Dodaj do ulubionych

powtorne malzenstwo

IP: 209.176.30.* 15.09.04, 21:14
Witam wszystkich i z gory przepraszam za dlugi watek))

Zastanawiam sie, czy kobieta powinna pierwsza poruszyc temat malzenstwa?
Jestesmy razem od prawie 2 lat, mieszkamy razem od roku i wiem, ze naprawde
sie kochamy. Mamy oboje powyzej 30-tki, oboje jestesmy po rozwodach, ale on
przezyl swoj bardziej, bo on mial (i stracil) prawdziwa rodzine, a moje
malzenstwo to od poczatku byla jedna wielka pomylka, ktora chcialam na sile
naprawiac i nie udalo sie. Za to on ozenil sie mlodo (20 lat), ma 2 dzieci i
po 13 latach zona wystapila o rozwod. Nie bylo zadnych zdrad itp, po prostu
oboje pozmieniali sie przez lata i odsuneli od siebie. Z wypowiedzi jego
rodziny (i jego samych ale b. oglednych) widze, ze jego byla zona nie
odnosila sie do niego ze zbyt wielkim szacunkiem. Przy rodzinie nazywala go
od nieudacznikiem, oferma itp i twierdzila, ze gdy ona go zostawi to juz
nikogo on sobie nie znajdzie, bo "kto by takie zero chcial"....
Czuje, ze te przejscia zostawily na nim trwaly slad, bo wiem, ze jest
wrazliwy i latwo go zranic....

I tu wreszcie docieram do mojego dylematu. Ja jestem dosyc tradycyjna osoba,
i takie "kociolapowanie" na dluzsza mete mi nie lezy. Ja rozumuje tak, ze
skoro sie kochamy i chcemy byc razem "na zawsze", to powinnismy sie pobrac.
Ale.... no wlasnie.....wyczuwam, ze on boi sie kolejnego malzenstwa. Moze boi
sie, ze ja tez z biegiem czasu zmienie sie w "jedze"? Nie wiem....

Nie wiem, czy powinnam sama poruszyc ten temat? Jezeli tak, to jak sie za to
zabrac, zeby go nie wystraszyc? A moze czekac az sam dojrzeje do tematu?
Obserwuj wątek
    • borsuczyca Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 07:49
      Gość portalu: Landrynka napisał(a):

      Ja jestem dosyc tradycyjna osoba,
      > i takie "kociolapowanie" na dluzsza mete mi nie lezy. Ja rozumuje tak, ze
      > skoro sie kochamy i chcemy byc razem "na zawsze", to powinnismy sie pobrac.
      > Ale.... no wlasnie.....wyczuwam, ze on boi sie kolejnego malzenstwa. Moze boi
      > sie, ze ja tez z biegiem czasu zmienie sie w "jedze"? Nie wiem....

      powiedz mu to co napisałaś wyżej:)))), tak po prostu

      > Nie wiem, czy powinnam sama poruszyc ten temat? Jezeli tak, to jak sie za to
      > zabrac, zeby go nie wystraszyc? A moze czekac az sam dojrzeje do tematu?

      oczywiście, jesli Cię to dręczy, nie ma nic gorszego w związku niż
      niedomówienia:))))
      • Gość: faq Re: powtorne malzenstwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 08:38
        > Nie wiem, czy powinnam sama poruszyc ten temat? Jezeli tak, to jak sie z
        > a to
        > > zabrac, zeby go nie wystraszyc? A moze czekac az sam dojrzeje do tematu?

        pewnie ze poruszyc, bo skoro Cie to gryzie to tylko bardziej bedzie gryzlo i
        staniesz sie jedza szybciej niz sie Wam zdaje. Pochodzenie jedz jest wiadome :)
        ale zrob to po prostu i bez naciskow, poczekac i tak bedziesz musiala, az
        dojrzeje, ale taka rozmowa moze byc tego zaczatkiem. najwazniejsze by wiedzial
        co powoduje Twoj dyskomfort, ale tez ze nie naciskasz, nie obrazasz sie tylko
        po prostu komunikujesz. inna sprawa, ze Ty bedziesz tez musiala dojrzec do
        sytuacji w ktorej on odmowi, bedzie potrzebowal czasu, albo sie przerazi.
        pozdrawiam i trzymam kciuki :)
        • alizeis Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 17:35
          Wlasnie sie zastanawiam czy ja dojrzalam do jego ewentualej odmowy)))
          W sumie raczej sie tego nie spodziewam - jedynie obawiam i chce byc
          przygotowana na najgorsza wersje wypadkow.
          Chyba chodzi mi rowniez o to, ze wolalabym, zeby to od niego wyszla inicjatywa.
    • Gość: margie Re: powtorne malzenstwo IP: *.kcp.pl / 213.241.45.* 16.09.04, 12:43
      Powiedz mu po prostu, tak, jak napisalas:)) Licz sie z mozliwoscia odmowy.
      Jesli zreczywiscie tak pzrezyl rozwod, to 2 lata moze byc za krotkim okresem,
      mogl sie tez nabawic wstretu do tej instutycji, tak jak ja ( nic i nikt mnie
      nie zmusi do ponownego zamazpojscia), licz sie rowniez z dlugim oczekiwaniem na
      odpowiedz. Ale powiedz, ja bym powiedziala. Jesli cie naprawde kocha, to za
      jakis czas mysle powie, pobierzmy sie wiec:))Trzymam kciuki:))
    • Gość: Aga Re: powtorne malzenstwo IP: 194.7.185.* 16.09.04, 16:00
      Czesc,
      jesli rzeczywiscie jestes tradycjonalistka, to wiesz, ze nie ma czegos takiego
      jak rozwod koscielny i ze w oczach Boga i Kosciola jestes nadal zona swojego
      pierwszego meza, a Twoj nowy partner jest mezem swojej zony i tego w zaden
      sposob nie da sie zmienic. Moze sie wiec zastanow, czy warto w to brnac z
      powyzsza swiadomoscia...
      • alizeis Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 17:26
        Gość portalu: Aga napisał(a):

        > Czesc,
        > jesli rzeczywiscie jestes tradycjonalistka, to wiesz, ze nie ma czegos
        takiego
        > jak rozwod koscielny i ze w oczach Boga i Kosciola jestes nadal zona swojego
        > pierwszego meza, a Twoj nowy partner jest mezem swojej zony i tego w zaden
        > sposob nie da sie zmienic. Moze sie wiec zastanow, czy warto w to brnac z
        > powyzsza swiadomoscia...

        Witaj.
        Owszem, zdaje sobie z tego sprawe (choc ja nie mialam slubu koscielnego - ale
        oni tak) - ale po pierwsze: moze jestem tradycjonalistka ale z tego
        niekoniecznie wynika, ze jestem dobra katoliczka, a po drugie: to co w takim
        razie mam zrobic? Zyc sama do konca zycia, lub zaczynac wszystkie znajomosci od
        pytania czy kandydat to kawaler, wdowiec lub przynajmniej bez slubu
        koscielnego?

        Oczywiscie, wolalabm abysmy oboje byli bez "bagazu" ale w zyciu nie mozna miec
        wszystkiego. A szkoda)))
        To co mi przeszkadza w "kociolapowaniu" jest nie tyle motywowane wzgledami
        religijnymi, co raczej moim spojrzeniem na malzenstwo. Dla mnie zawarcie
        malzenstwa to publiczna deklaracja, ze z ta wlasnie osoba chce spedzic zycie,
        miec wobec niej/niego zobowiazania itp. Wg mnie dopoki ktos nie decyduje sie
        na ten krok, nie jest pewny czy tak na prawde chce byc z ta druga osoba i
        zostawia sobie furtke na wszelki wypadek.
        • agniewa Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 17:40
          no wiesz, jedno albo drugie. Jesli chcesz sie wiazac z rozwodnikiem, ktory juz
          kiedys komus taka wlasnie przysiege skladal, a pozniej - z wlasnej czy nie
          wlasnej winy - sie z niej wycofal, to dopuszczasz mozliwosc takiej furtki tak
          czy inaczej. Przeciez rozwod to nic innego jak takie wyjscie awaryjne. Jesli
          furtki nie dopuszczasz, to wiazesz sie tylko z kims, kto nie jest po rozwodzie.
          Wiem, ze to trudne, ale innej mozliwosci nie ma.
          • alizeis Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 17:48
            Zgadzam sie, z tym, ze to z nim sie rozwiedziono.

            Poza tym, wiekszosc osob wstepujac w malzenstwo nie zakalada z gory "najwyzej
            sie rozwiode". Wiec nie jest to to samo co nie wiazanie sie oficjalnie z kims,
            zeby miec wolna droge ucieczki na wszelki wypadek. Jedno jest podejmowaniem
            zobowiazania w dobrej wierze a drugie asekuranctwem.
    • alizeis Re: powtorne malzenstwo 16.09.04, 17:41
      ps. Landrynka to ja. Wczoraj nie moglam sie zalogowac a wlasnie jadlam
      landrynke)))))

      ps2. dziekuje bardzo za wszystkie odpowiedzi
      pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka