kolba.kukurydzy
24.09.13, 11:28
Sytuacja z rana. Zajęłam kolejkę do punktu pobierania krwi. Przede mną z 15 osób. wyszłam na korytarz żeby nie blokować przejścia. Osoba która była przede mną też stała na korytarzu. Zbliża się kolej na moją poprzedniczkę która stoi już prawie przed drzwiami a tu taka sytuacja - Facet w okolicy 55 lat skoczył z krzesła oddalonego od drzwi z 5 metrów i wskoczył do gabinetu. Nie reaguję, bo to już po fakcie. Dla podkreślenia, że więcej taki numer nie przejdzie - mówię że zaraz wchodzi Pani a po niej ja.
No i się zaczęło.
Następuje wymiana zdań z Panią nazwę ją Jadzią - lat przed 60-tką
Jadzia- ale to ja jestem za tym Panem
Ja- ten Pan wszedł bez kolejki
Jadzia- ten Pan prosił żeby go przepuścić, bo mu się spieszyło
Ja- To, że pani go przepuściła, nie znaczy, że pani wchodzi za nim
Jadzia- ale mi się spieszy i spóźnię się do pracy
W międzyczasie jak tylko drzwi się uchylały to próbowała wskoczyć do gabinetu jak Pan wcześniej.
Ja- Proszę Panią, nie interesuję mnie, że Pani się spieszy
Jadzia- stały se na korytarzu i pierdoły upychały, zamiast tutaj stać. Ludzie tutaj są chorzy to dlatego przepuściłam Pana. Chorzy muszą siedzieć na krzesłach itd :D
Ja -Proszę Panią, nie mam nic przeciwko temu, że Pani przepuściła Pana, ale to nie znaczy, że może Pani opuścić kolejkę. A stałam na korytarzu, m in dlatego, żeby miała Pani gdzie siedzieć.
I tutaj nastąpiła prośbę o uciszenie z recepcji - bo Panie nie mogą pracować.
No jak żyć? Jak byście się zachowali w takiej sytuacji - wiem, ze najprościej byłoby ją przepuścić, ale niestety za tą Panią, pewnie byłyby inne Panie Jadzie- że ja za tą Panią byłam.
Już raz zostałam tak potraktowana, że weszłam jako ostatnia po 2 godzinach.
A mnie to jeszcze było wstyd za tę głupią szopkę. No ale jak inaczej zrobić? No jak?