Dodaj do ulubionych

Moje, twoje, nasze

07.05.22, 13:05
Na kanwie watku o finansach w zwiazku uwazacie, ze majatek typu nieruchomosci powinien byc wspolny, czy kazdy ma na papierku miec prawo wlasnosci. Jak sie malzenstwo dorabia od pierwszej lyzki razem to sprawa jest prosta. Przyznam jednak, ze czulabym sie niekomfortowo gdyby dom, mieszkanie byly tylko ma meza. Jakos brakowaloby mi motywacji do gotowania czy sprzatania w czyims mieszkaniu. O inwestowaniu nie wspominajac.
Inny przyklad: gdybyscie to wy odziedziczyly dom, mieszkanie to podzielilybyscie sie z mezem czy uznaly, ze mu sie nie nalezy. Zakladajac, ze macie wspolnote.
Wogole temat finansow w zwiazku wydaje mi sie skomplikowany, jesli ludzie nie sa z soba od liceum, kiedy jedyne co mieli to siebie i startowali od zera.
Obserwuj wątek
    • lot_w_kosmos Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 13:10
      Wchodząc w małżeństwo posiadałam majątek własny od ojca w postaci kilku działek budowlanych.
      Mam je do dzisiaj, stoją tylko na mnie.
      Poza tym wszystko mamy od początku wspólne to czego się dorobiliśmy, mąż nie miał żadnego majątku wchodząc w małżeństwo.
      Ale korzysta z tych działek. Są również jego, choć nieformalnie. Jakbyśmy sprzedawali, pieniądze pójdą na wspólne konto. Jak nie : dzieci odziedziczą.
      Jakieś sztuczne i zbędne było biegnięcie po ślubie do notariusza, aby dopisywać męża formalnie jako właściciela. Po co?
    • mikawi Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:00
      Jasne, że wszystko zależy od sytuacji i warunków wyjściowych. Inna jest sytuacja, gdy ludzie dorabiają się razem od zera, a inna gdy wchodzą w związek ze swoim majątkiem, dziećmi z poprzednich związków itd.
    • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:16
      Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Inaczej wygląda kiedy jeden z małżonków ma inwestować w wyłączną własności drugiego, trochę inaczej kiedy wchodzi "na gotowe" I oczekuje "dej." Nie ma jednej recepty i jednej rady. Natomiast ważne jest dla mnie jedno: pełna świadomość konsekwencji pewnych kroków. Czyli jeżeli rozszerza się wspólność albo dokonuje darowizny, albo podejmuje inne działania, to z pełną świadomością, co to znaczy i jak będzie wyglądała sytuacja w razie gdyby druga strona odeszła do Jasia (lub Małgosi).
      Natomiadnie nie rozumiem kawałka o braku motywacji do gotowania i sprzątania. Wiele lat mieszkałam w mieszkaniu, które formalnie było własnością moich rodziców. Gotowałam tam i sprzątałam z taką motywacją, że lubię jeść i mieszkać w czystym wnętrzu.
      • marinella Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 07:42
        Ja to trochę rozumiem w ten sposób, ze jednak o swoje=samodzielnie urządzone, wyremontowane według swoich gustów, zagospodarowane według własnych potrzeb (=kuchnia, łazienka) dba się jednak inaczej niż u rodziców / na wynajmie/ u męża / u babci / w akademiku etc

        Kolejnym takim levelem u mnie było dbanie o idealnie urządzone pokoje niemowlaków, gdzie każda zasłonka była w odpowiednim tonie i wiatr miał zawiewać w tym kierunku co trzeba.
        • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 09:34
          Ale kwestia wpisu do KW nie przesądza kwestii urządzania mieszkania. Jeśli młode małżeństwo mieszkające dotychczas w wynajmowanym "dziedziczy" mieszkanie w te sposób, że formalnie dajmy na to dziedziczy je mąż po babci i jeżeli To mieszkanie jest do generalnego remontu, to fakt, że formalnie w KW figuruje mąż nie przeszkadza dobieraniu firanek w pokoju niemowlaka i ustawianiu mebli wg róży wiatrów przez żonę. Oczywiście mąż może tu zgłaszać veto i mówić "nie twoje, nie rusz!" Ale wtedy problemy tej pary są jakby poważniejsze niż kolor zasłonek.
          • marinella Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 10:39
            Ja odniosłam się do 2 punktów w Twoim poście:

            1) zwróć uwagę, ze użyłaś sformułowania „formalnie moich rodziców”. W Twoim ( i moim) przypadku mieszkania naszych rodziców są „formalnie” ich, w rzeczywistości bliższej lub dalszej - jako rozpuszczonych jedynaczek wink - nasze. Nie ma symetrii przy mieszkaniu tylko męża, które może, ale nie musi być nasze w przyszłości, wiec osobiście bym w taką chatę dużo nie inwestowała ani finansowo, ani emocjonalnie. I chodzi o dużo więcej niż firanki i zasłonki.

            2) mieszkanie do remontu to inna inszosc niż mężowskie mieszkanie „ już urządzone i zastane”, choć i tutaj punkt pierwszy miałby zastosowanie jak dla mnie - osoby dla której ogromnym kopem motywacyjnym w pracy było nabywanie co miesiąc kawałka własnej podłogi.



            • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 11:02
              Ja akurat w wynajmowanym studenckim mieszkaniu z dużym upodobaniem dobierałam firanki, kapę na łóżko, obrus, wazoniki itd, przestawiałam meble, może nie wg wiatrów czy feng shui ale wg tego co mnie się wydawało wygodniejsze. Bo mimo że mieszkanie nie moje, to była to moja przestrzeń do życia na najbliższe X miesięcy. I podejrzewam, że tak samo zachowywalabym się w mieszkaniu partnera- starając się oswoić i dopasować do siebie przestrzeń, która ma być "moją" I nie oczekując przy tym przeniesienia własności udziału. A tu autorka pisze, że nie ma motywacji sprzątać czy gotować.
              Natomiast jeśli chodzi o Twoja wypowiedż- no to jeśli mieszkanie męża jest urządzone "na gotowo" to nie ma potrzeby inwestycji finansowych, a emocjonalne w takiej sytuacji trudno mi ocenić. Ja tam się jakoś zwykle przywiązuję do miejsc, w których mieszkam. Starałabym się, żeby było najfajniejsze na świecie, żeby mi się dobrze mieszkało. O, już wiem! Prawdopodobnie emocjonalnie zainwestowałabym cholernie dużo w balkon 😃
                • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 12:25
                  Jak mąż traktuje żonę jak służącą to są gorsze problemy w tym związku niż treść wpisu w KW. Nie czułabym się służącą niezależnie od sytuacji prawnej lokalu I nie pozwoliła tak się traktować.
                    • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 12:42
                      Ja mojego czucia się służącą nie uzależniam od prawa własności lokalu. Podobnie jak nie czuję się służącą sprzątając u rodziców w mieszkaniu (a przecież nie ma różnicy, sprzątam w cudzym, od lat tam nie mieszkam) ani kucharką gotując dla bliskich, niezależnie w czyim akurat mieszkaniu się znajdujemy. Sprzątam, jeśli jest brudo, gotuję, bo jedzenie jest niezbędne do życia i nie czuję się z tego powodu jednoosobową służbą
                        • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 13:26
                          Ja nawet męża nie mam 😃 partner może mi wskazać drzwi, ja mogę partnerowi, nie ma to dla mnie znaczenia. Sprzątam mieszkanie nie w celu odziedziczenia tylko w celu posprzątania, a gotuję w celu zjedzenia.
                        • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 13:30
                          sonnija70 napisał(a):

                          > Mieszkanie rodzicow mozesz odziedziczyc. Poza tym pomoc rodzicom to inna liga.
                          > Maz jak znajdzie inna, to moze urzejmie wskazac Ci drzwi i poprosic o opuszczen
                          > ie lokalu.

                          Oczywiscie. A dopoki lub jesli nie znajdzie, to ja nie sprzatam, choc mieszkam ? No, mozna.
                          Osobiscie z facetem, przy ktorym czulabym sie jak sluzaca, nie bylabym ani w jego mieszkaniu, ani w moim, ani we wspolnie wynajetym. Ani nawet w hotelowym pokoju na godziny.
                    • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 13:28
                      No u mnie wlaśnie aktualnie jest tak, że mieszkamy w moim mieszkaniu, bo jest większe, a mieszkamy z moimi rodzicami. Partner sprząta i gotuję, na żartobliwe pytanie, czy czuje się służącą zażądał wychodnego w każdą sobotę i oświadczył, że koronkowy fartuszek odpada.
            • kocynder Re: Moje, twoje, nasze 10.05.22, 22:37
              A co jeśłi "Daniela" (lub ty) macie rodzeństwo? Wiem, nie chodzi stricte o Danielę, ale... Mieszkanie "formalnie moich rodziców" wcale nie jest w przyszłości koniecznie nasze. Bo mamy siostrę/brata, i, zaraza, oni też mają prawo do mieszkania "moich" rodziców. A jednak... Mieszkając w mieszkaniu moich rodziców - gotowałam i sprzątałam, inwestowałam w meble itd. Nie dlatego, że to kiedyś "będzie moje", a dlatego, że lubię pichcić (niestety, dobrze jeść również), dlatego, że nie lubię syfu (o ile uważam, że dom jest do mieszkania a nie do sprzątania, więc nie musi być sterylnie i na wysoki połysk, to jednak czysto i w miarę ogarnięte MI sprawia przyjemność).
      • mandre_polo Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 08:06
        Motywacje spada kiedy druga strona daje sygnał o braku wkładu. Rodzice tego nie robili więc dbałas o to miejsce od serca. Są związki gdzie takich sygnałów jest sporo np teściowa mówi o domu że jest jej a nie nasz przy okazji zapraszania gościa w obecności Jasia czy Małgosi którzy uczestniczą w rozmowie czy inne szpileczki wetknięte po cichu żeby nie było śladu
    • zerlinda Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:28
      Oczywiście że wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Gdybym miała bezrobotnego męża, który żądałby żebym jeszcze utrzymywała jego mamusię czy tatusia, to w życiu nie przepisała bym na niego połowy mojego mieszkania. Argumenty że w cudzym nie chce mu się gotować i sprzątać? To niech kupi sobie własne.
      A zupełnie poważnie to w życiu bywa różnie. Co innego dorabiać się razem, a co innego gdy jedna ze stron tylko stawia żądania. I nagle trzeba jeszcze spłacać kogoś, komu się ufało, z połowy tegoż mieszkania czy innej działki.
    • mae224 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:34
      Oczywiście, że nieruchomości odziedziczone po rodzicach nie są wspólne. Nie mój interes, co mąż robi z częścią mieszkania po matce, ani nie jego, co ja robię z mieszkaniem po rodzicach. I tak po śmierci dziedziczy je wspólne dziecko, więc układ jasny.
      Wspólne są przecież rzeczy zakupione w trakcie trwania małżeństwa, jeśli nie ma rozdzielności.
    • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:40
      sonnija70 napisał(a):

      > Wogole temat finansow w zwiazku wydaje mi sie skomplikowany, jesli ludzie nie s
      > a z soba od liceum, kiedy jedyne co mieli to siebie i startowali od zera.

      Nigdy nie startuje się od zupełnego zera, bo nawet za dwudziestolatka można różnić się stopniem wsparcia rodziców i perspektywami na dziedziczenie.
      • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:59
        Ale jeśli nie ma tych perspektyw ns dziedziczenie i wsparcia rodziców to jednak startuje od zera. Moja przyjaciółka zakochała się w facecie, który mieszkał całe życie w wynajmowanym mieszkaniu z dziadkami i mamą. Ojciec poszedł w siną dal. Perspektywy na dziedziczenie żadne. Wsparcie? Czy ja wiem? Z opowieści mojej przyjaciółki, mama tego faceta nie była specjalnie wspierająca. Powiedziałabym, że on by się jednak dorabiał od zupełnego zera. Gdyby związał się z kimś o podobnej historii to oboje dorabialiby się chyba od zera (Nie wiem, z kim się ostatecznie związał na stałe, nie z moją przyjaciółką na szczęście. I to "na szczęście" nie ma nic wspólnego z jego stanem majątkowym, rodzinnym, cywilnym, a jedynie ogólnym porąbaniem.)
        • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:04
          Imo od zera startuja, gdy oboje sa sierotami, wychowankami DD z identyczna wyprawka. Bo jednak zwykle cos sie ma majac rodzine, i nie musza to byc walory dodatnie, moga byc niestety tez obciazenia.
          Majac zobowiazania wobec rodziny pochodzenia, teraz lub perspektywicznie, nie zdecydowalabym sie na wyzbycie sie mojej przed- czy poza-zwiazkowej wlasnosci.wlasnosci.
        • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:06
          No mniej więcej o to mi chodziło, że rzadko chyba się zdarza, żeby spotkały się akurat 2 osoby, które z domu mają null, zero, gornisht, nawet stówy na urodziny czy deski do prasowania i zestawu garnków.
            • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:14
              No tu zgoda, że prawdopodobieństwo spotkania się akurat 2 osób o takiej sytuacji jest niewielkie. Niemniej (ale to już nie jest nawiązanie do Twojej wypowiedzi, a raczej do samego tematu wątku) jeśli jedna wnosi tylko tę stówkę na urodziny i garnki, a druga pralkę Franię i meblościankę Borys, to nie ma problemu przepisywania, dopisywania czy rozszerzania wspólności. Raczej nikt normalny w takiej sytuacji nie oczekuje taki h ruchów.
              • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:20
                Jasne. Ale jesli, przykladowo, ktos dostal nieruchomosc (mieszkanie, dzialke, obojetne) od dziadka wraz z zobowiazaniem - nawet tylko moralnym, nie notarialnym - do opieki nad tymze dziadkiem, gdyby zaszla taka potrzeba, to dopisanie jako wspolwlasciciela wspolmalzonka jest ryzykowne. Bo para moze sie rozstac, a koniecznosc splacenia polowy pary moze uniemozliwic lub bardzo utrudnic wywiazanie sie z obowiazkow wobec dziadka.
                Takich i podobnych sytuacji moze byc mnostwo
                • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:27
                  A to tak. Dlatego nie ma jeden uniwersalnej recepty i jednego rozwiązania. Z mojej praktyki- dwa podziały majątku
                  1) pani dostała przed ślubem od ojca działkę z tzw.segmentem, urządzonym."na gotowo." Wejść i mieszkać. Potem ślub. Potem rozwód. Pan żąda zwrotu nakładów, jakie poczynił na dom. Z postępowania dowodowego wychodzi, że jedyny nakład był taki, że raz pomalowali dom.
                  2) pani dostała od rodziców działkę przed ślubem. Po ślubie wybudowali z mężem dom od podstaw.
                  Prawnie sytuacja jest taka sama
                  Domy są pań, panowie mogą dostać zwrot nakładów (polowy).
                  Faktycznie- to są dwie całkiem inne historie i w każdej inne mogłoby być rozwiązanie na początku małżeństwa
                  • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:33
                    Z ciekawości, w punkcie 1. - czy prawo dotyka kwestii, że przykładowy pan z tytułu zamieszkiwania we własnościowym domu żony nie musiał ponosić istotnych kosztów (wynajmu, raty kredytu), w związku z czym odniósł korzyść?
                    • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:38
                      Czy raczej nie miałoby to sensu, skoro owa korzyść została już uwspólniona w ramach małżeńskiej wspólnoty majątkowej?

                      Zastanawiam się, bo jednak osoba w takiej sytuacji jest z każdym rokiem związku do przodu - przyjmijmy że rata/wynajem wyniósłby minimalnie 1000 za m-c - o 12 tysięcy. Czyli 5 lat związku przyniosło panu nieponiesienie 60 tysięcy zł kosztów.
                    • daniela34 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:39
                      Pośrednio dotyka. To znaczy pan nie musi pani zwracać tego, co zyskał mieszkając w cudzym domu, nie odlicza mu się odniesionych w te sposób korzyści. Natomiast oceniając te nakłady, które podlegają rozliczeniu ocenia się, czy te nakłady to były nakłady zwiększające wartość domu, czy normalne prace związane z bieżącym utrzymaniem czegoś, z czego się korzysta. I to malowanie na przykład nie podlegało rozliczeniu, bo jak się mieszka to się brudzi ściany i trzeba malować, podobnie zużywa się żarówki itp.
              • vivi86 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 09:23
                Też znam takie przypadki. Garnki by się znalazły, ale już mieszkania po dziadka h przejęła rodzina np za dożywocie, a co do mieszkań rodzinnych po jednym malutkim i na każde 5 głów do spadku z perspektywą za ok 40 lat. Zatem szału nie ma.
                • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 18:48
                  Tylko w tej odnodze była mowa o zerowym wsparciu, również potencjalnym, a to już najwyraźniej inny przypadek, skoro w innym miejscu wspominasz o spadkach i darowiznach.

                  Autentycznie nie znam osoby, która nie otrzymała - i nie otrzyma - żadnej wymiernej finansowo pomocy od rodziny w dorosłym życiu (koperty na urodziny, sprzęty i wyposażenie, prezenty ślubne, darowizny, możliwość zamieszkania u rodziców na studiach, widoki na spadek, pomoc przy dzieciach, jakikolwiek spadek, choćby i 5 tysięcy zł), chyba, że mówimy o wspomnianych wyżej wychowankach domu dziecka. Tzn. wiem, że takie osoby istnieją, bo różne są sytuacje, chodzi mi tylko o to, że jest imo małe prawdopodobieństwo, żeby właśnie takie dwie osoby się spotkały.
                  Tzn. zgadzam się z Danielą, że tylko istotne składniki majątku mają znaczenie dla kwestii ew. dopisywania do własności, co jest głównym tematem wątku, czepiam się natomiast zasadności sformułowania "dorabianie się od zera".
                • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:01
                  Dopisze, skoro są wątpliwości. Spadki i darowizny przyszły z kompletnie ńiespodziewanej strony, nie od rodziny pochodzenia i nie były to nieruchomości.
                  Nie dostałam w życiu żadnej koperty na urodziny, mąż tez nie, nie było takiego zwyczaju.
                  Na ślubie nie mieliśmy żadnych gości, wiec nie było prezentów.
                  Nikt nas nie utrzymywał na studiach ani nie mieszkaliśmy u rodziców.
                  Zaczęłam pracować mając 18 lat, byłam w szkole średniej, wieczorowej, pracowałam na pełen etat.
                  • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 05:00
                    panna.nasturcja napisał(a):

                    > Dopisze, skoro są wątpliwości. Spadki i darowizny przyszły z kompletnie ńiespod
                    > ziewanej strony, nie od rodziny pochodzenia i nie były to nieruchomości.

                    Czyli decyzje o tym, że wszystko będzie wspólne, które przedstawiasz jako najbardziej słuszny model wchodzenia w związek, zapadały w czasie, kiedy i tak nie istniały przesłanki, że będzie cokolwiek do uwspólnienia? (poza tym, co i tak z definicji byłoby wspólne na mocy prawa o wspólnocie małżeńskiej).
    • umi Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:42
      Zalezy od ukladow. Moim zdaniem jak obie strony maja majatek, to najuczciwiej jest wynajac go, a mieszkac razem w czyms jeszcze.
      Ja gotowac moge wszedzie, na campingu tez. Zwykle tez po sobie sprzatam. Inwestowanie w nie swoje musi miec wzajemnosc. Jak nie ma, nie inwestuje. W kazdej sytuacj mozna jakos ulozyc sie tak, zeby kopciuszek nie siedzial na garnuszku ksiecia i w razie problemow nie musial wychodzic z jedna reklamowka ubran. A jesli nie mozna, to zwiazek od poczatku jest toksyczny, wiec nie warto go kontynuowac.
      • mae224 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:01
        jak ułożyć się w sytuacji, w której na przykład jedna strona ma finansowanie i pomoc oraz odziedziczony majątek, a druga tylko koszty (na przykład biednych schorowanych rodziców), jak w wątku obok.
        • umi Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:05
          Druga w watku obok pracowala na to, zeby ta jedna miala dobra sytuacje zawodowa. Na starcie zly rozklad sil. W takiej sytuacji to maz powinien wspomoc zone, zeby tez cos osiagnela. Tylko bardzo naiwna albo bardzo zakochana osoba wchodzac w zwiazek i nie majac NIC przystanie na siedzenie w domu z dziecmi i dalej nie posiadanie NIC. tam nalezalo najpierw wyrobic sobei dobra pozycje na rynku pracy (tesciowie o bejbisiach mogli tylko pomazyc albo dac dolara suspicious) potem zafundowac bejbisia sztuk jeden, z ktorym siedzialby maz (nie tesciowa, bo nie jej dziecko), a potem moze po latach jakiegos drugiego.
          Jak sie ma miekkie serce, trzeba albo znalezc druga taka sama osobe, albo miec twarda d.pe.
          • mae224 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:29
            Przecież kobiety na starcie są przegrane w takich sytuacjach. Widzęt te tłumy facetów rezygnujących z pracy, żeby żona mogła się rozwijać, albo siedzących w domu z bejbisiem zamiast pracy zarobkowej.
            • umi Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:12
              Jak mu nie zalezy na niczym wiecej niz reprezentacyjny (lub nie) inkubator w funkcja sprzatania i gotowania, pewnie nie zrezygnuje. Tylko po co sie z takim wiazac?

              BTW, jak jakiemus nie pasuje, bo chce zeby bejbis byl zaopiekowany i nie po 10 latach od slubu, zawsze moze zrobic wszystko wspolne i problem solved. Kobiety sa przegrane zawsze wybierajac przegrywow. Lepiej takich nie wybierac, a jak sie kamuflowali i sie jednak wtopilo, to lepiej uciekac kiedy kamuflarz zaczyna odpadac. Moim zdaniem oczywiscie. Na podstawie znajomosci z rozbymi chlopami. Jak ktos byl do niczego, to po prostu byl, z mula nie zrobi sie konia czystej krwi arabskiej. Jak ktos takiego chce, to musi szukac dalej. Jak wezmie mula, nie spodziewac sie, ze bedzie czyms wiecej niz mulem i dostosowac sie do mula. Dobre serduszko i szczere checi niestety malo wplywaja na doroslych ludzi z okreslonym charakterem i podejsciem do zycia.
    • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 15:48
      No to zależy. Ktoś keidyś wspominał jakąś ankietę tutaj i wychodziło, że przeciętna ematka mało zarabia, natomiast ma dom, samochód. W wątku o najemcach ma także mieszkanie/a i lokatorów/a.
      Cudów nie ma, czyli zarabia na emążematki.
      • aamarzena Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:12
        Moze tez mieć mieszkanie po dziadkach i działki po ciotce, po sprzedaży których było na dom i samochod. Stan posiadania nie zawsze odzwierciedla faktyczne zarób, tudzież zarobki akurat w tym momencie.
      • volta2 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 18:19
        słuszna uwaga,
        na dodatek jematka wonska w mózgu, zarabia bardzo dużo i jakimś zrządzeniem losu jest specjalistką od taniego latania i podróżowania na wakacje z 5 kg bagażu podręcznego. oczywiście to wszystko z zamiłowania do komfortu, szeroko na fourm ekspnowanego.
        • thank_you Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 07:10
          Zarabiam bardzo dobrze,, nie mamy żadnych problemów finansowych, latałam biznesem, mamy karty PP (ja kiedyś za nie płaciłam, ale od dawna mamy je juz za free), a wciąż frajdę sprawia mi kupienie tanich biletów lub ulokowanie czegoś na promocji.
          • aqua48 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 10:33
            Moja koleżanka nie pracowała nigdy. Ma dom w centrum dużego miasta, mieszkanie i sporo odziedziczonych funduszy. Po rozwodzie miała się gdzie przeprowadzić i z czego żyć.
    • pepsi.only Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:27
      Rozdzielność majątkowa, to bardzo fajna sprawa, zwłaszcza jak wszystko jest na mnie.
      To była konieczność:
      Mąż w spadku otrzymał długi (wiedział o nich, więc spadek odrzucił), ale jeszcze został drugi rodzic, który w każdej chwili może wyciągnąć rękę po nasze. Jeśli będziemy chcieli, to pomożemy, ale o żadnych spłatach długów, czy opłacanie alimentów, czy opłaty na DPS, bo rodzicowi całe życie pracować się nie chciało i nadal nie chce- po moim trupie.
      Jak się sprawa z teściami rozwiąże to rozdzielność zawsze można cofnąć.
    • larix_decidua77 Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 16:32
      Można mieć odrębne majątki ale nie może być tak, że jedna ze stron, z racji tego że wzięła ślub z osobą, która odziedziczyła dom, przez całe życie niczego się nie dorobi. Znam takie pary. Żona mieszka u męża lub odwrotnie i nie ma nic. W razie rozwodu po 50 idzie pod most, bo kredytu już nie dostanie. Całe życie żyli w tym domu, remontowali go ale taka osoba nie ma nic. Uważam, że albo powinno się przepisać połowę na małżonka a jeśli się nie chce, to wynająć odziedziczoną nieruchomość i dorobić się czegoś wspólnego, żeby było co dzielić w razie rozwodu.
    • jolie Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 17:28
      To raczej oczywiste - w małżeństwie zawartym młodo z osobą na podobnym poziomie finansowym - wspólnota. W związku z gołodupcem, gdy mam już swoje dzieci - tylko całkowita rozdzielność. Wszelkie opcje pośrednie - to zależy, ale o swój interes trzeba dbać.
        • jolie Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 19:38
          Piszę z perspektywy dojrzałej kobiety. Związek - chociażby do seksu i rozgrywki. O ponownym ślubie w moim wieku i sytuacji życiowej - mowy nie ma. Poza tym - ja już nie chcę więcej dzieci, zatem po co mi ślub i podział mojego majątku z kimś, kto nic nie ma? Żeby dzieci miały mniej? Z tęczy i jednorożców już wyrosłam.
          • vivi86 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 09:01
            Innymi słowy traktujesz drugą połówkę jak czasoumilacza i nie jest to dla Ciebie członek rodziny, rodzina to tylko bombelki. Nie życzę nikomu znalezienia się w takim związku.
            • jolie Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 09:44
              Innymi słowy - inwestuję w swoje geny i wolę, żeby MÓJ majątek przejęły w całości moje dzieci, a nie pełnosprawny (zakładam) facet i jacyś jego krewni (bo i tak się zdarza). Za dużo kosztowało mnie jego zdobycie, żeby być romantyczną. Na szerokie gesty też mnie nie stać, komu zbywa, niech ten gest ma. Facet może zarobić/zakredytować się na swoją nieruchomość, do której ja, co oczywiste, nie będę miała żadnych praw.
              • vivi86 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 10:37
                Mąż też Twój jeśli go masz. Nie wiem czemu tak wiele kobiet uważa, że ważne dzieci, mąż gdzieś z boku na drugim/trzecim planie (i szok jak się związek rozleci). Nawet inaczej-mąż, potem dzieci. Dobrzy rodzice muszą być najpierw dobrą parą, a jak dzieci dorastają to mają swoje życie, a my współmałżonka.
                • jolie Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 10:45
                  Owszem, mam męża od 16 lat i póki co się nie rozwodzę. Byłam gołodupcem, gdy się z nim wiązałam, co w sumie nie jest bardzo dziwne w wieku 26 lat (pochodzę z niezamożnej rodziny). On miał trochę więcej, ale nie znacząco. Dorabiamy się wspólnie i we wszystkim mamy współwłasność. Ty nie zauważyłaś chyba, że ja piszę o mojej aktualnej sytuacji życiowej -jako kobieta 40+ z dziećmi nie chciałabym już ślubu po ewentualnym rozwodzie/śmierci obecnego męża. Nie mam również złudzeń - właściciele kilku rezydencji nie startują do kobiet takich jak ja, prawdopodobieństwo trafienia na faceta, który nic nie ma byłoby bardzo duże.
              • ludzikmichelin4245 Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 10:09
                jolie napisała:

                > No po prostu strasne...
                > Określenie jest dosadne, ale dobrze oddaje istotę sprawy.

                A mnie akurat określenie nie obraża (chociaż zakładam, że inni mogą mieć inaczej).
                Jestem gołodupcem, znam tym samym swoje miejsce np. na rynku matrymonialnym czy społecznym, jakoś z tym żyję.
                  • tt-tka Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 10:39
                    Ty sie dolujesz z mezem myslacym inaczej, to akurat wiemy tongue_out
                    Ludzik sie nie doluje (choc imo zaniza, ale jej oceny to nie moja sprawa), a jolie ja osobiscie przyznaje racje. Dorosly czlowiek, nie szczaw ledwo startujacy w zycie, ktory nie ma nic lub prawie nic ma slabe mozliwosci i/lub checi zarobkowe i/lub lekka reke do wydawania. I dla mnie to absolutnie bez znaczenia, bo moze miec fure zalet przewyzszajacych stan posiadania - ale dotychczasowego dorobku mu nie oddam, zwlaszcza majac dzieci. Jesli jest lub stanie sie bliskim mi czlowiekiem, jego zabezpieczeniem bedzie renta rodzinna, polisa ubezpieczeniowa i to, czego dorobimy sie bedac juz razem.
                    • jolie Re: Moje, twoje, nasze 09.05.22, 10:51
                      tt-tka napisała:

                      > Ty sie dolujesz z mezem myslacym inaczej, to akurat wiemy tongue_out
                      > Ludzik sie nie doluje (choc imo zaniza, ale jej oceny to nie moja sprawa), a jo
                      > lie ja osobiscie przyznaje racje. Dorosly czlowiek, nie szczaw ledwo startujacy
                      > w zycie, ktory nie ma nic lub prawie nic ma slabe mozliwosci i/lub checi zarob
                      > kowe i/lub lekka reke do wydawania. I dla mnie to absolutnie bez znaczenia, bo
                      > moze miec fure zalet przewyzszajacych stan posiadania - ale dotychczasowego dor
                      > obku mu nie oddam, zwlaszcza majac dzieci. Jesli jest lub stanie sie bliskim mi
                      > czlowiekiem, jego zabezpieczeniem bedzie renta rodzinna, polisa ubezpieczeniow
                      > a i to, czego dorobimy sie bedac juz razem.
                      >

                      Mogę się pod tym podpisać. I tak, moja krwawica ma pójść w moje geny, zwłaszcza w takich czasach jak obecnie - kosmiczne ceny nieruchomości, a dach nad głową to podstawa bytu. W bardzo bliskiej rodzinie mam przykład, jak 'romantyczność' pozbawiła mojego ojca spadku po rodzicach, wszystko pójdzie w ręce obcej rodziny, która już zaciera ręce. Ja błędu dziadków nie powtórzę i nie przyłożę ręki do krzywdy moich dzieci. Mają mieć lepiej przy starcie w dorosłość, niż ja.
    • default Re: Moje, twoje, nasze 07.05.22, 17:42
      Kupiłam mieszkanie gdy byłam już moim mężem, ale bez ślubu. Kupiłam je na siebie oczywiście, ale mąż je remontował ze swoich pieniędzy. Co mu się poniekąd zwróciło, gdy ja dołożyłam się do kupna działki pod budowę domu -dzialke kupił na siebie. Postawiliśmy dom wspólnie, cały czas nie byliśmy małżeństwem, dom był na niego. Potem wzięliśmy ślub i dom z działką został zapisany notarialnie jako współwłasność. Natomiast moje mieszkanie przepisałam na córkę z pierwszego małżeństwa. Kiedy zmarł mój ojciec, mama zrzekła się swojej części i mieszkanie przepisałam na mnie. Oczywiście mieszkała w nim nadal. Mam więc wspólny dom z mężem i swoje własne mieszkanie. Mąż się nie burzy, nie ma dzieci, a jesteśmy już na tyle starzy, że raczej nie przyjdzie nam do głowy się rozstawać i wykłócać o podział majątku 🙂
                  • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:09
                    Olbrzymie.
                    Np ta wypowiedź:
                    Wszystko mamy wspolne, spadki i darowizny tez. I to jest jedyna możliwa dla nad opcja.

                    Autorka używa pluralis maiestatis - samo w sobie dziwne wyrażać za inną osobę jej uczucia.
                    No i kwestia - mamy wspólne. Ja zarabiam, kupuję, a ty korzystasz i mamy wspólne.

                    • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:12
                      Nie, nie używam pluraslis majestatic nie piszę bowiem słowa MY jako "my osobą swoją" tylko MY w znaczeniu mój mąż i ja, bo o to było pytanie.
                      O uczuciach nie było ani słowa. Ani moich, ani męża.
                      Ale widzę, ze wiesz lepiej i przyszłaś się czepiać, więc koniec z mojej strony.
                      • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:17
                        no piszesz w końcu ty, co ma dla Was znaczenie.
                        Można też napsiać - dla mnie i dla mojego męża nie ma znaczenia, że on zasuwa i zarabia i że oficjalnie razem jesteśmy posiadaczami (tu wymienić).

                        To my to znam, mój mąż swego czasu też zaczął stosować my - my myślimy, my płacimy i inne
                        • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:22
                          znana.jako.ggigus napisała:


                          > Można też napsiać - dla mnie i dla mojego męża nie ma znaczenia, że on zasuwa i
                          > zarabia i że oficjalnie razem jesteśmy posiadaczami (tu wymienić).
                          >

                          No pewnie, że można tak napisać.🤷🏻‍♀️ Co jest w tym niewłaściwego ponownie pytam?
                        • panna.nasturcja Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 02:46
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > Można też napsiać - dla mnie i dla mojego męża nie ma znaczenia, że on zasuwa i
                          > zarabia

                          Jakoś starannie umknęło twojej uwadze, że napisałam coś dokładnie odwrotnego o tym kto więcej zarabia.
                          Ale pisałaś od początku z tezą, więc to było oczywiste, że nie odniesiesz się do tego.
                    • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:17
                      Ale ona nie wyraża uczuć, a stan posiadania. Stwierdza fakt, a nie opisuje uczucia współmałżonka dotyczące wspólnego posiadania dóbr. Pisze "my", "nas", zatem można wnioskować, że mąż jest także zadowolony z takiego rozwiązania.

                      I kwestia mamy wspólne- mnie dziwi, że ludzie się dziwią. Każda para, małżeństwo wypracowuje sobie jakiś satysfakcjonujący model życia (jeśli nie to cierpią, bądź się rozstają), co jest takiego dziwnego w tym modelu, który przedstawia p. Nasturcja?
                      • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:22
                        panna.nasturcja pisze - my uważamy np.
                        Pisze też w czyimś imieniu.

                        Nic nie ma dziwnego w tym modelu, jaki opisuje Nasturcja. Jest on bardzo powszechny. To ja z ciekawości syptałam, kto na to zarabia i potrzeba było parę postów, aby dostać wyczerpującą odpowiedź. Jak na normalny, powszechny model związku - trochę dziwne.
                        • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:25
                          Giggus nie ma czegoś takiego jak uniwersalny model związku- zobacz ile osób napisało tutaj, że to zależy od sytuacji. Dlaczego Twój model związku, miałby być właściwszy od mojego, Nasturcji, czy innej Anny Kowalskiej?
                        • engine8 Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 05:44
                          Zarabiaja na to oczywiscie oboje - kazde inny sposob.
                          Poniewaz nie ma znaczenie gdzie jak i ile kto zarabia a wazne jest z eobie osoby na rowno przyczyniaja sie do tego zarobku.
                          Maz codziennie wychodzi z domu i "pracuje sobie gdzies tam" 8 godzin poza domem a zona siedzi w domu i zajmuje sie 24/7 wszystkim w domu. Zajmuje im to tyle samo czasu.
                          A mezowi za cos tam co robi poza domem ktos tam placi a maz jej oddaje wszytko co zarobil albo wplaca na wspolne konto.
                          Mozna powiedziec rownie dobrze ze on jej oddaje 100% swoich zarobkow a ona wklada to do wspolnego sloika z ktorego oboje czerpia ile potrzebuja.. Kazde z nich ma prawo do 100% tego co na koncie..
                          Z reszta rzeczy w domu podobnie.. Mamy w domu 2 samochdy o obydwa sa kupione za kase ze wspolnego sloika i zarejstrownae na obie osoby X OR Y. Czyli kazdy z nas jest wlascicilema i moze dysponowac autem bez koniecznosci prozumiewania sie czy informowania drugije strony.
                          Powiedz mi w takim razie ile tu kto zarabia, kto czyje wydaje? My mamy pieniadze NASZE i wydajemy NASZE. Ale oczywiscie - poniewaz kazdy na 100% naszych, mozna powiedziec ze jak mamy $1M to nie kazdy z nas ma $0.5M ale kazdy z nas ma w kazdym konkretnym i nieskonczenie krotkim momencie (zeby to sie matematycznie zgadzalo) ma $1M.
                      • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:23
                        PS: wnioskować można wiele. Mąż może sam się wypowiedzieć, czy jest zadowolony z tego obrotu rzeczy. Niestety jest to niemożliwe, bo panna.nasturcja przejęła narrację za męża i nadaje za dwie osoby.
                              • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:37
                                Napisałam wyraźnie, co myślę. Ty z kolei piszesz o rzeczach, jakie rzekomo napisałam, np mój model związku.
                                Nie pisałam o moim modelu.
                                Enigmatycznie czyli nie na temat, skacząc i podając jakieś dziwaczne treści (np ocena modelu życia panny.nasturcji) - to wszystko robisz ty.
                                • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:45
                                  Że co?? Wymiękam...Przecież to Ty skonfrontowałaś całkiem neutralny wpis p. Nasturcji o tym jak wygląda jej sytuacja majątkowa pytaniem- a kto na to wszystko zarabia. Następnie drążyłaś, czy aby na pewno po równo partycypują w budżecie, później zaczęłaś coś o liczbie mnogiej sugerując, że gdyby partner nasturcji miał się szanse wypowiedzieć, to pewnie z jego punktu widzenia wyglądałoby to inaczej, dalej ostrzegawczo dodałaś, że Twój parner też kiedyś zaczął używać liczby mnogiej i (w domyśle) nic dobrego z tego nie wynikło i jeszcze napisałaś o związku Nasturcji - cytuję: Jak na normalny, powszechny model związku - trochę dziwne.
                            • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:34
                              PS - cena za taki nierówny układ to właśnie owo (najczęściej podszyte strachem) my- My mamy, my uważamy, my myślimy. My uważamy.
                              Jedna myśl, dwie głowy.
                              Cud natury.
                              Trochę to też zaklinanie rzeczywistości, no bo jak tak sobie myślimy, że wszystko jest nasze, to wszystko jest okay dla mnie, prawda?
                              Zwracam uwagę na cenę takiego modelu. I na jego językowe też objawy
                              • magdallenac Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:36
                                znana.jako.ggigus napisała:


                                > Zwracam uwagę na cenę takiego modelu. I na jego językowe też objawy

                                Nie rozumiem, wyjaśnij, bo nie mam pojęcia jak się odnieść. Kiedy pisze, lub mówię o czymś co robimy razem też mówię- my robimy, my idziemy, my kupujemy.
                                • znana.jako.ggigus Re: Moje, twoje, nasze 08.05.22, 01:42
                                  Przez wiele postów pisałam o tym "my".
                                  Jest różnica między robieniem czegoś razem i mówieniem o tym - my robimy.
                                  I jest różnica w zarabianiu na życie, majątek, posiadaniu czegoś i mówieniu, że my mamy, nam tak pasuje i że my tak uważamy, że to jest fajnie.
                                  I jest to różnica ogromna.
                                  I biorąc pod uwagę parę postów potrzebnych do wyjaśnienia prostego faktu - kto zarabia na to wszystko - jest to interesująca różnica.

                                  Może po prostu piszemy na różnych poziomach i mnie jest łatwiej zrozumieć ciebie. Ty natomiast - takie mam wrażenie - nie rozumiesz tego, co ja piszę. Nie zadajesz pytań, nie piszesz, czego nie rozumiesz, tylko wyrażasz opinię o czyichś wypowiedziach.
                                  Bo tak jest łatwiej. Jak i łatwiej jest pisać - my myślimy i my uważamy.