Dodaj do ulubionych

KOMPLIKATOR.

07.02.06, 00:14
Drogie moje, postaram sie syntetycznie.
Ponad rok temu wdepnelam w zwiazek z facetem 21 lat starszym, z opinia
potwornego casanovy. Najpierw czulam sie oszukana, wiec kilka razy go
rzucalam, a potem zaczelam sie dostosowywac, odkrywajac zarazem, ze jego
reputacja jest mocno na wyrost. Problem polegal na czym innym, mianowicie na
rozbieznosci potrzeb - ja go chcialam miec dla siebie z grubsza ciagle, a on
potrzebowal duzo swobody. Poza tym jest egoista i despota. W calym
naszym "zwiazku" nie bylo mowy o partnerstwie - mielismy rozne prawa i rozne
obowiazki (w ktorym kierunku proporcje byly zachwiane - nietrudno sie
domyslic). Wsrod licznych naszych rozstan, jedno mialo charakter przelomowy i
mialo miejsce w kwietniu zeszlego roku. Rzucilam go wowczas, jak sadzilam, na
dobre, by toksyczny zwiazek zastapic zdrowym, z chlopakiem 3 lata starszym.
Ten, nota bene, okazal sie wymarzonym partnerem, pod kazdym mozliwym
wzgledem, bylo mi z nim swietnie. Ale ja ciagle myslalam o moim starym
despocie.
Kiedy despota, zachlawszy pale, rozplakal sie, zebym do niego wrocila,
oczywiscie zmieklam, niepotrzebnie krzywdzac mojego obiecujacego chlopaka.
Obiecujacy chlopak, by wyleczyc dusze, wyjechal na 4 miesiace za granice. W
moim zyciu z despota mial pojawic sie nowy, sielski rozdzial. Przez jakis
miesiac bylo niemalze normalnie, a potem znowu zaczela sie kicha. Ukochany
egoista na przyklad znowu zaczal znikac na trzy dni, w sobie tylko znanym
celu. Komorki albo nie odbieral, albo wylaczal, po powrocie natomiast nie
zawsze silil sie na wymyslenie jakiegos usprawiedliwienia. Coraz mniej mial
dla mnie czasu, co oczywiscie przezywalam okropnie, a potem znowu zaczelam
sie uodporniac, przestalam zadawac pytania. Pomyslalam - on tak ma - i sie z
tym pogodzilam. Chociaz sytuacje, kiedy udawal, ze nie ma go w domu, a ja
marzlam jak kretynka pod domofonem (czasami po prostu nie bardzo mialam sie
gdzie podziac - z rozmaitych powodow powrot do domu byl najgorszym pomyslem z
mozliwych), ciagle doprowadzaly mnie do gowniarskiej histerii.
W tak zwanym miedzyczasie, odrzucony obiecujacy chlopak wrocil zza granicy.
No i sie zaczelo. Od trzech miesiecy jest moim regularnym chlopakiem, a
despota stal sie okazjonalnym kochankiem (chociaz to slowo nie jest
najlepsze, bo seksu w naszej popapranej relacji zawsze bylo niewiele).

I teraz na czym polega komplikator:
Obiecujacy chlopak o despocie wie, aczkolwiek nie wszystko. Mysli, ze go
wlasciwie juz nie widuje, co nie jest prawda. Mysli tez, ze przy najblizszej
okazji wysle despote w kosmos.
Despota nie wie o obiecujacym, bo i po co. Poza tym, jak to z despotami bywa,
boje sie go zwyczajnie (nie agresji fizycznej oczywiscie, ale psychicznego
starcia na miazge, ktore na domiar zlego nie byloby konstruktywne, bo despota
by mnie nie porzucil, tylko sie poznecal, a potem przygarnal).

Clue jest nastepujace: kocham obu. Kazdego inaczej. Despota jest mezczyzna
mojego zycia, a obiecujacy czulym partnerem. Od despoty jestem uzalezniona.
Przy obiecujacym jestem szczesliwa.

Jesli ktos cos z tego zrozumial, czekam na:
1. Masakryczny opieprz za niemoralna postawe (to nieuniknione, ale prosze
wziac pod uwage, jakiego mialam nauczyciela)
2. Jakies rady. W miare mozliwosci inne niz "idz, kretynko, do psychiatry".

Z gory dzieki.
Obserwuj wątek
    • zoe28 Re: KOMPLIKATOR. 07.02.06, 00:23
      Opieprz ? na pewno nie ode mnie. Nie należę do pań umoralniających wszystkich
      wokoło. Rady też Ci żadnej nie udziele, bo to sytuacja tak zagmatwana
      emocjonalnie, że czuję się mało kompetentna. Jest mi Ciebie żal, bo wplatałaś
      się w bardzo trudną sytuację, zostałaś omamiona przez dominującą osobę i swoje
      życie dzielisz miedzy dwie "miłości".
    • bejbe_bejbe20 Re: KOMPLIKATOR. 07.02.06, 00:33
      uuuuu... a ja myślałam, że ja mam pokręcone życie, ale Ty, to... konkretnie
      ale do rzeczy... nie chcę Ciebie krytykować, bo ja sama doświadczyłam chorych
      sytuacji. a więc tak: dziewczyny mają słabość do "diabłów", którzy ranią, robią
      z nimi co chcą, my ryczymy, cierpimy, ale wystarczy jedno dobre słowo i
      dziewczyna wybacza, zapomina o przykrościach. taki związek jest cholernie trudno
      urwać, bo "diabeł" kusi (ja mam na koncie kilku miesięczną znajomość z zajętym
      facetem. mówił mi jaka to ja nie jestem cudowna, kiedy się wkurzył na mnie, to
      obrażał, ale wystarczyło, że ładnie się wytłumaczył + tekst m.in taki: "nie
      zostawiaj mnie kochanie, tylko przy Tobie mogę być dobry człowiekiem"spowodował,
      że wybaczyłam;] kilka razy mówiłam sobie, że koniec, ale oczywiście nie był. tym
      razem wzięłam się za to i powiedziałam sobie, że jak znowu będę z nim się
      spotykać, to oznacza, że jestem skończoną kretynką. mija drugi dziń i wariuję
      już, ale początki są zawsze trudne)
      jeśli chodzi o miłego sympatycznego chłopaka, to... przez takie zachowania
      kobiet, robią się z nich sku..ele, czyli chamscy, obrzydliwi itd. (mój kolega
      tak ma. był słodki i kochany, laska go oszukała, skrzywdziła i teraz "korzysta z
      życia", czyli bierze wszystko co się rusza)
      będzie to trudne, ale... daj spokój sobie z despotą mimo tego, że coś do niego
      czujesz!! jeżeli kochasz tego sympatycznego, to bądź z nim. nie oszukuj go, bo
      wyrośnie z niego chamska kreatura.
      ciężko jest, ale na początku. później będzie już lepiej
    • femme-marie Re: KOMPLIKATOR. 07.02.06, 09:37
      "Kobiety ,które kochaja za bardzo" świetna książka, nie pamietam autora
      niestey,w kazdym razie opisuje szereg przedziwnych komplikacji emocjonalnych w
      które pakuja się kobiety, bo miały : złe wzorce, powielaja schemat matki,
      szukaja kogoś podobnego do ojca, podświadomie chca cierpieć i takie tam,
      pasujesz do tej kategorii, ale nie wiem z jakiego powodu utrudniasz sobie
      dążenie do szczęścia, obiecujący stanie sie zmorą jak sie dowie o oszustwie,
      stary pierdziel juz jest zmorą. Z żadnym nie jesteś naprawdę blisko, może to
      twoja ucieczka ? szkoda zycia na takie rozterki, nie wiem czy radzic Ci zostanie

      z obiecującym, bo chyba jednak tak do końca go nie kochasz skoro potrafisz
      podzielić miłosć na dwoje. Może wycisz sie i wyobraż sobie sytuację kiedy
      rzucasz obydwóch, a może zrób to po prostu. Pokochaj siebie kobieto najpierw,
      jak sie zaakceptujesz, to moze łatwiej ze swimi emocjami dojdziesz do ładu. ech
      czego to sobie ludzie nie porobią...Na pocieszenie ci powiem, że o ile w
      emocjach mam w miare( nareszcie) poukładane to w innych dziedzinach zycia tak
      sobie potrafię namotać, nautrudniać,ze drogi powrotnej nie widac mimo
      słonecznego dnia:-)
      • kasztanowy Re: KOMPLIKATOR. 07.02.06, 14:46
        prosze jak Cie wszyscy oszczedzaja,
        zal, zal, biedactwo, ale ty masz sytuacje,
        ojojej, chucherko, zycie Ci nie oszczedza...

        czy ktos tu na glowe nie upadl?

        przyczyniasz sie do tego ze zycie
        co najmniej trzech osob jest "zachwiane"

        mialem taka sytuacje z dziewczyna, tylko
        ze bylem - niestety - na tyle tolerancyjny
        ze akceptowalem obecnosc "bylego"-"kolegi".
        (lacznie z jej wyjazdami do niego)

        do czasu.

        zyciowe rozterki, cholera,
        puknij sie w glowe,
        ...a potem ktos zaklada watki,
        ze faceci to swinie.
    • n_itka zal mi chlopaka ... 07.02.06, 22:42
      j/w
      i druga sprawa: skoro wiesz w czym problem, piszesz o nim w sposob dosyc
      zartobliwy mozna powiedziec co swoja droga jest dla mnie niepojete... moja rada:
      zrob cos z tym, po prostu... badz z soba szczera i nikogo nie oklamuj, postaw
      sprawe jasno... ciezko mi cos wiecej powiedziec bo nie widze sie kompletnie w
      takiej sytacji, nigdy w zyciu nie dalabym sie tak sponiewierac jak ty, no ale ja
      jestem bardzo dumna i torche egoistyczna z natury.
    • oneway9 Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 10:57
      Chociaz sytuacje, kiedy udawal, ze nie ma go w domu, a ja
      marzlam jak kretynka pod domofonem (czasami po prostu nie bardzo mialam sie
      gdzie podziac - z rozmaitych powodow powrot do domu byl najgorszym pomyslem z
      mozliwych), ciagle doprowadzaly mnie do gowniarskiej histerii.
      to ja ci powiem co ci jest - panicznie boisz sie zostac sama!! i trzymasz te
      dwa wroble wlasnie dlatego, proponuje cos zrobic z wlasnym zyciem a sprawa z
      facetami sama sie wyjasni, podejrzewam ze nie jestes niezalezna finansowo, moze
      sie uczysz itd, jak staniesz mocno na wlasnych nogach, bedziesz wiedziala co
      chcesz w zyciu osiagnac to ruszysz do celu i problemy sercowe zejda na dalszy
      plan przynajmniej na jakis czas..
    • zingy Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 11:20
      Na podstawie Twojej historii można by jakąś telenowelę brazylijską nakręcić..
      A tak na serio: chcesz rady to Ci ją dam. Zdobądź się na odwagę, pokonaj strach
      przed samotnością i daj sobie spokój z tymi facetami. Zastanów się na swoim
      życiem i ewentualnie poszukaj kogoś normalnego; zacznij od nowa, bez złych
      wspomnień, z czystym kontem.
    • milis2 Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 12:52
      Sama święta nie jestem i robiłam różne głupie rzeczy, których później żałowałam,
      ale ty się dziewczyno trochę szanuj! Nie masz za grosz godności? Jak można
      pozwolić na to, żeby ktoś Tobą tak pomiatał?! Myślisz, że stary Cię kocha? Chyba
      się mylisz.
      • bejbe_bejbe20 Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 16:28
        milis2 napisała:

        ale ty się dziewczyno trochę szanuj! Nie masz za grosz godności? Jak można
        pozwolić na to, żeby ktoś Tobą tak pomiatał?! Myślisz, że stary Cię kocha? Chyba
        się mylisz.

        yyyym... kiedy kobieta jest zakochana myślenie na maxa się wyłancza. kieruję się
        przede wszystkim uczuciami, emocjami.
        dziewczyna nie robi dobrze- fakt, ale z takiej sytuacji ciężko jest wyjść, nawet
        wtedy, kiedy się tego bardzo chce
    • bri Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 16:39
      Zerwij wszelkie kontakty z despotą. Po jakis 3 latach dopiero dojdziesz
      psychicznie do siebie i wtedy zobaczysz własną głupotę i jego marność. Na
      początku potrzeba trochę zimnej krwi ale z czasem się w głowie przejaśnia.
      • bejbe_bejbe20 Re: KOMPLIKATOR. 08.02.06, 16:58
        może z nią nie będzie tak źle... ja po 2 latach doszłam do siebie;]
        • myfed Re: KOMPLIKATOR. 13.02.06, 02:07
          Powiedzialam "despocie" wszystko. I przynajmniej mam karę na całe życie - nigdy
          nie przestanę go kochać. Dzisiaj chyba jedyny raz chciał mnie wysłuchać. Bo nic
          nie rozumiał. On też ma uczucia.


          Ku.., melodramatycznie brzmi, nie? Dlatego, że chwilowo nad sobą nie panuję, a
          przy poprzednim poscie panowałam.

          PS Raczej nie ma szans na sielanke z "obiecujacym". Z nikim na razie.
          • trelemorele7 Re: KOMPLIKATOR. 13.02.06, 15:58
            na razie daj sobie spokój z facetami. trzeba przywrócić normalny tok myślenia.
            nie będzie za łatwo zapomnieć o despocie, ale wierzę, że Ci się uda:) zacznij
            życie od nowa, a przeszłość zostaw za sobą i staraj się nie wracać do tego;)
            pozdro
            • bri Re: KOMPLIKATOR. 13.02.06, 16:31
              No właśnie. Najpier musisz wyzdrowieć, potem przyjdzie czas na szukanie
              partnera.
              • poznanianeczka Re: KOMPLIKATOR. 15.02.06, 04:45
                Szanuj sie kobieto. Sytuacja patowa, ale rusz glowa. Idz do tego ktory cie
                kocha.
    • movisz Re: KOMPLIKATOR. 13.02.06, 02:49
      Ale sie ubawilam!
      "Dzieki ci Boze ze jestem normalna".
    • qw994 Re: KOMPLIKATOR. 15.02.06, 08:39
      A życia ci nie szkoda na to gó..?
    • aczemubynie Re: KOMPLIKATOR. 15.02.06, 09:14
      wypisz sobie na kartce plusy i minusy każdego związku a potem przeczytaj sobie
      parę razy,to może idiotycznie brzmi ale jak zobaczysz to na pismie może
      rzezcywiście zaczniesz sie zastanawiac a tak swoja droga to Ty chyba lubisz
      takie życie,emocje.... emocje.... jasne na stare lata bedziesz miała co
      wspominac ale moze tak sie zdarzyć że w koncu zostaniesz sama jak palec w
      bucie,ja wiem ze to jeszcz daleko i wogóle,ale predzej czy później to i tak sie
      wyda bo takie rzeczy zawsze wychodza na jaw.Jak się wtedy bedziesz czuła??
      Toksyczny związek to rzeczywiscie problem,ale wiele zależy od samej Ciebie nikt
      tego problemu nie rozwiąze za Ciebie,to Ty podejmujesz decyzje i Ty ponosisz
      konsekwencje.Zamknij te "drzwi" a otworzą sie nastepne może nie odrazu ale
      dopiero wtedy bedziesz miala szanse na normalny związek,naprawde szkoda życia
      na taka szarpanine tyle fajnych rzeczy jest jeszcze do zrobienia na tym
      świecie.pozdrawiam
    • starucha_izergiel Re: KOMPLIKATOR. 15.02.06, 10:03
      Ale z Ciebie fajna dziewczyna!
      Moja rada: napisz książkę i zostań sławna.

      A tak poza tym, żadna praktyczna rada Ci nie pomoże, bo Ty sama jesteś
      całkowicie niepraktyczna. Podążaj za sercem i staraj się nie krzywdzić
      Obiecującego.
    • natka110 Re: KOMPLIKATOR. 15.02.06, 13:52
      nie bede moze oryginalna, ale mowie: zrzedzacym starym dziadkom mowimy
      stanowcze "nie". Ja tak sie zakochalam w gosciu o 14 lat starszym ode mnie,
      dwukrotnym rozwodniku, z ktorym bylo super i hiper, bo byl taki madry, taki
      fajny, tak idorosly, ze ach i och. Z jego 15 letnim dzieckiem tez sie super
      rozumialam, a moj/nie moj mlody Bog ( no,mlody inaczej) bardzo docenial, ze ja
      w lutym, przy -15 i w sniegu po kolana, zasuwalam do Muzeum Wojska Polskiego na
      podworko, ogladac czolgi z nimi dwoma ( super zajmujace zajecie, polecam, jakby
      kto nie probowal, troche mniej fajne po 2 h z mokrymi butami, ale sie zawsze
      mozna rzucic z pobliskiego mostu POniatowskiego).
      Oprocz tego wlasnie pana, byl jeszcze 3 lata starszy, wyksztlcony i dobrze
      sytuowany, tyle ze nudnawy gosc, zakochany po czubek swoich odstajacych uszu. I
      ja z jednym nie moglam byc, z drugim nie chcialam.
      Koniec debla byl taki ,ze jak wyjezdzalam do Italii 2 lata temu na 4 miesiace,
      starszy powiedzial, ze jemu wisi, czy wroce( w troche ladniejszych slowach), bo
      to moje zycie, mlodszy ciezko przezyl wyjazd, i przetsal sie odzywac. Rozumiem,
      bo jakos w tym samym czasie sie rozchorowala jego mama ( jakby mama byla
      facetem, to bym za nia wyszla w 3 sekundy, niestety, geny im sie jakos zle
      wymieszaly...).
      A ja zostalam we Wloszech, i w maju bedzie 2 lata jak mam trzeciego: roznica
      wieku lat 8, roznica kulturowa spora, ale dobrze jest. Kocha, ja jego tez,
      temperamenty mamy oboje wybuchowe, wiec i malo szklanek w domu ( talerze -
      zwlaszcza latajace), ale ogolenie nie zaluje. NO, moze czasami, tych czolgow ...

      Moja rada: skanceluj obu, zmien srodowisko, i zajmij sie soba: jakis dzoging,
      maseczki, itp, a od razu ci sie zrobi lepiej. Zycie bez faceta, to wcale nie
      jest polowa zycia, jak niektorzy (niektore) mowia.
      3 maj sie, czekam na niusy z pola walki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka