cantaloupe
25.12.05, 18:02
instytucja dzieci,zwlaszca przed 30stka wydaje mi sie nienormalna. wiem,ze to
jest wlasnie optymalny i fizjologiczny okres, w ktory kobieta ma najsilniejszy
organizm i najlepsze warunki psychiczne do urodzenia i zajmowania sie
dzieckiem, ale nie sadzicie,ze to jest straszliwie ograniczajace?nie mowie juz
nawet o matkach 20latkach,bo to jest moim zdaniem podwojnie chore, ale nawet
pozniej,25 lat,skonczone studia...i co? nie ma z reguly kasy na wlasny dom, na
normalne zycie. mieszkanie katem u rodzicow,czesto w jednym pokoju, potem
wynajmowanie przy dobrych wiatrach jakiegos malego mieszkanka,nic swojego ,
zero czasu, jakos trzeba zarabiac i jeszcze to dziecko. czy w takiej sytuacji
mozna mowic o szczesciu rodzinnym, o radosci bycia rodzicem? o perspektywach
na przyszlosc?no i jak takie kobiety mysla potem, po 20 latach o swojej
mlodosci?ze poswiecily sie dziecku,ze oddaly mu swoj najlepszy czas...i co z
tego?dziecko poszlo z domu, ma swoje zycie , a im sie mlodosc juz nigdy nie
wroci...czy nie warto zaczekac z rodzicielstwem troche?jak sadza prawdziwe
kobiety?bo czasami mam wrazenie,ze ja do nich nie naleze-jak na razie do
dzieci mi niespieszno, powiem wiecej,draznia mnie i irytuja,kiedy tylko musze
przebywac w ich towarzystwie dluzej niz pare godzin-juz samo to dyskwalifikuje
mnie jako potencjalna matke w najblizszym czasie...trudna rada,choc kiedys
pewnie najdzie mnie sentyment...