monika_lewinsky
01.08.16, 12:27
Piszę na forum ponieważ muszę się komuś wyżalić. Moja kuzynka na pewnej uroczystości rodzinnej była dla mnie totalnie niegrzeczna i chamska. Powiedziała mi, że jestem karierowiczką i dlatego nie mam dziecka, a niedługo będzie za późno, bo z wiekiem wzrasta procent zachorowań na raka jajnika. Ona jest w tym samym wieku co ja. Poznała swojego męża na 2 roku studiów i pobrali się od razu po studiach i nie długo potem urodziła dziecko. Ja swojego narzeczonego poznałam na ostatnim roku studiów, więc trochę później. Po studiach zaczęłam prace. Chciałam od razu się usamodzielnić i nie korzystać z pomocy rodziców. Ponieważ przez całe studia mi pomagali. Wynajmowałam pokój w mieszkaniu z piątką znajomych. Nie wiem jak w takich warunkach miałabym zakładać rodzinę, poza tym z chłopakiem znaliśmy się krótko. Ona mieszkała u teściów w domu. Dopiero po 3 latach pracy kupiliśmy z narzeczonym małe, ale nowe 2 pokojowe mieszkanie. A ona skomentowała, że i tak przepłacam za to mieszkanie, bo mogłam kupić stare. I że jak będę urządzać swoje wesele w przyszłości to też na pewno przepłacę, bo ja za wszystko przepłacam. Nie wiem na jakiej podstawie tak mnie oceniła. I że nie wiem co w życiu ważne, bo dla niej najważniejsze jest dziecko. Mineło już 2 lata od tej rozmowy a ja dalej czuje żal i niechęć nie tylko do niej ale również do jej rodziców, bo jeśli ona mnie tak ocenia to podejrzewam że oni również. Odsunęłam się od nich od tamtego momentu i nie potrafię przezwyciężyć tej niechęci. Jej matka też mi kiedyś powiedziała, że w innej lokalizacji takie mieszkania jak moje są tańsze (chociaż mieszka na drugim końcu Polski), bo jej koleżanka kupiła i mniej zapłaciła. A jej ojciec zawsze mnie krytykuje niby w formie żartu ale jednak. Np. komentował że podczas studiów mieszkałam na stancji, a przecież lepiej w akademiku, bo taniej i bliżej. Co w moim przypadku było nieprawdą. Robił niegrzeczne uwagi na temat kierunku, który studiowałam. Nawet na temat miasta. Bo uważał, ze jedynym słusznym miastem dla studentów jest Kraków (ja się tam nie dostałam o czym zawsze wspominałam jak dochodziło do tych rozmów). A teraz zawsze w mojej obecności zaczyna rozmowę, że kredyty są źle i on nigdy w życiu żadnego nie miał. Nie musiał mieć bo mieszkanie dostał od Państwa. A teraz do niego dzwonią z banku i chcą mu przyznać kredyt, albo kartę kredytową i tak nie weźmie. Bo teraz to byłe biedakom wciskaną kredyty. A ja siedzę i się we mnie gotuje, bo musiałam niestety mieszkanie w dużej mierze sfinansować kredytem. A on zaczął te swoje wywody właśnie jak zdecydowałam się na mieszkanie. Ale ja nie mam gdzie mieszkać. Jego wszystkie dzieci mieszkają u teściów, ale my nie mamy takiej możliwości, bo tam gdzie nasi rodzice mieszkają nie mamy pracy. Co byście zrobiły na moim miejscu? Jak pomyślę o jakiejkolwiek imprezie rodzinnej to mi źle, a nie chce żeby tak było. Nie chce się kłócić, czasem im coś tłumaczę, ale zaraz znajdzie się inny temat do skomentowania. Chciałabym żeby mnie to nie dotykało, bo unikam przez to reszty rodziny. I myślę pozostali myślą, że ich nie lubię, albo zrobiłam się niedostępna, a mnie poprostu bolą te uwagii. Co robić? Moi rodzice są blisko z całą rodziną. Mówią mi żebym się nie przejmowała, albo, że to żarty. Albo że wujek tak ma, że lubi sobie tak pogadać. Ale mnie to baaaradzo denerwuje i nie mam tyle dystansu co oni.