Dodaj do ulubionych

Do zdradzonych i walczących żon

IP: 81.210.121.* 12.07.04, 13:14
Po co walczycie o męża, który Was już nie kocha i zdradza Was? Jak się
póżniej żyje z mężem, któryb obecny jest tylko ciałem, lecz nie duchem?
Po co emocjonalne szantaże, po co wykorzystywanie w walce dzieci ("Nigdy już
dziecka nie zobaczysz").
Gdy ktoś ode mnie odchodził, szanowałam jego wybór. Po co wymuszona "miłośc"?

Czy tak się boicie samotności? Czy nie lepiej wziąć życie w swoje ręce i
poszukanie kogoś, kto da Wam trochę nowej, prawdziwej miłości a nie będzie z
Wami mieszkał, tylko dlatego, że nie starczyło mu odwagi?

Właśnie mam kilka takich przykładów dookoła siebie.
Te żony traktują męża jak własność. Gotowe są zniszczyć wszystko, byle by on
nie odszedł do innej. Ale jaka później satysfakcja, skoro brudy prało się
publicznie, skoro on rozpowiada dookoła, że jest z nią tylko z powodu dziecka?
Nie szanujecie siebie???
Obserwuj wątek
    • kobita.przy.kosci Re: Do zdradzonych i walczących żon 12.07.04, 13:18
      masz racje Trzecia- prawie świetą tylko dlaczego ten świat jest taki
      popierdo... i faceci się na nim nie starzeja tylko baby?
    • Gość: Seth Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.icpnet.pl 12.07.04, 13:22
      Nie jestem co prawda targetem tego posta, ale uwazam, ze to glos rozsadku.
      • Gość: Trzecia Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 81.210.121.* 12.07.04, 14:02
        A ja czekam na odpowiedzi tych właśnie żon.
        Bo, cholera, nie mogę zrozumiec ich postępowania. A chciałabym. Chciałabym, by
        mnie przekonały o swojej racji.
        • lukrecja8 Re: Do zdradzonych i walczących żon 12.07.04, 14:06
          ja cytuję za sethem: "Nie jestem co prawda targetem tego posta, ale uwazam, ze
          to glos rozsadku" bo pięknie ujęte i także w moim przypadku zgodne z prawdą. a
          od siebie dodam tyle, że najczęściej chodzi o s t a t u s m a t e r i a l n y
        • kobita.przy.kosci Re: Do zdradzonych i walczących żon 12.07.04, 14:07
          one chcą zatrzymać faceta ponieważ traktuja go instrumentalnie- więc czy można
          się na nie obrażać? do pracy zabieram po drodze dwie babki które to maja
          przyjaciółkę którą to mąż zostawił- babki te są ok. 45 no i są bardzo rozżalone
          i wyzywaja go bardzo brzydko i wulgarnie bo ta zona jest w takim wieku ze sobie
          już nikogo nie znajdzie- to jest ich jedyny argument
    • Gość: Ja Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.proxy.aol.com 12.07.04, 14:11
      Ales postawila pytanie. No wiesz Trzecia....I do tego jeszcze ten twoj nik... A
      tak naprawde nie wiesz dlaczego? Zeby inna go nie dostala. Rozumiesz? Ja znam
      taki przypadek, gdzie zona do kochanki dzwonila i najpierw jej opowiadala, ze
      ten jej maz, zo kochanek mial juz kilka. Musieli nawet przed kochankami uciekac
      ( sic!) i zmienic miejsce zamieszkania. Nastepnie wprowadzila kochanke w
      szczegoly nawykow higienicznych, rzeczonego meza. I wogole, co ona oglada w
      kuszu na brudna bielizne. Ohyda!! Po jakims czasie zadzwonila znowu do owej
      kochanik, odwolujac poprzednie i tym razem wychwalajac meza pod niebiosa. Maz
      ja dalej zdradza, ale to temat na inny watek. A tak naprawde, to chocby maz byl
      padalec, nie kochal, to przeciez jej slubowal i ona ma na niegp certyfikat,
      wygodne zycie i tak ma byc do smierci, amen.
      Juz gdzies przeczytalam taka mysl, ze malzensto powinno byc zawierane na
      okreslona ilosc lat i bez zgody obojga, wygasa. Podoba mi sie ta mysl. Zycie
      wygladaloby zupelnie inaczej. I byloby to z pozytkiem i dla zdradzajacych mezow
      i zdradzanych zon. A moze to by sie nie nazywalo zdrada?
      Buzka!
      Ja
      • Gość: Trzecia Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 81.210.121.* 12.07.04, 14:17
        To jasne: żeby go inna nie dostała. Tylko potem narzekają, że ich życie nijakie
        jest i bezbarwne...
        Jak dla mnie, to naprawdę przejaw braku szacunku dla siebie.
        Ale w sumie, warty mąż takiej żony.
      • Gość: chwila Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 62.121.129.* 12.07.04, 14:20
        Juz gdzies przeczytalam taka mysl, ze malzensto powinno byc zawierane na
        > okreslona ilosc lat i bez zgody obojga, wygasa. Podoba mi sie ta mysl. Zycie
        > wygladaloby zupelnie inaczej. I byloby to z pozytkiem i dla zdradzajacych
        mezow
        > i zdradzanych zon. A moze to by sie nie nazywalo zdrada?


        :)) to ciekawa propozycja,
        np max trzy umowy, kazda na czas okreslony (kilkuletni),
        obie strony sie staraja (szczegolnie pod koniec trwania umowy hihi) jesli im
        zalezy na kontynuacji zwiazku na kolejne lata.
        czwarta umowa z ta sama osoba wiąże dozgonnie i nazywa sie "prawdziwa milosc";)


        • jayin Re: Do zdradzonych i walczących żon 13.07.04, 13:49
          Gość portalu: chwila napisał(a):

          > :)) to ciekawa propozycja,
          > np max trzy umowy, kazda na czas okreslony (kilkuletni),
          > obie strony sie staraja (szczegolnie pod koniec trwania umowy hihi) jesli im
          > zalezy na kontynuacji zwiazku na kolejne lata.
          > czwarta umowa z ta sama osoba wiąże dozgonnie i nazywa sie "prawdziwa
          milosc";)

          Dobre i takie ŻYCIOWE :-)
          To teraz prosze to jakoś uchwalić oficjalnie, a przy okazji skorzystam :-)

          pozdr.

          J.
    • Gość: Żona Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.atrema.deloitte.com / *.crowley.pl 12.07.04, 15:12
      żeby się takie głupie cipy jak ty pytały.
    • Gość: Mała Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.zagiel.com.pl / *.zagiel.com.pl 12.07.04, 15:23
      Pozwoliłam odejść, nie skamlałam, chociaż umierałam z rozpaczy, zazdrości,
      strachu przed samotnością.Po 15 latach małżeństwa powiedział że się zakochał i
      odchodzi.Boli nadal, chociaż minęły już 3 miesiące. Najgorzej jest gdy
      odwiedza dzieci. Strasznie się czuję widząc jego szczęśliwą buźkę.Ale nie daję
      poznać po sobie. Tylko..... co bedzie dalej??? Jak przetrwać????
    • Gość: Kobieta Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.04, 15:30
      Hej, Trzecia!
      Mnie mąż nie zdradza, ale gdyby spróbował, wygnałabym go precz, a i na kochankę
      by się sposób znalzał. Jedno jest pewne, życie bym obojgu starała się zatruć z
      pełną satysfakcją, uważając, by sobie przy tym nie zaszkodzić. Mam pomysłową
      główkę, więc coś iście diabelskiego bym wymyśliła (by im tak łatwo w życiu nie
      było).
      • jazz_b Re: Do zdradzonych i walczących żon 12.07.04, 15:42
        Zgadzam sie z Lukrecja. Najczesciej chodzi o status materialny.
        Poza tym kobieta bez mezczyzny czesto,niestety, traktowana jest jak wybrakowany
        towar,kobieta niepelnowartosciowa.
        Walcza bo bez tego kawalka marynarki czuja sie niepewnie,traca grunt pod
        nogami,czuja ze nie dadza sobie rady same.Pokolenie obecnych
        czterdziestokilkulatek i strszych jest inaczej wychowana niz
        my,obecndwudziestki i trzydziestki.Nie maja takiej sily przebicia,pewnosci
        siebie i niezaleznosci.
        Nie sa nauczone,boja sie.
        A poza tym jak maz odchodzi to najczesciej do duzo mlodszej,a statystycznie one
        maja nikle szanse na znalezienie mezczyzny ODPOWIEDNIEGO a nie
        bylejakiego,byleby byl.
        Dlatego tak kurczowo trzymaja sie meza.
        • Gość: zycie Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.pilzno.sdi.tpnet.pl 12.07.04, 16:35
          Pewno ,ze do mlodszych tyle tylko ,ze \za kilka lat ta kochanka ,a pozniej
          zona kopnie go w tylek i bedzie go zdradzac na prawo i lewo bo w zadnej
          dziedzinie nie bedzie wstanie jej dogodzic.No bo rozwodzac sie musi placic
          almenty na dzieci z pierwszego malzenstwa,cialko mu sie juz mocno podstarzalo
          wiec wyjsc z nim do znajomych tez nie ma po co bo czym sie tu pochwalic jakims
          dziadkiem,a z sexem najgorzej ona juz dojrzala i potrzebuje
          wiecej ,czesciej ,lepiej ,a on juz ma z gorki,wigor coraz mniejszy ,przychodza
          problemy zdrowotne z prostata ,nadcisnieniem,cukrzyca ..no i ten stres ,ze zona
          kopnie go w dupe jak kiedys on zrobil to z pierwsza zona........niestety
          historia kolem sie toczy....teraz ta nowa szuka sobie mlodszego ogra.
          • Gość: Trzecia Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 81.210.121.* 13.07.04, 09:24
            A ja jestem starsza. Od niego i od niej. Nie dużo, ale jednak.
            Tyle, że nigdy gdy byłam sama nie cierpiałam. Potrafię się cieszyć życiem i bez
            faceta.
      • Gość: JESTES Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.65-200-80.adsl.skynet.be 13.07.04, 12:00
        DOSKONALYM PRZYKLADEM TYPOWEJ MATKI POLKI
        WSTYD MI ZA NAS NNORMALNE KOBIETY JAK TO CZYTAM
    • Gość: Lena Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 80.48.96.* 12.07.04, 17:39
      Ale pleciecie brednie. Zwykle takie "polujące harpie" /szczerze powiedziwaszy
      zwykle na kogo popadnie byle miał pieniądze/ uważają, że małżeństwo to sprawa
      przejściowa. Oczywiście cudze małżeństwo. Swojego, szczególnie gdyby miały
      dzieci już tak by nie traktowały. Od swojego męża wymagałyby odpowiedzialności.
      Problem z małżeństwami polega na tym, że zwykle są w nim dzieci i zwykle po
      rozwodzie zostają one przy matce. Osoba która zostaje bez dzieci może uczyć
      się, zmieniać zawód, pracować lub nie, podróżować lub nie i bardzo często
      własnych dzieci w ogóle w tym nie bierze pod uwagę. Może płacić alimenty,
      czasem odwiedzić /lub nie płacić "jeśli nie ma" i nie odwiedzać "jesli nie ma
      czasu"/. Kobieta zostająca z dziećmi ponosi wyłącznie odpowiedzialność. Nie
      życzę żadnej z Trzecich by została sama z dziećmi faceta który akurat odkochał
      się i zakochał ponownie /akurat w innej/. A do tego w sytuacji gdyby np. była z
      więcej niż jednym dzieckiem i bez pracy albo zarabiała niskobudżetowo. Mam
      nadzieję, że nie "rogrywałaby faceta dziećmi".
      Właściwie można się tylko dziwić na co kobietom - przy takim rozumowaniu -
      dzieci. Może kompletna nieodpowiedzialność i kobiet i mężczyzn jest powodem
      tego, że tych dzici coraz mniej.
      Dla jasności, znam i kobiety które chętnie zawarłyby z facetem kontrakt
      najwyżej na 5 lat i potem wystawiły za drzwi. Zwykle mają jedno dziecko, pomoc
      w postaci płatnej opiekunki lub babci i poczucie nieskrępowanej i całkowitej
      niezależności i od facetów i od własnego dziecka.
      To, że ja nie walczyłabym o zdradzającego faceta bo jestem niezależna finansowo
      i mam twardy charakter nie oznacza, że nie uważam, że mężczyźni mogą być
      nieodpowiedzialni i "wielka miłość" ma ich rozgrzeszać z tejże
      nieodpowiedzialności.
      • Gość: Ja Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.proxy.aol.com 12.07.04, 18:04
        Lena, co jest twoim zdaniem odpowiedzialnoscia? Czy twoim zdaniem, jak sie
        kogos poslubi, to juz ma sie wyrok dozywotni? I powiedz sama, ile z tych
        kobiet, ktore zostaja z dzieckiem ( a ktorych ci tak zal), wyszlo za maz tylko
        dla statusu? Ile namowilo meza na dziecko, lub po prostu zaszly w ciaze. Dziwi
        cie to, ze w takich wypadkach facet daje noge? I skoro w spolecznstwie tak juz
        jest, ze to kobieta zostaje z dziecmi, to wlasnie kobieta powinna sie starac
        byc niezalezna i finansowo i psychicznie. A nie, lekkomylnie jedno dziecko,
        drugie, dzici trzeba wychowac, latka leca, pracy nie ma i najlepiej trzymac sie
        kurczowo meza. To nie ejst sposob na zycie.
        • Gość: Kobieta Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.07.04, 18:41
          A mnie wkurza takie rozumowanie: "Czy twoim zdaniem, jak sie
          > kogos poslubi, to juz ma sie wyrok dozywotni?"

          No sorry, ale małżeństwa z natury są zawierane dozywotnio. Jesli ktoś widzi to
          inaczej, to może wartałoby uprzedzić kandydata na męza/żonę, że jakby co, to
          się rozstają. Tylko po jaką cholerę się żenić?

          No niech mi ktoś to wytłumaczy. Ja, wstępując w zwiazek małżeński,
          podpisałam "wyrok ndozywotni". zdawałam sobie z tego sprawę i cieszę się z
          tego "wyroku", mimo, ze czasem mam mojego starego serdecznie dość. I co z tego?
          Podjęlismy decyzję będąc dorosłymi ludźmi, odpowiedzialnymi, w pełni władz
          umysłowych, to teraz jestesmy już do siebie przykuci na dobre i na złe. Koniec
          i kropka.
          • Gość: magi1 Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 12:22
            No właśnie dla tych co już nie pamiętają jak ślubowali i dla tych co nie chcą
            pamiętac....'i ślubuję Ci miłość,wierność oraz że cię nie opuszczę az do
            śmierci'-ślub to nie tylko kwiatki ,sukienka,weselisko ale także cyrograf na
            życie-o czym w wirze okoliczności się zapomina.
            A mądrości tej trzeciej owszem mądre są tylko dalekie od tzw realnego życia.
            Bez honoru jest niestety mąż-chce odnajdywać 'nową'miłość niech łaskawie
            zabezpieczy swoją 'starą'rodzinę co by materialnie funkcjonowała po jego
            odejściu-a żadna żona takiego dziada zdradzającego na siłe w domu trzymać nie
            będzie.
            • jayin Re: Do zdradzonych i walczących żon 13.07.04, 14:28
              Gość portalu: magi1 napisał(a):

              > No właśnie dla tych co już nie pamiętają jak ślubowali i dla tych co nie
              chcą
              > pamiętac....'i ślubuję Ci miłość,wierność oraz że cię nie opuszczę az do
              > śmierci'-ślub to nie tylko kwiatki ,sukienka,weselisko ale także cyrograf na
              > życie-o czym w wirze okoliczności się zapomina.

              Piszesz de facto o przysiędze kościelnej :-) Cywilna ma trochę inną (wg mnie
              bardziej "realną" formę - i taką osobiście będę składać.).

              Ale w temacie "małżeństwo" najzupełniej się zgadzam się z opinią, że jak ktoś
              zakłada już na starcie teorię "możliwości rozstania" - to po cholerę mu ślub.
              jakikolwiek.
              Inna sprawa, że biorąc ślub nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie za
              jaki czas i jakim człowiekiem stanie się (bo ludzie sie stety/niestety
              zmieniają) nasz "wspołmałżonek" i czy damy radę żyć obok niego "dopoki smierc
              nas..." itd. A jak nie damy rady?
              Unieszczęśliwiać się w imię umowy cywilno-prawnej?... Bez sensu, jak dla mnie.
              Inna sprawa jest z ludzmi wierzącymi - biorącymi ślub koscielny - wtedy
              dotrzymanie przysiegi "przed Bogiem" to juz sprawa ich własnych sumień.

              pozdr.

              J.
        • Gość: Lena Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: 80.48.96.* 12.07.04, 19:34
          Znam niewiele kobiet które wyszły za mąż dla statusu, ale wyszły one za mąż dla
          statusu materialnego i zwykle są tak sprytne, że nawet na rozwodzie dobrze by
          wyszły. Znam kobiety wychodzące za mąż z miłości. Znam też mężczyzn żeniących
          się z różnych powodów, najczęściej jednak z miłości. I prawie wszyscy oni
          przysięgają sobie w kościele, że nie opuszczą aż do śmierci a w urzędzie, że
          zrobią wszsytko aby małżeństwo było trwałe. Nawet nie w tym sęk czy wytrwają w
          tej miłości ale często niczego nie robią by małżeństwo było trwałe. Nawet nie
          zastanawiają się co powinni robić. Małżeństwo traktuje się często "przejściowo"
          na zasadzie "są problemy to lepiej się rozstać", "nie kochamy się to szukamy
          nowej miłości". A na dzieci nie decyduje się kobieta sama. Może ma pecha, że to
          ona zachodzi w ciążę a nie jej mąż ale uprawiają seks obydwoje i - jesli są
          dorośli i normalni, to - świadomie, że nawet zabezpieczeni mogą "wpaść". Ale po
          rozwodzie prawie w 100% kobieta zostaje z dziećmi.
          Niestety coraz częściej słyszę, że ogrom mężczyzn nie chce mieć dzieci, wielu z
          nich "nie jest gotowym" i żeni się właściwie nakłaniany. Rośnie nam pokolenie
          mężczyzn - dzieci, nieodpowiedzilnych a może "odpowiedzialnych w swej
          nieodpowiedzialności" bo nie chcących brać odpowiedzilności za nikogo poza
          sobą. Ani za swoją dziewczynę/żonę ani - broń Boże - za dzieci. Zastanawiające,
          że wiele dziewczyn/kobiet jakby podzielało ich infantylne podejście do
          odpowiedzialności. Mam wrażenie, że podzielają dopóki im jest to wygodne /one
          rozbijają poprzednią jego rodzinę/, a kiedy okazuje się, ze ten "mężczyzna z
          odzysku" którego poprzednia rzekomo zmusiła do ślubu i dziecka, jest nadal
          nieodpowiedzialny /tym, razem wobec niej samej/- jakoś szybko zmieniaja zdanie.
          Z "niezależnych psychicznie" jakoś szybko robią się zależne. Ludzie w
          małżeństwie powinni ufać sobie i na siebie liczyć i, być pewnym tego liczenia.
          W przeciwnym razie po co brać slub? a już dzicko to zupełne nieporozumienie. Od
          dziecka/dzieci jest się jeszcze bardziej zależnym.
          Zastanów się, czy chciałabyś faceta z dzieckiem lub dwójką dzieci
          i "dochądzącą" ex-żoną? Gdyby to kobiety zostawiały swoich wybranków z dziećmi
          a one płaciły /lub nie/ alimenty, to może broniłabym mężczyzn a nie kobiety.
          Może i tak będzie w tym równouprawiniu.
    • Gość: nertu Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 22:11
      Trzecia a skąd wiesz jak zachowuje sie facet w rodzinie z żoną i dziećmi?
      Skąd wiesz że jest tylko ciałem a nie duchem?
      Ja widziałam już w życiu wiele, widziałam też bardzo zaangażowanych facetów i
      to w dwa związki, na tyle bardzo że żonie do głowy nie przyszło że jej mężuś ma
      coś na boku, a ta na boku myślała że ona jest jedyna i niezastąpiona.
      Mężczyzni maja z natury taką umiejętność że szybko zapominają, nawet największe
      miłości, więc czy dla chwili zapomnienia, nowej namiętności warto marnować
      wspólnie spędzone lata?Warto marnować życie rodzinne?
      Ja widziałąm związki gdzie miłość potrafiła sie odrodzić, porafiła wrócić i to
      ze zdwojoną siłą,także często ta trzecia była afrodyzjakiem dla zwiazku,znam z
      życia conajmniej kilka takich przykładów więc czemu nie walczyC?
      Ty patrzysz na zycie w kategoriach czarne-białe a zycie ma jeszcze tysiące
      innych barw.
      Czemu to szacunek do samej siebie ma być lepszym , mocniejszym uczuciem niz
      miłość , niż przywiązanie, niz rodzina?
      Ja jeśli kochałabym męża to z pewnośćia podjęłabym walke na śmierć i życie,
      może nie szantażem ale innymi sposobami.
      pozdrawiam

      • Gość: Kinia Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 10:16
        Ogolnie wszystko jest ciekawym zjawiskiem,temat zdrady ma na forum swoje
        szczegolne miejsce i szczerze mnie zainteresowal,sama zreszta zdradzilam meza,
        moj kochanek zdradzil zone,cala sprawa wyszla ma jaw, a my nadal sie
        spotykalismy i bylismy oboje szczesliwi.
        Jego zona: w pierwszej fazie awantury,szantazowanie,wyklinanie wszystkiego,
        wyciaganie brudow przy dzieciach, potem opamietanie i wielki wstyd, strach ze
        odejdzie, zostawi sama z dziecmi i innymi problemami,bedzie brak meza w roli
        gosposi,opiekunki do dzieci, w roli banku czy kasy zapomogowej i kto bedzie
        zalatwial wszystkie sprawy,placil rachunki,kto bedzie stal na strazy domu i
        rodziny.Dla mezczyzny jest to pewnego rodzaju wielki komplement, jest
        potrzebny, bez niego swiat sie nie kreci.A ona? dwie lewe rece, bez
        pomyslunku,bez wlasnego zdania,nie umiejaca nic w zyciu zrobic,kaleka zyciowa?
        To jest poprostu wygodnictwo!!!!!! kobiety sa bardzo silne, tylko nie wszystkie
        o tym wiedza i nie wszystkie maja ochote na udowadnianie swiatu ze umieja
        przejsc przez zycie samodzielnie.Znam wiele kobiet ktore zycie nauczylo ze
        najepiej polegac na sobie,niektore dzieki temu sa szczesliwe w zwiazkach,inne
        sa same ale rownie szczesliwe.
        U mnie po zdradzie,nie bylo nic, wlasnie moja sila nie pozwialila mi na to zeby
        maz mnie ponizal, nie uslyszalam ani jednego zlego slowa na swoj temat, powod
        byl prosty,bardzop duzo na ten temat rozmawialismy, staralam sie wyjasnic
        wszystkie aspekty zdrady,chcialam zeby zrozumial co kierowalo moim
        postepowaniem itd itd byly to bardzo dlugie i spokojne rozmowy.Wiem ile to
        kosztowalo mojego meza, ale ja nic nie zmienie,cos sie wydarzylo i czasu nie
        cofne i wydarzen ktore mialy miejsce.Swojego malzenstwa tez juz nie naprawie,
        ale jedyne co moge zrobic to zyc w spokoju,cieszyc sie zyciem i tym co niesie
        kolejny dzien,dawac swoja radosc innym.
        Zycie wszystkim nam niesie niespodzianki w roznej postaci.Ja spotakalam
        mezczyzne, on spotakal mnie, kochamy sie uczuciem dojrzalym,chociaz nie mozemy
        byc razem w naszych sercach plonie uczucie.Nie chcemy krzywdzic nikogo,ale nie
        mozemy tez krzywdzic siebie.To jest pewnego rodzaju uklad.
        Ile kobiet i mezczyz jest w takich ulkadach jak ja, jak bardzo podobne sa te
        sytuacje, zdradzone zony, kochanki, kochankowie, ale gdzie sa zdradzeni
        mezowie??
        Z uporem maniaka stwierdzam ze zdrada nie wystapi w zwiazku, w ktorym jest
        milosc,wzajemne zrozumienie,partnerstwo,tolerancja i ludzie poprostu sa
        szczrzy, prawdomowni,umieja mowic o swoich myslach i swoich uczuciach.A jak
        tego nie ma to po co sie meczyc, udawac, klamac,zyc w zaklamanym swiecie,
        pozorna radosc i szczescie.
        Moze warto zrozumiec drugiego czlowieka, dlaczego czyni tak a nie inaczej,
        dlaczego maz/ zona zdradza,zdradzona zona sie wscieka,wszyscy powinni pomyslec
        dlaczego?????? bledy popelniamy wszyscy i za swoje bledy nie mozna winic calego
        swiata.
        • Gość: Trzecia Kiniu IP: 81.210.121.* 13.07.04, 10:32
          A dlaczego nie możecie być razem???
          Przecież będąc razem i tak krzywdzicie małżonków!
          • Gość: Kinia Re: Kiniu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 11:48
            Widzisz Trzecia, tak juz jest,podjelismy taka decyzje ze bedziemy razem i
            bedziemy mieli swoje zycie, gdzies z boku.Nie mozemy przeciez jednym cieciem
            zamknac za soba drzwi i zostawic to co zostalo zbudowane,pewne rzeczy nalezy
            robic spokojnie powoli,przyzwyczajac siebie i naszych bliskich do tego ze moze
            kiedys nastapi zamiana,jak narazie krzywdzimy siebie, jestesmy daleko, chociaz
            w jednym miescie,nie mozemy ze soba sie czesto spotykac zeby nie narazac
            naszych bliskich na wieksze cierpienie, chociaz oni dobrze wiedza ze my nadal
            jestesmy razem.Na wszystko przyjdzie czas i miejsce, tesknimy za soba,sami
            sobie zgotowalismy takie zycie,czy teraz mamy sie wycofac? nie jedna osoba
            powiedziala by ze tak, ze oboje powinnismy myslec rozsadnie i zdecydowac sie na
            zakonczenie tego zwiazku.A czy ktos pomyslal o nas, o naszy bolu,o naszych
            zranionychj uczuciach, sami bysmy sobie zgotowali wiele misiecy cierpien.Czy
            warto? skoro juz nie zbudujemy niczego dobrego w naszych starych zwiazkach to
            moze nalezy nam sie chociaz odrobina szczescia jakie sobie sami dajemy.
            Probowalismy sie rozstac,byly to dlugie tygodnie, ktore bolaly,brak kochanej
            osoby wplywal negatywnie na nas.Zdecydowalismy ze pozostanie tak jak bylo, ze
            skoro odnalezlismy sie gdzies w tlumie to moze tak powinno pozostac.
            Teraz zadaje sobie pytanie jak dlugo? co jeszcze mnie i nas czeka? To wszystko
            jest takie poplatane i naprawde ciezko bedzie komukolwiek zrozumiec taka
            stuacje jak ktos nie przechodzil przez to co ja.Pozdrawiam
    • Gość: rene co w tym dziwnego? IP: 212.160.172.* 13.07.04, 11:45
      Nie spotkało mnie to, ale odpowiem na podstawie obserwacji moich bliższych i
      dalszych znajomych.

      Odpowiedzi jest wiele i wszystkie proste...
      Żony walczą, bo widzą, że "wali im się życie",
      bo kończy się coś co wspólnie z mężem budowały przez wiele lat,
      bo nadal mężów kochają, bo nie wyobrażają sobie bez nich życia,
      bo mają już zwykle "swoje lata" i nie chcą znów zaczynać wszystkiego od
      początku, nie chcą też samotnie ponosić odpowiedzialności za wychowanie
      wspólnych dzieci,
      boją się, że nia dadzą sobie rady, tracą poczucie stabilizacji...
      walczą o wspomnienia, zdradzoną miłość, wierzą, że można jeszcze wszystko
      naprawić i że jeszcze może być tak jak dawniej.
      Chcą za wszelką cenę zachować w całości rodzinę, dla dobra dzieci.
      To naiwna wiara, ale częsta. Z czasem wygasa, i na jej miejsce pojawia się
      załamanie, depresja, a często i nienawiść do byłego...
      A że metody tej walki nie zawsze są fair... cóż, a czy my wszyscy postępujemy
      fair?
    • Gość: Grażek Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.lublin.pl / *.lublin.pl 13.07.04, 12:47
      Najłatwiej jest kochać na boku. Widzimy się raz na tydzień jesteśmy piękni, nie
      mamy żadnych problemów. Samo szczęście. W domu wiadomo żona, mąż do niczego.
      A tak trochę powalczyć o to samo w małżeństwie?
    • Gość: alojzy Dowcip. I wszystko jasne. IP: *.saint / 195.117.38.* 13.07.04, 12:57
      Zona zlapala meza z kochanka robi mu sceny i pieklo.
      Maz do niej: Spoko - masz pretensje? to koniec z wyjazdami na riwiere, ciuchami
      utrzymaniem, perfumami. Zona przemyslala gleboko i sie uspokoila.
      Nastepny dzien ida do restauracji i maz pokazuje jeakas kobiete : a to kochanka
      meza Ilony.
      Zona patrzy i... z duma: eeee. To nasza kochanka ladniejsza.
      • Gość: Kinia Re: Dowcip. I wszystko jasne. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 14:38
        Moze cos w kwesti wyjasnien,kazda z nas ktora tu sie wypowiada na forum ma lub
        nie ma doswiadczen zyciowych,sa mlode dziewczyny od 20 lat do 40-50,kazda z nas
        ma inne zycie, chociaz niektore sytuacje sa bardzo podobne.mamy lepiej lub
        gorzej poukladane w glowie, kazda mysli swoimi kategoriami, ma jakies swoje
        przemyslenia.Zeby cokolwiek powiedziec o zyciu to nalezy miec co mowic,czasem
        mam wrazenie ze te kobiety co pisza naczytaly sie madrych rzeczy w kolorowych
        gazetach lub w necie, a same maja niewielkie doswiadczenie zyciowe.Latwo jest
        mowic, dawac rady,udawac ze jest sie madra kobieta,ale najpierw trzeba cos w
        zyciu przezyc,zeby oceniac czy ktos robi dobrze czy zle.
        Kiedy wychodzi sie za maz slubuje sie milosc i wiernosc itd,napewno jest sie
        pewnym tego co sie w tym momencie mowi,kobieta zakochana, mezczyzna
        zakochany,piekna oprawa, szczescie, radosc i za jakis czas szara
        codziennosc,jesli swoje ludzi sie kocha i pielegnuje swoja milosc to jest to
        szczescie,jesli sie dobrali jak dwie polowki jablka, to maja szanse na bycie
        ze soba az do smierci.Jesli jednak zaczyna sie cos dziac niedobrego i w pore
        sie tego nie zauwazy to szansa jest niewielka ze cos uda sie jeszcze
        zrobic.Oczywiscie ze mozna sobie zyc razem,przed swiatem byc dorym malzenstwem
        i tak sobie trwac, ale czy kazdy sie wtedy przyzna ze jest szczesliwy.
        Wierze w to ze sa j4eszcze mazlenstwa, gdzie milosc jest jedna jedyn i
        niepowtarzalna, ze ludzie umieja sie dogadac, ze sa sobie oddani i bliscy,ale
        to co widze nie wskazuje na to.
        Ja tez bylam szczesliwa mezatka,nic nie wskazywalo na to ze w moim zyciu sie
        cos zmieni,poswiecilam sie dla dobra rodziny, to byl moj cel najwazniejszy i
        spelnilam wszystkie swoje obowiazki i nieczego sie nie wstydze.Jestem z siebie
        dumna.Takie mam zycie i niczego nie zmienie i tak naprawde slucham tylko i
        wylacznie siebie, wiem co jest dobre dla moich bliskich,napewno nigdy nie
        pozwole im zrobic zadnej krzywdy i tym bardzie ja ich nie skrzywdze,jesli ja
        jestem szczesliwa to wokol mnie tez ludzie sa szczesliwi, probuje wszystkich
        zarazic swoja radoscia zycia,niose ze soba usmiech, pogode ducha.
        A tak na koncu, to zal mi zadradzonych zon, ale trzeba zrozumiec ze gdzies
        zostal popelniony blad w zwiazku i moze najpierw zajrzec w swoje wnetrze niz od
        razu oceniac kochanke i wieszac psy na swoim zdradzajcym mezu.Moze warto
        pogadac, dotrzec do przyczyny,znalesc moment w ktorym cos zaczelo sie sypac.
        Kazdy z nas kiedys kochal, wiec napewno rozumiecie dokladnie ze z milosci
        ciezko sie wyleczyc,a kogo sie pokocha to nigdy nie wiadomo.
        Kiedys przeczytalam post od zdradzonej zony, ktora napisala "zabilabym ich
        oboje.........2 lata po rozwodzie poznalam jego........" cos tam jeszcze dalej,
        jednak mozna cos zrozumiec ale trzeba chciec, albo miec za soba jakies
        doswiadczenia.Zycie mamy jedno, i warto kiedys wspominac je mile.

        Ps; zycie jest lepszym psychologiem niz Pani w okularach czytajaca madre
        ksiazki.
        • Gość: kasia Re: Dowcip. I wszystko jasne. IP: 213.17.147.* 13.07.04, 17:03
          "A tak na koncu, to zal mi zadradzonych zon, ale trzeba zrozumiec ze gdzies
          zostal popelniony blad w zwiazku i moze najpierw zajrzec w swoje wnetrze niz od
          razu oceniac kochanke i wieszac psy na swoim zdradzajcym mezu.Moze warto
          pogadac, dotrzec do przyczyny,znalesc moment w ktorym cos zaczelo sie sypac."

          Wszystko ładnie, ale dlaczego to szanowny małżonek nie zaczął sie przed zdrada
          zastanawiać co sie stało w związku? Dlaczego nie rozmawiał z żoną i nie
          próbowali tego naprawić? Mnie się wydaje ze zdrada to po prostu wygodnictwo.
          Łatwiej znaleźć kochanke niż wysilić sie trochę, znaleźć błędy w małzenstwie i
          spróbować je naprawić. Zdrada to też objaw tchórzostwa. AJk już jest tak źle,
          to niech zdradzający odejdzie od żony/męża, jeśli nie chce naprawiać a nie
          oszukuje i okłamuje współmałżonka.
          I mówię to z doświadczenia. JEstem w trakcie odbudowywania związku, po tym jak
          mó mąż znalazł sobie koleżankę, bo było mu źle, ale nie raczył mnie o tym
          poinformować. JA myślałam, ze jest dobrze, kłopoty są jak zwykle w życiu
          codziennym, a tu mąż okazuje się ma od roku koleżankę i zastanawia się właśnie
          czy mnie kocha jeszcze czy nie i czy chce byc ze mną czy nie. Uważam że było to
          nieuczciwe. Jesli było coś nie tak wypadałoby ze mną o tym porozmawiać i
          sprobować to naprawić, JAkby nie wyszło, zwłaszcza, gdybym ja się nie
          postarała, to już inna sytuacja. A tak? Nie miałam szansy naprawienia tego co
          robiłam źle.
          Odbudowywujemy z mężem nasz związek, nie spotyka sie z tamtą, i walczę o to
          bysmy byli razem, dlatego, ze go kocham i ze wierzę iż on nadal mnie kocha, a
          nie dlatego zeby tamta go nie dostała.

          kasia
    • vaporetto Szybka piłka 13.07.04, 16:03
      Masz męża i dzieci czy jesteś tak zwanym specjalistą-teoretykiem ?
    • Gość: achonek Re: Do zdradzonych i walczących żon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.04, 20:01
      mysle dokladnie tak samo. moj (teraz juz maz) byl ze swoja dziewczyna przez 8
      lat... z powodu dziecka. i wydaje mi sie ze wreszcie odzyl, od kiedy sie
      poznalismy i pokochalismy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka