Gość: Zafrasowany
IP: *.tvk.tpsa.pl
21.10.02, 16:26
Co wy na to drogie Panie?
"Męskie dylematy.
(Autor odpowiada kobiecie, która przypadkowo weszła do
męskiego kibelka:)
Nie, niech pani nie ma wyrzutów sumienia. To wcale nie
przez pani wejście ten facet tam oszczał tego drugiego
obok niego. My faceci ciągle to robimy. Rzadko kiedy
trafiamy w to, w co celowaliśmy. Czasem, jak pójdę do
kibla, zaczynam lać i nagle zaczyna mi się rozbryzgiwać
naokoło, więc muszę w coś celować. Widzi pani, kobiety
powinny zrozumieć, że penisy mają swój własny rozum.
Facet może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary
są zajęte, wycelować idealnie w kibelek, a jego penis i
tak da radę oblać rolkę papieru toaletowego, nogawkę i
buty. Mówię pani, nie można ufać tym małym ptaszkom! Ja
jestem żonaty już od 28 lat i moja żona mnie
wytrenowała. Nie pozwala mi odcedzić kartofelków jak
facetowi - na stojąco. Muszę odlewać się na siedząco.
Przekonała mnie, że to niewielka cena, jaką muszę
zapłacić. Bo gdyby jeszcze raz poszła do toalety w nocy
i albo siadła na pokrytej moczem desce, albo wpadła do
kibla bo nie położyłem deski, to by mnie zabiła zanim
bym się obudził.
Jeszcze jedna rzecz, o której faceci nie lubią
rozmawiać. Ale skoro jesteśmy już tak dobrymi kumplami
i uważa mnie pani za gościa z klasą, pozwolę sobie być
z panią szczery. To jest nie lada problem i panie
powinny go zrozumieć. Chodzi mi o "porannego drąga". My
faceci zwykle budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym
pragnieniem odlania się oraz penisem tak twardym, ze
mógłbyś nim ciąć diamenty! Nieważne jak się wytężasz,
nie uda ci się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie
zegnie to za cholerę nie można tym celować. A jak nie
możesz celować to nie masz wyboru, tylko oszczać całą
ścianę i to włochate przykrycie na deskę klozetową,
które wy kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A
przy okazji, jak używacie tego cholernego przykrycia to
deska nie może sama stać. Więc musimy jedną ręką
podtrzymywać deskę klozetową, a drugą ręką starać się
kontrolować nasze bardziej niż nieprecyzyjne narządy
celownicze. Czasem tym nowo pożenionym wydaje się
(myślę, że chłopaki tu obecni to potwierdzą), że można
zmusić deskę klozetową z tym czartowskim puchatym
przykryciem aby stała. Więc ciskają z całej siły deską
w tył, upychają i sprężają to przykrycie. Ale po
chwili puchaty materiał przykrycia się rozpręża i deska
niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z ogromną siłą
tuż przy przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego
frankfurterka! Potem już nie podnoszą desek klozetowych
z przykryciem, bo to po prostu niebezpiecznie dla
zdrowia. Starałem się jakoś delikatnie wyjaśnić tę
skomplikowaną poranną sytuację mojej żonie.
Powiedziałem jej: Słuchaj, on się nie zegnie. Ona na
to: Więc będziesz do końca życia siadał, tak jak ja.
Ok. Spróbowałem więc siadać z "porannym drągiem". No
cóż, wsadzić go pod deskę też nie jest łatwo. I zanim
mi się to udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki
wiszące na przeciwnej ścianie. Nawet jeśli siedzisz i
zmusisz twoje drewienko do wejścia pod deskę klozetową,
to kiedy zaczniesz sikać mocz i tak wystrzeli przez
szczelinę pomiędzy deską a górną krawędzią kibla.
Zalejesz sobie wtedy nogi i mocz pocieknie po nogach w
dół, prosto na ten śmieszny chodniczek, który kobiety
nie wiadomo po co kładą na podłodze pod kiblem! Udało
mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki
któremu radzę sobie z owym porannym problemem. Jedynym
rozwiązaniem jest przyjąć pozycję "lecącego Supermana",
kładąc się w powietrzu nad deską klozetową. Wymaga to
niemałej praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także
synchronizacji w czasie, lecz jest to jedyny pewny
sposób, aby podczas porannego odpryskiwania się
zgromadzić cały mocz w kiblu.
Więc panie powinny zrozumieć, że nie można nas
całkowicie winić za taką, a nie inną sytuację. My też
podzielamy wasze zainteresowanie higieną i czystością w
łazience. Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu
wymykają się nam spod kontroli. Nie nasza to wina, lecz
Matki Natury."