patrykkk
14.06.02, 16:58
Witajcie wszyscy aktywni!
Czytam wypowiedzi ludzi na tym najczęściej odwiedzanym forum, intrygują mnie
wypowiedzi, ogrom problemów, pytań bez odpowiedzi. Jak dobrze, że mnie to nie
dotyczy, ja przecież mam narzeczoną, poukładane życie, regularnie spłacam
mieszkanie na Kabatach, mój opel ma dopiero dwa lata, pracuję.
Zaraz, zaraz!
Poznałem niedawno młodszą ode mnie kobietę...
W maju skończyłem 29 lat. Moja narzeczona 27. Moja druga kobieta 22. I nie jest
to opowieść o różnicach wieku, tylko o moim powikłanym związku, a raczej
związkach.
Wszystko przez pracę. Pracuję w agencji reklamowej na stanowisku copywritera,
praca nie sprawia mi trudności, codzienne stresy rekompensuję sobie weekendowym
relaksem. Teraz doszedł codzienny relaks - przez moją nową kobietę. Poznałem ją
w kwietniu na planie zdjęciowym reklamy dla jednego z operatorów komórkowych;
kręciliśmy w Łodzi, ja czuwałem nad zgodnością tekstu w nagrywanej reklamie,
Julia była stylistką i makijażystką. Od razu przypadliśmy sobie do gustu,
sobotnie zdjęcia przeciągnęły się do północy, wszyscy słaniali się już z nóg,
poszliśmy do busa po gorącą herbatę, przystanęliśmy przy schodach, nasze ciała
chyba podświadomie lgnęły do siebie, otarcie tu, otarcie tam, uśmiech, znów
otarcie, w końcu w naturalny sposób zaczęliśmy się całować. Z wrażenia
wylaliśmy zawartość kubków na podłogę, pocałunki rozgrzały nas jak wielki
ogień... Teraz, kiedy to wspominam, czuję, że mógłbym opisać każdą kropelkę
śliny, jaką wymieniliśmy między sobą, wzruszyć się każdym ukąszeniem mokrych
ust. Podnieta była niesamowita. Zwłaszcza że zobaczył mnie mój kolega z
agencji, który jest art directorem, i który trzy lata temu poznał mnie z moją
obecną narzeczoną Magdą. Jest on jej kolegą jeszcze z czasów liceum, kto wie,
może kiedyś się w niej podkochiwał, może też cierpiał, gdy po przedstawieniu
nas sobie był świadkiem naszego zakochania się w sobie, naszych zaręczyn.
Co mogłem mu powiedzieć? Minęły dwa miesiące, na razie nic nie powiedział mojej
narzeczonej. Ja - także...
Zastanawiam się, co dzieje się z nami, mężczyznami, co dzieje się ze mną, że
mimo ustabilizowanego życia, kobiety, którą kocham i przez którą jestem, albo
przynajmniej czuję się kochany, mimo tych wszystkich wzniosłości, gdzieś we
mnie siedzi ten parszywy demonek lubieżności, który wprasza mnie na swoje
salony, nazywając zdradę przygodą!
Bo ja, nie ma co ukrywać, zdradzam moją kobietę. Tylko że teraz już nie wiem
którą... Muszę się zdecydować, zwłaszcza że Julia, wiedziąc o Magdzie, nie
przyjmuje już usprawiedliwień typu: "Muszę uregulować z nią sprawy
mieszkaniowe". Sprawa jest cholernie niezręczna. Gdyby Magda była moją żoną,
podział majątku były oczywisty. A teraz co?! Do kogo należy nasza wieża Sony,
skoro złożyliśmy się na nią prawie po połowie? Do kogo należy łóżko, które
znaleźliśmy po niezwykle korzystnej okazji? Co z kilkunastoma kwiatami, które
sadziliśmy razem? I tak dalej, i temu podobne. DObrze, że nie mamy kota, psa,
czy dziecka - wtedy sprawa byłaby jasno postawiona i nie musiałbym prosić was o
rady, a z moim problemem poszedłbym do adwokata. A teraz, gdy utraciłem wiarę,
że nasz związek może przerodzić się w małżeństwo (jakże ulotne bywają
konkubinaty, o wiele bardziej ulotne niż małżeństwa, mimo wszystko!), gdy z
jednej strony zdradzając Magdę, z drugiej strony czuję, że zdradzam Julię.
Przewaga tej drugiej twki oczywiście w wiedzy o mojej sytuacji, Magda natomiast
wierzy mi, gdy praca zatrzymuje mnie w agencji nawet do 23, 24...
Ja i tak nie mam wyboru, powiem jej całą prawdę. Ale nie w tym rzecz.
Paradoksalnie największym problemem jest dla mnie "podział" majątku (nie mogę
być dżentelmenem i zostawić jej wszystko, bo wtedy nie miałbym nic) oraz
pytanie, DLACZEGO TO MUSIAŁO SPOTKAĆ AKURAT MNIE?
Myślałem, że w moim wieku, gdy dostrzegam na czole już nie pierwsze zmarszczki,
gdy wracam do domu, do kobiety, z którą pragnąłem ożenić się w marcu następnego
roku, że ze względu na to wszystko jestem uporządkowany. A tu okazuje się, że
dopiero teraz poznaję JESZCZE BARDZIEJ POKREWNĄ DUSZĘ, która naturalnie jest
dla mnie świeższa erotycznie, taka niezbadana, która w dodatku potrafi
cierpliwie czekać, aż "grzecznie" zakończę mój dotychczasowy związek. Na moje
żarty, że co będzie kiedyś w przyszłości, gdy i z nią dam sobie koniec,
odpowiada, że może być inaczej. Teraz jednak tym się nie martwię, żyję chwilą,
żyję moją namiętnością, a gdzieś w głowie ktoś mówi mi, że to trójkąt
bermudzki, z którego muszę jak najszybciej wylecić, bo zagubię w nim na dobre.
(a może na złe...)
Mnie się wydaje, że nawet jeśli wydostanę się z niego, jego konstrukcja już
zawisła nad moją psychiką. Szkoda, że mężczyźni dojrzewają tak późno. A
niektórzy w ogóle. Zresztą kobiety też.