fristajlerka
11.05.05, 15:45
spotykamy się, od czasu do czasu, przyjeżdża do mnie, chwilę gadamy w pokoju,
wino, piwo, bez wielkich ceromonii, w końcu lądujemy w łóżku
seks jest oparty na układzie barterowym - coś za coś, moja przyjemność i jego
przyjemność wymienna, czasem smiesznie, czasem hardcorowo, czasem nijak, jak
to bywa
nie mam faceta na stałe, a potrzeby mam, więc taki fucking-friend całkiem
nieźle się sprawdza
na poczatku chyba nawet się w nim podkochiwałam, bo serce nie sługa, jak
gadają, ale teraz przeszło mi zauroczenie, jest znajomość, dobrze się
dogadujemy, śmiejemy, czasem obejrzymy film w kinie, pogadamy o polityce,
wystawach, nowościach ksiązkowych, smochodach, różne bzdety
z każdym facetem, z którym próbowałam być na stałe, nie wychodziło, bo
spotkania codzienne i maślane oczy nie dla mnie,
ten układ, choć daleki od moich marzeń, jest po prostu wygodniejszy
nie biorę pieniędzy, sama tez nie płacę, towarem i walutą jest tu własna
przyjemność
czy to prostytucja?
bo czasami jednak tak czuję