Dodaj do ulubionych

zasady a realia

17.03.14, 17:15
Znalazłam się w sytuacji, w której nie wiem jak się zachować i jak z niej wybrnąć. "Straciłam" po kolei najpierw siostrę, później rodzinę a teraz kilku znajomych. Od początku. Mam 34 lata, siostrę młodszą o 8 lat. Jesteśmy i zawsze byłyśmy inne, ale świetnie się dogadywałyśmy, jak prawdziwe przyjaciółki. Ja byłam tą "złą", niezależną, buntowniczką, ona tą "dobrą", spokojną, grzeczną. Opiekowałam się nią gdy była mała, zawsze mogła na mnie liczyć. Gdy się wyprowadzilam z domu również mieliśmy częsty kontakt. Zaraz po studiach i tydzień po swoich 23 urodzinach wyszła za mąż. Ze szwagrem od początku nie znalazłam porozumienia, od czasu ich narzeczeństwa. Po prostu jesteśmy z dwóch różnych światów. Ja jestem feministką, on ultra-konserwatywny (mocno na prawo od PiSu) i apodyktyczny. Jest starszy ode mnie o 2 lata, od mojej siostry o 10. Po ślubie ona zajęła się domem. Dosłownie z domu rodziców przeprowadziła się do domu męża, sama nigdy nie pracowała ani nie mieszkała. Przez kolejne 3 lata urodziła trójkę dzieci. Szwagier bardzo dobrze zarabia, jest współwłaścicielem agencji nieruchomości, mają na stałe służącą w domu. Nasi (moi i mojej siostry) rodzice byli od początku nim zachwyceni, właśnie ze względu na sytuację finansową i mocne parcie na założenie dużej rodziny. Od momentu ślubu nasze relacje z siostrą i szwagrem się pogarszały. On za każdym razem traktował mnie jako zło konieczne, z wyższością i przy kolejnej kłótni zabronił mi bywać u niego w domu. Z siostrą zaczęłam sie spotykać na mieście. Co gorsza, siostra a z nią rodzice zaczęli nalegać, abym go przeprosiła i była miła. Abym "zamknęła się" (dokładnie tak powiedzieli) i swoje poglądy zostawiła dla siebie. Nie mogłam tego zrobić, to wbrew moim zasadom, więc stosunki z siostrą i rodziną rozluźniły się. Mam powiedziała mi wprost, że "jestem już stracona" i dała do zrozumienia, że nie jestem mile widziana także w domu rodzinnym, dopóki się nie zmienię. Spotkania coraz rzadziej. Ostatnio w sumie tylko 2 razy w roku na święta. Kilka koleżanek również stwierdziło, że to ja mam się dostosować, że jestem zazdrosna itp. Te znajomości również się rozluźniły. Obecnie sytuacja jest taka, że mam swoją grupę znajomych a z siostrą i rodziną praktycznie nie mam kontaktu. Co byście w takiej sytuacji zrobiły? Trzymać się wiernie swoich zasad i poglądów, nie udawać, nawet jeśli oznacza to koniec więzi rodzinnych, czy iść na kompromis a raczej podporządkować się - bo zamknąć się to nie kompromis tylko podporządkowanie? Zaznaczam, że nie jestem osobą, która bez powodu wszczyna kłótnie. Po prostu nie potrafię milczeć, gdy podczas spotkania rodzinnego szwagier spokojnie mówi, że "Polskę należy odżydzić", że "miejsce pedalstwa jest w chińskich obozach pracy" a feministki i lesbijki "to obrzydliwe szmaty z niedorozwojem psychicznym". Po prostu nie potrafię! Jak pogodzić zasady, którymi się kieruje w życiu z realiami życia wśród ludzi, którzy są ich zaprzeczeniem? Zaznaczam przy tym, że moja rodzina (rodzice, siostra) nigdy szczególnie prawicowe nie były - po prostu mają słabe charaktery i dlatego ktoś taki, jak szwagier bez problemu ich sobie podporządkował. Bo to mu akurat muszę przyznać, zawodowo radzi sobie świetnie i ma mocną osobowość. R.
Obserwuj wątek
    • gyubal_wahazar Re: zasady a realia 17.03.14, 17:33
      Trzymaj fason i nie pękaj. Albo masz kręgosłup albo nie. A rodzinka prędzej czy później zbierze od taliba to, na co zasługuje. I może dopiero wtedy coś dotrze do tych konformistycznych czajników
      • gyubal_wahazar Re: zasady a realia 17.03.14, 17:36
        Na marginesie, Adolf i Ziutek Słoneczko też mieli mocne osobowości i zawodowo radzili sobie świetnie
    • symbolika Re: zasady a realia 17.03.14, 17:36
      nie zmieniałabym sie dlatego,zeby zaspokoic czyjęs potrzeby pozbywajac sie swoich, podobnie rzecz ma sie z pogladami. Skoro komus nie pasuje moje stanowisko to nie moj to problem.
      Dla swietego spokoju możesz sie powstrzymywac od wyglaszania swoich racji, chociaz nie wiem czy ja bym powstrzymała sie, gdyby ktos krzyczał : zydzi do gazu , wytępić homo itp.
      Najlepiej nie poruszac kontrowersyjnych tematów przy wspolnym biesiadowaniu.
      Smutne jest to,ze rodzina jest gotowa pozbyć sie Ciebie dlatego,ze masz inne postrzeganie, poglady , priorytety i odstajesz od wiekszosci- w ich przekonaniu. Zamiast trzymac sie razem mimo roznic wszelakich.
    • triss_merigold6 Re: zasady a realia 17.03.14, 17:41
      Nowa absolwentka na bezpłatnym stażu?
    • obrotowy zasady a realia - co sie bardziej oplaca :) 17.03.14, 18:00
      to jest tak:
      Zachod 3mie sie zasad i dlatego naklada sankcje na Rosje (chyba przestana importowac ruski kawior...)

      a jezeli chodzi o realia - to zachod dobrze wie, ze moze Rosji nakukac...
      i dlatego te sankcje sa "NIC NIE ZNACZACE" :)))

      Podobnie z Toba: zwykla kalkulacja powinna decydowac - co sie bardziej oplaca:
      trzymac buzie w ciup w czasie kontaktow z rodzina, czy ograniczyc kontakty z nimi do slubow i pogrzebow :)
      • gyubal_wahazar Re: zasady a realia - co sie bardziej oplaca :) 17.03.14, 18:10
        Jasiu, a tak z ciekawości, ten doktorat to za gomułki szarpnąłeś, czy babiucha ?
        • obrotowy Re: zasady a realia - co sie bardziej oplaca :) 17.03.14, 20:01
          gyubal_wahazar napisał:
          > Jasiu, a tak z ciekawości, ten doktorat to za gomułki szarpnąłeś, czy babiucha ?


          Za Jaruzela. Tyle, ze jak to "Solidaruch" - na Zachodzie.
          • gyubal_wahazar Re: zasady a realia - co sie bardziej oplaca :) 17.03.14, 20:52
            Eee, to Ty dziecko jeszcze jesteś. Bo Cię obliczałem na jakieś 94 (dychę mniej ode mnie)
    • mariuszg2 Re: zasady a realia 17.03.14, 18:01
      kobiety mają zasady?
      to jakiś kwas jest!
    • sweet_pink Re: zasady a realia 17.03.14, 18:09
      Uważam że tu piernik nie ma nic do wiatraka.
      Co innego mieć zasady i według nich żyć a co innego toczyć o nie słowne wojny/dyskusje. Jedno z drugim ma wspólnego niewiele.
      Generalnie nie dziwie się rodzinie. Epatowałaś ich poglądami których nie chcieli słuchać to się wypięli. Ja też urywam kontakt z ludźmi którzy zbyt agresywnie mnie epatują poglądami, których nie podzielam. Ogólnie mam uczulenie na "wojujące poglądy" jakiekolwiek.
      • makinetka82 Re: zasady a realia 17.03.14, 22:12
        tak z ciekawości... doczytałaś post założycielki wątku do końca? jeśli tak, to gratuluję umiejętności czytania ze zrozumieniem...
    • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 18:46
      >Jak pogodzić zasady, którymi się kieruje w życiu z realiami życia wśród
      >ludzi, którzy są ich zaprzeczeniem? Zaznaczam przy tym, że moja
      >rodzina (rodzice, siostra) nigdy szczególnie prawicowe nie były - po prostu mają słabe >charaktery i dlatego ktoś taki, jak szwagier bez problemu ich sobie podporządkował.

      Pozostaje raczej ograniczenie do minimum kontaktów z mężem siostry, natomiast siostrze mogłabyś powiedzieć, że zawsze może liczyć na Ciebie oraz zwrócić się do Ciebie po pomoc, gdyby przestało z jakichś powodów pasować jej coś w tym małżeństwie (tym bardziej, że sposób traktowania przez męża jej relacji z Tobą jest zastanawiający).

      Poza tym, można odnieść takie wrażenie, przeczytawszy Twój post, że to właśnie Ty uważasz się za centrum rodziny, z którego zdaniem każdy powinien liczyć się. Z jakiej racji uważasz, że Twoje poglądy powinny być dla siostry, jej męża i Twojej rodziny interesujące? Dlaczego naciskasz? Po co? Twoje zasady naprawdę nie muszą nikogo interesować, a Ty, będąc dorosłą osobą, powinnaś to świetnie rozumieć...

      • magnusg Re: zasady a realia 19.03.14, 16:07
        A co ona ma niby tej siostrze do zaoferowania?Feministyczne teoryjki o zyciu?Siostra dokonala wyboru.Nie chce miec nic wspolnego z feministyczna fanatyczka i najwidoczniej jej z tym dobrze.
        Ulozyla sobie zycie,ma rodzine,dzieci.A siostrzyczka co ma?Teoryjki feministyczne?
        • czoklitka Re: zasady a realia 20.03.14, 00:48
          >A co ona ma niby tej siostrze do zaoferowania?
          >Feministyczne teoryjki o zyciu? Siostra dokonala wyboru.

          Choćby wsparcie psychiczne jeśli siostra znalazłaby się w przyszłości w małżeńskich tarapatach. A jakieś tam tarapaty mogą nasunąć się na myśl w związku z dość niepokojącym stanowiskiem szwagra w sprawie siostrzanych relacji. Autorka, jako osoba bardziej doświadczona, mogłaby wykazać się wyrozumiałością wobec dokonywanych wyborów siostry (być może z racji młodego wieku), odsunąć się i nie ingerować w prywatne sprawy siostry, jednocześnie tylko sygnalizując, że ta zawsze może się do niej zwrócić o pomoc, jeśli uzna, że zaszła taka potrzeba.

          >A siostrzyczka co ma?Teoryjki feministyczne? (...)

          W kontekście tematu tego wątku nie ma to żadnego znaczenia.
    • tymon99 Re: zasady a realia 17.03.14, 19:06
      komu raz cyferki zaczną w oczach skakać, najprawdopodobniej jest już stracony.
    • triismegistos Re: zasady a realia 17.03.14, 19:18
      Współczuję rodziny. Odetnij się.
    • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 19:31
      Ja też z frakcji "machnięcia ręką". Daj czas rodzinie.
      Nie chcą Cię, nie zmieniaj się. Twoja siostra jest młoda. W okolicach trzydziestki zacznie się zastanawiać, co ze sobą zrobiła. Będzie dojrzalsza. Zacznie "fikać". Lepiej, żeby nie było na kogo zrzucić winy. Bo dziwnym sposobem, dominujący faceci z olbrzymimi kompleksami zawsze szukają spokojnych i MŁODSZYCH partnerek. Które z racji minimalnego doświadczenia brną w najgorsze układy.

      Dramat się zaczyna, jak żona zaczyna się zmieniać. Widziałam takie układy i zmiany. Faceci nigdy nie byli w stanie zrozumieć, gdzie popełnili błąd. Rówieśnice wiedziały, kogo omijać łukiem.
    • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 19:41
      Na szczęście nie żyjemy w czasach, kiedy się jest przywiązanym pańszczyzną do ziemi i jednych czworaków przez całe życie. Stanowisko siostry jest dziwaczne, ale okej, są takie jednostki, którym miś jest w stanie wyprostować zwoje, natomiast bardzo zaskakuje mnie stanowisko rodziców, że na rzecz jakiegoś obcego kolesia, którego znają kilka lat, odcinają się od córki. Też bym nie zdzierżyła tekstów serwowanych przez szwagra i zdecydowanie bym reagowała. Ktoś wyżej zarzucił, że epatowałaś swoimi poglądami. Szczerze mówiąc, póki co, obserwując moich znajomych, to im bardziej na prawo, tym większa tendencja do wszczynania ideologicznych awantur z niczego. Zamiast cieszyć się ze spotkania i dyplomatycznie odłożyć na bok tematy co do których się nie zgadzamy - podjudzanie, prowokowanie i zaczepki. Domyślam się, że szwagier też cierpi na taką prawacką przypadłość.

      Na Twoim miejscu nie zrywałabym gwałtownie kontaktów z rodziną - zdaj się na intuicję, jeśli nie masz ochoty spędzać świąt z rodziną, po prostu powiedz, że sobie ten czas inaczej zaplanowałaś. Nie zmieniaj numeru, nie rób żadnych otwarcie konfliktowych ruchów - po prostu ogranicz kontakt do minimum, a co do siostry to jak możesz, to delikatnie monitoruj sytuację, bo takie misie jak Twój szwagier lubią sobie trenować boks na rodzinie i może się zdarzyć, że siostrze jeszcze wróci instynkt samozachowawczy.

      Ofc znajdź też sobie bliskich znajomych i pracuj nad tymi nowymi relacjami. Możesz sobie wybrać z kim chcesz spędzać czas i nie jest powiedziane, że musisz z nimi dzielić kod genetyczny.
      • tymon99 Re: zasady a realia 17.03.14, 19:48
        ingeborg napisała:

        > Na Twoim miejscu nie zrywałabym gwałtownie kontaktów z rodziną

        szwagier wymówił jej dom, siostra nie wyraziła sprzeciwu. klamka zapadła.
        • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 20:27
          Z tego co zrozumiałam, to nie "jej wymówił", bo ona u nich nie mieszkała, tylko powiedział, że nie życzy sobie jej wizyt u siebie (swoją drogą, straszna bucera, ale pewne środowiska lubią dramatyzować). Co do rodziny - mam na myśli rodziców i siostrę. Jeśli rodzice zaproszą ją na święta, to ma powiedzieć, że nie, dziękuje.
          • alpepe Re: zasady a realia 17.03.14, 20:51
            Ingo, to właśnie znaczy wymówić komuś dom.
            • tymon99 Re: zasady a realia 17.03.14, 21:08
              dzięki.
    • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 19:42
      już cie lubię :-) wydajesz się bardzo fajną osobą. Nie miej wątpliwości co do swojego postępowania, to oni mają coś nie tak z głową i nie tylko. Wg mnie są wyrachowani, bo chodzi o kasę mężusia siostry, dlatego wyszli z założenia że należy się przed nim kajać, co z resztą robią. A ja uważam, że jeśli ktoś opowiada takie nacjonalistyczne hasła, to ma nierówno pod sufitem.
      Ja z bardzo podobnych względów nie utrzymuje kontaktów z dalszą rodziną, ale nie mam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia.
      • nestana [...] 17.03.14, 20:02
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:07

          Jest jednak zasadnicza różnica między nimi. Facet ma dobry
          > zawód, kasę, dom, żonę, trójkę dzieci a co ma ona? 34 lata na karku i...? Zakł
          > adam, że podobnie jak Ty, również jest singielką z konieczności.

          ha ha ha :-D genialne stereotypowe myślenie. Gratulacje. Zmartwię cię mam dziecko i partnera od ponad 10 lat.
          • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:13
            poza tym, to że ktoś ma rodzinę jest z gruntu lepszy?
            Moja ciotka też ma rodzinę...jej mąż ma tytuł naukowy i jest nałogowym alkoholikiem. Ona sama emerytowana nauczycielka ma już dwójkę dorosłych samodzielnych dzieci, ale od męża nie odejdzie, bo jest dziany. Daje się upokarzać, zastraszać i traktować jak służąca, ale nie odejdzie, mimo, że po podziale majątku mogłaby pozwolić na dostanie życie. Oczywiście ona tłumaczy to tradycją i wiarą ' ha ha ha'. A, że przy okazji kątem trzyma własną matkę dla emerytury i zasiłku pielęgnacyjnego, to już nieważne, ale jej rodzina powie- ona się poświęca, z niej należy brać przykład. Właśnie dlatego ja i moja najbliższa rodzina nie chcemy mieć z tą patologia nic wsólnego. I co dalej uważasz, że rodzina zawsze ma wyższą wartość od byciem singlem?
            • nestana Re: zasady a realia 17.03.14, 20:25
              samuela_vimes napisała:

              > I co dalej uważasz, że rodzina zawsze ma wyższą wartość od byciem singlem?

              Oczywiście, że nie zawsze. Jednak uważam, że częściej. Tak, jak statystycznie Norwegia jest bogatsza od Polski (pomimo, że pewnie całkiem spora grupa Norwegów jest biedniejsza od całkiem sporej grupy Polaków), tak jednak rodzina jest normą dla dorosłych ludzi. A oczywiście różnych patologii i nieszczęśliwych osób w rodzinach nie brakuje.
              Chodziło mi jednak o coś innego. Sama napisałaś tej dziewczynie, która założyła ten temat, że jesteś w podobnej sytuacji do niej. A to przecież nieprawda. Masz męża i dziecko od już dość dawna. Wasza sytuacja się więc bardzo różni. Nie masz też takich problemów (siostra, szwagier, rodzice) jak ona. Łatwo dawać rady komuś przez internet a życie indywidualnych osób bywa bardzo skomplikowane niestety.
              Zauważ, że to autorka tematu dostrzega problem w swoim życiu a nie jej szwagier. Jemu to widocznie odpowiada, spełnił się w życiu i jest zadowolony a jej czegoś brakuje, co przejawia się w tym, że trudno jej się pogodzić ze brakiem kontaktu z siostrą i rodzicami. Gdyby była szczęśliwa, to po prostu by olała sprawa i machnęła ręką na rodzinę, z którą się kompletnie nie zgadza.
              • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:41
                nie mam męża, tylko partnera :-) a jeśli chodzi o rodzinę ciotki, to przeszłam bardzo podobny schemat zachowań. To właśnie z mojego powodu moi rodzice i rodzeństwo nie utrzymują kontaktu z dalszą rodziną, ale zanim to tego doszło, bywało różnie, bo ciągle słuchali od ciotki i reszty rodziny- jaka to ja nieodpowiedzialna, leniwa, jakie to ja mam buntownicze poglądy i nie chce brać ślubu, jak to się ubieram. Doszło nawet do tego, że nie zaprosili tylko mnie na ślub. Wtedy moi rodzicie się wkurzyli i generalnie do tej pory moja mama nie utrzymuje kontaktów z własną siostrą i własnym bratem.
              • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 20:42
                Ja pierdykam. Wnosząc z innych postów, jesteś trollem-facetem, któremu nie wychodzi udawanie babki.

                Enyłej, dziwi cię, że komuś nie pasuje, że własna rodzina się na niego wypięła? Co do szwagra to nie wiesz jakie ma problemy, ja zakładam, że ma ich całą masę, bo normalni ludzie się tak nie zachowują i nie muszą sobie niczego kompensować burackim zachowaniem. Poza tym, Samuela wyraźnie napisała, że ma partnera a nie męża i że jest z nim szczęśliwa. Nie do wiary, co?
                • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:45
                  ingeborg zaraz się dowiem zapewne, że to facet się nie chce ze mną hajtać :-D
                  • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 20:54
                    Względnie, że chciałaś go złapać na brzuch i się nie udało. Oraz że nie golisz nóg.
                    • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:56
                      dokładnie i oczywiście- jestem brzydka i otyła :-)
        • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 20:20
          AAA, dzisiaj mam mordercze zapędy.

          Wszystko jest tu i teraz tylko na chwilkę. Wystarczy solidny problem, wypadek, koniec zleceń ( bo to tylko biuro nieruchomości). Wtedy dopiero okazuje się, że baba feministka, która ma swoją pracę, jest w stanie ogarnąć wszystko bez mężusia. Który w każdej chwili może dać nogę z rzeczoną pomocą domową.

          Cóż, dobrze że Pan = bohater nie ma w pobliżu francy w moim rozmiarze.
          Bo ja, wynajełabym detektywa lub genealoga, sprawdziła Pana, jakie ma korzenie.
          Jakie ma nazwisko itp. Poszukałabym wszystkich możliwych haków i przedstawiła je mu publicznie. Potem może mnie pozywać i wyzywać. >>
          • soonva Re: zasady a realia 17.03.14, 20:30
            maly_zlosliwiec napisała:

            > Bo ja, wynajełabym detektywa lub genealoga, sprawdziła Pana, jakie ma korzenie.
            > Jakie ma nazwisko itp. Poszukałabym wszystkich możliwych haków i przedstawiła je
            > mu publicznie. Potem może mnie pozywać i wyzywać.

            Bardzo niebezpieczne podejście do życia. Nikt nie lubi być szantażowany a ludzie z pieniędzmi i charakterem potrafią się bardzo boleśnie odgryźć, często daleko poza prawem... Ja bym nie ryzykowała oblania i poparzenia kwasem przez "nieznanych sprawców" - przypadek opisywany bodaj w styczniu na portalu Gazety - tylko po to, żeby komuś w gruncie rzeczy obcemu cokolwiek udowadniać. Nie ma przymusu trzymania kontaktów z rodziną, niech każdy żyje sobie według własnych zasad i nie wtrąca się do życia innych.
            • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 20:43
              Wiesz, wybacz, ale to nie jest multimilioner z politycznymi wpływami.
              I nie chodzi o szantaż. Normalni ludzie szanują innych. Przewija się tutaj delikatnie, antysemicki podtekst. A teraz sobie wyobraź, że okazuje się że nasz bohater ma żydowskie pochodzenie. I co dalej ? Strzela sobie w łeb, bo przecież nienawidzi Żydów ?

              A co, jeśli wielki prawicowiec ma w rodzinie znanego działacza komunistycznego ?
              Albo kuzynów szmalcowników ?


              • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 20:56
                No szmalcownicy to honor przeca, zwłaszcza jak żydowskie mienie wynosili...
                • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 21:03
                  Ale szmalcownik nie brzmi równie godnie co oficer AK.
          • simply_z Re: zasady a realia 17.03.14, 20:32
            hehe a ty wiesz,że to jest myśl? tyle,że moga wyjść brzydkie rzeczy,podobno panowie o tak zatwardziałych poglądach ,często są ukrytymi gejami.
          • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 20:40
            > Cóż, dobrze że Pan = bohater nie ma w pobliżu francy w moim rozmiarze.
            > Bo ja, wynajełabym detektywa lub genealoga, sprawdziła Pana, jakie ma korzenie.
            > Jakie ma nazwisko itp. Poszukałabym wszystkich możliwych haków i przedstawiła j
            > e mu publicznie. Potem może mnie pozywać i wyzywać. >>

            Po co? Pan pewnie, co najwyżej, wyśmieje i stwierdzi, żeś głupia jak but skoro nie imasz się ciekawszych zajęć. Poza tym, póki co, to autorka wykazuje się zacietrzewieniem w głoszeniu swoich poglądów oraz brakiem wyrozumiałości - ja bym zaczęła od pogonienia właśnie jej. :D
            • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:47
              czoklitka napisała:

              Poza tym, póki co, to autorka wykazuje się zac
              > ietrzewieniem w głoszeniu swoich poglądów oraz brakiem wyrozumiałości

              lol, a te poglądy szwagra to niby co? jak nie burackie i prostackie zacietrzewienie?

              że "Polskę należy odżydzić", że "miejsce pedalstwa jest w chińskich obozach pracy"
              • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 21:00
                > a te poglądy szwagra to niby co? jak nie burackie i prostackie zacietrzewienie?

                Nie chodzi o burackie poglądy szwagra, ale o to, że autorka nie umie powstrzymać się od strofowania. Zresztą sama napisała, że nie potrafi się powstrzymać. Właśnie ona ma problem. Jeśli kogoś poglądy lub sposób zachowania Ci nie odpowiadają, to naturalnie ograniczasz kontakty. A autorka, mimo że jest dorosła, ma głupawe dylematy zbuntowanej kilkunastolatki:

                >Po prostu nie potrafię milczeć
                >Po prostu nie potrafię!
                >Jak pogodzić zasady, którymi się kieruje w życiu z realiami życia wśród ludzi, którzy są ich zaprzeczeniem?
                • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:09
                  No nie, bez przesady, jak ktoś w mojej obecności głosi hasła takie jak szwagier to, co, udajesz, że się nic nie dzieje? Jak syn sąsiadki smaruje HWDP na bloku też nic nie robisz w imię dobrosąsiedzkich stosunków? Jeśli czyjeś poglądy ci nie odpowiadają to ograniczasz kontakty, ale mówimy tu o rodzinie, z którą ma się z natury bliższe relacje niż z innymi ludźmi.
                  • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 21:12
                    >No nie, bez przesady, jak ktoś w mojej obecności głosi hasła takie jak szwagier

                    Jasne, jesli raz Twój sprzeciw nie podziała, to masz jasność, że po prostu nie warto takich kontaktów ciągnąć. :D
                    • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:14
                      "A, jasne, szwagier jest skrajnym idiotą, więc nie pozostaje nic innego jak zerwać kontakt z siostrą".

                      Serio?
                      • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 21:35
                        >Serio?

                        Dobra, poprawiam się - "kontaktów" wymieniam na "kontaktu" w mojej powyższej wypowiedzi.
                        A tak na boku pisząc, ciekawe jak czuje się siostra autorki. Może siostrze jest dobrze w tym związku - ciekawe, czy zacietrzewiona (jak na moje) atorka i niektórzy ludzie, wypowiadający się w tym wątku, o tym pomysleli. :P
                        • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:50
                          Wiesz, może się czuć świetnie, co nie zmienia faktu, że jak się ma 23 lata to się ma jeszcze pstro w głowie, a układ w którym to dziewczę nigdy nie zaznało pracy zawodowej, to prosta droga na ekonomiczne uzależnienie się od męża. Jak pan za dziesięć lat zdecyduje, że prawdziwy mężczyzna musi mieć kochankę, albo że gospodarstwo domowe da się utrzymać za 1000 zł, więc niech sobie radzi, albo że jak się baby nie bije to jej wątroba gnije, to pani będzie się musiała potulnie dostosować.

                          Teraz może być super, dziewczyna myśli, że złapała Pana Boga za nogi, panu też jest dobrze, bo dzieci czyste, obiad ugotowany i dwudziestosześcioletnie ciałko pod kołdrą, ale za piętnaście lat dojdzie do wniosku, że z żoną, która ostatnie półtorej dekady przesiedziała w domu to właściwie nie ma o czym gadać.
                          • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 23:45
                            Ojoj, jakie tragizowanie. :D Naprawdę zestaw "starszy mąż plus kasa" może tylko nasuwać na myśl same problemy?
                            No i co z tego? Dziewczę, jeśli jest zakochane, nie przyjmie raczej do wiadomości krytyki jej męża, stąd próby uzmysławiania nie mają pewnie większego sensu, przynajmniej na razie.
                            • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 00:01
                              A kto powiedział, że on jest starszy? W każdym razie na tyle, żeby to miało znaczenie?

                              Oczywiście, że próby uzmysławiania dotrą jak mleko się już wyleje, co nie zmienia faktu, że jak pan zaczyna przy wigilijnym stole wysyłać Żydów na Madagaskar, to nie rozumiem czemu autorka ma siedzieć cicho.
                              • czoklitka Re: zasady a realia 18.03.14, 00:59
                                > A kto powiedział, że on jest starszy?

                                A nie?? To sorry, najwyraźniej pomyliłam wątki.
                              • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 18.03.14, 11:21
                                > A kto powiedział, że on jest starszy?

                                Jest starszy ode mnie o 2 lata, od mojej siostry o 10.
                                • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 15:22
                                  Tak czy siak to nie ma tutaj znaczenia.
                                  • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 18.03.14, 15:57
                                    Pytasz, to odpowiadam. :)
            • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 20:48
              To jest właśnie najlepszy dowód na malutkie rozumki.

              Najpierw się skłóca rodzinę, w imię kretyńskich poglądów. Potem kończy się znajomości z bardziej wartościowymi i wrażliwymi znajomymi. A na końcu, jak są problemy, to się lata po wcześniej wspomnianych frajerach i błaga na kolanach o pomoc.
              • czoklitka Re: zasady a realia 17.03.14, 21:14
                ja to widzę tak - jakim trzeba być małostkowym, aby chwytać się za czyjąś prywatę w celu udowodnienia czegoś tam, tylko z racji istnienia różnicy poglądów.
        • gyubal_wahazar Re: zasady a realia 17.03.14, 20:30
          > niezbyt atrakcyjna siostra feministka?

          A gdzie wyczytałaś, że siostra jest niezbyt atrakcyjna ?

          > To chyba nie jest przypadek...

          A skąd. To spisek jest. I to masoński
          • samuela_vimes Re: zasady a realia 17.03.14, 20:42
            :-D
        • tymon99 Re: zasady a realia 17.03.14, 21:12
          nestana napisała:

          > Facet ma dobry zawód, kasę, dom, żonę, trójkę dzieci a co ma ona?

          facet wciska chłam naiwnym i ma kasę. twoim zdaniem, to równoważy bycie zwykłym głupim ch...kiem?
        • shmu Re: zasady a realia 17.03.14, 22:55
          Jesli dobrze zrozumialam to uwazasz, ze mezczyzna: antysemita, rasista, homofob i szowinista jest lepszy, bo zarabia wiecej i ma trojke dzieci (i ulozona zone). Ah i jest lepszy od 34-letniej kobiety, ktora ma zasady, ale nie jest w zwiazku.

          Swietnie.
          • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 15:35
            A kto pisze, że jest lepszy. Jest ojcem rodziny, zapewnia córce rodziców, a siostrze autorki oraz ich trójce dzieci godziwe warunki życia, dziewczyna jest prawdopodobnie z nim szczęśliwa - co mają do tego jego poglądy? W rodzinie są ważniejsze wartości niż poglądy takie czy srakie - dla rodziców ważne jest to, że facet zapewnia ich córce szczęśliwe życie, a nie to, że gejów wysyła na Madagaskar.
            • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 18:02
              > A kto pisze, że jest lepszy.

              Helou? Rodzice którzy jako warunek wpuszczenia rodzonej córki do domu postawili pogodzenie się z zięciem?
              • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 18:18
                Gadał dziad do obrazu... ;)
                Przeczytaj zdanie poniżej tego, które zacytowałaś, a być może zrozumiesz, dlaczego tak, a nie inaczej zachowali się rodzice.
                Powtarzam - może wolą kontakt z zięciem, który - choć ma skrzywione poglądy - zapewnia ich córce i wnukom fajne życie niż z drugą córką, która za życiowy cel obrała sobie nawracanie innych na jedynie słuszny światopogląd za wszelką cenę.
                • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 19:35
                  niż z drugą córką, która za życiowy cel
                  > obrała sobie nawracanie innych na jedynie słuszny światopogląd za wszelką cenę.

                  Przeczytałaś w ogóle pierwszy post? Może preczytaj, bo zaraz dojdziesz do wniosku, że starsza córka próbowałay zgejować zięcia.

                  Nie wiem, co by trzeba było zrobić, żeby normalni rodzice wybrali zięcia zamiast własnej córki. Patologia.
                  • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 20:43
                    To jest jakiś sprawdzian ze znajomości pierwszego posta? Sorry, na pamięć go nie znam, ale mam wrażenie, że ciągle oscyluję wokół jego temat. Ale może to tylko wrażenie ;)

                    Nie wiemy, jak ta sytuacja wygląda faktycznie, obiektywnie - wiadomo, że każdy autor wątku przedstawia sprawę ze swojego punktu widzenia. I tu też: rodzice be, siostra be, szwagier bebebe, a ona taka biedna, niezrozumiana nonkonformistka pośrodku tego zakłamania. A to tylko jedna strona medalu. Jakbyś zobaczyła drugą, to może wiedziałabyś, dlaczego postapili tak, a nie inaczej.
                    • ingeborg Re: zasady a realia 19.03.14, 14:29
                      Ty natomiast wiesz od początku, że autorka waliła wszystkich po głowie dżenderem.
            • sweet_pink Re: zasady a realia 18.03.14, 20:42
              Mi się wydaje, że rodzice widząc, że żadna strona (ani starsza córka, ani zięć) nie położą uszu po sobie w imię relacji rodzinnych i ze nie są w stanie utrzymać rodziny razem, przekalkulowali sobie co im się "opłaca". I niestety ale jeśli na jednej szali mają 3 wnucząt, córkę która jako kobieta domowa i rodzinna na starość ich samych nie zostawi, a na drugiej tylko córkę według nich trudną, to ja się kompletnie nie dziwię ich wyborowi.
            • shmu Re: zasady a realia 19.03.14, 01:48
              no wlasnie...wartosci. Byc moze ten czlowiek jest najlepszym ojcem swiata, najbardziej troskliwym i hojnym i te wartosci sa waznie. Natomiast prezentuje tez dosc szokujacy brak szacunku do innych ludzi swoimi wypowiedziami o Zydach, gejach etc. To tez jakas 'wartosc', ktora przekazuje swoim potomkom.
              Ponadto kiedy on sie w tej sposob wypowiada, nikt go nie ucisza, natomiast jak autorka wypowiada swoje zdanie, to juz tak, to juz ona jest zla, stara panna, nieatrakcyjna i nic jej sie nie podoba. I jest wykluczana z rodziny.
    • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 20:43
      Gdyby moja siostra kręciła nosem na mojego męża z mało jasnego powodu (jasny powód to: złe traktowanie, przemoc wobec mnie czy dzieci, nałogi, zdrady), to też pewnie odsunęłabym ją trochę od siebie.

      Nie podobają Ci się jego prawicowe poglądy, nie podoba Ci się koncepcja dużej ilości potomków (tak to odebrałam), nie podoba Ci się, że siostra nie pracuje - okej, ale to jest ich życie, które Ciebie w żaden sposób nie dotyczy. Rozumiem, że ciężko się słucha rzeczy w stylu "żydzi do gazu" - mnie to też by "trzepnęło" - ale wystarczyłoby jednym zdaniem wyrazić swoją dezaprobatę dla takich słów i zmienić temat. Ty nie musisz go lubić, nie musisz się z nim zgadzać, nie musisz z nim nawet serdecznie rozmawiać, ale na litość, Twoja siostra i Twoi rodzice to najbliższa rodzina, a Ty się z niej wykluczasz z powodu różnic w światopoglądzie??

      U mnie w rodzinie parę osób na starość doznało "objawienia" i przeszło na prawą stronę barykady, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby z tego powodu zrywać z nimi kontakt.
      • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 20:53
        Dla mnie to, że mąż jest antysemitą i homofobem (a zapewne do tego ma dość osobliwe poglądy na temat tego co kobieta powinna), to dość jasny powód.

        Autorka napisała:
        "Co gorsza, siostra a z nią rodzice zaczęli nalegać, abym go przeprosiła i była miła. Abym "zamknęła się" (dokładnie tak powiedzieli) i swoje poglądy zostawiła dla siebie. Nie mogłam tego zrobić, to wbrew moim zasadom, więc stosunki z siostrą i rodziną rozluźniły się. Mam powiedziała mi wprost, że "jestem już stracona" i dała do zrozumienia, że nie jestem mile widziana także w domu rodzinnym, dopóki się nie zmienię."

        No to chyba jednak nie ona sama się stąd wyklucza. Sorry, dla rodziców pewnie ustawiony szwagier to szczyt marzeń, okej, starsza generacja ma swoje pryncypia, ale serio, powiedzieć własnemu dziecku, że nie jest mile widziane w domu rodzinnym? Jakiś kosmos i patologia.
        • soonva [...] 17.03.14, 20:59
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:13
            Ale najprościej widzieć świat czarno-bia
            > łym i całą winę zwalić na rodziców, którzy chcą dobrze dla dzieci.

            O ile chcą dobrze dla dzieci, a nie są baranami, które idą za kasą i wyznacznikami sukcesu z czasów ich młodości.

            Niestety czę
            > sto tak jest, że gdy jedno z dzieci się zagubi i wywiera zły wpływ na drugie, n
            > p. jest narkomanem czy przestępcą, to jedynym wyjściem bywa odseparowanie go od
            > rodzeństwa żeby zły wpływ się nie udzielał.

            Proponuję, żebyś wróciła na ziemię, bo w tej chwili porównujesz otwarte sprzeciwianie się poglądom obcym cywilizowanym ludziom, do narkomanii.
        • gyubal_wahazar Re: zasady a realia 17.03.14, 21:05
          Rodzice to jakieś prymitywy, albo też skrajni katole. Zerwać kontakt z własną córką, by się nie narażać nadzianemu zięciowi ? Tłuki makabryczne, albo zdrowo bije im na starość
        • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 21:06
          Dla Ciebie to jasny powód, a dla mnie nie. Mam poglądy bardzo liberalno-lewicowe, ale zupełnie mi nie przeszkadza, że ktoś ma inne. Nie da się swojego otoczenia, a już zwłaszcza rodziny, ustawić tylko i wyłącznie na własną modłę. I całe szczęście, bo świat byłby potwornie nudny.
          Poglądy poglądami, ludzie różne rzeczy myślą i mówią. Ale moim zdaniem, różnice światopoglądowe w rodzinie występują prawie zawsze i nie jest to żaden powód, żeby obrażać się na cały świat.

          Ale każdy postępuje, jak uważa za słuszne. Autorka postanowiła stać okoniem, bo poglądy są ważniejsze niż kontakty z rodziną - i okej, jej wybór, widocznie bilans zysków i strat z tym związanych wyszedł jej na plus.
        • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 21:17
          I jeszcze jedno. Spójrz na to z innej strony: rodzice się cieszą, że jedna z córek ułożyła sobie życie i jest szczęśliwa, cieszą się z wnuków, cieszą się z dobrej sytuacji materialnej, natomiast druga córka z niewiadomego powodu postanawia to kontestować. I jak oni mają się zachować? Szwagra-prawicowca mają przepędzić z rodziny, bo jego poglądy się drugiej córce nie podobają? A może też córkę z dziećmi z powodu poglądów jej męża? No halooo...
          • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:26
            Spójrz na to z tej strony:
            Rodzice nie widzą, że jedna z córek, mimo 26 lat na karku ma zerowe doświadczenie zawodowe i z roku na rok jest coraz bardziej zależna od męża w kraju, w którym rozwodów jest coraz więcej. Pani haruje z dziećmi i w domu, emeryturę póki co ma zerową i nie zanosi się na to, żeby to się zmieniło. Za dziesięć lat będzie tak, że pani nie będzie miała wyboru, bo nikt 36-latki z dziesięcioletnim doświadczeniem w praniu pieluch nie zatrudni. Oznacza to, że pani, będąc zależna ekonomicznie, będzie musiała się zgadzać na różne pomysły swojego męża, a te jak wiemy są dość dziwaczne. Ponadto, mąż manifestuje dosyć radykalne poglądy, które, jak mniemam, nie są szczególnie korzystne dla kobiet. Z wyborem pełnoletniej córki nie można nic zrobić, ale można poprosić zięcia, żeby na rodzinnych imprezach powstrzymał się od głoszenia poglądów, które powodują konflikty.
            No halooo...
            • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 22:01
              Łeee, ja kobiety domowe szanuję tak samo, jak wszystkie inne, więc nie ma sensu brnąć dalej w tę dyskusję.
              • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 22:05
                A co ma szacunek do realnego ekonomicznego szitu, w który kobiety domowe się na własne życzenie wkopują?
                • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 22:15
                  W ekonomiczny szit może się wpakować każdy i w każdej chwili z powodu różnych nieprzewidzianych wydarzeń, nie tylko kury domowe. Siostra autorki wychowuje trójkę dzieci, więc naprawdę nie widzę za bardzo możliwości robienia przez nią zawodowej kariery. Poza tym, mąż jest zamożny, połowa majątku byłaby jej plus alimenty - nie ma co dramatyzować, bo dziewczyna może mieć lepszą sytuację materialną w przyszłości niż niejedna pracująca.
                  • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 22:27
                    Jak mąż ma głowę na karku, a jak widać ma, to tak zrobi, że żadnych alimentów ani połowy majątku nie dostanie. Poza tym dzieci są nie tylko siostry autorki ale i jej męża, więc nie rozumiem skąd obarczanie tej kobiety całą odpowiedzialnością za wychowywanie potomstwa. Nie wspominając, że jeśli są dobrze sytuowani to z pewnością stać ich i na przedszkole i na opiekunki, choćby mama miała pracować tylko na pół etatu.
                    • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 23:02
                      A jak to się robi, żeby nie płacić alimentów żonie i dzieciom? Chętnie się dowiem, może mogłabym doradzić paru znajomym mężczyznom ;)
                      Nie ma tu również żadnego obarczania odpowiedzialnością kobiety. Mężczyzna zarabia na dom, kobieta prowadzi dom - równie dobrze mogłoby być odwrotnie i cóż w tym niewłaściwego? A, no tak, kobieta nie może spędzać z dziećmi więcej czasu niż mężczyzna, bo przecież musi być " po równo ". Brednie...
                      • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 23:31
                        Masz w Polsce 300 000 osób, które możesz spytać: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,10170664,Alimenty_na_dzieci___jak_je_wyegzekwowac__gdy_rodzic.html

                        Sytuacja wygląda tak, że pan buduje swoją karierę i zarabia kasę, w domu mając profesjonalną gospodynię, która wykonuje pracę 24 godziny na dobę oraz świadczenia - emeryturę i ubezpieczenie zdrowotne.
                        Kobieta wkłada w rodzinę swój czas i pracę, w zamian dostając obietnicę tego, że panu się miłość nie odwidzi i będzie ją utrzymywał do śmierci.

                        Pan może od pani odejść, pani od pana nie a to już ogromne pole do nadużyć.

                        Widzisz teraz już różnicę, czy mam to tłumaczyć jeszcze bardziej łopatologicznie?
                        • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 12:46
                          Nic mi nie musisz tłumaczyć, ja tylko sobie myślę, że trochę za daleko idziesz w tych swoich prognozach. Wybór siostry Autorki jest wyborem siostry Autorki. Jeśli Autorka i m.in. Ty uważacie, że wybór takiego a nie innego stylu życia jest powodem to głośnego oprotestowania przez pozostałych członków rodzinyy, prowadzącego aż do zerwania relacji, to okej, wasza opinia, wasza decyzja. Ja po prostu jestem innego zdania i JA bym tak nie postąpiła.
                          • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 15:16
                            Ależ autorka nic nie pisze o tym, że głośno oprotestowała wybór siostry. Rozumiem to tak, że znając szwagra dała do zrozumienia siostrze, że źle robi, natomiast kiedy szwagier tokował przy stole, to autorka została zrugana za to, że ośmiela się manifestować swoją opinię - bo szwagier nie dość, że ustawiony finansowo, to jeszcze mężczyzna, żonaty i z dziećmi, więc z automatu jego zdanie liczy się bardzej niż zdanie autorki - i to o to poszło, i stąd się wzięły naciski na przepraszanie i zamykanie drzwi przed autorką w obu domach.
                            • czoklitka Re: zasady a realia 19.03.14, 00:21
                              >i to o to poszło, i stąd się wzięły naciski na przepraszanie i zamykanie
                              >drzwi przed autorką w obu domach.

                              Autorka jest gościem w domu rodziców, a ci mogą tam ustalać dowolne zasady. Skoro one autorce nie odpowiadają, to niech nie uczestniczy w tego typu uroczystościach i nie psuje nerwów zarówno sobie, jak i pozostałym członkom rodziny.

                              Poza tym, nie wiadomo nawet, czy chodziło o jednorazową sytuację, czy o ich ciąg. Gdyby sytuacje się mnożyły, wówczas naprawdę zadziwiająca dla mnie byłaby chęć autorki do bawienia się w pracę u podstaw.
                  • berta-death Re: zasady a realia 17.03.14, 23:09
                    To, że mąż dobrze zarabia i ma kasę, nie znaczy, że zawsze ją będzie mieć. Niedawno był głośny news na głównej stronie, jak to wredna leniwa baba pozwała biedną teściową o alimenty dla wnuków. Nie wchodzę w to, jak to w tamtej konkretnej sytuacji naprawdę było, ale takie rzeczy się zdarzają.
                    Mąż nagle i niespodziewanie splajtował i został bez grosza przy duszy i musiał iść na garnuszek do mamusi. Równie nagle i niespodziewanie w interesach poszczęściło się nowemu mężowi teściowej, teściowa sobie przypomniała, że całe życie świetnie zarabiała i w związku z tym za odłożone pieniądze kupiła sobie apartament. Tylko zus najwyraźniej źle jej emeryturę policzył skoro przy tak dobrych zarobkach ma tak marną, że ledwo koniec z końcem wiąże i nie stać jej na płacenie alimentów. W związku z tym nigdy niepracująca żona została sama z dwójką dzieci na utrzymaniu. I co, nikogo z komentujących nie obchodziło to, że to być może sterana życiem kura domowa, która poświęciła swoją karierę na pranie skarpetek mężowskich, zajmowanie się dziećmi, pranie, sprzątanie i prowadzenie domu. Wszyscy zgodnym chórem orzekli, że leniwa baba, pasożytowała na mężu, to niech teraz na kasie idzie pracować albo na zmywaku. A nie, że się jej nart w alpach zachciało za cudze ciężko zarobione pieniądze.
            • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 18.03.14, 11:24
              > Rodzice nie widzą, że jedna z córek, mimo 26 lat na karku ma zerowe doświadczen
              > ie zawodowe i z roku na rok jest coraz bardziej zależna od męża w kraju, w któr
              > ym rozwodów jest coraz więcej. Pani haruje z dziećmi i w domu, emeryturę póki
              > co ma zerową i nie zanosi się na to, żeby to się zmieniło. Za dziesięć lat będ
              > zie tak, że pani nie będzie miała wyboru, bo nikt 36-latki z dziesięcioletnim d
              > oświadczeniem w praniu pieluch nie zatrudni. Oznacza to, że pani, będąc zależna
              > ekonomicznie, będzie musiała się zgadzać na różne pomysły swojego męża, a te j
              > ak wiemy są dość dziwaczne. Ponadto, mąż manifestuje dosyć radykalne poglądy, k
              > tóre, jak mniemam, nie są szczególnie korzystne dla kobiet.

              Do wróżenia z fusów tuż tuż...
              • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 15:25
                Powiedz mi która z tych rzeczy jest według Ciebie mało prawdopodobna:
                a) Że zostanie w domu nie pracując zawodowo długie lata
                b) Że mąż nie jest entuzjastą praw kobiet
                c) Że nikt jej nie zatrudni po latach pracy w domu
                d) Że niekoniecznie będą zgodną i szczęśliwą parą do końca życia

                ?

                Bo dla mnie wygląda to jak zbyt wiele scenariuszy, których się w życiu naoglądałam.
                • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 15:39
                  Ale co jest właściwie problemem dla autorki - bo Ty zdaje się wiesz więcej niż napisano? To, że szwagier jest burakiem czy to że siostra nie pracuje? Bo to 2 różne sprawy i nie wiem już, z którego powodu autorka pokłóciła się z całą rodziną.
                  • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 17:50
                    Widzisz, berta zrozumiała ten wątek dokładnie tak jak ja. Jedna córka jest grzeczna, miła i spełnia oczekiwania rodziców, druga jest zła i niedobra i nie ma prawa głosu. A zięć ma, bo spełnia oczekiwania teściów. Więc złej córce zamyka się buzię. To jest problemem.
                    • soonva [...] 19.03.14, 14:54
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                      • ingeborg Re: zasady a realia 19.03.14, 15:40
                        Nie no, ja tak naprawdę też uważam, że na przykład powinno się bić dzieci. No bo jak się bije to to nie jest problem, jeśli już to tych dzieci tylko. Mają do wyboru - siedzieć cicho albo dostać wp ierdol. Mają wybór, więc o co chodzi? Trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji.

                • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 18.03.14, 15:57
                  > Powiedz mi która z tych rzeczy jest według Ciebie mało prawdopodobna:

                  Cała ta część off topa powstała z jakichś domysłów (bo raczej nie na podstawie jednej jedynej w tym wątku wypowiedzi autorki). Dla mnie, w tej chwili, prawie, jak wróżenie.
            • magnusg Re: zasady a realia 19.03.14, 16:30
              Mozesz powiedziec na jakiej podstawie publikujesz tutaj swoje urojenia,ze on ma jakies dziwne poglady na temat kobiet?
              Czy w watku wyjsciowym jest chociaz JEDNO zdanie o tym,ze siostra jest zle przez meza traktowana?Wiec moze daruj sobie swoje glupiutkie pomowienia.
      • symbolika Re: zasady a realia 17.03.14, 21:59
        autorka nie napisała o siostrze i jej strasznym zyciu, nie wyrzucała jej,ze nie pracuje, zajmuje sie domem, ma dzieci i co powinna zrobić, tylko opisała sytuację.
        napisała tez wyraznie,ze rozniły sie z siostra od zawsze.
        Ze szwagrem sie nie polubili , miedzy innymi ze wzgledu na roznice poglądowe, wcale nie musieli sie "kochac" jak rodzinka.
        Pozniej szwagier zabronil przychodzenia do ich domu. Rodzina nalega na przeproszenie itd..

        To rodzina sie od niej odizolowała bo odstawała od reszty. Nie podporzadkowała sie szwagrowi, nie uległa schematom i ma czelnosc głosic swoje zdanie. Najlepiej jakby całkiem sie zamkneła i pozwolila szwagrowi wykrzykiwac swoje poglady przy kazdej okazji , reszta rodzinki z zadowoloną miną przyklaskiwałaby szwagrowi jaki to wspaniały i mądry człowiek z niego jest. Istny cyrk.

        najlepiej schodzic kazdemu z drogi, pozwalac sie poniewierac bo tak wypada, nie psuc sielanki , chować głowe w piasek.
        Skakac nad kazdym , ktory ma lepsza pozycję, wiecej pieniedzy , nawet dlatego,ze jest męzem i szwagrem tej niezamęznej jakze pewnie nieszczesliwej siostry;) , a tam skakac bić pokłony.

        • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 22:11
          > najlepiej schodzic kazdemu z drogi, pozwalac sie poniewierac bo tak wypada, nie
          > psuc sielanki , chować głowe w piasek.

          Jeśli naprawdę pojęcie "tolerancja dla poglądów innych ludzi" - nie akceptowanie ich, nie przyklaskiwanie, tylko zwyczajne tolerowanie wypowiedzi szwagra jak brzęczącej muchy w imię wyższego dobra - jest tak trudne do przyjęcia, to ja się nie czuję na siłach uświadamiać. Facet, zdaje się, nie chodzi po ulicach z bejzbolem i nie tłucze gejów, tylko sobie okazjonalnie pomendzi przy świątecznym stole, więc naprawdę nie widzę powodów, żeby rozdzierać szaty i kłaść się rejtanem. Ale jak ktoś koniecznie chce to robić, za cenę utraty rodziny, to proszę bardzo, mnie jest wszystko jedno :)
          • symbolika Re: zasady a realia 17.03.14, 22:15

            tolerowanie szwagra
            ale autorki juz nie
            rodzice sa w stanie tolerowac szwagra , swojej corki juz nie, sa gotowi sie jej wyrzec , cos tu nie tak



            light_in_august napisała:

            > > najlepiej schodzic kazdemu z drogi, pozwalac sie poniewierac bo tak wypad
            > a, nie
            > > psuc sielanki , chować głowe w piasek.
            >
            > Jeśli naprawdę pojęcie "tolerancja dla poglądów innych ludzi" - nie akceptowani
            > e ich, nie przyklaskiwanie, tylko zwyczajne tolerowanie wypowiedzi szwagra jak
            > brzęczącej muchy w imię wyższego dobra - jest tak trudne do przyjęcia, to ja si
            > ę nie czuję na siłach uświadamiać. Facet, zdaje się, nie chodzi po ulicach z be
            > jzbolem i nie tłucze gejów, tylko sobie okazjonalnie pomendzi przy świątecznym
            > stole, więc naprawdę nie widzę powodów, żeby rozdzierać szaty i kłaść się rejta
            > nem. Ale jak ktoś koniecznie chce to robić, za cenę utraty rodziny, to proszę b
            > ardzo, mnie jest wszystko jedno :)
            • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 22:20
              Nie wiem, jak sytuacja wygląda naprawdę - może autorka jest tak upierdliwa i tak agresywnie reaguje na wypowiedzi szwagra, że faktycznie atmosfera np. przy stole staje się nie do zniesienia i stąd taka a nie inna postawa rodziny.
              • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 22:29
                > Nie wiem, [ale się wypowiem, co?]

                jak sytuacja wygląda naprawdę - może autorka jest tak upierdliwa i ta
                > k agresywnie reaguje na wypowiedzi szwagra, że faktycznie atmosfera np. przy st
                > ole staje się nie do zniesienia i stąd taka a nie inna postawa rodziny.
                • light_in_august Re: zasady a realia 17.03.14, 23:03

                  > > Nie wiem, [ale się wypowiem, co?]

                  Jasne, od tego tu wszyscy jesteśmy. Ty też ferujesz wyroki, g...uzik wiedząc, jak sytuacja wygląda naprawdę.
                  • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 23:35
                    Przeczytaj sobie wypowiedź berthy, to się dowiesz, czemu ta sytuacja jest patologiczna, niezależnie od tego kto zaczął i kto jest bardziej zacietrzewiony.
              • symbolika Re: zasady a realia 17.03.14, 22:29


                problem jest głebszy niz pitolenie szwagra przy stole i czarowanie rodzinki całej, tolerowanie jego gadania
                problem to odrzucenie dziecka przez rodziców, nawet jesli to dziecko ma 34 (czy jakos tak) lat
                podzialy na lepsza i gorsza córkę, zakałe i ksiezniczkę itd


                light_in_august napisała:

                > Nie wiem, jak sytuacja wygląda naprawdę - może autorka jest tak upierdliwa i ta
                > k agresywnie reaguje na wypowiedzi szwagra, że faktycznie atmosfera np. przy st
                > ole staje się nie do zniesienia i stąd taka a nie inna postawa rodziny.
    • bligieda [...] 17.03.14, 20:54
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 21:01
        No widzisz, a z mojego doświadczenia wynika, że jest względnie miłe spotkanie rodzinne i nagle się zaczynają kąśliwe uwagi. Serio, prawaccy bojówkarze mają jakiś podwyższony poziom agresji, muszą werbalnie spuszczać z wentyla, inaczej nie wytrzymają.
        • mm969696 Re: zasady a realia 17.03.14, 23:27
          hahaha, jak narazie widzę wiadro pomyj wylane na katolików i prawicowców. Używasz dokładnie tego samego języka co szwagier autorki
      • maly_zlosliwiec Re: zasady a realia 17.03.14, 21:01
        Powoli i na głos przeczytaj sobie pierwszy post. Kilka razy.
    • przeciezwiadomo Re: zasady a realia 17.03.14, 21:09
      Moja mama przez dobrych kilka-kilkanaście lat nie rozmawiała prawie ze swoją siostrą, której nagle odwaliło na punkcie publikacji autorstwa niejakiego Leszka Bubla. Ciotka próbowała ją nawet namówić do rozwodu z powodów "rasowych".
      Na Twoim miejscu zostawiłabym tę sprawę swojemu biegowi. Takim osobom jak Twój szwagier, siostra i rodzice potrzeba solidnego życiowego kopa, z tym, że na rodziców nie liczyłabym już za bardzo.
      Masz grono przyjaciół, więc nie jesteś calkiem sama - póki oni żyją w ślepocie umysłowej, czekaj cierpliwie. Nie walcz z betonem, bo nie warto.
      • przeciezwiadomo Re: zasady a realia 17.03.14, 21:11
        Aha, dodam, że dopiero ciotce przeszło jak babcia z dziadkiem zaczęli poważnie chorować i trzeba bylo się nimi zaopiekować. To zjednoczyło rodzinę. Szkoda, że potrzeba było takiego ekstremalnego bodźca.
    • berta-death Re: zasady a realia 17.03.14, 22:33
      Zakładając, że historia jest prawdziwa a nie jest jakimś haczykiem rzuconym do zebrania poglądów na focha czy innego cuda, to patologia.

      Dwie dorosłe osoby się pokłóciły o ideologię. Nie wnikam w to kto zaczął, kto skończył, kto sprowokował, kto się bardziej awanturował, kto kogo bardziej obraził, kto jest większym radykałem, ani nawet w to kto miał w tym sporze rację. Dwie dorosłe osoby złamały podstawową zasadę savoir vivre, że o polityce, pieniądzach i światopoglądzie się nie rozmawia na gruncie towarzyskim. Złamały i poniosły tego konsekwencję, zasiały ferment, skłóciły rodzinę, zraziły się nawzajem do siebie. Zapewne obie osoby charakterne i choleryczne, więc żadna nie odpuści. Zdarza się i to w najlepszych rodzinach.

      Natomiast reakcja tej rodziny jest kuriozalna. Normalnie to się macha ręką, nawet jak się stanęło nieopatrznie po czyjejś stronie i oberwało w konflikcie. Na drugi raz się pamięta, żeby konflikt zadusić w zarodku, czy to przez obrócenie jakiegoś tekstu w żart, zmianę tematu, czy stanowcze zaprotestowanie przeciwko rozmowie na drażliwe tematy. Poza tym poradniki radzą nie sadzać takich osób obok siebie, opierniczyć ich prewencyjnie z góry na dół, że mają nie wypowiadać się na poglądy, które powodują złą atmosferę przy stole. I to powinna zrobić siostra zarówno w stosunku do męża jak i do autorki wątku. I na tym powinno się to wszystko skończyć. A skoro się nie skończyło, to raczej nie chodzi o konflikt światopoglądowy, tylko o chore relacje rodzinne.

      Autorka wątku jest traktowana jak dziecko, które ma słuchać rodziców, nie odzywać się niepytane, a już na pewno nie kwestionować tego co mówią dorośli. I skoro dorosły pan powiedział "żydzi do gazu", to powiedział, może sobie pomyśleć co chce, ale wara jej od krytykowania. Wara jej również od głoszenia własnych poglądów, zwłaszcza sprzecznych z poglądami dorosłego krewniaka. A jak już się jej coś wymsknie i dorosły pan ją zbeszta, to winna przeprosić, spłonąć rumieńcem i więcej się nie odzywać tego wieczora.
      Nie dostrzegają, że ona i dorosły pan, to są rówieśnicy i jeszcze należący do tego samego pokolenia. Czyli osoby równe sobie, samodzielne i niepotrzebujące adwokatów. Najwyraźniej dla nich dorosła osoba to osoba zamężna a nie panna córka. I najwyraźniej zięć przedstawia dla nich większą wartość niż własne dziecko. Z zasady powinno się swoich bronić w konflikcie a nie obcych.
      Widać omotał ich nadziany zięć i to do tego stopnia, że nie zwracają uwagi na to, że zachowuje się jak burak. Podejrzewam też, że w głębi ducha, nawet jak się do tego nie przyznają, mają podobne poglądy. Inaczej sami byliby zszokowani jego tekstami.
      • ingeborg Re: zasady a realia 17.03.14, 22:41
        10/10
      • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 15:44
        > Dwie dorosłe osoby się pokłóciły o ideologię. Nie wnikam w to kto zaczął, kto s
        > kończył, kto sprowokował, kto się bardziej awanturował, kto kogo bardziej obraz
        > ił, kto jest większym radykałem, ani nawet w to kto miał w tym sporze rację. Dw
        > ie dorosłe osoby złamały podstawową zasadę savoir vivre, że o polityce, pieniąd
        > zach i światopoglądzie się nie rozmawia na gruncie towarzyskim. Złamały i ponio
        > sły tego konsekwencję, zasiały ferment, skłóciły rodzinę, zraziły się nawzajem
        > do siebie. Zapewne obie osoby charakterne i choleryczne, więc żadna nie odpuści
        > . Zdarza się i to w najlepszych rodzinach.

        Dokładnie. Cały czas o tym piszę.

        > Natomiast reakcja tej rodziny jest kuriozalna. Normalnie to się macha ręką, naw
        > et jak się stanęło nieopatrznie po czyjejś stronie i oberwało w konflikcie. Na
        > drugi raz się pamięta, żeby konflikt zadusić w zarodku, czy to przez obrócenie
        > jakiegoś tekstu w żart, zmianę tematu, czy stanowcze zaprotestowanie przeciwko
        > rozmowie na drażliwe tematy. Poza tym poradniki radzą nie sadzać takich osób ob
        > ok siebie, opierniczyć ich prewencyjnie z góry na dół, że mają nie wypowiadać s
        > ię na poglądy, które powodują złą atmosferę przy stole

        A może tak było. Może rodzice przez X czasu próbowali ten konflikt załagodzić, ale nie wyszło? Wszyscy tutaj objeżdżają szwagra, a nie biorą pod uwagę możliwości przez autorkę nie opisanej - że ona po prostu faceta nie lubi i idzie z nim na noże przy każdej okazji od wielu lat. Rodzice może mieli dość i odseparowali się od kogoś, kto ciągle robi zamieszanie - czy nikt nie pomyślał o takiej możliwości? Bo mnie się to wydaje najbardziej prawdopodobne, że rodzice odcięli się nie ot tak sobie od razu, ale po wielu bezskutecznych próbach gaszenia pożarów przxez autorkę wywołanych.
        • berta-death Re: zasady a realia 18.03.14, 15:59
          Ale dlaczego tak ochoczo przyklaskują burackim poglądom szwagra a dyskryminują córkę? Córka burackich poglądów nie ma, ona się tylko sprzeciwia temu co szwagier głosi. Jakby szwagier miał ogładę to by zachował te poglądy dla siebie, zamiast się popisywać ich publicznym wyrażanie. Aż takim głąbem nie jest, żeby nie wiedzieć, że to co mówi jest kontrowersyjne, drażliwe, niepoprawne politycznie a nawet może się skończyć dla niego rozprawą w sądzie, jak powie to gdzieś publicznie.
          A jak się idzie w gości do teściów czy zaprasza kogoś do siebie, to nawet nie wypada wyskakiwać z czymś takim. Jako gospodarz to nawet ma obowiązek dbać o to, żeby wszyscy goście dobrze się bawili a on najpierw sprowokował szwagierkę do skomentowania swoich poglądów a potem zamiast zmienić temat jak się zrobiło gorąco, to wdał się w pyskówkę i wyrzucił ją z domu. Nie widzę powodu, żeby go bronić, bo on na to nie zasługuje.

          Ciekawe co by było jakby autorka wątku wyszła za mąż za izraelskiego milionera? Czy wciąż rodzina ze szwagrem na czele nie chcieliby jej widzieć? Czy przy nim szwagier też wygłaszałby te swoje poglądy? Może powinna zrobić taki eksperyment i poprosić jakiegoś semicko wyglądającego kolegę o zagranie jej nadzianego narzeczonego.
          • soonva [...] 18.03.14, 16:56
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 17:57
              > Zależy od obyczajów panującej w danej rodzinie.

              O nie nie, zależy od ogólnie przyjętych norm społecznych.

              Natomiast
              > starsza córka, założycielka tematu, ciężko zapracowała sobie na opinie tej gor
              > szej, dlatego ona jest mniej ważna z punktu widzenia tej rodziny, więc siłą rze
              > czy jej wybory życiowe mają mniejszy ciężar gatunkowy niż młodszej.

              Po prostu pozwalała sobie mieć swoje zdanie i być inna, dla niektórych rodziców to grzech nie do przeskoczenia. Autorka widać zawiniła uporczywym nonkonformizmem.
              • soonva Re: zasady a realia 18.03.14, 18:05
                ingeborg napisała:

                > > Zależy od obyczajów panującej w danej rodzinie.
                >
                > O nie nie, zależy od ogólnie przyjętych norm społecznych.

                Coś takiego nie istnieje na poziomie szczegółowym (na poziomie ogólnym tak, a i tu są różne wyjatki, por. rozumienie normy "nie kradnij" w różnych grupach społecznych).

                > Autorka widać zawiniła uporczywym nonkonformizmem.

                Tak, to właśnie twierdzę. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Albo nonkonformizm wobec rodziny i figury w niej dominującej (na tym etapie: szwagra) i wykluczenie, albo konformizm i uczestnictwo. Dotyczy to zresztą nie tylko rodziny, ale praktycznie każdej grupy. Skoro autorka dokonała świadomego wyboru, to ja nie widzę problemu.
                • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 19:36
                  Ja widzę problem w tym, że ona w ogóle została postawiona przed takim wyborem.
              • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 18:10
                Ludzie, którzy odczuwają przemożną potrzebę udowadniania swoich racji wszem i wobec bez ustanku, są zwyczajnie męczący dla otoczenia. I nie ma to nic wspólnego z konformizmem czy nonkonformizmem, chodzi bardziej o brak umiejętności odnalezienia się w różnych okolicznościach, nawet tych mniej komfortowych - a to już jest uciążliwe dla samego zainteresowanego. Autorka najwyraźniej sądzi, że jak raz na jakiś czas odpuści i nie wejdzie w spinę z powodu różnicy poglądów ze szwagrem, to nagle zawali się jej wewnętrzny świat. No raczej nie ;) Wartości są po to, żeby ich przestrzegać na własny użytek, a nie namolnie nawracać na nie cały otaczający świat. No a jeśli ktoś nie da rady bez tego namolnego nawracania, to niech się nie dziwi, że wokół niego robi się pusto i niech się cieszy, że jego nonkonformizm pokonał wszystko.
                • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 19:38
                  Proponuję, żebyś zeszła na ziemię, bo nie wiem co teraz komentujesz ale raczej nie pierwszy post.
                  • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 19:46
                    Popatrz na drzewko, to będziesz wiedziała.
            • berta-death Re: zasady a realia 19.03.14, 00:13
              Bardziej burackich poglądów nie da się mieć, niż te, że żydzi do gazu. I nie można tego porównywać z poglądami feministycznymi. Feminizm to nie tyle światopogląd, co styl życia i kierowanie się pewnymi wartościami. Wartościami humanistycznymi, których wprowadzenie w życie nikogo nie krzywdzi a wręcz przeciwnie. I facet wiedząc, że szwagierka jest feministką nie powinien przy stole wypowiadać swoich szowinistycznych poglądów. A jak już je głosi, to musi się liczyć z tym, że zostaną one odparte, zwłaszcza, że jak zapewne wie, szwagierka nie jest z tych, co udadzą, że nie słyszą. A jak zostaną odparte, to nie może strzelać fochów i wyrzucać nikogo z domu, bo sam czynnie brał w zajściu udział i przyczynił się do konfliktu. A on tak się zachował, jakby specjalnie szukał pretekstu, żeby zerwać kontakt i sprawdzić czy żona wraz ze swoją rodziną będzie mu lojalna czy nie.

              Równie dobrze to od niego można by oczekiwać, że zmieni poglądy i przeprosi szwagierkę.
              • soonva [...] 19.03.14, 15:05
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 19.03.14, 15:30
                  > Z drugiej strony, jak to mawia mój mąż, gdyby kobiety nie kierowały się
                  > emocjami i pod ich wpływem nie wypowiadały nawet najbardziej głupiutkich (ale u
                  > roczych) kwestii, nie byłyby tak kochane, jak są :)

                  Ja bym się tak chętnie protekcjonalnością męża nie chwaliła. Nie za bardzo jest czym, jakby.
                  • soonva Re: zasady a realia 19.03.14, 15:47
                    fuzja_jadrowa napisał(a):

                    > Ja bym się tak chętnie protekcjonalnością męża nie chwaliła. Nie za bardzo jest
                    > czym, jakby.

                    A zależy wobec kogo. Zniuansowane postrzeganie rzeczywistości nie jest łatwe, dlatego większość, łącznie z Tobą, konsekwentnie wierzy w swój czarno - biały obraz świata. Powodzenia :)
                    • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 19.03.14, 15:56
                      > A zależy wobec kogo.

                      Ale co „zależy wobec kogo”? Uściślij.

                      > Zniuansowane postrzeganie rzeczywistości nie jest łatwe, d
                      > latego większość, łącznie z Tobą, konsekwentnie wierzy w swój czarno - biały ob
                      > raz świata.

                      Mężowski styl udzielił się i tobie? ;)
                      • soonva Re: zasady a realia 19.03.14, 16:03
                        fuzja_jadrowa napisał(a):

                        > Mężowski styl udzielił się i tobie? ;)

                        Jeśli myślenie analityczne i niekierowanie się emocjami nazywasz "mężowskim stylem", to tak. Nie lubię ekstremy z obu stron barykady, ale to forum dobitnie mnie przekonuje, że feministki i lewaczki są nawet bardziej zacietrzewione niż radykalne katoliczki. Cóż, nie mój cyrk, nie moje małpy.
                        • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 19.03.14, 16:20
                          > Jeśli myślenie analityczne i niekierowanie się emocjami nazywasz "mężowskim sty
                          > lem", to tak.

                          Eee, nie zrozumiałaś. Zażartowałam sobie, bo zabrzmiało dość protekcjonalnie.
                      • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 17:45
                        fuzja_jadrowa napisał(a):

                        > Mężowski styl udzielił się i tobie? ;)

                        Wiesz, mąż taki mądry i przenikliwy, to dobra żona posłusznie się dostosowuje, rozdziawiając usta z podziwu dla Pana i Władcy. ;-)
                • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 17:42
                  soonva napisała:

                  > Powtórzę po raz n-ty. Dla mnie sytuacja jest dość oczywista: szwagier ustala za
                  > sady w swoim domu i kto im się nie podporządkuje, nie jest tam zapraszany. Teśc
                  > iowie się podporządkowują. Żona się podporządkowuje. Autorka tematu się nie pod
                  > porządkowuje, więc ma zakaz wstępu do tego domostwa.

                  Pięknie to podsumowałaś, choć nie wiem, czy jesteś świadoma, że występujesz w roli kobiety wspierającej postawę faceta w roli pana i władcy, który ustala reguły, a żona oraz jej rodzina muszą się podporządkować. Tak to włąśnie wygląda - facet jest władcą absolutnym, ale posłuszna żona dostaje od niego jeść, dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa niewolnicy. Siostra ani myśli podporządkować się władcy, więc jest zła, a żonie nie wolno jej zapraszać do domu, którego - jak sądzę - powinna być współwłaścicielką. Tylko że w rzeczywistości żona jest tylko lokatorką na łasce Pana i Władcy.

                  > Wiem, że na forum "Kobieta" dopraszać się o analityczne i pozbawione emocji pod
                  > ejście do problemu, to jak usiłowac nauczyć osiołka algebry, ale może jednak wa
                  > rto czasami powściągnąć swoje odczucia i spróbować przyjrzeć się na chłodno syt
                  > uacji. Z drugiej strony, jak to mawia mój mąż, gdyby kobiety nie kierowały się
                  > emocjami i pod ich wpływem nie wypowiadały nawet najbardziej głupiutkich (ale u
                  > roczych) kwestii, nie byłyby tak kochane, jak są :)

                  Analizując na chłodno ten akapit, można stwierdzić, że jesteś niewolnicą z własnej woli. Cóż nie jest to zabronione, ale mogę cię zapewnić, że wolność smakuje znacznie lepiej niż obiad opłacony przez łaskawego Pana i Władcę. A swojemu mężowi to powinnać kapcie nosić, bo to łebski Pan. ;-)
                  • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 18:32
                    > Siostra ani myśli podporządkować
                    > się władcy, więc jest zła, a żonie nie wolno jej zapraszać do domu, którego - j
                    > ak sądzę - powinna być współwłaścicielką. Tylko że w rzeczywistości żona jest t
                    > ylko lokatorką na łasce Pana i Władcy.

                    A nie przyszło Ci do głowy, że siostra z wyboru nie zaprasza autorki, bo zwyczajnie ma dość mękolenia na temat jej wyborów życiowych i nieustannej krytyki jej męża? Super z tym feminizmem - feminizm zdaje się postuluje wolność kobiety w wyborze stylu życia, czyż nie? No więc szanujmy wybory innych kobiet, nawet jeśli nam się nie podobają. Nazywanie wyboru życiowego innej kobiety niewolnictwem jest po prostu mega słabe i niefeministyczne.
                    • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 19:29
                      light_in_august napisała:

                      > > Siostra ani myśli podporządkować
                      > > się władcy, więc jest zła, a żonie nie wolno jej zapraszać do domu, które
                      > go - j
                      > > ak sądzę - powinna być współwłaścicielką. Tylko że w rzeczywistości żona
                      > jest t
                      > > ylko lokatorką na łasce Pana i Władcy.
                      >
                      > A nie przyszło Ci do głowy, że siostra z wyboru nie zaprasza autorki, bo zwycza
                      > jnie ma dość mękolenia na temat jej wyborów życiowych i nieustannej krytyki jej
                      > męża? Super z tym feminizmem - feminizm zdaje się postuluje wolność kobiety w
                      > wyborze stylu życia, czyż nie? No więc szanujmy wybory innych kobiet, nawet jeś
                      > li nam się nie podobają. Nazywanie wyboru życiowego innej kobiety niewolnictwem
                      > jest po prostu mega słabe i niefeministyczne.

                      Kobieta jest bez pracy, nigdy nie pracowała i urodziła 3 dzieci w 3 lata, a ty sugerujesz, że ona ma jakiś wybór, gdy zasady ustala Pan i Władca? Proszę cię, nie żartuj.
                      • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 19:47
                        No i co z tego, że troje dzieci w 3 lata? Zabrzmiało, jakby mąż jej te dzieci na siłę zrobił. Bez przesady, każda kobieta, która chce mieć kilkoro dzieci i zajmować się domem przez jakiś czas, jest do tego zmuszana przez męża-tyrana? Nie sądzę.
                        Dziewczyna ma 26 lat (ale może źle pamiętam) i wszystko przed sobą, a Ty piszesz, jakby już życie przegrała.
                        • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 20:02
                          light_in_august napisała:

                          > No i co z tego, że troje dzieci w 3 lata? Zabrzmiało, jakby mąż jej te dzieci n
                          > a siłę zrobił. Bez przesady, każda kobieta, która chce mieć kilkoro dzieci i za
                          > jmować się domem przez jakiś czas, jest do tego zmuszana przez męża-tyrana? Nie
                          > sądzę.
                          > Dziewczyna ma 26 lat (ale może źle pamiętam) i wszystko przed sobą, a Ty piszes
                          > z, jakby już życie przegrała.

                          Tu nie tylko o te trojke dzieci chodzi tylko o caloksztalt uzaleznienia, brak zatrudnienia przed i po slubie oraz despotyczna i chamska wrecz postawe "laskawego" meza.
                          • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 20:21
                            Dziewczyna wyszła za mąż, mając 23 lata, urodziła zaraz trójkę dzieci (powiedzmy, że wierzę ;)) - to kiedy miała pracować? Ma dopiero 26 lat, w tym wieku niektórzy studia dopiero kończą i szukają pracy, nie przesadzajmy, że to już jakiś zaawansowany wiek i od razu brak perspektyw.
                            Nie wiesz nic o tym, jak łaskawy jest dla niej mąż, a do tego łaskawy piszesz w cudzysłowie, co pokazuje, jak jesteś uprzedzona. Więc nie ma sensu się spierać.
                            Btw. klapki na oczach to fatalna sprawa, niezależnie od strony "barykady"...
                            • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 20:29
                              A ona skonczyla studia? Ma jakiś zawód i przynajmniej niewielkie doświadczenie w pracy? Jedno mozna stwierdzic - ma trojke dzieci i jeszcze co najmniej kilka lat opieki nad nimi, meza, ktory jest despota, za nic majacego jej siostre i prawo swojej zony do decydowania o relacji z siostra oraz zero doswiadczenia zawodowego jeszcze przez kilka najblizszych lat. Poza tym to cham, dla ktory wlasne poglady sa wazniejsze niz potrzeby zony. O jakim wiec uprzedzeniu piszesz?
                              • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 20:45
                                Nie potrafisz sobie wyobrazić, że ochładzasz kontakty z siostrą, która ciągle napier.ala na Twojego męża/Twoją żonę, z którym/którą masz dzieci i jesteś szczęśliwa? Która ocenia Twoje życie wg swoich standardów, mając w d.pie TWOJE osobiste potrzeby? Która nie szanuje Twoich życiowych wyborów, bo jej własne "jedynie słusznne" wartości przesłaniają cały świat?
                                I nawet potrafię przewidzieć Twoją odpowiedź: jaka szczęśliwa? zniewolona i z wypranym mózgiem, a nie szczęśliwa.
                                No i to tyle ;)
                                • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 21:52
                                  Nie, nie musialabym ochladzac lub zrywac kontaktow z siostra, bo ma inne poglady niz maz i dlatego, ze maz sobie tego zyczy. Ale rozumiem, ze prymat pogladow pana meza jest rzecza wazniejsza niz siostra dla poslusznej polowicy. ;-)
                                  • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 22:15
                                    Ech, grunt to wiedzieć, kiedy odpuścić, co niniejszym czynię ;)
                                    • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 23:05
                                      Popieram twoją postawę. ;-)
                                • ingeborg Re: zasady a realia 20.03.14, 18:38
                                  Zdaje się, że siostra autorki miała z nią dobre relacje skoro chciała się spotykać - poza domem oczywiście, bo w swoim domu miała zakaz, jak dziecko.
                  • soonva [...] 20.03.14, 16:17
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • tymon99 Re: zasady a realia 20.03.14, 16:28
                      soonva napisała:

                      > pewne uniwersalne zasady, np. kto płaci ten wymaga, kto ma dom, kasę,
                      > ten zazwyczaj jest stroną dominującą (bez
                      > względu na to czy jest to kobieta czy mężczyzna)

                      a potrafisz sobie wyobrazić świat bez niewolnictwa?
                      albo związek bez przemocy - również ekonomicznej i werbalnej?
                      coś, widzę, nie bardzo?
                      to pewnie się zdziwisz, że są ludzie, którzy nie tylko myślą, ale i żyją inaczej. i że te twoje zasady wcale nie są uniwersalne, wręcz przeciwnie - wasza formacja społeczna to dinozaury w II fazie wymierania.
                    • stokrotka_a Re: zasady a realia 20.03.14, 17:41
                      soonva napisała:

                      > Spokojnie. Włącz myślenie. Jeszcze raz przeczytaj, co napisałam. Dokładnie tak
                      > samo napisałabym, gdyby to żona była "alfa" w tym związku (wysokie zarobki, dom
                      > , zarządzanie rodziną) a jej mężem był brat autorki wątku.

                      Spokojnie przeczytałam twój tekst zanim napisałam odpowiedź i nic tam nie było o tym, co byś napisała gdyby babcia miała wąsy.

                      > Wówczas to kobieta b
                      > y ustała zasady i miałaby prawo wyrzucić ze swojego domu autorkę domu za pogląd
                      > y, które jej się nie podobają. Twój problem (oraz innych zindoktrynowanych kobi
                      > et) polega na tym, że wszystko widzisz przez pryzmat płci. Tymczasem ja nie zwr
                      > acam uwagi na płeć, tylko na pewne uniwersalne zasady, np. kto płaci ten wymaga
                      > , kto ma dom, kasę i mocny charakter, ten zazwyczaj jest stroną dominującą (bez
                      > względu na to czy jest to kobieta czy mężczyzna). A tak się jakoś składa, że w
                      > większości układów (statystycznie), w których jest wyraźna dysproporcja zasobó
                      > w ekonomicznych, stroną słabszą jest kobieta. Podobnie jak w większości mężczyź
                      > ni o dominujących charkterach wybierają sobie na żony uległe kobiety. Dlatego t
                      > akie sytuacje najczęściej dostrzegamy.

                      Płeć despoty nie ma znaczenia. Ty po prostu popierasz despotyczne zachowania i to jest złe. Zniewolenie partnera/-ki w oparciu o podstawy ekonomiczne to zaprzeczenie zdrowych relacji partnerskich w związku. Z tego co piszesz można wywnioskować, że nie rozumiesz, co w tym jest złego i popierasz postawę Pana i Władcy. Nie sądzę, że zrozumiesz swój błąd.
                      • soonva [...] 20.03.14, 18:49
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • stokrotka_a Re: zasady a realia 21.03.14, 09:04
                          soonva napisała:

                          > I tak rozmawiamy pi razy drzwi, ale wypada jakoś tam definiować terminy i frazy
                          > , którymi się posługujemy - tym bardziej jeśli są wieloznaczne i różnie rozumia
                          > ne. Ja nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to jest zniewolenie ekonomiczne.

                          Możesz oczywiście się nie zgadzać, ale to nie zmienia faktów.

                          > Na tej samej zasadzie można powiedzieć, że rodzice zniewalają swoje dzieci (bo są
                          > one od nich zależne ekonomicznie) czy szefowie swoich pracowników (na tej same
                          > j zasadzie).

                          Jeśli rodzice lub szefowie wykorzystują czynnik ekonomiczny do ograniczenia wolności osób od nich zależnych, to jest to również rodzaj zniewolenia.

                          > Oczywiście dzisiejsze egalitarnie zorientowana duża część społeczeństwa werbaln
                          > ie odrzuca jakiekolwiek założenie istnienia hierarchii społecznej, ale skądinąd
                          > z socjobiologii wiemy, że w każdej grupie jakaś hierarchia istnieje. I naiwnoś
                          > cią jest twierdzić, że dzisiaj nie liczy się to, kto jest bogatszy, silniejszy,
                          > ładniejszy czy pod jakimkolwiek innym względem lepszy od większości. Liczyło s
                          > ię, liczy i zawsze będzie liczyć, i zawsze będzie mieć przełożenie na stosunki
                          > w grupie, w takim czy innym stopniu. A w małżeństwach, w których jedna ze stron
                          > (a tak się składa, że częściej jest to mężczyzna) będzie wyraźnie bogatsza, mą
                          > drzejsza, bardziej zaradna, silniejsza, z mocniejszym charakter, były, są i będ
                          > ą przez taką osobę zdominowane - do pewnego stopnia oczywiście. Co więcej, jest
                          > pewna grupa kobiet, którym to odpowiadało, odpowiada i będzie odpowiadać...

                          Hierarchia społeczna a związek dwóch osób w związku partnerskim a nie niewolniczym lub hierarchicznym to dwie różne rzeczy. To czywiste, że są kobiety, którym zniewolenie odpowiada. Popatrz na kobiety w społeczeńśtwach islamskich. Większości zniewolenie odpowiada i same przywołują do porządku te kobiety, które chciałyby wolności. Ale to jest zjawisko negatywne ze społecznego punktu widzenia.

                          > Nie widzę powodu, żeby kłócić się o takie sprawy. Każdy ma dzisiaj wolny wybór.

                          Pozornie każdy ma wolny wybór, ale stereotypowe wychowanie i presja społeczna ten wybór ograniczają.

                          > Jeśli chcesz małżeństwa partnerskiego, proszę bardzo, szukaj sobie mężczyzny,
                          > który podziela Twój pogląd.

                          Ja na pewno nie będę szukać męzczyzny. Wolę związek z kobietą (partnerski).

                          > Ale nie zabraniaj innym mieć swoje zdanie, "być zni
                          > ewolonymi" i cieszyć się z tego co mają.

                          Ja nie zabraniam, ale wyrażam swoją negatywną opinię o negatywnym zjawisku.
                    • sootball Re: zasady a realia 22.03.14, 00:35
                      "kto płaci ten wymaga"
                      OJP.
                      Typowa logika w "tradycyjnych" rodzinach, gdzie kobieta zajmuje się domem a mężczyzna pracą zawodową. Ponieważ on przynosi do domu pieniądze a ona nie, liczy się tylko jego praca. Jego wysiłek. Ona przecież "nic nie robi", a on "ją utrzymuje".
                      Dom się sam sprząta, dzieci same się wychowują, obiadki same się gotują.
                      Nie wiem na ile siostra autorki wyręcza się służącą, ale duży dom plus trójka dzieci - z pewnością i dla niej starczy roboty.
                      Dzieci i dom to co najmniej jeden dodatkowy etat. Tyle że nikt za niego nie płaci, więc się nie liczy. Para decydując się na dzieci powinna mieć świadomość, że przybywa pracy i ktoś tę pracę musi wykonać. Zazwyczaj kobieta, rezygnując przy okazji z rozwoju kariery zawodowej, a przynajmniej opóźniając ją na tyle, że po powrocie do pracy zarabia dwa razy mniej od męża, więc jest "pasożytem". Było na ten temat wątków multum. Pan mąż rozwija swoją karierę KOSZTEM kariery żony, a potem ma do niej pretensje, że ta mniej zarabia.

                      "Z drugiej strony, jak to mawia mój mąż, gdyby kobiety nie kierowały się
                      emocjami i pod ich wpływem nie wypowiadały nawet najbardziej głupiutkich (ale uroczych) kwestii, nie byłyby tak kochane, jak są :) "
                      Fajny mąż. Ty też jesteś fajnym. Fajnym, uroczym zwierzątkiem. Lubisz być zwierzątkiem?
                      WSZYSCY podejmują decyzje w oparciu również o składnik emocjonalny.
                • berta-death Re: zasady a realia 19.03.14, 19:35
                  To nie jest jego dom, tylko wspólny dom jego i jego żony. Nie może w nim samodzielnie ustalać zasad. Jak żona ma ochotę zapraszać siostrę do siebie, to nic mu do tego.
                  Odwrotnie co innego. Wątkodawczyni jest samodzielna i nie musi się z nikim liczyć podczas zapraszania gości, więc może zaprosić siostrę a szwagrowi powiedzieć won, bo antysemitom i szowinistom przez jej próg przejść nie wolno. A rodzina może się temu podporządkować bądź zachować lojalnie wobec nadzianego męża i zięcia.

                  Poza tym nie rozumiem czemu nie widzisz buractwa tego męża. Każdy by wyszedł z siebie i stanął obok, jakby po raz n-ty usłyszał krytykę własnego stylu życia i dyskryminujące teksty pod swoim adresem. Zaprasza gościa i go obraża. A potem jeszcze z domu wyrzuca.
                  • soonva Re: zasady a realia 20.03.14, 16:20
                    berta-death napisała:

                    > To nie jest jego dom, tylko wspólny dom jego i jego żony.

                    Skąd wiesz? Może mają intercyzę - co jest BARDZO prawdopodobne gdy w związek małżeński wstępują ludzie o znacznej różnicy w posiadanym majątku.
                    • stokrotka_a Re: zasady a realia 20.03.14, 17:45
                      soonva napisała:

                      > Skąd wiesz? Może mają intercyzę - co jest BARDZO prawdopodobne gdy w związek ma
                      > łżeński wstępują ludzie o znacznej różnicy w posiadanym majątku.

                      A intercyza upoważnia do traktowania żony, jej potrzeb emocjonalnych i jej rodziny na poziomie śmieciowym?
                      • soonva Re: zasady a realia 20.03.14, 18:38
                        stokrotka_a napisała:

                        > soonva napisała:
                        >
                        > > Skąd wiesz? Może mają intercyzę - co jest BARDZO prawdopodobne gdy w zwią
                        > zek ma
                        > > łżeński wstępują ludzie o znacznej różnicy w posiadanym majątku.
                        >
                        > A intercyza upoważnia do traktowania żony, jej potrzeb emocjonalnych i jej rodz
                        > iny na poziomie śmieciowym?

                        To już inna sprawa. Odniosłam się tylko do Twojego stwierdzenia, że to nie jest jego tylko tylko ich wspólny. Jeśli mają intercyzę, to jest wyłącznie jego, podobnie jak inne składniki majątku.
                        • stokrotka_a Re: zasady a realia 21.03.14, 08:52
                          soonva napisała:

                          > To już inna sprawa.

                          To jest istota problemu, a nie tytuł własności.

                          > Odniosłam się tylko do Twojego stwierdzenia, że to nie jest
                          > jego tylko tylko ich wspólny.

                          To nie było moje stwierdzenie tylko berty.
                      • purchawkapuknieta Re: zasady a realia 20.03.14, 23:04
                        Nie pamiętam wątku startowego. Czy żona męża (a siostra autorki) nie zgadza się z jego decyzją (co w tajemnicy przekazała autorce)?
                    • berta-death Re: zasady a realia 20.03.14, 18:47
                      Skoro tam mieszka, to jest to jej dom. I ma takie same prawa domownika, jak każdy. Bez względu na to co w papierach stoi i kto płaci czynsze i podatki. A jak już panują tam takie stosunki, że jej nie wolno bez zgody pana i męża przyjmować gości takich jakich chce sobie przyjąć, to siostra ma milion procent racji, że kręci nosem i namawia ją na zmianę sposobu na życie.
                      • soonva Re: zasady a realia 20.03.14, 18:51
                        berta-death napisała:

                        > Skoro tam mieszka, to jest to jej dom. I ma takie same prawa domownika, jak każ
                        > dy. Bez względu na to co w papierach stoi i kto płaci czynsze i podatki. A jak
                        > już panują tam takie stosunki, że jej nie wolno bez zgody pana i męża przyjmowa
                        > ć gości takich jakich chce sobie przyjąć, to siostra ma milion procent racji, ż
                        > e kręci nosem i namawia ją na zmianę sposobu na życie.

                        I nikt jej nie broni namawiać. Niech sobie namawia. Byle nie w domu szwagra, i o ile oczywiście siostra zeche się z nią spotkać na neutralnym gruncie i w ogóle wysłuchać - co jak widać z pierwszej wiadomości wcale nie jest takie oczywiste.
                        • berta-death Re: zasady a realia 20.03.14, 19:12
                          Jak szwagier naprawdę ubezwłasnowolnił i uzależnił od siebie finansowo siostrę to jest to przemoc ekonomiczna i psychiczna. Czyli przestępstwo. To nie jest tak, że wątkodawczyni może przejść obok tego obojętnie.
                          • soonva Re: zasady a realia 21.03.14, 14:25
                            berta-death napisała:

                            > Jak szwagier naprawdę ubezwłasnowolnił i uzależnił od siebie finansowo siostrę
                            > to jest to przemoc ekonomiczna i psychiczna. Czyli przestępstwo. To nie jest ta
                            > k, że wątkodawczyni może przejść obok tego obojętnie.

                            Moim zdaniem wnioskowanie niepoprawne. Ale abstrahując od mojej oceny, co konkretnie miałaby wątkodawczyni zrobić? KONKRETNIE.
          • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 18:22
            Już pisałam wyżej: zięć ma burackie poglądy, ale to może nie mieć żadnego znaczenia w momencie, kiedy jest on miłym w obyciu, wesołym, rodzinnym kolesiem, który uszczęśliwia ich córkę i wnuki. Natomiast druga córka być może jest czepialska, nieprzyjemna i konfliktowa. Może tak być czy nie? ;)
            • soonva [...] 18.03.14, 19:02
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • tymon99 Re: zasady a realia 18.03.14, 19:10
                soonva napisała:

                > feministka (najpewniej z konieczności)

                możesz jakoś rozwinąć tę (oryginalną, przynajmniej na pozór) myśl?
              • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 19:41
                Masz za długi łańcuch między kuchnią a kompem, najpewniej mąż to jakiś kryptofeminista.
            • ingeborg Re: zasady a realia 18.03.14, 19:43
              Miły w obyciu wesoły rodzinny koleś który lubi sobie powysyłać ludzi do chińskich obozów pracy przy niedzielnym obiedzie. No dusza człowiek po prostu.
              • light_in_august Re: zasady a realia 18.03.14, 19:56
                Och, poluzuj sobie trochę - dopóki nikogo do tych obozów faktycznie nie wysyła ani nie robi nic w tym kierunku, to może sobie pogadać, nikomu się krzywda nie dzieje (chyba że autorka jest lesbijką i osobiście ją to uraża - wtedy inny temat)..

                I na koniec powiem tylko tyle: gdybym spinała się z powodu każdego zdania nie po mojej myśli, gdybym miała walczyć z każdym, kto prezentuje odmienne poglądy niż ja, to daję słowo, że energii nie starczyłoby mi już na nic innego. Tak więc - nie, dziękuję :)

                Miło się dyskutowało, choć ciut obok siebie ;)
                • ingeborg Re: zasady a realia 19.03.14, 14:36
                  Powiem tak: istnieje konstytucjny zakaz głoszenia pewnych ideologii, i ma to swój głęboki sens. Gdyby "gadanie sobie" było nieszkodliwe, ustawodawca nie nałożyłby na to bana. Podobnie jest ze smarowaniem po murach - osobiście to nie mój mur, ale wandalizm i nawoływanie do nienawiści odbija się na całym społeczeństwie i dlatego należy mieć cojones i się temu otwarcie przeciwstawiać. Kiedyś to się nazywało odwagą cywilną.
                  • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 15:45
                    Istnieje zasadnicza różnica między głoszeniem pewnych poglądów publicznie a głoszeniem ich w zamkniętym gronie domowników. To drugie nie jest "banowane" ;)
                    • soonva [...] 19.03.14, 15:51
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                      • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 17:27
                        soonva napisała:

                        > Naturalnie wspólną cechą totalitarys
                        > tów - a tych w Europie nie brakuje - jest chęć do zabraniania innym głoszenia z
                        > jakiegoś powodu niewygodnych dla nich poglądów. Tak było w nazistowskich Niemc
                        > zech, tak jest dzisiaj w RFN - na przykład.

                        To prawda - totalitarystów nie brakuje, np. taki Tusk - to przecież dyktator, który narzucił biednym Polakom (i Polkom też) totalitarne rządy! A podobieństwa pomiędzy nazistowskimi Niemcami a RFN są tak liczne i tak okropne, że aż się płakać chce. Angela to przecież Hitler w przebraniu!

                        > Bo tak jest już niestety z wolnością i tolerancją, mało k
                        > to do niej dorósł (zwłaszcza lewacy). To tak na marginesie.

                        Na szczęście prawacy dorośli do wolności. Chwała im!
                      • sootball Re: zasady a realia 22.03.14, 00:38
                        " Tak było w nazistowskich Niemczech, tak jest dzisiaj w RFN - na przykład. "
                        Zapominasz albo celowo pomijasz cały chwalebny wkład Kościoła w wolność słowa. Inkwizycja, stosy, te sprawy.
                    • fuzja_jadrowa Re: zasady a realia 19.03.14, 16:11
                      > Istnieje zasadnicza różnica między głoszeniem pewnych poglądów publicznie a gło
                      > szeniem ich w zamkniętym gronie domowników.

                      Dwa - nie rozumiem tej całej jazdy z porównaniami do braku reakcji na przemoc domową, bicie dzieci, wandalizm. Nie drzesz kotów z byle burakiem plotącym trzy po trzy przy stole = nie masz jaj. Wtf?
                      • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 16:34
                        No nie masz jaj, masz za to moralność bezkręgowca ;D
            • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 17:32
              light_in_august napisała:

              > Już pisałam wyżej: zięć ma burackie poglądy, ale to może nie mieć żadnego znacz
              > enia w momencie, kiedy jest on miłym w obyciu, wesołym, rodzinnym kolesiem, któ
              > ry uszczęśliwia ich córkę i wnuki. Natomiast druga córka być może jest czepials
              > ka, nieprzyjemna i konfliktowa. Może tak być czy nie? ;)

              Wszystko jest możliwe, ale to "miły w obyciu" i "który uszczęśliwia ich córkę" to między bajki bym włożyła. Moim zdaniem możliwe jest, że on po prostu uzależnił od siebie niepracujacą żonę, a jego poglądy i zdanie są w tej rodzinie na pierwszym miejscu - żona musi się podporządkować, bo sistra nie zapewni jej utrzymania.
              • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 18:38
                Jasne, każdy z nas tu sobie gdyba i wyciąga swoje własne wnioski, ale nikt nie wie, jak jest naprawdę.
                Ale z tym podporządkowaniem i niewolnictwem, bo pan i władca utrzymuje, to jedziesz strasznym stereotypem. Znam paru facetów, którzy utrzymują dom i rodzinę, mają poglądy niby to "baba do garów", a jednoczeście tańczą jak im żona zagra, bez jej zgody 20 złotych nie wydadzą, i bez jej wiedzy z domu się nie ruszą nawet do sklepu... Różnie to bywa.
                • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 19:36
                  To prawda, różnie bywa i nie wiadomo, czy opis zgadza się z faktami, ale zakładając, że opis jest prawdziwy w kwestii postawy Pana i Władcy, który dyktuje warunki żonie i jej rodzinie, nie brałabym pod uwagę opcji, że jest to despota na niby.
      • magnusg Re: zasady a realia 19.03.14, 16:35
        "ZYDZI do gazu" ty powiedzialas-on nie.Praktykujesz stara Goebbelswoska zasada.Powtorz kilkaset razy klamstwo,a stanie sie prawda.
    • minasz Re: zasady a realia 17.03.14, 23:10
      moi tesciowie byli mocno prawicowi co ciekawe tez bardzo zaradni hehe
      unikalem takich tematow tylko mojej ex mowilem ze mi sie to nie podoba i wykorzystywalem to aby nie lazic do tesciow
    • tonik777 Re: zasady a realia 18.03.14, 10:37
      Tak naprawdę to nie wiadomo w czym jest problem. W Twoich poglądach czy w sposobie ich przedstawiania. Jeśli to pierwsze to uważam, że powinnaś trzymać się swojego zdania. Ale może chodzi o to, że np. nie znosisz, gdy ktoś uważa inaczej niż Ty i za każdym razem chcesz go przekonać do swoich racji, a on ma swoje i nie chce ich zmieniać. Sam mam takich znajomych, którzy uważają, że tylko oni są prawi i tylko to co oni mówią jest prawdę. A jak ktoś ma inne zdanie to musi się do nich dostosować. Z takimi osobami zazwyczaj zrywa się kontakt lub mocno ogranicza.
    • poezja1983 Re: zasady a realia 18.03.14, 10:51
      no cóż znając sytuację w tak nikłym stopniu trudno cokolwiek doradzać. z Twego opisu wynika,że zależy Ci na kontaktach z rodziną (siostrą i rodzicami). trudno odnieść się do rzekomych przeprosin szwagra,bo tak naprawdę nie wiemy jak wyglądała Wasza rozmowa, kto kogo i w jaki sposób obraził.skoro szwagier Cie wyrzucił z domu to musiałaś mu też dać popalić. ale bez relacji obu stron trudno ustalić prawdę obiektywną. zastanawam się co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?
      spróbowałabym spotkać się ze szwagrem na mieście. porozmawaić z nim o tamtej sytuacji. wcale nie trzeba go przepraszać. można zwyczajnie powiedzieć, że zależy mi na kontakltach z rodziną, kocham ich itd. nie ukrywam, że nie zgadzam sięz ideologią zyciową szwgra,aleto nie oznacza,że razaz mamy siebie nienawidzieć i mają cierpieć na tym stosunki rodzinne. zaproponowałabym, aby podczas spotkań rodzinnych nie poruszać tematów, które wyzwalają w nas największe emocje. po takiej rozmowie spotkałabym sie z rodzicami i siostrą. mogłabym opowiedzieć o wcześniejszym spotkaniu ze szwagrem,o rezultatach tej rozmowy.
      ja tam uważam,że jak ludzie chcą to potrafią się dogadać.przynajmniej w mojej pokręconej rodzinie tak jest. mamy inne poglądy,inne sposoby na zycie, ale przy okazji spotkań jakoś umiemy rozmawiac tak by nie obrazić innych (no z jednym wyjątkiem)
    • six_a Re: zasady a realia 19.03.14, 17:05
      bosz, ale się komuś udał wkręt.
      trzeba pogratulować. naprawdę.
      • soulshuntr Re: zasady a realia 19.03.14, 19:08
        no, ja sie nie dalem. Nawet calego posta nie przeczytalem bo jak dla mnie jest za dlugi. Co dostane w nagrode?
        • six_a Re: zasady a realia 20.03.14, 00:13
          z pobieżnej lektury wynika, że w nagrodę są buraki
          mam nadzieję, że chociaż cukrowe.
      • berta-death Re: zasady a realia 19.03.14, 19:37
        Nie komuś, tylko konkretnej osobie. Znów będzie w fochu i znów będą mnie cytować. Robię się sławna.
        • six_a Re: zasady a realia 20.03.14, 00:12
          berta, ty megalomanio:)
      • light_in_august Re: zasady a realia 19.03.14, 19:51
        E tam, trzeba być człowiekiem małej wiary, żeby nie uwierzyć trójkę dzieci w 3 lata ;)
        Też mię się zdaje, że to ściema, ale czy to coś zmienia?
        • stokrotka_a Re: zasady a realia 19.03.14, 20:04
          light_in_august napisała:

          > E tam, trzeba być człowiekiem małej wiary, żeby nie uwierzyć trójkę dzieci w 3
          > lata ;)

          Znam osobiscie 2 takie przypadki.
        • six_a Re: zasady a realia 20.03.14, 00:11
          prawdę mówiąc, natchnęła mnie służąca, a nie te dzieci;)
          za dużo szczegółów mających uwiarygodnić sytuację przy minimum konkretu o tym mężu, co to niby jest takim wielkim problemem dla autory. jak również 1001 innych drobiazgów.
          :)
          • light_in_august Re: zasady a realia 20.03.14, 11:04
            Prawdę mówiąc, służąca umknęła mojej uwadze, a przecież dużo zmienia w całej sprawie! Trzeba zacząć analizę od nowa :/
            • six_a Re: zasady a realia 20.03.14, 11:24
              >Trzeba zacząć analizę od nowa :/
              jestem za:)
            • stokrotka_a Re: zasady a realia 20.03.14, 12:00
              light_in_august napisała:

              > Prawdę mówiąc, służąca umknęła mojej uwadze, a przecież dużo zmienia w całej sp
              > rawie! Trzeba zacząć analizę od nowa :/

              To prawda, to ciekawy element tej układanki. ;-) W wyniku analizy można np. dojść do wniosku, że żona w permanentnej ciąży albo w połogu nie spełnia seksualnych wymagań Pana i Władcy, więc potrzebna mu służąca. Albo to sprawa prestiżu. A może to wszystko fikcja. Wnisków co niemiara! ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka