anirac
17.06.13, 23:12
Czytam ostatnie newsy i badania, z których pobrzmiewa apokaliptyczna wizja warunków życia w naszym kraju. Że jest źle, że nie ma szans na rozwój, że ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, że państwo nie pomaga, itd. Że lepiej na emigracji. No właśnie... Naprawdę lepiej? Wg mnie w każdym kraju są takie problemy jak i u nas - począwszy od wybierania tańszych produktów w sklepach po korupcję. Ok - zgadzam się, że zachodnia Europa ma się lepiej, ale i tam nie brak absurdów i trudności. Zjeździłam kawałek świata i za każdym razem gdy widziałam warunki życia innych ludzi (Afryka, Ameryka Łacińska) oddychałam z ulgą, że urodziłam się w Polsce. Ale i widząc życie we Francji czy Austrii cieszyłam się, że nie mamy tak rozdmuchanego konsumpcjonizmu i zachowujemy jako-taką normalność (niestety coraz częściej i ona niknie). Więc moje pytanie - naprawdę uważanie, że w tym kraju nie da się żyć? Że emigracja to recepta na szczęście i dobrobyt?
Pytanie tym bardziej dla mnie aktualne, że mam możliwość przeprowadzki do Austrii, ale tego nie chcę bo uważam, że stracę na tej roszadzie (przede wszystkim poczucie przynależności, bycia "u siebie", pozycji społecznej) i namawiam swoją drugą połówkę by szukała pracy w Polsce (obcokrajowiec pracujący w Austrii). Wszyscy pukają się w głowę, że to ja powinnam się tam przenieść, a nie ściągać chłopa do Polski, bo przecież tu nie ma warunków. Naprawdę u nas nie da się żyć na poziomie? Pytam o Wasze doświadczenia i zdanie... Bo zaczynam myśleć o sobie, że może ja cierpię na "Sopliców chorobę" :)