beka.smiechu-w.sali.obok
18.08.15, 23:15
Sluchalem w niedziele audycji Krzysztofa alkoholika. Audycja jak audycja, sluchalem jej juz wczesniej, ale uderzyl mnie jeden moment. Jakis facet napisal mu maila, skarzac sie, ze chce mu sie pic, jest rozdygotany i tak dalej, i pytajac, co ma robic. Krzyszto- czlowiek ze stazem 25 lat zdaje sie, wrecz zaniemowil. Poradzil mu pic duzo wody i isc nastepnego dnia rano na mityng i terapie.
Krzysztof to mily facet i wierze w jego intencje dobre, mimo, ze irytuje mnie uzywanie przez niego na kazdym kroku tych wszystkich Aowskich wyswiechtanych komunalow (typu- ciezka smiertelna choroba, bo co to zmienia- otylosc to tez ciezka smiertelna choroba) a moze to nie on a te komunaly same w sobie sa drazniace, ta uniformiazcja, ze kazdy mowi to samo, ma te same powiedzonka, troche jak w Amwayu.
Tak czy tak, uderzylo mnie to, ze Krzysztof byl wlasciwie bezradny wobec tego faceta. Pij duzo wody? No przepraszam. Alkoholik z obsesja picia i silnym glodem napije sie wody i mu przejdzie? Troche to chyba naiwne.
Coraz bardziej dochodze do wniosku, obserwujac siebie i innych, ze alkoholizm to wyjatkowo silny nawyk, zarazem jednak ten nawyk latwo przerwac, tylko pytanie- co go przerywa? Niektorym pomaga uwierzenie w boga, ale niektorym nie. W koncu ksieza tez pija.
Ja ze swego doswiadczenia dosc bogatego pamietam sytuacje, kiedy co wieczor pilem kilka piw i nie wyborazalem sobie, ze moglbym przestac. Inaczej- kazdego ranka postanawialem, ze wieczorem juz sie nie napije, a w trakcie dnia ta mysl ewoluowala do wieczornego uczucia, ze jak sie nie napije, to bede bardzo zle sie czul. Stosowalem setki sposobow, picie wody czy jedzenie, silownie i bieganie, filmy, muzyka, prasowanie i kapiele- nic nie pomagalo. Potrafilem 30 dni z rana zaznaczac iksem 'od dzis koniec' i wieczorem tego iksa zamazywac.
Jednak udawalo mi sie wiele razy nagle 'zmienic' w tym sensie, ze nagle przestawalem i nie pilem- miesiace i lata.
Dla mnie zagadka jest, co dziala. Wydaje mi sie, ze glownie chodzio jakies wewnetrzne przyzwolenie. Ale jak to przyzwolenie wyeliminowac- nie wiem. Na pewno nie nakazami i strachem, bo to przerobilem wiele razy i inni chyba wiele bardziej.
Osobiscie wierze w moc pozytywnych argumentow i myslenia, czyli- wspominanie dobrych chwil niepicia a nie zlych chwil picia.
Jak wspominam kilka swoich epizodow terapeutycznych, po ktorych zawsze pilem- to negatywna motywacja na mnie nigdy nie dzialala.
Wracajac do tematu- nie wiem, czy pojscie na terapie jest dobre dla kazdego ,mnie terapie raczej chyba szkodzily. W koncu wkrotce po nich pilem. Bez terapii wytrzymywalem wiele dluzej. Mnie osobiscie rozwalal terapeutyczny szantaz, straszenie, obwinianie, schematy (kazdy alkoholik to kombinator, kazdy alkoholik to przemocowiec) no i stygmatyzacja pojeciem alkoholik- tez mi chyba nigdy nie pomagala.
Takie wynurzenia inspirowane ta bezradnoscia z tematu watku...