Dodaj do ulubionych

Paskudna wiadomość....

16.04.05, 21:13
Eh, fatalnie się poczułam właśnie... A było tak: mój tata mieszka w Stanach, a
tata mojego chłopaka (5 lat razem) był przelotem w jego mieście. No i się
spotkali. Tata dzwonił po tym, jakiś taki skwaszony był... w końcu mi
powiedział o co chodzi. Ojciec mojego R. na spotkaniu zachowywał sie podobnie
bardzo agresywnie, źle sie o mnie wyrażał: co ona ma za prace! mój syn jest
wspaniałym ułożonym człowiekiem! A raz ona (niby ja) go wyrzuciła z domu na 3
dni i on musiał w MOIM mieszkaniu mieszkać!

No kanał jak dla mnie. Wiedziałam oczywiście że im nie pasuje, ale że aż tak.
Aha - jeszcze hitowe pytanie tego gościa do mojego ojca: Czy ona już była
mężatką?? Mój tata szok. Jaką mężatką do cholery, co ten gość wymyśla????

Ku... źwa, co ja mam teraz robić? Wygarnąć facetowi w pysk że wiem i że sobie
nie życze? Dzisiaj jeszcze byłam u nich na obiedzie, buzi buzi, tacy milutcy
niby, chociaż dobrze widze, że zawsze patrzą na mnie złym okiem (nie wiem w
sumie czemu, ale nie wnikam). Co za bezwstydny palant z tego gościa... Ale co
ja mam zrobić? Najchetniej zerwałałbym z rodzicami mojego chłopaka wszelkie
konktakty teraz.... Błagam, napiszcie coś, pocieszcie...
Obserwuj wątek
    • kropka-kreska [...] 16.04.05, 21:18
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • kropka-kreska NAPRAWDE NIKT NIE NAPISZE MI ANI SŁOWA??? 16.04.05, 21:32
        tak strasznie źle się czuje...
      • pimpek_sadelko Re: Paskudna wiadomość.... 16.04.05, 21:50
        a co na Twoj chlopak?
        moze on z nim pogada?
        • kropka-kreska Re: Paskudna wiadomość.... 16.04.05, 23:09
          właśnie przyszedł, i choć nie chciałam tego mówić, wyciągnął to ze mnie.
          zadzwonił do swojego ojca i powiedział mu cytuje "zapomnij że masz syna".

          Powinno mnie to może cieszyć, ale jakoś nie cieszy ...............
          • grecz Re: Paskudna wiadomość.... 16.04.05, 23:11
            twoj chlopak jest godny pozazdroszczenia...a ty sie zapewne nie cieszysz bo
            jednak nie chcesz aby twoj kochany mial zle stosunki z rodzicami zwlaszcza z
            twojego powodu...ech...zebys ty chociaz wiedziala czemu cie oni tak nie
            lubia...ech..niektorzy ludzie sa dziwni, lagodnie mowiac...a ty glowa do
            gory..na pewno bedzie lepiej :)
          • vadee Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 09:59
            widać, że chłopak Cię kocha, więc ciesz się z tego, a nie martw nienormalnym ojcem :)
            • marchewka281 Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 10:25
              Nie przejmuj sie -mam podobna sytuacje. Mieszkam zagranica i nie zawszejest mi
              lekko.Matka mojego chlopaka powiedziala ponoc do niego -'Ty to sie zawsze
              wiazesz ze slabymi kobietami'.
              Doslownie na drugi dzien dowiedzialam sie jaka to jestem silan,ze mialam odwage
              zostwic wszystko w Polsce i zamieszkac zagranica. Mialam ochote rozesmiac sie
              jej w twarz...
    • kochanica-francuza Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 11:08
      Co im się w tobie nie podoba???????
      • oszolomtarnofski Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 11:32
        idziecie do nich na obiad?
    • tango6 Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 12:24
      buuuuuu......rzeczywiscie niefajnie....bu!ale wiesz?tak naprawde jestes z
      nim,ze swym facetem,a nie z jego rodzicami.i super ze on cie rozumie,i choc
      jest w sytuacji"miedzy mlotem a kowadlem",trwa przy tobie.a oni?hmmm...czesto
      rodzice sa po prostu zazdrosni.moze boja sie ze im syn z gniazdka wyfrunal na
      zawsze i tlumacza sobie ze to "wszystko przez ta jego dziewczyne"?moze
      nadopiekunczy sa czy cus....cholera ich wie,i cholera niech ich wezmie jak sa
      tacy dwulicowi.nic sie nie martw!!!!!!!-)))))pozdrawiam!
      • kropka-kreska Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 18:31
        Jesteście kochani, naprawdę, dziękuje Wam za te wpisy. I zgadzam się, że mam
        naprawdę świetnego faceta u boku, nie chodzi oczywiście o to co powiedział,
        tylko że tak bezwzględnie stanał po mojej stronie. Nie prosiłam go o to, nawet
        odradzałam, ale był tak zdenerwowany - mam wrażenie, że przejął się tym bardziej
        ode mnie, jest mu przykro i nie może uwierzyć że jego własny tata, którego miał
        za przyjeciela, zrobił cos takiego. Mnie tez jest trudno w to uwierzyć.

        Dlaczego oni mnie nie akceptują? Wiele razy sie zastanawiałam nad tym. Może
        dlatego że nie jest pokorna, mam własne zdanie, a może po prostu dlatego że
        "odebrałam" im ukochanego jedynaka? Jest własnie tak jak napisał/a tango6 - ale
        przecież po pięciu latach ludzie przyzwyczajają się do nawet gorszych rzeczy!
        Może chodzi o to że jestem starsza od niego o rok? Ale na miłość boską, to
        pytanie czy byłam już mężatką... Osłabiło mnie to. Może to dlatego że nie
        bierzemy ślubu (planujemy na przyszły rok, ale na razie wiemy o tym tylko my)?
        Może chodzi tez o to, że pracę rzeczywiście mam mało prestiżową chwilowo -
        skupiam się na swojej wlasnej twórczości, pracuję po to żeby przezyć, a
        przyszłość wiążę właśnie ze sztuką, o czym oni nie mają pojęcia.

        Najdziwniejsze jest to, że oni prosto w oczy nic nigdy nie powiedzieli - ani
        mnie, ani swojemu synowi. Zawsze odnosiłam wrażenie że chetnie strzykają jadem w
        moją stronę, szczególnie jak R. nie widzi, ale drobne złośliwości ani mnie
        ziębią ani grzeją, zawsze wiedziałam że jestem z chłopakiem, a nie z jego
        rodzicami. Nie czuje się ofiarą sytuacji, tylko żal mi tego względnego ładu
        rodzinnego, który już nie wróci, albo wróci ale w innej postaci, żal mi mojego
        taty. Kto chciałby usłyszeć takie rzeczy o swom dziecku, z którym nie ma na co
        dzień kontaktu, od którego jest tak daleko?? "Teściu" na razie wsadził głowę w
        piasek, nie odzywa się; mój chłopak jest załamany jego postawą. Ja zaczęłam
        pisać nowy scenariusz... zgadnijcie o czym będzie... :/

        Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, oby Was ominęły rodzinne intrygi...
        • grecz Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 22:09
          a tobie zycze powodzenia :)
        • lena575 Re: Paskudna wiadomość.... 17.04.05, 22:54
          Jeśli mogłabym poradzić ci coś z mojego własnego doświadczenia to poradziłabym
          nie chować głowy w piasek i nie udawać,że lubisz kogoś kogo nie lubisz. Jest
          typ ludzi podłych, lubiących "zamieszać" i mieszający tym kto sobie (a raczej
          mu) pozwoli. To nie ma nic wspólnego z tym co ty robisz lub nie robisz -
          twój "teść" znalazł sobie kogoś na kim może sobie pohulać. Okaż mu,że go nie
          lubisz, okazuj mu to stale (przywitaj się z daleka, odzywaj nie patrząc na
          niego lub jakby go nie było albo nie przychodź do nich). Będziesz znosiła
          drobne, większe i całkiem spore złośliwości a udawała,że się nic nie dzieje -
          szczególnie gdy twój chłopak nie widzi nie będziesz mu chciała robić przykrości
          bo to przecież jego rodzice. Za 20 lat gdy będziesz już szczerze nienawidziłą
          teścia ale on będzie potrzebował twojej pomocy powie ci,że byłaś dla niego jak
          córka i on zawsze dobrze ci życzył. Ty niewyobrażając sobie jak on by się
          zachowywał gdyby ci źle życzył będziesz miała mu ochotę tym jadem oddać ale ...
          po tylu latach będzie tego za dużo by mówić i do tego staremu człowiekowi.
          A lata lecą. Lepsza moim zdaniem otwarta wojna. Zdrowsza dla własnej psychiki.
    • anahella Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 04:11
      Radze utrzymywac z tesciem minimalny kontakt i traktowac go z chlodna
      uprzejmoscia. Nie schodz do jego niskiego poziomu.
      Swoja droga to straszny tchorz, skoro ma cos do Ciebie i artykuluje to osobom
      trzecim.
      Rozumiem, ze ta rozmowa probowal ustawiac ojca przeciwko Tobie - a to juz jest
      karygodne.
    • mellissa Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 06:05
      synek, oczko w glowie rodzicow, ktorych horyzont swiata konczy sie na czubku
      wlasnego nosa.
      • kropka-kreska Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 11:22
        Niestety jest właśnie tak - mój chłopak urodził się jako późno dziecko a jego
        rodzice są teraz dobrze po 60-tce (my ok. 30-tki). Pierwsze dwa lata związku -
        koszmar, telefony codziennie od 6.30 rano typu "Kochany syneczku, dzwonię żeby
        ci przypomnieć że masz dzisiaj iść do pracy, a możesz wpadniesz na obiadek?" -
        choć mieszkalismy juz razem. Przetrwałam, wiedziałam że nie jest to dla nich
        łatwe. Ale pięć lat to wystarczająco dużo czasu żeby się przywyczaić.
        Szczególnie że nie daję im powodu żeby na mnie najeżdżali - jestem względnie
        miła, zawsze uprzejma, a że na większość spraw patrze inaczej niż oni? Czy to
        jest powód żeby kogoś niszczyć???

        Myślałam że dadza sobie spokój z brużdżeniem, szczególnie że odnosiłam wrażenie
        że to jednak jego mama jest bardziej przeciwko mnie niż tata. Przykre to bardzo,
        może nie dla mnie, bo mnie to - po pierwszym szoku i niedowierzaniu - trochę
        zwisa, ale dla mojego chłopaka no i dla mojego taty.

        Obserwując ojca mojego faceta widzę, że mimo lat ciagle jest rozpuszczonym
        jedynakiem i egoistą. Wszystko musi być tak, jak on sobie tego życzy, jego żona
        jest mu całkowicie podporządkowana (usiłowałam ją parę razy delikatnie buntować
        ;), ale ona tłumaczy mi zawsze że "była harcerką" - nie chce wnikać o co chodzi,
        pewnie o skłonność do poświęceń). Pare razy ojciec R. usiłował wytłumaczyć mi,
        że przemoc mężczyzn wobec kobiet jest normalna, że nie ma w tym nic dziwnego
        (sam stosuje przemoc werbalną - np. wrzeszczy jeśli coś jest nie po jego mysli).
        Kiedy jeszcze na poczatku naszego związku pomagałam przy robieniu obiadu w ich
        domu, potrafił wejść do kuchni i z uśmiechem mówić "słuzba, obiad na stół bo pan
        jest głodny". Opieprzyłam go i niby się uspokoił, jak widać nie do końca...

        Mam wrażenie że nie może się pogodzić z tym, że R. jest całkowicie normalny, że
        nie oddaje się tylko i wyłącznie pracy zawodowej tylko uczestniczy w pracach
        domowych w takim samym stopniu jak ja. Widzę też - i mój chłopak również to
        dostrzega - że oni całkowicie oddalili się od normalnego życia - z nikim się nie
        spotykają, nie znoszą swoich rodzin, a do mnie jak widac zapałali prawdziwą
        nienawiścią. O wszystkich wyrażaja się z pogardą i wyższością, bez względu na to
        czy to sąsiad czy kuzynka. Przykre to i chore, szczególnie że to ludzie po
        studiach, wydawałoby się - i sami tak o sobie bardzo lubia mówić - inteligenci.

        Przemysłałam to i postąpię tak, jak radziła Anahella. Kontakty ograniczone do
        minimum, żadnych pozorów przyjaźni, której przeciez nie ma. Szkoda że tak się
        stało, ale cóż? Muszę się z tym pogodzić...
    • margie Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 11:32
      Nie, no chlopak zachowal sie super. A ja na twoim mnimejscu przy najblizej
      okazji powiedzialabym glosno i przy wszytskich ze wiesz o szczegolach rozmowy
      tescia z twoim ojcem i ze jesli ma jakies pytania dotyczace twojej osoby, to
      sluzysz informacja. I na koniec zapytalabym sie, czemu cie nie lubia, jaki jest
      tego powod? Pewnie nie dostaniesz zadnej odpowiedzi, ale przynajmniej sytuacja
      bedzie jasna, ja lubie stawiac sprawe otwarcie a nie takie owijanie w bawelne.
      Chlopakowi powiedz, ze jesli chce, niech odwiedza rodzicow, ale bez ciebie, bo
      to nie ma sensu ( im ta informacje tez spzredaj). Ciekawa jestem, jak to sie
      skonczy. Swoja droga, rodzice zawsze maja jakies wyobrazenie o parze dla
      swojego dziecka, zwykle spzreczne i dziecka wyobrazeniem, ale z drugiej strony,
      sama piszesz, ze o wielu twoich i waszych planach nie wiedza, moze i sie nie
      przylozyli, zeby cie poznac, ale ty tez im tego nie ulatwilas....
      • kropka-kreska Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:08
        Widzisz margie, to nie tak że ja nie chciałam im mówić o sobie. Chciałam, ale
        oni nie słuchali. To jest dość zabawne, przynajmniej ja traktuję to z humorem:
        ona skończyła historię w latach 60. (najbardziej zakłamany wydział PRL), on
        filologię polskę bez obrony pracy mgr. Ja - kulturoznawca (bez zbytniej przesady
        powiem, że to jeden z najlepszych wydziałów UJ). I kto wg nich jest lepiej
        wykształcony, kto ma prawo do jedynie słusznych wypowiedzi na temat sztuki,
        filmu, teatru, kultury, polityki itd. itp.??? Oczywiście że oni! Ja nawet nie
        wdaję się w dyskusję ani żadne tłumaczenia, bo za każdym razem kiedy chcę coś
        powiedzieć słyszę dwa argumenty: oni są LEPIEJ wykształceni i mądrzejsi, a poza
        tym są STARSI i wiedzą chyba lepiej ode mnie, 30-letniej gó..ary!!! Wybacz,
        powiedzenie im w takich warunkach że przygotowuje się do szkoły łódzkiej
        oznaczałoby wysłuchanie setek argumentów w stylu: to chyba nie jest dobry
        pomysł, po co ci to, dojazdy będą za drogie, lepiej znaleźć stałą pracę i jakoś
        przetrwać (byle do śmierci hehe), kto to będzie finansować bo przecież nie ICH
        syn, no i przede wszystkim: kto bedzie się R. opiekował jak ja pójdę na studia???

        Widzisz, ja słuchając ich wywodów odnoszę wrażenie, że oni w większy niż inni
        sposób ludzie żałują swego życia, podjętych wyborów. Że mają poczucie klęski i
        chcieliby przed klęską uchronić swego syna. Ale jedyna strategia życiowa jaką
        oni dopuszczają to asekuracja - najlepiej nie podejmowac żadnych wyzwań,
        siedzieć grzecznie, być potulnym, nie dyskutować. Najczęstsze ich okreslenie
        dotyczace ich syna, to że "jest dobrze ułożony". Ułożenie tymczasem kojarzy mi
        się z tresurą psów albo koni - czy nie? Posłuszny, do nogi, aport, chodź
        grzecznie, nie podskakuj. Dlatego nie chcę powiedzieć im o swoich planach, bo
        nie chcę wysłuchiwać tego rodzaju mądrości. O planowanym ślubie natomiast
        chcieliśmy powiedzieć w uroczysty sposób, w przyjemnej atmosferze.

        Być może ich oczekiwania co do dziewczyny syna były inne. Być może mieli
        nadzieję że dziecku tak wybitnych rodziców trafi się córka hrabiego (nie
        przesadzam) albo przynajmniej prawnika i lekarki. Ale nie jest tak i ja nie będę
        się z tego powodu kajać ani przepraszać. Nigdy nie dałam im do zrozumienia, że
        uważam ich troskę o syna za cokolwiek momemntami pozorną, że przez tyle lat
        życia i wysokich zarobków nie zainteresowali się gdzie ich dziecko będzie
        mieszkać (mieszkamy w mieszkaniu które kupili moi rodzice), że przy okazji
        dużego remontu łazienki jaki zrobiliśmy nie dostaliśmy od nich nawet
        symbolicznego mydełka. Kiedy R. mówi: spadła nam suszarka i rozbiły się
        wszystkie talerze oni szybko zmieniają temat. Myślą że chcę ich na coś
        naciagnąc? W życiu! Ale może zamiast wyimaginowanej troski o domniemaną "lepszą
        partię" warto byłoby zainteresować sie, czy ich ukochany R. będzie miał z czego
        jeść zupę?
        • margie Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:17
          Masz racje. Nie dczytalam postow do konca i napislaam. Z twoich pozniejszych
          odpwoiedzi wynika dokladmie to, co mi odpisalas. szkoda czasu i atlasu, jak to
          mowil moj Ojciec. Mysle, ze ty i tak osiagniesz to, na czym ci w zyciu zalezy (
          i brawa za to:)) a nimi nie ma sie co pzrejmowac.. znam taki typ ludzi, moj
          stryj jest taki, moze bez tej agresji, tez wiek zrobil swoje ( ma 75 lat) ale
          mentorski ton mnie doprowadza do szalu. I nia ma co probowac dyskutowac, on i
          tak wie lepiej. Zredukuj kontakty do zera, rob swoje i nie ogladaj sie na nich,
          im juz pewnie nic nie pomoze....
      • konwalka Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:10
        heh, kreska ....
        moi teściowie in spe mają powód do nienawiści - jestem rozwódką w trakcie, mam
        dziecko, nie zarabiam kroci, jestem starsza o 4 lata od ich jedynaka. Zgroza.
        Olej ich, kobieto, zanim wykończą cie na amen.
      • lena575 Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:25
        Mogłabym opowiedzieć wesję po 20 latach. A nawet te pośrednie i półpośrednie
        wersje.
        Facet jest fajny, bez obowiązków, stara się o związek i stanie w obronie swojej
        dziewczyzny. Moze nawet jest w stanie zaaprobować jej unikania jego rodziny (i
        do tego należy go już przyzwyczajać!!!), kilka lat po ślubie, z dzieckiem -
        będzie gorzej. Facet będzie miał serdecznie dość utarczek między jego rodziną i
        jego żoną i balansowania między wami a kontaktów z własnymi rodzicami przezcież
        nie zerwie. Tym gorzej jeśli do tego kontaktu zostaną im tylko oni. Nawet nie
        będzie zauważał złośliwości swojej matki czy ojca, będzie sądził,że żona jako
        młodsza powinna iśc na jakieś ustępstwa. Facet wychowany w domu tak,ze
        obsługuje wszystkich kobieta jak służąca bardzo szybko zrzuci domowe obowiązki
        i podziału ich trzeba bronić właściwie stale.
        Ludzi podstępnie złośliwych człowiek powinien unikać i omijać na kilkometr, nie
        łudzę się - oni się nie zmienią bo to ich charakter. Będziesz mieć
        ich "inspekcje:" ze złośliwościami we własnym domu gdy tylko zobaczą,że w
        jakikolwiek sposób jesteś od ich syna zależna. Jako prawowita żona będziesz
        wysłuchiwać ich pouczeń. nawet w formie wspaniałych dobrych i "życzliwych"
        rad. A właściwei szczególnie życzliwych". Po 10 latach twój facet będzie się
        dziwił co tych chcesz od jego rodziców kiedy oni tacy symaptyczni i dobrzy dla
        ciebie. Przykre. Znam to z kilku przypadków .
    • mmagi Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:10
      musisz pogadac z Twoim chłopakiem co on na to,zobaczysz jakie ma podejscie do
      całej sprawy i wtedy podejmiesz sama lub razem jakas decyzję:-)
      • kropka-kreska Re: Paskudna wiadomość.... 18.04.05, 12:55
        Margie - jest dokładnie tak jak piszesz, robię swoje a na roztrząsanie
        konfliktów nie mam specjalnie czasu ani ochoty. W dalszych kontaltach z teściami
        przyjmuje pozycję chłodnej ironii, bez specjalnej grzeczności jak to było
        dotychczas.

        Konwalka - mam nadzieję że ominą Cię nieprzyjemności ze strony tej rodziny. Mój
        brat był przez długi okres czasu z dziewczyną która miała dziecko - uwierz,
        kochaliśmy je całym sercem, do dziś mamy z nim kontakt, a dziewczyna była
        naprawdę lubiana przez moich rodziców i nas. Więc - wszystko może się udać :)

        Lena 575 - na razie nic nie wskazuje na taki scenariusz, a jeśli kiedykolwiek
        się tak stanie - cóż, przywiązanie dla ludzi i przedmiotów nie jest wieczne. Ja
        nie daję sobie wchodzić na głowę - i to chyba jest największy problem dla moich
        przyszłych teściów. Ale asertywnym jest łatwiej ;)

        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka