.
                            A jak gościu zdrzdza żonę to teraz będzie zdradzał ciebie, bo ty jesteś jego
                            żoną. ,czego ci serdecznie życzę."


                            obrzydliwe? a wymowa tego co napisala Ewa nie jest obrzydliwa?
                            znam szczesliwe malzenstwo z 20-letnia roznica wieku, do tego maja dzieci, -wg
                            Ewy -to zgroza! dzieci geriatryka ktorego sie palcem wytyka na wywiadowce i
                            takie zasady swoim nadzwyczaj udanym dzieciom z wiecznie mloda mamusia i
                            tatusiem przekaze,,,bleeee
                        • Gość: ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.04, 17:50
                          sorry ,nie mój poziom....... i nie twoja wina ,tak czasmi bywa...
                          • Gość: zona Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.04, 19:25
                            BRAWO
                            • Gość: gosc Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.04, 11:17
                              Ale co "Brawo"?
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:08
          Gość portalu: karola napisał(a):

          > poznałam zonatego, zakochałam się i trwa to juz osiem lat. Czasami
          > szczęśliwych, czasami deszczowych.Etatową kochanka byłam przez prawie 5 lat-
          > czekałam długo, ale widocznie cierpliwość się opłaca... Od trzech lat
          > mieszkamy razem i jest nam cholernie dobrze.

          Więc jednak można... Więc warto kochać i czekać.
          Pewnie przejrzałaś inne głosy tego posta i widzisz, jak różne są opinie. Cieszy
          mnie wój głos - że TO JEST MOZLIWE!!!

          Rozmawialismy dlugo z moim Ukochanym. Prosi, zebym czekala...
          • astrit Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:18
            souri napisała:

            > Cieszy
            >
            > mnie wój głos - że TO JEST MOZLIWE!!!

            Trafienie jedynej "6" w totka też jest możliwe ale jak często się zdarza?


            > Rozmawialismy dlugo z moim Ukochanym. Prosi, zebym czekala...


            A powiedział jak długo? Tydzień? Rok? 10 lat? A jego żona wie o tych planach?
            Bo jeśli faktycznie ma zamiar związać sie z tobą, to chyba wypadało by ją
            poinformować? Czy może będzie to odkładał w nieskończonosć? A skoro tak cie
            kocha, to nie sądzisz, że cię zdradza, bo z żoną sypia z pewnością... A może
            łudzisz się, że to jak w piosence " Żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie
            śpią..."
            Wydaje mi się, że ty wcale nie szukasz pomocy i sposobu wyjscia z tej sytuacji,
            ale aprobaty dla waszego postępowania. W takim razie może daj sobie spokój z
            wypisywaniem łzawych historyjek na forum i zajmij się czekaniem.
            • marta38 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:23
              Astrid dobrze pisze.
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:29

              > Wydaje mi się, że ty wcale nie szukasz pomocy i sposobu wyjscia z tej
              sytuacji,
              >
              > ale aprobaty dla waszego postępowania. W takim razie może daj sobie spokój z
              > wypisywaniem łzawych historyjek na forum i zajmij się czekaniem.

              Chce wyjść z tej sytuacji. Bo ona mnie zabija.
              Ale to wcale nie jest połączone z tym, że przestałam czuć do niego to, co
              czułam!
              Odkąd postanowiłam sie "uwolnić" (bo tak to widzę teraz - że byłam zniewolona -
              uczuciowo, emocjonalnie)jest mi łatwiej, lepiej. I to prawda - czasami, kiedy
              spotykam kogoś, komu sie udało, myślę sobie, że może nie powinnam rezygnować,
              że może się uda, jeśli tylko będę odpowiednio wytrwała...

              To nie takie proste...
              • Gość: Teresa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net-serwis.pl 19.07.04, 10:41
                nie jest wazne co on mowi i jak cie zapewnia, wazne jest czy i co robi w sprawie
                waszej przyszlosci
                chcesz miec pewnosc zamiast karmic sie slowami i zludzeniami, a zapewniam cie,
                ze w tym oni sa dobrzy!, to doprowadz do konfrontacji z zona
                wtedy wszystko bedzie jasne
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 10:43
                  Gość portalu: Teresa napisał(a):

                  > doprowadz do konfrontacji z zona
                  > wtedy wszystko bedzie jasne

                  Masz na mysli to, żebym porozmawiała z jego żoną? Mysle, że żadna z nas tego
                  nie chce
                  • Gość: Teresa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net-serwis.pl 19.07.04, 10:50
                    no wiec istotnie nie szukasz ratunku dla siebie
                    zal mi ciebie, chcesz cierpiec i cierpisz na wlasne zyczenie
                    czy naprawde to jest lepsze, niz spojrzec prawdzie w oczy???
                    co to za milosc, ktora boi sie prawdy?
                    • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:01
                      Błąd. Nie chce. I próbuję odejść.
                      Nie boje się prawdy. Z czego tak wnioskujesz?
                      Z jego żoną rozmawiałyśmy kilka razy przez telefon. Szanujemy sie jako osoby,
                      ale nie znosimy siebie z oczywistych powodów. I poczekamy chyba z rozmową.
                      To tyle

                      Gość portalu: Teresa napisał(a):

                      > no wiec istotnie nie szukasz ratunku dla siebie
                      > zal mi ciebie, chcesz cierpiec i cierpisz na wlasne zyczenie
                      > czy naprawde to jest lepsze, niz spojrzec prawdzie w oczy???
                      > co to za milosc, ktora boi sie prawdy?
                      • Gość: Teresa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net-serwis.pl 19.07.04, 11:08
                        ta wymiana zdan nie ma sensu; skoro zona wie o kochance, to znaczy, ze facet NIE
                        chce wybierac, chce was obie i bedzie ciagnal to tak dlugo, jak dlugo mu na to
                        pozwolisz
                        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:30
                          Gość portalu: Teresa napisał(a):

                          > ta wymiana zdan nie ma sensu; skoro zona wie o kochance, to znaczy, ze facet
                          NI
                          > E
                          > chce wybierac, chce was obie i bedzie ciagnal to tak dlugo, jak dlugo mu na to
                          > pozwolisz

                          Wiesz, od jakiegos czasu dochodzi to do mnie...
                          Z resztą - skoro obie na to pozwalamy, to trudno mu sie dziwic, prawda? Tylko,
                          że mi rola kochanki nie odpowiada, nie wystarcza. Chciałabym mieć normalny
                          związek, normalną rodzinę. Dzieci.
                          • Gość: Teresa Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net-serwis.pl 19.07.04, 11:45
                            pilka jest w Twoich rekach
                            Twoj wybor- Twoj los
                            jesli chcesz czekac, to sie nie uzalaj nad soba
                            za rok bedziesz taaaaka sfrustrowana, rozgoryczona, zawiedziona i zla na siebie,
                            ze strach; widocznie jeszcze Ci malo, musisz osiagnac przyslowiowe "dno", zeby
                            cos z tym zrobic
                            ja sie z takiej matni wyplatalam, wiem jak sie czujesz, ale teraz -po roku, na
                            sama mysl o tamtym "krolewiczu" czuje niesmak, trzeba troche dystansu, zeby
                            zobaczyc cala perfidie takiego ukladu i nieuczciwosc faceta, ktory kocha przede
                            wszystkim siebie
                            • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:50
                              Oczywiście masz racje.
                              Nie użalam sie nad sobą - żyję. Pracuję, kończę studia, robie bardzo duzo
                              bardzo fajnych rzeczy. Staram sie żyć. Dna już dotknęłam. Jeśli przeżyłaś to,
                              to wiesz - co to znaczy. A kiedy pisałam tego posta - było mi na prawde bardzo,
                              bardzo zle. Czego oczekiwałam? Bo ja wiem - chyba wsparcia. Nie sądziłam, że
                              spotkam się z taką dezaprobatą i nawet potępieniem.
                              Wiem, że to jest w moich rękach. I chcę się rozstać. Ale chcę to zrobić w jakis
                              dobry, uczciwy sposób. To, że on jest nieuczciwy nie oznacza, że ja też mam
                              taka być, prawda?
                              A nie umiem po prostu wyjść i zamknąć drzwi. I razem z tym - zabić a może
                              załuszyc w sobie uczuć. Nie umiem tak

                              Gość portalu: Teresa napisał(a):

                              > pilka jest w Twoich rekach
                              > Twoj wybor- Twoj los
                              > jesli chcesz czekac, to sie nie uzalaj nad soba
                              > za rok bedziesz taaaaka sfrustrowana, rozgoryczona, zawiedziona i zla na
                              siebie
                              > ,
                              > ze strach; widocznie jeszcze Ci malo, musisz osiagnac przyslowiowe "dno", zeby
                              > cos z tym zrobic
                              > ja sie z takiej matni wyplatalam, wiem jak sie czujesz, ale teraz -po roku, na
                              > sama mysl o tamtym "krolewiczu" czuje niesmak, trzeba troche dystansu, zeby
                              > zobaczyc cala perfidie takiego ukladu i nieuczciwosc faceta, ktory kocha
                              przede
                              > wszystkim siebie
                              • Gość: chwila Re: Więc wybrał żonę... IP: 62.121.129.* 19.07.04, 11:59
                                Wiem, że to jest w moich rękach. I chcę się rozstać. Ale chcę to zrobić w jakis
                                >
                                > dobry, uczciwy sposób. To, że on jest nieuczciwy nie oznacza, że ja też mam
                                > taka być, prawda?
                                > A nie umiem po prostu wyjść i zamknąć drzwi. I razem z tym - zabić a może
                                > załuszyc w sobie uczuć. Nie umiem tak
                                >


                                tzn jaki ma byc ten "uczciwy sposob" na skonczenie? rozmawialiscie,
                                powiedzialas ze chcesz odejsc...i co dalej? ...teraz on powie ze cierpi
                                wiec "uczciwie" jeszcze pare razy pojdziesz z nim do lozka bo ty taka dobra
                                jestes...?
                                powinnas juz po-prostu-wyjsc-i-zamknac-drzwi a uczucia jeszcze i tak dlugo
                                beda w tobie sie kotlowac zanim wygasna do konca i tego-nie-unikniesz
                                • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 12:06

                                  > tzn jaki ma byc ten "uczciwy sposob" na skonczenie? rozmawialiscie,
                                  > powiedzialas ze chcesz odejsc...i co dalej? ...teraz on powie ze cierpi
                                  > wiec "uczciwie" jeszcze pare razy pojdziesz z nim do lozka bo ty taka dobra
                                  > jestes...?

                                  Bardzo sie mylisz.
                                  Ponieważ postanowiłam odejsć to "nie chodzę z nim juz do łóżka".
                                  Rozmawiamy. Nie wiem, jaki będzie ten mój "uczciwy" sposób na rozstanie.
                                  Chciałabym, żeby był taki, żeby jak najmniej cierpieli wszyscy.
                  • astrit Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:28
                    souri napisała:

                    > Gość portalu: Teresa napisał(a):
                    >
                    > > doprowadz do konfrontacji z zona
                    > > wtedy wszystko bedzie jasne
                    >
                    > Masz na mysli to, żebym porozmawiała z jego żoną? Mysle, że żadna z nas tego
                    > nie chce


                    Trochę nie rozumiem. Czyli on ma zamiar odejść od żony tak, żeby ona o tym nie
                    wiedziała? Było by to spore osiągnięcie. A może po prostu taka sytuacja
                    odpowiada wam obojgu i tak na prawdę nie macie zamiaru zmieniać niczego? Ale w
                    takim razie po co zakładać taki wątek?
                    Zarządaj od niego podania konkretnego terminu powiadomienia żony, albo ty to
                    zrobisz. Zobaczysz, jak wielkie bedzie jego uczucie.
                    Pamiętaj, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Albo sie rozstajecie,
                    albo powiadamiacie żonę. W przeciwnym wypadku będzie to jedynie dość dwuznaczna
                    moralnie rozrywka a nie żaden związek.
                    • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:33

                      > > Masz na mysli to, żebym porozmawiała z jego żoną? Mysle, że żadna z nas t
                      > ego
                      > > nie chce
                      >
                      > Trochę nie rozumiem. Czyli on ma zamiar odejść od żony tak, żeby ona o tym
                      nie
                      > wiedziała? Było by to spore osiągnięcie. A może po prostu taka sytuacja
                      > odpowiada wam obojgu i tak na prawdę nie macie zamiaru zmieniać niczego? Ale
                      w
                      > takim razie po co zakładać taki wątek?
                      > Zarządaj od niego podania konkretnego terminu powiadomienia żony, albo ty to
                      > zrobisz. Zobaczysz, jak wielkie bedzie jego uczucie.
                      > Pamiętaj, że nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Albo sie rozstajecie,
                      > albo powiadamiacie żonę. W przeciwnym wypadku będzie to jedynie dość
                      dwuznaczna
                      >
                      > moralnie rozrywka a nie żaden związek.
                      >
                      No więc właśnie nie rozumiesz. Bo zona wie od początku. Odkąd postanowiliśmy
                      być razem, tworzyć parę - była rozmowa i to nie jedena - z żoną, z dziećmi (z
                      resztą już dorosłymi). Ona wie o wszystkim. Tylko postanowiła nie pozwolić na
                      nic. I w kilku baaardzo mądrych i chytrych ruchach uzależniła go od siebie tak,
                      że teraz nie może po prostu odejść.
                      Ale o tym chyba nie chcę pisać...
                      • astrit Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:36
                        A, to zmienia sytuację. Nie napisałaś o tym, że żona o wszystkim wie.
                      • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:55
                        Uzaleznila od siebie???? Alez to naiwnie brzmi. Souri, to chyba do ciebie tylko
                        funkcjonuje wersja o uzlaeżnieniu. Dorosly facet, a zachowuje się jak dziecko
                        (i wszystkiemu winna jest ta ONA). One nie pozwoliła odejść???? jakby chcial to
                        by odszedł. Wiem co mówię, bo jako mloda siksa wplątałam się w identyczny jak
                        Twój związek. Ale wyszłam z tego i za kilka tygodni zostanę szczęśliwą żoną
                        kogoś w moim wieku :))))
                        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:58
                          anusia29 napisała:

                          > Uzaleznila od siebie???? Alez to naiwnie brzmi. Souri, to chyba do ciebie
                          tylko
                          >
                          > funkcjonuje wersja o uzlaeżnieniu. Dorosly facet, a zachowuje się jak dziecko
                          > (i wszystkiemu winna jest ta ONA). One nie pozwoliła odejść???? jakby chcial
                          to
                          >
                          > by odszedł. Wiem co mówię, bo jako mloda siksa wplątałam się w identyczny jak
                          > Twój związek. Ale wyszłam z tego i za kilka tygodni zostanę szczęśliwą żoną
                          > kogoś w moim wieku :))))

                          A jak dałaś sobie radę z odejsciem? Jak dałaś sobie radę z niedzwonieniem? A
                          on - nie próbował Ciebie zatrzymać?

                          • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 12:09
                            Oczywiście, że próbował, nawet teraz , jakiś tydzien temu do mnie dzowinil
                            mowiąc, że odszedł od zony Ha Ha Ha - dowcipas.
                            A jak odeszłam? Po prostu mowiąc , że to koniec i żeby do mnie nie dzwonił. A
                            jak dzwonił to konsekwentnie odkładałam słuchawkę. Potem zakochalam się w kims
                            innym i... JEstem Megaszczęsliwa!!!!
                            • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 12:39
                              anusia29 napisała:

                              > Oczywiście, że próbował, nawet teraz , jakiś tydzien temu do mnie dzowinil
                              > mowiąc, że odszedł od zony Ha Ha Ha - dowcipas.
                              > A jak odeszłam? Po prostu mowiąc , że to koniec i żeby do mnie nie dzwonił. A
                              > jak dzwonił to konsekwentnie odkładałam słuchawkę. Potem zakochalam się w
                              kims
                              > innym i... JEstem Megaszczęsliwa!!!!

                              I nie było Ci trudno z tym odkładaniem słuchawki?

                              A tak w ogóle - GRATULUJĘ SZCZĘŚCIA!!!!
                              • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 12:59
                                Było, ale w takich momentach zadawalam sobie pytanie czy chcę być nr 2, czy
                                pasuje mi poniżająca w sumie rola kochanki. Pomagało. Zresztą - to szybko
                                przechodzi :))) Jak grypa - na pczątku boli i łamie, ale nie trwa długo.
                                • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:00
                                  anusia29 napisała:

                                  > Było, ale w takich momentach zadawalam sobie pytanie czy chcę być nr 2, czy
                                  > pasuje mi poniżająca w sumie rola kochanki. Pomagało. Zresztą - to szybko
                                  > przechodzi :))) Jak grypa - na pczątku boli i łamie, ale nie trwa długo.

                                  Ci, którzy to przeżyli mówią, że rok to minimum...
                                  • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:03
                                    Eeeee, nie. Rok to juz 100% recover. Ale gdzieś po miesiącu jest już lepiej i
                                    tak nie boli. Zresztą, jakie znaczenie ma nawet jeden rok wobec rezty samotnego
                                    zycia. Co powiez na 40 samotnych lat, jak np. facet za 8 lat dojdzie do
                                    wniosku, że jednak żony nie zostawi. Albo wróci do niej po kilku latch z Tobą.
                                    Myślałaś o tym????
                                    • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:08
                                      anusia29 napisała:

                                      > Eeeee, nie. Rok to juz 100% recover. Ale gdzieś po miesiącu jest już lepiej i
                                      > tak nie boli. Zresztą, jakie znaczenie ma nawet jeden rok wobec rezty
                                      samotnego
                                      >
                                      > zycia. Co powiez na 40 samotnych lat, jak np. facet za 8 lat dojdzie do
                                      > wniosku, że jednak żony nie zostawi. Albo wróci do niej po kilku latch z
                                      Tobą.
                                      > Myślałaś o tym????

                                      Myslałam. Myślę nieraz.
                                      Na prawdę - chcę odejść od niego.
                                      Kocham go, ale wiem, że ta sytuacja mnie zabija. Że wszystko tracę 24h/dobę
                                      myśląc o nim tylko - analizując, czekając, myśląc.
                                      Za cztery miesiące wyjeżdżam z Polski. Może na rok, może na zawsze. Mam
                                      nadzieję, że to mi pomoże.
                                      • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:11
                                        To powinno pomóc, ale tam, za granicą, bądź otwarta na ludzi. I nie mów
                                        przypadkiem nikomu, że jesteś w jakimś związku. Nie, jesteś wolna, usmiechaj
                                        się i korzystaj z życia. Pozawlaj sobie pomagać, spotykaj się z ludźmi, chodź
                                        do kina i na kawę.
                                        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:13
                                          anusia29 napisała:

                                          > To powinno pomóc, ale tam, za granicą, bądź otwarta na ludzi. I nie mów
                                          > przypadkiem nikomu, że jesteś w jakimś związku. Nie, jesteś wolna, usmiechaj
                                          > się i korzystaj z życia. Pozawlaj sobie pomagać, spotykaj się z ludźmi, chodź
                                          > do kina i na kawę.

                                          Moi przyjaciele śmieją się ze mnie, że jeśli każdą nową znajomość z facetem
                                          będę zaczynała od tego, że jestem w takim związku i że cierpie z miłości, to
                                          daleko mnie to nie zaprowadzi...
                              • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:01
                                Souri! masz 24 lata - i gigantyczne szanse na ulozenie sobie zycia. Nie przegap
                                tej szansy czekając w domu na faceta, ktory może nigdy nie będzie Twój. Bo jak
                                ockniesz się za parę lat, to moze być już za późno. Dla Ciebie. A zyie trzeba
                                będzie przezyć....
                                • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:03
                                  anusia29 napisała:

                                  > Souri! masz 24 lata - i gigantyczne szanse na ulozenie sobie zycia. Nie
                                  przegap
                                  >
                                  > tej szansy czekając w domu na faceta, ktory może nigdy nie będzie Twój. Bo
                                  jak
                                  > ockniesz się za parę lat, to moze być już za późno. Dla Ciebie. A zyie trzeba
                                  > będzie przezyć....

                                  Masz rację.
                                  A Ty Anusia - masz teraz 29 lat?
                                  I ile miałaś lat, kiedy rostałaś się z tamtym, żonatym facetem? I ile trwał
                                  Wasz związek?
                                  • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:06
                                    statystyka tu nie pomoże, ale
                                    Mam teraz 30 lat. Jak go poznałam miałam 22, a jak z nim zerwałam - 28
                                    Straciłam (TAK) sześć lat. Nie powtarzaj mojego błedu.
                                    • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:09
                                      anusia29 napisała:

                                      > statystyka tu nie pomoże, ale
                                      > Mam teraz 30 lat. Jak go poznałam miałam 22, a jak z nim zerwałam - 28
                                      > Straciłam (TAK) sześć lat. Nie powtarzaj mojego błedu.

                                      Więc na prawdę uważasz te sześć lat za stracone?
                                      Ja mam za sobą na razie dwa...
                                      Jeśli możesz - powiedz mi jeszcze jaka była różnica wieku między Wami? Mam
                                      nadzieję, że to nie jest zbyt osobiste pytanie.
                                      • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:13
                                        teraz uważam, że to było sześc straconych lat
                                        :( a róznica wieku? 21 lat
                                        Gdzie ja miałam oczy????
                                        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:14
                                          anusia29 napisała:

                                          > teraz uważam, że to było sześc straconych lat
                                          > :( a róznica wieku? 21 lat
                                          > Gdzie ja miałam oczy????


                                          to chyba nie oczy, tylko serce...
                                          • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:17
                                            E tam, serce. Czlowiek oprócz serca ma jeszcze rozum. Tylko trzeba chcieć z
                                            niego skorzystać :)
                              • Gość: chwila Re: Więc wybrał żonę... IP: 62.121.129.* 19.07.04, 13:03
                                > I nie było Ci trudno z tym odkładaniem słuchawki?
                                >


                                a co ty takie retoryczne pytania zadajesz? kazdy cierpi!
                                (ale jeszce dluzej cierpi jesli sie tkwi w miejscu i decyzji nie podejmuje -
                                albo podejmuje a potem sie ja lamie-i np.dzwoni czy dalej spotyka mimo ze niby
                                sie zerwalo)
                                jesli sie ugrzezlo uczuciowo w ukladzie ktory trzeba skonczyc- to sie cierpi,
                                paskudnie cierpi , kazdy dzwiek telefonu to palpitacje,i nerwy,i placz.
                                chodzisz po scianach zeby samej nie zadzwonic, nie spisz po nocach, nie mozesz
                                oddychac, ryczysz co wieczor, pijesz drinki i wyjesz do ksiezyca,wyplakujesz
                                sie przygodnym ludziom w rekaw- przez pol roku, - nastepne pol roku masz
                                depresje i w jakim takim stanie cie trzyma tylko mysl zeby cie z pracy nie
                                wywalili bo wszystko zawalasz...
                                a potem powoli budujesz Siebie od poczatku i zaczynasz zauwazac ze zycie
                                wlasciwie jest piekne, ze lubisz sie usmiechac itd. i nawet zauwazac innych
                                facetow
                                -zadowolona?;)
                                • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:12
                                  Nawet nie wiesz, jak mi takie listy pomagają. Bo to znaczy, że na prawdę to
                                  jest do zrobienia, że mogę dać radę!

                                  Tłumaczę sobie taki scenaiusz - opowiadam go sobie często - przygotowuję się.

                                  Wiesz, poza tym mam cudowne życie i widzę, jak od roku sukcesywnie niszczę
                                  siebie i to moje piekne życie. Mam tylu wspaniałych ludzi dookoła siebie, tyle
                                  wspaniałych zdarzeń mi sie przytrafia i jestem na siebie nieraz wściekła, że
                                  nie umiem sie tym wszystkim cieszyć, bo ciągle myslę o nim i o tym, co będzie...

                                  > a co ty takie retoryczne pytania zadajesz? kazdy cierpi!
                                  > (ale jeszce dluzej cierpi jesli sie tkwi w miejscu i decyzji nie podejmuje -
                                  > albo podejmuje a potem sie ja lamie-i np.dzwoni czy dalej spotyka mimo ze
                                  niby
                                  > sie zerwalo)
                                  > jesli sie ugrzezlo uczuciowo w ukladzie ktory trzeba skonczyc- to sie cierpi,
                                  > paskudnie cierpi , kazdy dzwiek telefonu to palpitacje,i nerwy,i placz.
                                  > chodzisz po scianach zeby samej nie zadzwonic, nie spisz po nocach, nie
                                  mozesz
                                  > oddychac, ryczysz co wieczor, pijesz drinki i wyjesz do ksiezyca,wyplakujesz
                                  > sie przygodnym ludziom w rekaw- przez pol roku, - nastepne pol roku masz
                                  > depresje i w jakim takim stanie cie trzyma tylko mysl zeby cie z pracy nie
                                  > wywalili bo wszystko zawalasz...
                                  > a potem powoli budujesz Siebie od poczatku i zaczynasz zauwazac ze zycie
                                  > wlasciwie jest piekne, ze lubisz sie usmiechac itd. i nawet zauwazac innych
                                  > facetow
                                  > -zadowolona?;)
                                  >
                                  • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:15
                                    Dobrze więc, że to widzisz, to 1 stopień do sukcesu. Nie marnuj zycia na
                                    niezdecydowanego oszusta i cwaniaka, któremu pasuje układ żona + kochanka (tak
                                    to bylo z mojej perspektywy)
                                    • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:20
                                      anusia29 napisała:

                                      > Dobrze więc, że to widzisz, to 1 stopień do sukcesu. Nie marnuj zycia na
                                      > niezdecydowanego oszusta i cwaniaka, któremu pasuje układ żona + kochanka
                                      (tak
                                      > to bylo z mojej perspektywy)

                                      Wiesz, ja go nie widzę jako oszusta i cwaniaka...
                                      Ale może rzeczywiście z perspektywy to tak będzie wyglądało - za parę lat.
                                      A że widzę -coż - nie potrafię sie skupić na niczym. O mało nie przegapiłam
                                      wielkiej szansy naukowej dla siebie, o mało nie straciłam wszystkich
                                      przyjaciół, o mało nie odsunęłam sie zupełnie od rodziny, bliskich... Ale od
                                      kilku tygodni staram się coraz bardziej dbać o siebie, w pewien sposób
                                      uniezależniac się uczuciowo, bo myślę, że to, co jest we mnie, to teź
                                      uzależnienie - od tego, co będzie - czy się spotkamy, czy zadzwoni, napisze -
                                      od tego zależał mój humor i podejście do świata. Teraz jeszcze trochę też tak
                                      jest, ale coraz mniej. Staram się. Pracuję nad sobą...
                                      • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:24
                                        Na tym polega zaślepienie uczuciem, że się nie widzi tego co oczywiste. Ja też
                                        tak miałam. Jak Ci już przejdzie to zobaczysz i oszusta i cwaniaka. Zobaczysz
                                        jak to wyglądało naprawdę. I bedziesz wsciekła }:)
                                        • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:27
                                          anusia29 napisała:

                                          > Na tym polega zaślepienie uczuciem, że się nie widzi tego co oczywiste. Ja
                                          też
                                          > tak miałam. Jak Ci już przejdzie to zobaczysz i oszusta i cwaniaka. Zobaczysz
                                          > jak to wyglądało naprawdę. I bedziesz wsciekła }:)

                                          domyslam sie, że głównie na siebie :-(
                                          • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:29
                                            Na siebie i na niego. Na siebie - wprost proporcjonalnie do stazu "związku"
          • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:32
            A czy Twój Ukochany powiedział Ci NA CO MASZ CZEKAĆ??? Czy dał jakieś sensowne
            uzasadnienie koniecznosci oczekiwania??? Bo co...? czekasz już przeciez dwa
            lata (to długo) . Po co, na co i ile masz jezcze czekać?
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 11:34
              anusia29 napisała:

              > A czy Twój Ukochany powiedział Ci NA CO MASZ CZEKAĆ??? Czy dał jakieś
              sensowne
              > uzasadnienie koniecznosci oczekiwania??? Bo co...? czekasz już przeciez dwa
              > lata (to długo) . Po co, na co i ile masz jezcze czekać?

              Nie dał. Nie powiedział.
              • lukrecja8 Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 12:06
                rad bez liku, opinii również. przeczytałam wszystkie! niezły wyczyn.
                to teraz coś ode mnie. wierzę w przeznaczenie. kiedyś się z tego śmiałam, ale
                były w moim życiu takie wydarzenia, zbiegi okoliczności tak fantastyczne że aż
                nierealne i stwierdziłam, że składa się to w jedną całość, że życie przebiega
                według jakiegoś planu. Ile byś sie nie naszarpała, cel jest już z góry
                założony. więc lepiej płynąć z prądem. nie oznacza to: siedzieć z założonymi
                rękami i czekać na gwiazdkę z nieba - o nie! trzeba działać i to intensywnie,
                ale i realnie. głową muru nie przebijesz. słuchaj siebie i swoich potrzeb a
                życie i tak przyniesie ci to, co ma tobie do zaoferowania.
                w tej chwili czujesz, że twój związek, mimo że to prawdziwa, głęboka miłość,
                jest dla ciebie toksyczny i niszczący, że cię zabija. jeśli to tak silne,
                negatywne odczucia, to musisz się wyzwolić spod ich jarzma. a potem czekać.
                moim zdaniem scenariusze są dwa:
                1. po rozstaniu spotkasz kogoś innego, w kim się zakochasz i ta nowa miłość
                będzie dla ciebie najważniejsza i pozwoli zapomnieć o tamtym
                2. twojemu obecnemu facetowi będzie zależało tak bardzo, że w końcu zostawi
                żonę, mimo że wtedy już nie będziecie razem i odszuka cię i znowu happy end (bo
                ja jestem optymistką i zawsze licze na happy end i jeszcze się nie zawiodłam).
                jeśli mu bardzo, bardzo zależy, to pewnie prędzej zostawi żonę, gdy ty nie
                bedziesz przy nim, bo skoro teraz jesteś, to motywacja do zostawienia żony
                słabnie. było nie było, do przyjemności to nie należy, więc odwleka jak tylko
                może.
                myślę też, że powinnaś też pomyśleć nad tym, jak wyglądałby ten twój wymarzony
                związek na co dzień. z czego byście żyli, jak spędzali czas, z którymi obecnymi
                znajomymi moglibyście się spotykać razem, życie nie jest takie różowe jak może
                nam sie wydawać. ponieważ w obecnej sytuacji bycie z nim jest dla ciebie
                realizacją największego marzenia, nie myślisz o tym, co by się działo potem. o
                prozie życia. o różnicy wieku, o tym, że być może będziesz musiała zrezygnować
                z marzeń o dzieciach wiążąc sie z nim, bo on zapewne juz nie pragnie nowych
                bobasów. itd.
                • Gość: op Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net 19.07.04, 13:16
                  Znam taką dziewczynę,w dodatku facet groszem nie śmierdzi,dzieci kilkoro,na
                  rozwód nie ma i mówi,że jest nowoczesny.
                  • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:21
                    nowoczesny bo co?
                    Bo nie ma pieniędzy czy bo ma dzieci?

                    Gość portalu: op napisał(a):

                    > Znam taką dziewczynę,w dodatku facet groszem nie śmierdzi,dzieci kilkoro,na
                    > rozwód nie ma i mówi,że jest nowoczesny.
                    • Gość: op Re: Więc wybrał żonę... IP: *.net 19.07.04, 13:38
                      Ja tego nie wiem,może dlatego,że ma młodziutką,piękną kochankę,nie przestrzega
                      przykazań religijnych-żyje jak mu się podoba?
                      • souri Re: Więc wybrał żonę... 19.07.04, 13:53
                        Gość portalu: op napisał(a):

                        > Ja tego nie wiem,może dlatego,że ma młodziutką,piękną kochankę,nie przestrzega
                        > przykazań religijnych-żyje jak mu się podoba?

                        A czy to jest zachowanie nowoczesne?...
                        Raczej stare jak świat ;-)
                    • Gość: natasza Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.04, 13:58
                      Wiesz jak się odchodzi z domu: zabiera się ubranie na zmianę s w o j e
                      pieniądze, zamyka drzwi na klucz ,a klucz oddaje żonie . To chyba proste -nie?
                      Chyba że jest gigantyczny kredyt na firmę, samochód , żona podpisała w banku,
                      no to trzeba było prosić swoją nową panią o przysługę. Nie wierzę ,że nie może
                      odejść - nie chce i na pewno nie zechce, a ciebie ma za głupią i naiwną.....
    • Gość: Pa! Ulina BADŹ DZIELNA! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.04, 16:22
    • Gość: awe airam Re: Więc wybrał żonę... IP: *.devs.futuro.pl 23.07.04, 03:52
      Spedzilam dzis pol nocy na szukaniu wielu roznych odpowiedzi w ludziach i
      porownywaniu swojego problemu do podobnych innym ludziom, bo jak ty, czy ty,
      czy ty znalazlam sie w dolku (w ktory sie sama wpakowalam uczuciem, naiwnoscia,
      szeregiem roznych potrzeb) Zdradzone, zony, kochanki karmiace sie zludzeniami.
      Odeszlam wlasnie od mojego zonatego mezczyzny i jestem z siebie dumna :-)
      I usmiecham sie i nie pozwole mu juz wrocic, bo nie ma do czego (i wcale nie
      chodzi o to, ze pozbawilam sie uczuc, nie...)
      Nazwalam go przeciez mezczyzna mojego zycia, moj syn go pokochal i
      zaakceptowal... bylibysmy szczesliwi (i wiem to) ale nie bedziemy i nie
      dlatego, ze on nie zostawi zony, czy dzieci... nie, nie bedziemy juz razem, bo
      ja jestem zbyt szanujacym sie czlowiekiem, by karmic sie zludzeniem.
      Najgorszym posilkiem uczuc jest zludzenie...
      Suri, znajdz w sobie sile, zeby sie od tego uwolnic, to jest chore uczucie. A
      wiek temu Boy powiedzial: " i caly w tym ambaras, zeby dwoje chcialo na raz"
      Pisze tyle dlatego, ze nie kazdemu potrzebna jest tabletka w postaci drugiego
      uczucia, trzeba umiec sile znajdowac w sobie - bo taka sila ma wartosc i moze
      powodowac w nas poczucie dumny.
      Jestem z siebie dumna (nie musze juz wspolczuc jego zonie tego w jak trudnej
      miedzy innymi ja postawilam ja sytuacji..., moge wierzyc w to ze im sie uda -
      czego z uwagi na dzieciaki im zycze...)
      Ale z siebie jestem dumna, ze powiedzialam zegnaj!

      i wiem, ze wytrwam w tym postanowieniu
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 23.07.04, 10:07
        I jak Ci teraz jest?
        Nie żałujesz? Nie żałowałaś ani przez chwilę?

        A on?
        Co na to on?...

        Gość portalu: awe airam napisał(a):

        > Spedzilam dzis pol nocy na szukaniu wielu roznych odpowiedzi w ludziach i
        > porownywaniu swojego problemu do podobnych innym ludziom, bo jak ty, czy ty,
        > czy ty znalazlam sie w dolku (w ktory sie sama wpakowalam uczuciem,
        naiwnoscia,
        >
        > szeregiem roznych potrzeb) Zdradzone, zony, kochanki karmiace sie
        zludzeniami.
        > Odeszlam wlasnie od mojego zonatego mezczyzny i jestem z siebie dumna :-)
        > I usmiecham sie i nie pozwole mu juz wrocic, bo nie ma do czego (i wcale nie
        > chodzi o to, ze pozbawilam sie uczuc, nie...)
        > Nazwalam go przeciez mezczyzna mojego zycia, moj syn go pokochal i
        > zaakceptowal... bylibysmy szczesliwi (i wiem to) ale nie bedziemy i nie
        > dlatego, ze on nie zostawi zony, czy dzieci... nie, nie bedziemy juz razem,
        bo
        > ja jestem zbyt szanujacym sie czlowiekiem, by karmic sie zludzeniem.
        > Najgorszym posilkiem uczuc jest zludzenie...
        > Suri, znajdz w sobie sile, zeby sie od tego uwolnic, to jest chore uczucie. A
        > wiek temu Boy powiedzial: " i caly w tym ambaras, zeby dwoje chcialo na raz"
        > Pisze tyle dlatego, ze nie kazdemu potrzebna jest tabletka w postaci drugiego
        > uczucia, trzeba umiec sile znajdowac w sobie - bo taka sila ma wartosc i moze
        > powodowac w nas poczucie dumny.
        > Jestem z siebie dumna (nie musze juz wspolczuc jego zonie tego w jak trudnej
        > miedzy innymi ja postawilam ja sytuacji..., moge wierzyc w to ze im sie uda -
        > czego z uwagi na dzieciaki im zycze...)
        > Ale z siebie jestem dumna, ze powiedzialam zegnaj!
        >
        > i wiem, ze wytrwam w tym postanowieniu
        • Gość: awea airam Re: Więc wybrał żonę... IP: *.devs.futuro.pl 23.07.04, 10:18
          > I jak Ci teraz jest?
          > Nie żałujesz? Nie żałowałaś ani przez chwilę

          :-) Zawsze sie zaluje odrobine, takim decyzjom towarzysza miesznae uczucia. Ale
          uczuciami mozemy sterowac - wystarczy wierzyc gleboko i byc do czegos
          przekonanym i znajdowac odpowiedznie argumenty. Umiesz ze soba rozmawiac???
          Porozmawiaj, ze soba, zapytaj samej siebie jak sie czujesz w danej sytuacji,
          jesli zle to znajdz w sobie sile, by odzyskac dobre samopoczucie i nie boj
          sie "zrywac" ciezarow... Nawet jesli sa milosciami twojego zycia... bo
          jednostronna milosc w zwiazku jakimkolwiek zawsze jest zla... Boli, a po co
          masz zadawac sobie bol, swiat nie jest dobry, ciagle cos cie spotka, co
          zaboli,l po co wiec sama masz jeszcze sobie dodawac cierpien :-)
          Souri - jego ignoruje...
          Probowal podjac kontakt, polemika, polemika, znam juz to... A po tem chwila
          slabosci bach w ramiona i ulga, bo tak dobrze jest gdy przytuli - gowno prawda!
          (wybacz slowo) To zludzenie, ona tuli, bo ma w tym interes bys zostala, jestes
          mu potrzebna... wiec zacznij siebie sama szanowac...
          Jesli po rozmowie "w lustrze" uslyszysz, ze jest ci zle, niewygodnie i to z
          jego powodu, wiesz co zrobic???

          Najtrudniej o konsekwencje, wiem - ale to tylko kwestia czasu, gdy dopadnie cie
          tesknota dzwon do przyjaciolki, do kogokolwiek i rozmawiaj i smiej sie i szukaj
          zapomnienia, nie wracaj i IGNORUJ GO, bedzie cie probowal odzyskac, az w koncu
          da sobie spokoj
          kwestia czasu - a nawet nie wiesz jak szybko zapomnisz
          nie zyj zludzeniami

          mi jest dobrze, jak pisze do ciebie i jak czytam o tylu kobietach ktore sie
          mecza w naszej sutyacji - po co?
          dla paru urwanych chwil meskiego ramienia i substytutu poczucia bezpieczenstwa?
          jej
          zludzenie jest oszukiwaniem siebie - zacznijmy zyc szczerze

          POWODZENIA
          sobie, tobie i tym innym oby udalo nas sie w tym wytrwac!
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 23.07.04, 10:28
            Wiesz, jest teraz tak, że po rozmowach z nim czuje się źle. Jest tak. Płaczę.
            Właściwie niewiele jest dni, w ktorych nie prłaczę - po przebudzeniu i przed
            snem.
            Zaczynam dbać o siebie, żyć dla siebie. Zaczynam uniezależniać się od niego.
            Wciąż boję sie po prostu powiedzieć - koniec.
            Ale kiedy on jakis tydzień temu oświadczył, że odchodzi - powiedziałam mu -
            dobrze. Rozumiem to. Ja też chcę odejsć. I wiesz, co się stało - panika,
            telefony - że on żartował, że był zdenerwowany, że przeprasza, że kocha nad
            wszystko etc. I po raz kolejny uległam.

            Ale wiem, że ta siła rosnie we mnie. Im bardziej myślę o sobie, im więcej robie
            dla siebie dobrego, tym bardziej wierzę, że sie uda.

            Tylko, że kiedy go słyszę... to wszystko wraca. Miłość, czułość, oddanie...

            Nie wiem, czy przejrzałaś posty, które tu sie pojawiły, ale spotkałam się z
            ogromnym potępieniem... Nie sądziłam, że tak będzie.

            Trzymaj kciuki, żeby mi się udało.
            A ja trzymam kciuki za Ciebie!



            Gość portalu: awea airam napisał(a):

            > > I jak Ci teraz jest?
            > > Nie żałujesz? Nie żałowałaś ani przez chwilę
            >
            > :-) Zawsze sie zaluje odrobine, takim decyzjom towarzysza miesznae uczucia.
            Ale
            >
            > uczuciami mozemy sterowac - wystarczy wierzyc gleboko i byc do czegos
            > przekonanym i znajdowac odpowiedznie argumenty. Umiesz ze soba rozmawiac???
            > Porozmawiaj, ze soba, zapytaj samej siebie jak sie czujesz w danej sytuacji,
            > jesli zle to znajdz w sobie sile, by odzyskac dobre samopoczucie i nie boj
            > sie "zrywac" ciezarow... Nawet jesli sa milosciami twojego zycia... bo
            > jednostronna milosc w zwiazku jakimkolwiek zawsze jest zla... Boli, a po co
            > masz zadawac sobie bol, swiat nie jest dobry, ciagle cos cie spotka, co
            > zaboli,l po co wiec sama masz jeszcze sobie dodawac cierpien :-)
            > Souri - jego ignoruje...
            > Probowal podjac kontakt, polemika, polemika, znam juz to... A po tem chwila
            > slabosci bach w ramiona i ulga, bo tak dobrze jest gdy przytuli - gowno
            prawda!
            >
            > (wybacz slowo) To zludzenie, ona tuli, bo ma w tym interes bys zostala,
            jestes
            > mu potrzebna... wiec zacznij siebie sama szanowac...
            > Jesli po rozmowie "w lustrze" uslyszysz, ze jest ci zle, niewygodnie i to z
            > jego powodu, wiesz co zrobic???
            >
            > Najtrudniej o konsekwencje, wiem - ale to tylko kwestia czasu, gdy dopadnie
            cie
            >
            > tesknota dzwon do przyjaciolki, do kogokolwiek i rozmawiaj i smiej sie i
            szukaj
            >
            > zapomnienia, nie wracaj i IGNORUJ GO, bedzie cie probowal odzyskac, az w
            koncu
            > da sobie spokoj
            > kwestia czasu - a nawet nie wiesz jak szybko zapomnisz
            > nie zyj zludzeniami
            >
            > mi jest dobrze, jak pisze do ciebie i jak czytam o tylu kobietach ktore sie
            > mecza w naszej sutyacji - po co?
            > dla paru urwanych chwil meskiego ramienia i substytutu poczucia
            bezpieczenstwa?
            > jej
            > zludzenie jest oszukiwaniem siebie - zacznijmy zyc szczerze
            >
            > POWODZENIA
            > sobie, tobie i tym innym oby udalo nas sie w tym wytrwac!
            • anusia29 Re: Więc wybrał żonę... 23.07.04, 11:37
              A na co liczyłaś rozbijając małżeństwo??? Że ktoś pogłaska Cię po głowce???
              • souri mam dosyć takich uwag... 23.07.04, 11:40
                anusia29 napisała:

                > A na co liczyłaś rozbijając małżeństwo??? Że ktoś pogłaska Cię po głowce???
                • anusia29 Re: mam dosyć takich uwag... 23.07.04, 12:30
                  Pisząc na forum trzeba było się liczyć i z niepochlebnymi opiniami, szczególnie
                  jeśli robi się coś godnego potępienia.Zobacz, wszyscy radzą Ci wyplątanie się z
                  tego związku. I to z kilku powodów, dla dobra własnego i innych zaangazowanych
                  w sprawę. Ty jednak z uprem godnym lepszej sprawy tkwisz w związku i zasłaniasz
                  się cierpieniem i tym, że "to nie jest łatwe". Życie nie jest łatwe.
                  Jesli mas zdośc takich uwag, to skończ romans. Inaczej do końca zycie, i to nie
                  tylko od forumowiczów, będziesz słyszała o sobie niepochlebne uwagi. Chyba, że
                  Ci to pasuje.
                  Ja mam dośc z okkolei Twojego użalania się nad sobą i egocentryzmu. Okazuje
                  się, ze Ty nie potrzebujes rad, tylko aprobaty. A w tym przypadku o nią będzie
                  trudno...
                  • souri Re: mam dosyć takich uwag... 23.07.04, 12:35
                    Gybyś śledziła moje wypowiedzi, widziałabyś, że rozstałam się.
                    I że choć to trudne, to wiem, że to jest słuszne.
                    A potępiać nie należy nikogo, jeśli nie znasz kontekstu etc.
                    Dobra rada na przyszłość :-)

                    anusia29 napisała:

                    > Pisząc na forum trzeba było się liczyć i z niepochlebnymi opiniami,
                    szczególnie
                    >
                    > jeśli robi się coś godnego potępienia.Zobacz, wszyscy radzą Ci wyplątanie się
                    z
                    >
                    > tego związku. I to z kilku powodów, dla dobra własnego i innych
                    zaangazowanych
                    > w sprawę. Ty jednak z uprem godnym lepszej sprawy tkwisz w związku i
                    zasłaniasz
                    >
                    > się cierpieniem i tym, że "to nie jest łatwe". Życie nie jest łatwe.
                    > Jesli mas zdośc takich uwag, to skończ romans. Inaczej do końca zycie, i to
                    nie
                    >
                    > tylko od forumowiczów, będziesz słyszała o sobie niepochlebne uwagi. Chyba,
                    że
                    > Ci to pasuje.
                    > Ja mam dośc z okkolei Twojego użalania się nad sobą i egocentryzmu. Okazuje
                    > się, ze Ty nie potrzebujes rad, tylko aprobaty. A w tym przypadku o nią
                    będzie
                    > trudno...
                    • anusia29 Re: mam dosyć takich uwag... 23.07.04, 12:54
                      > Gybyś śledziła moje wypowiedzi, widziałabyś, że rozstałam się.

                      śledzę i to z zainteresowaniem.

                      > A potępiać nie należy nikogo, jeśli nie znasz kontekstu etc.

                      Zanm kontekst doskonale - młoda dziewczyna zakochała się w żonatym facecie. I
                      chciałaby zostać jego stała partnerką, może żoną. Nie widzi jednak, że krzywdzi
                      wiele osób i że jest to postępowanie bardzo egoistyczne. Jakbyś czytała moje
                      wypowiedz, to wiedzialabyś, że i ja przez coś takiego przeszłam i ża sama
                      siebie równiez za to potępiam. Bo to nie jest dobre. Na szzceście już jst to za
                      mną. I jestem z tego dumna.
                      > Dobra rada na przyszłość :-)

                      Dobrymi radami to jest piekło wybrukowane :-)
            • aweairam Rozumiem twoja slabosc... 24.07.04, 14:06
              Ale musisz sobie zdac sprawe, ze to jest slabosc...
              Nad slabosciami mozna zapanowac, uczucie to nie jest slabosc, MILOSC TO SILA, a
              ty nie masz sie nad nim litowac ani nad soba - tylko masz byc silna!!!
              Uda ci sie... prosze, musisz tylko dobrze o tym myslec...
              Bedzie ci lepiej i masz szanse byc w zyciu szczesliwa...
              Nie mysl o nim zle, ale go zostaw i miej na to sile (inaczej, znajdz w sobie te
              sile - bo ja masz!!!)
              Ja mam - to ty tez masz...
              Mam chwile, ze zaluje...
              Ale tak jest lepiej...
              Souri, wiesz, zaczelam sie usmiechac...
              Patrze na niebo i oddycham, jestem soba i dla siebie i dbam o siebie i jest mi
              dobrze...
              Za chwile zadbam o kogos kto bedzie mogl, umial i chcial dbac o mnie!
              Wierze w to i jest mi wybitnie "komfortowo"

              powodzenia...
              • souri Re: Rozumiem twoja slabosc... 24.07.04, 17:26
                Chcialabym, zeby mi sie udalo.
                Boje sie. Boje sie, ze strace wszystko, co mam. Wiem, ze to zludzenie. Wiem, ze
                istnieje zycie obok, zycie poza nim.
                Ale nie umiem na razie sobie tego wyobrazic.
                Slabosc? mnie sie ciagle wydaje,ze to Milosc, i ze Milosc trzeba chronic,
                trzeba dbac o nia.

                Dziekuje za takie glosy, jak Twoj, bo one daja mi wiare -ze mozna.
                I ze warto...

                Dziekuje.


                aweairam napisała:

                > Ale musisz sobie zdac sprawe, ze to jest slabosc...
                > Nad slabosciami mozna zapanowac, uczucie to nie jest slabosc, MILOSC TO SILA,
                a
                >
                > ty nie masz sie nad nim litowac ani nad soba - tylko masz byc silna!!!
                > Uda ci sie... prosze, musisz tylko dobrze o tym myslec...
                > Bedzie ci lepiej i masz szanse byc w zyciu szczesliwa...
                > Nie mysl o nim zle, ale go zostaw i miej na to sile (inaczej, znajdz w sobie
                te
                >
                > sile - bo ja masz!!!)
                > Ja mam - to ty tez masz...
                > Mam chwile, ze zaluje...
                > Ale tak jest lepiej...
                > Souri, wiesz, zaczelam sie usmiechac...
                > Patrze na niebo i oddycham, jestem soba i dla siebie i dbam o siebie i jest
                mi
                > dobrze...
                > Za chwile zadbam o kogos kto bedzie mogl, umial i chcial dbac o mnie!
                > Wierze w to i jest mi wybitnie "komfortowo"
                >
                > powodzenia...
                • Gość: awe airam Prosze cie, mysl realnie... IP: *.devs.futuro.pl 25.07.04, 10:15
                  Milosc nie jest szczesliwa jesli jest jednostronna. Jesli Ty bylabys na jego
                  miejscu i kochalabys siebie - to co bys zrobila? (zakladajac ze kochasz...)
                  Milosc ma sens wowczas kiedy dwie osoby kochaja sie mniej wiecej rownowaznie,
                  dbaja o siebie z ta sama checia, maja wobec siebie tyle samo pozytywnych uczuc,
                  staraja sie... i wszystko na najwyzszych obrotach i podpozadkowane jakiejs
                  idei - by osobie kochanej bylo dobrze...
                  Jestes wrazliwa osoba, po co zyc zludzeniem... Masz w sobie wiecej sily niz
                  sadzisz, tylko musisz uwierzyc i przede wszytkim myslec pozytywnie.
                  Nic nie stracisz - ZEBY STRACIC TRZEBA COS MIEC!!!
                  Istnieje zycie, a zycie jest namacalne i dotykalne, a to co ciebie oplata teraz
                  lub oplatalo w owym "zwiazku" to iluzja
                  Czujesz sie atrakcyjna i masz przyjaciol, umiesz sie usmiechnac, idz na bardzo
                  dlugi spacer (doslownie i w przenosni) odkryj inna sciezke i inne drzwi i
                  poczuj inne zapachy, wdychaj wszystko i poznawaj nowe, zobaczysz jak sie szybko
                  zapomina :-)

                  Pozdrawiam
                  • souri Re: Prosze cie, mysl realnie... 27.07.04, 09:58
                    To jest takie mądre i takie miłe, co piszesz...
                    Tak, dorzewam do tego.
                    Przede wszystkim staram się wierzyć w siebie. Ci, którzy nie wiedzą o moim
                    związku, myśla, że mam cudowne życie. Przecież tyle fajnych rzeczy robie,
                    realizuję swoje plany naukowe, realizuję sibie, jeżdżę na rolkach i konno,
                    podróżuję i kocham świat. A tylko ja wiem, że pod tym wszystkim jest codzienny
                    ból i cierpienie. Bo ktoś, kogo kocham...
                    Uwierzyć w siebie. Że dam rade bez niego...
                    Dziekuję CI za wsparcie. :-))

                    Gość portalu: awe airam napisał(a):

                    > Milosc nie jest szczesliwa jesli jest jednostronna. Jesli Ty bylabys na jego
                    > miejscu i kochalabys siebie - to co bys zrobila? (zakladajac ze kochasz...)
                    > Milosc ma sens wowczas kiedy dwie osoby kochaja sie mniej wiecej rownowaznie,
                    > dbaja o siebie z ta sama checia, maja wobec siebie tyle samo pozytywnych
                    uczuc,
                    >
                    > staraja sie... i wszystko na najwyzszych obrotach i podpozadkowane jakiejs
                    > idei - by osobie kochanej bylo dobrze...
                    > Jestes wrazliwa osoba, po co zyc zludzeniem... Masz w sobie wiecej sily niz
                    > sadzisz, tylko musisz uwierzyc i przede wszytkim myslec pozytywnie.
                    > Nic nie stracisz - ZEBY STRACIC TRZEBA COS MIEC!!!
                    > Istnieje zycie, a zycie jest namacalne i dotykalne, a to co ciebie oplata
                    teraz
                    >
                    > lub oplatalo w owym "zwiazku" to iluzja
                    > Czujesz sie atrakcyjna i masz przyjaciol, umiesz sie usmiechnac, idz na
                    bardzo
                    > dlugi spacer (doslownie i w przenosni) odkryj inna sciezke i inne drzwi i
                    > poczuj inne zapachy, wdychaj wszystko i poznawaj nowe, zobaczysz jak sie
                    szybko
                    >
                    > zapomina :-)
                    >
                    > Pozdrawiam
                    • Gość: awe airam podziekowaniem bedzie twoja sila :-) IP: *.devs.futuro.pl 27.07.04, 15:43
                      Przede wszystkim dajesz rade, bo przeciez nie jestes z nim...
                      Prawda? To co teraz lub kiedys... trudno nazwac byciem z kims - takie jest moje
                      odczucie.
                      Zadawaj sobie pytania, ale staraj sie nie wpadac w pulapki, zadawaj sobie
                      pytania jak "kolezance" oczekuje szczerych odpowiedzi i wierz w to, ze z nim
                      czy bez niego swiat sie kreci i jestes jego elementem i to waznym elementem.
                      Cudnie, realizujesz siebie - masz powody do dumy i radosci, czujesz ciagle
                      pustke, bo tak naprawde jestes sama, to co on ci daje to tylko chwile, czy ty
                      nie potrzebujesz czegos wiecej?
                      Wygladasz na osobe co stawia sobie wysokie poprzeczki...
                      Jesli mozesz, to, czy to, czy tamto i jeszcze inne jakies rzeczy... to czy nie
                      moglabys byc wreszcie szczesliwa???
                      hmmm

                      bardzo cieplo Cie pozdrawiam - lubie do ciebie pisac jest w tym cos jak
                      patrzenie na swoje odbicie w lustrze..., przezywalam dokladnie to samo...
                      rozumiem Cie i tym bardziej wydaje mi sie, ze warto, wiesz... :-)
                      • souri Ale wiesz, to nie jest łatwe... 28.07.04, 14:55
                        Bo jak już zaczyna mi choć troszeczkę byc dobrze bez niego, jak zdarzaja sie
                        takie chwile, że myślę, że mogę być szczęsliwa, a przynajmniej mogę wytrzymać -
                        kolejną godzinę bez telefonu, kolejny dzień... to nagle chwyta mnie potworny
                        ból. I tęsknota. I pragnienie - żeby to przekreślic, żeby wrocić, żeby walczyć
                        o tę Miłość do końca...
                        To nie jest łatwe.
                        Wiem - nie jesteśmy razem. Jestem sama. Czuje dojmującą pustkę. ALe życie nie
                        zna pustki, nie pozwala sie zatrzymać, odpocząć, zagoić się ranom, trzeba
                        przeżywać kolejne dni...
                        Boję się, że go stracę zupełnie, a jednocześnie wiem, że nie mam go wcale.
                        Ale kocham go.

                        Napisz do mnie cos jeszcze. Dzięki temu czuje się silniejsza...

                        Gość portalu: awe airam napisał(a):

                        > Przede wszystkim dajesz rade, bo przeciez nie jestes z nim...
                        > Prawda? To co teraz lub kiedys... trudno nazwac byciem z kims - takie jest
                        moje
                        >
                        > odczucie.
                        > Zadawaj sobie pytania, ale staraj sie nie wpadac w pulapki, zadawaj sobie
                        > pytania jak "kolezance" oczekuje szczerych odpowiedzi i wierz w to, ze z nim
                        > czy bez niego swiat sie kreci i jestes jego elementem i to waznym elementem.
                        > Cudnie, realizujesz siebie - masz powody do dumy i radosci, czujesz ciagle
                        > pustke, bo tak naprawde jestes sama, to co on ci daje to tylko chwile, czy ty
                        > nie potrzebujesz czegos wiecej?
                        > Wygladasz na osobe co stawia sobie wysokie poprzeczki...
                        > Jesli mozesz, to, czy to, czy tamto i jeszcze inne jakies rzeczy... to czy
                        nie
                        > moglabys byc wreszcie szczesliwa???
                        > hmmm
                        >
                        > bardzo cieplo Cie pozdrawiam - lubie do ciebie pisac jest w tym cos jak
                        > patrzenie na swoje odbicie w lustrze..., przezywalam dokladnie to samo...
                        > rozumiem Cie i tym bardziej wydaje mi sie, ze warto, wiesz... :-)
                        • Gość: Magda Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... IP: 81.15.225.* 31.07.04, 16:20
                          Nie zrozum mnie źle, ale ja tego wszystkiego po prostu nie pojmuję...Z jednej
                          strony wydajesz się osobą wrażliwą...skłonną do refleksji. Ale..
                          Tak bardzo cierpisz?...A pomyślałaś kiedyś, jaki ból zaserwowałaś żonie swojego
                          kochanka(wespół z nim). Dlatego trudno mi okazać empatię dla Twojego
                          cierpienia...jesteś trochę komiczna( albo jak wolisz- tragikomiczna). Wydaje mi
                          się, że teraz jesteś w faktycznie trudnej sytuacji; cóż, zapędziłaś się w kozi
                          róg...faktycznie tkwisz w relacji, w której nie możesz być szczęśliwa. I
                          jeszcze jedno: on Cię nie kocha( nie ma to żadnego znaczenia)...Poza tym,
                          spytam z ciekawości: czy gdy się poznaliście, nie przeszkadzało Ci, że jest
                          żonaty? Swoją drogą, nie wiem, jak można nie skreślić na początku żonatego
                          faceta, który zdradza...Jak można go szanować, wiązać się z nim...To musi być
                          (zawsze jest) kawał łajna. Zdradzając, pokazuje w ten sposób, gdzie ma swoja
                          żonę, rodzinę, wszystko, co zbudowane...Ech;(
                          • asap01 Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 31.07.04, 21:46
                            Magda gratuluję prostego postrzegania życia i świata tak trochę na poziomie
                            szkoły podstawowej...Wszystko czarne albo białe..Wojen nie ma, wszyscy się
                            kochają,wszyscy mają żarcie,wodę i dach nad głową, a wszystkie małżeństwa są
                            idealne,miłość i serce mało ważne, ważne zasady i wychowanie w jedynej słusznej
                            prawdzie..Miłość to tylko chłodna kalkulacja, tylko kawaler i w moim wieku (
                            podobne podejście ma wszystkowiedząca na tym portalu niejaka
                            lena_z...,pozdrawiam Ją zresztą)Przy tym założeniu do żonatych nie nie wolno
                            się w ogóle zbliżać,a jeśli już jest miła rozmowa, to po minucie
                            krzyczeć: "apage Satanas" Rozumiem, że według Twojego widzenia życia rozwodów
                            nie ma,małżeństwa to ideał zawsze i po grób, choćby naprawdę źle się tam działo
                            to trzeba trwać,każdy żonaty facet który ma źle w małżeństwie(nie mówię o
                            skokach w bok na trochę co masa facetów robi),jak taki się zakocha to
                            jest "łajno"bo się zakochał, a jego nowa kobieta to co? Kurwa i dziwka bez
                            uczuć,bo rozbija to co już i tak rozbite?Szokuje mnie Twoje wyczucie sytuacji i
                            wrzucanie do jednego wora...Poczytaj dokładnie co było tu napisane..Naprawdę
                            myślisz, że można wyrwać sobie serce i kopnąć w kąt? To gratuluję dobrego
                            samopoczucia...Wszystkie takie idealistki tutaj mają pewnie koło 20lat, może 20
                            parę..Myślą, że znają świat i życie i jedyną słuszną PRAWDĘ jak i jeden Pan
                            Dyrektor z Torunia...Ale życie to zycie..Nie jest aż takie proste, ani aż takie
                            biało-czarne jak się mogłoby wydawać...Nie osądzajcie tak łatwo..A
                            słowa "łajno, albo komiczna jesteś" świadczy li tylko o niedojrzałości
                            komentującej...Pozdrawiam
                            • Gość: Magda Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... IP: 81.15.225.* 01.08.04, 11:06
                              Heh i kto to mówi? Sama pretendujesz do miana wszechwiedzącej. Tak Ci
                              najwidocznie wygodnie. Przekręcasz moje słowa na swoja modłę i wkładasz w moje
                              usta poglądy których nie podzielam. Pochodzę z rozbitej rodziny( z powodu
                              podobnego do opisywanego tutaj), więc żadna głupio-mądra nie będzie mi mówiła,
                              jak wygląda ten świat. Sama się o tym przekonałam na własnej skórze!

                              "to trzeba trwać,każdy żonaty facet który ma źle w małżeństwie(nie mówię o
                              > skokach w bok na trochę co masa facetów robi),jak taki się zakocha to
                              > jest "łajno"bo się zakochał, a jego nowa kobieta to co? Kurwa i dziwka bez
                              > uczuć,bo rozbija to co już i tak rozbite?"
                              Przepraszam, ile Ty masz lat? 14 czy 16?
                              Facet który zdradza żonę, to właściwie jej nie zdradza tylko się zakochał. Tak?
                              Troche Ci się chyba w główce pomieszało. O jakim zakochaniu Ty w ogóle mówisz?!
                              Na jakiej podstawie je stwierdzasz?!
                              A jesli coś rozbite, to chyba najpierw coś z tym trzeba zrobić, co? Np.
                              rozwiesć się.Potem można się "zakochiwać" do woli....Poza tym, chyba tamten
                              związek nie był tak do końca rozbity, skoro facet wrócił do żony i są razem,
                              nie uważasz?
                              • Gość: noell Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 11:41
                                O właśnie! Dobrze mówisz. Jesli w związku jest źle, nie pomagają mediacje i
                                rozmowy - rozwieść się I DOPIERO POTEM zakochiwać. To jest właściwa kolejność.
                                Inaczej mamy do czynienia z oszustwem - oszukiwaniem siebie, zony/męża i
                                kochanki/kochanka.
                                • Gość: olenka Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:28
                                  tak dziewczyny, tak byloby idealnie, ale w 80% najpierw jest nowe zakochanie a
                                  potem rozwod. i nie chodzi tu tylko o zakochanie faceta, kobiety robia czasto
                                  tak samo.
                                  a tym bardziej jak w zwiazku sa dzieci, nawet nieudane malzenstwo -po
                                  przekalkulowaniu obu stron - jest wygodniejsze (*mniejsze koszty,
                                  utrzymanie,mieszkanie, zalatwianie biezacych spraw, dzieci choroby szkola...)
                                  PO PROSTU codziennosc!
                                  i dopiero nowa milosc daje impuls do rozwodu- takie sa fakty. mam nadzieje ze
                                  nie doswiadczycie ich kiedys na sobie.
                                  rozwod taki jak mowicie- biora ci ktorzy juz swojego wzajemnego widoku nie
                                  moga, albo druga strona okazala sie draniem ktoremu/ktorej nie da sie wybaczyc
                                  czegos
                                  • asap01 Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 00:36
                                    Olenka, wreszcie rzeczowa odpowiedź a nie teorie rozkapryszonych
                                    wszystkowiedzących panienek, które mylą skutek z przyczyną...To własnie racja,
                                    facet się nie rozwiedzie żeby być sam, trwa w związku bez miłości, bo dzieci,
                                    bo jednak dach nad głową i coś czego się wspólnie dorobiliśmy, bo kobieta,
                                    którą zna od lat..a może się ułozy...I tak mija rok za rokiem tej
                                    beznadziei..Dopiero impuls,nowa kobieta i nowa miłość daje wiarę i nadzieję na
                                    lepsze nowe życie, i to jest powodem rozwodu.A nie: ok, rozwiodę się i
                                    zobaczymy co dalej..Nie komentowałem wcześniejszych wypowiedzi typu "to niech
                                    się najpierw rozwiedzie i dopiero zakochuje" bo nawet nie było co
                                    komentować..Jakie to zycie proste i wzorcowo poukładane dla niektórych...Aż nie
                                    do wiary, że są tacy idealni ludzie, ale cóż też byłem pełen ideałów mając 20
                                    lat..Pozdrawiam olenka
                                    • bebys Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 09:17
                                      >A nie: ok, rozwiodę się i
                                      > zobaczymy co dalej..Nie komentowałem wcześniejszych wypowiedzi typu "to niech
                                      > się najpierw rozwiedzie i dopiero zakochuje" bo nawet nie było co
                                      > komentować..Jakie to zycie proste i wzorcowo poukładane dla niektórych...Aż
                                      nie> do wiary, że są tacy idealni ludzie, ale cóż też byłem pełen ideałów mając
                                      20 > lat..


                                      Inaczej sie patrzy na zycie gdy sie ma 20 lat a inaczej gdy 40-pare...i duzo
                                      doswiadczen za soba.
                                      Ja przezylam taka historie gdy mialam 27 lat. Nie akceptowalam zdrad,
                                      bylam "idealna" i wierzylam ze zycie da sie przejsc czysto, bez klamstw,
                                      oszustw, naginania faktow, ze milosc to milosc, ze seks bez milosci jest fuj,
                                      ze malzenstwo tylko Z milosci i W milosci, ze rodzina to cos najwazniejszego,
                                      ze jak sie konczy milosc to nalezy odejsc a nie trwac w chlodzie a rozrywek
                                      szukac na boku...
                                      Potem poznalam Kogos, zakochalam sie jak glupia, On wlozyl wiele wysilku by
                                      mnie zauroczyc, kochal, snul plany...a ja bylam szczesliwa bo w koncu spotkalam
                                      Tego mezczyzne, tak idealnego dla mnie, i widzialam juz Nas razem,
                                      szczesliwych... i tak mogloby byc.
                                      Ale nie bylo. Bo zatail przede mna, ze jest zonaty, ze mieszka z zona, zrecznie
                                      omijal ten temat, ja nie pomyslalam ze tak moze byc, przeciez taka Wielka
                                      Milosc nie zrobi mi swinstwa, nie oszuka, nie oklamie...
                                      Potworne rozczarowanie, bol i skundlenie we mnie gdy sie dowiedzialam...
                                      Bylismy jeszcze przez rok razem, cierpialam, dreczylam sie, od szczescia z
                                      bycia razem i euforii po depresje, podejrzenia i gryzacy brak zaufania...

                                      Gdyby byl wolny gdy sie poznalismy to dzisiaj bylibysmy razem musle, ze
                                      szczesliwi, w szacunku do siebie.
                                      Ale przez to, ze nie byl wolny, ze wkupil sie w moje uczucia niejako podstepem,
                                      ze czuje sie winna jego rozwodowi... nasz zwiazek sie rozpadl.

                                      Z pieknej milosci zostala ruina. Mimo, ze minelo juz kilka lat nadal mysl o tym
                                      boli. I wiem, że On tez cierpi.

                                      Zmienilo sie moje podejscie do takich zwiazkow, moze bardziej ich rozumiem...
                                      Ale byle jakie malzenstwo + romanse na boku to nie jest dobra recepta na zycie.
                                      Bo nie wiesz kiedy cie trafi strzala amora. I mozesz stracic Milosc dlatego, ze
                                      szukasz jej u innych a sam nie jestes gotowy na pelne jej danie bo masz
                                      zobowiazania "formalne...
                                • souri Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 11:45
                                  Ale czasami życie układa się inaczej i JEDYNA SŁUSZNA KONIECZNOŚĆ zostaje
                                  zaburzona. I dotyczy to różnych życiowych spraw, co powinnaś wiedzieć, bo już
                                  parę lat żyjesz na tym świecie...

                                  Gość portalu: noell napisał(a):

                                  > O właśnie! Dobrze mówisz. Jesli w związku jest źle, nie pomagają mediacje i
                                  > rozmowy - rozwieść się I DOPIERO POTEM zakochiwać. To jest właściwa
                                  kolejność.
                                  > Inaczej mamy do czynienia z oszustwem - oszukiwaniem siebie, zony/męża i
                                  > kochanki/kochanka.
                          • souri Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 11:42

                            CZASAMI NA POCZĄTKU NIE WIE SIĘ, ŻE FACET JEST ŻONATY!!!!!!!!

                            Gość portalu: Magda napisał(a):

                            > Nie zrozum mnie źle, ale ja tego wszystkiego po prostu nie pojmuję...Z jednej
                            > strony wydajesz się osobą wrażliwą...skłonną do refleksji. Ale..
                            > Tak bardzo cierpisz?...A pomyślałaś kiedyś, jaki ból zaserwowałaś żonie
                            swojego
                            >
                            > kochanka(wespół z nim). Dlatego trudno mi okazać empatię dla Twojego
                            > cierpienia...jesteś trochę komiczna( albo jak wolisz- tragikomiczna). Wydaje
                            mi
                            >
                            > się, że teraz jesteś w faktycznie trudnej sytuacji; cóż, zapędziłaś się w
                            kozi
                            > róg...faktycznie tkwisz w relacji, w której nie możesz być szczęśliwa. I
                            > jeszcze jedno: on Cię nie kocha( nie ma to żadnego znaczenia)...Poza tym,
                            > spytam z ciekawości: czy gdy się poznaliście, nie przeszkadzało Ci, że jest
                            > żonaty? Swoją drogą, nie wiem, jak można nie skreślić na początku żonatego
                            > faceta, który zdradza...Jak można go szanować, wiązać się z nim...To musi być
                            > (zawsze jest) kawał łajna. Zdradzając, pokazuje w ten sposób, gdzie ma swoja
                            > żonę, rodzinę, wszystko, co zbudowane...Ech;(
                            • noell100 Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 13:11
                              No tak, ale w pewnym momencie to już wiadomo i moment ten nie jest tak póxno,
                              zeby jeszcze się nie wycofać. Sama widzisz ile to powoduje komplikacji i bolu.
                              Co do 'dania mu czasu' - moim zdaniem jakby chcial coś zrobić, to dwa LATA to
                              wystarczająco. Po prostu - jk stwierdziło to wiele osób przede mną - jemu jest
                              tak wygodnie. A i Ty nie wymagasz od niego niczego.
                              N
                              • souri Re: Ale wiesz, to nie jest łatwe... 02.08.04, 13:38
                                Wiem.. Zdaję sobie z tego sprawę, że nie wymagam od niego niczego.
                                I że jest już za późno, żebvy zacząć wymagać...
                                Nie popełnię tego błędu w następnym związku. Przynajmniej postaram się...

                                noell100 napisała:

                                > No tak, ale w pewnym momencie to już wiadomo i moment ten nie jest tak póxno,
                                > zeby jeszcze się nie wycofać. Sama widzisz ile to powoduje komplikacji i
                                bolu.
                                > Co do 'dania mu czasu' - moim zdaniem jakby chcial coś zrobić, to dwa LATA to
                                > wystarczająco. Po prostu - jk stwierdziło to wiele osób przede mną - jemu
                                jest
                                > tak wygodnie. A i Ty nie wymagasz od niego niczego.
                                > N
                                • asap01 Rezygnujesz? 02.08.04, 19:14
                                  Souri czy ja dobrze rozumiem? Że zaczynasz obojętnieć i odpuszczasz? Dlaczego
                                  za późno, zeby zacząć wymagać? Nigdy nie jest za późno na wyartykułowanie
                                  Twoich potrzeb i oczekiwań, szczególnie, że On okazywał uczucie i chciał być z
                                  Tobą...Może ciągle chce..Czas na poważną rozmowę a nie na proste powiedzenie
                                  mu "papa"..Ale to tylko moje subiektywne zdanie...Pozdrawiam bardzo gorąco
                                  • souri Re: Rezygnujesz? 03.08.04, 10:47
                                    Wydaje mi sie, ze jak sie zabrnie za dalwko w pozwalaniu, to nie ma jakos
                                    stamtad powrotu.
                                    I zaczynam myslec, ze mu po prostu na mnie przestalo zalezec...

                                    asap01 napisał:

                                    > Souri czy ja dobrze rozumiem? Że zaczynasz obojętnieć i odpuszczasz? Dlaczego
                                    > za późno, zeby zacząć wymagać? Nigdy nie jest za późno na wyartykułowanie
                                    > Twoich potrzeb i oczekiwań, szczególnie, że On okazywał uczucie i chciał być
                                    z
                                    > Tobą...Może ciągle chce..Czas na poważną rozmowę a nie na proste powiedzenie
                                    > mu "papa"..Ale to tylko moje subiektywne zdanie...Pozdrawiam bardzo gorąco
                                    • asap01 Re: Rezygnujesz? 03.08.04, 21:04
                                      SOURI, chyba właśnie zabrnęłaś za daleko..Może pora się wyciszyć, pomysleć o
                                      życiu, o tym co dalej..A jeśli on się nie odezwie to sprawa jasna i stare
                                      powiedzenie:"czas leczy rany"...A co jeśli naprawdę mu zależy?Jeśli zacznie
                                      walczyć? pomyśl o tym...Może wtedy to dopiero czas na rozmowę i określenie
                                      wzajemnych oczekiwań? Nie uważasz?To TY go znasz naprawdę i wiesz czy warto
                                      jeszcze w ogóle gadać..Wierz tylko sobie i swoim uczuciom, nie opiniom
                                      sfrustrowanych tutaj na forum..One czekają na księcia na białym koniu, w końcu
                                      każdy ma ideały mając 20 lat..Ale TY już wiesz, ze ważny jest ktoś kto kocha,
                                      rozumie,potrafi rozmawiać,docenia, opiekuje się...Pomyśl czy jest Ci z nim
                                      dobrze i czy w ogóle warto się starać..Jeśli nie wiesz tego na pewno, albo
                                      jeśli przestaniesz się do niego odzywać to on też nie będzie chciał...hmmm
                                      wtedy wszystko jasne..Ból minie, będzie z czasem kolejna miłość...Ale co jeśli
                                      to ON i jest gotowy na to, żeby być z Tobą? Jesteś mądra, wiesz co
                                      robić...Pozdrawiam ciepło

                                      > Wydaje mi sie, ze jak sie zabrnie za dalwko w pozwalaniu, to nie ma jakos
                                      > stamtad powrotu.
                                      > I zaczynam myslec, ze mu po prostu na mnie przestalo zalezec...
                                      >
                                      > asap01 napisał:
                                      >
                                      > > Souri czy ja dobrze rozumiem? Że zaczynasz obojętnieć i odpuszczasz? Dlac
                                      > zego
                                      > > za późno, zeby zacząć wymagać? Nigdy nie jest za późno na wyartykułowanie
                                      >
                                      > > Twoich potrzeb i oczekiwań, szczególnie, że On okazywał uczucie i chciał
                                      > być
                                      > z
                                      > > Tobą...Może ciągle chce..Czas na poważną rozmowę a nie na proste powiedze
                                      > nie
                                      > > mu "papa"..Ale to tylko moje subiektywne zdanie...Pozdrawiam bardzo gorąc
                                      > o
                                      >
                                      >
                                      • anusia29 Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 09:21
                                        Naprawdę mu zalezy i przez dwa lata nie moze zebrać się na rozmowę... :)))
                                      • souri Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 10:10
                                        Chyba nie jestem jednak mądra...
                                        Choć masz rację - trzeba wierzyc i ufać temu, co ma się w środku.
                                        Gdybym ulegała mądrości innym, myślę, że już dawno byłabym daleko...

                                        Potrzebujemy rozmowy. Wiem o tym. Chcę tego bardzo. Spokojnej, mądrej rozmowy o
                                        tym, co dalej...

                                        Pozdrawiam CIe serdecznie :-)

                                        asap01 napisał:

                                        > SOURI, chyba właśnie zabrnęłaś za daleko..Może pora się wyciszyć, pomysleć o
                                        > życiu, o tym co dalej..A jeśli on się nie odezwie to sprawa jasna i stare
                                        > powiedzenie:"czas leczy rany"...A co jeśli naprawdę mu zależy?Jeśli zacznie
                                        > walczyć? pomyśl o tym...Może wtedy to dopiero czas na rozmowę i określenie
                                        > wzajemnych oczekiwań? Nie uważasz?To TY go znasz naprawdę i wiesz czy warto
                                        > jeszcze w ogóle gadać..Wierz tylko sobie i swoim uczuciom, nie opiniom
                                        > sfrustrowanych tutaj na forum..One czekają na księcia na białym koniu, w
                                        końcu
                                        > każdy ma ideały mając 20 lat..Ale TY już wiesz, ze ważny jest ktoś kto kocha,
                                        > rozumie,potrafi rozmawiać,docenia, opiekuje się...Pomyśl czy jest Ci z nim
                                        > dobrze i czy w ogóle warto się starać..Jeśli nie wiesz tego na pewno, albo
                                        > jeśli przestaniesz się do niego odzywać to on też nie będzie chciał...hmmm
                                        > wtedy wszystko jasne..Ból minie, będzie z czasem kolejna miłość...Ale co
                                        jeśli
                                        > to ON i jest gotowy na to, żeby być z Tobą? Jesteś mądra, wiesz co
                                        > robić...Pozdrawiam ciepło
                                        >
                                      • Gość: chwila Re: Rezygnujesz? IP: 62.121.129.* 04.08.04, 10:37
                                        >Ale TY już wiesz, ze ważny jest ktoś kto kocha,
                                        > rozumie,potrafi rozmawiać,docenia, opiekuje się...Pomyśl czy jest Ci z nim
                                        > dobrze i czy w ogóle warto się starać..Jeśli nie wiesz tego na pewno, albo
                                        > jeśli przestaniesz się do niego odzywać to on też nie będzie chciał...hmmm


                                        asap,
                                        ale wazny jest i ten ktory jedzie na wakacje ze mna a nie z inna kobieta.
                                        kto potrafi wybrac ze ja jestem dla niego NAJwazniejsza, (ok-moze zaraz po
                                        dzieciach)
                                        on przez 2 lata unikal podjecia decyzji, unikal konfrontacji w rozmowie po
                                        ktorej ta decyzja musialaby zapasc, decyzja wiazaca sie z utrata -przyjemnosci
                                        bycia z souri lub -przyjemnosci bycia w malzenstwie.
                                        z tego co pisze souri- ona sie zadeklarowala ze chce z nim byc- i MOZE z nim
                                        byc od zaraz. facet o tym wie, i jego ruch by sie zdecydowac, i cos wybrac a z
                                        czegos zrezygnowac. (skoro wybiera zone niech da spokoj souri na zawsze).

                                        facet natomiast sam sie nie deklaruje ale wymaga poswiecenia i czekania od souri
                                        a sam jedynie "chce" ale NIE MOZE - a dobrymi checiami....itd,

                                        wybacz ale facet ktory deklaruje milosc do mnie a nie potrafi podjac decyzji o
                                        odejsciu od drugiej kobiety nie jest wart angazowania sie w niego.

                                        i mysle ze souri doszla do tego etapu w ktorym miarka sie przebrala i ma dosyc.
                                        i slusznie.

                                        ale jak odejdziesz- to odejdz naprawde, bo on moze jeszcze zabiegac o ciebie
                                        chcac utrzymac dotychczasowy status.
                                        mimo ze go kochasz teraz to odejdz i jesli on nie zawalczy i nie wroci do
                                        ciebie WOLNY to potraktuj to jako mila pouczajaca przygode,
                                        zreszta za kilka miesiecy sie wyciszysz potem odzyjesz gotowa na nowego
                                        mezczyzne- tego jestem pewna.
                                        tylko nastepnym razem wybierz WOLNEGO od poczatku znajomosci....
                                        • asap01 Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 13:28
                                          chwila, zgadzam się z Tobą...Napisałbym dokładnie to samo..Też wydaje mi się,
                                          że pora odejść..Jedyna różnica między naszymi opiniami polega na tym, że jeśli
                                          souri zdecydowanie odejdzie i zaprzestanie kontaktów, to być może jego to na
                                          tyle poruszy, że WRESZCIE będzie chciał poważnej rozmowy o przyszłości..I wtedy
                                          być może należy dać mu ostatnią szansę, porozmawiać i usłyszeć co ma do
                                          zaoferowania a nie stwierdzać : sorry, zbyt długo czekałam, to już koniec, nie
                                          dzwoń do mnie więcej.... Ale mimo wszystko oceniamy tę sytuację bardzo
                                          podobnie..Pozdrawiam
                                          • souri Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 13:37
                                            Toż ja mu tę szansę dam.
                                            Zapewniam :-)
                                            Za dużo dla nie znaczy.

                                            asap01 napisał:

                                            > chwila, zgadzam się z Tobą...Napisałbym dokładnie to samo..Też wydaje mi się,
                                            > że pora odejść..Jedyna różnica między naszymi opiniami polega na tym, że
                                            jeśli
                                            > souri zdecydowanie odejdzie i zaprzestanie kontaktów, to być może jego to na
                                            > tyle poruszy, że WRESZCIE będzie chciał poważnej rozmowy o przyszłości..I
                                            wtedy
                                            >
                                            > być może należy dać mu ostatnią szansę, porozmawiać i usłyszeć co ma do
                                            > zaoferowania a nie stwierdzać : sorry, zbyt długo czekałam, to już koniec,
                                            nie
                                            > dzwoń do mnie więcej.... Ale mimo wszystko oceniamy tę sytuację bardzo
                                            > podobnie..Pozdrawiam
                                            • asap01 Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 14:04
                                              Cieszę się souri :-)
                                              Naprawdę warto czasem dać komuś szansę...Inna sprawa czy on ją dojrzy i czy
                                              będzie umiał tę szansę wykorzystać..
                                              Ale to już zupełnie inna sprawa...
                                              Pozdrawiam Cię gorąco...
                                              • souri Re: Rezygnujesz? 04.08.04, 14:05
                                                Pozdrawiam ciepło!

                                                Fajnie jest Was mieć. Człowiek czuje się silniejszy :-))

                                                asap01 napisał:

                                                > Cieszę się souri :-)
                                                > Naprawdę warto czasem dać komuś szansę...Inna sprawa czy on ją dojrzy i czy
                                                > będzie umiał tę szansę wykorzystać..
                                                > Ale to już zupełnie inna sprawa...
                                                > Pozdrawiam Cię gorąco...
                                          • Gość: chwila Re: Rezygnujesz? IP: 62.121.129.* 04.08.04, 14:01
                                            asap,
                                            szanse on juz dostawal (z tego co souri napisala) kilka razy, i nie zrobil z
                                            nia nic.
                                            te "szanse" wykorzystal tylko na przedluzenie stanu posiadania obu kobiet:
                                            kochanki, i zony.

                                            dlatego mowie: skonczyc ostatecznie. to znaczy otworzyc sie na innych mezczyzn
                                            i nie czekac na niego. dac w koncu sznse Sobie, nie tylko jemu.

                                            jesli stac go na bycie z souri to zawalczy o nia, ale jesli rozmowa to wreszcie
                                            i tylko o konkrach i konieczny rozwod, (i tu souri musialaby postawic warunki i
                                            egzekwowac spelnienie).

                                            jesli go nie stac na odejscie od zony i stabilizacji rodzinnej(tak chyba jednak
                                            jest w tym przypadku)-to zapomniec o nim raz i zaczac nowe zycie omijajac na
                                            przyszlosc zonatych panow -bo to wiecej lez niz szczescia...

    • groszek69 Re: Więc wybrał żonę... 23.07.04, 16:09
      nie martw sie jestem w troszke podobnej sytuacji, moj mezczyzna nie wrocil do
      zony , ale znalazl sobie inna kochanke ktora jest blsiko niego, jestesmy ze
      soba od ponad roku... planowalismy kiedys moze byc ze soba a tu nic...ale takie
      zycie ja probuje go jeszcze odzywskac ale nie wiem czy to bedzie mozliwe.
      pozdrawiam i zycze wiecej usmiechu
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 23.07.04, 16:11
        Chcesz go odzyskać?
        Więc nie straciłaś do niego zaufania? Serio?
        Trzymam kciuki!

        groszek69 napisała:

        > nie martw sie jestem w troszke podobnej sytuacji, moj mezczyzna nie wrocil do
        > zony , ale znalazl sobie inna kochanke ktora jest blsiko niego, jestesmy ze
        > soba od ponad roku... planowalismy kiedys moze byc ze soba a tu nic...ale
        takie
        >
        > zycie ja probuje go jeszcze odzywskac ale nie wiem czy to bedzie mozliwe.
        > pozdrawiam i zycze wiecej usmiechu
    • Gość: FIONKA Re: Więc wybrał żonę... IP: *.telpol.net.pl / *.telpol.net.pl 24.07.04, 21:37
      zapomnij o tym ,że on odejdzie od zony, jest poprostu tchórzem.Jest zerem które
      tylko potrafilo rumakowac jak nie bylo zobowiazan a teraz kuli ogon i ucieka
      pod spódniczke zonusi!!!opamiętaj sie i zacznij zycie od nowa. ..ja tak
      zrobilam ..konsekwencje trwaja do dziś ...jednym słowem swiadomie spieprzylas
      sobie zycie !!
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 27.07.04, 09:52
        Jeszcze niczego nie spieprzyłam!
        Mam dopiero 24 lata! :-)

        Gość portalu: FIONKA napisał(a):

        > zapomnij o tym ,że on odejdzie od zony, jest poprostu tchórzem.Jest zerem
        które
        >
        > tylko potrafilo rumakowac jak nie bylo zobowiazan a teraz kuli ogon i ucieka
        > pod spódniczke zonusi!!!opamiętaj sie i zacznij zycie od nowa. ..ja tak
        > zrobilam ..konsekwencje trwaja do dziś ...jednym słowem swiadomie spieprzylas
        > sobie zycie !!
    • jutrzenka1978 Re: Więc wybrał żonę... 27.07.04, 12:21
      Witaj Souri!
      Przeczytałam wszystkie posty i dziwię się że na nie odpowiadasz. Nie zamierzam
      wdawać się w dyskusje i być obiektem nagonki... Jak chcesz to napisz do mnie na
      maila. Może pomożemy sobie nawzajem. Pozdrawiam
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 27.07.04, 12:33
        Napisałam!

        Pozdrawiam
        ja

        jutrzenka1978 napisała:

        > Witaj Souri!
        > Przeczytałam wszystkie posty i dziwię się że na nie odpowiadasz. Nie
        zamierzam
        > wdawać się w dyskusje i być obiektem nagonki... Jak chcesz to napisz do mnie
        na
        >
        > maila. Może pomożemy sobie nawzajem. Pozdrawiam
      • Gość: Maciejka Re: Więc wybrał żonę... IP: *.bell-centres.com 28.07.04, 20:15
        Siedzé tak sobie samiutka, rok po rozwodzie i dumam nad gupotá takich panienek
        jak Ty, Souri. Taka wlasnie panienka rozwalila moje malzenstwo, nic na tym nie
        zyskujac. Nie jest ani ze mna ani z nia. Troje dzieci z lekko zlamana psychika
        i wszyscy w dolku. Myslisz, ze zycie to amerykanska soap opera. Bzdura. Pomysl,
        jak niszczysz ludzi. A on, pojdzie dalej, moze na nowe lowy. Wybacz, jestes
        mocno naiwna.(Sorry za czcionke, pisze z zagranicy)
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 10:26
          Jeśli CI to poprawi humor, to ja też siedzę samiutka, porzucona. Wychodze z
          depresji. Zaczynam znowu jeść i spać normalnie. Powoli przekonuję sie znowu, że
          jestem czegoś warta. Ale to nie jest łatwe, bo załamało się całe moje życie.
          Jak Twoje.
          Jeśli CI to poprawi humor, to on mieszka ze swoją żoną i dobrze sie mają.

          Niech wszystkie te żony, które potępiają mnie i obrażaja poczują się lepiej -
          bo zostałam ukarana.

          Miłego dnia

          Gość portalu: Maciejka napisał(a):

          > Siedzé tak sobie samiutka, rok po rozwodzie i dumam nad gupotá takich
          panienek
          > jak Ty, Souri. Taka wlasnie panienka rozwalila moje malzenstwo, nic na tym
          nie
          >
          > zyskujac. Nie jest ani ze mna ani z nia. Troje dzieci z lekko zlamana
          psychika
          > i wszyscy w dolku. Myslisz, ze zycie to amerykanska soap opera. Bzdura.
          Pomysl,
          >
          > jak niszczysz ludzi. A on, pojdzie dalej, moze na nowe lowy. Wybacz, jestes
          > mocno naiwna.(Sorry za czcionke, pisze z zagranicy)
          • Gość: anusia Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 10:56
            Ty porzucona??? No a na co liczyłaś?
            Nie jestem zwolenniczką teorii o "karze", bo to nie tak i zyczę Ci jak
            najlepiej, ale przecież wchodząc w relację, gdzie juz była zona i - co
            ważniejsze - dzieci - musiałaś miec świadomośc, ze ktoś będzie cierpiał.
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:03
              Wiesz, nie jestem doświadczoną podrywaczką żonatych mężczyzn, a kiedy go
              poznałam miałam 22 lata i to był mój pierwszy i jedyny jak dotąd mężczyzna.
              Byłam naiwna - fakt - i wierzyłam w historię o tym, że on już złożył pozew do
              sądu o rozwód, i że ich małżeństwo rozpadło się na długo przed moim pojawieniem
              się. Zakochałam się na zabój. A potem zaczęło się to wszystko zmieniać...

              Wszyscy cierpimy. Jego zona, on i ja. Dzieci - one chyba najmniej. Są dorosłe.
              Wszyscy staraliśmy sie je chronić.

              Ale wiem, że wszystkie Wy powiecie i tak, że jestem wstrętna zdzirą i że sama
              sobie jestem winna.
              Niech tak zostanie. Nie zalezy mi chyba na przekonywaniu kogokolwiek, że też
              jestem kobietą (człowiekiem) i że ja też zostałam skrzywdzona.


              Gość portalu: anusia napisał(a):

              > Ty porzucona??? No a na co liczyłaś?
              > Nie jestem zwolenniczką teorii o "karze", bo to nie tak i zyczę Ci jak
              > najlepiej, ale przecież wchodząc w relację, gdzie juz była zona i - co
              > ważniejsze - dzieci - musiałaś miec świadomośc, ze ktoś będzie cierpiał.
              • deep_deep_red Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:20
                > Wszyscy cierpimy. Jego zona, on i ja. Dzieci - one chyba najmniej. Są dorosłe.
                > Wszyscy staraliśmy sie je chronić.

                Ty starałaś się chronić jego dzieci?? Jak?? przecież dzieli cię z nimi różnica
                kilku lat - to twoi rówieśnicy , a wypowiadasz się aj k doświadczona 40- letnia
                kobieta - to trochę śmieszne...
                byłaś z nim tylko 2 lata?? a wątek jest taki, jakbyś spędziła conajmniej 20 :)

                Ja cie nie oceniam z perspektywy tego , że byłaś czyjąś kochanką. Ale po prostu
                z kimś byłaś i nie jesteś to się zdarza w naszym wieku, dziewczynomoże znajdź
                przyjaciółkę w swoim wieku porozmawiaj z nią i zobaczysz, że rozstanie to nie
                taka tragedia.
                • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:35
                  Moja Mama patrząc na mnie i rozmawiając ze mną smuci sie, że przez to wszystko
                  jestem właśnie jak 40-to paro letnia kobieta, a nie 20-letnia dziewczyna.

                  Rozmawiam z dziewczynami w moim wieku.
                  Dlaczego jest w Was tyle złości? i tyle często jadu?

                  A dla mnie to rozstanie to jest ragedia. To moje zycie i moje uczucia.


                  deep_deep_red napisała:

                  > > Wszyscy cierpimy. Jego zona, on i ja. Dzieci - one chyba najmniej. Są dor
                  > osłe.
                  > > Wszyscy staraliśmy sie je chronić.
                  >
                  > Ty starałaś się chronić jego dzieci?? Jak?? przecież dzieli cię z nimi różnica
                  > kilku lat - to twoi rówieśnicy , a wypowiadasz się aj k doświadczona 40-
                  letnia
                  > kobieta - to trochę śmieszne...
                  > byłaś z nim tylko 2 lata?? a wątek jest taki, jakbyś spędziła conajmniej
                  20 :)
                  >
                  > Ja cie nie oceniam z perspektywy tego , że byłaś czyjąś kochanką. Ale po
                  prostu
                  > z kimś byłaś i nie jesteś to się zdarza w naszym wieku, dziewczynomoże znajdź
                  > przyjaciółkę w swoim wieku porozmawiaj z nią i zobaczysz, że rozstanie to nie
                  > taka tragedia.
                  • deep_deep_red Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:52
                    nie wiem, gdzie w mojej wypowiedzi jest złość i jad - chyba troche przesadzasz...

                    dziwie sie temu wszystkiemu tylko dlatego , że jestem w twoim wieku i mam
                    podobny problem - tyle, że ja byłam z tą osobą 5 lat - ale wiem, że zaraz
                    napiszesz, że to nie ma nic do rzeczy.
                    Też dużo na ten tamat rozmawiałam z innymi i najważniejsze co usłyszałam, gdy
                    powiedziałam, że chciałabym ze złości zniszczyć jakieś jego rzeczy , to - ale po
                    co tracić na to energie. Po co tracisz energie odpisując wiąż na te posty -
                    wegług mnie ten wątek powiniem zniknąć - bo jak na razie to chyba więcej szkody
                    ci przyniósł niż pozytku - a wszyscy jeszcze wciąż do niego wracają . Tylko to
                    mnie złości - bo wiem że ciąłe wracanie i pieprzenie o tym samym nie ma
                    większego sensu.
          • Gość: Maciejka Re: Więc wybrał żonę... IP: *.bell-centres.com 29.07.04, 20:21
            I tu sié mylisz, Souri. W twoim przypadku tylko ty cierpisz, w moim jest
            jeszcze trójka dzieci. Aha, zebys nie sádzila, ze jestem krysztlaowa: tez
            mialam podobne dylematy. Tyle, ze ja wiem, ze swojego szczescia na zgliszczach
            budowac nie wolno. To wraca a wtedy wyrzuty sumienia zabija radosc z tego, co
            bys wreszcie miala tylko dla siebie.
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 23:12
              Nie rozumiem - jestes porzucona zona czy porzucona kochana?

              Ale wspolczuje Tobie i dzieciom.

              Gość portalu: Maciejka napisał(a):

              > I tu sié mylisz, Souri. W twoim przypadku tylko ty cierpisz, w moim jest
              > jeszcze trójka dzieci. Aha, zebys nie sádzila, ze jestem krysztlaowa: tez
              > mialam podobne dylematy. Tyle, ze ja wiem, ze swojego szczescia na
              zgliszczach
              > budowac nie wolno. To wraca a wtedy wyrzuty sumienia zabija radosc z tego, co
              > bys wreszcie miala tylko dla siebie.
    • Gość: Piotr Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 20:53
      A ja kocham psa sąsiadów, ale on woli okoliczne suki i co mam zrobić? Pomóżcie...
    • zalka1 Re: Więc wybrał żonę... 28.07.04, 17:15
      Jesteś żałosna. Nie potrafię współczuć komuś takiemu jak ty. Wiedziałaś, że
      facet jest żonaty, ma dzieci, ale ich uczucia się dla ciebie nie liczą. Dla
      nich nie masz zrozumienia ani żadnych ludzkich uczuć. Z żoną spędził jak
      piszesz dwadzieścia pare lat - z gubsza tyle, ile ty masz. Ale uczucia jego
      żony masz gdzieś. Liczysz się tylko ty no i on - BO TY GO KOCHASZ! Wow. Ty nie
      znasz znaczenia słowa kochać idiotko. Jedyną osobą, którą kiedykolwiek kochałaś
      jesteś ty sama. Pomyśl, że twój ojcec mógłby znaleźć sobie taką siksę jak ty, i
      co by na to powiedzaiła twoja matka, co ty byś powiedziała o takiej panience.
      Ja myślę, że powinnaś zacząć myśleć głową a nie .... zreszta nieważne. I może
      przekonaj się gdzie naprawdę leży serce.
      • limonie Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:49
        Widzisz tak to jest jak się mysli sercem....ja nie potępiam Souri. To, że miałą
        romans z zonatym facetem nie jest rzeczą chwalebną. Ale jak się zakochasz
        rzadko myślisz rozumem tylko sercem. Nie usprawiedliwiam tego związku,
        rozbijania małżeństw.A z drugiej strony czy winna jest tylko Souri? A co z tym
        facetem? Potępia się tylko kochanki...nigdy zonatych mężczyzn.
        Trzymaj się Souri
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 11:56
          Dzięki.

          Jestem zaskoczona tym, czego dowiedziałam się dzięki temu Forum. Większość
          postów, które zostały tu umieszczone od razu oceniają mnie jako tą:
          a. wstrętną siksę
          b. głupia i naiwną
          c. zdzirę
          d. idiotkę i dupodajkę (takie słowa też tu się znalazły)

          Pewnie, że było mi przykro, ale wiesz co - bardziej mi żal tych kobiet, które
          to pisały. Bo to świadczy o nich. O tym, jak łatwo wydają opinie i co gorsza -
          sądy. Jak łatwo im używać takich słów, ogromnie dotkliwych i krzywdzących.
          Wszystkie te żonyu poczuły się, jakbym sprawa dotyczyła ich mężów. Jakoś tam to
          rozumiem i może nie powinnam być zaskoczona. Ale jestem.
          I po tylu gorzkich i obraźliwych słowach juz się uodporniłam. Myslę, że nie to
          chcuiały osiągnąć.
          A smutek, rozgoryczenie, poczucie bycia porzuconą, odtrąconą i nie potrzebną
          nikomu pozostał. Tu moje drogie forumowiczki odniosły sukces.

          Dzięki za trochę zrozumienia.

          limonie napisała:

          > Widzisz tak to jest jak się mysli sercem....ja nie potępiam Souri. To, że
          miałą
          >
          > romans z zonatym facetem nie jest rzeczą chwalebną. Ale jak się zakochasz
          > rzadko myślisz rozumem tylko sercem. Nie usprawiedliwiam tego związku,
          > rozbijania małżeństw.A z drugiej strony czy winna jest tylko Souri? A co z
          tym
          > facetem? Potępia się tylko kochanki...nigdy zonatych mężczyzn.
          > Trzymaj się Souri
          • Gość: ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 12:22
            Hej Souri!
            W postach do Ciebie nie ma jadu. Chyba przesadzasz.
            To co robiłaś nie jest chwalebne, ale zauważ, że to Ty sama najmniej się
            szanujesz. Czego - nota bene - oczekiwałas od forumowiczek - często zon. Że
            pogłaskają Cie po głowce i doradzą jak walczyć z żoną własnie, czyli poniekąd z
            samymi sobą????
            Pamiętaj, że to Ty jesteś kowalem swego losu i w tej sytuacji akurat sama sobie
            odbierasz szacunek.
            A
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 12:25
              Mój post to było jakieś wołanie o pomoc. Nie znałam wtedy tego Forum, to była
              moja pierwsza na nim wizyta. Nie znałam tych wszystkich żon. Ileż tu wątków od
              kobiet, żon, które zostały zdradzone...
              Gdybym wiedziała to wcześniej, to nie napisałabym o sobie. Nie potrzebuję, żeby
              mi jeszcze dokładać bólu.
              Teraz bym tego nie zrobiła.
              A jad jest. Ja go czuję.
              Co do szacunku - rozumiem, że to tak może wyglądać z boku. Z pewnej strony na
              to patrząc... masz rację.

              Gość portalu: ania napisał(a):

              > Hej Souri!
              > W postach do Ciebie nie ma jadu. Chyba przesadzasz.
              > To co robiłaś nie jest chwalebne, ale zauważ, że to Ty sama najmniej się
              > szanujesz. Czego - nota bene - oczekiwałas od forumowiczek - często zon. Że
              > pogłaskają Cie po głowce i doradzą jak walczyć z żoną własnie, czyli poniekąd
              z
              >
              > samymi sobą????
              > Pamiętaj, że to Ty jesteś kowalem swego losu i w tej sytuacji akurat sama
              sobie
              >
              > odbierasz szacunek.
              > A
          • limonie Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 12:23
            zerknij na poczte (priv) jesli mozesz
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 12:37
              limone - odpowiedziałam :-)))


              imonie napisała:

              > zerknij na poczte (priv) jesli mozesz
      • asap01 Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 22:16
        Żałosna?Idiotka?Bez uczuć?Siksa? Tak naprawdę myślisz zalka1?Za dużo hormonów i
        emocji zalka1, idź na dyskotekę, wyszalej się, to poważna dyskusja malutka. Aż
        się nie chce komentować...kolejna co wie wszystko o zyciu biało-czarnym i jest
        jedyną wyrocznią w kwestii co dobre a co złe...Aż mi Cię żal..No more
        comments..Pogadamy jak nabędziesz trochę doświadczenia życiowego..Pozdrawiam
        mimo wszystko
    • Gość: Sandra Re: Więc wybrał żonę... IP: *.crowley.pl 29.07.04, 13:41
      Chyba jednak rozumie mój mąż też miał romans z mlodszą o 10 lat i stwierdził,
      że nie warto (niestety już mu nie wierzę). Przez to zniszczył nasz związek,
      nigdy nic złego nie powiedziałam o tej dziewczynie, gdyż uważam, że to on jest
      wszystkiemu winny. Prawda jednak jest taka, że doskonale widziała obrączkę na
      jego palcu a jednak nie była to dla niej przeszkoda. Wiem, że cierpisz, ja też
      cierpię. Współczuję Ci a jednak uważam, że nie powinnaś romansować z żonatym.
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 13:49
        Współczuję Ci. Na prawdę.
        Na palcu mojego ukochanego nie było obrączki, kiedy to się wszystko zaczęło.
        Dowiedziałam się o żonie i dzieciach (o nich najpóźniej) w swoim czasie. Nie
        chcę się usprawiedliwiać. Nie robię tego. Przedstawiam tylko dodatkowe fakty.
        Czy cierpię?
        Czuję, jakby mi ktoś żywcem serce wyrwał.
        I robił to codziennie od nowa.
        Trzymaj się Sandro...

        Gość portalu: Sandra napisał(a):

        > Chyba jednak rozumie mój mąż też miał romans z mlodszą o 10 lat i stwierdził,
        > że nie warto (niestety już mu nie wierzę). Przez to zniszczył nasz związek,
        > nigdy nic złego nie powiedziałam o tej dziewczynie, gdyż uważam, że to on
        jest
        > wszystkiemu winny. Prawda jednak jest taka, że doskonale widziała obrączkę na
        > jego palcu a jednak nie była to dla niej przeszkoda. Wiem, że cierpisz, ja
        też
        > cierpię. Współczuję Ci a jednak uważam, że nie powinnaś romansować z żonatym.
        • Gość: ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 14:03
          Cierpisz, bo i rozdrapujesz to codziennie. Weź się z ajakieś zajęcie - może
          dzialalnośc charytatywną? I zobacz jak wygląda nieszczęscie.
          • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 14:06
            Wyobraź sobie, że się już wzięłam.
            Wzięłam się za tyle działalności różnych, w tym pracę z dziećmi, że wychodzę z
            domu o 8 a wracam o 10 wieczorem.
            I staram się nie rozdrapywać. I tłumaczyć sobie, że jeszcze żyję.
            Ale i tak boli.


            Gość portalu: ania napisał(a):

            > Cierpisz, bo i rozdrapujesz to codziennie. Weź się z ajakieś zajęcie - może
            > dzialalnośc charytatywną? I zobacz jak wygląda nieszczęscie.
            • Gość: ania Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 14:11
              Może psycholog? Pomaga!
              • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 14:15
                Zaliczony renomowany warszawski psychoteraputa od takich rzeczy :-)

                Ale dziękuję za dobre rady.


                Gość portalu: ania napisał(a):

                > Może psycholog? Pomaga!
                • willow_charity Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 14:46
                  Souri,
                  wiem,że nic tak nie boli jak zawiedziona miłość,masz rację z porównaniem do
                  wyrywanego serca. To jest prawdziwy ból, nieraz gorszy niż fizyczny... Sama
                  kiedyś to przeszłam. Ale wierz mi, to minie... Nie widzę tu w ogóle twojej
                  winy, trafiłaś poprostu na nieodpowiedniego faceta. Był od ciebie dwa razy
                  starszy, więc naturalne jest, że mogłaś od niego oczekiwać większego
                  doświadczenia, mądrości życiowej, autorytetu itp. A on cię po prostu oszukał.
                  Ale nie martw sie Souri, jestes jeszcze taka młoda, wszystko, dosłownie
                  wszystko jest przed tobą, chociaż teraz pewnie wydaje ci się, że zycie się
                  skończyło.... Dodam jeszcze tylko, że dobrze chyba ,że z nim nie jesteś, bo w
                  sumie to po co ci taki staruch. Teraz moze jeszcze dobrze się trzyma, ale
                  pomyśl co mogłoby być za 10 lat - ty młoda, 34-letnia kobieta, a on? Moze
                  zupełnie już stetryczały????
                  • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 14:53
                    Jeśli przez to przeszłaś, to wiesz, że tak się na to nie patrzy. Trudno
                    popatrzeć na swoje życie i swój problem z dystansu. To przychodzi z czasem. I
                    może kiedyś to zobacze także w ten sposób.
                    Z resztą - on mi to też mówił - że boi się tego, że za 20 lat ja będę miała
                    czterdziestkę, a on prawie siedemdziesiątkę...
                    Och Willow...
                    Chciałabym umieć przestać kochać.
                    i żeby do cholery przestało w końcu tak boleć...


                    willow_charity napisała:

                    > Souri,
                    > wiem,że nic tak nie boli jak zawiedziona miłość,masz rację z porównaniem do
                    > wyrywanego serca. To jest prawdziwy ból, nieraz gorszy niż fizyczny... Sama
                    > kiedyś to przeszłam. Ale wierz mi, to minie... Nie widzę tu w ogóle twojej
                    > winy, trafiłaś poprostu na nieodpowiedniego faceta. Był od ciebie dwa razy
                    > starszy, więc naturalne jest, że mogłaś od niego oczekiwać większego
                    > doświadczenia, mądrości życiowej, autorytetu itp. A on cię po prostu oszukał.
                    > Ale nie martw sie Souri, jestes jeszcze taka młoda, wszystko, dosłownie
                    > wszystko jest przed tobą, chociaż teraz pewnie wydaje ci się, że zycie się
                    > skończyło.... Dodam jeszcze tylko, że dobrze chyba ,że z nim nie jesteś, bo w
                    > sumie to po co ci taki staruch. Teraz moze jeszcze dobrze się trzyma, ale
                    > pomyśl co mogłoby być za 10 lat - ty młoda, 34-letnia kobieta, a on? Moze
                    > zupełnie już stetryczały????
                    • willow_charity Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 15:06
                      Naprawdę przechodzi. Kiedyś to przeżyłam, myslałam, że umre z miłości,
                      myślałam,że jestem jedyną na świecie która tak cierpi.... Każdy dzień był
                      rozrywającym bólem, pragnęłam tylko aby prawda okazała się złym snem...Byłam
                      pewna, że dla mnie wszystko się skończyło.... Ale pewnego dnia wzięłam się w
                      garść, powiedziałam sobie że nie wolno mi nawet o min myśleć.Biłam się ,
                      walczyłam z myślami, jeśli mnie nachodziły to nazywałam siebie skończoną
                      idiotką. Było to trudne , nie przezczę, ale zadziałało. Teraz minęły 4 lata, in
                      wiesz co? śmieję się sama z siebie....No i oczywiście spotkałam kogoś z kim
                      jestem już 3 lata - o niebo fajniejszy niż tamten!!! i nie sprawia takiego
                      kłopotu.
                      głowa do góry!!!!
                      • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 15:27
                        To ja jestem na tym etapie, że wydaje mi się, że umrę z miłości etc.
                        Ale staram się trzymać się. Powoli jest więcej dni, kiedy nie ryczę cały czas i
                        kiedy nie chce mi się tylko umrzeć...

                        A ile czasu potrzebowałaś, żeby "odkochać się"?

                        willow_charity napisała:

                        > Naprawdę przechodzi. Kiedyś to przeżyłam, myslałam, że umre z miłości,
                        > myślałam,że jestem jedyną na świecie która tak cierpi.... Każdy dzień był
                        > rozrywającym bólem, pragnęłam tylko aby prawda okazała się złym snem...Byłam
                        > pewna, że dla mnie wszystko się skończyło.... Ale pewnego dnia wzięłam się w
                        > garść, powiedziałam sobie że nie wolno mi nawet o min myśleć.Biłam się ,
                        > walczyłam z myślami, jeśli mnie nachodziły to nazywałam siebie skończoną
                        > idiotką. Było to trudne , nie przezczę, ale zadziałało. Teraz minęły 4 lata,
                        in
                        >
                        > wiesz co? śmieję się sama z siebie....No i oczywiście spotkałam kogoś z kim
                        > jestem już 3 lata - o niebo fajniejszy niż tamten!!! i nie sprawia takiego
                        > kłopotu.
                        > głowa do góry!!!!
                        • willow_charity Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 16:07
                          tak w ogóle to kochałam go 5 lat. (strata czasu, ale zawsze to jakieś
                          doświadczenie). Pamietam, że był to czerwiec, kiedy wszystko się zawaliło.
                          Strasznie cierpiałam do pazdziernika. W listopadzie kogoś poznałam i znacznie
                          mi się polepszyło.
                          • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 16:14
                            to krótko...
                            A byłaś z nim 5 lat...
                            ja mam 2 za sobą.
                            A teraz jesteś szczęśliwa?

                            willow_charity napisała:

                            > tak w ogóle to kochałam go 5 lat. (strata czasu, ale zawsze to jakieś
                            > doświadczenie). Pamietam, że był to czerwiec, kiedy wszystko się zawaliło.
                            > Strasznie cierpiałam do pazdziernika. W listopadzie kogoś poznałam i znacznie
                            > mi się polepszyło.
                            • willow_charity Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 16:47
                              odpowiem ci szczerze. dzis np. czuję sie bardzo szczęsliwa i zadowolona. Są
                              oczywiście dni kiedy czuję sie gorzej, mam chandrę itp. Ale nigdy, nie
                              żałuję,że nie jestem juz z tamtym facetem. On w ogóle przestał dla mnie
                              istnieć..Związek nie jest po to by cierpieć (wbrew temu co pisze tu wiele
                              kobiet - ciagłe wybaczania, przebaczania, jakieś gierki), ale po to by z niego
                              czerpać siłę i radość. Aby mieć w tej drugiej osobie wsparcie i przyjaciela,
                              najlepszego przyjaciela. Jeśli tego brak, to związek nie ma sensu. Ja w ogóle
                              nie rozumiem jak można "walczyć o miłość". Albo ona jest albo jej nie ma.
                              Powtarzam jeszcze raz - miłość nie powinna nieść cierpienia!!
                              Ps. Wtedy w listopadzie spotkałam bardzo fajnego kolesia, który wiele mi
                              pomógł. Nie staliśmy się jednak parą. Obecnego partnera spotkałam dopiero
                              przeszło rok po tamtych, fatalnych wydarzeniach. Jedno ci mogę obiecać, twój
                              ból minie, ba!nawet o nim zapomnisz.
                              • souri Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 16:52
                                To napełnia mnie nadzieją :-)

                                Dzięki!

                                willow_charity napisała:

                                > odpowiem ci szczerze. dzis np. czuję sie bardzo szczęsliwa i zadowolona. Są
                                > oczywiście dni kiedy czuję sie gorzej, mam chandrę itp. Ale nigdy, nie
                                > żałuję,że nie jestem juz z tamtym facetem. On w ogóle przestał dla mnie
                                > istnieć..Związek nie jest po to by cierpieć (wbrew temu co pisze tu wiele
                                > kobiet - ciagłe wybaczania, przebaczania, jakieś gierki), ale po to by z
                                niego
                                > czerpać siłę i radość. Aby mieć w tej drugiej osobie wsparcie i przyjaciela,
                                > najlepszego przyjaciela. Jeśli tego brak, to związek nie ma sensu. Ja w ogóle
                                > nie rozumiem jak można "walczyć o miłość". Albo ona jest albo jej nie ma.
                                > Powtarzam jeszcze raz - miłość nie powinna nieść cierpienia!!
                                > Ps. Wtedy w listopadzie spotkałam bardzo fajnego kolesia, który wiele mi
                                > pomógł. Nie staliśmy się jednak parą. Obecnego partnera spotkałam dopiero
                                > przeszło rok po tamtych, fatalnych wydarzeniach. Jedno ci mogę obiecać, twój
                                > ból minie, ba!nawet o nim zapomnisz.
                                • willow_charity Re: Więc wybrał żonę... 29.07.04, 16:55
                                  Tak trzymaj ;-) !!!
                                • Gość: ewka Re: Więc wybrał żonę... IP: *.biol.uni.wroc.pl 30.07.04, 13:19
                                  Witaj Souri, przeczytalłam wszystkie posty.Swoją drogą jak ogromne zainteresowanie tematem...
                                  Dobrze cie rozumiem bo jestem na podobnym etapie w życiu. Mimo że jestem od ciebie starsza,
                                  nie jest to mój pierwszy mężczyzna, "jestem z nim" dłużej niż Ty, to jeszcze nie podjęłam decyzji o zakończeniu
                                  tego "związku".Nadal wierzę.Czasem mam tego dosć, płaczę, nie chce mi się zyć itd Wtedy mówię mu o tym,
                                  a jesli go nie ma w pobliżu, to wykrzykuję ból przyjaciółce. Pomaga i daje siłę. A jemu po prostu wierzę.
                                  To też daje siłe.Czy się nie łudzę? Czas pokaże.
                                  Nie pamiętam kto, ale powiedział na tym na tym forum, że życie i tak toczy sie swoją drogą.Co ma być to będzie.
                                  Jesli tak cię boli ten układ (bo to nie związek niestety) to go zakończ.Zycie przed tobą i nie masz pojęcia co
                                  może spotkać cie jutro.
                                  Podziwiam wszystkie kobiety które miały odwagę powiedzieć koniec.Wielkie brawa! Ale każdy ma swój czas.
                                  Każda sytuacja jest nieco inna.Czasem nam sie wydaje, że to naprawdę ten jedyny ( ale Souri musisz poznac trochę
                                  więcej mężczyzn żeby móc to wiedzieć), boimy sie że stracimy cos odchodząc.

                                  A pomylcie te z was które potępiacie Souri: dlaczego facet szuka czegos poza małżeństwem?
                                  Kto mówiąc "tak" prze ołtarzem (często po krótkiej znajomosci i będąc "zmuszonym") może na litosć Boską wiedzieć
                                  że tą własnie z TA OSOBA? Nie można sie pomylić? Być ze sobą mimo wszystko?

                                  Oczywiscie nie popieram braku uczciwosci, wobec żony i kochanki.Albo albo.Nikt nie ma prawa manipulować drugim
                                  człowiekiem,wykorzystywać jego uczuć, oszukiwać itd Ciągłe zwodzenie jest nie fair.W miłosci nie ma miejsca
                                  na takie rzeczy.

                                  Souri, cieszę sie że zdecydowałas to skończyć, trzymam kciuki. Mysle że jest ci bardziej ciężko niż mi. Jak ja zdecyduje to też bede szukać wsparca.
                                  Bo uważm że tego szukałas pisząc pierwszy post, a nie rady co zrobić.Już wiedziałas co zrobić tylko szukałas czegos na ból.
                                  Bądź silna jak jestes a wszystko sie ułoży.
                                  Jak facet sam nie wie czego chce, nie umie wybrać, nie chce być tylko dla ciebie to po co ci taki.
                                  Do tanga trzeba dwojga.

                                  A ja jeszcze czekam bo znam przybliżony termin końca tej farsy, a przede wszystkim z kilkoma mężczyznami już miałam nieprzyjemnosc
                                  i mysle że TEN to TEN (ale będę miała po nosie jak sie prtzejadę na przeczuciach...)

                                  No i moja recepta na przetrwanie: popatrz na swoją sytuację z dystansem, jak na życie kogos innego.
                                  Widzisz już jak wiele kobiet ma podobną sytuację.
                                  Trzymaj się Souri! Miłego weekendu!

                                  ewka


                                  • souri nadzieja... 30.07.04, 13:55
                                    Wiesz, bałam się otwierać ten list, bo bałam się, że to jakies kolejne
                                    oskarzenie. A mi sie juz nie chce odpowiadac na te posty...
                                    Ale spotkala mnie mila niespodzianka!

                                    Widze, czuje, że mnie rozumiesz.

                                    Wiesz, ja dlugo, bardzo dlugo wierzylam. W kazde slowo. Ale slowom zaczely
                                    zupelnie przeczyc czyny. Wierzylam, ze to tez nic nie znaczy, ze musze
                                    poczekac, ze przeciez to ON. Ale w pewnym momencie zrozumialam, ze to ja
                                    wszystko ciagle, ja zabiegam, ja pracuje na nasz związek, to jakby most, który
                                    budujemy był budowany tylko z jednego brzegu. Myślę, że rozumiesz, co mam na
                                    myśli.
                                    I zrozumiałam, że tak nie może być. Że dla mnie nie ma świata poza nim, że
                                    wszystko jest jemu podporządkowane, że jest dla mnie każdą chwilą i każdym
                                    oddechem. Ale on sobie żyje powolutku i "na razie nie chce niczego zmieniać".
                                    Bolało. Boli ciągle.

                                    Odkąd go poznałam, wiedziałam, że to właśnie on jest dla mnie. Pierwszy raz
                                    czułam, że do kogoś należę. Z kim jestem szczęśliwa.
                                    I płaczę nad tym utraconym szczęściem.

                                    Rozstaję się z nim. Bo nie mogę tak dłużej żyć. Bo chcę być dla kogoś
                                    najważniejsza. Bo chcę budować coś razem. Tak chyba powinno być. Tak czuję.

                                    Ale to nie zmienia niczego - kocham go.

                                    Oczywiście - najbardziej chcę, żeby "otrzeźwiał" i uświadomił sobie to, co ja
                                    wiem - że jesteśmy dla siebie. Żeby się przy nimcodziennie budzić i żeby razem
                                    rozwiązywać problemy.
                                    Ale nie zmuszę go do tego. To z resztą nie miałoby sensu. Nie można od nikogo
                                    oczekiwac miłości.

                                    Jeśli będzie chciał być ze mną, to będzie umiał mnie znaleźć. to będę. On wie o
                                    tym.

                                    Ewo - staram się patrzeć na siebie z dystansem. Myslę też duzo o jego żonie.
                                    Próbuję myśleć własnie o niej, żeby nie zadzwonić do niego...

                                    Boże... życzę Ci wiary. I żeby się wszystko ułożyło. Trzeba wierzyć, jesli się
                                    czuje, że to właśnie to.
                                    Jestem z Tobą myślami.

                                    Wiesz, myślę, że to, że jesteś starsza nie jest bez znaczenia w Twoim podejsciu
                                    do tego związku, do tej sytuacji. Dla mnie to pierwsza Miłość, pierwszy
                                    związek, i taka wielka radość z Miłości i ogromne oczekiwania. I wyobrażenia na
                                    wyrost, które musiały spotkać się z rzeczywiśtością...

                                    Trzymaj się.
                                    Dziekuję za Twój głos :-))

                                    Tak, szukałam tu wsparcia. I tego, że ktoś powie - jestem z Tobą. Bądź dzielna.
                                    Dasz radę. Na szczęście takie osoby też się znalazły!

                                    Gość portalu: ewka napisał(a):

                                    > Witaj Souri, przeczytalłam wszystkie posty.Swoją drogą jak ogromne
                                    zainteresowa
                                    > nie tematem...
                                    > Dobrze cie rozumiem bo jestem na podobnym etapie w życiu. Mimo że jestem od
                                    cie
                                    > bie starsza,
                                    > nie jest to mój pierwszy mężczyzna, "jestem z nim" dłużej niż Ty, to
                                    jeszcze
                                    > nie podjęłam decyzji o zakończeniu
                                    > tego "związku".Nadal wierzę.Czasem mam tego dosć, płaczę, nie chce mi się zyć
                                    i
                                    > td Wtedy mówię mu o tym,
                                    > a jesli go nie ma w pobliżu, to wykrzykuję ból przyjaciółce. Pomaga i daje
                                    sił
                                    > ę. A jemu po prostu wierzę.
                                    > To też daje siłe.Czy się nie łudzę? Czas pokaże.
                                    > Nie pamiętam kto, ale powiedział na tym na tym forum, że życie i tak toczy
                                    sie
                                    > swoją drogą.Co ma być to będzie.
                                    > Jesli tak cię boli ten układ (bo to nie związek niestety) to go zakończ.Zycie
                                    p
                                    > rzed tobą i nie masz pojęcia co
                                    > może spotkać cie jutro.
                                    > Podziwiam wszystkie kobiety które miały odwagę powiedzieć koniec.Wielkie
                                    brawa
                                    > ! Ale każdy ma swój czas.
                                    > Każda sytuacja jest nieco inna.Czasem nam sie wydaje, że to naprawdę ten
                                    jedyny
                                    > ( ale Souri musisz poznac trochę
                                    > więcej mężczyzn żeby móc to wiedzieć), boimy sie że stracimy cos odchodząc.
                                    >
                                    > A pomylcie te z was które potępiacie Souri: dlaczego facet szuka czegos poza
                                    ma
                                    > łżeństwem?
                                    > Kto mówiąc "tak" prze ołtarzem (często po krótkiej znajomosci i
                                    będąc "zmuszony
                                    > m") może na litosć Boską wiedzieć
                                    > że tą własnie z TA OSOBA? Nie można sie pomylić? Być ze sobą mimo wszystko?
                                    >
                                    > Oczywiscie nie popieram braku uczciwosci, wobec żony i kochanki.Albo
                                    albo.Nikt
                                    > nie ma prawa manipulować drugim
                                    > człowiekiem,wykorzystywać jego uczuć, oszukiwać itd Ciągłe zwodzenie jest nie
                                    f
                                    > air.W miłosci nie ma miejsca
                                    > na takie rzeczy.
                                    >
                                    > Souri, cieszę sie że zdecydowałas to skończyć, trzymam kciuki. Mysle że jest
                                    ci
                                    > bardziej ciężko niż mi. Jak ja zdecyduje to też bede szukać wsparca.
                                    > Bo uważm że tego szukałas pisząc pierwszy post, a nie rady co zrobić.Już
                                    wiedzi
                                    > ałas co zrobić tylko szukałas czegos na ból.
                                    > Bądź silna jak jestes a wszystko sie ułoży.
                                    > Jak facet sam nie wie czego chce, nie umie wybrać, nie chce być tylko dla
                                    ciebi
                                    > e to po co ci taki.
                                    > Do tanga trzeba dwojga.
                                    >
                                    > A ja jeszcze czekam bo znam przybliżony termin końca tej farsy, a przede
                                    wszyst
                                    > kim z kilkoma mężczyznami już miałam nieprzyjemnosc
                                    > i mysle że TEN to TEN (ale będę miała po nosie jak sie prtzejadę na
                                    przeczuciac
                                    > h...)
                                    >
                                    > No i moja recepta na przetrwanie: popatrz na swoją sytuację z dystansem, jak
                                    na
                                    > życie kogos innego.
                                    > Widzisz już jak wiele kobiet ma podobną sytuację.
                                    > Trzymaj się Souri! Miłego weekendu!
                                    >
                                    > ewka
                                    >
                                    >
                                    • Gość: Małgosia Re: nadzieja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 15:04
                                      Przeczytałam Twoją historię i całą resztę.
                                      Nie powiem że rozumiem bo akurat jestem w szczęśliwym związku. Nie zamierzam
                                      Cię też oceniać, obrażać ani potępiać. W życiu różnie bywa i nie zawsze to co
                                      się wyznaje potem się sprawdza. Ale jedna rada na 100% istnieje - z czasem
                                      każdy ból mija, ale musisz sobie ten czas dać. Bądź konsekwentna, nie daj się
                                      sprowokować skusić na kolejne spotkanie, rozmowę, obietnice ... bo sama ten
                                      czas rozciągniesz, sama sprawisz że ból się wzmocni. Czytasz posty, że którejś
                                      się udało i wraca niepewność czy dobrze robisz zrywając. DOBRZE!!!
                                      Trzymam kciuki żeby udało Ci się wytrwać, żebyś spotkała kogoś dla kogo
                                      będziesz NAJważniejsza, nie "jedna z" - naprawdę warto czekać żeby to przeżyć,
                                      żeby poczuć że liczysz się TYLKO TY. Wtedy dopiero jest pięknie ... a na Ciebie
                                      to gdzieś tam (być może bardzo blisko) czeka.
                                      • souri Re: nadzieja... 30.07.04, 15:17
                                        Nawet nie wiesz, jak mi to forum pomaga. Jak mnie takie głosy, jak Twój
                                        wspieraja. Serio! To jakby ktoś stał za mną, trzymał mnie za rękę, mówił -
                                        możesz, dasz radę, warto!
                                        Marzę o tym, żeby być najważniejszą, a tymczasem coraz wyraźniej widzę, że
                                        wszystko jest ważniejsze ode mnie.
                                        Pozdrawiam Cię serdecznie.
                                        Trzymaj kciuki, żeby udało mi się odnaleźć siebie.

                                        Gość portalu: Małgosia napisał(a):

                                        > Przeczytałam Twoją historię i całą resztę.
                                        > Nie powiem że rozumiem bo akurat jestem w szczęśliwym związku. Nie zamierzam
                                        > Cię też oceniać, obrażać ani potępiać. W życiu różnie bywa i nie zawsze to co
                                        > się wyznaje potem się sprawdza. Ale jedna rada na 100% istnieje - z czasem
                                        > każdy ból mija, ale musisz sobie ten czas dać. Bądź konsekwentna, nie daj się
                                        > sprowokować skusić na kolejne spotkanie, rozmowę, obietnice ... bo sama ten
                                        > czas rozciągniesz, sama sprawisz że ból się wzmocni. Czytasz posty, że
                                        którejś
                                        > się udało i wraca niepewność czy dobrze robisz zrywając. DOBRZE!!!
                                        > Trzymam kciuki żeby udało Ci się wytrwać, żebyś spotkała kogoś dla kogo
                                        > będziesz NAJważniejsza, nie "jedna z" - naprawdę warto czekać żeby to
                                        przeżyć,
                                        > żeby poczuć że liczysz się TYLKO TY. Wtedy dopiero jest pięknie ... a na
                                        Ciebie
                                        >
                                        > to gdzieś tam (być może bardzo blisko) czeka.
                                        • Gość: Małgosia Re: nadzieja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 15:37
                                          Warto naprawdę warto!!!
                                          Sama kiedyś się tego dowiesz, będziesz to czuła.
                                          Przecież wiesz że w tym związku nie jesteś i nigdy nie będziesz NAJ i TYLKO.
                                          Zawsze będzie jeszcze tamta rodzina, nawet jeśli teraz wydaje Ci się że to nie
                                          przeszkadza to kiedyś by zaczęło. Myśl o tym jak będzie fajnie jak znajdziesz
                                          swoje szczęście, będziesz tą NAJ, nikt nie będzie Cię obrażał i wytykał, że
                                          krzywdzisz, że jesteś taka czy taka. To będzie PRAWDZIWA miłość bez cierpienia,
                                          wyrzutów sumienia, wiecznego czekania na coś co może nigdy nie nastapić. Myśl o
                                          tym zawsze kiedy będziesz chciała odebrać telefon od niego, spotkać się czy
                                          choćby popatrzeć na wspólne zdjęcia. On wybrał swoją drogę, może już przeżył
                                          swoje szczęście ale to jego problem - Twoje gdzieś czeka - nie marnuj swojej
                                          szansy. Trzymaj sie cieplutko, uda Ci się zobaczysz!!!
                                          • souri Re: nadzieja... 30.07.04, 15:51
                                            Chciałabym w końcu znaleźć ten dystans. Żeby móc nie czuć bólu. I żeby
                                            popatrzeć na siebie i niego tak, jak to widzą ci, którzy stoją z boku.

                                            A jeżeli on miał być moim szczęściem, a ja puściłam, nie wytrzymałam, byłam za
                                            mało konsekwentna...

                                            Jest mi ciągle tak trudno.., I tak go szukam wszędzie...
                                            Cholera. Ale ciągle biorę się w garść i jakoś się trzymam.

                                            Dziękuję Ci!

                                            Gość portalu: Małgosia napisał(a):

                                            > Warto naprawdę warto!!!
                                            > Sama kiedyś się tego dowiesz, będziesz to czuła.
                                            > Przecież wiesz że w tym związku nie jesteś i nigdy nie będziesz NAJ i TYLKO.
                                            > Zawsze będzie jeszcze tamta rodzina, nawet jeśli teraz wydaje Ci się że to
                                            nie
                                            > przeszkadza to kiedyś by zaczęło. Myśl o tym jak będzie fajnie jak znajdziesz
                                            > swoje szczęście, będziesz tą NAJ, nikt nie będzie Cię obrażał i wytykał, że
                                            > krzywdzisz, że jesteś taka czy taka. To będzie PRAWDZIWA miłość bez
                                            cierpienia,
                                            >
                                            > wyrzutów sumienia, wiecznego czekania na coś co może nigdy nie nastapić. Myśl
                                            o
                                            >
                                            > tym zawsze kiedy będziesz chciała odebrać telefon od niego, spotkać się czy
                                            > choćby popatrzeć na wspólne zdjęcia. On wybrał swoją drogę, może już przeżył
                                            > swoje szczęście ale to jego problem - Twoje gdzieś czeka - nie marnuj swojej
                                            > szansy. Trzymaj sie cieplutko, uda Ci się zobaczysz!!!
                                            • willow_charity Re: nadzieja... 30.07.04, 16:04
                                              Jeśli on miał być twoim szczęsciem, to ty również byłabyś jego największym
                                              szczęściem - a chyba jednak tak nie jest. Błędem jest myśleć, że gdybyś była
                                              bardziej konsekwentna, wytrwała, taka, siaka, czy owaka to byś coś więcej
                                              zyskała. Myśląc w ten sposób będziesz tylko wzbudzać w sobie poczucie, że nie
                                              zrobiłaś wszystkiego dla tego związku, by go uratować. Lepiej pomyśl,że się
                                              pomyliłaś, że on poprostu nie jest dla ciebie tym za co go brałaś. Mówisz, że
                                              on mógłby być twoim szczęściem - ale przecież ty własnie przez niego jesteś
                                              nieszczęśliwa!!!! Souri, ty potrzebujesz faceta, który będzie chciał być z tobą
                                              i tylko z tobą.Którego będziesz miała dla siebie, który będzie z tobą (a nie z
                                              żoną) wyjezdzał na wakacjie itp. Wreszczie , który z tobą będzie miał dom.
                                            • Gość: Małgosia Re: nadzieja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 16:05
                                              Wierzę, że jest Ci trudno, rozumiem że masz watpliwości.
                                              Powiedziałaś KONIEC i wytrwaj, nie myśl już że to on miał być Twoim szczęsciem,
                                              nie rań się tak dalej bo ból nie minie. Gdyby miał nim być nie czytałabyś teraz
                                              kolejnego z ponad 300 postów ...
                                              • souri Re: nadzieja... 30.07.04, 16:09
                                                Więc po raz kolekny biorę się w garść i poświęcam całą swoją uwagę pracy, którą
                                                muszę skończyć w tydzień... to dobre lekarstwo!

                                                A wiesz - sa już czasami takie chwile, że dziwie się sama sobie - na co
                                                pozwoliłam mu. Na ile. I że zamiast byc sama, bać się, płakać i zadręczać
                                                mogłam już dawno zacząć znowu żyć. Takie chwile są coraz częściej! :-)

                                                Gość portalu: Małgosia napisał(a):

                                                > Wierzę, że jest Ci trudno, rozumiem że masz watpliwości.
                                                > Powiedziałaś KONIEC i wytrwaj, nie myśl już że to on miał być Twoim
                                                szczęsciem,
                                                >
                                                > nie rań się tak dalej bo ból nie minie. Gdyby miał nim być nie czytałabyś
                                                teraz
                                                >
                                                > kolejnego z ponad 300 postów ...
                                                • Gość: Małgosia Re: nadzieja... TAK TRZYMAJ _ POWODZENIA :)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.04, 16:12
                                                • asap01 Re: nadzieja... 31.07.04, 22:35
                                                  Jestem z Tobą, nawet jako facet..On się powinien określić, to nie może być gra
                                                  do jednej bramki, gdzie tylko Ty walczysz i cierpisz a on nie daje żadnego
                                                  wyraźnego sygnału, że możecie być razem..Ale nie wierz z drugiej strony tym
                                                  wszystkim co mówią "zostaw, ból minie, jesteś młoda" itp.To tylko ICH
                                                  doświadczenia i stereotypy..To TY go znasz,wiesz jaki jest naprawdę..Zdobądź
                                                  się na w miarę poważną rozmowę i dowiedz się, czy możesz wiązać z nim
                                                  przyszłość, czy będzie uciekał od takiej rozmowy...To nie takie łatwe uciec od
                                                  prawdziwej miłosci...Pozdrawiam bardzo gorąco
                                                  • souri Re: nadzieja... 02.08.04, 11:51
                                                    Przeczytałam Twoje wcześniejsze wypowiedzi i - zobaczyłam w nich dużo
                                                    zrozumienia, zdrowego rozsądku i po prostu dojrzałości.
                                                    Ale nie domyśliłam się, że jesteś mężczyzną!

                                                    Wiesz, ja mu nieustannie daję szansę. A on ucieka od rozmów. Mówi, że na razie
                                                    nie chce niczego postanawiać, że potrzebny mu jest czas... Ale to już dwa lata
                                                    i wziąż twierdzi, że jestem niecierpiwa...

                                                    A ja cierpię coraz bardziej. Nie umiem już, nie chcę tak żyć.

                                                    asap01 napisał:

                                                    > Jestem z Tobą, nawet jako facet..On się powinien określić, to nie może być
                                                    gra
                                                    > do jednej bramki, gdzie tylko Ty walczysz i cierpisz a on nie daje żadnego
                                                    > wyraźnego sygnału, że możecie być razem..Ale nie wierz z drugiej strony tym
                                                    > wszystkim co mówią "zostaw, ból minie, jesteś młoda" itp.To tylko ICH
                                                    > doświadczenia i stereotypy..To TY go znasz,wiesz jaki jest naprawdę..Zdobądź
                                                    > się na w miarę poważną rozmowę i dowiedz się, czy możesz wiązać z nim
                                                    > przyszłość, czy będzie uciekał od takiej rozmowy...To nie takie łatwe uciec
                                                    od
                                                    > prawdziwej miłosci...Pozdrawiam bardzo gorąco
                                                  • asap01 Re: nadzieja... 02.08.04, 20:56
                                                    souri, no fakt, jestem mężczyzną i z góry za to przepraszam :-)Starałem się się
                                                    po wielokroć zachować zdrowy rozsądek odpowiadając na komentarze...Na te
                                                    rzeczowe było łatwo, natomiast na te ziejące jadem i oceniające negatywnie bez
                                                    zrozumienia uczuć i życia..hmmm czasem mnie poniosło i przepraszam za
                                                    to..Bywamy aż nadto emocjonalnymi istotami, ale to dobrze dla homo
                                                    sapiens..Powiedziałem już wcześniej, że to nie jest gra do jednej bramki i
                                                    jeśli ON chce Ciebie, to nie może uciekać od poważnych rozmów..Spróbuj
                                                    porozmawiać, jeśli nie będzie chciał...no cóż, wtedy chylę czoła przed
                                                    wszystkimi, którzy radzili jak się wyzwolić z tego uczucia i postarać się
                                                    zapomnieć...Ale spróbuj..Jesli go zostawisz bez poważnej rozmowy to dłuzej
                                                    będziesz cierpieć, rozpamietywać,winić siebie, a co by było gdyby
                                                    itp.Pozdrawiam bardzo..
                                                  • souri Re: nadzieja... 03.08.04, 10:51
                                                    Alez Drogi Mężczyzno - ja chce tej rozmowy. Ale musimy jej chciec oboje.
                                                    Inaczej nic z tego nie wyjdzie.
                                                    Do rozmowy tez nie można nikogo zmuisć. Wtedy będzie totalna klapa.
                                                    Oczywiście, że proszę go o rozmowę. Ale on zawsze mnie zbywa - że ma własnie
                                                    tyyyyle spraw. Ale ze oczywiscie przyjdzie na to pora bo i on tej rozmowy
                                                    potrzebuje...
                                                    Łatwiej byłoby mi, gdybym go tak bardzo nie kochała...

                                                    A tak poza tym - miło że jesteś facetem.

                                                    asap01 napisał:

                                                    > souri, no fakt, jestem mężczyzną i z góry za to przepraszam :-)Starałem się
                                                    się
                                                    >
                                                    > po wielokroć zachować zdrowy rozsądek odpowiadając na komentarze...Na te
                                                    > rzeczowe było łatwo, natomiast na te ziejące jadem i oceniające negatywnie
                                                    bez
                                                    > zrozumienia uczuć i życia..hmmm czasem mnie poniosło i przepraszam za
                                                    > to..Bywamy aż nadto emocjonalnymi istotami, ale to dobrze dla homo
                                                    > sapiens..Powiedziałem już wcześniej, że to nie jest gra do jednej bramki i
                                                    > jeśli ON chce Ciebie, to nie może uciekać od poważnych rozmów..Spróbuj
                                                    > porozmawiać, jeśli nie będzie chciał...no cóż, wtedy chylę czoła przed
                                                    > wszystkimi, którzy radzili jak się wyzwolić z tego uczucia i postarać się
                                                    > zapomnieć...Ale spróbuj..Jesli go zostawisz bez poważnej rozmowy to dłuzej
                                                    > będziesz cierpieć, rozpamietywać,winić siebie, a co by było gdyby
                                                    > itp.Pozdrawiam bardzo..
    • reniatoja Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 00:25
      Moge na to spojrzec jedynie z pozycji tej zony od ktorej on, jak mowisz, nigdy
      nie odejdzie. otoz patrzac z tej pozycji moge tylko powiedziec, ze to mimo
      wszystko przyzwoity facet, choc nie bez skazy (a ktoz jest bez skazy?). Nie
      rzuca sie starej dobrej zony po dwudziestu paru latach malzenstwa dlatego, ze
      pojawia sie inna, mlodsza, slodsza, cudowniejsza laska. Zreszta prawdopodobnie
      poza niewatpliwa przewaga, jaka masz nad jego zona on pewnie po prostu swoja
      zone kocha, ceni w niej inne wartosci niz tylko mlodosc i piekno zewnetrzne.
      Mimo, ze zdradza, to ode mnie uklony dla tego pana i zyczenia, zeby sobie
      poukladal wszystko jeszcze raz i poprostowal zakrety w zyciu. A Tobie? No coz,
      zycze nowej milosci w zdrowszym ukladzie, a gdzies przeczytalam fajne zdanie,
      ze nic nie jest tragedia po siedmiu latach i jedynie moge Ci te mysl z serce
      dedykowac.
      • Gość: do souri Re: Więc wybrał żonę... IP: 217.153.85.* 31.07.04, 02:44
        Wiesz czego oni się boją? To mi powiedzial "mój pan": że boi się że jego
        starszy brat go oskarży, że odchodząc od żony z która nie jest szczęśliwy (
        dzieci niet, para, hmmm, "średnio" szczęśliwa - mamy wspólnych znajomych, wiec
        pieram swoje sądy nie tylko na tym, co ON mi mowił)splami dobre imię
        rodziny,że ludzie go zaszczują. Że na pewno jeśli odejdzie - nie chce zostać na
        swoim małym osiedlu tylko przenieśc się do mnie ( duze miasto).

        Sam powiedzial "" jestem mięczakiem, Boże daj mi siłę';
        To nie jest koniecznie miłosc do żony ( chociaż moze i tak bywa, ale...)
        Oni się po prostu boja, ze zbyt dużo stracą ( dobre imię, stabilizacja, już
        zbudowany zwiazek czy jakieś tam dobra materialne, kontakt z dziecmi, jeśli
        dzieci są w zwiazku, to w ogóle inna sprawa)
        Komu sie chce w wieku lat 40+ budowac zwiazek od poczatku? Lepiej dmuchać na
        zimne zeby sprawa się nie wydała a jesli już wyjdzie na jaw, to podlizac
        się "starej": żonie ( tylko Ciebie kocham, tamto nic nie znaczylo ) i mieć
        swięty spokój jak się juz sprawa wyda.
        Żona i tak uwierzy w jego wielką do niej miłośc a on ma to, co panowie cenia
        najbardziej - święty spokoj.
        Az do nastepnego razu, tylko teraz będą już ostrożniejsi, żeby się - Bron Boże -
        nie wydalo!
        Pierwszy i ostatni raz pozwoliłam sobie wejsć w coś takiego. To była miłośc JAK
        Z BAJKI,tylko w tym wieku powinnam byla wiedzieć, ze bajki są NIEPRAWDZIWE!
        To sa zwiazki bez sensu, bez przyszłosci, pograżajace kobietę która sie w nie
        zagłębia.
        NIE WARTO W TO WCHODZIĆ.
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 08:41
          Masz troche racji moim zdaniem.

          A wiesz - ze tak sie czesto dzieje. Moze nie rodzina, ale srodowisko, znajomi,
          ktorzy maja przeciez zony, a te zony sa solidarne przeciez z zona, a nie z obca
          panienka...
          I oni sie odwracaja. A to nie jest latwe.

          Ja wciaz wierze w to, ze bajki sie zdarzaja.
          Tylko moze bez krolewiczow...

          Gość portalu: do souri napisał(a):

          > Wiesz czego oni się boją? To mi powiedzial "mój pan": że boi się że jego
          > starszy brat go oskarży, że odchodząc od żony z która nie jest szczęśliwy (
          > dzieci niet, para, hmmm, "średnio" szczęśliwa - mamy wspólnych znajomych,
          wiec
          > pieram swoje sądy nie tylko na tym, co ON mi mowił)splami dobre imię
          > rodziny,że ludzie go zaszczują. Że na pewno jeśli odejdzie - nie chce zostać
          na
          >
          > swoim małym osiedlu tylko przenieśc się do mnie ( duze miasto).
          >
          > Sam powiedzial "" jestem mięczakiem, Boże daj mi siłę';
          > To nie jest koniecznie miłosc do żony ( chociaż moze i tak bywa, ale...)
          > Oni się po prostu boja, ze zbyt dużo stracą ( dobre imię, stabilizacja, już
          > zbudowany zwiazek czy jakieś tam dobra materialne, kontakt z dziecmi, jeśli
          > dzieci są w zwiazku, to w ogóle inna sprawa)
          > Komu sie chce w wieku lat 40+ budowac zwiazek od poczatku? Lepiej dmuchać na
          > zimne zeby sprawa się nie wydała a jesli już wyjdzie na jaw, to podlizac
          > się "starej": żonie ( tylko Ciebie kocham, tamto nic nie znaczylo ) i mieć
          > swięty spokój jak się juz sprawa wyda.
          > Żona i tak uwierzy w jego wielką do niej miłośc a on ma to, co panowie cenia
          > najbardziej - święty spokoj.
          > Az do nastepnego razu, tylko teraz będą już ostrożniejsi, żeby się - Bron
          Boże
          > -
          > nie wydalo!
          > Pierwszy i ostatni raz pozwoliłam sobie wejsć w coś takiego. To była miłośc
          JAK
          >
          > Z BAJKI,tylko w tym wieku powinnam byla wiedzieć, ze bajki są NIEPRAWDZIWE!
          > To sa zwiazki bez sensu, bez przyszłosci, pograżajace kobietę która sie w nie
          > zagłębia.
          > NIE WARTO W TO WCHODZIĆ.
        • nicola25 Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 17:14
          Jest dokładnie tak... Mężczyźni są jak dzieci - ciepłe gniazdko,
          jakaś 'zabawka' na boku...To tchórze nie potrafiący podjąć poważnej decyzji. A
          rodzina to coś najcenniejszego co się buduje przez wiele lat. Nie jest łatwo
          wszystko przekreślić. On napewno też ma obawy - co będzie jak ich zostawi a
          zwiąże się z tobą? Czy nie zostawisz go za parę lat dla młodszego, czy
          wesprzesz go w chorobie, STAROŚCI! On to teraz ma: to błogie ciepełko. Pewnie
          też cierpi, bo chciałby być z tobą ale któż to wie...

          Teraz z innej beczki. Dlaczego Wy szanowne żony tak się oburzacie???
          Zastanówcie się dlaczego wasz mężczyzna szuka innej? Akt ślubu to nie
          certyfikat własności, trzeba często dorzucać węgielki do ogniska rodzinnego
          żeby nie zgasło... I nie opowiadajcie bzdur że ona to była młodsza, ładniejsza,
          bogatsza, bo to wierutna głupota!!!
      • souri Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 08:43
        Wyobraz sobie, ze ja mu tez zycze, zeby sobie z nia poukladal. Ze lzami w
        oczach i peknietym sercem zycze mutego, bo kocham go i chce, zeby bylo mu
        dobrze, zeby byl szczesliwy.
        Tego chce najbardziej.


        reniatoja napisała:

        > Moge na to spojrzec jedynie z pozycji tej zony od ktorej on, jak mowisz,
        nigdy
        >
        > nie odejdzie. otoz patrzac z tej pozycji moge tylko powiedziec, ze to mimo
        > wszystko przyzwoity facet, choc nie bez skazy (a ktoz jest bez skazy?). Nie
        > rzuca sie starej dobrej zony po dwudziestu paru latach malzenstwa dlatego,
        ze
        > pojawia sie inna, mlodsza, slodsza, cudowniejsza laska. Zreszta
        prawdopodobnie
        > poza niewatpliwa przewaga, jaka masz nad jego zona on pewnie po prostu swoja
        > zone kocha, ceni w niej inne wartosci niz tylko mlodosc i piekno zewnetrzne.
        > Mimo, ze zdradza, to ode mnie uklony dla tego pana i zyczenia, zeby sobie
        > poukladal wszystko jeszcze raz i poprostowal zakrety w zyciu. A Tobie? No
        coz,
        > zycze nowej milosci w zdrowszym ukladzie, a gdzies przeczytalam fajne zdanie,
        > ze nic nie jest tragedia po siedmiu latach i jedynie moge Ci te mysl z serce
        > dedykowac.
        • magi2 Re: Więc wybrał żonę... 31.07.04, 16:44
          Wiesz co z takimi dziwkami jak ty to do gazu. jestes najgorszym gatunkiem na
          ziemi i kazda jedna kochanka zonatego faceta która rozwala małżenstwo. moje
          małżenstwo tez taka jak ty biurwa rozwaliła.Mój mąz nie zostawił mnie i dzieci
          a na dodatek zafundował nam wspaniałe wakacje na które w krótce jedziemy.Mąż
          teraz kocha nas jeszcze bardziej daje nam to odczuć. nawet czasami za
          bardzo.Przeklinam takie osoby jak ty które nie maja wstydu kraść cudzego
          faceta.Zycze ci i kazdej takiej jak ty wszystkiego co najgorsze. Pamiętaj
          biurwo, ze na cudzym nieszczesciu nie buduje sie swojego szczescia.bedziesz
          jeszcze płakała łzami jego zony.TA krzywda wyrzadzona jego rodzinie wróci do
          ciebie ze zdwojoną siłą nawet nie wiesz kiedy.
          • asap01 Re: Więc wybrał żonę... 01.08.04, 04:37
            Magi czy tam inna przyprawa do zupy...Ale wlałaś jadu..Do lekarza kobieto, a co
            do gazu to powiem tylko HEIL, to w Twoich klimatach co? Jadowita wredna,bez
            serca z ćwierćzwojem pod czaszką,zero merytorycznej rozmowy bo i tak wiesz
            wszystko lepiej, nie? Twój facet zrobił to raz i zrobi znowu, i to nieraz..Hmmm
            ciekawe dlaczego...Pytanie pozostawiam tym bardziej inteligentnym od Ciebie,
            plująca jadem przyprawo do zupy..ech nie mam słów
            • Gość: noell Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 09:56
              Za to ty nie plujesz niczym. Wzór etycznej i szanującej adwersarza dyskusji...
              • Gość: Ewa Re: Więc wybrał żonę... IP: 81.15.225.* 01.08.04, 10:43
                Magi ma rację. Ciekawe, dlaczego autorka postu ne zwróciła uwagi na cierpienie
                żony tego gościa, skoro taka wrażliwa i skłonna do refleksji. Męki souri są dla
                mnie po prostu śmieszne, po tym jak chciała rozpieprzyć czyjś zwiazek.
              • asap01 Re: Więc wybrał żonę... 02.08.04, 01:13
                noell moze mnie trochę poniosło, ale to tylko dostosowanie się do poziomu
                komentarza adwersarza...nie uważasz? Ale faktycznie nie powinienem..Przykro mi
          • Gość: Oj magi2 Re: Więc wybrał żonę... IP: 194.146.248.* 01.08.04, 13:24
            A Ty magi2/LUSI/pepsicola czy cocacola powtarzasz się oj, powtarzasz. Co post
            to te same słowa, zdania nawet te same.
            A wulgarna z ciebie pani, że ho,ho!
            Współczułabym ci tej sytuacji tak jak współczuję innym zdradzonym kobietom. Ale
            ty swoją "walecznoscią", wulgaryzmami, tonem tych swoich wypowiedzi aż prosisz
            żeby ci oczka na te sytuacje otworzyc.
            Zadna pani ci męża nie kradła tylko on sam dobrowolnie sobie od ciebie
            odchodził, tak trudno to zrozumieć? Człowiek to nie rzecz więc ukrasc się nie
            da.
            I mam pytanie o te wakacje którymi się tak podniecasz - pisałas gdzieś ze
            zabierasz na nie córki ( czyli maż nie jedzie? )
            No to wiedział chlopina co robi - przynajmniej na ten czas sie żonki pozbędzie
            i znów będzie miał troche wolnosći.
            Maż cię teraz kocha bardziej? Na pewno. Wtedy cię tez bardzo kochał.
            Jak byl z nią to pewnie bardzo cierpiał że traci czas który by wolał spędzic z
            ukochaną zonką. No ale jak tamta go wbrew jego woli ukradła, to co miał biedny
            zrobić, mógł tylko o tobie myslec i czekac az się od tej kradnącej go pani
            wreszcie wyrwie do żoneczki:-)
            Jak się z nia kochał to tez z pewnością mylał o tobie i o tym jak cię bardzo
            kocha.

            • Gość: co za małpa Re: Więc wybrał żonę... IP: 81.15.225.* 01.08.04, 16:36
              A Ty za to jesteś milutka....pełna jadu, wredna małpa..Byle dowalić i to
              chwytami poniżej pasa.
              • Gość: wredna małpa Re: Więc wybrał żonę... IP: 194.146.248.* 01.08.04, 16:47
                Dostosowałam tylko poziom mojej wypowiedzi do poziomu wypowiedzi tej pani.
                Tylko tyle.
                A chwyty poniżej pasa? Gdzie?
                To tylko szczera prawda, nic więcej. A że prawda boli - to już "insza inszosć".
                A wredna jestem z natury ale tylko wtedy kiedy ktoś mnie sprowokuje:-)
                Sama nie atakuję nigdy.
          • Gość: olenka Re: Więc wybrał żonę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:43
            magi2? napisala:
            ?>Przeklinam takie osoby ...
            >.Zycze ci i kazdej takiej jak ty wszystkiego co najgorsze. >
            >Pamiętaj > biurwo, ze na cudzym nieszczesciu nie buduje sie swojego szczescia.

            mam nadzieje ze to "wszystko co najgorsze" co zyczysz innym wroci do ciebie
            Magi2 tak jak powinno i jak w to wierzysz.

            a swoja droga zawsze sie zastanawiam z jaka to wrazliwoscia i zaangazowaniem
            niektorzy dbaja o Cudze morale a nad swoim ani ciut sie nie zastanowia
    • Gość: Nika Re: Więc wybrał żonę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 21:43
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=14529708
      Przekorne - fakt, ale jestem za. Na pocieszenie dla Souri. Wątek też wywował
      małą burzę, ale zastanówcie się czy nie jest prawdziwy.
    • zalotnica Re: swiat sie wali... 01.08.04, 18:00
      i o co tu tyle krzyku, o jednego starszego faceta ?
      Dajcie spokoj kobiety...
      • Gość: olenka !!!! :))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:38
        zalotnica napisała:

        > i o co tu tyle krzyku, o jednego starszego faceta ?
        > Dajcie spokoj kobiety...



        hahaha, i to jest najlepsze podsumowanie tej awantury :)))))))))))


        • Gość: nicola25 Re: !!!! :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 19:49
          Jakbyście nie wiedziały że ten "jeden starszy facet" może być dla kobiety
          JEDYNY. A to jest różnica nieprawdaż?
          • Gość: olenka Re: !!!! :))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.04, 20:11
            oczywiscie ze tak. ale tylko dla jednej osoby z tego watku- nieprawdaz?
            • Gość: nicola25 Re: !!!! :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.04, 21:35
              No cóż - to chyba normalna reakcja że dla jednej...
              Wkońcu dziewczyna potrzebowała rady i wsparcia, bo jakby chciała rozgrzeszenia
              to by poszła do księdza... A tu same napadanie na Bogu ducha winną. Nikt nie
              rozumie dopóki jego to nie spotka. Najłatwiej oskarżać prawda?
              Jeszcze małe pytanko do wierzących: Kto jest bez grzechu? niech pierwszy rzuci
              kamieniem
              • Gość: Milcha Re: !!!! :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 11:01
                Souri jest bezdennie głupia. Wzięła faceta który oszukiwał żonę i co myślała że
                on przy niej stanie nagle uczciwy i nie będzie jej z kolei oszukiwał. jak ktoś
                popełnia blędy niech weźmie za nie odpowiedzialność. A jeśli chodi o brak
                empati to Ty go wykazałaś w stosunku do rodziny swojego gacha.
                • Gość: chwila Re: !!!! :))) IP: 62.121.129.* 02.08.04, 11:06
                  nudzisz Milcha okrutnie
                  :OOOOOO
                • asap01 Re: !!!! :))) 02.08.04, 19:42
                  Gość portalu: Milcha napisał(a):

                  > Souri jest bezdennie głupia. Wzięła faceta który oszukiwał żonę i co myślała
                  że
                  >
                  > on przy niej stanie nagle uczciwy i nie będzie jej z kolei oszukiwał. jak
                  ktoś
                  > popełnia blędy niech weźmie za nie odpowiedzialność. A jeśli chodi o brak
                  > empati to Ty go wykazałaś w stosunku do rodziny swojego gacha.
                  Milcha ja wiem, że łatwo się osądza, ale myśl czasem nad swoimi sądami i
                  sposobem ich wyrażania..Bezdennie głupia? Aż się dziwię sobie, że odpowiadam..A
                  odpowiadam tylko dlatego, że udało Ci się jednak wtrącić zupełnie przypadkowo
                  coś niegłupiego..Tylko, ze pisałaś to z jadem o autorce postu, a ja wziąłem to
                  do Niego..Bo prawdą jest, że jeśli ON popełnił błąd i związał się z kimś poza
                  rodziną i upewniał, że kocha i że będą kiedyś razem...to rzeczywiście powinien
                  wziąć za to odpowiedzialność i coś robić a nie tylko mówić, mówić,
                  mówić....Oczywiście wiem, ze co innego miałaś na myśli...Z utęsknieniem czekam
                  na odpowiedź i tekst jaki to ja z kolei jestem bezdennie głupi...
            • Gość: Carola Re: !!!! :))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.08.04, 11:56
              Chyba jednak nie o jedną dziewczynę chodzi, bo głosów było coniemiara od wielu
              będęcych w bardzo bodobnej sytuacji.
              Albo po drugiej stronie...
              Zobaczcie ile postów - to chyba jest problem większy niz tylko Souri!!!
          • zalotnica Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 05.08.04, 04:09


            Gość portalu: nicola25 napisał(a):

            > Jakbyście nie wiedziały że ten "jeden starszy facet" może być dla kobiety
            > JEDYNY. A to jest różnica nieprawdaż?


            ...i o tym NIGDY nie nalezy zapominac.
            • souri Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 09.08.04, 18:33
              zalotnica napisała:

              > > Jakbyście nie wiedziały że ten "jeden starszy facet" może być dla kobiety
              >
              > > JEDYNY. A to jest różnica nieprawdaż?
              >
              >
              > ...i o tym NIGDY nie nalezy zapominac.

              Popatrz, ile wypowiedzi ukazało się na ten temat...
              Sprawa jest jednak szersza niż tylko ja i mój jeden jedyny...
              Nieprawdaż?
              • zalotnica Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 15.08.04, 14:38
                souri napisała:

                > Popatrz, ile wypowiedzi ukazało się na ten temat...
                > Sprawa jest jednak szersza niż tylko ja i mój jeden jedyny...
                > Nieprawdaż?

                zawsze uwazalam i nadal tak uwazam, ze kobiety sa bardzo naiwne...
                Dowiedzialas sie, ze jest zonaty i kompletnie nic Ci to nie powiedzialo,
                z premedytacja kontynuowalas znajomosc, malo tego mialas czelnosc
                isc i rozmawiac z jego zona, mnie sie to po prostu nie miesci w glowie ...
                Gdyby ludzie kierowaliby sie jakimis zasadami w zyciu, nie brneliby
                swiadomie w klopoty i swiat bylby dla nich piekny...a tak to jest
                tylko rozpacz i zgrzytanie zebami, przez cale zycie bedzie Ci TO juz
                towarzyszylo...
                (tylko nie mysl, ze ja tego faceta usprawiedliwiam...)
            • organika Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 15.08.04, 17:03
              Masz racje zalotnica. Żona zawsze będzie pierwsza.
              Po rozwodzie i ponownym slubie też pan będzie mowil o niej "moja pierwsza
              żona" :-)
              • zalotnica Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 15.08.04, 17:46
                organika napisała:

                > Masz racje zalotnica. Żona zawsze będzie pierwsza.
                > Po rozwodzie i ponownym slubie też pan będzie mowil o niej "moja pierwsza
                > żona" :-)

                to jest przeciez oczywiste, milosci nigdy sie nie zapomina...
                ja bylabym o to bardzo zazdrosna, ze juz o obcych (jego)
                dzieciach nie wspomne...

                • asap01 Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 16.08.04, 00:46
                  A wiesz co?Jako ktoś po drugiej stronie mówię z całą odpowiedzialnością :
                  ZAPOMINA SIĘ MIŁOŚĆ...dopóki tego nie poczułem, myślałem jak i Ty, ale to
                  trzeba poczuć, a Ty pewnie teoretyzujesz..Byłaś w podobnej sytuacji?Mam dzieci,
                  rozwodzę się,mam kobietę, którą kocham...Myślisz, że można być zazdrosną o
                  dzieci? I nazywać je obcymi? Przepraszam, ale kochałaś kiedykolwiek tak
                  naprawdę? Wiesz ile jest takich par, takich sytuacji, takich zakrętów? Z całym
                  szacunkiem, ale jesteś pewnie młodą kobietą z głową w chmurach i marzeniami o
                  ideale i księciu...Oczywiście te "obce" dzieci są i bedą, i będą ważne...To
                  jakaś przeszkoda w miłości?Czyżbym był be? Pozdrawiam...
                  • zalotnica Re: zawsze zona bedzie pierwsza... 16.08.04, 04:30
                    asap01 napisał:
                    >Przepraszam, ale kochałaś kiedykolwiek tak naprawdę? Z całym
                    >szacunkiem, ale jesteś pewnie młodą kobietą z głową w chmurach i marzeniami o
                    >ideale i księciu...

                    o kazdej milosci mozna powiedziec, ze jest pierwsza i to najpiekniejsza, ale
                    zapomniec...? Przeciez to jest cudowne moc kogos kochac czy wiedziec, ze sie
                    kiedys kochalo, wiec po co zapominac ? wytlumacz...

                    W zyciu kieruje sie prosta zasada...:
                    "nie czyn drugiemu tego co Tobie niemile"...i wiesz co ? zycie jest piekne...

                    Ps.a jesli chodzi o dzieci, to bylabym zazdrosna o Ciebie, chcialabym Cie miec
                    tylko dla siebie, a z dziecmi przeciez to jest niemozliwe...ze juz o ex nie
                    wspomne



    • Gość: sss Re: Więc wybrał żonę... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.08.04, 11:05
      Kochanka jest zawsze na straconej pozycji, a będzie na jeszcze większej, jak
      adwokaci broniący praw byłych żon zwietrzą intratne źródło dochodów. Mało która
      kochanka zostaje żoną i to jest fakt. Nie należy się łudzić, że on odejdzie,
      kocha itp. To wszystko pic na wodę!
      • miawalles Re: Więc wybrał żonę... 02.08.04, 11:11
        nie taki pic, czasem się zdarza
        • zuta Souri, nie pisz już - żyj i ciesz się swiatem 03.08.04, 11:07
          Jesli nie odejdzie od żony, to znaczy na amen że nie było i tak sensu tego
          ciągnąć. Jeśli odejdzie, to co innego. Tak czy inaczej nie można napisać, że to
          się skończy źle. Nie odpisuj już na te posty. Świat jest szerszy niż horyzont
          jednego faceta. Miej szacunek dla siebie, choćby to nawet na początku trochę
          zabolało. Ale na pewno się opłaci, bo zawsze jesteś skazana na towarzystwo tego,
          co masz w środku. Nie warto tam mieć bałaganu i rozpaczy. Polecam film pt. Noce
          Cabirii, jeśli dobrze pamiętam tytuł, chyba Fellini??, z G. Massiną. Pa pa.
          • souri Re: Souri, nie pisz już - żyj i ciesz się swiatem 03.08.04, 14:09
            :-))

            Noce Cabirii znam! Doskonałe!

            zuta napisała:

            > Jesli nie odejdzie od żony, to znaczy na amen że nie było i tak sensu tego
            > ciągnąć. Jeśli odejdzie, to co innego. Tak czy inaczej nie można napisać, że
            to
            > się skończy źle. Nie odpisuj już na te posty. Świat jest szerszy niż horyzont
            > jednego faceta. Miej szacunek dla siebie, choćby to nawet na początku trochę
            > zabolało. Ale na pewno się opłaci, bo zawsze jesteś skazana na towarzystwo
            tego
            > ,
            > co masz w środku. Nie warto tam mieć bałaganu i rozpaczy. Polecam film pt.
            Noce
            > Cabirii, jeśli dobrze pamiętam tytuł, chyba Fellini??, z G. Massiną. Pa pa.
    • podrodze Re: Więc wybrał żonę... 04.08.04, 09:25
      a co niby miał innego wybrać?
      przecież "po drodze z żoną" szły z nimi ich dzieci
      • podrodze Re: Więc wybrał żonę... 04.08.04, 09:28
        podrodze napisała:

        > a co niby miał innego wybrać?
        > przecież "po drodze z żoną" szły z nimi ich dzieci

        a teraz...na drodze...spotkał jakby swoją córkę (wiek niby pasuje) i co?
        chce żeby ta córka za ....20 lat też tak rozpaczała jak ty?
        • souri Re: Więc wybrał żonę... 04.08.04, 10:12
          Nie bardzo rozumiem co masz na mysli?
          To, że za 20 lat on mnie opuści?

          podrodze napisała:

          > podrodze napisała:
          >
          > > a co niby miał innego wybrać?
          > > przecież "po drodze z żoną" szły z nimi ich dzieci
          >
          > a teraz...na drodze...spotkał jakby swoją córkę (wiek niby pasuje) i co?
          > chce żeby ta córka za ....20 lat też tak rozpaczała jak ty?
          • podrodze Re: Więc wybrał żonę... 04.08.04, 10:15
            souri napisała:

            > Nie bardzo rozumiem co masz na mysli?
            > To, że za 20 lat on mnie opuści?
            >

            eetam
            jak jesteś aż taka...tempa...to na nic moje tłumaczenie

            sorry za te 'tempa'
            to tak ogólnie było
            • souri Re: Więc wybrał żonę... 04.08.04, 10:19
              No, skoro tak myslisz, to faktycznie...

              podrodze napisała:

              > souri napisała:
              >
              > > Nie bardzo rozumiem co masz na mysli?
              > > To, że za 20 lat on mnie opuści?
              > >
              >
              > eetam
              > jak jesteś aż taka...tempa...to na nic moje tłumaczenie
              >
              > sorry za te 'tempa'
              > to tak ogólnie było
    • Gość: paula Re: Więc wybrał żonę... IP: 80.51.64.* 15.08.04, 14:18
      Souri, czy jest jakś szansa żeby dostać Twój adres mailowy?
      Jestem w podobnej sytuacji... Może byłoby mi łatwiej, gdybym z Tobą
      porozmawiała...
      • zalotnica Re: Więc wybrał żonę...i cale szczescie 15.08.04, 14:41
        Gość portalu: paula napisał(a):

        > Souri, czy jest jakś szansa żeby dostać Twój adres mailowy?
        > Jestem w podobnej sytuacji... Może byłoby mi łatwiej, gdybym z Tobą
        > porozmawiała...

        no prosze, nastepna kandydatka...
        czy do Was naprawde nie dociera, ze tak w zyciu
        nie mozna postepowac...?
        • Gość: ktos Re: Więc wybrał żonę...i cale szczescie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.04, 15:49
          Paula, adres mailowy souri to adres gazetowy. Skoro sie loguje to znaczy,ze byc
          moze korzysta rowniez ze swojej skrzynki w portalu Wyborczej. Pozdrawiam.
        • asap01 Re: Więc wybrał żonę...i cale szczescie 16.08.04, 01:07
          Zalotnica, moje pytanie będzie mało skomplikowane...Czemu uzurpujesz sobie
          prawo do wszystkowiedzenia?Życie jest dużo bardziej skomplikowane niż jesteś
          sobie w stanie wyobrazić...Hmmm a miłość pozostaje miłoscią,niezależnie od tego
          czy to młody super koleś z żelem we włosach,hip hopem i bicepsami czy starszy
          żonaty i z dziećmi...Uwierz mi, naprawdę tak jest...Więc daruj sobie teksty
          rodem z radia z Torunia, proszę...Życie ma się tylko jedno i trzeba je przeżyć
          godnie,szczęsliwie..Cóż, takie jest moje zdanie..Kochać i być kochanym..A akt
          małżeństwa to nie cyrograf do końca życia, czasem bywa źle, bywają też rozwody,
          może coś o tym nawet słyszałaś..Podoba mi się Twoje proste i nieskomplikowane
          podejście do zycia, obyś takie miała..Proszę tylko, byś nie oceniała ludzi
          takich jak souri albo ja..Po prostu nic o tym nie wiesz..A jesli wiesz i
          byłaś/jesteś w podobnej sytuacji to poproszę o merytoryczne argumenty a nie
          stereotypy..Pozdrawiam gorąco...
          • zalotnica Re: Więc wybrał żonę...i cale szczescie 16.08.04, 04:23
            asap01 napisał:
            >...Życie ma się tylko jedno i trzeba je przeżyć
            > godnie,szczęsliwie..Cóż, takie jest moje zdanie..Kochać i być kochanym..

            tak, to zdanie doskonale tlumaczy Twoja maxyme zyciowa...
            ...a wiesz, co Ci powiem ? najlatwiej to jest sie wlasnie zakochac i zapomniec
            o calym swiecie i ludziach ktorzy sa wokol nas, powtarzac nieustannie,
            przeciez ja/jego kocham i oczekiwac zrozumienia i wybaczenia wszystkiego
            i od wszystkich...Wytlumacz mi prosze, dlaczego tak jakos nikt nie zakochuje
            sie w takiej/takim co lezy na ulicy, tylko przechodzi obojetnie ?

            Tak , masz racje, nie lubie sobie komplikowac zycia, mam je tylko
            jedno i chce je przezyc godnie i szczesliwie, mnie sie uda, ale Tobie juz nie...
            A moze opowiesz nam swoja historie...?

            Ps. a o radiu Maryi nie mam pojecia co to takiego jest...
            a jesli chodzi o rozwody, taaaaaak slyszalam, ludzie sie rozwodza, widocznie
            nie maja nic innego do roboty, a na stare lata to juz totalna glupota...

        • souri Re: Więc wybrał żonę...i cale szczescie 17.08.04, 13:37
          Pewnie!

          mój adres to: souri@gazeta.pl

          pisz!!!

          zalotnica napisała:

          > Gość portalu: paula napisał(a):
          >
          > > Souri, czy jest jakś szansa żeby dostać Twój adres mailowy?
          > > Jestem w podobnej sytuacji... Może byłoby mi łatwiej, gdybym z Tobą
          > > porozmawiała...
          >
          > no prosze, nastepna kandydatka...
          > czy do Was naprawde nie dociera, ze tak w zyciu
          > nie mozna postepowac...?
      • paula28 Re: Więc wybrał żonę... 15.08.04, 16:16
        Jeśli chcesz pisz na paula28@gazeta.pl. Ciekawa jestem jak się trzymasz.
    • Gość: ewa w Re: Więc wybrał żonę... IP: *.wlb.vectranet.pl / *.walbrzych.dialog.net.pl 15.08.04, 20:26
      Takie jak ty souri na taczkach powinni wywozić, niczym Jagnę.Facet chce sie
      przy takich co nieco rozerwać, a wy wyobrażacie sobie że zakochał się na
      zabój.Los bywa mściwy więc uważaj na siebie
      • Gość: Julia Re: Więc wybrał żonę... IP: *.chello.pl 15.08.04, 21:58
        jak czytam takie posty jak poniżej to naprawdę zastanawiam się nad tym co w
        ogóle trzyma drugiego człowieka (niech to będzie nawet mężczyzna) przy innej
        osobie (takiej kobiecie jak choćby Ewa z poprzedniego postu). Żadnych
        argumentów, żadnej logiki, żadnego zrozumienia. Tylko przekonanie o tym, że jak
        jej facet obrączkę założył na palec to do "usranej śmierci". Przepraszam za
        język, ale trochę mnie ten wątek wyprowadził z równowagi. Po raz kolejny żony i
        matki dzieciom idą na litość i nie zawahają się obrażać przy tym innych -
        gorszych bo wolnych kobiet. Przy okazji wciąga się w to dzieci bo nic nie
        działa lepiej na Polaka niż obraz biednego porzuconego i niekochanego dziecka.
        I tą kwestię pozostawię na razie bez komentarza.
        Jeżeli chodzi o romans z żonatym mężczyzną, to trzeba oczywiście liczyć się z
        przegraną. Częściej się przegrywa niż wygrywa. To bardzo trudna i bolesna
        miłość. Można się wiele nauczyć, wiele zyskać, a przy okazji stracić kawał
        życia. To doświadczenie, którego się nie zapomina ale potem jeszcze długo
        zadajemy sobie pytanie kto i po co chciał nas tak doświadczyć.
        • asap01 Re: Ale to możliwe.... 16.08.04, 01:27
          Julia, też mnie zbulwersowały "taczki" tej Ewy..A już cytat świadczy o
          niedawnym zdawaniu matury :-)Ale jest tak naprawdę, że młodzi ludzie są pełni
          ideałów, wiedzą najlepiej jak żyć itp.Trzeba ich trochę zrozumieć..Dla nich
          życie jest jasne i proste, ukochany mężczyzna, obrączka, razem do końca
          zycia..Też chciałem w to wierzyć..Ale hmm plucie jadem na tych co spotkali
          swoją prawdziwą miłość kiedy już byli w związku i mieli dzieci, albo pokochali
          żonatego faceta, jest chyba nie na miejscu...To życie..Życzę wszystkim tylko
          prostych i łatwych wyborów..Pozdrawiam Julia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka