dysiabe
18.02.06, 18:32
Dwa miesiące temu rozstałam sie z chłopakiem, ja odeszłam, powodów miałam
wiele przede wszystkim nie układało sie już między nami i rzadko było dobrze.
Uważałam że najlepszym rozwiązaniem będzie zerwanie z nim kontaktu na dłuższy
czas, aby łatwiej przejść przez etap rozstania, bylismy ze sobą 7 lat, więc
wiadomo że na początku nie jest łatwo. Juz myślałam, że wszystko jakoś sie
ułozy, jednak on cały czas mi w tym przeszadza. Ciągle dzwoni, mówi że kocha,
że powinniśmy spróbować jeszcze raz odbudowac ten związek itp. itd.Ja wiem, że
do niego nie wrócę, zresztą powtarzałam mu to kilkakrotnie, prosiłam go żeby
do mnie nie dzwonił i nie stwarzał okazji do spotkania.Po jakimś czasie
przyjął do wiadomości, że nie chcę już z nim być, ale ze mną spokoju sobie nie
dał. Dzwonił i prosił mnie o spotkanie na stopie koleżeńskiej, dwa razy się z
nim umówiłam i wiem, że był to błąd - on cały czas patrzy na mnie jak na swoją
dziewczynę a ja na niego jak na mojego chłopaka. Takie spotkania są bez sensu,
niepotrzebnie rozdrapujemy sobie ranę, która powinna sie goić. Powiedziałam
mu, że nie chcę sie z nim spotykać w ogóle, ale on tego nie rozumie - mówi,
żebym chociaż pozwoliła mu czasem siebie zobaczyć, bo tęski za mną, chciałby
wiedzieć co u mnie, i tylko tyle. Ale ja wiem, że ani mi, ani jemu nie
przyniesie pożytku takie spotykanie.Problem jest jeden on cały czas dzwoni,
pisze sms-y, przychodzi do pracy, unikam go jak mogę, ale nie potrafię
zupełnie bronić sie przed wszystkim, czasem brakuje mi sił i przeraża mnie ta
jego determinacja, może faktycznie powinnam się z nim spotkać od czasu do
czasu - to by poprawiło nasze stosunki, już sama niewiem. Poradźcie coś, proszę.