Dodaj do ulubionych

bezradnosc...

07.11.05, 10:08
Pisze bo chce sie wygadac... wczoraj postanowilam rozstac sie ze swoim
narzeczonym...mamy synka i razem mieszkamy... powiedzialm mu o tym,ale teraz
zatsanawiam sie czy dobrze robie... w skrocie powod rozstania jest taki,ze on
nigdy mnie nie szanowal,nie ufal mi, krzyczal na mnie i na nic mi nigdy nie
pozwalal... nie wiem czy dobrze robie,boje sie czy dam sobie rade... sa moze
na forum kobiety,ktore byly w podobnej sytuacji? prosze o pomoc...
Obserwuj wątek
      • luna01 Re: bezradnosc... 07.11.05, 10:12
        dzieki za slowa otuchy... ale to wszystko nie jest takie proste(hm,chyba jak w
        kazdym przypadku), zastanawiam sie tylko nad tym,jak to wszystko bedzie potem
        wygladalo,musze wrocic z synem do mojej mamy,nie mam pracy,on jest strasznie
        zazdrosny,wiem,ze bedzie mnie "przesladowal" i bedzie w moim zyciu uczestniczyl
        chyba do samej smierci...to mnie przeraza,nie wiem czy starczy mi sil
        • trzydziecha1 Re: bezradnosc... 07.11.05, 10:18
          A jaką masz alternatywę? Męczyc sie z nim do końca zycia???
          W koncu da Ci spokój. Kobieto uwierz we własne siły, uwierz, ze mozesz sie z
          tego wyrwać. Pracę znajdziesz, jak sie postarasz, mama Ci pomoze. Jak
          przestaniesz być zastraszona sierotką, on tez zobaczy że nie moze Cie tak
          ustawiać.
          • sagis Re: bezradnosc... 07.11.05, 10:24
            trzydziecha1 napisała:

            > A jaką masz alternatywę? Męczyc sie z nim do końca zycia???
            > W koncu da Ci spokój. Kobieto uwierz we własne siły, uwierz, ze mozesz sie z
            > tego wyrwać. Pracę znajdziesz, jak sie postarasz, mama Ci pomoze. Jak
            > przestaniesz być zastraszona sierotką, on tez zobaczy że nie moze Cie tak
            > ustawiać.
            ------------

            To jest prawda, bo niektórzy mężczyźni lubią dominować nad słabszymi i czuć się
            wtedy takimi wielkimi i mocnymi.
            Nawet pracując z klientami, niektórzy jak czują nad kimś przewagę i czyjąś
            niepewność, to próbują zdominować tą osobę. Wystarczy tylko pokazać, że jest się
            pewnym i zdecydowanym, a już wycofują się i stają się grzeczni:-))))
          • luna01 Re: bezradnosc... 07.11.05, 10:25
            Tak,wiem,masz racje... wiele razy nad tym myslalam. wiem,ze nie chce takiego
            zycia dla mnie i mojego syna,chyba juz wole byc sama niz meczyc sie z samcem
            takim jak on... nie wierze w jego zapewnienia,ze sie zmieni...ale boje sie tego
            wszystkiego, stracilam przy nim wiare w siebie,zaczelam chodzic do psychologa
            bo sobie nie radze. jestem twarda kobieta,ale kazdy ma chyba swoje granice...
            porozmawiam dzisiaj z mama,nie wiem jak zareaguje,bo to nie pierwsza taka
            sytuacja w moim zwiazku,odchodzilam juz kilka razy,ale zawsze wracalam... i
            mysle,ze nikt mi nie uwierzy,ze to koniec...
        • sagis Przestań zastanawiać się nad tym, co mogłoby być, 07.11.05, 10:20
          a nie musi i pewnie nie będzie.

          Po tym, co piszesz wygląda, że zrobiłaś najlepiej, co mogłaś dla siebie i
          swojego dziecka.
          Chciałabyś, aby Twój syn patrzył, jak jego matka jest poniżana i bita?
          Na pewno nie miałby lepszego dzieciństwa, bo ojca poznaje się po tym, jak
          traktuje kobietę.
          Im wcześniej zdecydowałaś się na to, tym lepiej dla WAs.
          Jeśli byłaś nieszczęśliwa, to teraz może być już tylko lepiej.
          Dasz radę. A, kiedyś spotkasz dobrego mężczyznę, który pokocha Was.
    • nocnick2 a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:34
      jak kobieta ma dziecko to nie powinna podejmowac takich drastycznych krokow.
      dobro dziecka powinno byc wazniejsze szacunek dla siebie samej. trzeba bylo
      rozmawiac a nie od razu chlopa wywalac. to co zrobilas to najprostsze
      rozwiazanie.
      • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:40
        po pierwsze to go nie wyrzucilam,po drugie rozmawialam z nim i dawalam mu
        kolejne szanse tysiace razy,a po trzecie to czy mozna o facecie powiedziec,ze
        jest odpowiedzialny skoro swiadomie zdecydowal sie na dziecko,a pozniej sie tym
        dzieckiem WOGOLE nie zajmuje? i czy normalne jest to,ze kobieta naprawia sama
        krany,uszczelnia okna itp? wiec kto jest tu nieodpowiedzialny? z reszta to
        bardzo dluga historia...
            • mamba30 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:46
              luna01 napisała:

              > hehe:)nie wiedzialam:) oczywiscie facet zawsze trzyma strone faceta,no sa tez
              > wyjatki,a ja mam nadzieje,ze kiedys taki "wyjatek" w swoim zyciu spotkam:)

              Luna, uwierz mi, że może być dobrze... Ja przechodziłam podobna historie do
              twojej, tyle że chyba duzo gorszą. Byłam po ślubie, trwało to 11 lat i nie
              miałam wsparcia w rodzinie z prostej przyczyny - nie mam jej. Teraz mam 2
              małżeństwo i ze świecą szukać takiej szczęśliwej osoby, jak ja :)) Trzymaj się.
              • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:51
                ciesze sie,ze Tobie sie udalo... skoro przechodzilas przez cos podobnego to na
                pewno wiesz,jakie mam obawy i mysli... pomimo tego,ze jestem silna nie wiem czy
                dam rade,bo w koncu cos mnie kiedys z tym czlowiekiem laczylo,hm...laczy caly
                czas bo mamy dziecko... ale nie chce sie dalej poswiecac,bo i w imie czego?
                wiem,ze mam kilku przyjaciol,na ktorych moge liczyc,ale wiem tez z autopsji,ze
                w tych najgorszych chwilach czlowiek zostaje sam...a ja wtedy pekam niestety...
                i nie znalazlam jeszcze na to sposobu... upic sie nie upije bo jestem
                abstynentem;)
                • mamba30 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:55
                  Luna, ja też mam dziecko i decydując się na ten krok byłam całkowicie SAMA z
                  masą wrogów. To ja złozyłam pozew rozwodowy, więc siłą rzeczy byłam ja winna
                  rozpadowi. Tak sądzi cała rodzina exa, nie wiedzą, jakiego potwora miałam przy
                  swoim boku kilkanaście lat. Zobacz, stanęłam na nogi, ułozyłam sobie życie. Da
                  się, musisz w to uwierzyć. Pomyśl sobie, że zostając z nim pogarszasz swoją
                  sytuację. Tacy debile się nie zmieniają, zbyt długo starałam się sama w to
                  wierzyć. Lepiej sie słuchaj tych, których życie już doświadczyło. Szkoda
                  Twojego zdrowia i zmarnowanego czasu.
                    • sagis Widzę,że sama już to zrozumiałaś:-)Miej szacunek 07.11.05, 11:29
                      do siebie, aby Twój syn Ciebie szanował.
                      Jeśli Twój syn będzie patrzył, jak ojciec traktuje jego matkę, to tak samo
                      będzie ją i później inne kobiety traktował.
                      Wiele osób powiela schematy z domu rodzinnego.
                      Ty może nauczyłaś się takiej bierności w stosunku do złego mężczyzny od Twojej mamy.
                      Dobrze, że szybko zauważyłaś, że to nie jest dobra droga dla Ciebie i Twojego syna.
                      • luna01 Re: Widzę,że sama już to zrozumiałaś:-)Miej szacu 07.11.05, 11:34
                        dokladnie tak. ale wiesz,mialam juz taki moment,kiedy myslalam,ze to co on mowi
                        to prawda,ze jestem do niczego itd... ale ktos kiedys zaszczepil we mnie bardzo
                        gleboko zdrowy rozsadek,ktory w tamtym momencie zadzialal. zaczelam sie
                        przygladac swojemu zyciu i stwierdzilam,ze to nie we mnie problem lezy,tylko
                        moja druga polowa "juz tak ma".ciezko zyje sie z kims,kto chodzi caly czas
                        sfrustrowany i niezadowolony,nic go nie cieszy. a ja chce cieszyc sie zyciem i
                        bede razem z moim malym skarbem. i uloze sobie zycie od nowa,tak jak moja
                        mama,tylko ja zrobie to 25 lat wczesniej niz ona.
                        • sagis Re: Widzę,że sama już to zrozumiałaś:-)Miej szacu 07.11.05, 11:46
                          Bądź wdzięczna Twojej mamie, że jednak potrafiła w końcu przerwać to.
                          Dzięki temu pokazała Ci, że jednak można i powinno się zakończyć taki chory
                          związek dla Waszego dobra.
                          Nie pytaj się innych, czy dobrze robisz. Rób co uważasz dla Ciebie i Twojego
                          dziecka najlepsze.
                          Pytasz się tutaj, tak samo, jak ulegałaś zdaniu o Tobie Twojemu partnerowi.
                          Tylko Ty wiesz, co jest dla Ciebie dobre. A, dzięki temu złemu doświadczeniu w
                          związku wiesz teraz, że nie jest najważniejsze co inni o Tobie myślą.
                          Szczególnie źle. Ty starasz się robić jak najlepiej. Długo wytrzymałaś z tym
                          draniem.
                          Podziwiam Ciebie, że szybciej niż inne kobiety tkwiące w takich związkach
                          otworzyłaś oczy i zaczęłaś działać.
                          Jesteś mądrą kobietą.


                          "Szlachetny człowiek błądzi, traktując ludzi zbyt łagodnie, a podły człowiek
                          przesadza w surowości".
                            • sagis Re: Widzę,że sama już to zrozumiałaś:-)Miej szacu 07.11.05, 12:06
                              Nie wszystko od nas samych zależy. Starałaś się, jak najlepiej.
                              Najważniejsze, że umiesz wyciągnąć z tego dla siebie wnioski, aby następnym
                              razem nie popełnić tych samych błędów.
                              Wiem, że jest Ci bardzo przykro i czujesz żal, ale masz teraz szansę, aby
                              następnym razem było lepiej.
                              Nikt nie jest mądry na początku.
                              Każdy popełnia w życiu błędy. Najważniejsze, że chcesz coś z tym zrobić.
                              Wszyscy tutaj widzimy, że sama wiesz, co jest najlepsze:-)
                                • sagis Re: Widzę,że sama już to zrozumiałaś:-)Miej szacu 07.11.05, 12:23
                                  Dasz radę. Musisz dać, bo inaczej będziesz w tym tkwić i dalej męczyć się.
                                  Dla Twojego syna też to nie będzie dobrze. Jeśli teraz jest tak źle, to będzie
                                  jeszcze gorzej, bo jeśli ten człowiek wie, że może Tobie obiecywać zmianę na
                                  lepsze, a tak naprawdę Ty nie wyciągasz konsekwencji z ich niedotrzymania, to
                                  będzie coraz bardziej sobie poczynał. Z czasem jego agresja na Ciebie i syna
                                  będzie coraz większa, aż możesz jak inni, znaleźć się w szpitalu, albo nawet
                                  gorzej. On jest zły i nie panuje nad sobą. Tak dzieje się w każdym takim związku.
                                  Jeśli on dopuszcza się zła wobec Ciebie, to tylko Twoje zdecydowanie i
                                  konsekwencja może to ukrócić.
                                  Zadzwoń na niebieską linię i dowiedz się o wszystkim. Tam też możesz dostać
                                  bezpłatną pomoc i poradę prawną.

                                  • luna01 Re: 07.11.05, 12:27
                                    dziekuje za rade,pomysle jeszcze nad tym.na razie pomaga mi pani psycholog,
                                    pomaga i to bardzo. tylko powiedziala mi kiedys,ze to nie ja powinnam do niej
                                    przychodzic tylko moj partner:) ale jego psychologa tez juz przerabialismy,ja
                                    od niego odeszlam,on zaczal chodzic do psych. a kiedy do niego wrocilam
                                    przestal. no,ale mnie juz chyba nic nie zdziwi,wiec:)
                • trzydziecha1 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 10:55
                  NIE MYŚL O TYM CO BYŁO, luna, TEGO już nie ma. nie ma w nim i nie ma w Tobie.
                  Jest ból, łzy, męczenie się, wyrzuty. To jest. Chcesz być jeszcze szczęśliwa,
                  prawda?
                  Otóż z nim nie będziesz. Musiałby przejść metamorfozę, a wierzysz w to, że jest
                  do tego zdolny? Chyba nie jest. Taka metamorfoza, to najpierw ruina człowieka i
                  zbudowanie go od nowa. To ludzie miewają bardzo rzadko, pod wpływem jakiegoś
                  szoku, przeżycia.
                  Jesli on nie rokuje takich nadziei, to odejscie jest konieczne. nie ma innego
                  wyjścia, zrób to a za jakis czas bedziesz szczęśliwa, ze to zrobiłaś. Wiele
                  dziewczyn pisało o tym tutaj, żadna nie załowała.
                  • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:15
                    wiecie co,jakos nie moge sobie tego wszystkiego wyobrazic:)bede sama, bede
                    miala swojego "ex", bede sie mogla pomalowac (bo tego mi nie wolno bylo), bede
                    mogla polozyc sie wieczorem spokojnie spac(a nie sluchac dwugodzinnych rozmow
                    wychowawczych),bede mogla gdzies wyjsc(zabrac ze soba telefon,bo tego tez mi
                    nie wolno bylo),nie bede musiala ze szczegolami opowiadac o czym rozmawialam ze
                    znajoma czy kuzynka... jakby spojrzec na to ze strony zakazow,to teraz bede
                    miala rewelacyjnie... ;)
                          • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:28
                            hm,wiesz to jest tak,ze ja sie nie zastanawiam,bo jestem pewna,ze zycia sobie i
                            dziecku nie chce dalej marnowac. ale zawsze jest tak,ze czlowiek ma jakies tam
                            obawy przed czyms nowym.a ja wlasnie takie obawy mam. ale wiem,ze jesli teraz
                            pekne i znowu do niego wroce to po raz kolejny on bedzie gora ,a tego nie chce.
                            podpadl mi facet po prostu i teraz tego pozaluje. nie jestem msciwa,ale za te
                            wszystkie krzywdy ktore wyrzadzil mi i synkowi nalezy mu sie porzadna nauczka.
                            i taka nauczke ode mnie dostanie.drzyjcie...;)
                                  • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:44
                                    ale wiesz,gdzies tak w glebi duszy siedzi we mnie taki maly diabelek,co by
                                    chcial dac popalic takiemu typowi. za te wszystkie przykrosci. chociaz z
                                    drugiej strony kara dla niego bedzie to,ze nie bedzie mial sie na kim wyzywac
                                    wiec moze to mu wystarczy?
                                    • trzydziecha1 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:48
                                      Myśl rozsądnie: odejdziesz, ale bedziesz egzekwować alimenty. PO co sie
                                      dodatkowo uzerać? I tak bedziesz miała z nim na pieńku. nie ma co zaogniać,
                                      odejdziesz, pokażesz że masz swoja godność i charakter, i tym już zagrasz mu na
                                      nosie. On w tej chwili jest pewnien, ze wrócisz z podkulonym ogonem.
                                      • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:53
                                        tak,ale wiesz ile spraw sie z tym wiaze? mnostwo,mamy wspolne kredyty,
                                        mieszkanie. powiedzialam mu,ze kredytami dzielimy sie po polowie,tylko
                                        zastanawiam sie z czego bede je placic skoro nie pracuje,bo zajmuje sie
                                        wychowaniem synka. wiem,ze w miare mozliwosci pomoze mi mama,ale strasznie mi
                                        glupio isc do niej z takimi dlugami. nie wiem co mam zrobic z meblami i tym
                                        wszystkim,wiem,ze bede to musiala zabrac ze soba a wolalabym na to nie patrzec
                                        i nie spac w tym samym lozku... chyba sobie poplacze jednak,moze mi sie lzej
                                        zrobi,w koncu on nie patrzy...
                                        • trzydziecha1 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:58
                                          W jakim wieku jest dziecko? Ja też mam małe dziecko, ale pracuję. Mały poszedł
                                          do złobka jak miał 2l i 3 m. Teraz chodzi do przedszkola a dopiero w grudniu
                                          kończy 3 lata.
                                          Mieszkanie trzeba sprzedać, spłacić kredyt a resztą się podzielić. Na razie
                                          zamieszkasz u mamy a jak sie podreperujesz kupisz inne na kredyt. Nie ma innego
                                          wyjścia, mieszkanie razem z debilem nie ma sensu, bo i tak będzie się nad tobą
                                          znęcał.
                                              • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 12:07
                                                wiem,ze to byloby najlepsze rozwiazanie chcociazby z tego wzgledu ze bym nie
                                                myslala za duzo nad tym wszystkim.tylko realia sa takie,ze prace w naszym
                                                kochanym kraju bardzo trudno znalesc.musze sie wziac w garsc zeby to wszystko
                                                wytrzymac i mam nadzieje,ze za jakis czas powiem sobie,ze dobrze zrobilam i nie
                                                bede zalowac swojej decyzji.
                                                  • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 12:11
                                                    tak,jak wszystkie kobiety,ktore byly w podobnej sytuacji do mojej:)
                                                    chcialabym,zeby juz nastapil ten czas,kiedy bede mogla tak napisac... ale z
                                                    drugiej strony sobie mysle,ze lepiej skonczyc to wszystko teraz chociaz to
                                                    trudne,niz meczyc sie dalej,miec kolejne zepsute swieta,sylwestra.czuc sie jak
                                                    zero.najtrudniej mi chyba bedzie odzyskac wiare w siebie,ale mam
                                                    przyjaciol,ktorzy mi w tym pomoga-to wiem na pewno.
                                                  • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 12:18
                                                    zastanawiam sie tylko nad jednym:dlaczego zycie jest czasem takie
                                                    niesprawiedliwe i daje tak mocno popalic. nie dosc,ze czlowiek nie mial
                                                    normalnego dziecinstwa,to jeszcze teraz kiedy chce dac normalne dziecinstwo
                                                    swojemu dziecku i miec normalna rodzine to nie wychodzi. jak na razie to mam
                                                    caly czas pod gorke. ale moja madra znajoma mawiala kiedys:"nie moze byc tak,ze
                                                    caly czas jest zle. cos sie kiedys musi zmienic". i teraz wiem,ze to od nas
                                                    zalezy czy cos sie zmieni czy tez nie. kazdy jest kowalem swojego losu,ale ja
                                                    nie taki los chcialam miec,wiec gdzie popelnilam blad? bylam chyba zbyt glupia
                                                    i zbyt ufna,gdybym kilka lat temu miala taka wiedze jak dzisiaj moje zycie
                                                    wygladaloby zupelnie inaczej.ale wiem,ze jeszcze nic straconego,ze moze byc
                                                    lepiej,zawsze bylam,jestem i bede optymistka.i wierze,ze kiedys bede
                                                    szczesliwa. i zycze tego wszystkim z calego serca.
                      • luna01 Re: a gdzie poczucie odpowiedzialnosci? 07.11.05, 11:19
                        tak,to chyba najlepszy kierunek... nie bede sie smucic,plakac bo on mnie tego
                        nauczyl. zawsze musialam dzielnie znosic jego krzyki i wyzwiska. teraz pokonam
                        go jego wlasna bronia. bede twarda dla tych wszystkich kobiet co sie z takimi
                        debilami mecza:)
        • sagis Nie tłumacz się przed podobnym Twojemu byłemu. 07.11.05, 10:48
          Rób co jest najlepsze dla Ciebie i Twojego dziecka.
          Właśnie przez takich jak on i podobnym jemu cierpi wiele kobiet i dzieci w
          takich chorych związkach.
          Kościół mówiąc o świętości rodziny nie przewidział, że człowiek może być gorszy
          od innych zwierząt. Kiedyś też nie prowadzono badań psychologicznych nad
          skutkami dla dzieci wychowywania się w takiej nienawiści. Wiadomo, że bite
          dzieci często same później biją swoje. To jest eskalacja zła.
          Po drugie szacunek i miłość w rodzinie powinni dawać obie strony. A, nie tylko
          kobieta ma poświęcać się w imię świętości rodziny.
      • sagis Mądra kobieta,która myśli o zdrowym wychowaniu 07.11.05, 10:42
        dziecka właśnie tak odpowiedzialnie robi.
        Nieodpowiedzialnością jest pozwalanie na to, aby ktoś ją bił, poniżał ją i jej
        dziecko.

        Ale, oczywiście napisał to facet, który jest nieodpowiedzialny i tak samo zły,
        jak tamten.
        Każdy normalny mężczyzna nie pochwalałby takiego zachowania. Nawet niższe
        zwierzęta nie pastwią się nad słabszymi tylko dla swojej przyjemności.
        Jeśli on tak ją traktował, to żadne rozmowy nie pomogą. Jak też mogłeś
        przeczytać. Tylko takie działanie.
        Niech zostanie sam, albo znajdzie sobie jakąś głupią, zakompleksioną kobietę,
        która będzie uzależniona od niego. Wtedy będzie mógł sobie ją bić i poniżać.
        Będzie też mogła w końcu zadzwonić na niebieską linię po pomoc.
    • pleomax30 Re: bezradnosc... 07.11.05, 10:59
      Jak czytam takie posty to mam ochotę jemu i jej przez łeb zdzielić. Biorą się za
      robienie dzieci, a później odwalają numery.
      Odejdź skoro ci źle, ale do cholery ślepa byłaś przed ciążą?
      Kamuflował się, ubierał ochronne barwy?? Wątpię.
      Liczyła zapewne na scementownie związku dzieckiem, takie rozwiązanie nigdy nie
      było słusznym.

      Z drugiej strony takich facetów nie rozumiem. Trzeba być dupkiem zakompleksionym
      aby wyżywać się na słabszych.

      Co za ludzie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka