myaka
22.05.14, 21:49
Niedawno minelo 6 miesiecy odkad karmie piersia.
To moje pierwsze dziecko. Bedac w ciazy bardzo chcialam kp. Choc te pierwsze 6 miesiecy zycia dziecka. Taki plan minimum mialam.
Gdy urodzilam okazalo sie, ze kp to nie takie latwe i przyjemne, jak w gazetkach i tv pokazuja ;)
Szczegolnie, gdy mialo sie zly start. Ciezki porod, dziecko kilka dni na intensywnej terapii, karmione butelka (nie dokarmiane a karmione! - w pozniejszym czasie z tego powodu i podobnych napisalismy oficjalna skarge na oddzial, pielegniarki, tak dla zasady), a ja wyposazona w wielka pompe. Dziecko pierwszy raz poczulo piers 2 dni po porodzie i wpadlo w tak wielka zlosc i rozpacz, ze mi sie tego calego kp w jedna sekunde odechcialo.
Ale trafilam w tym trudnym momencie na super pielegniarki i polozne w szpitalu (bo takowe tez tam byly), ktore motywowaly, ktore wrecz skakaly z radosci, gdy dziecko wytrzymalo przy mojej piersi 3 minutki, gdy w pompie w koncu pojawily sie pierwsze kropelki mego mleka. Ktore do znudzenia pomagaly mi przystawiac prawidlowo - w dzien, w nocy, nawet gdy mialy full innej pracy (a na intensywnej terapii mialy jej naprawde sporo - my bylismy tam bardzo lajtowym, w porownaniu do innych, przypadkiem).
Przy wypisie ze szpitala jedna pielegniarka poprosila mnie, bym walczyla, bym sie nie poddawala, bo mamy wciaz szanse na kp.
No ale w domu od razu super tez nie bylo. Byl placz, zlosc, bezradnosc, moja, partnera, dziecka.
Na nastepny dzien przyszla mnie odwiedzic moja polozna, ktora tez jest doradca laktacyjnym i dala mi jeszcze wiecej sil. Pokazala nowe pozycje do karmienia, pokazala partnerowi, jak moze mi pomagac w przystawianiu dziecka. I mocno w nas wierzyla. Odwiedzala codziennie, byla dostepna pod telefonem.
Przez tydzien pojawiala sie jeszcze butelka - raz, dwa razy na dobe. Az w koncu nastapil ten piekny dzien, w ktorym udalo nam sie bez butelki. I od tego momentu dziecko butelki juz nawet na oczy nie widzialo!
Teraz Maly jest juz calkiem sporym brzdacem. Wesolym, radosnym, pieknie ssacym.
Kp switenie sprawdzilo sie ostatnio w dlugich podrozach (13 i 14 godzinnych). Karmilismy sie w samolocie, w pociagu (w przedziale z 3 obcymi facetami ;) ), a i nawet w autobusie miejskim w Wawie. W zyciu wczesniej nie podejrzewalabym siebie, ze jestem do czegos takiego zdolna. A teraz to takie... hm... naturalne?
Aktualnie zaczynamy zabawy z rozszerzaniem diety (bataty ostatnio robia furore), zaczynamy zabawy z kubkiem i woda. Ale piers i tak jest najlepsza :)
I wiecie co? Nie wyobrazam sobie innego sposobu karmienia! I nawet myslec nie chce, ze kiedys sie to skonczy ;) I tak jak pisalam na poczatku, plan minimum zrealizowalam - kazdy kolejny dzien, tydzien, miesiac - traktuje jako bonus. Mily bonus!
Jestem z siebie dumna, bardzo dumna. Ze mimo, iz na poczatku paskudnie zle bylo, mimo, iz ja niedoswiadczona, mimo, iz butelki, smoczki i inne takie sie pojawily, dalismy rade.
Swojej poloznej dziekowalam juz wczesniej. Ale dzis wyslalam jej smsa z kolejnym 'dziekuje' bo wiem, ze bez jej pomocy poddalabym sie. Bo w tamtym momencie podanie butelki bylo po prostu latwiesze...
Po co to wszystko pisze? By dac innym wiare, motywacje (bo ja jej wtedy duzo dostalam i bardzo pomoglo). A przede wszystkim podziekowac, ze kilka osob tu regularnie madre rzeczy pisze. Mimo, iz nie pisalam tu za duzo (albo prawie wcale), czytalam Was regularnie, wyszukiwalam stare watki, by doszukac sie porad w podobnym do mojego przypadku.
Fajnie, ze jest takie miejsce jak to. Fajnie, ze udzielaja sie tu osoby majace o tym pojecie.
Dziekuje!