e1wira
12.08.05, 11:58
Proszę o opinię. Od zawsze wiedziałam, że nie przepadam za dziećmi, myślałam,
że z czasem jakiś instynkt macierzyński się we mnie obudzi, ale nic z tego.
Wciąż dzieci, prawdę mówiąc, trochę mnie brzydzą i nudzą. Nie potrafię się
zachwycać ich urodą, nie wzruszają i nie śmieszą, choć potrafię się nimi
zając, ubrać, bawić, jeśli sytuacja tego wymaga i oczywiście ich rodzicom nie
daje poznac, że wolałabym zrzucic dziecko z kolan, jak wlezie... mam 30 lat,
jestem w stałym związku, mysle, że na zawsze (pewnym niczego byc nie można),
niesformalizowanym, bo kościelna ceremonia nie wchodzi w grę ze względu na
estetkę, a cywilna, jak na razie nie jest potrzebna. mój partner lubi dzieci,
uwielbia sie z nimi bawic, uczc je itd, ale sam wie, że to nie tylko
przyjemnosc. Niemal od początku naszej znajomosci powiedziałam mu, że czuje
że nie będę chciała miec dzieci, że moze to sie zmienic, ale nie liczłabm na
to. Nie przeraża mnie bynajmniej poród, czy sama ciąża, ale te pare lat
wychowania - najpierw układ pokarmowy w postaci niemowlaka, potem bezrozumny
egoista. odrażająca jest dla mnie świadomość, że musiałabym zredukowac sie do
biologicznej sfery życia, być samicą. Nie potrafie odnaleźć nic wzruszającego
i pieknego w takim całkowitm uzależnieniu dziecka od matki, może hormon
załatwiłyby u mnie takie odruchy. Oczwiscie obserwujac rodziny moich
przyjaciół, macierzyństwo koleżanek, buduje mnie to i cieszy czasem wzruszam.
Mojemu M. parokrotnie powiedziałam; zastanów się, potrzeba posiadania własnch
dzieci jest bardzo silna, lepiej się rozstac wczesniej, dla ciebie i dla
mnie. Uznał, że chce byc ze mna i zrezgnowac z dzieci. Zazdrosci kolegom
synów... ale twierdzi ze nie chce bachorów, bo ogólnie mówiac sa uciazliwe, a
poza tym on jest nauczcielem i ma dzieci dość i jak będzie pracował w swoim
zawodzie...
W mojej wizji przszłosci jest jeszcze adopcja podrośniętych dzieci – kiedyś
kiedy nasza sytuacja będzie ustabilizowana ( bo wciąż jesteśmy na zakręcie),
myśle o zaopiekowaniu się w jakis sposób np. rodzeństwem. Wiem że mogłabym
stworzyc dobry dom dla dzieci z ominięciem tego wczesnego etapu.
Jak myślicie? Mogłabym zajść w ciążę i jakoś się ułoży, zrobić to z miłości
dla M.?