zoska_1234
08.11.12, 20:31
Od długiego czasu nie potrafię ułożyć relacji z moją mamą. Nie przypuszczałam, że spotka mnie taka sytuacja, jestem z tego powodu w depresji, która nasila się czasami tak,że naprawdę nie widzę sensu i brakuje mi sił do życia.
Od czasu śmierci mojego ukochanego taty tj od czterech lat, sytuacja jest nie do zniesienia. Mama została zupełnie sama, ma 62 lata. Przeprowadziła się dwa lata temu do mojego miasta,żeby być bliżej mnie. Jest tu zupełnie obca nie ma absolutnie nikogo poza mną. Wiele razy namawiałam, żeby zapisała się na jakiś kurs, wyjechała do brata, może do sanatorium, gdzieś do ludzi po prostu. Mama nie chce, w związku z czym ja jestem jedyną bliską osobą. Ok, mam wobec mamy obowiązek rozumiem i staram się układać życie tak,żeby być blisko niej. Ostatni mój urlop okupiłam już zdrowiem,był problem ponieważ mama powiedziała, że nie zostanie w obcym mieście sama przez dwa tygodnie kiedy ja będę poza krajem, więc noc przed wylotem zawoziłam ją do brata i tuż po przylocie jechałam 280 km żeby ją od brata odebrać i zabrać do domu. Ok, to mój obowiązek, takich sytuacji jest mnóstwo i staram się czuwać. Ale czasami nie wytrzymuję. Od roku w końcu jestem z kimś z kim czuję, że mogę przeżyć resztę życia. Problem w tym, że mieszkamy 260 km od siebie. Więc są wyjazdy, gnanie do siebie w weekendy itp. Każdy mój wyjazd jest odkupiony dużym stresem, bo mama ma "focha", że wyjeżdżam, że facet nie dla mnie itp itd, za każdym razem mi wyrzuca przy pierwszej lepszej okazji, że ona tu sama a ja "się wożę".
No i tegoroczne święta. Od śmierci taty spędzamy je razem, we dwie. W tym roku z ust mojej połowy padła propozycja, że może przyjechałabym do jego domu rodzinnego, bo marzy o spędzeniu właśnie tam ze mną świąt. Czekałam na to zapytanie w głębi serca, bo bardzo pokochałam też jego rodziców i skoro na co dzień jesteśmy jedynie w kontakcie telefonicznym to cudowna okazja żeby zbliżyć się do siebie i umacniać nasze relacje.
Niestety wiem, że to niemożliwe bo jak mam zostawić mamę??? Przecież to nie wchodzi w grę, wyrzuty sumienia zjadły by mnie od środka. Z drugiej strony mam takie poczucie, że to przecież w końcu też moje życie, że tak tęsknię za bliskością z moją połową, że jeśli ja nie zadbam o tę sferę swojego życia to obudzę się z ręką w nocniku, sama jak palec za jakiś czas.
To samo jest w przeprowadzką do niego. Mam tu kiepską pracę i brak perspektyw na dalszy rozwój zawodowy. Tęsknię i marzę, żeby być z nim na co dzień, ale to nie wchodzi w grę bo jak zostawię mamę zupełnie samą? O tym, że on przeniesie się tutaj nie ma mowy, u siebie ma świetną pracę, rozwija się i sama uważam, że rezygnacja z tego i przeprowadzka do mojej dziury to strzał w kolano.
Żyję w poczuciu, za każdym razem kiedy wyjeżdżam na weekend albo z tyłu głowy myślę o świętach,że jestem złym człowiekiem. Mam 35 lat i wrażenie, że nie mam prawa do własnego życia, tylko do spełniania obowiązków wobec mamy,która często mi powtarza,że ona dla mnie całe życie poświęciła...