Dodaj do ulubionych

PRZERAŹLIWE HISTORIE..

    • nglka Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. 10.09.04, 04:25
      Moja mama, podobnie jak tato którejś z wypowiadających się tutaj osób -
      przeczuwa śmierść członków rodziny. Na (zazwyczaj) dobę przed śmiercią kogoś z
      rodziny - śni Jej się ta osoba stojąca w światłości prosząc o oczyszczenie
      (???). Za pierwszym razem mama obudziła się i zadzwoniła do babci z wieścią, że
      śnił Jej się teść proszący o oczyszczenie i radosną nowiną wyznałże to pewnie
      odbry znak i dziadek ozdrowieje. Niestety, zmarł następnej nocy, dokładnie
      wtedy, gdy miałam pierwszy w swoim życiu atak astmy. Dziadek zmarł dusząc się.
      Przy kolejnych osobach mama płakała. Budziła się i cały dzień płakała, nie mogła
      się pogodzić z tym, co niosą Jej sny, dalej nie może. Najgorzej było Jej, gdy
      przyśniła Jej się Jej własna matka - tutaj na szczęście zachowała resztki
      logicznego myślenia, co było dla niej bardzo ciężkie i zamówiła na dzień
      następny wizytę Notariusza w szpitalu, gdzie leżała babcia. Notariusz spóźnił
      się niestety o kilka godzin.

      Inna historia, również związana ze snami mamy - mama miała mieć zabieg, nawet
      nie operację. Po przebytym poronieniu opbluzowały się mięśnie macicy, trzeba
      było "podciągnąć". Niegroźny zabieg, właściwie pod znieczuleniem miejscowym.
      Mama - nie wiadomo dlaczego, bo miała już kilka zabiegów w swoim życiu -
      odwlekała termin zabiegu panicznie się go bojąc. Gdy już wiedziała, że nie da
      się odwlec - uległa. Dzień przed pójściem do szpitala w środku nocy obudziła się
      z rykiem (bo nawet krzykiem tego dźwięku nie można nazwać), próbowaliśmy ją z
      tatą uspokoić - zajęło nam to dobre pare godzin, mama nie zasnęła więcej,
      siedzieliśmy wszyscy troje na łóżku i próbowaliśmy mamę zagadać. W pewnym
      momencie mama spoważniała i mówi:
      "Idę polną drogą w stronę małego kościółka, to jest w mojej rodzinnej
      miejscowości (tu pada nazwa), wchodzę do kościoła i widzę moją mamę ubraną na
      czarno. Podchodzę do Niej i pytam co się stało? Ale Ona mnie nie widzi. Idę
      dalej - patrzę, a to Wy w pierwszym rzędzie, płaczenie a Ty Aniu szlochasz tak
      mocno, że cała ławka się rusza, siadam obok i pytam co Wy tu robicie i czemu
      płaczecie? Nie odpowiadacie mi, pełna obaw podchodzę do trumny i widzę SIEBIE!
      Leżę tam sina, prawdziwa".
      Staraliśmy się uspokoić mamę, na nic się to nie zdało, znów się rozpłakała.
      Po dwóch dniach od zabiegu poszliśmy odebrać mamę ze szpitala ale ta -
      twierdziła, że chyba jeszcze nie wyjdzie do domu bo bardzo źle się czuje,
      zaczęła żartować, że wyjdzie ze szpitala tak jak jej się śniło - nogami do
      przodu. Mama była przekonana, że jeśli coś Jej się stanie - to przy zabiegu. Po
      kolejnych dwóch dniach nie była w stanie sama iść nawet do toalety. Koleżanka
      mamy, która pracowała w tym szpitalu jako pielęgniarka załatwiła Jej kontrolę
      pielęgniarską - w trakcie której pielęgniarka zbladła i powiedziała, że zaszyto
      mamie tampon, który gnije. Przez 40 minut nie znalazła w całym szpitalu ANI
      JEDNEGO lekarza. Były dwa wyjścia - pielęgniarka nie wyjmie tamponu, lada chwila
      dojdzie do zakażenia krwi i mama nie do uratowania, lub - wyjmie tampon i
      nastąpi krwotok, który obejmie narządy wewnętrzne, w wyniku czego szok organizmu
      i śmierć a Ona zostanie podciągnięta pod sąd. Wyjęła. Mama żyje. Teraz już ma
      się dobrze.

      Inna historia.
      Babcia chorowała na raka w wyniku czego miała operacje. W trakcie operacji
      okazało się, że z trzustki są przerzuty na żołądek i wątrobę. Dawano babci kilka
      miesięcy życia. Po zabiegu babcia była bardzo radosna, pogodna, pełna energii a
      lekarz sobie zażartował "no... za trzy dni jak pani będzie żyła, to jeszcze
      sobie pani pożyje" - babcia chyba jednak wzięła to sobie do serca, zdjęła
      obrączkę i zegarek prosząc, by oddała je mnie. Trzeciego dnia mama wzięła
      obroączkę ale poprosiłam, by zostawiła mi zegarek, chciałam mieć coś babcinego
      przy sobie. Mama oddała babci obroączkę twierdząc, że w sumie to mija trzeci
      dzień i chyba babcia może sobie tę obrączkę wziąć spowrotem.
      Tej nocy nie mogłam długo zasnąć ale chyba poraz pierwszy od nie pamiętam
      jakiego czasu - zgasiłam lampkę przed snem (śpiąc u babci zawsze zostawiałam ją
      zapaloną). Nie pamiętam co mnie obudziło ale byłam zlana potem, serce waliło jak
      młot a lampka... była zapalona. Zegarek wskazywał godzinę 4:20. To dodało mi
      strachu, zapamiętałam, że ją gasiłam, na pewno mi się nie wydawało bo zrobiłam
      to poraz pierwszy. Nogi jak z waty, zanim wyszłam do łazienki, zapalałam
      wszystkie światła, szłam przy ścianie, nie wiedząc, czego się boję. W łazience
      spędziłam chyba z godzinę uspokajając się. Nie wiem dokładnie ile bo zegarek
      stanął o 4:20. Zegarek był nakręcany więc pomyślałam, że nie nakręciłam go
      dobrze ostatniej nocy - spróbowałam nakręcić ale pokrętło ani drgnęło, zegarek
      był nakręcony i nie działał. Wróciłam do łóżka i nie spałam do rana. Gdzieś nad
      ranem odezwał się telefon - słyszałam, że mama nie śpi bo wierciła się na łóżku
      w drugim pokoju. Nikt nie odebrał. Drugi telefon - leżałam sparaliżowana
      strachem - w końcu po nastu sygnałach odebrał tato, mama jeszcze nie słysząc
      rozmowy wyszła do przedpokoju po buty, siadła na wannie w łazience, zaczęła
      pastować buty babci a łzy skapywały na podłogę. Siadłam na toalecie i patrzyłam.
      Powiedziała tylko, że babcia prosiła ją o oczyszczenie i powiedziała, że już nie
      chce tej sukienki o którą prosiła, by ją ubrać jeśli nie przeżyje operacji, że
      chce inną. Poszłyśmy z mamą i wyjęłyśmy tą sukienkę, którą we śnie mamie
      pokazała babcia.
      Mama próbowała babci zdjąć obrączkę ponieważ babcia uparła się, by była to moja
      obrączka ślubna (przekazywana z kobiety na kobietę przez ileś tam pokoleń w
      rodzinie). Obrączka nijak nie chciała zejść. Po sporej dawce mocowania mamie
      udało się zdjąć obrączkę i dała mi ją ze słowami "wiesz, babcia chyba też
      zmieniła zdanie co do tej obrączki ale nie powedziała mi tego we śnie, więc Ci
      ją daję". Obrączkę skradziono w niecały rok po pogrzebie babci.

      Lepiej mi.
    • Gość: up Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. IP: *.dip.t-dialin.net 12.09.04, 17:11
      podbijam ciekawy watek.
    • Gość: xxx Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 21:33
      Może się dopiszecie? Nie pozwólmy zginąć temu wątkowi.Pozdrawiam
      • amanda22 a co sadzicie o tym: 23.09.04, 19:21
        www.laswitkowice.prv.pl/
        ??????
        • amanda22 Re: a co sadzicie o tym: 23.09.04, 19:27
          i jeszcze ta galeria, brr... przerazilo mnie to zdjecie z diabelskim dzieckiem,
          ktorego nie bylo wtedy w miejscu zdjecia. Kto zna niemiecki moze przetlumaczyc.
          Chodzi o bodajze przedostatnie zdjecie.
          • amanda22 rety, zapomnialam linka, wiec jeszcze raz... 23.09.04, 19:27
            www.deecee.de/Xfiles1.htm
        • pieskuba Re: a co sadzicie o tym: 24.09.04, 09:53
          nie ma co sądzić. to lekko zmodyfikowany scenariusz "Blair witch project".
          Okropny horror, przyznaję. Nigdy tak się nie bałam na filmie, no, może "The
          Ring" jest równie paskudny...

          pieskuba
        • Gość: ziuta Re: a co sadzicie o tym: IP: 212.69.68.* 24.09.04, 10:17
          mam nadzieję, że to ponury żart. Ktos chce sobie nabić kaskę, bo stronka jest
          płatna.
          Ale z drugiej strony dziwne rzeczy się dzieją. Znajomej córeczka wyszła ze
          śmieciami - w kapciach, zwyczajnie ubrana, bez ozdób - czyli nie lazła na ubaw.
          Dziecko 10 lat. Nie wróciła. Dopiero następnego dnia się pojawiła i nic nie
          mówiła. Kompletny zanik pamięci odnośnie wydarzeń związanych z jej zniknięciem.
          • kati_p duch Babci.... 24.09.04, 11:23
            Mieszkamy w Krakowie. W 1997 r. zmarła moja babcia, mama ojca. Następnego dnia,
            ojciec zadzwonił do swojej kuzynki do Sosnowca, alby j poniformować o terminie
            pogrzebu. Kuzynka powiedziała, że tak myślała, że coś się stało, bo w wiszącym
            na ścianie jej mieszkania obrazie, namalowanym przez córkę zmarłej, pękła
            szyba. Stało się to w dniu śmierci babci.

            Kolejna rzecz związana z tą samą babcią wydarzyła się, gdy miałam jakieś 14 lat
            (1999), czyli w 2-3 lata po śmierci babci. Od razu wyjaśnię, że mieszkanie w
            którym rzecz się dzieje, należało do mojej babci, i mieszkała tam ona do
            jakiegoś 1990 roku, potem przeprowadziła się do córki, gdzie zmarła w 1997.

            Jest wieczór, jestem sama w domu, idę do łazienki się kąpać, niosę w ręce jakąś
            piżamę, czy cuś. Wychodzę z pokoju, przechodzę przez salon i nagle zatrzymuję
            się i odwracam głowę. W głębi salonu 'widzę' jakąś postać... czuję, że ktoś tam
            stoi, i przygląda mi się w milczeniu. Myślę sobie- coś mi się przywidziało. Idę
            do łazienki, kładę ciuchy, zaczynam czesać włosy przed lustrem. Nagle coś
            mnie 'tknęło'. Odwracam się, i widzę tą postać przed sobą. Przyszła za mną do
            łazienki. Czuję się dziwnie zaniepokojona, choć dobrze wiem, że to moja Babcia.
            Niby pusta przestrzeń przede mną, a jednak doskonale czuję jej obecność. Jest
            młodą kobietą, stoi i patrzy. Boję się. Mówię na głos: "Nie dotykaj mnie, nie
            dotykaj mnie." Ona się nie porusza. Mówię: "Proszę Cię, odejdź i nie wracaj, bo
            się Ciebie boję... pomodlę się za Ciebie" ...
            Przeżegnałam się, a ona wyszła (to nie był taki typowy ludzi krok, ona
            jakby "sunęła" po posadzce) Wychodzę z łazienki, patrzę.... Nie ma jej, nie ma
            nikogo. Znowu jestem sama w domu. Jeszcze jakiś czas czułam się dziwnie, ale to
            chyba zrozumiałe.
            Historia nie powtórzyła się. Na szczęście!!!
            • kropeska Re: duch Babci.... 24.09.04, 12:34
              brr.. az mi ciarki przeszly...

              Moja ciocia byla kiedys na wycieczce w gorach. Grupa studentow. Nocowali u
              jakichs gorali w chacie. Ciocia obudzila sie w nocy i zobaczyla postac mlodej
              dziewczyny ubranej w koszule nocna. Dziewczyna weszla do pokoju po cos i
              wykonywala ruchy jakby przekladala cos na jakims stole, ktorego nie bylo w
              pokoju. Ciocia pomyslala, ze to corka gospodarzy po cos przyszla, moze
              lunatykuje. A ze byli po alkoholu, nie przejela sie tym za bardzo. Na drugi
              dzien przy sniadaniu spytala o owa corke. Okazalo sie, ze corka owszem byla ale
              wiele lat temu zostala zamordowana przez kogos kogo nie zlapano do dzis.
              Podobno duch dziewczyny ukazuje sie bardzo czesto roznym gosciom nocujacym w
              gospodzie. Krzata sie po chacie, sprzata, niby gotuje. Ciocia stwierdzila, ze
              duch dziewczyny chcial jej cos powiedziec. Byc moze osoba ktora zabila kiedys
              dziewczyne, znajdowala sie wciaz w tamtym domu.
          • Gość: ola Re: a co sadzicie o tym: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 13:37
            Kiedyś ja jeszcze żyła moja prababcia opowiadała też niesamowitę historię.
            Ponieważ byłam mała zapamiętałam tylko nie które a i one juz wyblakły. Oto
            jedna z nich : moja prababcia miała dwóch braci bliżniaków którzy zgineli na 2
            wojnie światowej. Póżniej przychodziły noce kiedy chłopaki wracali i słychać
            było ich chodzenie po całym domu a potem szuranie garnkami po kuchni. Podobno
            to było niesamowite bbbbrrr. To wszystko ustapiło po kilku mszach odprawionych
            za ich duszę.
    • tripper Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. 28.09.04, 14:19
      przerazliwe to raczej nie bedzie, ale prawdziwe. matka matki mojego ojca, moja
      prababcia, byla bardzo fajna kobieta. kiedys zle sie poczula, lezala w lozku
      jeden dzien, drugi, poprosila o ksiedza, ksiadz przyszedl, poszedl, prababcia w
      nocy zmarla

      tej nocy jakastam jej siostrzenica miala sen, w ktorym prababcia przyszla do
      niej i powiedziala "przyszlam dac ci znac". tamta siostrzenica skumala i pyta
      sie "czy widzisz moja matke". prababcia na to, ze nie, jeszcze nie (jakos tak,
      nie pamietam)

      po pogrzebie, jedna z corek mojej prababci miala sen, w ktorym stala przed
      domem prababci, a za ogrodzeniem stoi niebieski samochod, ze srodka wychodzi
      jakis facet i mowi "trzeba zabrac to okragle ze sznurem". o co chodzilo? owa
      kobieta przyniosla swojej matce taka kuchenke elektryczna, jednostanowiskowa,
      wiecie jaka, taka okragla, ze sznurem...

      i to byloby na tyle. mi sie czasem snilo moich dwoch zmarlych dziadkow, miedzy
      ktorymi siedziala jakas kobieta, ktorej nie znalem. z opisu pasowala mi do
      matko mojej matki, ktorej w ogole nie znalem, bo zmarla jak mialem dwa lata czy
      cos kolo tego. pamietam, ze raz przysnili mi sie, kiedy zjebalem cos w szkole.
      byli wsciekli ;)
    • kkkarolina Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. 28.09.04, 16:15
      Oj, oj, wątek ucieka!!! Piszcie coś ludzie kochani
    • kkkarolina Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. 28.09.04, 21:10
      Napiszcie jeszcze coś, bo wątek się chowa, a jest naprawdę fajny
      :)
    • Gość: wskrzesiciel Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 11:19
      Ożyj Wątku!!!
    • Gość: pipina Re: PRZERAŹLIWE HISTORIE.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.04, 14:41
      aż mnie ciary przechodza jak czytam coniektóre.. może dołoże cos od siebie:

      mój mąż opiekował się wujem chorym na białaczkę. pod koniec kwietnia tego roku
      wuj wylądował po raz kolejny w szpitalu, bo było bardzo źle z nim. którejś
      nocy, juz prawie kładliśmy sie spać (ok 1:30) kiedy usłyszeliśmy dziwny hałas
      wokół domu. mysleliśmy, że to kot jak zwykle skaka z drzewa na dach samochodu.
      ale hałas powtórzy się jeszcze raz i jeszcze raz. mąż pokojarzył, ze trochę
      przypomina to stukanie w dyktę drzwi, więc wziął mały poganiacz na złodziei i
      wołając psa poszedł zobaczyć co się dzieje na werandzie. pies udawał totalnie,
      że go nie słyszy. otworzył drzwi na podwórze i nic kompletnie nie zobaczył.
      staliśmy oboje w drzwiach z bardzo dziwnym uczuciem. na dworze była cisza jak
      makiem zasiał, i straszliwa ciemnica - nawet drzew stających przed domem prawie
      widac nie było.
      nastepnego dnia zadzwoniono ze szpitala, że wuj zmarł miedzy 1 a 2 w nocy.
      a najbardziej z tej nocy pamiętam uczucie jakie nas ogarnęło. oboje mieliśmy
      wrażenie, że nic złego się nie dzieje, ogarnął nas jakiś dziwny spokój.
      wytłumaczylismy sobie, że wuj przyszedł się z nami pożegnać. że hałas był jak
      stukanie w drzwi kulą, którą wuj się posługiwał. a nasz spokój może wynikał z
      tego, że on już był bardzo zmęczony chorobą i pewnie lepiej mu na tamtym
      świecie.
      nie było przeraźliwe ale prawdziwe. uzbieraloby się więcej ale to nastepnym
      razem :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka