36mayfair
13.04.06, 21:24
Jakis czas temu wyjechalam z rodzinnego domu zostawiajac moje rzeczy. Mialam
zamiar za jakis czas wrocic i je zabrac. Rodzina upewniala mnie caly czas, ze
wszystko na mnie czeka. Niedawno przyznali z usmiechem, ze wszystko
wyrzucili, nawet na mnie nakrzyczeli, ze zagracilam im mieszkanie. Dziwia
sie, czemu sie tym przejmuje. Mnie nie chodzi o wartosc rzeczy (glownie
sentymentalna), ale o to, ze mnie oklamywali. Nie mogli do mnie zadzwonic i
zapytac, co maja zrobic?
To nie pierwszy raz, gdy podjeli za mnie decyzje, nie rozumiejac, ze to, co
dla nich jest bezwartosciowe dla mnie moze byc wazne (nie mowie tylko o tych
rzeczach).
Z domu wlasciwie ucieklam, bo atmosfera byla okropna z roznych wzgledow.
Dokuczali mi, ze wyjezdzam nie konczac szkoly (ktora i tak mnie nie
interesowala, a do ktorej poszlam, bo oni uwazali, ze dobrze po jej
skonczeniu zarobie).
Ulozylam sobie zycie daleko, zaczelam dobrze zarabiac i wtedy pokazali, ze
traktuja mnie dobrze wtedy gdy wysylam im pieniadze.
Wiem, to rodzina, ale czuje, ze najlepiej by dla mnie bylo gdybym zerwala z
nimi kontakty. Czasem jest mi ich zal, bo pare osob umarlo i finansowo gdyby
nie ja byliby w zlej sytuacji. Wiec im pomagam jak moge, ale nigdy nie jest
dosyc i ciagle o cos maja pretensje. Gdy z nimi rozmawiam przez telefon, to
czuje sie fatalnie(bole glowy, brzucha, ogromny stres).