nadja
18.12.04, 11:31
Calej historii naszej znajomosci opisywala nie bede. Tylko to, co stalo
sie dwa dni temu i pytanie:bo nie wiem jak powinnam sie zachowac.
Siedzialysmy u niej w mieszkaniu, rozmawialysmy. Bylo milo.
W pewnym momencie rozmowa zeszla nt finansow i tego, ze jej syn
dysponuje pewna suma (bardzo duza suma) moich pieniedzy i tego,
ze biorac pod uwage rozne jego finansowe problemy, troche martwie
sie, czy one na pewno wciaz sa itd. Nagle ona rozpoczela istny atak
na mnie. Zaczela od sugerowania mi, jakobym byla (delikatnie mowiac)
pania lekkich obyczajow. To sprawilo, ze bylam w tak ogromnym szoku,
ze reszte pamietam juz jak przez mgle. Jej syn jest moim pierwszym
tak naprawde chlopakiem, jestesmy razem 3 lata. Jestem osoba zawsze,
zawsze uczciwa, wiec zabolalo mnie to tak bardzo, ze nawet nie bylam
w stanie odpowiedziec. Potem nastapila tyrada - ze czego ja od niej
oczekuje, ze to jej syn, ze ja ja wtracam w nasze sprawy. Jezu.
Nigdy nie chcialam o niczym jej opowiadac, o zadnych naszych sprawach.
Ona codziennie bombarduje mnie smsami - co sie stalo, dlaczego jej syn
ma taka a nie inna mine, czy juz wyszedl do pracy, czy na pewno bedzie
w pracy, czy sie nie spozni, czy zjadl obiad, czy zaplacil rate,
czy zaplacil mandat ztm, co sie dzialo w pracy, czy byly jakies afery,
czy byl u ksiegowej, jak tam jego szefowa w pracy, czy byl u szefowej itd
itp... Kiedy staralam sie unikac tematow zbyt osobistych ciagle miala
pretensje, ze widzi, ze cos sie dzieje, ze ja mowie, ze nic. Wiec w koncu cos
powiedzialam. No i dostalam po dupie. Na jej ciagle pytania i telefony moj
chlopak nie odpowiada, bo ma ich dosc. Wiec wszystko spada na mnie. Ja, jako
osoba kulturalna za jaka sie mam, odpisywalam na nie, choc czasem bylam
wsciekla, bo nie wyobrazam sobie, aby moja mama pytala jego, czy ja oddalam
prace na studiach albo czy poszlam na zajecia!!! Ale odpowiadalam grzecznie,
jak tylko umialam, informujac czy rate zaplacil, czy zrobie mu kanapki na
podroz, czy cos jadl w ciagu dnia itd. Teraz nagle okazuje sie, ze to ja ja
wtracam w nasze sprawy. Ale to juz pomijam. Najgorsze byly dla mnie te
sugestie, choc byc moze nie powinnam w ogole sie nimi przejmowac, skoro wiem,
ze to nieprawda. Niestety, wiem, ze teraz bedzie mnie ciagle obgadywala i na
sama mysl jest mi slabo, od dwoch dni cala sie trzese, rano obudzilam sie
wczoraj w takim bolem brzucha, ze nie bylam w stanie sie podniesc. I nie
moglam zniesc tego wszystkiego, tych mysli. Zamowilam taksowke, ubralam
plaszcz i ze spuchnietymi oczami, w pizamie pod spodem pojechalam do babci,
musialam odpoczac. Potem okazalo sie, iz ona pisala do swojego syna, ze to ja
naskoczylam na nia. Boze, po prostu to jest cos tak strasznego, ze brak mi
slow. Ja na nia. Kiedy uslyszalam, ze w sumie to jestem dziwka milczalam juz
do momentu az wyszlam (chyba powinnam byla wyjsc natychmiast...). Nic nie
mowilam,mialam tylko lzy w oczach. Jak powinnam sie zachowac? Co zrobic? Nie
mam ochoty na zadne spotkania z nia, zadne rozmowy. Zbliza sie wigilia. Nie
wyobrazam sobie dzielenia sie oplatkiem z kims, kto powiedzial mi cos takiego
i - juz nie pierwszy raz - potraktowal mnie jak szmate do wycierania podlogi.
Poszlabym na wigilie do babci, ale nie chce stawiac chlopaka w trudnej
sytuacji, aby nie musial wybierac, ja czy ona. A ona zostalaby sama, bo mimo
ze ma sie za najmadrzejsza i najpiekniejsza osobe na swiecie, to nie ma w
sumie poza nami nikogo. Jak byscie sie zachowaly? I prosze tych, ktorzy chca
to idiotycznie skomentowac o milczenie. Naprawde za duzo nieprzyjemnosci mnie
juz spotkalo ostatnio.
Pozdraiwam Wszystkich.
n